Hej.
Dawno mnie nie było, wiem. Ale nie miałam ani ochoty ani weny, by coś napisać. Właściwie to zniechęcałam się brakiem komentarzy pod postem ostatnim. Ale dzisiaj sobie pomyślałam, że w sumie piszę dla siebie i jeśli ktoś chce, niech to przeczyta i może mu się spodoba.
Jak wiecie obroniłam się i teraz jestem na pierwszym roku magisterki. Póki co mam zajebisty plan, ale na letni się okażę.
A z okazji Nowego 2016 roku życzę Wam i sobie, by był dużo lepszy, szczęśliwszy, wspanialszy, zdrowszy, przyjacielski i przystępny. Wszystkiego co najlepsze, by marzenia udało się zrealizować. Szczęśliwego Nowego Roku 2016!
*****
Kochałem go tak bardzo, że to aż bolało. Tak bardzo
bolało, że nie mogłem tego wytrzymać. Kiedy na mnie patrzył, świat zdawał się
wirować, a ja wchodziłem w stan ekscytacji i latałem pod sufitem, a nawet i
wyżej. Wariowałem ze szczęścia, kiedy zgodził się mnie trenować. Właściwie
nigdy lekkoatletyka mnie nie interesowała, a tym bardziej biegi. Może i byłem
dość szybki na krótkie dystanse, a moja dyscyplina to bieg na sto metrów.
Dłuższe biegi, nie wchodziły w grę, bo
nie dawałem rady wytrzymałościowo, zwłaszcza kiedy musiałem wyrównać oddech,
zwalniać czy przyspieszać i tak na okrągło. Za dużo męczenia się z tym
wszystkim było. Bieganie na sto metrów miało swoje plusy, które przeważały nad
każdym innym bieganiem. Mogłem się tutaj pokazać z jak najlepszej strony.
Wszystko się liczyło, doskonały start, idealny wystrzał, skupienie, mocny bieg,
dotarcie do mety i przede wszystkim wygrana. Do tej pory pamiętam, jak wygrałem
swoje pierwsze zawody. Długo opierałem się, by w nich nie brać udziału, ale
trener postawił na swoim. Miałem to olać, ale kiedy Ci wszyscy zawodnicy tak
ostro się przygotowywali, nie mogłem być gorszy i przegrać, z jakimiś
cieniasami, którzy ćwiczyli od nie wiadomo jakiego czasu. Ta wrzawa moich
znajomych, ta radość, która przepełniała mnie od środka i przyjemne uczucie
zmęczenia, to było coś niezapomnianego. Coś, czego nigdy wcześniej nie
doświadczyłem i pragnąłem kolejnego, kolejnego i kolejnego. Tak zaczęła się
moja przygoda z biegami. Teraz byłem już studentem, ale swoich marzeń o
wyjeździe na Igrzyska Olimpijskie, nie porzuciłem, zwłaszcza dlatego, że on
mnie prowadził. Był idealny pod każdym calem. Nie tylko ze względu na swoje
mądre słowa, wspieranie i częste ochrzany, idealny charakter, ale również za
swój wygląd, którego nie jeden mógł mu pozazdrościć. Karol był idealny, dość
drobny ale wysportowany, z atletyczną sylwetką, z brązowymi włosami i
niebieskimi oczyma. Jawił mi się w snach, jako młody bóg, po prostu. Nie mogłem
go inaczej nazywać, chociaż nie raz i nie dwa zdarzało mi się go wyklinać od
najgorszych. Był wymagającym trenerem i przejął nas, jako młodszy trener, gdyż
starszy zaniemógł chorobowo.
- Do roboty, Dawid! – krzyknął Karol, w moją stronę,
klaskając w dłonie, co miało mnie pospieszyć, a tylko irytowało.
- Jasne, jasne – mruknąłem, rozciągając się dalej. Lubiłem rozciągać się jeszcze przed rozgrzewką. Takie przyzwyczajenie z wcześniejszych lat, ale nikomu nie przeszkadzało.
- Jasne, jasne – mruknąłem, rozciągając się dalej. Lubiłem rozciągać się jeszcze przed rozgrzewką. Takie przyzwyczajenie z wcześniejszych lat, ale nikomu nie przeszkadzało.
Zacząłem rozgrzewkę, standardową. Rozgrzanie wszystkich
części ciała było wymagane, by wyzbyć się szans na kontuzję, podczas treningu.
Fakt, nigdy nie byłem pewien, czy coś nie strzeli w kolanie, w biodrze, kostce,
czy gdziekolwiek indziej, ale wolałem tego nie doświadczyć. Nie chciałem
kontuzji tuż przed zawodami, które zbliżały się wielkimi krokami. Dwa tygodnie
do zawodów, do mistrzostw krajowych. Targało mną ze szczęścia na samą myśl tego
wszystkiego, całej otoczki, tych fanów, którzy przyjdą popatrzeć na zawodników
i wspierać ich. Bardzo chciałem zostać mistrzem kraju. Nie widziałem się w
innej roli. Wówczas moje marzenie będzie coraz bliższe do spełnienia. Krok po
kroku na pewno dojdę do tego, czego pragnąłem najbardziej, czyli Igrzysk. Po
drodze chciałem zdobyć jeszcze Karola, ale to mogło poczekać d mistrzostw
kraju, które były priorytetem. Trening nie trał długo, ale wykończył mnie dość
mocno. Siedziałem na ławce w szatni już po kąpieli i dochodziłem do siebie.
Bolały mnie mięśnie i ćmiła głowa, ale do tego byłem przyzwyczajony. Czasem
miałem takie objawy, gdy się przetrenowałem.
- Znowu to robisz – burknął Karol, opierając się o jedną
z szafek.
Nawet nie zauważyłem, ani nie usłyszałem, kiedy wszedł do
szatni.
- Niby co? – zerknąłem na niego, podchodząc do swojej
szafki i wyciągając z niej torbę z rzeczami oraz butelkę wody, którą od razu
otworzyłem.
- Dobrze wiesz co. Jeśli dalej tak będziesz robił,
wykreślę Cię z listy startowej – mruknął z lekko złośliwym uśmieszkiem.
W głowie pojawiły mi się nie przyzwoite obrazy, które
teraz mogłem zrealizować. Karol był niższy ode mnie i troszkę drobniejszy, jednak
stawiałem, że siłą mógł mi dorównać. Jednak jeśli wziąłbym go z zaskoczenia,
nie miałby szans. Stanąłem przed nim i spojrzałem na niego z góry. Dzieliło
nas, no nie wiem, z dziesięć, może trochę więcej centymetrów wzrostu, więc
spokojnie mogłem patrzeć na niego z góry, czego nie lubił. Zdążyłem to zauważyć
już dawno temu, marszczył wówczas brwi i nadymał policzki. Wyglądał jak urocze,
małe dziecko. I za to go kochałem, bo teraz również robił tę minę. Parsknąłem
cicho, za co dostałem kuksańca w bok.
- Grozisz mi czy obiecujesz? – mruknąłem, pocierając
lekko bolące miejsce. – Wielka krzepa, jak na takie małe ciałko – zaśmiałem
się, za co ponownie oberwałem.
Mimo wszystko lubiłem go drażnić, a fakt, że udawał
wielce obrażonego, radował mnie jakoś bardziej, dużo bardziej. Bo wiem, że
robił to specjalnie, a nie naprawdę, bo zaraz normalnie rozmawialiśmy. Dostałem
opierdziel, że mam się nie przetrenować, bo mi skopię dupę. Wziąłem sobie jego
uwagę do serca, chociaż wolałbym raczej robić z nim coś innego, niż kopanie
mojego tyłka, raczej przelecenie jego tyłka. Wróciłem do domu długo po
treningu, właściwie to dochodziłem po drodze do siebie, bo stanął mi na samą
myśl tego, co mogłem wyrabiać w szatni i poza nią, z Karolem. W domu od razu
położyłem się spać, bo nie miałem nic innego do roboty. Oczywiście zjadłem coś
na szybko, bo rodzice w pracy, więc tylko obiad do pogrzania i do wyra. A jak
mam być szczery, to miałem całkiem urocze i przede wszystkim mokre sny o
Karolu. Takie mokre, że musiałem zmieniać pościel, bo nawet jak wstałem,
musiałem sobie zwalić, bo myślenie o obrzydliwościach tego świata – nie
pomogło. Zajęcia minęły mi szybko, zdecydowanie za szybko. Byłem rozbudzony i
rozochocony, że nie miałem pojęcia co robić. W sumie to miałem ochotę na Karola
i wiedziałem, że jeśli do czegoś, czegokolwiek ma dojść, to muszę zrobić to
teraz. Nie myślę o seksie, ale nawet o spotkaniach poza bieżnią i wychodzeniem
na piwo. Zawsze to się mogło przerodzić w coś innego, coś namiętnego i dopiero
wtedy przerodzić się w namiętny i dziki seks. A tego nie mogłem się doczekać. Na
treningu nie mogłem się skupić, więc szło mi opornie. Karol to zauważył, bo co
chwilę zlecał mi dodatkowe i karne kółka za obijanie się. Kiedy trening się
skończył, szybko czmychnąłem pod prysznic. Reszta dopiero się schodziła, kiedy
ja już ubierałem się i ruszyłem się z zamiarem wyjścia.
- Dawid, do mnie – usłyszałem, tuż przy uchu i aż
przeszedł mnie dreszcz.
Ze spuszczoną głową i rosnącym wzwodem, ruszyłem do
gabinetu. Cieszyłem się jak głupi, że miałem dzisiaj rozciągnięty spodnie
dresowe, które póki co, ukrywały wybrzuszenie, które zdecydowanie czułem.
Zachowywałem się jak szczeniak z burza hormonów i dobrze o tym wiedziałem, ale
w tej chwili mi to nie przeszkadzało. Nawet fakt, że Karol był ponad dziesięć
lat starszy i na pewno miał za sobą pełno związków i mógłby uznać mnie za
gówniarza, który się podnieca nie wiadomo po co i czemu. Westchnąłem cicho,
kiedy kazał mi usiąść na kanapie, a sam oparł się tyłkiem o biurko i obserwował
mnie przenikliwym spojrzeniem. Czułem, że przeszywa mnie na wskroś i wie
wszystko.
- Co to dzisiaj było? – warknął, zakładając ręce na
klatce piersiowej. – Do zawodów zostało niecałe dwa, cholera DWA TYGODNIE! –
wykrzyczał ostatnie dwa słowa wyprowadzony już z równowagi Karol, odpychając
się rękami od biurka i nerwowo krążąc po gabinecie, co rusz zerkając na mnie
wzburzonym.
- Wiem, nie mogłem się skupić – powiedziałem skruszony.
Bo co niby miałem powiedzieć? Że cały czas miałem go w myślach nagiego i
wyrabiającego takie rzeczy ze mną w
łóżku, że w pornosach tego nie widzieli? W życiu!
- Zauważyłem. Nie wiem co Ci po głowie chodziło i nie
interesuje mnie to, ale na następnym treningu jak się będziesz opierdalał, to
cię wyrzucę. Zrozumiałeś? – warknął i wskazał mi drzwi. Nie było z nim
dyskusji, a ja nie chciałem zostać wyrzuconym z drużyny. Za bardzo kochałem
bieganie i moje marzenie, by z tego zrezygnować tak łatwo. Musiałem się
uspokoić i wyszaleć. A przygodny seks z jakąś ładną dupą, był akurat na
rozluźnienie idealny. Wieczorem poszedłem do klubu, gdzie dziewczyny chodziły
niemal z gołą dupą na wierzchu i prosiły się o numerek. A jak jakaś jedna, dość
ładna, nie zalana w trupa, a jedynie podpita, zaczęła mnie zagadywać –
skorzystałem. Nie długo później brałem ją w kiblu, a ona jęczała głośno
zagłuszana przez muzykę i inne dziewczyny, które korzystały w kabin obok. Nie
spuściłem się w niej, nawet mimo tego, że miałem prezerwatywę. Nie chciałem
tego, mimo jej nalegań. Obrzydzało mnie to w tej chwili. Szybko po skończonym numerku
doprowadziłem się do porządku i wyszedłem, nie oglądając się za sobą. Nie
posiedziałem w klubie długo, wróciłem do domu. Ale byłem zaspokojony i to
znośnie. To nie był Karol, ale wyobraźnia działała na zdwojonych obrotach. I to
mi się podobało.
Kolejne treningi mijały mi strasznie ciężko. Musiałem
wszystko przygotować i dopiąć na ostatni guzik. Przed dzień zawodów, w hotelu,
jak na złość miałem pokój z Karolem, nie mogłem skupić myśli. Przyjechaliśmy
dzień wcześniej, gdyż zawody odbywały się na drugim końcu kraju i cóż, w kilka
godzin nie zdołalibyśmy dojechać.
- Denerwujesz się? – spytał Karol, siadając na swoim
łóżku odziany tylko w prowizoryczne spodnie od piżamy.
- Trochę – sapnąłem, chociaż chciałem dodać coś jeszcze,
ale wolałem nie psuć klimatu. Wziąłem szybki prysznic i udałem się do łóżka.
Karol coś jeszcze przeglądał w swoich trenerskich notatkach, a ja siedziałem na
swoim łóżku i obserwowałem go mało dyskretnie, a on udawał, że tego nie widzi.
Nie wiem, jaka siła mnie pchnęła, ale kiedy spojrzał na mnie odkładając notatki
na szafkę nocną, pocałowałem go. Mocno, naprawdę mocno, miażdżąc jego usta
swoimi. Nie czując żadnej reakcji z tego strony, pogłębiłem pocałunek i dopiero
wtedy mnie odepchnął, uroczo czerwony na twarzy. O ile facet po trzydziestce
może wyglądać uroczo. Nie powiedział nic, tylko zgromił mnie spojrzeniem.
Obrócił się na swoim łóżku, zgasił światło i poszedł spać. Ja zrobiłem to samo,
dodatkowo plując sobie w brodę.
Przed zawodami nie gadałem z nim, bo mnie po prostu
unikał. I w sumie był zarobiony, ja zaś co chwile się rozgrzewałem, bo to
najpierw kwalifikacje i inne duperele, potem turami leciały osoby i na końcu
półfinał i finał. Przed finałem starałem się skupić na wszystkim i na niczym.
Starałem się odciąć od wszystkiego, od całego zgiełku panującego w szatni i na
stadionie, od wszystkiego, co mogło mnie rozproszyć.
- Wiesz co masz robić. Daj z siebie wszystko – usłyszałem
tuż przy uchu, a potem poczułem delikatne muśnięcie w policzek.
Uśmiechnąłem się i złapałem Karola za rękę, ściskając ją
i głaskając jej wierzch kciukiem. Nie musiałem nic mówić, bo nie trzeba było.
Finał, w którym występowałem składał się w najlepszych zawodników, z jakimi
miałem styczność. To już nie były regionalne, teraz rangą było zostanie
mistrzem kraju. Moje marzenie było już bardzo blisko, gdyż czułem, że jestem w
świetnej dyspozycji i nikt nie mógł mi zagrozić. Kiedy sędzia kazał się
przyszykować, jeszcze parę razy podskoczyłem, rozciągnąłem nogi i ręce.
Ustawiłem się na starcie i zamknąłem oczy. Musiałem szybko się odgrodzić i
skupić się najlepiej jak umiałem. Nie czekałem długo na wystrzał. Ruszyłem, nie
rozglądając się i dając z siebie wszystko, co tylko potrafiłem dać. Te sto metrów dłużyło mi się niemiłosiernie i
czułem, jak palą mnie płuca z wysiłku. Mój organizm chciał się poddać, ale nie
mogłem tego zrobić. Przekroczyłem linię mety i zwolniłem biegu, starając się
uspokoić mój oddech. Rozejrzałem się po wszystkich zawodnikach i spojrzałem na
tablicę wyników, na którym nie było ani pierwszego ani drugiego miejsca.
Dreptałem w miejscu zdenerwowany, ponieważ brakowało mojego i jakiegoś innego
chłopaka, nazwiska. Trwało to wieki, kiedy na tablicy wyników ukazało się moje
nazwisko na… Opadłem na kolana, a łzy cisnęły mi się do oczy. Byłem drugi, cholera
jasne! Przegrałem o jebany milimetr! Byłem wściekły, tak bardzo wściekły, że
mną aż trzęsło. Moje marzenia legły w gruzach, chociaż pokazałem się z jak
najlepszej strony. Wziąłem kilka głębszych oddechów, przetarłem twarz dłońmi i
pogratulowałem wygranemu. W sporcie tak bywa, wiedziałem, ale w tej chwili nie
mogłem tego zrozumieć i znieść. Serce mnie bolało i miałem ochotę rzucić się w
przepaść. Tylko niestety takowej tutaj nie było nigdzie w okolicy. Przekląłem
szpetnie i ruszyłem przed siebie. Do inauguracji z medalami było jeszcze trochę
czasu, bo jeszcze miały się odbyć finały w innych dyscyplinach, więc mogłem
odpocząć i nabrać dystansu. Udałem się do szatni mojej drużyny, która w tym
momencie powinna świecić pustkami. Nie zdziwiłem się, kiedy odnalazłem w niej
trenera.
- Dawid, wicemistrz to wielkie osiągnięcie. Powinieneś
się cieszyć, bo masz szansę na mistrzostwa świata. Dopracujesz formę i będzie
dobrze – powiedział, klepiąc mnie po ramieniu, kiedy siadałem obok niego.
- Wiem.
- Przegrana boli, ale to Cię tylko wzmocni. Wierz mi.
- Wiem.
Karol więcej nic nie powiedział, przeczuwając, że nie mam
nastroju na rozmowy. Ale siedział uparcie. Teraz ciśnienie ze mnie zeszło, a po
twarzy spływały łzy, jedna za drugą. Trener przytulił mnie, a ja pocałowałem go
namiętnie. Oddał pocałunek, co od razu poprawiło mi nastrój i humor.
Całowaliśmy się długo, namiętnie, drapieżnie i władczo. Żaden z nas nie chciał
oddać dominacji w pocałunku. Oddychaliśmy przez nos, chociaż czasem
zapominaliśmy o tej czynności i na kilka chwil, odrywaliśmy się do siebie,
zaraz wracając do bardziej żarliwego i nachalnego pocałunku.
- Sport jest fajny – powiedział Karol dysząc lekko i
przecierając moją twarz dłonią, by pozbyć się resztek śladów po łzach.
- Sport łączy pokolenia – zaśmiałem się i pocałowałem go.
Nie liczyło się nic, poza całowaniem osoby, która tak
wiele dla mnie zrobiła i znaczyła. Kochałem go i czułem, że on mnie również. To
były jednak niezapomniane zawody i mimo mojego drugiego miejsca, do domu
wróciłem prze szczęśliwy.
*****
I to byłoby na tyle.
Notkę sprawdzałam Ja, więc pewnie jakieś błędy i nieścisłości się pojawią, więc wybaczcie.
Nie wiem kiedy kolejna notka. Postaram się, by była w lutym, ale nic nie obiecuję, bo nie wiem jak wyjdzie.
I jeszcze raz Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!
Niech Yaoi będzie z Wami. XD