31 mar 2019

Kości zostały rzucone - VIII.


Witam Wszystkich.
Notka miała być w piątek, ale miałam gościa. Ale nadrabiam i wrzucam. :)
Zapraszam do czytania.
*****
Sam do końca nie wiem, jak to się stało, że podczas wolnej soboty, wylądowałem w zatłoczonej hali pełnej nerdów z całego miasta, województwa, a nawet kilku województw! Cuda, normalnie cuda się dzieją! Dałem się tu zaciągnąć siłą i wymuszonymi łzami Akiego. Ten cholerny dzieciak, nie chciał dać za wygraną i chyba za punkt honoru obrał sobie, że mnie tu przyprowadzi, bym poznał tego kolejnego, specjalnego nerda! Kurwa! Jeszcze zewsząd dobiegał nas głos spikera o spotkaniu z gwiazdą tych targów. Aż wwiercał mi się w czaszkę za każdym cholernym razem! Mamo, chcę do domu! A ten dureń latał po tych straganach, jak ze sraczką i tylko dokupywał kolejne badziewia do kolejnych gier. Nie znam się na tych wszystkich rzeczach związanych z grami, więc dla  mnie te wszystkie dodatkowe rzeczy, to po prostu badziewie. Oczywiście gracze, bez urazy! W tej chwili miałem ochotę wcisnąć mu ten dodatek w dupę, byle tylko ruszył się stąd, w drogę do domu. Przyjemnie jest być bogaczem, tak sobie właśnie myślę. Kiedyś bym chciał chociaż poczuć, jak to jest mieć tyle kasy na koncie, że nie trzeba się martwić pierdołami. U mnie w domu, nigdy się nie przelewało. Co prawda czasem brakowało funduszy na wiele rzeczy, ale ogólnie jakiejś tragedii nie było. Wiadomo, dla nastolatka była to trauma i siara do końca życia, świata, ale jak tak teraz na to patrzę, to nie było tak źle. Starsze rodzeństwo dokładało się do wszystkiego, bo zaczynali pracować dorywczo. Ja sam często roznosiłem ulotki, by mieć parę groszy. A, że rodzinę mam sporą, to i całkiem sporo, jako dzieciaki, mogliśmy dołożyć. A może tylko mi się tak zdawało? No sam już nie wiem.
- Aki.
Złapałem chłopaka za ramię, ściskając je lekko, by pochłonięty kolejną grą, zwrócił na mnie uwagę.
- Czego?
- Miałeś spotkać się z tym swoim guru i spadać na chatę. Jesteśmy tutaj już ponad dwie godziny, i za cholerę, spotkania nie było!
- No bo spotkanie jest po turnieju, a nie wiadomo, kiedy się skończy.
Oh. Takiej odpowiedzi się nie spodziewałem i mnie zatkało. Zmemłałem w ustach przekleństwo i machnąłem ręką, idąc w pizdu przed siebie. Tak naprawdę doszedłem do ławki i się na niej rozsiadłem (aż dziw, że jakaś znalazłem, wśród tej bandy dziwaków). Oczywiście wcześniej napisałem Akiemu sms, że skoro mam tu siedzieć, to ma mi kupić mrożoną kawę z bitą śmietaną i czekoladą, bo wychodzę. I cóż, spełnił moją groźbę. Czy wziął ją na serio, tego nie wiem. Sam jej nie brałem na serio, a byłem jej autorem. Sączyłem powoli napój i coraz bardziej miałem dość tej gównianej szopki, w której się znalazłem. Z każdej strony nawał informacji mnie przytłaczał, jako totalnego laika. Naprawdę, chciałem się ewakuować do domu i w spokoju pomyśleć nad sensem życia. Miałem ważniejsze rzeczy do roboty niż przesiadywanie na ławce wśród tego całego szmelcu. Dlaczego to akurat teraz musiał być ten głupi turniej? Pytanie bez odpowiedzi, jak niemal każde, które ostatnio sobie zadawałem. W tej chwili nie nadawałem się nawet na myśliciela, zbyt zdruzgotany i przytłoczony. Po, cholera wie, jakim czasie, dosiadł się do mnie Aki. Jak Boga kocham, jeszcze z pięć minut i bym zasnął, i nawet drący mordę spiker, by mi w żaden sposób nie przeszkadzał.
- Jeszcze chwila i będzie po turnieju – powiedział, kiedy łaskawie na niego spojrzałem. Dostrzegłem w jego oczach rozbawienie, więc musiał poznać po mojej minie, jak bardzo cieszy mnie ta informacja. – Po turnieju jest spotkanie, więc chodźmy już na miejsce. Podejrzewam, że kolejka do selfiaka może być długa. O, i kupiłem Ci tym razem mrożoną herbatę – dodał, podając mi kolejny plastikowy kubek.
Podniosłem swoje szanowne cztery litery i razem, powoli udaliśmy się w odpowiednie miejsce. W ślad za nami, ruszyło coraz więcej osób, więc mina nam nieco zrzedła, ale co było począć. Tyle dobrego, że zostało mało czasu i będzie spokój, święty spokój i cisza. Błoga cisza o której w tej chwili, tak bardzo marzę. Aki coraz bardziej nerwowo przebierał nogami, a mnie chciało się śmiać, bo nie rozumiałem sensu jego ekscytacji. Spotkać się z facetem, który napierdala w gry, jak postrzelony. No cóż, o gustach się nie dyskutuje. Ale gdyby był tu Kazuma, to pewnie zachowywałbym się podobnie. Zaraz, zaraz. Dlaczego akurat teraz musiałem o nim pomyśleć? Ostatnio, spychałem myślenie o nim na daleki plan i robiłem wszystko, by zapełnić czymś głowę, by jego obraz nie nawiedzał mnie w żadnej chwili. Było to bardzo ciężkie, chociaż nie tak ciężkie, jak się spodziewałem. Może dlatego, że od tego feralnego sms, żaden z nas, nie kwapił się do kontaktu. Ja byłem sierotą, a on… Cholera wie co z nim!
- Idziemy.
Usłyszałem zirytowany głos Akiego i zostałem pociągnięty w nieznanym sobie kierunku. Mogłem przypuszczać nawet, że sam chłopak, nie wie gdzie nas ciągnie. Ale był wyraźnie zirytowany, bo nerwowo ściskał moją rękę. Często tak robił, kiedy był wkurzony i rozdrażniony. Teraz nie mógł tego ukryć, bo znałem go doskonale. Czasem nawet miałem wrażenie, że lepiej niż samego siebie. Ale ja byłem skomplikowany po całości, on trochę mniej. Znając go tyle lat, potrafiłem czytać z niego, niczym z otwartej książki i znałem jego dziwne nawyki czy upodobania. Dla przyjaciół to raczej powinna być norma. Miałem nadzieję, że i on zna mnie tak dobrze, jak ja jego. Chociaż zdając sobie sprawę z mojej pojebanej osobowości – mógł mieć problemy, albo i nie. Ciężko stwierdzić.
- Gdzie Ty nas ciągniesz? – spytałem już zaniepokojony, kiedy użyliśmy drzwi z wyraźnym napisem „TYLKO DLA PERSONELU”. A z tego co wiedziałem, do personelu na pewno nie należeliśmy. Ten chłopak mnie przerażał!
- Oj cicho. Zobaczę go szybciej niż inni. Widziałeś tą kolejkę? Przecież do rana bym się do niego nie dopchał!
Głos miał podniesiony, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, jak wkurzony jest. Zaczynałem mu współczuć, i nam w sumie też. Bo jeśli ktoś z obsługi nas znajdzie, może być pewny, że z tym swoim guru to się nie zobaczy, i to na miliard procent. Ale jakoś zadziwiająco łatwo szło, bo personelu jakoś nie było ani widu, ani słychu. A może Aki znał to wszystko i uknuł ten plan, by móc spotkać swojego nerda w cztery oczy? No, w sześć, ale to już drobny szczegół. Serce łomotało mi w piersi, kiedy przechodziliśmy kolejnymi korytarzami. Już dawno się zgubiłem i nawet nie wiedziałbym, jak wrócić stąd do głównej hali. Za dużo korytarzy i ścian, zdecydowanie. Nigdy jakoś nie byłe specjalnie dobry w orientacji w terenie, więc tym gorzej dla mnie. I nagle usłyszałem ciche ŁUP i trochę głośniejsze ŁUP po sekundzie. Spojrzałem zaskoczony przed siebie, nie czując dłoni Akiego w swojej. Najczarniejsze scenariusze przelatywały mi przez głowę. Nie dobrze, nie dobrze, jak się z tego wytłumaczymy?! Spojrzałem na podłogę, gdzie znajdował się mój przyjaciel i jakiś chłopak. Mój przyjaciel wyglądał, jakby zobaczył ducha, albo sam miał wyzionąć ducha. Nie wiem, co w tej chwili było gorsze.
*****
I to byłoby na tyle.
Kolejna notka w kwietniu na pewno. :)
Błędy niesprawdzane, standardowo.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.

8 mar 2019

Kości zostały rzucone - VII.

Witam Wszystkich!
Łał, to już 7 notka tej historii, no szok!
Babki kochane, w dniu naszego święta wszystkiego co najlepsze! 
Zapraszam do czytania. 
*****
„KOCHAM CIĘ I CHCĘ Z TOBĄ BYĆ, WIEC MNIE NIE ODTRĄCAJ, BO CHOLERNIE MI NA TOBIE ZALEŻY. TAK BARDZO CIĘ KOCHAM.” Wysłałem do Kazumy wiadomość o treści, która zwaliła mnie z nóg – znaczy pewnie by mnie zwaliła, gdybym stał, ale cóż. Prawda była taka, że jakbym stał, to bym padł. Było napisane, jak byk i to drukowanymi literami. Niezaprzeczalny dowód mojego zaćmienia mózgu. Patrzyłem na ekran i nie wierzyłem. Zawsze śmiałem się z takich sytuacji, kiedy po pijaku ktoś wypisywał jakieś smsy do różnych osób, ale nie spodziewałem się, że JA znajdę się w tym zacnym gronie. Brawo Nico, kolejne granice absurdu zostały właśnie przez Ciebie przekroczone. Gratulację. Tylko, jak ja się z tego wytłumaczę? Trzymałem aparat w dłoniach i gapiłem się w ekran, odświeżając co chwilę obraz. Nie doczekałem się odpowiedzi, więc łudziłem się, że może nie przeczytał i dalej mam szansę, jakąkolwiek szansę chociaż na przyjaźń? Nie wiedziałem, dlaczego musiałem być taki głupi, jak na swoje lata i dać się wciągnąć w tę gierkę. Moje szczęście skończyło się tylko na tym, że wiadomość która właśnie przyszła, nie była od niego, a głupią reklamą. Jednak mnie nikt nie kocha, ale w tej sytuacji, może to i lepiej? Byłem przerażony!
- Aki, to Twoja wina – burknąłem, rzucając go poduszką. 
Ten, w odpowiedzi tylko zamruczał i mlasnął. Na pewno śnił o żarciu, kiedy ja przeżywałem katuszę, prawdziwe piekielne katusze. Jak na swój racjonalizm, zachowywałem się coraz bardziej irracjonalnie. A myślałem, że gorzej być nie może, a tak cholernie się pomyliłem. Nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Niemal od razu wytrzeźwiałem, choć nie sądziłem, że to w ogóle możliwe. Ale nie sądziłem też, że kiedyś będę wypisywał sms po pijaku i tak się pomyliłem. Zaczynałem powoli poznawać sam siebie i coraz bardziej zaskakiwało mnie moje zachowanie. Niby, co na trzeźwo się myśli, po pijaku powie, nabierało dla mnie nowego znaczenia. Wibracja telefonu wyrwała mnie z ogłupienia. Zgryzając wargę, spojrzałem na ekran i modliłem się o jakiś cud, by nagle wszystkie telefony szlak trafił, albo o apokalipsę, jakąkolwiek! Czy wymagam naprawdę tak wiele? Prychnąłem i otworzyłem odpowiednią aplikację. Zbladłem, kiedy dostrzegłem, że Kazuma odpisał. Świat się zatrzymał, kiedy dostrzegłem zwyczajne: „Ok.” Ale… że co? Jakie do cholery ‘ok’? Co to miało znaczyć?
- Co się stało? – spytał zaspany chłopak, wpatrując się w mój telefon i w wiadomości. Nie przeszkadzało mi to, poza walącym oddechem, jeszcze nie do końca przetrawionego alkoholu. No dramat. – Napisałeś mu sms po pijaku? – spytał, chociaż zaraz zaśmiał się, przypominając pewnie sobie komizm całej tej sytuacji. – No fakt, się zarzekałeś, że mu tego nie wyznasz.
- Cholera! Aki, sprowokowałeś mnie – warknąłem oburzony, wciąż wpatrując się w te dwie litery, które nie powinny nic znaczyć. – Tylko do cholery, co znaczy to ‘ok’?
- No, że… rozumie? Albo… że go to śmieszy?
- Albo uważa mnie za idiotę! Matko, dopiero się wszystko mogło zacząć, a już musiałem zjebać po całości. Z połowiczną Twoją winą rzecz jasna – fuknąłem, celując w niego oskarżycielsko palec. W sumie, żeby to był pierwszy raz, więc Aki nie przejął się moim fochem i urażoną dumą.
- Wszystko przekreślasz i pesymistycznie podchodzisz do tego. Trochę optymizmu by Ci się przydało. Chociaż jest pozytyw w tym wszystkim.
- Niby co takiego? – warknąłem, bo pozytywnych rzeczy nie widziałem w tym za grosz.
- Pamiętałeś o znakach interpunkcyjnych – powiedział mój przyjaciel i zaraz wybuchł śmiechem.
A ja, ja siedziałem jak sparaliżowany i trawiłem wszystko kilkakrotnie. Ten debil się ze mnie bezczelnie naśmiewał, chociaż powinienem być przyzwyczajony do tego, i próbował mnie na swój własny, pokręcony sposób pocieszyć. Właściwie nie wiedziałem, czy mam się śmiać, czy płakać. Moje życie stawało się koszmarem.
- Ciekaw jestem, co Ty byś czuł, na moim miejscu? – fuknąłem, kiedy jako tako się uspokoił.
- Hm – zaczął, łapiąc się za brodę, niczym jakiś cholerny myśliciel. – Wielce prawdopodobne, że dokładnie to co Ty, a Ty dokładnie to co ja. Nico, zacznij zachowywać się jak facet, serio. No stało się i co, świat się zawalił?
Nie chciałem mówić, ale tak, mój poukładany świat runął już wtedy, kiedy poznałem mojego osobistego wymarzonego męża (naprawdę w myślach nazywałem go swoim mężem, co ja robię ze swoim życiem? Boże, Boże, jak ja się stoczyłem!). To też była jego wina, że przypałętał się i tak zawrócił mi w głowie, jak nikt nigdy przedtem. Teraz jedynie obawiałem się tego, co może się stać i jak to wszystko wpłynie na nasze, dopiero rodzące się relacje. Może niczego nie zniszczyłem, chociaż i tego nie mogłem być pewny, w końcu nie wiedziałem, co znaczy jego ‘ok’. A to doprowadzało mnie do szału. Wzdychałem jak szczeniak, ale co mogłem poradzić. Nie znałem go na tyle, by wiedzieć, co te dwie litery mogły znaczyć. Wciąż się łudziłem, że miałem jakiekolwiek szansę, mimo naszej ostatniej rozmowy. Pojedyncze płomyki nadziei jeszcze się tliły, chociaż podejrzewam, że niezbyt długo. Będę musiał wrócić do swojego marnego życia i żyć, jakoś z moim bagażem gównianych doświadczeń.
- NICO! – krzyknął mój przyjaciel, praktycznie mi do ucha. Byłem niemal pewien, że poszedł mi bębenek.
- Ogłuchłem! Czy jeszcze kiedyś zagram na skrzypcach? – spytałem, wydając z siebie dźwięki podobne do osła ze Shreka.
- Nico, nie żartuj sobie, no! – fuknął chłopak, chociaż widziałem, że nerwowo potrząsał nogą.
- Dobra, dobra. Co jest, że od rana na kacu chcesz mnie znokautować kolejną wiadomością?
- Pamiętasz, tego gracza z internetów, którego ostatnio Ci pokazywałem? – spytał, a ja za cholerę nie mogłem sobie przypomnieć. Za dużo informacji na kacu. Widząc moje niezdecydowanie, kontynuował, wyraźnie zdegustowany moim brakiem wiedzy. – Pokazywałem Cię tego gościa, jak gra w moją ulubioną grę! A teraz na tych targach, na które ze mną pójdziesz, będzie on we własnej osobie!
Patrzyłem na Akiego i nie wiedział, z czego ta podnieta. Wyglądał, jakby miał wyzionąć ducha, albo dostać orgazmu. Chyba za wiele sobie wyobrażał po tych targach. Albo po spotkaniu z tym kolesiem.
- Czekaj…Jakie pójdziesz ze mną?! Zapomnij!
- Nico! Nie daj się prosić! Obiecałeś, bądź dobrym przyjacielem. Ze mną nie pójdziesz?
Parzyłem na niego i już wiedziałem, że nie mam prawa głosu w tej sprawie, a mój sprzeciw i tak by za wiele nie wniósł. Zbyt długo go znałem, by wiedzieć, że postanowił wszystko za mnie, nie biorąc mojego zdania pod uwagę. Bo jeśli chodziło o gry i żarcie, a przede wszystkim żarcie, niczyje zdaje się nie liczyło.
- Jestem głodny – jęknął mi w drugie ucho, które znacznie mniej ucierpiało w tej batalii. 
- Wiedziałem, że to powiesz. Co zjesz?
- Zaskocz mnie! – rzucił i wystrzelił z wyra, jakby co najmniej rozdawali gdzieś niedaleko darmowe bułki i dla niego mogłoby zabraknąć. Ten chłopak ma zbyt wiele miejsca w żołądku, jak na mój skromny budżet.
- Żarłok.
- Słyszałem!
Zaśmiałem się cicho i sam ruszyłem do kuchni. Przydałoby się coś zjeść i zacząć analizować swoje działania. Co prawda bardziej zbłaźnić się nie mogę, więc nie ma już problemu.
*****
I to byłoby na tyle.
Wyrobiłam się jeszcze na piątek, ale fartem, bo prawie zapomniałam wstawić. Ale się udało.
Powoli, ślimaczym tempem coś się dzieje, albo i nie. Czuję, że to będzie jak brazylijska telenowela, bo koncepcja się zmienia co chwilę. Leniwie ciągnę akcje do przodu. Aż czasem mam ochotę rzucić to w cholerę. Ale piszę dalej, bo to kocham, po prostu.
Kolejna notka, pewnie jeszcze w marcu. :)
Błędy niesprawdzane, standardowo. To co udało mi się wyłapać, poprawiłam, ale coś pewnie jeszcze się może znaleźć, standardowo.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.
Kobitki, jeszcze raz, wszystkiego nam najlepszego!