Witam Wszystkich.
Dzisiaj przedstawiam następną część. Powoli dochodzą kolejne fragmenty historii, także spodziewam się, że jeszcze trochę tego wyjdzie. Jak długi tasiemiec? No ciężko stwierdzić. Ale zdecydowanie pisanie pozwala mi się odprężyć i odmóżdżyć od pracy. To moja odskocznia od codzienności, więc nie ma co się dziwić, że trochę się to wszystko rozrosło.
No nic, zapraszam do czytania.
*****
Kolejne dni mijały, a ja chodziłem raz struty, raz
przeszczęśliwy. Stała się tragedia, nie dla mnie, ale dla siostry. A właściwie
to nie wiem, komu się bardziej stała tragedia. Siostra była chyba zmęczona
związkiem z kimś tak idealnym, jak Kazuma, że po prostu z nim zerwała. Wszystko
mi wówczas wirowało, aż miałem ochotę skakać. To była najszczęśliwsza chwila w
moim życiu, słyszeć takie wieści. Siostra załamana z lekka, a ja cóż – wariacko
szczęśliwy. Tak radosny nie byłem od dawna, a przynajmniej odkąd to się tak
szczeniacko zakochałem. Nie wiedziałem jednak, czy spodoba jej się pomysł, bym
zarywał do jej ex. Mnie by się to średnio spodobało, więc chodziłem struty, bo
nie wiedziałem jak jej o to zapytać. Przecież nie wypaliłbym tego wprost,
zwłaszcza, że nie podejrzewałem siebie o homoseksualność – chociaż dopuszczałem
do siebie takie myśli i czasem włączało się coś, co nazywałem ‘gejradar’, więc
może i byłem gejem, ale nie zdawałem sobie sprawy? No, ciężki orzech do
zgryzienia - , w końcu umawiałem się z laskami, więc to mówiło samo przez się. Dlatego
moja orientacja seksualna spadła na mnie – no można tak powiedzieć, bo byłem
zaskoczony, że dotarło to do mnie w miarę szybko, jak na moje ograniczone
zdolności myśleniowe, odkąd poznałem tego chłopaka -, jak grom z jasnego, w
sumie to cholernie ciemnego nieba, jak mam być całkowicie szczery.
- Nico, co jest? – zagadnęła mnie siostra, kiedy pakowałem właśnie brudne gary do zmywary. Przydatna rzecz, w każdym domu. Cudowne urządzenie. Normalnie, każda nagroda wskazana, za wynalezienie tak przydatnego i ułatwiającego życie sprzętu. Spojrzałem na nią zaskoczony, przestając komplementować zmywarkę.
- Nic, a co ma się dziać? – odpowiedziałem pytaniem, a w jej oczach dostrzegłem błysk. Cholera! Właśnie się wkopałem. Ta dziewucha miała radar - czy to u nas, cholera, rodzinne? - i zawsze wiedziała, kiedy coś się działo. To było przerażające, aż ciarki mnie przeszły po plecach.
- Nie pierdol, tylko gadaj. Znam Cię.
No wiesz, chciałem w sumie spytać, czy mogę się zabrać za Twojego byłego, bo jestem w nim zakochany po uszy i mam z nim, w roli głównej, mokre sny co noc? Chyba Ci to nie będzie przeszkadzać, skoro sama go rzuciłaś. W ŻYCIU NIC TAKIEGO NIE POWIEM! Po czymś takim na pewno wąchałbym kwiatki od spodu. Wybór był prosty.
- Chcę znać Twoje zdanie – zacząłem, siadając naprzeciw niej i nerwowo ściskając materiał spodni w dłoniach pod stołem. – Jak byś zareagowała, gdyby Twoja siostra zaczęła spotykać się z Twoim byłym?
Nie chciałem owijać w bawełnę. Chociaż przez krótką chwilę zawahania, chciałem to wszystko przedstawić w dość pokrętny sposób, by mało z tego zrozumiała. Ale wolałem poznać jej zdanie. W końcu to chodziło o jej byłego i mnie! Ale tego póki co, nie musiała wiedzieć. Patrzyłem na nią i jej zmarszczone brwi, które nie wróżyły nic dobrego. Wszystko mi w tym momencie niesamowicie ciążyło. Miałem wrażenie, że u szyi zawiązałem sobie wielki worek z cementem, czy innym ciężarem, który ciągnie mnie na dno.
- W sumie, to nie wiem – zaczęła, a mnie zrobiło się słabo, że musiałem złapać się dyskretnie stołu. – Pewnie by mi się to nie spodobało. Chociaż zależy kto zerwał. Jeśli ja, to nie podobała by mi się to trochę mniej niż, gdyby to on zerwał. Ale podejrzewam, że pewnie jakoś bym to przełknęła i po czasie, zaakceptowała. Jednak miałabym na oku i jego, i ją. Bo wiesz, strzeżonego Pan Bóg strzeże.
Ciężar spadł mi z piersi i szyi. Jej słowa były zbawienne i tak bardzo oczekiwane, że uśmiechnąłem się radośnie. Niby nie wróżyły nic dobrego, nie było w nich jako takiej zgody, ale to zawsze coś niż nic. Wciąż miałem swoją szansę! Pocałowałem ją w policzek i czmychnąłem z kuchni, nim zdążyła się odezwać. Ubierałem pośpieszenie buty i wyleciałem z chaty, jak z procy. W locie zgarniając jeszcze kurtkę, bo pogoda do najlepszych nie należała. Kiedy znalazłem się już spory kawałek od domu, poraziło mnie i zamarłem. Gdzie ja go właściwie mam szukać? Co mu powiedzieć? Czego ja od niego, tak naprawdę chcę? Co zrobić, jak go znajdę? Tyle pytań bez gwarantowanej odpowiedzi, kotłowało mi w głowie. No brawo Nico, geniuszu. Pójdziesz do faceta, którego tak naprawdę nie znasz i co zrobisz? Będziecie się migdalić? Tupnąłem nogą rozłoszczony. Naprawdę, jeśli w grę wchodziła moja miłość, potrafiłem działać irracjonalnie, jak zakochany dzieciak. Czasem łapałem się na tym i biłem się w pierś, że dopuszczałem do tego zachowania. Miałem w końcu swoje lata, więc nie wypadało bym zachowywał się, tak jak zachowuję w tej chwili. Pierwsze krople deszczu roztrzaskały się na mojej kurtce. To był dobry pomysł, by ją zgarnąć, plus dla mnie. Deszcz w ciągu kilku chwil, rozpadał się na dobre. A ja stałem na środku chodnika, jak ostatni osioł i nie wykonywałem żadnego ruchu. Analizowałem wszystko od początku, i co rusz dochodziłem do smutnego wniosku, Kazuma nie był dla mnie. Nawet mnie nie znał, sam na to nie pozwoliłem, więc nie mogłem się dziwić. Wiele było mojej winy, ale moje zachowanie mogę tylko tłumaczyć, tą zakichaną miłością. Zrobiłem pierwsze kroki, które zaraz zmieniły się w szaleńczy bieg. Niech mnie nogi poniosą, a co mi tam. Byle nie niosły mnie na drugą stronę, bo tego bym nie chciał, także nogi z uwagą proszę, jeszcze życie mi miłe. A co do miłości, to przychodzi i odchodzi. Musiałem tylko odbudować swój świat na nowo i złożyć go w całość, nawet jeśli fragmenty nie chciały do siebie za bardzo pasować. Nie było wyboru, jak tylko zapomnieć i wrócić do swojego. Zatrzymałem się dopiero, kiedy boleśnie odczułem wpadniecie na bramę i boleść na tyłku, po spotkaniu z chodnikiem.
- Dupa przemoczona, świetnie – warknąłem, podnosząc się z chodnika i starając się jakoś ogarnąć. Z resztą ciała było w porządku, tylko ten mokry tyłek nie wyglądał zbyt dobrze.
- Nico?
Kiedy usłyszałem swoje imię, świat zadrżał. Znałem ten głos na pamięć – nie żebym kiedyś go nagrał i słuchał go wciąż, jak jakiś psychopata, stalker czy coś, nie, no w życiu – więc od razu wiedziałem do kogo należał. Spojrzałem na niego niepewnie i Boże, stanął mi, normalnie legalnie, chuj stanął na baczność – ale szybko go opanowałem, brawo ja! -, bo Kazuma prezentował się po prostu bosko, ucieleśnienie moich ideałów w każdym stopniu. Jak zwykle spotykałem go w sytuacjach, kiedy nie prezentowałem się zbyt dobrze, a wręcz żałośnie. Mokre kłaki przykleiły mi się do twarzy, dupa mokra. Matko, ja to mam fart, naprawdę. Podrapałem się po głowie, nerwowym ruchem przeczesując dłonią włosy. Zatkało mnie i nie bardzo wiedziałem co mam powiedzieć. Uśmiechałem się głupio, co potęgowało moją chęć nawiania i zakopania się samemu w pierwszej możliwej dziurze. Nico, powalasz wszystkich na kolana. Twoja elokwencja jest do dupy i ty też jesteś do dupy! Powiedz coś, albo zjeżdżaj!
- No.
- Nico, co jest? – zagadnęła mnie siostra, kiedy pakowałem właśnie brudne gary do zmywary. Przydatna rzecz, w każdym domu. Cudowne urządzenie. Normalnie, każda nagroda wskazana, za wynalezienie tak przydatnego i ułatwiającego życie sprzętu. Spojrzałem na nią zaskoczony, przestając komplementować zmywarkę.
- Nic, a co ma się dziać? – odpowiedziałem pytaniem, a w jej oczach dostrzegłem błysk. Cholera! Właśnie się wkopałem. Ta dziewucha miała radar - czy to u nas, cholera, rodzinne? - i zawsze wiedziała, kiedy coś się działo. To było przerażające, aż ciarki mnie przeszły po plecach.
- Nie pierdol, tylko gadaj. Znam Cię.
No wiesz, chciałem w sumie spytać, czy mogę się zabrać za Twojego byłego, bo jestem w nim zakochany po uszy i mam z nim, w roli głównej, mokre sny co noc? Chyba Ci to nie będzie przeszkadzać, skoro sama go rzuciłaś. W ŻYCIU NIC TAKIEGO NIE POWIEM! Po czymś takim na pewno wąchałbym kwiatki od spodu. Wybór był prosty.
- Chcę znać Twoje zdanie – zacząłem, siadając naprzeciw niej i nerwowo ściskając materiał spodni w dłoniach pod stołem. – Jak byś zareagowała, gdyby Twoja siostra zaczęła spotykać się z Twoim byłym?
Nie chciałem owijać w bawełnę. Chociaż przez krótką chwilę zawahania, chciałem to wszystko przedstawić w dość pokrętny sposób, by mało z tego zrozumiała. Ale wolałem poznać jej zdanie. W końcu to chodziło o jej byłego i mnie! Ale tego póki co, nie musiała wiedzieć. Patrzyłem na nią i jej zmarszczone brwi, które nie wróżyły nic dobrego. Wszystko mi w tym momencie niesamowicie ciążyło. Miałem wrażenie, że u szyi zawiązałem sobie wielki worek z cementem, czy innym ciężarem, który ciągnie mnie na dno.
- W sumie, to nie wiem – zaczęła, a mnie zrobiło się słabo, że musiałem złapać się dyskretnie stołu. – Pewnie by mi się to nie spodobało. Chociaż zależy kto zerwał. Jeśli ja, to nie podobała by mi się to trochę mniej niż, gdyby to on zerwał. Ale podejrzewam, że pewnie jakoś bym to przełknęła i po czasie, zaakceptowała. Jednak miałabym na oku i jego, i ją. Bo wiesz, strzeżonego Pan Bóg strzeże.
Ciężar spadł mi z piersi i szyi. Jej słowa były zbawienne i tak bardzo oczekiwane, że uśmiechnąłem się radośnie. Niby nie wróżyły nic dobrego, nie było w nich jako takiej zgody, ale to zawsze coś niż nic. Wciąż miałem swoją szansę! Pocałowałem ją w policzek i czmychnąłem z kuchni, nim zdążyła się odezwać. Ubierałem pośpieszenie buty i wyleciałem z chaty, jak z procy. W locie zgarniając jeszcze kurtkę, bo pogoda do najlepszych nie należała. Kiedy znalazłem się już spory kawałek od domu, poraziło mnie i zamarłem. Gdzie ja go właściwie mam szukać? Co mu powiedzieć? Czego ja od niego, tak naprawdę chcę? Co zrobić, jak go znajdę? Tyle pytań bez gwarantowanej odpowiedzi, kotłowało mi w głowie. No brawo Nico, geniuszu. Pójdziesz do faceta, którego tak naprawdę nie znasz i co zrobisz? Będziecie się migdalić? Tupnąłem nogą rozłoszczony. Naprawdę, jeśli w grę wchodziła moja miłość, potrafiłem działać irracjonalnie, jak zakochany dzieciak. Czasem łapałem się na tym i biłem się w pierś, że dopuszczałem do tego zachowania. Miałem w końcu swoje lata, więc nie wypadało bym zachowywał się, tak jak zachowuję w tej chwili. Pierwsze krople deszczu roztrzaskały się na mojej kurtce. To był dobry pomysł, by ją zgarnąć, plus dla mnie. Deszcz w ciągu kilku chwil, rozpadał się na dobre. A ja stałem na środku chodnika, jak ostatni osioł i nie wykonywałem żadnego ruchu. Analizowałem wszystko od początku, i co rusz dochodziłem do smutnego wniosku, Kazuma nie był dla mnie. Nawet mnie nie znał, sam na to nie pozwoliłem, więc nie mogłem się dziwić. Wiele było mojej winy, ale moje zachowanie mogę tylko tłumaczyć, tą zakichaną miłością. Zrobiłem pierwsze kroki, które zaraz zmieniły się w szaleńczy bieg. Niech mnie nogi poniosą, a co mi tam. Byle nie niosły mnie na drugą stronę, bo tego bym nie chciał, także nogi z uwagą proszę, jeszcze życie mi miłe. A co do miłości, to przychodzi i odchodzi. Musiałem tylko odbudować swój świat na nowo i złożyć go w całość, nawet jeśli fragmenty nie chciały do siebie za bardzo pasować. Nie było wyboru, jak tylko zapomnieć i wrócić do swojego. Zatrzymałem się dopiero, kiedy boleśnie odczułem wpadniecie na bramę i boleść na tyłku, po spotkaniu z chodnikiem.
- Dupa przemoczona, świetnie – warknąłem, podnosząc się z chodnika i starając się jakoś ogarnąć. Z resztą ciała było w porządku, tylko ten mokry tyłek nie wyglądał zbyt dobrze.
- Nico?
Kiedy usłyszałem swoje imię, świat zadrżał. Znałem ten głos na pamięć – nie żebym kiedyś go nagrał i słuchał go wciąż, jak jakiś psychopata, stalker czy coś, nie, no w życiu – więc od razu wiedziałem do kogo należał. Spojrzałem na niego niepewnie i Boże, stanął mi, normalnie legalnie, chuj stanął na baczność – ale szybko go opanowałem, brawo ja! -, bo Kazuma prezentował się po prostu bosko, ucieleśnienie moich ideałów w każdym stopniu. Jak zwykle spotykałem go w sytuacjach, kiedy nie prezentowałem się zbyt dobrze, a wręcz żałośnie. Mokre kłaki przykleiły mi się do twarzy, dupa mokra. Matko, ja to mam fart, naprawdę. Podrapałem się po głowie, nerwowym ruchem przeczesując dłonią włosy. Zatkało mnie i nie bardzo wiedziałem co mam powiedzieć. Uśmiechałem się głupio, co potęgowało moją chęć nawiania i zakopania się samemu w pierwszej możliwej dziurze. Nico, powalasz wszystkich na kolana. Twoja elokwencja jest do dupy i ty też jesteś do dupy! Powiedz coś, albo zjeżdżaj!
- No.
*****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że się podoba, komukolwiek poza mną.
Notka NIESPRAWDZANA - starałam się wyłapać błędy i różne inne kfiatki, ale różnie z tym bywa. Na bieżąco będę poprawiać, jak się rzuci w oczy.
Kolejna cześć? Już w grudniu :).
Także tego, no czekać. O ile ktoś czeka. No nic.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.