23 lis 2018

Kości zostały rzucone - II.

Witam Wszystkich.
Dzisiaj przedstawiam następną część. Powoli dochodzą kolejne fragmenty historii, także spodziewam się, że jeszcze trochę tego wyjdzie. Jak długi tasiemiec? No ciężko stwierdzić. Ale zdecydowanie pisanie pozwala mi się odprężyć i odmóżdżyć od pracy. To moja odskocznia od codzienności, więc nie ma co się dziwić, że trochę się to wszystko rozrosło.
No nic, zapraszam do czytania.
*****
Kolejne dni mijały, a ja chodziłem raz struty, raz przeszczęśliwy. Stała się tragedia, nie dla mnie, ale dla siostry. A właściwie to nie wiem, komu się bardziej stała tragedia. Siostra była chyba zmęczona związkiem z kimś tak idealnym, jak Kazuma, że po prostu z nim zerwała. Wszystko mi wówczas wirowało, aż miałem ochotę skakać. To była najszczęśliwsza chwila w moim życiu, słyszeć takie wieści. Siostra załamana z lekka, a ja cóż – wariacko szczęśliwy. Tak radosny nie byłem od dawna, a przynajmniej odkąd to się tak szczeniacko zakochałem. Nie wiedziałem jednak, czy spodoba jej się pomysł, bym zarywał do jej ex. Mnie by się to średnio spodobało, więc chodziłem struty, bo nie wiedziałem jak jej o to zapytać. Przecież nie wypaliłbym tego wprost, zwłaszcza, że nie podejrzewałem siebie o homoseksualność – chociaż dopuszczałem do siebie takie myśli i czasem włączało się coś, co nazywałem ‘gejradar’, więc może i byłem gejem, ale nie zdawałem sobie sprawy? No, ciężki orzech do zgryzienia - , w końcu umawiałem się z laskami, więc to mówiło samo przez się. Dlatego moja orientacja seksualna spadła na mnie – no można tak powiedzieć, bo byłem zaskoczony, że dotarło to do mnie w miarę szybko, jak na moje ograniczone zdolności myśleniowe, odkąd poznałem tego chłopaka -, jak grom z jasnego, w sumie to cholernie ciemnego nieba, jak mam być całkowicie szczery.
- Nico, co jest? – zagadnęła mnie siostra, kiedy pakowałem właśnie brudne gary do zmywary. Przydatna rzecz, w każdym domu. Cudowne urządzenie. Normalnie, każda nagroda wskazana, za wynalezienie tak przydatnego i ułatwiającego życie sprzętu. Spojrzałem na nią zaskoczony, przestając komplementować zmywarkę.
- Nic, a co ma się dziać? – odpowiedziałem pytaniem, a w jej oczach dostrzegłem błysk. Cholera! Właśnie się wkopałem. Ta dziewucha miała radar - czy to u nas, cholera, rodzinne? - i zawsze wiedziała, kiedy coś się działo. To było przerażające, aż ciarki mnie przeszły po plecach.
- Nie pierdol, tylko gadaj. Znam Cię.
No wiesz, chciałem w sumie spytać, czy mogę się zabrać za Twojego byłego, bo jestem w nim zakochany po uszy i mam z nim, w roli głównej, mokre sny co noc? Chyba Ci to nie będzie przeszkadzać, skoro sama go rzuciłaś. W ŻYCIU NIC TAKIEGO NIE POWIEM! Po czymś takim na pewno wąchałbym kwiatki od spodu. Wybór był prosty.
- Chcę znać Twoje zdanie – zacząłem, siadając naprzeciw niej i nerwowo ściskając materiał spodni w dłoniach pod stołem. – Jak byś zareagowała, gdyby Twoja siostra zaczęła spotykać się z Twoim byłym?
Nie chciałem owijać w bawełnę. Chociaż przez krótką chwilę zawahania, chciałem to wszystko przedstawić w dość pokrętny sposób, by mało z tego zrozumiała. Ale wolałem poznać jej zdanie. W końcu to chodziło o jej byłego i mnie! Ale tego póki co, nie musiała wiedzieć. Patrzyłem na nią i jej zmarszczone brwi, które nie wróżyły nic dobrego. Wszystko mi w tym momencie niesamowicie ciążyło. Miałem wrażenie, że u szyi zawiązałem sobie wielki worek z cementem, czy innym ciężarem, który ciągnie mnie na dno.
- W sumie, to nie wiem – zaczęła, a mnie zrobiło się słabo, że musiałem złapać się dyskretnie stołu. – Pewnie by mi się to nie spodobało. Chociaż zależy kto zerwał. Jeśli ja, to nie podobała by mi się to trochę mniej niż, gdyby to on zerwał. Ale podejrzewam, że pewnie jakoś bym to przełknęła i po czasie, zaakceptowała. Jednak miałabym na oku i jego, i ją. Bo wiesz, strzeżonego Pan Bóg strzeże.
Ciężar spadł mi z piersi i szyi. Jej słowa były zbawienne i tak bardzo oczekiwane, że uśmiechnąłem się radośnie. Niby nie wróżyły nic dobrego, nie było w nich jako takiej zgody, ale to zawsze coś niż nic. Wciąż miałem swoją szansę! Pocałowałem ją w policzek i czmychnąłem z kuchni, nim zdążyła się odezwać. Ubierałem pośpieszenie buty i wyleciałem z chaty, jak z procy. W locie zgarniając jeszcze kurtkę, bo pogoda do najlepszych nie należała. Kiedy znalazłem się już spory kawałek od domu, poraziło mnie i zamarłem. Gdzie ja go właściwie mam szukać? Co mu powiedzieć? Czego ja od niego, tak naprawdę chcę? Co zrobić, jak go znajdę? Tyle pytań bez gwarantowanej odpowiedzi, kotłowało mi w głowie. No brawo Nico, geniuszu. Pójdziesz do faceta, którego tak naprawdę nie znasz i co zrobisz? Będziecie się migdalić? Tupnąłem nogą rozłoszczony. Naprawdę, jeśli w grę wchodziła moja miłość, potrafiłem działać irracjonalnie, jak zakochany dzieciak. Czasem łapałem się na tym i biłem się w pierś, że dopuszczałem do tego zachowania. Miałem w końcu swoje lata, więc nie wypadało bym zachowywał się, tak jak zachowuję w tej chwili. Pierwsze krople deszczu roztrzaskały się na mojej kurtce. To był dobry pomysł, by ją zgarnąć, plus dla mnie. Deszcz w ciągu kilku chwil, rozpadał się na dobre. A ja stałem na środku chodnika, jak ostatni osioł i nie wykonywałem żadnego ruchu. Analizowałem wszystko od początku, i co rusz dochodziłem do smutnego wniosku, Kazuma nie był dla mnie. Nawet mnie nie znał, sam na to nie pozwoliłem, więc nie mogłem się dziwić. Wiele było mojej winy, ale moje zachowanie mogę tylko tłumaczyć, tą zakichaną miłością. Zrobiłem pierwsze kroki, które zaraz zmieniły się w szaleńczy bieg. Niech mnie nogi poniosą, a co mi tam. Byle nie niosły mnie na drugą stronę, bo tego bym nie chciał, także nogi z uwagą proszę, jeszcze życie mi miłe. A co do miłości, to przychodzi i odchodzi. Musiałem tylko odbudować swój świat na nowo i złożyć go w całość, nawet jeśli fragmenty nie chciały do siebie za bardzo pasować. Nie było wyboru, jak tylko zapomnieć i wrócić do swojego. Zatrzymałem się dopiero, kiedy boleśnie odczułem wpadniecie na bramę i boleść na tyłku, po spotkaniu z chodnikiem.
- Dupa przemoczona, świetnie – warknąłem, podnosząc się z chodnika i starając się jakoś ogarnąć. Z resztą ciała było w porządku, tylko ten mokry tyłek nie wyglądał zbyt dobrze.
- Nico?
Kiedy usłyszałem swoje imię, świat zadrżał. Znałem ten głos na pamięć – nie żebym kiedyś go nagrał i słuchał go wciąż, jak jakiś psychopata, stalker czy coś, nie, no w życiu – więc od razu wiedziałem do kogo należał. Spojrzałem na niego niepewnie i Boże, stanął mi, normalnie legalnie, chuj stanął na baczność – ale szybko go opanowałem, brawo ja! -, bo Kazuma prezentował się po prostu bosko, ucieleśnienie moich ideałów w każdym stopniu. Jak zwykle spotykałem go w sytuacjach, kiedy nie prezentowałem się zbyt dobrze, a wręcz żałośnie. Mokre kłaki przykleiły mi się do twarzy, dupa mokra. Matko, ja to mam fart, naprawdę. Podrapałem się po głowie, nerwowym ruchem przeczesując dłonią włosy. Zatkało mnie i nie bardzo wiedziałem co mam powiedzieć. Uśmiechałem się głupio, co potęgowało moją chęć nawiania i zakopania się samemu w pierwszej możliwej dziurze. Nico, powalasz wszystkich na kolana. Twoja elokwencja jest do dupy i ty też jesteś do dupy! Powiedz coś, albo zjeżdżaj!
- No. 
*****
I to byłoby na tyle. 
Mam nadzieję, że się podoba, komukolwiek poza mną. 
Notka NIESPRAWDZANA - starałam się wyłapać błędy i różne inne kfiatki, ale różnie z tym bywa. Na bieżąco będę poprawiać, jak się rzuci w oczy.
Kolejna cześć? Już w grudniu :).
Także tego, no czekać. O ile ktoś czeka. No nic.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.

2 lis 2018

Kości zostały rzucone - I.

Witam Wszystkich.
Dawno mnie nie było, znowu spartoliłam, ale cóż, nic już na to nie poradzę. Nie będę się usprawiedliwiać - zawaliłam, po prostu.
Nie był to jednak czas zmarnowany do końca. Poza leniem, który co rusz mnie dopada, obroną - pani magister na 5 po raz drugi :D, pisałam historię. Miała to być kilkustronicowa notka, ale cóż, trochę mi się rozmyło. Zrobiło się tego więcej i więcej. I wciąż rośnie, więc wyjdzie z tego historia, jak długa - się okaże, jak się skończy.
Historia pisana w pierwszej osobie, co czasem jest dla mnie katorgą i męką, ale o tym pewnie będzie się można przekonać, podczas czytania niektórych kawałków. Oczywiście występują w historii wulgaryzmy, w późniejszym czasie opis stosunku płciowego - chyba, gatunek bliżej nieokreślony, trochę humoru - chyba, dramatu i czegoś bliżej niezidentyfikowanego, czyli misz-masz gatunkowy.
Zapraszam do czytania.
*****
Wierzycie w miłość od pierwszego wejrzenia? Nie? No właśnie, ja też nie. Przynajmniej do tamtej chwili, kiedy go zobaczyłem, a świat zawalił mi się na głowę. Dosłownie runął w jednej chwili, kiedy nasze oczy się spotkały. Nigdy bym nawet nie marzył, że spotka mnie coś takiego. Tyle razy doświadczyłem już miłości, że zaczynałem w ogóle w nią wątpić. A tutaj, proszę, po prostu się stało. Nie było fajerwerków, motyli w brzuchu – od razu wszystko runęło, tak jak stało. Patrzyłem na niego i nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Świat nie chciał poskładać się w całość, a mnie nogi się uginały. Musiałem wyglądać dość żałośnie, gdy parsknąłeś cichym śmiechem. Wszystko, co zdążyło wrócić, ponownie runęło i to z łomotem, burząc przy okazji moją możliwość wypowiadania się w jakikolwiek sposób. Odjęło mi mowę, tak zwyczajnie.
- To mój brat, Nico – powiedziała moja siostra i dopiero wtedy zerknąłem na nią, a świat ponownie runął, nim się odbudował. Cholera! – Nico, to mój chłopak, Kazuma.
Czułem, jak ziemia zapada mi się pod nogami, i aż zawirowało mi w głowie. Siostra gadała od jakiegoś czasu o swoim wyśnionym księciu na białym koniu, ale nie spodziewałem się, że ten facet, wstrząśnie również moim światem! Głupia miłość przyszła niespodziewanie i siała spustoszenie. Stałem i gapiłem się na niego, na jego wyciągniętą w moją stronę rękę i błagałem, bym mógł już zbudzić się z tego koszmaru.
- No, Nico, przywitaj się – ponaglała mnie.
Drżącą dłonią, uścisnąłem jego i już wiedziałem, że moje błagania będą bezowocne, bo on był tak realistyczny, że chciało mi się płakać ze złości, rozpaczy, rozczarowania. Nie odezwałem się, tylko patrzyłem jak zahipnotyzowany. Przyjemne ciepło rozchodziło się po moim ciele w zawrotnym tempie, a kiedy puścił moją dłoń i spojrzał na moją siostrę, całe to ciepło jakby wyparowało. Poszli na górę, a ja odprowadzałem ich spojrzeniem. Moje życie tak do tej pory poukładane, teraz musiałem złożyć na nowo, niczym pojebane puzzle. Odechciało mi się wszystko. Już wyobrażałem sobie to, co mogą robić. Moje serce wyczyniało jakieś dzikie harce, a mózg krzyczał, że to facet nie dla mnie. Musiałem przyznać mu racje, choć tak bardzo tego nie chciałem. Dopiero go poznałem – chociaż się zbłaźniłem, ale to nic -, a już się zakochałem. Miłość jest jednak przereklamowana i to cholernie. Ten uroczy fakt, dotarł do mnie po raz enty. Ale tylko dzisiaj nabierał nowego znaczenia. Nie chciałem wcześniej dopuszczać do siebie tej myśli, kiedy kolejne moje związki padały, jak muchy. Wtedy to nie było to, co dzisiaj. Czułem się tak pierwszy raz i miałem ogromną nadzieję, że po raz ostatni. To był facet mojej siostry i musiałem to sobie zakodować, nawet brutalnie, jeśli zajdzie taka potrzeba. Miałem ochotę rwać włosy z głowy, kiedy wspominałem chwilę naszego spotkania. Siedziałem na kanapie i wpatrywałem się w telewizor, wyłączony telewizor, tak dla jasności. Książka była kuszącą opcją, ale wiedziałem, że moje skupienie dzisiaj to nie był dobry pomysł. Świat dalej leżał, jak rozsypana układanka, i za cholerę nie chciał wrócić, do swojego kształtu. Wdech, wydech, wdech, wydech, wdech, wydech. Nie działało nic, kompletnie. Musiałem wyglądać komicznie, kiedy tak bezsensownie wgapiałem się w czarny ekran. Ta chwila sprawiła, że robiłem się coraz bardziej żałosny, a myślałem, że już się nie da. Parsknąłem śmiechem, kiedy uświadomiłem sobie, jak żałosny teraz jestem. Jedna chwila potrafiła doprowadzić mnie to takiego stanu. Tego nie byłem w stanie pojąć, a świat ni cholery, nie składał się w całość. Miałem wrażenie, że co zaczynało wracać do normy, to te jego głupie oczy wracały i wwiercały mi się we wspomnienia, i wszystko rozpadało się w mig. Słyszałem, jak się ze mnie śmieją, słyszałem śmiech własnego, pojebanego życia. Aż brak mi słów, by to jakoś sobie ocenić. Teraz to już w ogóle zachowywałem się, jak jakaś zakochana dziewoja. Zaraz.. Dziewoja?! Boże, naprawdę było ze mną źle, skoro już widziałem w sobie podobieństwo do dziewczyny. Nie wróżyło to nic dobrego. Włączyłem telewizor i oddałem się, by durne programy, wyżarły mi mózg do reszty. Przynajmniej miałem chwilę spokoju i przestałem wspominać i odtwarzać na nową tamtą chwilę. Nico, naprawdę jesteś żałosny. Słyszałem, jak schodzili po schodach i świergotali, jak gołąbki. Zbierało mi się na wymioty.
- Rzygnę tęczą – burknąłem, kiedy spojrzałem w ich stronę. I przy okazji spaliłem pewnie niezłego buraka, bo zrozumiałem, że powiedziałem swoje myśli na głos. No Nico, nie ma co, postarałeś się.
Spojrzałem na siostrę, która niemal zionęła ogniem i pewnie gdybyśmy byli sami, już bym gryzł ziemię. Niezbyt fajna perspektywa. Ale skoro już zrobiłem z siebie głupka, to mogę robić dalej. Może i sam siebie zrażę do tego chłopaka, którego intensywnie złote oczy, - które NA PEWNO uzyskał, dzięki soczewką, nikt normalny nie mógł mieć takich oczu – wpatrywały się we mnie. Zadrżałem i wróciłem do poprzedniej pozycji, chociaż kątem oka, zdążyłem tylko zauważyć, jak unosi się kącik jego ust. On się uśmiechnął i to wstrząsnęło mnie dogłębnie. Teraz nie liczyło się nic, nawet dźwięk zatrzaskiwanych drzwi wejściowych, który powinien zwrócić moją uwagę. Ale nie zwrócił i to był mój kolejny błąd tego dnia.
Przykładałem właśnie ręcznik z kostkami lodu do głowy, bo siostra na niesamowitą siłę, jak ktoś jej nadepnie na odcisk. Szczęście, że nie miała niczego w ręce, bo mogłoby się skończyć różnie. Wkurzona dziewczyna, to nieobliczalna dziewczyna. Nigdy się nie nauczę tej prostej prawdy. Życie. Rozsypane niczym pierdolone puzzle, które nie układają się w żaden obrazek, ale wciąż życie. Siostra ma naprawdę siłę. Powinienem to zapamiętać, ale do jasne cholery, nigdy nie zakochałem się w facecie - ALE TO JAKIM FACECIE , najseksowniejszy grecki bóg przy nim to jakiś maszkaron – mojej siostry. Gorzej być nie mogło, przynajmniej tak się łudziłem.
Dni mijały jak z bicza strzelił, a Kazuma pojawiał się w naszym domu w każdej wolnej chwili. I co przychodził, to ja przeżywałem kolejne męki i najgorsze tortury. Uciekałem, jak tylko słyszałem dzwonek do drzwi. Świat się poskładał, chociaż nie tak idealnie, jakbym chciał. Musiałem się nieźle postarać, by ponownie nie runął, bo ten dziad, mega przystojny i seksowny dziad, właśnie stanął przede mną. Boże, Boże, Boże dopomóż! Cholera, zaczynałem wariować i czułem, że jeszcze chwila, a zacznę się ślinić. Naprawdę mało brakowało, bo moje ślinianki działały w tej chwili poza jakąkolwiek kontrolą. No mózg, ogarnij się, a serce weź skamieniej!
- Cześć – odezwał się pierwszy i chuj, wszystko poszło się jebać.
Serce wyrywało się z piersi, mózg całkowicie się wyłączył, za to penis działał na pełnych obrotach. Robiło się w spodniach coraz mniej miejsca. Niebezpieczna sytuacja. Nico, uspokój się, oddychaj. On się tylko odezwał i grzecznie przywitał, a ty się chuju ekscytujesz, jakbyś zdobył Mount Everest! Do budy kupo mięcha, żył, krwi i spermy! Wdech, wydech, wdech, wydech.
- Cześć – zdołałem wydukać, jak ostatnia sierota.
To facet siostry – odbijało mi się to echem w głowie, w każdym zakamarku zrujnowanego świata, ale jak na złość, ten fakt, nie chciał przejść do rzeczywistości.
- Siostra u siebie – warknąłem po chwili wspólnego milczenia.
Byłem tak wściekły, że pewnie się trząsłem. Zazdrość zżerała mnie od środka i byłem niemal pewien, że jeśli oni kiedykolwiek zrobią ze sobą coś więcej (Broń Boże ślub! NIE!) to zatruje im życie swoim jadem i nieokiełznaną miłością. Zacisnąłem dłonie w pięści i uśmiechnąłem się lekko. Penis jakoś lekko opadł, ha, potrafiłem go okiełznać. 1 dla Nico, 0 dla chuja. Tłumy szaleją. Nic tylko szaleć z radości. Olałem go i wróciłem do salonu. Kanapa i poduszka by się teraz jak najbardziej zdała, by mnie uciszyć. Chciałem krzyczeć i wyć zarazem. Moje życie to  jednak było pasmo porażek. Kazuma zreflektował się i poszedł za mną do salonu.
- Poczekam na nią na dole, z Tobą, jeśli mogę – powiedział.
Miałem głupie wrażenie, że specjalnie zaakcentował niektóre słowa. Serce znów świrowało pawiana i ani myślało przestać. Wzruszyłem ramionami, niezdolny do jakiegokolwiek słowa. Ten chłopak wywracał mój świat do góry nogami i zdawał się doskonale zdawać sobie z tego sprawę, bo właśnie uśmiechał się do mnie, tak kurewska wkurzająco, że mimo całej mojej pierwszowejrzeniowej miłości, chciałem mu zedrzeć ten uśmiech z mordy. Takie rzeczy doprowadzały mnie do furii, ale przecież o tym nie mógł wiedzieć. Nie znał mnie, choć bardzo bym chciał to zmienić, ale cóż, szczęście nie jest po mojej stronie. Jak to zwykle bywa. Nie odzywaliśmy się. Ja nie mogłem, bo to facet siostry i absolutnie nie wolno mi było, zakochiwać się w nim ciągle na nowo. Co było bardzo trudnym zadaniem, gdy pałętał się gdzieś w domu, między słowami, myślami. I za cholerę nie chciał przestać! Szlak!
*****
I to byłoby na tyle.
Pierwsza część za mną. Z kolejnymi pójdzie prawdopodobniej bardziej gładko.
Brak bety, błędy poprawiałam na bieżąco, ale mogą się znaleźć jakieś kwiatki, za co przepraszam. Jak coś znajdę, będę poprawiać.
Kolejna notka za jakiś czas na pewno, nie ma się o co martwić. Chcę wrzucać dwie notki miesięcznie, a potem zobaczymy jak to pójdzie dalej.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.