Witam.
Z okazji moich dzisiejszych urodzin, postanowiłam napisać notkę. I oto Ci ona! Szybko ją mi się pisało, aż sama jestem w szoku. Ale nawet jak na coś, co powstało naprawdę szybko - podoba mi się.
Trochę mnie nie było, więc postanowiłam coś napisać. Moja magisterka trochę leży i kwiczy, bo nie chcę mi się jej pisać. Szkoda, że nie idzie tak szybko i sprawnie jej pisanie, jak dzisiejszej notki. Byłoby wspaniale.
Trochę mnie nie było, więc postanowiłam coś napisać. Moja magisterka trochę leży i kwiczy, bo nie chcę mi się jej pisać. Szkoda, że nie idzie tak szybko i sprawnie jej pisanie, jak dzisiejszej notki. Byłoby wspaniale.
*****
Nie wiedziałem, jakim cudem znowu dałem się władować w to
wszystko. Fakt, matka nalegała, i ojciec też. W sumie we dwójkę wiercili mi
dziurę w brzuchu, bym udał się na to spotkanie. Ale ja wcale nie chciałem tam
pójść. Nawet nie wiedziałem, co będę tam robić, o czym rozmawiać. Przyznam
szczerze, że na pewno będę czuł się tam strasznie żałośnie. Ale może zacznę od
tego, że mój ojciec dostał zaproszenie od szefa, by przyjść na jakaś tam
imprezę w robocie z rodziną, bo wszyscy będę, bo będzie fajnie, bo trzeba się
pokazać, i tym podobne. A mnie trafił szlag, bo ojciec się zgodził i zostałem
zmuszony, by uczestniczyć w tym spotkaniu. Nie interesował się tym, właściwie
to nic mnie nie obchodziło. Byłem zdany na siebie, więc miałem wszystko gdzieś.
Taki właśnie jestem. Ale dla świętego spokoju, zgodziłem się uczestniczyć w tej
farsie. Miałem nadzieję na jakiś przyjemny epizod, który będę wspominał z
radością, jakaś śmieszna akcja ludzi z ojca pracy. Na to tak bardzo liczyłem,
że aż mnie skręcało z podekscytowania.
- Mikołaj, masz się zachowywać – upomniała mnie po raz kolejny tego dnia matka, która denerwowała się jeszcze bardziej od ojca. Wszyscy chcieliśmy, by ojciec dostał awans, a na to stawiało, to głupie zaproszenie.
- Bez obaw, nawet mnie nie zauważycie – mruknąłem, spoglądając na telefon i rozpinając dwa guziki z eleganckiej koszuli. Matka chciała wcisnąć mnie w garniak, ale stanęło na kompromisie – spodnie od garnituru i elegancka koszula, ale bez żadnej marynarki czy krawata.
Cóż, szczerze powiedziawszy powinienem być w pracy, ale wziąłem wolne. Czego się nie robi dla rodzinki. Droga do lokalu nie zajęła tyle czasu, ile chciałbym, żeby zajęła. Wysiadłem z samochodu i stanąłem obok rodziców. Firmowy uśmiech i można podbijać cały świat. Impreza dopiero się zaczynała, ale tak naprawdę było sztywno i nudno. Aż można było się udusić. Sztucznie mili, byle przypodobywać się szefostwu. Śmiać mi się chciało z tej farsy, ale czekałem. Dzielnie znosiłem wszystko i naprawdę modliłem się do wszystkich, by stało się coś zabawnego, co rozluźni atmosferę, a mnie pozwoli się zawinąć. Jak na złość, nic się nie działo! Warknąłem pod nosem i usiadłem przy barze ze szklanką coli. Cóż, przy rodzicach nie piłem, a teraz musiałem stwarzać pozory dobrze ułożonego człowieka.
- Przepraszam, wolne? – usłyszałem obok siebie, więc spojrzałem tam.
Stała obok mnie i patrzyła na mnie niewinnym wzrokiem. Była urocza i śliczna. Ubrana w zwykłe spodnie i sweterek patrzyła na mnie z lekkim uśmiechem. Prawie sapnąłem. Skoro nie będzie żadnej akcji czy jatki, to chociaż kogoś zaliczę.
- Jasne, siadaj – odpowiedziałem z uśmiechem.
Dziewczyna zarumieniła się, ale spokojnie usiadła obok mnie. Rozmowa zaczęła się nam szybko kleić i zadziwiające było to, ile mieliśmy wspólnych tematów, które poruszaliśmy. Fakt, nie padły nasze imiona, bo oboje wiedzieliśmy, że pewnie więcej się nie spotkamy, chyba, że przypadkiem. Po kilku godzinach, naprawdę przyjemnych godzinach, zmyłem się z dziewuchą tylnym wyjściem. Ojcu napisałem, że spadam do domu, bo drętwo i nudno. Właściwie to zabrałem dziewuszkę na imprezę, na którą wybierałem się ze znajomymi, a którzy na mnie czekali już w klubie. Klub jak klub, wszyscy się bawią, piją, a nawet i czasem biją – wtedy jest najzabawniej. Przywitałem się z ochroniarzem i od razu weszliśmy do środka. Nie musiałem się legitymować, zwłaszcza, że byłem tu stałym bywalcem i znałem właściciela tego przybytku. Impreza trwała w najlepsze i rozluźniłem się. Trzymałem ją za rękę, a ona mocno ściskała moją. Najwidoczniej nie chciała się zgubić w tłumie i ścisku, który tu panował. Zabrałem ją do znajomych i posadziłem w loży. Nikt o nic nie pytał, więc od razu przeszliśmy do kilku, a może i kilkunastu głębszych. Nawet nie pamiętam, ale było mi nieźle w czubie. W środku nocy, kiedy praktycznie film mi się urwał, dziewczyna zabrała mnie do sobie. Cóż, alkohol spowodował u mnie brak umiejętności wysławiania się, więc dziewczyna była skazana na mnie. Czy się bała? Pewnie nie. Byłem tak nawalony, że nie byłem w stanie wejść po schodach.
- To tutaj – powiedziała cicho otwierając drzwi do mieszkania i pomagając mi się władować do środka.
Już w progu zaliczyłem wpadkę i cóż, runęliśmy oboje na podłogę. To ostatnie moje wspomnienie, a potem czarna dziura i nic więcej. Rano obudziłem się w kacem mordercą i w nieznanym sobie miejscu. Na szczęście koło łóżka stała butelka wodą, którą od razu niemal do połowy opróżniłem. Wygrzebałem się z łóżka i ruszyłem przed siebie. Z pokoju korytarzem doszedłem do kuchni, z którego dochodziły smakowite zapachy. Byłem głodny i skacowany.
- Cześć – powiedziała, stojąc do mnie tyłem, jednak na pewno słysząc jak włóczyłem się w stronę kuchni.
- Cześć, dzięki za przenocowanie – powiedziałem, siadając przy stoliczku, a przede mną wylądował kubek herbaty. – Dzięki.
Nie odpowiedziała, tylko wróciła do przewracania naleśników. Uwielbiałem je i miałem ochotę na jedzenie. Po kilku minutach trafił na stolik talerz z górą naleśników i talerze dla każdego. Dziewczyna usiadła i spojrzała na mnie zachęcająco.
- Jedz, smacznego – powiedziała i sama zaczęła jeść.
Nie opierdzielałem się i sam również zacząłem konsumować. To było niebo w gębie. Nie byłem wymagający, ale na kacu wszystko smakuje wyśmienicie, nawet jeśli to będzie przeżuta trawa z podwórka. Nie odzywaliśmy się do siebie cały posiłek, ja byłem zbyt pochłonięty żarciem, a ona – kto wie. Kiedy kończyliśmy do mieszkania ktoś wszedł i usłyszałem, coś co mnie wmurowało z krzesło. Jakbym stał, to bym zaliczył glebę, po prostu. Usłyszałem imię, ale nie takie zwykłe imię. A brzmiało ono ‘Radek”. Jaka dziewczyna mogła mieć na imię Radek?! Cholera! Dziewczyna okazała się Radkiem! I kiedy zauważyła, że ktoś go wydał, nic nie powiedział, tylko uśmiechnął się niewinnie.
- Jesteś facetem – warknąłem wstając raptownie.
- Nigdy nie twierdziłem inaczej – powiedział najspokojniej w świecie, a mnie nosiło. Miałem ochotę poprzestawiać mu twarz, ale tylko zakląłem i ewakuowałem się do siebie.
Jak dobrze, że do niczego nie doszło! Chyba bym sobie nigdy nie wybaczył, że spałem z facetem. Przystojnym i niewinnym, wyglądającym na dziewczynę facetem, ale wciąż jednak facetem! Nie mniej jednak przez kolejne kilkanaście dni jego obraz krążył po mojej głowie. Najpierw byłem wściekły i chciałem wrócić do niego, by mu rozkwasić nos; potem chciałem się dowiedzieć dlaczego udawał dziewczynę przede mną, że się nie zorientowałem; a na samym końcu chciałem go po prostu zobaczyć. Oczywiście tego nie zrobiłem. Widziałem go tylko wtedy na imprezie firmowej ojca, więc domyślałem się, że to dzieciak któregoś ze współpracowników, ale nie spytałem ojca. Zaraz by się zaczęło przesłuchanie, a tego chciałem uniknąć. Zawrócił mi w głowie, że nie byłem w stanie patrzeć na kogoś innego w ten sam sposób! Przespałem się jakimiś laskami, ale to nie zaspokoiło ani moich pragnień, ani moich wyobrażeń. Byłem zrezygnowany, więc poszedłem do jego mieszkania. Miałem nadzieję, na rozmowę. Ale kiedy go spotkałem, odjęło mi mowę. Wyglądał idealnie, po prostu. Był jakby moim ideałem, o którym marzyłem. Rozmawialiśmy trochę na klatce, a potem u niego. I stało się. Wylądowaliśmy w łóżku. Nie, żeby mi to przeszkadzało, bo tak zajebistego seksu nie miałem od dawna. Rzadko kiedy słyszałem tak głośne jęki, czy moje imię wypowiadane z takim podnieceniem. To mnie nakręcało do wszystkiego, a on oddawał się pokornie. Obaj czerpaliśmy radość z tego wszystkiego. Później zdarzało nam się sypiać ze sobą i nie tylko praktycznie co weekend, a nawet w ciągu tygodnia. A potem nasze drogi się rozeszły. Nie było żadnych deklaracji ani z mojej strony, ani z jego. Mimo wszystko tęskniłem, tak cholernie tęskniłem za nim, za wszystkim co razem robiliśmy.
- Mikołaj, ogarnij dupę – warknął mój najlepszy przyjaciel Paweł, który jako jeden z nieliczny wiedział o mnie i Radku.
- Tęsknie za nim – mruknąłem przeglądając jakieś czasopismo samochodowe.
- Na pewno wróci. Skoro wyjechał, to wróci.
- A jeśli nie?
- To nie! Znajdziesz sobie kogoś innego! – krzyknął wyprowadzony z równowagi Paweł. Takie rozmowy mieliśmy praktycznie codziennie i nic one nie wnosiły.
Byłem jak zakochany gówniarz tęskniący za swoją miłością dniami i nocami. Zawsze naśmiewałem się z zakochańców, a teraz sam straciłem głowę dla faceta, który nie napisał do ani nie zadzwonił do mnie. A potem zaczęło mi się układać. Ciągle miałem go w głowie i w sercu, ale musiałem zacząć żyć, jak ciągle doradzał mi Paweł. Z nikim się nie spotykałem, przygodowe seksy są znacznie fajniejsze i niezobowiązujące. Tylko wtedy mogłem ugasić na trochę moje wielkie pragnienie i tęsknotę za Radkiem. Spojrzałem na zegarek w pracy. Wiedziałem, że zacząłem dopiero swoją pracę, ale miałem ochotę już opuścić budynek. Tak mi się nie chciało tu być, że mnie skręcało w środku. Już w głowie układałem plan, który miałem wcisnąć szefowi, by dał mi wolne. Znajomy lekarz wystawiłby zwolnienie i byłby spokój. Szef uprzedził mnie, bo wezwał mnie do swojego biura. Ruszyłem na kolejne piętro i wlazłem do środka po zapukaniu do drzwi. Kultura musi być.
- No Mikołaj, nareszcie – powiedział Wojtek, starszy facet z łysinką, ale przyjemnym wyrazem twarzy. I ogólnie był przyjemnym i wyrozumiałem szefem. Takiego to ze świecą szukać, a mnie się udało.
- Dzień dobry – odpowiedziałem, podchodząc do jego biurka. – Coś się stało, że mnie pan wezwał?
- Tak, tak – klasnął w dłonie, jak małe ucieszone dziecko. Aż uśmiechnąłem się. – Od dzisiaj, a właściwie to od jutra zajmiesz się stażystą. Wdrożysz go we wszystko i pokażesz co i jak. Liczę, że pokażesz mu co i jak – powiedział wskazując na fotel obok.
Dopiero teraz zauważyłem chłopaka, który siedział w fotelu. Kiedy stanął przede mną, świat zawirował.
- Dzień dobry, jestem Radek – powiedział z lekkim uśmiechem, wyciągając ku mnie swoją dłoń.
- Mikołaj – wydukałem i uścisnąłem jego dłoń.
Od tego dnia wszystko zaczęło się układać, tak jak układać się powinno. Wszystkie moje plany wzięły w łeb, kiedy w moje życie wkroczył ponownie Radek. Wszystko sobie wyjaśniliśmy, a moje życie było wspaniałe. Pracowaliśmy i mieszkaliśmy razem. I nigdy bym nie powiedział, że poznam swoją miłość na imprezie firmowej ojca, i w dodatku wezmę go za dziewczynę. Życie jest jednak nieprzewidywalne. Ale za to jakie wspaniałe.
- Mikołaj, masz się zachowywać – upomniała mnie po raz kolejny tego dnia matka, która denerwowała się jeszcze bardziej od ojca. Wszyscy chcieliśmy, by ojciec dostał awans, a na to stawiało, to głupie zaproszenie.
- Bez obaw, nawet mnie nie zauważycie – mruknąłem, spoglądając na telefon i rozpinając dwa guziki z eleganckiej koszuli. Matka chciała wcisnąć mnie w garniak, ale stanęło na kompromisie – spodnie od garnituru i elegancka koszula, ale bez żadnej marynarki czy krawata.
Cóż, szczerze powiedziawszy powinienem być w pracy, ale wziąłem wolne. Czego się nie robi dla rodzinki. Droga do lokalu nie zajęła tyle czasu, ile chciałbym, żeby zajęła. Wysiadłem z samochodu i stanąłem obok rodziców. Firmowy uśmiech i można podbijać cały świat. Impreza dopiero się zaczynała, ale tak naprawdę było sztywno i nudno. Aż można było się udusić. Sztucznie mili, byle przypodobywać się szefostwu. Śmiać mi się chciało z tej farsy, ale czekałem. Dzielnie znosiłem wszystko i naprawdę modliłem się do wszystkich, by stało się coś zabawnego, co rozluźni atmosferę, a mnie pozwoli się zawinąć. Jak na złość, nic się nie działo! Warknąłem pod nosem i usiadłem przy barze ze szklanką coli. Cóż, przy rodzicach nie piłem, a teraz musiałem stwarzać pozory dobrze ułożonego człowieka.
- Przepraszam, wolne? – usłyszałem obok siebie, więc spojrzałem tam.
Stała obok mnie i patrzyła na mnie niewinnym wzrokiem. Była urocza i śliczna. Ubrana w zwykłe spodnie i sweterek patrzyła na mnie z lekkim uśmiechem. Prawie sapnąłem. Skoro nie będzie żadnej akcji czy jatki, to chociaż kogoś zaliczę.
- Jasne, siadaj – odpowiedziałem z uśmiechem.
Dziewczyna zarumieniła się, ale spokojnie usiadła obok mnie. Rozmowa zaczęła się nam szybko kleić i zadziwiające było to, ile mieliśmy wspólnych tematów, które poruszaliśmy. Fakt, nie padły nasze imiona, bo oboje wiedzieliśmy, że pewnie więcej się nie spotkamy, chyba, że przypadkiem. Po kilku godzinach, naprawdę przyjemnych godzinach, zmyłem się z dziewuchą tylnym wyjściem. Ojcu napisałem, że spadam do domu, bo drętwo i nudno. Właściwie to zabrałem dziewuszkę na imprezę, na którą wybierałem się ze znajomymi, a którzy na mnie czekali już w klubie. Klub jak klub, wszyscy się bawią, piją, a nawet i czasem biją – wtedy jest najzabawniej. Przywitałem się z ochroniarzem i od razu weszliśmy do środka. Nie musiałem się legitymować, zwłaszcza, że byłem tu stałym bywalcem i znałem właściciela tego przybytku. Impreza trwała w najlepsze i rozluźniłem się. Trzymałem ją za rękę, a ona mocno ściskała moją. Najwidoczniej nie chciała się zgubić w tłumie i ścisku, który tu panował. Zabrałem ją do znajomych i posadziłem w loży. Nikt o nic nie pytał, więc od razu przeszliśmy do kilku, a może i kilkunastu głębszych. Nawet nie pamiętam, ale było mi nieźle w czubie. W środku nocy, kiedy praktycznie film mi się urwał, dziewczyna zabrała mnie do sobie. Cóż, alkohol spowodował u mnie brak umiejętności wysławiania się, więc dziewczyna była skazana na mnie. Czy się bała? Pewnie nie. Byłem tak nawalony, że nie byłem w stanie wejść po schodach.
- To tutaj – powiedziała cicho otwierając drzwi do mieszkania i pomagając mi się władować do środka.
Już w progu zaliczyłem wpadkę i cóż, runęliśmy oboje na podłogę. To ostatnie moje wspomnienie, a potem czarna dziura i nic więcej. Rano obudziłem się w kacem mordercą i w nieznanym sobie miejscu. Na szczęście koło łóżka stała butelka wodą, którą od razu niemal do połowy opróżniłem. Wygrzebałem się z łóżka i ruszyłem przed siebie. Z pokoju korytarzem doszedłem do kuchni, z którego dochodziły smakowite zapachy. Byłem głodny i skacowany.
- Cześć – powiedziała, stojąc do mnie tyłem, jednak na pewno słysząc jak włóczyłem się w stronę kuchni.
- Cześć, dzięki za przenocowanie – powiedziałem, siadając przy stoliczku, a przede mną wylądował kubek herbaty. – Dzięki.
Nie odpowiedziała, tylko wróciła do przewracania naleśników. Uwielbiałem je i miałem ochotę na jedzenie. Po kilku minutach trafił na stolik talerz z górą naleśników i talerze dla każdego. Dziewczyna usiadła i spojrzała na mnie zachęcająco.
- Jedz, smacznego – powiedziała i sama zaczęła jeść.
Nie opierdzielałem się i sam również zacząłem konsumować. To było niebo w gębie. Nie byłem wymagający, ale na kacu wszystko smakuje wyśmienicie, nawet jeśli to będzie przeżuta trawa z podwórka. Nie odzywaliśmy się do siebie cały posiłek, ja byłem zbyt pochłonięty żarciem, a ona – kto wie. Kiedy kończyliśmy do mieszkania ktoś wszedł i usłyszałem, coś co mnie wmurowało z krzesło. Jakbym stał, to bym zaliczył glebę, po prostu. Usłyszałem imię, ale nie takie zwykłe imię. A brzmiało ono ‘Radek”. Jaka dziewczyna mogła mieć na imię Radek?! Cholera! Dziewczyna okazała się Radkiem! I kiedy zauważyła, że ktoś go wydał, nic nie powiedział, tylko uśmiechnął się niewinnie.
- Jesteś facetem – warknąłem wstając raptownie.
- Nigdy nie twierdziłem inaczej – powiedział najspokojniej w świecie, a mnie nosiło. Miałem ochotę poprzestawiać mu twarz, ale tylko zakląłem i ewakuowałem się do siebie.
Jak dobrze, że do niczego nie doszło! Chyba bym sobie nigdy nie wybaczył, że spałem z facetem. Przystojnym i niewinnym, wyglądającym na dziewczynę facetem, ale wciąż jednak facetem! Nie mniej jednak przez kolejne kilkanaście dni jego obraz krążył po mojej głowie. Najpierw byłem wściekły i chciałem wrócić do niego, by mu rozkwasić nos; potem chciałem się dowiedzieć dlaczego udawał dziewczynę przede mną, że się nie zorientowałem; a na samym końcu chciałem go po prostu zobaczyć. Oczywiście tego nie zrobiłem. Widziałem go tylko wtedy na imprezie firmowej ojca, więc domyślałem się, że to dzieciak któregoś ze współpracowników, ale nie spytałem ojca. Zaraz by się zaczęło przesłuchanie, a tego chciałem uniknąć. Zawrócił mi w głowie, że nie byłem w stanie patrzeć na kogoś innego w ten sam sposób! Przespałem się jakimiś laskami, ale to nie zaspokoiło ani moich pragnień, ani moich wyobrażeń. Byłem zrezygnowany, więc poszedłem do jego mieszkania. Miałem nadzieję, na rozmowę. Ale kiedy go spotkałem, odjęło mi mowę. Wyglądał idealnie, po prostu. Był jakby moim ideałem, o którym marzyłem. Rozmawialiśmy trochę na klatce, a potem u niego. I stało się. Wylądowaliśmy w łóżku. Nie, żeby mi to przeszkadzało, bo tak zajebistego seksu nie miałem od dawna. Rzadko kiedy słyszałem tak głośne jęki, czy moje imię wypowiadane z takim podnieceniem. To mnie nakręcało do wszystkiego, a on oddawał się pokornie. Obaj czerpaliśmy radość z tego wszystkiego. Później zdarzało nam się sypiać ze sobą i nie tylko praktycznie co weekend, a nawet w ciągu tygodnia. A potem nasze drogi się rozeszły. Nie było żadnych deklaracji ani z mojej strony, ani z jego. Mimo wszystko tęskniłem, tak cholernie tęskniłem za nim, za wszystkim co razem robiliśmy.
- Mikołaj, ogarnij dupę – warknął mój najlepszy przyjaciel Paweł, który jako jeden z nieliczny wiedział o mnie i Radku.
- Tęsknie za nim – mruknąłem przeglądając jakieś czasopismo samochodowe.
- Na pewno wróci. Skoro wyjechał, to wróci.
- A jeśli nie?
- To nie! Znajdziesz sobie kogoś innego! – krzyknął wyprowadzony z równowagi Paweł. Takie rozmowy mieliśmy praktycznie codziennie i nic one nie wnosiły.
Byłem jak zakochany gówniarz tęskniący za swoją miłością dniami i nocami. Zawsze naśmiewałem się z zakochańców, a teraz sam straciłem głowę dla faceta, który nie napisał do ani nie zadzwonił do mnie. A potem zaczęło mi się układać. Ciągle miałem go w głowie i w sercu, ale musiałem zacząć żyć, jak ciągle doradzał mi Paweł. Z nikim się nie spotykałem, przygodowe seksy są znacznie fajniejsze i niezobowiązujące. Tylko wtedy mogłem ugasić na trochę moje wielkie pragnienie i tęsknotę za Radkiem. Spojrzałem na zegarek w pracy. Wiedziałem, że zacząłem dopiero swoją pracę, ale miałem ochotę już opuścić budynek. Tak mi się nie chciało tu być, że mnie skręcało w środku. Już w głowie układałem plan, który miałem wcisnąć szefowi, by dał mi wolne. Znajomy lekarz wystawiłby zwolnienie i byłby spokój. Szef uprzedził mnie, bo wezwał mnie do swojego biura. Ruszyłem na kolejne piętro i wlazłem do środka po zapukaniu do drzwi. Kultura musi być.
- No Mikołaj, nareszcie – powiedział Wojtek, starszy facet z łysinką, ale przyjemnym wyrazem twarzy. I ogólnie był przyjemnym i wyrozumiałem szefem. Takiego to ze świecą szukać, a mnie się udało.
- Dzień dobry – odpowiedziałem, podchodząc do jego biurka. – Coś się stało, że mnie pan wezwał?
- Tak, tak – klasnął w dłonie, jak małe ucieszone dziecko. Aż uśmiechnąłem się. – Od dzisiaj, a właściwie to od jutra zajmiesz się stażystą. Wdrożysz go we wszystko i pokażesz co i jak. Liczę, że pokażesz mu co i jak – powiedział wskazując na fotel obok.
Dopiero teraz zauważyłem chłopaka, który siedział w fotelu. Kiedy stanął przede mną, świat zawirował.
- Dzień dobry, jestem Radek – powiedział z lekkim uśmiechem, wyciągając ku mnie swoją dłoń.
- Mikołaj – wydukałem i uścisnąłem jego dłoń.
Od tego dnia wszystko zaczęło się układać, tak jak układać się powinno. Wszystkie moje plany wzięły w łeb, kiedy w moje życie wkroczył ponownie Radek. Wszystko sobie wyjaśniliśmy, a moje życie było wspaniałe. Pracowaliśmy i mieszkaliśmy razem. I nigdy bym nie powiedział, że poznam swoją miłość na imprezie firmowej ojca, i w dodatku wezmę go za dziewczynę. Życie jest jednak nieprzewidywalne. Ale za to jakie wspaniałe.
*****
I to byłoby na tyle.
Kiedy kolejna notka? Cóż, nie jestem w stanie tego przewidzieć, ani powiedzieć. Jak się w sobie zbiorę, to się pojawi. Jednak teraz moja magisterka jest tą najważniejszą pracą więc muszę skupić się na niej. Dopiero potem notki na bloga.
Notki nie sprawdzałam - standardowo; wrzucam gorącą świeżynkę.
Do zobaczenia za jakiś czas. :)
Niech Yaoi będzie z Wami xD.