13 kwi 2013

Niebo po Piekle.

Witam Was moje pysiaki ;).
Jak tam Wam mijają dzionki? U mnie na razie spokój, na uczelni też jakoś ujdzie, przynajmniej póki co, bo się nie długo okaże, czy będzie dalej tak znośnie, czy nie. Ale póki co jest nieźle.
Chcę już wolnego! Potrzebuję mentalnego kopa, by coś pisać. Ale jak widzicie, wzięłam się dzisiaj w garść i powstało oto to dzieło, które Wam prezentuję. Mnie się podoba, ale zależy od gustu. Zresztą zobaczycie sami, o co mi chodzi ;).
Zapraszam do czytania ;*.
*****
Zawsze chciałem wiedzieć, dlaczego to ja mam tak źle w życiu. Fakt, może jestem łobuzem, ale bez przesady, żeby wszystko co złe, spadało na mnie. Ale w końcu ktoś musi być kozłem ofiarnym i spadło na mnie. Dlatego właściwie nie dziwię się temu, że teraz siedzę na posterunku policji, bo podobnież włamałem się nie tylko do sklepu, ale również do samochodu. No bez jaj, to jest jakiś nie fart. Nawet tego dnia nie było mnie na mieście, a co dopiero w tej konkretnej dzielnicy mojego miasta. Ktoś nakapował na mnie, że ‘niby’ mnie widział i tak oto trafiłem już kolejny raz na komisariat. Mógłbym powiedzieć, że jestem tu stałym bywalcem, a co! A to wdaję się w jakąś bójkę, a to jakieś akty wandalizmu, a to jakieś napady i ustawki. Tego jest multum, ale tych konkretnych rzeczy nie zrobiłem. Normalnie ktoś mnie wrabia i tyle. Ale kto uwierzy takiemu kryminaliście, jakim jestem? No to jasne, że nikt. Nawet policjanci już mnie skazali. Ale mnie to wisi – niech sobie robią co chcą, mam to w dupie. Jest mi to obojętnie, co się ze mną stanie. Przynajmniej uwolnię się od tego ‘domu’, na który inni patrzą z podziwem. A moja rodzinka wcale nie jest taka święta. Matka – wielka pani domu, która nie umie nawet zrobić herbaty, bo spala garnek, mająca wielu kochanków na koncie i ciągle ich przybywa,  ojciec – wielki biznesmen i człowiek interesu, a do tego też wielki polityk, który w domu przebywa jedynie w ważnych spotkaniach, kiedy trzeba się pokazać, oczywiście również ma mnóstwo kochanek, które są na jego skinienie. Braciszek – wielki pan sędzia, który tylko dzięki władzy tatusia jest tam, gdzie jest, siostrzyczka – jedyna normalna z tej porąbanej rodziny. Tak, jest się czym chwalić. Zbuntowany synek bogaczy, który ma wszystko na skinienie palcem. Ale właściwie wisi mi to wszystko, ta kasa, rozpoznawanie mojego nazwiska, mnie samego – jako tej czarnej owcy rodziny. Nikt nie pomyśli, że właściwie to ja jestem ten jedyny normalny, no i jeszcze siostra, która wyjechała z kraju, wyszła za mąż i odcięła się całkowicie od tego bagna. Jedynie ze mną utrzymuje kontakt, i zawsze stara się mi pomóc. Nie ma się co oszukiwać, ale tak naprawdę wiem dobrze, co to jest samotność i to wielka samotność. Nigdy nie miałem takiego uczucia, jakim jest miłość, nawet nie wiem jak się ją wyraża. Nie rozumiem tego wszystko, zostałem wychowany przez niańki – co rusz zmieniające się, bowiem dawałem im w kość. Tak chciałem jeszcze wówczas zwrócić uwagę rodziców na siebie. Ale oni mieli mnie głęboko w dupie, jak zawsze. Byłem jedynie potrzebny do ładnej fotografii, do udawania wspaniałej i kochającej się rodzinki podczas kampanii politycznych i różnego rodzaju wywiadów, czy spotkań. Tak, jedynie po to były potrzebne moim rodzicom dzieci, po nic innego. W końcu oni nawet nie umieją się na nami zająć, a jestem prawie pewien, że nawet nie znają naszych imion. Wstyd i hańba. Jakby jakaś strona plotkarska dowiedziała się o tym wszystkim, mój ojciec wraz z matką dostaliby nieźle po dupie za to wszystko. Ale dostaje się im za każdym razem, kiedy w jakiś szmatławcach pokazują się moje wyskoki, w których brałem udział. Ojciec wyciąga mnie z kłopotów i na tym się wszystko kończy. Jeszcze rzuca na odchodnym jedno zdanie, które pamiętam od małego: „Same kłopoty z tym bachorem”. To się nazywa wielka, bezgraniczna rodzicielska miłość? Chyba wszyscy znamy inne definicje tego uczucia, a właściwie, jakby na to inaczej spojrzeć, to ja nie znam jej wcale. Z początku, gdy byłem jeszcze gówniarzem, naprawdę chciałem zwrócić na siebie uwagę i robiłem wszystko, by choć raz nawet dostać głupią karę – za którą nie przepadali moi rówieśnicy – za jakiś wyskok, ale nigdy nawet nie było reprymendy za moje skandaliczne zachowanie. Więc dałem sobie spokój, kiedy nic do nich nie dotarło. Byłem przecież zbędnym balastem, którego trzeba wychować, posadzić na wysokim stołku i całkowicie wymazać jego istnienie z pamięci. Je, żyć nie umierać po prostu. Nikt nie wiedział, jak mam w domu. Wszyscy zazdrościli mi wielkiej chałupy, gdzie fajnie można było bawić się w chowanego, czy inne dziecięce zabawy. Wiele miejsca, wiele radości. Ale nikt do mnie nie przychodził, jedynie jakieś snoby, które uważały, że zabawa to wielka strata czasu. Gówno prawda! Dzieci mają tą jedyną szansę, by się bawić, potem w życiu nie ma tak kolorowo. Dorosłość jest przytłaczająca i to masakrycznie. Ale co mogły wiedzieć bogate dzieciaki, którym zawsze wszystko podstawiano pod nos? One gówno wiedziały o życiu, bo wszystko załatwiali rodzice. Sam również byłem taki, póki nie poznałem moich dawnych znajomych. Wpadłem w złe towarzystwo – które tak naprawdę otworzyło mi oczy na wiele spraw – i stałem się taki, jakim jestem teraz. Zwykły zbój, którego trzeba wsadzić za kratki, albo oddać do poprawczaka. Jestem za młody na więzienie, więc najprawdopodobniej do osiągnięcia pełnoletności – czyli lat 21 – będę siedział w poprawczaku. Zawsze to lepsze niż ta udawana miłość i radosny dom ze śmiechem dzieci w tle. Cyrk na kółkach normalnie. Szkoda słów na to wszystko, po prostu brak mi już sił na to wszystko. A teraz siedzę sobie w pokoju przesłuchań i czekam aż łaskawie ktoś przylezie mi coś powiedzieć. Nie jestem takim debilem, by nie wiedzieć, że za wielkim weneckim lustrem cały czas mnie obserwują. Żałosne pały, które czekają na to aż się złamię i przyznam. Niedoczekanie ich! Nie będę się przyznawał do rzeczy, których nie zrobiłem. Chociaż w sumie, to mnie uwolniło by od tego domu i tych ludzi, ale dlaczego mam cierpieć ja? Zawsze to muszę być ja? Żałosne, witaj moje zajebiste szczęście! Niech cię tylko dorwę, to zabiję i łeb ukręcę, cholero jedna. Po kilkunastu minutach do pokoju wlazł jakiś policjant ze srogą miną. Czyżby zabawa w złego i dobrego glinę? Haha, nie rozśmieszajcie mnie, bo tylko się kompromitujecie. Doprawdy, śmiech na sali. Koleś zaczął coś tam się wydzierać, prawie mną telepał, albo nawet telepał moim krzesłem – ciężko było to ocenić, kiedy cały czas krążył na około mnie i wlepiał we mnie swoje ślepia. Normalnie nie wierzę, że coś takiego teraz ma miejsce. Uśmiechnąłem się lekko, a koleś uznał to najwyraźniej za kpiący uśmiech, bo pchnął moje krzesło tak w tył, że w ułamku sekundy znalazłem się na podłodze. Czyżby on myślał, że to na mnie działa? Że mam się czuć zmieszany i przerażony? Mam się poddać? Żałosne. Jestem bardziej wykształcony niż wszyscy myślą. W końcu, jak łobuz może być inteligentnym chłopakiem, skoro tylko robi rozróby i ładuje się we wszelkiej maści kłopoty? A jednak może, i jestem tego przykładem. Uczyłem się w domu sam, bo co miałem robić, kiedy byłem skazany sam na siebie? Jedynie by zabić czas, mogłem sięgnąć po książki, więc jestem nieźle oczytany i obeznany w wielu kwestiach. Już dawno przeczytałem wiele książek psychologicznych i dobrze wiem, jak się na nie uodpornić. Nikt się tego nie spodziewa po zwykłym kryminaliście, jak zwykli mnie nazywać. Mężczyzna, wyraźnie zirytowany, opuścił pomieszczenie, a kilka sekund później do pokoju wszedł inny, z lekkim uśmiechem, wyraźnie zadowolony. Czas na dobrego glinę? Prychnąłem, kiedy usiadł przede mną i postawił na stole puszkę picia. Już dawno podniosłem krzesło i siedziałem w swojej naturalnej, olewawczej pozie, która wszystkich wkurzała. Wiem, jak grać ludziom na nerwach w każdy możliwy sposób. Po prostu jestem już wprawiony we wszystko. Łobuz musi umieć wiele rzeczy, a kryminalista ma je w jednym paluszku. A że jestem jednym i drugim, to mam wszystko obcykane. Koleś przymilał się jak mógł, częstował śmieciowym żarciem, które przyniósł, fajkami. Skusiłem się jedynie na fajkę, którą od razu odpaliłem i zaciągnąłem się mocno. Trzymałem dość długo dym w płucach, przechyliłem się przez stół i dmuchnąłem mężczyźnie prosto w twarz. Z zadowolonym uśmiechem wróciłem na swoje miejsca, a koleś ledwo utrzymał ręce przy sobie i niemal zgryzając wargi do krwi, wyszedł z pomieszczenia. Gra skończona? A szkoda, chciałem się jeszcze pobawić. Zostałem zatrzymany na 48 i siedziałem w śmierdzącej celi wraz z jakimiś innymi bandziorami, których znałem z widzenia. I oni znali mnie. Rozegrała się mała bójka, kiedy strażnicy gdzieś poleźli. Wylądowałem z podbitym okiem, rozwaloną wargą i rozciętym łukiem brwiowym. Koleś, z którym się biłem, też nieźle oberwał, chyba miał złamany nos, bo trochę mu spuchł. Trzeba jakoś zdobyć szacunek ludzi, którzy uważali, że jestem rozpieszczonym synem bogacza i pewnie jestem bezbronny. Może i nie wyglądam na jakiegoś pakera napakowanego testosteronem i odżywkami, ale swoje wyrobione mięśnie mam. By wyładować wściekłość szedłem na siłownię. A że miałem ją w piwnicy – pomysł matki na rozładowanie złej energii i wciąż wyglądanie niczym nastolatka – a jedynie ja codziennie z niej korzystałem. Matka sporadycznie, kiedy miała chwilę wolnego czasu, gdy nie spotykała się ze swoimi przygłupimi psiapsiółkami. Głupszych bab, to chyba świat nie widział. Kto normalny mógł napierdzielać przez kilka godzin o kosmetykach, albo źle dobranej sukience tej czy tamtej kobity? No chyba nikt normalny. A że one miały zawsze i wiecznie kupę czasu wolnego, to kręciły się na bankietach, balach charytatywnych, by się pokazać i mieć na później – przynajmniej na 2, 3 dni – kogo obgadać. Potem wybierały sobie kolejną ofiarę i tak co jakiś czas. Przebrzydłe harpie! Aż mnie wstręt ogarnia na samą myśl, że jedną z nich jest moja matka. Albo inaczej, kobieta, która mnie jedynie urodziła. Bo przecież ona nie była matką, przynajmniej nie dla mnie. Na takich głupich myślach, spędziłem całą noc tutaj. Potem spotkałem się z moim kuratorem, który nie był zadowolony z mojego pobytu tutaj. Jedynie ta kobieta, tak naprawdę przejmowała się moim losem, zawsze chciała dla mnie dobrze. Ale nie zawsze mogła coś wskórać. Nie zmienia to faktu, że była dla mnie miła przez cały czas sprawowania pieczy nade mną, czyli już jakieś 2 lata. Tak, bo dostałem ją, kiedy miałem 13lat, za jakąś rozróbę. Oczywiście i tym razem nie mogła nic wskórać, ojciec wpłacił kaucję i wyszedłem wieczorem na wolność. Kiedy dotarłem do domu oczywiście usłyszałem jedyne zdanie, jakim mnie zawsze obdarzał. Poszedłem do pokoju. Za kilka tygodni miała odbyć się moja rozprawa sądowa i do tego czasu miałem się nie pakować w żadne gówno. Przynajmniej o to prosiła moja kuratorka, więc miałem się postarać by być grzeczny, albo nie dać się złapać. Byłem już tak obeznany, że nie dam się złapać i nakryć. Późnym wieczorem ubrałem się i czmychnąłem przez balkon na dwór. Spotkałem się ze znajomymi na naszej miejscówce i zaczęła się ostra balanga. Alkohol lał się strumieniami, fajki, dziewczyny dawały dupy każdemu, kto tylko chciał, narkotyki. Dosłownie wszystko co można było zdobyć. Ja piłem i paliłem, od narkotyków trzymałem się z daleka. Chociaż kilka razy próbowałem kreski, ale to nie dla mnie. Paskudztwo, niby fajna faza, ale to nie to samo, bo potem urywał mi się film i cholera wie co mogłem zmalować. Jedynie od czasu do czasu ekstazy czy LSD, ale nie brałem tego nałogowo. Wtedy tak myślałem, ale teraz? Teraz zacząłem brać, co tylko nawinęło się pod rękę, chociaż starałem się nie wciągać i nie dawać w żyłę, jedynie LSD albo ekstazy – bez tego nie mogłem się już obejść. Sam nie wiem co się potem działo, dosłownie urywał mi się film i albo lądowałem gdzieś na przystanku zarzygany, albo nawet udawało mi się dostać do domu, albo wytrzeźwiałka. Na dłuższą metę to się nie sprawdzało, więc odsunąłem się od tego wszystkiego i przesiadywałem całymi dniami w domu. Oglądałem filmy, paliłem, piłem, grałem w gry, spałem, jadłem – i tak samo w kółko, każdego dnia, aż do procesu, na który de facto nie poszedłem, bo mi się nie chciało. Zalałem się w trupa i nie wstałem, a moi rodzice mieli to w dupie czy pojawię się czy nie. Nawet kuratorka przyszła do mnie, albo byłem w stanie takiego upojenia alkoholowego, że nawet nie słyszałem, jak dzwonił mój telefon czy dobijała się do drzwi posiadłości. Rano zazwyczaj nikogo nie było, więc nikt jej nie otworzył. Dopiero kiedy wstałem i zobaczyłem, która jest godzina, lekko się zaciąłem.  Zadzwoniłem do kuratorki i uzyskałem potrzebne mi wiadomości. Witaj poprawczak. Sędzia uznał, że skoro nadzór kuratora nie jest w stanie na mnie wpłynąć, to jedynie poprawczak może mnie naprostować, jeśli da radę. Byłem przecież wysoce zdemoralizowany. Miałem się tam pojawić następnego dnia, w obstawie policji, jak wielki bandyta. Zaśmiałem się do telefonu, kiedy to usłyszałem. Byłem nawet zadowolony, że tak się wszystko potoczyło, bo z tego wszystkiego wyniosłem naukę – zostawię dom i uwolnię się od tego cholernego nazwiska. Nazajutrz w asyście policji pojawiłem się przed zakładem poprawczym, miałem ochotę wybuchnąć śmiechem. Wszystkie formalności zostały załatwione i zostałem zaprowadzony do swojego pokoju. Moja kurator postarała się o jednoosobowy pokój póki co. Jak będę gotowy, to miałem przejść do wieloosobowych. Chyba nigdy nie będę na to gotowy. Policja zmyła się dość szybko, a jak zostałem tam sam, w tym obskurnym pokoju, gdzie właściwie znajdowało się łóżko, jakaś spróchniała szafka i dość spora szafa, gdzie mogły się zmieścić moje niemal wszystkie rzeczy, które ze sobą zabrałem. Byłem zadowolony z tego wszystkiego, bo to było coś innego. Tutaj mogłem pokazać, jaki naprawdę jestem, a nie udawać. Skończyło się udawanie, skończyło się wszystko. W końcu byłem wolny, chociaż była to wolność wielce ograniczona, ale zawsze to jakaś odmiana wolności. Jak się mogłem spodziewać, ojciec wyrzekł się mnie, oświadczając publicznie, że nie ma już najmłodszego syna. Dopiąłem swego i w końcu mnie zauważył. Co prawda za późno, by wszystko naprawić, ale byłem zadowolony z tego faktu. Nikt nie będzie mnie kojarzył z tym pajacem. Jak tylko opuszczę to miejsce, to wyniosę się stąd na dobre. Zmienię nazwisko i wszystko zacznę od początku. W końcu zaznam szczęścia i nauczę się odczuwać uczucia normalnie, a nie w ten wypaczony sposób, jak do tej pory. Poprawczak, to było miejsce do resocjalizacji takich jak ja, chociaż rzadko kiedy udawało się komuś wyjść na prostą, po pobycie tutaj. Nie twierdzę, że nikomu się to nie udało, ale zawsze była możliwość powrotu do placówki, bądź do więzienia – zależy co się zrobiło. Niektórzy lądowali w więzieniach, a niektórym życie zaczynało się po raz drugi. Znam kilka takich przypadków, gdzie zaczęli wszystko od początku. Ale mnie ten ośrodek całkowicie zmienił. Może zacznę od tego, że było to miejsce, gdzie umieszczano tam osoby wysoce zdemoralizowane, czyli właściwie samych chłopaków, którzy mieli nierówno pod sufitem – włączając w to również mnie. Ośrodek znajdował się na odludziu, praktycznie tak daleko, byśmy nie mieli kontaktu z osobami zewnątrz. Na lekcje przychodzili do nas wyspecjalizowanie nauczyciele, którzy uczyli nas w grupach, grupy te miały najwyżej po 7, 8 osób, by mogli sobie z nami poradzić. Oczywiście lekcje nie były normalne, bo jak normalne mogą być w takim miejscu? Na takich zajęciach, nauczyciele mają w dupie, czy się czegoś nauczysz czy nie. Ty również masz to gdzieś i wisi ci to wszystko. Chodziłeś, albo nie chodziłeś – twoja sprawa. Zajęcia były normalne, jak w szkole, oczywiście również takie, które przygotowywały nas do konkretnych zawodów. Każdy mógł sobie wybrać zawód z oferowanych w szkole. Ja na przykład wybrałem sobie piekarz-cukiernik. Uznałem, że to zawsze będzie potrzebne, dlatego codziennie miałem praktyki w kuchni, gdzie pomagałem w pieczeniu ciast na podwieczorki, czy też piekliśmy bułki czy chleb. Kuchnia była zaopatrzona w takie piece, więc spokojnie mogliśmy to robić, oczywiście pod nadzorem. Praktyki zazwyczaj były pod ścisłą opieką w cukierniach lub piekarniach, gdzieś niedaleko, by można było nas dowieźć. Były również zajęcia artystyczne, gdzie był obowiązek uczestniczenia. Więc chcąc nie chcąc, każdy musiał na takowe uczęszczać. Ale nie było zawsze tak pięknie, często zdarzały się kłótnie, spięcia, czy bójki, w których niemal wszyscy brali udział. Rzecz jasna całą pieczę nad młodszymi sprawowali ci starsi rokiem, czyli innymi słowy siedzący dłużej w poprawczaku. Wykorzystywanie było na każdym kroku, a niesubordynacja nieźle karana. Kilka razy się przeciwstawiłem i dokładnie pamiętam, jakie dostałem wciry. Byłem cały poobijany, bo napadło na mnie chyba z pięciu, rosłych kolesi. Do tej pory pamiętam ten ból. Nawet największemu wrogowi tego nie życzę takiego doświadczenia bólowego, bo to było straszne. Wszyscy nowi mieli przerąbane. Sam to przeżyłem i nie wspominam tego okresu do najlepszych. Wsadzanie głowy do kibla i spuszczanie wody, to była najmilsza rzecz, jaka mnie wówczas spotkała. Wszystko zależało od pomysłów starszych, a oni mieli naprawdę wielką wyobraźnię, jeśli chodzi o nowych. Trzeba na wszystko uważać, bo wychodzisz do kibla, a niektóre twoje rzeczy potrafią rozpłynąć się w powietrzu, dosłownie. Nigdy więcej ich nie zobaczysz. A jak zobaczysz, to raczej się nie odzywasz, bo możesz oberwać. Mało to się słyszało o takich wypadkach, bo nikt nigdy nie odważył się tego powiedzieć na głos. Dokładnie pamiętam jedną taką sytuację, która całkowicie zmieniła mój stosunek do życia. Była chyba środa, nie poszedłem na zajęcia, bo mi się nie chciało. Udało mi się schować przed kontrolerem i miałem spokój przez cały dzień. Szwendałem się po ośrodku bez celu, albo siedziałem w pokoju. Jakoś przed południem w moim pokoju – który wciąż dzieliłem sam – pojawiło się kilku tych starszych, których wszyscy się bali. Łącznie ze mną, chociaż nie chciałem tego okazywać. Wtedy naprawdę się bałem, jednak moje zachowanie wcale tego nie zdradzało. Byłem spokojny i opanowany, a oni patrzyli na mnie tak obleśnie, jak nigdy nikt wcześniej. Przerażenie owładnęło moim ciałem, kiedy zaczęli do mnie podchodzić. Było ich pięciu, więc dwóch chwyciło mnie za ręce, dwóch za nogi, w ten sposób całkowicie mnie unieruchamiając. Ten piąty, którego kojarzyłem jedynie z tego, że był tutaj najważniejszy z tych najważniejszych, bowiem najdłużej tu siedział, zaczął mnie rozbierać. Nie, nie robił tego z jakąś czułością, po prostu zdarł ze mnie koszulę, jakoś przy pomocy swoich kolesi zdjął ze mnie spodnie wraz z bielizną i bezczelnie zaczął sobie walić konia, patrząc na mnie. Jakie to było obrzydliwe. Zacząłem krzyczeć, ale szybko zostałem uciszony, przez moją własną bluzkę, którą wsadzili mi do ust. Doznałem tego niemiłego odruchu wymiotnego, kiedy coś za daleko wchodzi do gardła. Paskudne uczucie, a bezradne obserwowanie, jak on to robił, patrząc na mnie, doprowadzało mnie do furii. Szarpałem się i szarpałem, ale to nic nie działało, bowiem oni byli zbyt silni i ja sam na takich 4 nie miałem możliwości żadnego ruchu. Naiwnie wierzyłem, że koleś zwali sobie i zostawia mnie w spokoju. Jakże moje nadzieje okazały się złudne. Kiedy był już dość pobudzony, moje ciało bez mojej wiedzy uniosło się, a właściwie, moje nogi zostały postawione tak, że biodra uniosły się do góry, tym samym mój tyłek był idealnie widoczny. Spojrzałem na kolesia, który przejechał jęzorem po wargach spoglądając w to strategiczne miejsce. Domyślałem się, że do tego dojdzie. Kilka sekund później poczułem rozdzierający ból, którego nie jestem w stanie opisać. Czułem się tak, jakby moje ciało zostało rozerwane na małe kawałeczki i do tego posypane jeszcze solą. Chłopak wszedł we mnie bez zbędnych ceregieli i ucztował sobie, bo sapał jak debil. Wciąż pamiętam to przeklęte sapanie i jęczenie, które czasami prześladuje mnie wciąż w nocy, w sennych koszmarach. Pamiętam jego obleśny uśmiech i zadowoloną mordę, kiedy poruszał się gwałtownie, rozdzierając mnie coraz bardziej. Czułem, jak coś ze mnie wypływa, więc domyśliłem się, że to nie może być sperma, bo koleś dalej się wił. To musiała być moja krew. Trudno się dziwić, kiedy taki wielki członek wdarł się do mojego wnętrza. Miałem łzy w oczach i zgryzałem bluzkę, czując, że zaraz ją przegryzę. Wtedy mógłbym krzyczeć, chociaż wiedziałem, że pewnie nic by to nie dało. Moje ciało wygięło się w lekki łuk, kiedy poczułem bolesne uderzenie w prostatę. Nie było to przyjemne dla mnie – chociaż w innych okolicznościach, kto wie, co bym czuł -, ale dla niego zapewne, bo widząc reakcję mojego ciała, zadowolenie na jego mordzie tylko się powiększyło. Kilkanaście razy uderzył w to samo miejsce z większą mocą i doszedł, lekko opadając na mnie. Myślałem, że to się skończyło, ale byłem w błędzie. Teraz kolejny koleś zaczął mnie posuwać, a mój umysł całkowicie się wyłączył. Byłem jak bezwolna marionetka w rękach lalkarza. Do uszu docierały mi odgłosy, których nie chciałem słyszeć i pamiętać, ale wbrew sobie słyszałem je wciąż i wciąż od nowa. Kiedy wyjęto mi bluzkę z ust chciałem krzyczeć, ale głos uwiązł mi w gardle. Miałem tam wielką kluchę, której nie mogłem przebić, ani przełknąć. Straszne uczucie. Naprawdę sądziłem, że gorzej być nie może? A jednak może. Każdy po kolei mnie posuwał, do tego również posuwali moje usta. Jednego nawet ugryzłem, to tak dostałem po mordzie, że pokazały mi się gwiazdki i miałem totalne zamroczenie przez jakiś czas. Chciałem umrzeć w tym momencie, ale jak na złość, śmierć nie przychodziła, nie chciała mnie zabrać w swoje ramiona. Wtedy przypomniałem sobie jeden fragment, który tylko wtedy wpadł mi do głowy, ale teraz nie jestem w stanie tego powtórzyć. Błagałem wtedy o śmierć. To było moje marzenie w tamtej chwili, ale nie udało mi się. Nie było mi to dane. Wszystko trwało multum czasu, a ja miałem wrażenie, że tak naprawdę minęła wieczność. Straciłem całkowicie poczucie czasu, a mój umysł przestał rejestrować wszelkie obrazy. Nie czułem nic, a mój mózg objęła czarna mgła. Tak wymarzona i utęskniona. Kiedy powróciłem do rzeczywistości byłem oblepiony spermą, miałem jej smak w ustach, a z łóżka nie mogłem się podnieść. Wszystko mnie bolało, co oznaczało, że nieźle sobie poczynali z moim ciałem, kiedy ja odleciałem. Byłem w stanie jedynie przewrócić się trochę na bok i przez ramie spojrzałem na zakrwawioną pościel. Nie myliłem się, rozerwali nie tylko moje ciało, ale moją duszę. Po tylu latach, bo wciąż budzi we mnie odrazę i niesmak, a wspomnienia tamtego dnia ciągle wracają, zwłaszcza dlatego, że to był pierwszy gwałt. Potem były kolejne i kolejne, przestałem liczyć to wszystko. Przestałem wierzyć w normalnych ludzi. W końcu wylądowałem w psychiatryku, bo chciałem popełnić samobójstwo. Z biegiem lat wiem, że to był błąd. Ale wtedy czułem, że muszę, inaczej nie będę mógł żyć, gdyż czułem się brudny. Nie miałem się komu zwierzyć, wszystkie rozmowy były kontrolowane, a jakby dyrektor dowiedział się o tych incydentach, miałbym przejebane jeszcze bardziej. A tego nie chciałem, wystarczająco czułem się poniżony, zniewolony, zgnieciony. Byłem zabawką, na każde skinienie. Zrobili sobie ze mnie dziwkę, a ja nie miałem siły protestować. A tak bardzo chciałem. Śmierć była jedynym wybawieniem, ale udało im się mnie uratować. Teraz jestem zadowolony z tego faktu, bowiem ułożyłem sobie życie. Co prawda zajęło mi wiele lat zaakceptowanie siebie, wiele lat terapii i spotkań z psychologiem, który pomógł mi zaakceptować swoje ciało i nauczył żyć na nowo. Otworzyłem się na świat, wyjechałem z kraju i w innym znalazłem tego czego szukałem. Znalazłem miłość na śmierć i życie. Jesteśmy razem już prawie 5 lat i jestem pewien, że będzie tego więcej. On wie wszystko, co mi się wydarzyło. Zaufałem mu jak nikomu innemu, a on pomógł mi swoim zrozumieniem i uczuciem, którym mnie obdarzył. Nie brzydził się mną i na nasz pierwszy raz czekał, aż będę gotów. A to było wspaniałe przeżycie móc zrobić to z osobą, którą się kocha, nie czując do siebie odrazy i obrzydzenia. To było wspaniałe, wszystko wspaniale się potoczyło. Wpierw romantyczna kolacja u nas w domu, a potem już poszło z górki. Namiętne pocałunki, których nie było końca, mnóstwo pieszczot, tych delikatnych, ale również i tych mocniejszych, szał ciał namiętności, wielkie uczucie i przelanie tego w drugie ciało. To był idealny seks – zresztą, jak każdy z moim chłopakiem. Ale ten pierwszy przysłonił wszystko co złe, zabrał mnie do nieba i nie chcę wrócić już na ziemię. Tam jest mi dobrze. A my wciąż i wciąż się kochamy, nie mając siebie dość. Nigdy już nie będziemy mieli dość, a stare czasy zostawiłem zamknięte daleko, daleko w mojej głowie. Okute łańcuchami, nigdy nie wyjdą na wierzch. Już ja tego dopilnuję.
*****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że Wam się spodobało, bo mnie się niezmiernie podoba. Nie wierzyłam, że będę w stanie coś takiego napisać i to jeszcze w pierwszej osobie - co wychodzi mi naprawdę kiepsko. A tu proszę, wyszło idealnie. Tak, jak chciałam, czyli idealnie - od początku do końca.
Dziękuję za sprawdzenie ;*.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.