5 kwi 2020

Wspaniałe przeżycie.

Witajcie.
Dawno mnie nie było i podejrzewam również, że póki co, to się zbytnio nie zmieni. Niestety. Mimo panującej kwarantanny muszę chodzić do pracy, a po pracy nie mam jakoś ochoty na pisanie. Nie wiem, kiedy to się zmieni. Weny brak, chęci brak, motywacji brak.
Dzisiaj jednak zapragnęłam wrzucić notkę. To coś starego, jeszcze z poprzedniego bloga, ale w najbliższym okresie (nie wiem co znaczy najbliższy okres =.=) będę raczej wrzucać starsze notki, które już kiedyś ujrzały światło dzienne.
Dbajcie o siebie, swoich bliskich. Zostańcie w domu, dla waszego i wspólnego dobra. Przesyłam wszystkim pozytywną energię i wiele uśmiechu na ten ciężki jednak czas. Jeszcze będzie dobrze! 
*****
Edit. 28.11.2021r.
Eh, wciąż mnie nie ma i raczej, przez najbliższy czas to się nie zmieni. Brak mi ochoty i przede wszystkim weny, by cokolwiek z siebie wykrzesać. Pomysły chodzą po głowie, ale ze spisaniem ich, jest bardzo kiepsko. Mam nadzieję, że szybko to się zmieni i W KOŃCU zacznę wracać do regularnego pisania. Chyba trzeba zacząć ponownie pisać w zeszycie i może ruszę do przodu.
Do usłyszenia!
Wasza Kimi.
*****
Edit. 20.09.2024r.
Żyję!
Matko jedyna, jak mnie tu długo nie było... Nawet nie wiem, co mam powiedzieć. Nie będę się tłumaczyć, wybaczcie. Wpadłam tylko informacyjne: pisanie idzie jak po gruzie, laptop ledwo zipie, chęci do pisania całkowicie brak, mimo głowy pełnej pomysłów.
Liczę na to, że niedługo to się zmieni. Odezwę się!
Wasza Kimi.
*****
Siedział na swoim tronie i wysłuchiwał próśb swych poddanych. Chociaż wysłuchiwanie to może za dużo powiedziane, bowiem on właściwie nie słuchał. Nie przejmował się potrzebami swoich ludzi, ważne było tylko, że to właśnie on miał to czego pragnął w danej chwili. Nie, nie był złym królem, bo litował się nad ludźmi i dawał im to o co go prosili. Jednak tylko dlatego, że jego wierny sługa zapisywał ich prośby, a on te ciekawsze po prostu spełniał. Prawdą było też to, że poddani po prostu go kochali i okropnie za nim przepadali. Co jak co, ale tylko na audiencjach zwracali się do niego jak do króla, potem jednak kazał mówić sobie po imieniu, by nie wyróżniać się spośród tłumu. Bo praktycznie się nie wyróżniał. Miał krótkie, czarne włosy i przenikliwe, złote oczy. Był młodym królem, bowiem miał dopiero lat dwadzieścia trzy. Zasiadł na tronie po śmierci swego ojca. Musiał to zrobić, bowiem był jedynakiem i ukochanym synem ludu. Chcąc nie chcąc, od trzech lat, to właśnie on sprawował władzę w tym królestwie. Był mądrym królem, który nie wchodził w żadne konflikty zbrojne. Wolał załatwiać sprawy pokojowo, bez przelewu krwi. Faktem było to, że jego żołnierze byli naprawdę dobrze wyszkoleni, jednak było ich mało, więc w starciu z liczniejszym wojskiem, nie mieli by prawie w ogóle szans. Nie było potrzeby wysyłać ludzi na pewną śmierć, skoro taka ofiara niebyła potrzebna. Młody mężczyzna westchnął cicho, kiwając głową, że rozumie, chociaż nie rozumiał, bo nie słuchał. Jedynym szczęściem było to, że to był ostatni chłop ze swą prośbą i mógł wrócić do swoich spraw. Których właściwie nie miał. Nauka fechtunku, walki wręcz czy pojedynki po prostu mu się znudziły. Ile przecież można było tego znosić?
- Panie, to wszystko – usłyszał głos swego pisarza i wstał z tronu.
Nareszcie te męki się skończyły.
- Dziękuję – powiedział młodzieniec z lekkim uśmiechem i wyszedł z sali tronowej.
Bocznymi wejściami i drogami po chwili doszedł do swego pokoju. A pokój ten był prawie największym pomieszczeniem w całym zamku. Był to pokój kwadratowy ze czterema oknami wychodzącymi na ogród oraz miasto, znajdujące się nieopodal. Na środku leżał dywan, zrobiony specjalnie dla młodego panicza ze skór zwierząt, jakie tylko istniały na tym ziemskim padole. Tuż obok jednej ze ścian, znajdowało się wielkie łoże z czerwonym baldachimem. Łoże było tak wielkie, że pomieściłoby z pewnością wiele niewiast wraz z królem. Na każdej ścianie wisiały obrazy, niekoniecznie przedstawiające ludzi, lecz właśnie naturę. Młodzieniec zamówił te obrazy u miejscowego, młodego malarza, który był wspaniały. Potrafił dobrać tak barwy i stworzyć coś pięknego, że miało się wrażenie, że obraz żyje. Dlatego był znany ze swego talentu, jednak malował dla przyjemności, by dzielić się swymi dziełami z całym królestwem. Po prawej stronie komnaty, znajdowały się drzwi do łaźni. Osobne pomieszczenie, które było w całości łaźnią, z wielką wanną, czy też małym basenem. Wszędzie był przepych, barwy i emblematy rodu królewskiego. Aż dziwne, że w XXI wieku, w małym państwie było jak w epoce średniowiecza. Co prawda, były nowinki techniczne, jednak nikt specjalnie nie przejmował się nimi. Byli wychowywani w innej kulturze, z innymi wartościami. Chłopak wszedł do środka i od razu rozebrał się ze swoich drogich, jedwabnych szat, które sprowadzono dla niego od najlepszych projektantów. Przebrał się w zwykłe jeansy i bluzkę. Nie wiedział co ze sobą zrobić, więc położył się na łóżku, zamykając oczy. Najwyraźniej zapadł w drzemkę, bowiem delikatne pukanie wyrwało go ze stanu otępienia.
- Wejść – powiedział, przecierając dłońmi swoje oczy.
W progu stał młody służący. Warto zaznaczyć, że był prywatnym służącym samego króla i tylko król wyznaczał mu zajęcia. Był to chłopiec o niskim wzroście, z dziecięcą buźką i radością, bijącą z jego niebieskich patrzałek. Miał brązowe, lekko przydługie włoski z grzywką, która zasłaniała jego oczy. Był naprawdę wątłej budowy i gdyby się odwrócił, to przypominał dziewczynę, taki był drobny.
- Czy czegoś potrzebujesz, królu? – spytał, schylając głowę.
Chłopiec nigdy nie odważył się spojrzeć na króla, dłużej niż powinien. Zawsze był pokornym i oddanym sługą swego pana. I jako jedyny ze wszystkich poddanych w królestwie, nie ośmielił się do młodego panicza odezwać inaczej niż ‘królu’. Nie potrafił i już. Mimo wielu próśb, rozkazów, a nawet delikatnych kar, nie złamał się. Uważał, że królowi trzeba oddawać szacunek w każdej chwili i on, jako zwykły chłop, musiał to robić.
- Nie, nie potrzebuję. Ale możesz zrobić mi dobrą herbatę – powiedział król. – Mówiłem ci, że masz się zwracać do mnie po imieniu – dodał, kiedy chłopiec schylił się bardziej.
- Wybacz królu, ale nie mogę – powiedział stanowczo, acz cicho.
Wyszedł z komnaty i od razu skierował się w stronę wielkiej kuchni, gdzie trwały przygotowania już do posiłku. Kucharki chodziły wszędzie, szukając różnych przypraw, mięs czy warzyw. Właściwie za kilka dni miał odbyć się bal, na którym to właśnie młody panicz wybierze sobie przyszłą małżonkę. Tradycja stara, jednak nikt nie ośmielił się jej przerwać. Więc i obecny król, musi znaleźć tą jedyną, wśród wielu niewiast z jego królestwa, czy też królestw leżących nieopodal. Wiadome było jednak to, że wiele z tych dziewcząt było naprawdę pazerne na pieniądze i tylko to się liczyło. Więc musiał uważać na takie obłudnice, które by go naciągnęły. Nikt jednak nie wiedział, że król ma już wybrankę swego serca. Po kilku minutach, młody służący wrócił z herbatą. Postawił ją na stoliczku obok łóżka i spojrzał na uśpioną twarz młodzieńca. Był niezwykle pociągający i przystojny. Delikatnie przejechał opuszkami po jego licu.  Zakrył usta drobną rączką i czym prędzej wybiegł z komnaty, nawet nieświadomy tego, że obserwowały go złote tęczówki.
###
Dni mijały naprawdę przyjemnie. Pogoda była znakomita na spacery po okolicznych lasach, czy łąkach. Więc większość ludzi po pracy kierowała się właśnie na łono natury, które było natchnieniem wielu artystów. W ten właśnie dzień, młody malarz, wybrał się na przechadzkę i malowanie kolejnego obrazu. Właściwie rzecz ujmując, nie szedł właśnie nad wartki strumień tylko po to. Uśmiechnął się delikatnie, kiedy rozstawił swoją sztalugę na równym terenie. Wyjął jedną z kartek i zaczął szkicować to, co, akurat przyszło mu na myśl. Delikatne ruchy ręką zostawiały idealnie dopracowane kreski, które po niedługiej chwili zmieniały się w piękny obraz. Chłopak był samoukiem, bez żadnej ukończonej szkoły, lecz talent posiadał niezmiernie wielki. Nie przestraszył się nawet odgłosów kroków, które zbliżały się do niego. Już nauczył się rozpoznawać je z daleka.
- Przyszedłeś – wyszeptał cicho, a jego usta połączyły się z ustami przybyłego młodzieńca w namiętnym pocałunku.
- Przyszedłem – odpowiedział, kiedy odsunęli się od siebie.
Młody malarz uśmiechnął się lekko. Zawsze przychodził i często robili różne rzeczy, nie tylko malowanie. Młodzieniec, który przed chwilą przybył, był ubrany w żołnierskie odzienie, co świadczyło o tym, że służył w królewskim wojsku. Był młody, nie wyglądał na więcej niż dwadzieścia dwa lata. Miał ciemne włosy i oczy, które nadawały mu niezwykłego wyglądu, kogoś nie z tego świata. Usiadł obok swego ukochanego i wpatrywał się w wodę. Nie zamierzał mu przeszkadzać w niczym, więc spokojnie zaczeka, aż malarz skończy swoje dzieło. Tak, tak, malujący młodzieniec był jego kochankiem. Skrytym kochankiem i najważniejszą osobą w jego życiu.
- Skończyłem – powiedział chłopak, odkładając kartkę na sztalugę.
Obraz przedstawiał wzbijające się w powietrze ptaki, których te lasy były domem. Młody żołnierz uśmiechał się lekko i, całując swego ukochanego, położył go na mchu. Tak, oboje byli spragnieni bliskości i czułości, zwłaszcza, że nie widzieli się przez dwa, albo i nawet trzy tygodnie. A czas ich rozłąki dłużył się niemiłosiernie. Całowali się zachłannie, pozbywając się nawzajem swego odzienia.
###
Nastał dzień balu, a cały pałac tętnił życiem od samego rana. Służba wierciła się i pomagała we wszystkim, by całe to przyjęcie odbyło się na czas i niczego nie zabrakło. Do wieczora wszystko było gotowe i zapięte na ostatni guzik. Właśnie teraz do zamku zaczęły zjeżdżać się urodziwe panny z królestwa oraz innych królestw wraz z dwórkami, które towarzyszyły im niemal wszędzie. Młody monarcha siedział właśnie w swym pokoju i dokonywał ostatnich poprawek swej fryzury, która zdecydowanie nie chciała się dzisiaj ułożyć. Służący wszedł do pokoju bez pukania, a widząc niezłomny trud swego pana, delikatnie i ostrożnie zaczął samemu układać jego włosy. Po krótkiej chwili, czarne włosy były ułożone, a na jego głowie spoczęła złota korona.
- Coś jeszcze pomóc, królu? – spytał, odsuwając się i jak to miał w zwyczaju, schylił głowę.
- Pomóż mi się ubrać – odpowiedział.
Młodzieniec chwycił jedną z białych bluzek i powoli wsunął na ręce swego króla. Potem ostrożnie, drżącymi dłońmi zapinał pozłacane guziki. Jego twarz była czerwona, jednak nie zwracał na to uwagi. Chwycił czarną marynarkę ze złotymi obszyciami i nałożył na niego. Zapił guziki i delikatnie przyozdobił butonierkę kwiatkiem. Do brustaszy włożył idealnie złożoną poczetkę. Odsunął się od króla i roziskrzonym spojrzeniem spojrzał na niego.
- Wygląda król, po królewsku – powiedział, wpatrując się przez chwilę w młodego panicza.
- Dziękuję. Ty również powinieneś się przebrać. Nie może ciebie zabraknąć – powiedział król z uśmiechem, widząc zmieszanie na rumianej twarzy swego sługi.
Chłopiec skinął głową i czym prędzej się oddalił do swojego małego pokoiku. Sam ubrał się w szary, lekko znoszony garnitur. Do brustaszy natomiast wsadził małego, fioletowego bratka, jego ulubionego kwiatka, który naprawdę ładnie wyglądał z szarością. Wszystkim mężczyzną na balu zakazano ubioru czarnych garniturów bądź smokingów, bowiem to był dzień młodego króla tego państwa i nikt nie miał prawa, być ubranym w podobny sposób. Służba natomiast włożyć miała szare garnitury – taki rozkaz odgórny.
Chłopiec wyszedł ze swego pokoju dobrą chwilę po rozpoczęciu balu. Nie chciał przeszkadzać, więc bocznym wejściem dostał się do środka sali balowej i dyskretnie obserwował siedzącego na tronie króla, który witał się z każdą panienką. Suknie tych wszystkich panien były pełne przeróżnych dziwnych koronek, ozdobników, korali, pereł, haftów. Panny walczyły o serce króla, jednak ten nie zatrzymał swego przenikliwego spojrzenia na  żadnej z nich na dłużej, niż by wypadało. Cały bal zaczął rozkwitać, a służba miała pełne ręce roboty – prócz małego służącego, który stał z boku, czekając na jakikolwiek znak od swego pana. Nikt nie mógł mu rozkazać czy do czegoś zmusić, bez pozwolenia samego czarnowłosego. Westchnął cicho i sam zaczął pomagać innym. Wiedział, że źle robił, ale naprawdę miał dość bezczynnego patrzenia na innych służących, którzy uwijali się jak mróweczki, byle dogodzić zebranym gościom. Bal skończył się późną nocą, a właściwie to wczesnym rankiem. Młodego króla, odprowadzał jego służący. Otworzył drzwi i wpuścił władcę pierwszego, sam wszedł po nim i zamknął drzwi. Zdążył się jedynie obrócić, gdy poczuł nachalny, aczkolwiek delikatny pocałunek ze strony starszego z młodzieńców. Otworzył szerzej oczy, jednak nie odsunął się, ani nie uciekł. Chciał tego od zawsze, jednak jako służący to były tylko złudne marzenia, że ktoś taki wspaniały, zainteresuje się zwykłym chłopcem. Złote oczy spojrzały w jego i wszystko było jasne.
- Kochaj się ze mną – usłyszał namiętny i rozpalony głos swego pana tuż przy uchu.
Przełknął ślinę. Bał się tego, bowiem to był jego pierwszy raz. Ale jeśli nawet miałby to być ostatni, chciał go przeżyć właśnie ze swym królem.
- Dobrze, królu – odpowiedział cicho, spuszczając spojrzenie.
Jego nawyk dał o sobie znać i przez całą sytuację intymną, jego oczy nie spojrzały na wspaniałe, wyćwiczone ciało. Mógł je jedynie czuć pod swoimi palcami, jednak i tego się wstydził. Tego, że brudnymi dłońmi skala ciało króla. Młody władca nie przejmował się tym. Był tak spragniony bliskości z drugim człowiekiem, a jego serce szalało, kiedy widział swego sługę, choćby rano, kiedy przynosił mu śniadanie. To zdecydowanie była nie tylko fascynacja, ale po prostu miłość. Czysta miłość i najpiękniejsza. Książę szybko pozbył się zbędnego odzienia młodzieńca i zaczął go całować. Miał piękne i delikatne ciało, które aż prosiło o dotyk. Z ust chłopca co chwilę wyrywały się jęki, bowiem ciało miał wrażliwe na każdy dotyk dłoni panującego. Czarnowłosy wódz państwa błądził dłońmi przy kroczu młodzieńca, co jakiś czas jeżdżąc palcami po najwrażliwszej części jego ciała. Nie mógł znieść zamglonych tęczówek, które patrzyły w sufit, więc ułożył się między jego drobnymi nóżkami i całując jego uda, doszedł do penisa. Wpierw pocałował samą główkę, lecz więcej nie mógł zrobić, bowiem ręce służącego od razu zakryły prącie.
- Nie, królu – usłyszał, stłumiony głos chłopięcia.
- Nie zrobię ci krzywdy, wiesz przecież – odpowiedział i ostrożnie odsunął ręce od krocza.
Spojrzał na twarz chłopca i wsunął całego penisa do ust. Po całej komnacie rozniósł się głośny jęk zaskoczenia, ale też przyjemności spowodowanej tym niezwykłym uczuciem, którego doświadczył pierwszy raz. Pan zaczął stymulować prącie i delikatnie wodzić palcami obok wejścia, co rusz wsuwając lekko same opuszki. Ciało młodzika wyginało się w ekstazie i przyjemności, jaką otrzymywał. Wyjął z szafeczki olejek i polał nim swoje palce. Król zaczął poruszać szybciej głową i wsunął jeden palce do środka. Usłyszał jęk bólu, więc podniósł wzrok na służącego. Po jego twarzy płynęły łzy, jednak starł je szybko wolną ręką. Zaczął poruszać palcem, jak prawdziwym członkiem i po chwili odgłosy bólu przemieniły się w dźwięki przyjemności. Król nie był w stanie długo wytrzymać, więc po chwili dołożył drugiego i trzeciego palca, rozciągając tym samym wejście chłopca i przygotowując go na większą przyjemność. Kilka ostatnich ruchów językiem i poczuł w ustach słonawy smak nasienia, usłyszał głośny jęk spełnienia, zobaczył ciało wyginające się z podniecenia. Połknął całą spermę i wylizał dokładnie członka. Nie było to wcale ani dobre, ani złe, po prostu nijakie. Zmiażdżył w pocałunku usta chłopca, a rękami smarował swojego członka, który aż piekł z bólu. Wszedł w jego ciasne wejście, całując się z młodzieńcem. Po twarzy sługi popłynęły łzy, jednak nie spowodowane bólem, a raczej dyskomfortem jakiego doznał. Uczucie rozpychania było dziwne i odmienne od wszystkich odczuć, jakie znał. Było inne, ale przyjemne. Kiedy możnowładca zaczął się poruszać, odczuwał coraz większa przyjemność. A słuchając cichych westchnień i jęków, jakie wydobywały się w jego ust, sam miał ochotę krzyczeć, kiedy uderzał dokładnie w jego prostatę. Nie trzeba było czekać na finał, gdyż oboje byli spragnieni, rozpaleni, że doszli niemal w tej samej chwili. To wszystko było wspaniałe przeżycie dla dwojga młodzieńców, które zmieniło całkowicie dotychczasowe ich życie.

*****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że się podobało. Powrót do starszych notek, budzi sentyment, zdecydowanie. Kolejna notka za jakiś czas.
Będzie dobrze, dużo zdrówka i wytrwałości.
Niech Yaoi będzie z Wami. xD. 
*****
Edit. 25.03.2021r.
Ło, masakra! Jak mnie tu długo nie było! Masakra! Ale żyję... Jako tako, ale jednak.
Chwilowo stan braku postów się nie zmieni, może dodam za jakiś czas coś starego.
W komentarzach zostawiłam informację, że miałam problem z dostaniem się na pocztę, dzięki której mam dostęp do bloga - NA SZCZĘŚCIE udało się to jakoś zażegnać, i mam już pełen dostęp. Ufff, ulżyło mi.
Dbajcie o siebie i swoich bliskich!
Do następnego!
Wasza Kimi.

14 sty 2020

Zakład.

Witam.
Dawno mnie nie było jak widać, ale dzisiaj jestem. Nie będzie to jednak coś nowego, a notka stara z poprzedniego bloga, jednak lubiana przeze mnie. Chciałam wrzucić coś w tym nowym roku, nie chce by blog znów był w stagnacji. Ale pożyjemy, zobaczymy co z tego wyjdzie. Trzymajcie kciuki - i tak nikt już tego nie czyta, ale cóż, życie.
Chwilowo "Kości..." leżą i kwiczą błagając, by się w końcu za nie zabrać. Coś się pisze, powoli, bardzo. W nowej pracy zauważyłam, że coraz rzadziej siadam przy komputerze, więc to pewnie dlatego dalsze notki leżą. 
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!
*****
Czy wiecie jak to jest usługiwać swojemu najlepszego przyjacielowi? I który robi wszystko, by cię upokorzyć, póki ma szansę? Cholera, ja wiem! Naprawdę jestem głupcem, skoro myślałem, ze wygram ten durny zakład. Przecież od razu stałem na straconej pozycji. Wszyscy wiedzieli, że nie przepadam za alkoholem i jak już coś wypiję, to od razu jestem napity. Nie wiadomo w jakiej ilości wypije napojów wysokoprocentowych, na drugi dzień umieram – chodź do kibla i no cóż, nie będę Wam obrzydzał, ale powiem, że nie jest to najlepszy widok, jaki można sobie wyobrazić. Zresztą uczucie temu towarzyszące, też nie jest jakieś przyjemne. Dobra, powiem krótko – zdycham. I ja durny, dałem się tak po prostu podpuścić własnemu przyjacielowi?! Matko, jestem największym idiotą, jaki chodził po tej ziemi! No brak mi słów. Przegrałem durny zakład, o to kto wypije więcej alkoholu. Wypiłem trzy piwa i film mi się urwał, a ten wstrętny krętacz chlał sobie w najlepsze. Cholerny oszust! Oczywiście, nie dość, że przegrałem – co przy każdej chwili jest mi wypominane przez niego – to jeszcze przez miesiąc jestem na jego durnych usługach, czyli robię za służącą i muszę się do niego zwracać „panie Nao”. To jakaś katastrofa. Coś czuję, że ten miesiąc będzie się ciągnął i ciągnął w nieskończoność.
Ale może zacznijmy od tego, że nazywam się Aki i mam już prawie 20 lat. Ha! Jestem dorosłym człowiekiem, który szasta pieniążkami tatusia na prawo i lewo. Nie, no dobra żartuję. Nie szastam aż tak jego kasą, ale czasami się zdarza. Tak, jestem bogatym paniczykiem z dwójką starszych braci i dwojgiem rodziców. Mieszkam w domu pełnej służby, która zrobi wszystko na moje jedne skinienie palcem. Lubię wygodę, ale bez przesady. Nie znoszę, jak ktoś zwraca się do mnie „paniczu Aki” – wówczas zalewa mnie krew i mam ochotę eksplodować. Ale cóż, teraz chcąc nie chcąc mieszkam u Nao i mu służę. Za jakie grzechy mnie to spotyka? Mógłby mi przecież odpuścić ten durny zakład i po kłopocie, ale on się uparł jak ten durny osioł i już. Obecnie paraduję w stroju służącej z miotełką i sprzątam. Tak, dobrze przeczytaliście. Mam na sobie DZIEWCZĘCY strój służącej. Naprawdę los się na mnie mści, a Nao się przy tym świetnie bawi. Pieprzony dupek i egoista z niego! Wiecie jak wyglądają chyba stroje służących co nie? No, skoro wiecie, to mój jest niemal identyczny, tylko z tą różnicą, że mam jakąś krótką tą spódniczkę, czy sukienkę, czy cholera wie, jak to się zwie. Ledwo cholerstwo tyłek mi zasłania i muszę co chwilę się poprawiać, by wszystko było zakryte. Jedyny plus w tym jest taki, że mogę mieć na sobie zwykłe adidasy, a nie jakieś buciki czy baleriny, wtedy to już byłoby po mnie. No więc sprzątam sobie jego wielką chałupę i końca nie widać. Ten jego dom jest strasznie wielki, chyba nawet większy od mojego domu i sądzę, że można się w nim zgubić, tyle tu zakrętów i jakiś drzwi i schodów. Jak się zgubię i umrę z głodu, to będzie jego wina i tylko jego.
- Zabije cię za miesiąc, debilu – warknąłem czyszcząc jakąś wazę, która akurat stanęła mi na drodze.
- Kogo zabijesz? – usłyszałem jego głos, tuż przy moim uchu i zacząłem krzyczeć. Serce niemal wyskoczyło mi ze strachu, kiedy się pojawi i zaszedł mnie od tyłu. Chwilę potrwało nim doprowadziłem swój oddech i łomoczący organ do ładu.
- Chcesz bym padł na zawał? – warknąłem wściekle, ale on nic nie powiedział, tylko patrzył na mnie. Zgryzłem wargi i zaciskając pięści, dodałem: – Paniczu Nao.
Ten debil uśmiechnął się szczęśliwy, jakby co najmniej wygrał w totka jakąś wielką sumę. A niech cię!
- Nie, jasne, że nie. Sprawdzam, gdzie się moja śliczna służąca podziewa – uśmiechnął się w moją stronę delikatnie głaszcząc mnie po policzku. Poczułem miłe mrowienie na twarzy i gdzieś w okolicy żołądka.
- Śliczna służąca zaraz ci strzeli i sobie pójdzie, paniczu Nao – mruknąłem poprawiając te durną kieckę i ruszyłem przed siebie, nawet nie odwracając się.
Miałem dość tego zakładu, a to dopiero mój trzeci dzień. Matko, za co?! Westchnąłem zrezygnowany, ale postanowiłem nie poddać się i pokazać Nao, kto tutaj rządzi. Zaraz jednak oparłem się głową o ścianę z bólem stwierdzając, że w tej chwili to on jednak rządzi. Ale trochę mogę mu uprzykrzyć życie przez ten czas, skoro on tak doczepił się mojego. Zaśmiałem się cicho i ruszyłem do pokoju. Nie zdążyłem jednak do niego nawet dojść, a już usłyszałem dźwięk dzwoneczka, którym wzywał mnie chłopak. Westchnąłem przeciągle i z uśmiechem na ustach, poszedłem do jego pokoju. Bez pukania wlazłem do środka.
- Słucham, paniczu? – spytałem, patrząc na niego.
- Kanał – mruknął cicho wskazując ręką na pilota położonego na stole, dokładnie jakieś 15 centymetrów od niego. Mógłby łaskawie wyciągnąć durną rękę i spokojnie, by go dosięgnął, ale nie! Podszedłem do stołu i rzuciłem w nim pilotem.
- Ups – powiedziałem ze skruchą, kiedy jego oczy spotkały się z moimi. Świat jakby przestał istnieć i liczyło się tylko to, że mogę patrzeć w te jego śliczne patrzałki.
- Przeproś, śliczna – powiedział cicho, ciągle wpatrując się w moje oczy.
- Zdajesz sobie sprawę, że CIĄGLE jestem chłopakiem, paniczu? – warknąłem mrużąc gniewie oczy. Już od jakiegoś czasu zwracał się do mnie, jak do dziewczyny.
- Wiem, Aki słoneczko ty moje. Ale jesteś moją służąca, a nie służącym z tego co sobie przypominam. A skoro strój masz dziewczęcy, to mogę się zwracać do ciebie, jak do dziewczyny.
- Nie zgadzałem się na taki układ! Miałem ci tylko usługiwać przez miesiąc, anie usługiwać i paradować w jakimś wdzianku służącej! – warknąłem i wyszedłem trzaskając drzwiami na znak mojej ogromnej frustracji.
Swoje kroki skierowałem od razu do pokoju, gdzie teraz mieszkałem. Od razu będąc w środku rzuciłem się na łóżko i zdjąłem z siebie to coś. Wspominałem może, że Nao to mój najlepszy przyjaciel i to od zawsze i na zawsze? Nie pamiętam właściwie jak dawno się znamy, ale najważniejsze jest to, że na Nao zawsze mogę polegać i zawsze jest przy mnie, po prostu. I kocham go, ale teraz też go nienawidzę, że aż mną telepie. Najchętniej rzuciłbym to w cholerę, ale zakład to zakład. Teraz najlepiej pójdę spać, a sen dobrze mi zrobi. Obudziłem się dość wcześnie rano, wziąłem szybki prysznic i ubrany w tej strój ruszyłem na kolejny dzień jak służący. Pierwsze co zrobiłem, to poszedłem do kuchni by zrobić nam obu śniadanie. Miałem ochotę z nim zjeść moje tosty, ale jednak stwierdziłem, że to nie jest zbyt dobry pomysł. Szybko zjadłem swój posiłek, a jego nałożyłem na tackę i ruszyłem do jego pokoju. Drogę znałem na pamięć i z zamkniętymi oczyma na pewno bym trafił, zwłaszcza, że już tyle razy ile ja tutaj byłem, to nikt nie zliczy. Bo nawet ja sam nie pamiętam, ale na pewno dużo. Minąć kilka obrazów, drzwi, okien, skręcić w lewo, potem w prawo i jest -pokój Nao.  Zapukałem cicho i od razu wlazłem do środka, nie czekając na żadne ‘proszę’ z jego strony. Zapewne jeszcze spał sobie w najlepsze.Spojrzałem w stronę łóżka i nie myliłem się z moimi przypuszczeniami, bowiem spał sobie w najlepsze. Wyglądał przy tym niezwykle uroczo i słodko, że aż westchnąłem zauroczony. Włosy rozsypane na poduszce, lekko rozwarte usta i boskie ciało, które teraz było odsłonięte. Nao sypiał w samych bokserkach, a kołdra zazwyczaj lądowała gdzieś w nogach, bądź na ziemi. I tak było teraz i w tym przypadku. Postawiłem tacę na stole i przyjrzałem mu się. Miał idealne ciało, pod każdym względem, umięśnione, lekko opalone i z tzw. kaloryferem,którego nie jeden człowiek płci męskiej na tej ziemi mógł mu pozazdrościć.Odchyliłem materiał tej durnej kiecki, by przyjrzeć się swojej klatce, która strasznie różniła się od jego – zero mięśni, zero ciała, po prostu sama skóra i kości.
- Co tak oglądasz? – usłyszałem jego głos i spojrzałem na niego. Lekko zaspany podnosił się właśnie z pozycji leżącej, do siedzącej. Moje policzki pokryły się czerwienią, nie tylko ze wstydu, ale też z innego powodu. A mianowicie: Nao zaspany, to Nao cholernie pociągający i seksowny. Aż zabrakło mi tlenu w płucach, kiedy patrzył wprost na mnie.
- Śniadanie, paniczu – powiedziałem cicho i zaraz podałem mu tackę, którą ułożył sobie na kolanach. Wygodnicki. – Smacznego.
- Nie jesz ze mną? – spytał i wydał się jakiś taki, zawiedziony.
- Już jadłem, paniczu.
- Ah, skoro tak – mruknął i zaczął pałaszować swój posiłek.
Szybko wysprzątałem jego pokoju z brudów, które walały się niemal wszędzie. Do czyściochów i pedantów Nao stanowczo nie należał. Był bałaganiarzem jak sto pięćdziesiąt. A mnie to cholernie w nim wkurzało, ale nie mogłem nic poradzić, bo ja również do jakiś pedantów nie należałem. Ale takie burdelu w pokoju to na pewno w życiu nie miałem.
- Ty w ogóle tu sprzątasz, paniczu? – spytałem cicho składając kolejne spodnie, które akurat wpadły mi w ręce.
- Nie, po co? – odparł.
Fakt, mogłem się spodziewać, że taki geniusz komputerowy nie będzie sprzątał, skoro większość swojego czasu spędzał siedząc przed komputerem i czegoś w nim szukając, czy po prostu w nim grzebiąc bez celu. Nic do tego nie miałem, skoro lubił to robić, to droga wolna. Co prawda, nie znosiłem kiedy mnie olewał i nie zwracał na mnie uwagi, kiedy liczył się tylko durny laptop, którego mu kiedyś rozwaliłem o ścianę. Oj, wkurzyłem się, nie? Ile można znosić olewanie? Ja jestem cierpliwy, ale do czasu. Wtedy przyszedł mój kres. Pamiętam, jakby to było wczoraj. Olewał mnie już któryś dzień z kolei, bo szukał czegoś ważnego inie chciał mi zdradzić czego. To mogłem znieść, ale siedzieć u niego ciągle i gapić się w telewizor? Nawet ja miałem swoje granice. Nawet jak się zdrzemnąłem i wstałem po jakiś trzech czy czterech godzinach – on ciągle gapił się w monitor. To się wkurzyłem i bez ceregieli odsunąłem jego krzesło od biurka, a tym samym i jego. Chwyciłem laptop i rzuciłem go o ścianę. Laptop rozleciał się na kilkanaście części, a ja zadowolony poszedłem do domu. W domu miałem okropne wyrzuty sumienia, więc po dwóch dniach kupiłem mu najnowszego laptopa, jakiego mogłem dostać. Ma go do teraz i bardzo niego dba, co w nim cenię. Właściwie, to jestem szczęśliwy, że tak o niego dba. To miłe.
Minęły już 2 tygodnie odkąd pracuję tutaj, jako przynieś, wynieś, pozamiataj – dosłownie i w przenośni. Mam tego dość, ale dam sobie przecież radę. Dziwnie mi się robi, jak patrzę rano na zaspanego Nao i w spodniach robi mi się trochę ciaśniej niż zawsze. Nie! Nie podniecam się na widok własnego przyjaciela, prawda? No przecież to nie jest możliwe, bo już tyle razy widziałem go nago i jeszcze bezczelnie paradował tak przede mną. Wtedy miałem polewkę z tego, ale teraz jakoś.. Chyba nie byłoby mi do śmiechu. A wiecie co jest najgorsze? Że ten idiota wymyślił sobie, że mam być przy nim kiedy się kąpie, by myć mu plecki, jak mi to powiedział. Matko, to okropne, jak on uwielbia mnie upokarzać. On czuje satysfakcję, kiedy paraduje przede mną bez ubrania, a ja się czerwienię, jak jakaś dziewica! Dobra, może i jestem prawiczkiem, ale do cholery bez przesady, żebym rumienił się na widok doskonałego ciała przyjaciela. Ja wariuję! Chwyciłem za stojącą na stoliku szklankę i ochlapałem zawartością, swoją twarz. Pech chciał, że był to wrzątek i tak cholernie mnie piekło. Szybko pobiegłem do prysznica i nie zdejmując ubrań, po prostu wlazłem do środka odkręcając lodowatą wodę, która dała mojej twarzy przyjemne ochłodzenie. Stałem tak dobre 20 minut, jak nie więcej nim wyszedłem. Twarz jeszcze mnie piekła, ale było o niebo lepiej. Spojrzałem w lustro przełykając lekko ślinę. W sumie nie wyglądałem tak źle, jakby to mogło się wydawać. Twarz miałem całą czerwoną, ale nie było żadnych pęcherzy, co było najważniejsze. Z szafki wyjąłem jakąś maść na oparzenia i szybko się nią nasmarowałem. Ufff, jaka ulga. Czegoś takiego nie da się opisać słowami, co się czuje. Siedziałem na ziemi z zamkniętymi oczyma i czekałem aż ta maść się wchłonie.
Kolejny tydzień minął mi niezwykle szybko. Po moim oparzeniu nie było prawie śladu, tylko czerwony nos i pod nosem, ale to codziennie, a nawet cztery czy pięć razy dziennie smarowałem. Na pytania Nao, co mi się stało, po prostu go zbywałem. Nie mogłem mu powiedzieć, jakim jestem głupkiem i do tego, zakochanym głupkiem! O cholera jasna! Właśnie przyznałem się, że kocham się w Nao. Naprawdę musi być ze mną strasznie, skoro się do tego przyznaję. A doszedłem do takiego, a nie innego wniosku, kiedy jego postać chamsko wparowała do moich snów, powodując, że musiałem rano zmieniać pościel. Nawet w snach musiał mnie dręczyć! Menda społeczna! Ale to już ostatnie dni, kiedy jestem tutaj i mu usługuję, potem hulaj dusza do woli. Jak, ja na to czekałem.
- Zostało ci 3 dni do zakończenia zakładu – powiedział Nao wpatrując się we mnie swoimi boskimi oczyma.
- Na szczęście paniczu. Szykuje się na karę, za tego panicza – burknąłem mu wprost do ucha myjąc mu plecy.
Tak, Nao właśnie się kąpał, a jak musiałem go myć. Znaczy w sumie myć, to za duże słowo, bo myłem mu plecki, ale to jednak wciąż zalicza się do mycia.
- Coś jeszcze mogę dla panicza zrobić? – spytałem, odsuwając się pod same drzwi.
- Tak. Rozbieraj się.
- HE?!?! ŻE CO?!?! – wydarłem si czerwony.
- Nie krzycz. Powiedziałem, rozbieraj się – powiedział to tonem rozkazujący, więc chcąc nie chcąc – bardziej rzecz jasna nie chcąc – rozebrałem się. Zostałem jedynie w samych bokserkach i koszulce, którą zawsze nosiłem pod to cholerne ubranie. Teraz się przydała.
- Wszystko.
- Chyba śnisz! Nie ma mowy.
- Chyba zapomniałeś o czymś śliczna. I nie, nie śnię. Dajesz maleńka – powiedział z uśmiechem, opierając się wygodniej o brzeg wanny.
- Nie, paniczu – mruknąłem miętosząc w rękach koszulkę.
- No dobrze, niech stracę. Wchodź, wykąpiemy się razem – powiedział cicho, wskazując dłonią na wannę.
Cholernie niepocieszony, wlazłem do tej wanny i trzymałem się samego brzegu, by nawet nie dotykać jego ciała. Bóg jeden wie, co działoby się wtedy z moim. Na szczęście, to nie było trudne, bo wanna była ogromna, i wyglądała jak jakiś mały basen. Wygodnie i milutko, nie powiem, że nie. Zrelaksowałem się i odprężyłem na maksa. Było mi tak dobrze, że nawet nie zauważyłem, kiedy znalazłem się między nogami – NAGIEGO – Nao, a jego przyrodzenie ocierało się o moje tyły. Zacząłem się wiercić, by się jakoś wydostać, ale usłyszałem tylko ciche jęki Nao, co mnie od razu zamurowało.
- Nie wierć się śliczna – mruknął do mojego ucha, a mnie przeszły podniecające dreszcze.
Boże, Boże, co teraz?! Chwilę potem, moje bokserki znalazły się na podłodze łazienki, a moja twarz niemal się paliła. Czułem, jak się palę ze wstydu. Jego dłonie zaczęły błądzić po moim ciele, a mnie przechodziły dreszcze, a z moich ust wychodziły ciche jęki i westchnienia. Tyle razy o tym śniłem, a teraz to działo się naprawdę. Jęknąłem głośniej, kiedy złapał dłonią moje przyrodzenie i od razu zaczął nią poruszać. Był zniecierpliwiony i cholera jasna! Dyszał mu do ucha, co mnie bardziej podniecało. Wiłem się pod jego dotykiem, choć sam nie miałem odwagi go dotknąć.
- Na…o, pa..niczu – wyszeptałem cicho, na skraju wytrzymania.
Chwilę później, doszedłem w jego rękę. Tego co działo się później, nie powiem na głos, bo nawet myśli się boje. Ale zdradzę Wam tyle, że pieprzyłem się z Nao tej nocy kilka razy i było cholernie dobrze! Wiem, że go kocham, a on podczas jednego z tych stosunków powiedział to samo. Cały świat przestał się liczyć, prócz niego i jego uśmiechu, delikatnych pocałunków i pieszczot, które doprowadzały na skraj. Dobra, Aki uspokój się, bo się podniecisz. Nasz zakład skończył się grubo ponad dwa miesiące temu, ale jestem stałym gościem u Nao – jak zawsze – ale to zwłaszcza w nocy, kiedy robi się gorąco. Dobra, stop! Wystarczy tego dobrego. Reszty musicie domyślić się sami. Żegnam się z Wami serdecznie i życzę każdemu, takiego zakładu oraz takich okoliczności kończących go. Ahh, cudownie.
*****
I to byłoby na tyle.
Staroć, ale bliski memu sercu. Jak wszystko, co kiedyś i teraz napisałam.
Kiedy kolejna notka? Tego nikt nie wie. Postaram się coś wrzucić w lutym, ale nic nie obiecuję.
Zobaczymy, jak pójdzie pisanie "Kości..."
Niech Yaoi będzie z Wami xD.