26 maj 2013

"Teraz nie byli jedynie przyjaciółmi..."

Cześć moje robaczki! ;3.
Jak się macie? Ja nawet nieźle, bo mam trochę wolnego czasu, gdyż ponowne zaliczenia zaczynają mi się od początku czerwca i potem sesja - mega, mega, MEGA zapierdziel, nie wiem jak się będę uczyć na to wszystko ;/. Ale najważniejsze, że udało mi się napisać notkę. Usiadłam do niej wczoraj wieczorem i mimo bólu zęba, udało mi się ją skończyć. Jestem z siebie naprawdę bardzo zadowolona. I szczerze? Liczę, na to, że i Wam się spodoba :).
Zapraszam do czytania ;*.
*****
Nigdy nie miał śmiałości wobec nikogo. Jego nieśmiałość nawet nie miała żadnej skali, gdyż każdą przekraczała. Nie potrafił się odezwać, wykonać pierwszego ruchu, chociaż tak bardzo zawsze się starał. Był zbyt nieśmiały wobec obcych. Chociaż nawet w stosunku do swojego przyjaciela również okazywał nieśmiałość, jednak nie tak wielką. Miał jednego przyjaciela, którego znał od piaskownicy i za którego oddałby życie w każdej chwili, jeśli ten by tylko miał takie życzenie. W sumie mógł to zrobić na każdego jego skinienie, skoro on był tylko zwykłym sługą i niewolnikiem, nic nieznaczącym osobnikiem wśród wielkich murów zamku. Nikt nie znał jego imienia, prócz młodego księcia, z którym się przyjaźnił. Chociaż się z tym kryli, by sługa nie narobił swemu władcy jakiejś przykrości. Życie było takie skomplikowane, chociaż nie dla młodego księcia. On miał wszystko czego tylko zapragnął na jedno skinienie palca, a jednak wciąż ciągle tym gardził. Był zimnym i wyrachowanym draniem, którego wszyscy się bali i którego unikali jak ognia. Był nieziemsko przystojny, jakby zesłany przez samych bogów na ten świat, miał ciemne włosy i złote oczy, które mroziły spojrzeniem. Ideał pod każdym względem. Każda dziewka w królestwie pałała do niego wielką miłością, nawet go nie znając.

- Życzył sobie książę mnie widzieć. – wyszeptał cicho młody sługa, wchodząc do pokoju i zamykając za sobą wielkie, mosiężne drzwi wykonane na zamówienie ze szczerego złota i kamieni szlachetnych. Wszystko dla młodego księcia.
- Nie musisz zwracać się do mnie tak oficjalnie, kiedy jesteśmy sami. – mruknął od niechcenia książę, zdejmując swą szatę.
Sługa od razu podbiegł do niego, by pomóc mu w tej czynności. Książę nic nie powiedział, jednak pozwolił się rozebrać drżącymi dłońmi i ubrać w zwykłe odzienie. Miał dość tych wszystkich drogich sukman, które musiał na siebie zakładać, kiedy tylko opuszczał muru pałacu. Zdecydowanie za dużo było tego całego zamieszania.
- Mam tego dość. – warknął, siadając na swoim łożu.
Sługa stanął obok niego, spoglądając na niego zaskoczony. Książę mówił tak często, więc nie powinien się dziwić. Jednak wciąż się dziwił. On, na jego miejscu, byłby w siódmym niebie mając to wszystko, co ma on. Móc pławić się w luksusie, to zapewne coś wspaniałego, czego on nigdy nie doświadczy. Zamknął oczy, przypominając sobie ich pierwsze spotkania, które odbyło się wiele lat wcześniej, jeszcze w piaskownicy, kiedy to jego rodzina miała stopień arystokracji. Bawili się razem, kiedy jego ojciec przyjechał do rodziny królewskiej w odwiedziny. Wtedy było pięknie, tak rodzinnie i po prostu zwyczajnie. Byli dziećmi i robili wszystko. Do tej pory pamiętał słowa księcia „On będzie mój”. Pewnie wiedział co w niedalekiej przyszłości się stanie. Westchnął cicho na samo wspomnienie krwawej masakry, która spotkała nie tylko jego dom, ale całe praktycznie miało. Tylko jedynie on się ostał w tym wszystkim. Znalazła go królewska armia, która przybyła z odsieczą, jednak było już zdecydowanie za późno. Zgryzł wargę na samo wspomnienie tych wszystkich rzeczy, które oglądały jego oczy. Nie chciał tego pamiętać, więc odciął się od tego wszystkiego, a te wspomnienia zamknął gdzieś daleko, daleko w sobie, by nigdy do nich nie wracać.

- Coś się stało? – usłyszał głos swego pana.
Spojrzał na niego z niemrawym uśmiechem, jednak zaraz spuścił głowę. Nie musiał obarczać swego pana takimi problemami i nawet tego nie chciał. Odsunął się o krok w tył, i pokiwał przecząco głową, czując, jak wielka klucha stoi mu w gardle. Był bliski płaczu.
- Na pewno? – dopytywał się książę.
Skinął głowa na tak i skłonił się nisko. Wciąż w tej pozycji oddalał się od niego, by w końcu opuścić jego pokój i szybkim krokiem udać się do swojej małej izdebki. Kiedy tam dotarł, zamknął drzwi za sobą i oparł się o zimne drewno plecami. Przejechał dłonią po twarzy i poczuł coś mokrego. Łzy, znowu płakał. A tak bardzo nie chciał tego znowu przeżywać. Usiadł na łóżku i z małej szafeczki stojącej obok, wyjął mały obraz przedstawiający całą jego rodzinę w komplecie. Tak bardzo żałował, że nie umarł wraz z nimi, bo wówczas nie musiałby tego przeżywać ciągle na nowo i na nowo. Miał tego dość, a przecież musiał być pożytkiem dla przyszłego króla, dla którego był prywatnym sługą. Przetarł twarz materiałem swojej szaty i przepłukał twarz wodą. Teraz mógł ponownie usługiwać w każdej czynności. Uśmiechnął się niemrawo i opuścił swój pokój. Szybko pokonał metry dzielące jego pokój od pokoju swego pana. Zapukał dość głośno, a kiedy usłyszał donośne ‘proszę’, wszedł do środka.
- Wybacz panie, źle się poczułem. Ale wszystko jest już dobrze. – skłamał gładko, chociaż bardzo rzadko to robił i nie przepadał za kłamstwem, wręcz się nim brzydził. Zawsze wolał mówić prawdę, bo najgorsza prawda nie równa się z najdoskonalszym kłamstwem, które i tak wyjdzie na jaw. Zwłaszcza, że kłamstwo ma krótki nogi.
- Powiedzmy, że Ci wierzę. – usłyszał i uśmiechnął się delikatnie.
Następca tronu nie chciał go wypytywać o nic, skoro sam nie chciał mu nic powiedzieć. Poczeka na odpowiedni moment i używając swoich mocy, każe mu wszystko wyśpiewać.

Od tego momentu, minęło dość spory okres czasu. Na dworze robiło się coraz upalniej, arystokracja wyjeżdżała do swoich letnich posiadłości, gdzie urządzała polowania czy też przeróżnej maści bale i wszelkiej maści rozrywki. Największą oczywiście cieszył się oczywiście taniec gorących i ponętnym tancerek, które rozpalały do czerwoności młodych szlachciców, o starszym pokoleniu nie wspominając. Rodzina królewska wraz ze swoim dworem oraz służbą, również pojechała do swojej posiadłości leżącej nad morzem, w sumie cały majątek znajdował się tuż przy morzu, gdyż z wielu tarasów wychodziło się na szeroką plażę, a stamtąd już rzut beretem do pięknej, morskiej tafli. Posesja była naprawdę potężna, gdyż był to mały zamek – znacznie mniejszy niż dom główny – z wieloma sypialniami, pokojami, łaźniami, salonami, przepiękną salą balową i wielkim, przeogromnym ogrodem z wielką ilością przeróżnego kwiecia i wszelkiej roślinności, jaką tylko można spotkać na ziemi. Więc było naprawdę wspaniale, ale również było wiele roboty ze sprzątnięciem i przygotowaniem wszystkiego, na przyjazd rodziny królewskiej. Cała służba została wysłana tam już ponad dwa tygodnie wcześniej, by wszystko zrobić. Oczywiście do ostatniej chwili, była wielka krzątanina, by wszędzie lśniło czystością i pięknem, na które zasługuje sam władca i jego wspaniała rodzina. W dzień przyjazdu wszyscy zostali odziani w odświętne szaty, by móc jak najlepiej przywitać Jego Wysokość. Nawet młody niewolnik był wielce zdenerwowany całą tą sytuacją i zamieszaniem, jakie wokół panowało. Było naprawdę wspaniale, chociaż ręce trzęsły mu się niemiłosiernie. W końcu przyjechali i po krótkim przywitaniu, służba została oddelegowana do swoich zadań. Książę jedynie zdążył skinąć głową swemu przyjacielowi, który robiąc się cały czerwony, od razu zniknął gdzieś w posiadłości.
- Synu. – książę usłyszał męski i donośny głos ojca, kiedy dotarli do jednego z salonów.
- Tak ojcze? – spytał królewski syn.
- Nie możesz zadawać się ze służbą. Takie zachowanie uwłacza memu synowi.
- Wiem ojcze, ale przecież wiesz, że to mój prywatny sługa.
- Mam nadzieję, że nie wiążą cię z nim bliższe relacje?
- Ojcze, ten chłopiec, jak pamiętasz, również jest arystokratą, chociaż oddał się jako niewolnik, by mógł przeżyć. To jego cały ród został wybity podczas tej krwawej rzezi kilka lat wcześniej.
- Wiem mój synu, ale teraz jest sługą i niewolnikiem, i tak właśnie powinieneś go traktować. – powiedział poważnie władca, kończąc całą rozmowę.
Książę skłonił się ojcu i opuścił pomieszczenie, udając się do swojego pokoju, który został przygotowany specjalnie dla niego. Wszedł do wielkiego pomieszczenia, gdzie w centralnym miejscu znajdowało się wielkie łoże z jedwabną narzutą, świeża szata. W rogu stało lustro, a obok niego wielka szafa wysadzana klejnotami. Właściwie to wszystko, co znajdowało się w pokoju młodzieńca, gdyż tyle wystarczyło mu do spoczynku. Obok oczywiście znajdowała się łaźnia, z której właśnie wyszedł młody niewolnik. Jego ciało było skąpane w kroplach wody, a brązowe włosy przykleiły się do spoconego czoła.
- Panie, już jesteś. – zauważył sługa i czym prędzej skłonił się mu.
- Przestań, jesteśmy sami. – mruknął niezadowolony jego pan. Nie lubił, kiedy sługa kłaniał mu się, kiedy byli sami, zwłaszcza, że darzyli się oboje wielką przyjaźnią i skoro nie mogli okazywać tego publicznie, to chociaż samotnie w czterech ścianach książęcej komnaty – mogli.
Książę obserwował swojego oddanego sługę i nie mógł się napatrzeć, na jego przerażone spojrzenie, drżące usta i drżące dłonie, a przy tym materiał ręczników, który trzymał. Widok uroczy, tylko wziąć i zgwałcić.
- Panie, przygotowałem Ci kąpiel – wyszeptał chłopiec, wyciągając w jego stronę ręczniki.
Książę oczywiście wziął je i skierował swoje kroki do łaźni, chociaż obraz jęczącego pod nim chłopca pozostał i wcale nie chciał opuścić jego głowę przez kolejne dni spędzone tutaj. Młody sługa był naprawdę atrakcyjny, jednak, jak książę zdążył zauważyć – jego nieśmiałość brała górę i nawet pośród służby, jego niewolnik nie miał żadnego przyjaciela, gdyż z nikim nie rozmawiał. Zazwyczaj o coś pytany, jedynie starał się coś wydukać, albo jedynie kiwał głową. To było takie urocze, takie dziecinne zachowanie, że aż chciałoby się go schrupać w całości. Chłopiec miał brązowe włoski, sięgające mniej więcej ramion, do tego prześliczne niebieskie oczy i dziecięcą buzię, chociaż miał już dwadzieścia jeden lat. Wciąż wyglądał i zachowywał się jak dziecko. Co jedynie coraz bardziej przyciągało i kusiło młodego hrabiego. Ale, jak młody monarcha zauważył, nie tylko on interesował się młodym sługą, gdyż nawet strażnicy i służący zapewne chcieli go posiąść. Ale on nie da go nikomu skrzywdzić i nikomu go nie odda. Przecież on może być tylko jego i nikogo więcej. Zacisnął pięści, kiedy chłopiec właśnie dostał porządny ochrzan od głównego sługi, za niesubordynację i karygodne zachowanie. Brązowowłosy słuchał tego z pokornie pochyloną głową i nic się nie odezwał. Za karę miał spać w stajni, wraz z końmi. Przerażone i zaskoczone niebieskie tęczówki spojrzały na twarz starszego mężczyzny, jednak nie odważył się odezwać czy zaprzeczyć, mimo szczerych chęci. Pokornie skłonił się i oddalił.

Był już późny wieczór, więc jedynie zabrał ze sobą materiał, służący mu za kołdrę i udał się do stajni. Wciąż uważał, że niesłusznie dostał karę, ale nie umiał się odezwać, więc teraz cierpi. Dobrze, że i tak spał na sianie w stajni, niż na ziemi gdzieś na plaży czy w ogrodzie. Uśmiechnął się niemrawo, otwierając drzwi i wchodząc do środka. Konie od razu się poruszyły, zaczęły wierzgać, machać głowami i kopać w drzwiczki. Chłopiec uśmiechnął się lekko i każdego pogłaskał po głowach, po czym udał się na sam koniec, gdzie leżało siano. Ułożył sobie z niego prowizoryczne łóżko i położył nań materiał, który przyniósł ze sobą. Kiedy chciał się już położyć, został pchnięty na drewnianą ścianę budynku. Pisnął cicho przerażony i na dodatek jęknął z bólu, kiedy napastnik przygniótł go mocniej do ściany.
- Muszę, wybacz. – usłyszał głos swego pana i odwrócił głowę.
Rzeczywiście, za nim stał książę, którego ręce błądziły bezkarnie teraz pod tuniką niewolnika.
- Nie, panie. Proszę nie. – wyszeptał przerażony młodzian.
Książę, jednak uciszył go spojrzeniem złotych tęczówek i pocałował delikatnie w szyję. Smakował słodko z nutką pikanterii. Był wyborny. Ręce następcy tronu zwinnie pozbyły się szaty niewolnika i zaczęły swoją podróż po jego ciele. Przez drżące dłonie, ramiona, barki, klatkę piersiową, brzuch, podbrzusze, uda, łydki. Był doskonały w każdym calu, miał idealne proporcje i takie delikatne ciało. Był stworzony dla księcia.
- Panie, błagam Cię. – wyszeptał chłopiec, zgryzając wargi.

Mimo tego wspaniałego uczucia, którego doświadczył po raz pierwszy, nie chciał tego wszystkiego. Nie chciał brudzić sobą tak wspaniałej osoby, jaką był królewski pierworodny. Jednak, kiedy książę dotknął dłonią jego członka, cały świat zawirował i wszystko przestało się liczyć. Teraz mógł przyznać, że skrycie kochał się w swoim panie od wielu lat, właściwie odkąd jest u niego na służbie. Teraz to uczucie szczęścia i radości rozlewało się po jego ciele bardzo powoli, ale było wspaniale. Jednak podświadomie wiedział, że nie może dopuścić do tego wszystkiego. Chciał się wyrwać, ale jego ciało nawet nie reagowało. Tak bardzo było pochłonięte tym wszystkim, co wyczyniały sprawne ręce monarchy. Jedna z jego dłoni powoli poruszała się po członku, zaś druga muskała jego ciało, sutki, które stały się twarde. Gorące usta całowały jego szyję, barki, ramiona. Tego było za wiele dla młodego prawiczka, którym niewątpliwie był niewolnik. Bardzo szybko niemal doszedł, jednak książę nie zaprzestał wszelkich czynności. Obrócił go do siebie przodem i oparł mocniej jego plecy o drewnianą ścianę. Sam uklęknął przed nim i zbliżył swoją głowę do jego stojącego już penisa, który wręcz prosił się o najmniejszy dotyk i uwagę.
- Nie, błagam. Panie, to nie wypada – usłyszał, nim usta księcia pochłonęły całego członka. Potem słyszał już urwane i przyciszone jęki.
Jednak to nie trwało długo, gdyż po kilkunastu razach poruszania głową, młodzieniec doszedł wprost w jego usta. Ciemnowłosy odsunął się z uśmiechem połykając całe nasienie chłopca i oblizując przy tym usta. Niewolnik zląkł się i od razu opadł na kolana, dotykając czołem ziemi.
- Wybacz mi Panie ten haniebny czyn – powiedział, a jego ciało przeszły dreszcze przyjemności po niedawno przeżytym orgazmie.
Młody monarcha chwycił chłopca za ramiona i podniósł go tak, by ich spojrzenia się spotkały. Uśmiechnął się doń i starł łzy, które spłynęły po jego policzkach. Kiedy chciał go pocałować, sługa odsunął się od niego raptownie, upadając na plecy i ukazując całe swoje przyrodzenie w okazałości i nagości. Książę oblizał się lubieżnie i zaczął całować jego szyję, by chłopiec się rozluźnił. Jego czerwona buźka i rozogniony wzrok tylko nakręcały ciemnowłosego do dalszych działań. Pocałunkami zjechał na jego klatkę piersiową i tam był dłuższą chwilę liżąc, gryząc i bawiąc się jego drobnymi sutkami. Niewolnik stękał cicho, nie wiedząc jak się zachować. Dłonie miał zaciśnięte na materiale swojej zdjętej wcześniej tuniki. Nie wiedział, co ma ze sobą zrobić, a na dodatek nie miał śmiałości nawet dotknąć drugiego ciała, które się nim doskonale zajmowało. Te wszystkie uczucia, które kumulowały się w nim, był tak inne i dziwne niż te, które zazwyczaj odczuwał.
- Odwróć się na brzuszek i wypnij w moją stronę. – powiedział namiętnym głosem książę.
- Ni..e, n….ie mogę. – jęknął przerażony chłopiec, jednak pod wpływem rozpalonego spojrzenia, zrobił to o co prosił go jego Pan.
Ciemnowłosy uśmiechnął się szerzej i również siebie pozbawił swojego odzienia. To miało nadejść już nie długo, już za parę minut, długich minut, bowiem nie chciał przestraszyć młodzieńca, który wypinał się w jego stronę dość zdenerwowany i zestresowany.
- Nie bój się, będzie wspaniale dla nas obu. – wyszeptał książę do ucha chłopca i pocałował go tam delikatnie.
Jego dłonie natomiast masowały jego biodra i lędźwie, by zejść powoli na pośladki, które zręcznie ugniatały i masowały jednocześnie. Książę musiał jakoś przygotować swego sługę, to miłosnego aktu, nie chcąc sprawiać mu przy tym żadnego niepotrzebnego bólu. Nie wziął jednak ze sobą żadnego lubrykantu, więc musiał poradzić sobie swoją własną śliną. Włożył do ust trzy palce i mocno je naślinił. Później zaczął całować plecy niewolnika, a dłonie rozszerzyły dwie półkule, by ukazać odbyt. Złotooki, wciąż całując chłopca, zaczął jednym z palców okrążać wejście, by po chwili zatopić w nim owego palca. Chłopiec automatycznie spiął się, czując niemały dyskomfort i zaczął uciekać biodrami. Mięśnie odbytu zacisnęły się na palcu, więc monarcha zaczął całować szyję chłopca oraz wolną dłonią masować jego członka, by jakoś rozluźnić go i odciągnąć uwagę od tego zapewne niemiłego doznania. Kiedy sługa w miarę się rozluźnił, a z jego ust zaczęły wydobywać się ciche jęki, zaczął poruszać powoli palcem. Robił tak dłuższą chwilę, by dołączyć drugi i potem trzeci palec, rozciągając jego wejście na tyle, by móc wejść w młodzieńca i nie sprawiać mu wielkiego bólu.
- Będę delikatny. – powiedział i odsunął się odrobinę od niewolnika.
Jego członek już stał gotowy do penetracji. Książę naślinił jeszcze raz dłonie, którymi potarł swojego członka. Sądził, że to pomoże i zmniejszy dyskomfort młodszego. Ustawił się w dogodnej pozycji, a widząc zaciskające się na tunice drobne dłonie, wszedł w niego szybkim i pewnym ruchem. Niewolnik zgryzł wargi z bólu, jednak nic więcej nie zrobił. Nie chciał sprawiać przykrości swemu władcy, wiec uznał, że cisza będzie najlepszym rozwiązaniem. Ciemnowłosy nie ruszał się przez jakiś czas, dając chwilę na odetchnięcie słudze i kiedy ten sam zaczął nieśmiało poruszać biodrami, chwycił go za nie i zaczął się poruszać. Z początku delikatnie, jednak potem coraz mocniej, pewniej i szybciej. Głośne jęki i stęknięcia doprowadzały go niemal do samego spełnienia. Ciepłe wnętrze chłopca było tak wspaniale ciasne i chętne, więc nie mógł tego zmarnować. Zwłaszcza, że ponowny raz mógł się więcej nie wydarzyć. Więc przeciągał cały stosunek, jak długo mógł on sam i chłopiec pod nim, który wił się z rozkoszy. Kiedy był bliski spełnienia, chwycił penisa sługi i zaczął poruszać ręką w szybki rytm swoich pchnięć. Pierwszy doszedł niewolnik, a chwilę po nim młody monarcha. Obaj leżeli na sianie, w stajni, wśród koni, przesiąknięci zapachem seksu i naprawdę zmęczeniu. Ten akt wykończył ich młode ciała, a zwłaszcza ciało młodego niewolnika, który niemal automatycznie usnął po tym wszystkim. Książę patrzył z czułością na dziecięcą buzię swego niewolnika. To, co przed chwilą przeżył, było najwspanialszym przeżyciem w jego życiu.

Od pamiętnej nocy minęło sporo czasu. Posiadłość letnia została opuszczona, a wszyscy wrócili do głównego domu. Jednak życie dwójki młodzieńców, zmieniło się na zawsze. W ciągu dnia był między nimi podział na sługę i Pana, jednak w nocy to wszystko zanikało. Teraz nie byli jedynie przyjaciółmi, a kochankami.

*****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieje, że notka Wam się podobała. Pragnę zauważyć, że dawno nie pisałam żadnego lemona i mam nadzieje, że nie wyszedł jakiś taki mizerny xD. Mnie się podoba^^.
Coś Was ostatnio mało tutaj, ale co tam ;). Ważne, że ktoś tutaj wchodzi i czyta moje wypociny ;D.
Notkę sprawdzała niezastąpiona Rayanka! ;*
O notce nie powiadamiam - bo mam lenia xD.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.
PS. Kompletnie nie miałam pomysłu na tytuł "__"
AAAAAAAAAAAAA!
I wszystkiego co najlepsze dla wszystkich Mam na całym świecie ;). Niech Wam się dobrze wiedzie ;).

16 maj 2013

Nowe Życie.

Witam Was moje Myszki! ;)
Tak, nie było mnie ponad miesiąc, ale zaczęły mi się zaliczenia na studiach i mój wolny czas muszę poświęcać nauce, chcąc nie chcąc - bardziej nie chcąc. Gorący okres, niestety, ale trzeba to znieść.
Ale zmobilizowałam siły i napisałam tą oto notkę.
Jest to DRUGA część poprzedniej notki, czyli "Nieba po Piekle". Mam nadzieję, że udało mi się wszystko uwiecznić i będziecie zadowoleni, tak jak ja^^.
Zapraszam Was do czytania ;*.
*****
Właściwie, to nic mojemu życiu nie mogę zarzucić. Jestem normalnym chłopakiem ze zwykłymi problemami, uczuciami, przelotnymi miłostkami i romansami. Nie specjalnie też przepadam za imprezami i wszystkimi ‘akcjami’, które mogą się tam wydarzyć. Więc, podsumowując, moje życie jest zwykłe, jak każdego innego w moim wieku. Za dzieciaka nie miałem problemów z niczym, no poza nauką – którą nie specjalnie lubiłem. Z rodzicami dogadywałem się nieźle, mogę nawet powiedzieć, że niemal wybornie. Ja nie sprawiałem problemów, to i oni zbytnio mnie nie ograniczali. Oczywiście były sytuacje, kiedy miałem ochotę wyjść i trzasnąć drzwiami, a do tego domu nigdy nie wracać. Mieszkałem z rodzicami na przedmieściach miasta, w małym domku z ogródkiem. Do tej pory pamiętam, jak wyglądał. Nie był duży z zewnątrz, był w kolorze złotego piasku, ogrodzony jasnym, drewnianym płotem. W środku było naprawdę wiele miejsca. Moi rodzice potrafili zagospodarować każdą przestrzeń, więc wewnątrz dom mógł wydawać się znacznie większy, niż faktycznie był. Na dole był pokój gościnny, kuchnia, jadalnia salon, łazienka z prysznicem, jakiś mały pokój, w którym często przesiadywałem z kolegami i bawiłem się w najlepsze, oraz spiżarnia. Na piętrze były cztery pokoje, łazienka z wanną – z której najczęściej korzystałem, wanna to wanna, oraz dość spora garderoba. Więc mimo wszystko mój dom był nawet spory, patrząc z perspektywy czasu. Pamiętam, że w ogrodzie było zawsze mnóstwo kwiatów, za którymi przepadała i które pielęgnowała moja mama, mała chałupka wybudowana specjalnie dla ojca, by mógł sobie pomajsterkować, a on to bardzo lubił. Oczywiście jeszcze jakiś mały warzywniak i drzewka owocowe. Przypominam sobie, jak często przesiadywałem pod drzewkami czekając, aż spadnie na mnie jakiś owoc. Co prawdą bolało, ale trzeba było się przekonać na własnej skórze, czy słowa rodziców będą prawdą.

Żeby nie było, nie jestem jedynakiem. Mam młodszą siostrę, którą naprawdę kocham, ale mamy bardzo sporadyczny kontakt. Mieszka na drugim końcu kraju i nie specjalnie się widujemy. Chociaż dość często rozmawiamy przez Skype, bądź inne komunikatory, telefon, więc teoretycznie kontakt mamy. Nie jest taki, jaki bym chciał, więc face to face, ale to co mam, to zawsze coś. Siostra często przekonywała mnie, bym się przeprowadził gdzieś bliżej, ale jest mi tu dobrze, nawet bardzo dobrze, więc nie było sensu na przeprowadzki. Właściwie we wcześniejszych latach, bardzo często się przeprowadzałem, chociaż, jeśli mam być szczery, to praktycznie nie miałem stałego miejsca zamieszkania, wszędzie byłem po trochu.

Podróżowałem po całym kraju, a nawet świecie, odwiedzając jego najpiękniejsze i najbrzydsze miejsca. Pracowałem dorywczo gdzie się tylko dało, by zarobić na moje podróże. W moją pierwszą podróż wyruszyłem zaraz po skończeniu studiów. Uznałem, że czas w końcu pozwiedzać trochę świata. W końcu ma wiele tajemnic, które chciałem poznać. Intrygowało mnie to wszystko, co mogę zobaczyć, co doświadczyć i co przeżyć. Byłem od zawsze ciekawy dzieckiem, a do tego nadnaturalnie spokojnym. Nigdy nie wdawałem się w żadne bójki, awantury – wolę ugodowość, zamiast siły mięśni. W szkole nawet nieźle się uczyłem, chociaż zapału i wielkich, wygórowanych ambicji nie miałem w ogóle. Byle zdać do następnej klasy i mieć święty spokój z tym wszystkim. Nie byłem również zbytnio lubiany, więc miałem jedynie małą grupkę znajomych czy tam przyjaciół. Jak zwał, tak zwał. Nie zostawałem zapraszany na prywatki, imprezy, czy zwykłe domówki. I tak bym pewnie nie poszedł, bo nie przepadałem za takimi sytuacjami. Chociaż do tej pory pamiętam tę jedną, jedyną imprezę, do której nie chce wracać. Tyle wypiłem, że przez dwa kolejne dni nie mogłem dojść do siebie. Podziękuję za wspaniałe nocki przy kiblu, wylewne rozmowy, że się tak wyrażę. To była impreza na studiach, której nigdy więcej nie powtórzyłem. Co prawda chodziłem na imprezy, ale nigdy więcej nie piłem żadnego alkoholu, nic, kompletnie nic. Nie chciałem powtórki z rozrywki. Nigdy w życiu. A studiowało mi się wspaniale, naprawdę wspaniale.

I wtedy poznałem pierwszego chłopaka, w sumie mojego najlepszego przyjaciela, który wiele podróżował podczas przerw wakacyjnych i nie lubił siedzieć w miejscu. Doskonale pamiętam, jak się wspaniale z nim bawiłem i ile wówczas przeżyłem. Wtedy poznałem świat przygody, kiedy zabrał mnie na wycieczkę na weekend do miejscowości oddalonej od naszego kampusu o jakieś trzysta, albo czterysta kilometrów. Całą trasę pokonaliśmy autostopem i było świetnie. Chociaż, jak mam być szczery, to wiele czasu zajęło mi przełamanie się, by wleźć do czyjegoś samochodu. Ale wtedy miałem jego i mogłem z nim konie kraść. W przenośni, żeby było jasne. Wówczas poznałem smak miłości i przekonałem się, jaki jestem naprawdę. Dowiedziałem się wiele o sobie i do tej pory mile wspominam tamtą wyprawę, na którą kompletnie nie byłem przygotowany. Ale było wspaniale.

Potem sam podróżowałem i zwiedziłem tyle miejsc, że głowa mała. Tyle rzeczy spróbowałem, że sam się tego wstydzę, co się wówczas działo i wydarzyło. Ale dzięki temu dorosłem i stałem się tym, kim jestem teraz. Nigdy nie zamieniłbym moich podróży na coś innego. Moja chęć poznania i ciekawość była większa, niż chęć pracy. Szedłem całe życie za głosem serca i wyszło mi to na dobre. Kto może się pochwalić tym, że spał pod wieżą Eiffla, czy braniem udziału w wyścigach z bykami? Stawiam, że niewielu. Dlatego mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że moje życie było naprawdę ekscytujące i wysłane różami.

Jeśli mam wrócić do czasów dzieciństwa, to wiem, że rodzice starali się wychować mnie na dobrego człowieka, który ma wielkie serce i bym umiał odczuwać empatię w stosunku od innych. Jestem im dozgonnie wdzięczny za każdą sekundę, którą mi poświęcili, bo wiele wnieśli do mojego życia. Bardzo cenię i kocham moich rodziców, chociaż nie ma ich na tym świecie. Zły i okrutny los zabrał mi ich, ale wiem, że czuwają nade mną i mam wielką nadzieję, że są ze mnie dumni. Z człowieka, jakim jestem i jakiego wychowali. W domu się nigdy nie przelewało, ale nigdy nam niczego nie brakowało. Jestem pewien, że żyliśmy na przeciętnym poziomie życie, nie byliśmy specjalnie biedni, ani specjalnie bogaci, po prostu zwykli i przeciętni, nie wyróżniający się z tłumu. Z mojej siostry to było niezłe ziółko, bowiem naprawdę dziwnie wspominam jej okres buntu, którego ja chyba nie doświadczyłem, albo nie przypominam sobie takiego okresu. Ale moja siostra, to miała naprawdę porąbane pomysły, farbowała włosy na przeróżne kolory, zmieniała ciuchy jak rękawiczki – nie wspominając tutaj również o chłopcach, których mój tata chciał odganiać miotłą, eksperymentowała z alkoholem, wszelkiego rodzaju używkami i różnymi dziwactwami. W końcu jej to przeszło i wszystko się jakoś ustatkowało. Podczas tego okresu na pewno wyróżnialiśmy się z tłumu i obmawiali nas za plecami, tego mogę być pewny. Było fajnie, z perspektywy czasu to widzę, gdyż teraz moja siostra jest przykładną żoną i matką dwójki dzieciaczków i trzeciego w drodze.

Mówiąc szczerze, to moje życie było z góry zaplanowane. Nie, nie przez moich rodziców, a przeze mnie. Chociaż całe, to w sumie nie. Dopiero jakoś w wieku nastoletnim odnalazłem pasję swojego życia. To natchnęło mnie do działania i pracy w tym kierunku, a przede wszystkim nauki. Ale ten ostatni mało przyjemny epizod możemy ominąć. Tak więc, od tego czasu dokładnie wiedziałem, co będę robił w swoim życiu. Rodzice byli zadowoleni, że skrzętnie realizowałem swoje cele i założenia z dostaniem się do odpowiedniej szkoły, więc miałem w nich wielkie oparcie i wsparcie. Cieszę się, że potoczyło się, jak się potoczyło. Moje podróże, po skończeniu studiów, trwały jakieś dwa, może trzy lata. Potem wróciłem do kraju, mojego jednego z miast i zacząłem pracę, która tylko z pozoru wyglądała na łatwą i przyjemną, a wcale taką nie była. Harowałem jak wół, by zadowolić siebie i szefostwo, a wszędzie było mi pod górkę. Jednak cieszyłem się z tego, że mimo wielu sprzeczności mogłem aktywnie uczestniczyć i działać w wielu sprawach, bo o tym marzyłem. Mogę stwierdzić, że spełniło się moje jedno z wielu marzeń.

Jednak szybko okazało się, że moje starania idą na marne, bo zostałem szybko oddelegowany z kwitkiem z pracy. Nie wiedziałem dlaczego zostałem zwolniony i nikt nie chciał mi tego wytłumaczyć. Ciągle słyszałem jedynie „Redukcja etatów” i miałem tego po dziurki w nosie. Skoro tak sobie ze mną pograli, nic mnie tutaj więcej nie trzymało. Spakowałem wówczas swoje manatki, wymówiłem umowę najmu i wyniosłem się z tej dziury. Ponownie podróżowałem, jednak czegoś mi brakowało, tego wszystkiego, co miałem w pracy. Dorywcza robota nie dawała mi takiej satysfakcji, chociaż potrafiła mnie utrzymać przez jakiś czas. Cóż, jedynie tyle.

Wszystko skończyło się, jak ręką odjął, kiedy znalazłem się w wymarzonym miejscu na świecie. Miejscu, którego zapewne szukałem od wielu lat. Szybko znalazłem pracę, którą chciałem i zacząłem się wdrażać w środowisko. Mała miejscowość była czymś wspaniałym dla mnie, wychowanego na przedmieściach wielkiej metropolii. To było coś zupełnie innego i dopiero tutaj poczułem, że żyję i to wszystko ma sens. Nie zrezygnowałem z podróży, ale wyjeżdżałem jedynie podczas urlopów i zawsze wracałem do swojej pracy, do ludzi, na których mi zależało, do przyjaciół, których tu znalazłem. To był mój prywatny świat, z którego nie chciałem się wydostać i przenieść gdziekolwiek indziej. Było mi dobrze i chciałem tego więcej. Brałem więc życie garściami i garściami, zachwycając się jego pięknem. I wtedy, kiedy myślałem, że mam już wszystko, co mi potrzeba, pojawił się on.

Zawrócił mi kompletnie w głowie i większość rzeczy zeszła na drugi plan. Nie, nie zaniedbywałem pracy i dalej robiłem to wszystko z wielkim zamiłowaniem. Ukrywałem jednak uczucia do niego, nie chciałem się zdradzać. Początkowo byliśmy zwykłymi sąsiadami, a potem to wszystko zaczęło się przeobrażać w coś więcej i więcej. Zostaliśmy przyjaciółmi i większość mojego wolnego czasu spędzałem razem z nim. Wiedziałem o nim wszystko, znałem go od podszewki, jak nigdy nikogo. Wiedziałem co przeżył, współczułem mu, ale też podziwiałem, że mimo tego wszystkiego żył i nie był jedynie wielką kupą zmartwień i smutku. Cieszył się życiem, jak ja i dlatego go kochałem. Skrycie i ciągle zakochiwałem się w nim od początku i coraz bardziej z każdym dniem.. Uwielbiałem patrzeć na jego uśmiech, rozgorączkowane i podekscytowane oczy, drżące dłonie z ekstazy, zadowolenie wymalowane na twarzy. Wiele razy łapałem się na tym, że miałem wiele zboczonych i dość erotycznych myśli. Naprawdę często, zadawałem sobie pytanie „Co by było gdyby”, ale nie potrafiłem na nie odpowiedzieć. Chociaż próbowałem, to mimo pierwszego, szczęśliwego planu, pod koniec zawsze wszystko się posypywało. Więc zaprzestałem tego, bo wiele złego w mojej psychice to spowodowało. A lubiłem swoją psychikę, taką, jaka była i wcale nie chciałem jej zmieniać.

Później dowiedziałem się o jego przeszłości, którą skrzętnie ukrywał. Myślałem, że znałem go bardzo dobrze, a potem okazało się, że coś jednak przede mną ukrywał. To mnie dotknęło i wstrząsnęło zarazem. Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi, a przecież przyjaciele nie ukrywają niczego przed sobą. Ja mu powiedziałem wszystko, od deski do deski, a co dostałem w zamian? Ukryte informacje, które dopiero po jakimś czasie z siebie wydobył. Bolało to jak cholera, gdyż czułem, że mi nie ufa i, że nie spełniam jego oczekiwań nawet jako przyjaciel. To było straszne i nikomu nie polecam tych emocji, które mną targały. Pamiętam, że poprosiłem go o czas, ponieważ te informacje naprawdę mną wstrząsnęły. Nie chciałem zrywać z nim kontaktu, a jedynie wszystko przemyśleć i na spokojnie sobie poukładać w głowie w względną całość. Po kilku dniach, kiedy do mnie wszystko dotarło i kiedy zrozumiałem wszystko, bardzo mu współczułem. Musiał mieć straszne życie, skoro nawet próbował się na nie targnąć. Ja w życiu bym się na to nie odważył, nawet jeśli byłoby naprawdę źle. Nie mam tyle odwagi, by odebrać sobie życie. Ale dalej wzdrygałem się na samą myśl tego, co musiał przeżyć, że chciał się zabić. W sumie mu się nie dziwiłem, ale zarazem rozumiałem i współczułem mu tego wszystkiego. Po tych kilku dniach spotkaliśmy się i wszystko mu wyjaśniłem, moje zachowanie, reakcję i to chwilowe spotkanie. Zrozumiał mnie i zaczął opowieść o swoim życiu, które nie było tak normalne, jak moje. Miałem odniesienie do mojego własnego życia, więc dokładnie widziałem wiele różnic. To było straszne słyszeć te wszystkie okropieństwa, jakie mu robili. Miałem ochotę wstać, rozwalić kilkanaście rzeczy bądź twarzy i na końcu przytulić go i wycałować, by uśmierzyć chociaż część tego bólu. Ta rozmowa naprawdę zbliżyła nas do siebie i wtedy odważyłem się zrobić ten pierwszy krok. Pocałowałem go. Liczyłem się jednak z odrzuceniem, ale nic takiego się nie stało.

Tamtego dnia nasze życie zmieniło się o całe sto osiemdziesiąt stopni i wcale nie chcę wracać do poprzedniego układu. Zaczęliśmy ze sobą być i było świetnie. Teraz mija 5 lat odkąd zostaliśmy parą i nigdy nie zamieniłbym ani jednej chwili na coś innego. Uzupełniamy się i dopełniamy w każdym, nawet najdrobniejszym szczególe. Mimo, że oboje jesteśmy mężczyznami, to nic się nie zmieniło w naszej miłości. Wygląda tak samo, jak każda inna. Jest wspaniała, wytrwała, cierpliwa, łaskawa i wspaniała. A mimo upływu czasu nasza miłość nie zmalała, a nawet powiększyła się. Przeszłość została za nami. A my wciąż i wciąż się kochamy, nie mając siebie dość. Nigdy już nie będziemy mieli dość.

*****
I to było by na tyle.
Mam nadzieję, że Wam się podobało i jakoś zasłoniło lukę czasową między notkami.
Kolejna notka? Nie wiem kiedy. Gorący okres się pojawił, jak pisałam wyżej i kompletnie brak mi czasu i poczucia czasu. Ale w czerwcu na pewno notka się pojawi ;).
Notkę betowała niezastąpiona Rayanka, której bardzo dziękuję ;*.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.
PS. Oby lepiej Wam się czytało z tymi przerwami, niż ostatnio :D.