Witam Wszystkich.
Dopadł mnie brak motywacji do pisania - było tyle wolnego, a w historii nie pojawiło się nic nowego. Pomysł jest, wen jest, ale motywacji brak. Mam jeszcze coś w zapasie, ale mam nadzieję, że wezmę się w garść i napiszę mojego tasiemca.
Dopadł mnie brak motywacji do pisania - było tyle wolnego, a w historii nie pojawiło się nic nowego. Pomysł jest, wen jest, ale motywacji brak. Mam jeszcze coś w zapasie, ale mam nadzieję, że wezmę się w garść i napiszę mojego tasiemca.
Muszę wziąć się w garść po prostu. : )
Zapraszam do czytania.
*****
Dalej uważam, że bycie piątym kołem nie należało do
najfajniejszych zadań i wcale nie chciałem brać w tym wszystkim udziału. Co
prawda, mój udział, był z góry zaplanowany, ale jakoś nie miałem, jak się
wykręcić. Nerwowo rozglądałem się po pizzerii, w której aktualnie się
znajdowaliśmy, gdzieś na końcu sali, w rogu, by mało kto, z zewnątrz mógł nas
dostrzec. Zważywszy na fakt sobotniego popołudnia, lokal świecił pustkami. Poza
nami, było tylko kilka osób, rodzina z dziećmi, grupka znajomych i ze dwie pary
na randce. I nasza czwórka. A raczej dobrze bawiący się Aki i Nao, i dwa
przydupasy.
- Świetnie nas urządzili – mruknąłem cicho, przeglądając menu.
Mój przyjaciel i brat Kazumy, odlecieli. Miałem wrażenie, że są na innej planecie, a my na innej. Bełkotali coś, czego kompletnie nie rozumiałem. I właściwie nie chciałem zrozumieć. Ich gadanie tylko doprowadziłoby mnie do szewskiej pasji, ale w sumie patrzenie na nich, jakimś dziwnym, niewytłumaczalny sposobem, sprawiało, że uśmiechałem się lekko. Ciężko było trafić do Akiego, który miał swój świat i swoje kredki, mazaki, kartki, plasteliny i całą resztę. Ale rzeczy łączą ludzi, nawet nerdów. Mój przyjaciel już dawno nie był zaaferowany rozmową z kimś innym, że poczułem się totalnie zlany i zapomniany. Powinienem się przyzwyczaić, ale nie wtedy, kiedy koło mnie siedziała moja miłość, a dzieliły nas milimetry. Normalnie czułem zapach jego perfum, którymi sztachałem się za tym menu, jak psychol. Raz za razem nieznacznie stykałem nasze uda, by być bliżej niego, a jemu to widocznie nie przeszkadzało, bo jakoś nie przyuważyłem, by się odsuwał.
- Pewnie by nawet nie zauważyli, jakbyśmy stąd nawiali – powiedział Kazuma samemu zerkając w menu i rzucając w stronę brata zirytowane spojrzenie.
- Mają swój świat – powiedziałem i spojrzałem na kelnerkę, który stanął przy naszym stoliku. Jak miło, bo nie chciało się ruszać z miejsca, bo gotów bym był nawiać na chatę, a wyrzutów Akiego nie chciałem słuchać.
- Co podać? – spytała, przelatując wzrokiem po nas wszystkich i skupiając swoje spojrzenie na Kancie. Chciałem coś niemiło warknąć, ale powstrzymałem się. Trochę ciężko, byłoby wytłumaczyć nagły przypływ mojej słownej agresji.
- Aki, żarcie! – huknąłem do przyjaciela, który spojrzał na mnie, potem na kelnerkę i znów na mnie. Jedzenie go ożywiało, zawsze. I teraz nie zawiodło.
- Poproszę dużą pizzę jakaś z największą ilością dodatków, z podwójnym serem. I sosy wszystkie jakie macie – powiedział rozradowany, spoglądając na zszokowaną dziewczynę. Podejrzewam, że nie miała do czynienia z takim jeszcze klientem, to teraz miała okazję. Miałem ochotę wybuchnąć śmiechem. Jego naprawdę lepiej się ubiera, niż karmi, bo w innym wypadku bankrut murowany. Wszyscy powiedzieliśmy swoje zamówienia i znów ta dwójka, odcięła się całkowicie od rzeczywistości. A mogło być tak miło.
- Dostanę zaraz szału – warknąłem.
- Wcale się nie dziwie, bo ja też. Całkowicie nas zlali.
- Dramat! Taki z niego właśnie przyjaciel, jak z koziej dupy trąba – burknąłem, odwracając się w stronę Kanta, który patrzył teraz idealnie w moje oczy.
Byłem niższy, więc podejrzewałem, że trochę się zgarbił, by to zrobić. A tego się nie spodziewałem, że nagle jego cudne gały, będą wpatrywać się w moje. Z tak bliskiej odległości, wyglądał tak samo świetnie, jak z każdej innej. Baba zaczynała świrować i drzeć mi się we łbie, w niebogłosy, aż zadrgała mi brew z irytacji. Czemu musiała się włączyć skubana akurat teraz? Kant spojrzał na mnie, i odsunął się. Cholera! A miałem wielką nadzieję, że stanie się to co w filmach w takich scenach. Ale, niestety pomyliłem się. Może wziął te moją drgającą brew, jak coś złego? Tylko, że ona nie była przecież z jego powodu. Tylko skąd mógł to wiedzieć. Westchnąłem cicho i zerknąłem na wyraźnie zmieszanego chłopaka. Nie wiedziałem, co mam powiedzieć i jak zareagować. On najwyraźniej też. Tylko dlaczego, to ja zdawałem się być bardziej speszony niż on? Moje średnie doświadczenie w takich zagrywkach dawało się we znaki. Bywałem w związkach, krótkich i raczej średnio udanych (bo, heloł, nie byłem, aż taką paskudą, więc czemu się nie udawało? Chyba nigdy się nie dowiem), więc takie jakieś flirtowanie, które teraz poczynał mój przyjaciel, było dla mnie czymś obcym. A może to ja byłem obcym? Nie, no ja byłem na miejscu, a te dwa świry gderały od czapy i naprawdę miałem serdecznie dość tego dnia. No, towarzystwo Kazumy pomagało mi jakoś przetrwać, ale wolałbym coś lepszego z jego udziałem. Oho, uruchomiłem się. Nie dobrze, nie dobrze. Do budy chuju, nie ma stawania. Do budy mówię! Myśl o seksie z obrzydliwą nauczycielką. Obrzydliwa nauczycielka, obrzydliwa nauczycielka…. Tylko za cholerę nie pomagało, bo ja niby swoje, a mózg podstępna gnida, podawała obraz seksu z Kantem. I jak miałem się uspokoić?! Zacząłem ciężej oddychać, a w spodniach robiło się już zbyt ciasno. Dodatkowo czułem pieczenie na twarzy. Naprawdę się staczam, pomocy!
- Wasze zamówienie – powiedziała kelnerka uśmiechając się radośnie w stronę mojego męża, a we mnie się zagotowało. Prychnąłem poirytowany i jakoś ciśnienie zeszło, chuj wracał na swoje. Chyba takiej sytuacji potrzebowałem. Alleluja!
- Dzięki. Możesz odejść – machnąłem jej ręką, a ta chyba trochę zaskoczona, zabrała się i poszła.
No, w końcu 1-0 dla Nico! Sobie ulżyłem, chociaż Aki patrzył na mnie zaskoczony. Wzruszyłem ramionami. Nie moja wina, że wdzięczyła się do facet, do którego sam chciałem się wdzięczyć. Pies ogrodnika ze mnie się zrobił, ale nie mogłem nic na to poradzić. Samo wyszło ze mnie, nim zdążyłem ugryźć się w język.
- Smacznego – mruknąłem, zaczynając jeść.
Naprawdę musiałem się czymś zająć, by przestać myśleć. Potrzebowałem odmóżdżacza i to na gwałt. Bo działo się ze mną coś złego, czego po sobie się nie spodziewałem. Ale w końcu to ja, zakochany warto dodać, więc powinienem zajarzyć, że w takich chwilach dzieją się ze mną dziwne rzeczy. Nie byłem w stanie tego inaczej wytłumaczyć. Chociaż przeżywałem to pierwszy raz, bo akurat TO zakochanie, zawładnęło mną bez reszty. Ale wcale się w to nie pakowałem, wcale tego nie chciałem. Powinienem się odkochać, tylko mózg wie swoje, a cholerne serce swoje. Wszyscy zajęliśmy się żarciem bez słowa. Patrzyłem na Nao, który bezceremonialnie gapił się na mojego przyjaciela i pożerał go wzrokiem. Cały czas ich ciała gdzieś się stykały. Miałem świadomość, że świat dla nich przestał się liczyć, i to dosłownie. A dodatkowo miałem wrażenie, że zaraz rzucą te żarcie w cholerę i pójdą się bzykać! Oh, noł! Nie, żebym był zazdrosny czy coś. Skubałem te pizzę i gapiłem się na zakochańców (serio, zaraz zaczną się seksić na oczach wszystkich. Też chce! znaczy, eeee…), nieświadomie (SERIO!!!) przysuwając się do Kanta. Ci dwaj znów wpadli w swój świat, a mnie powoli to dobijało. Chciałem do domu, naprawdę chcę do domu.
- Dość tego, spadamy – mruknął Kant, nabazgrał kilka słów na serwetce pozostawionym przez kelnerkę długopisem, chwycił mnie za rękę splatając nasze palce i wyciągnął z lokalu.
Zdążyłem tylko oniemiałym wzrokiem spojrzeć na przyjaciela, który skinął mi głową i wrócił do rozmowy. Aha, czyli wszyscy są zadowoleni. Jego dłoń była przyjemnie chłodna i co rusz ściskała moją, aż zapierało mi dech. Tak po prostu. Cudownie, było cudownie!
- Co teraz robimy? – spytałem, patrząc na jego plecy i ściskając jego dłoń mocniej.
- Pomyślimy – odpowiedział posyłając mi swój promienny uśmiech i kurwa, przepadłem ponownie z kretesem.
- Świetnie nas urządzili – mruknąłem cicho, przeglądając menu.
Mój przyjaciel i brat Kazumy, odlecieli. Miałem wrażenie, że są na innej planecie, a my na innej. Bełkotali coś, czego kompletnie nie rozumiałem. I właściwie nie chciałem zrozumieć. Ich gadanie tylko doprowadziłoby mnie do szewskiej pasji, ale w sumie patrzenie na nich, jakimś dziwnym, niewytłumaczalny sposobem, sprawiało, że uśmiechałem się lekko. Ciężko było trafić do Akiego, który miał swój świat i swoje kredki, mazaki, kartki, plasteliny i całą resztę. Ale rzeczy łączą ludzi, nawet nerdów. Mój przyjaciel już dawno nie był zaaferowany rozmową z kimś innym, że poczułem się totalnie zlany i zapomniany. Powinienem się przyzwyczaić, ale nie wtedy, kiedy koło mnie siedziała moja miłość, a dzieliły nas milimetry. Normalnie czułem zapach jego perfum, którymi sztachałem się za tym menu, jak psychol. Raz za razem nieznacznie stykałem nasze uda, by być bliżej niego, a jemu to widocznie nie przeszkadzało, bo jakoś nie przyuważyłem, by się odsuwał.
- Pewnie by nawet nie zauważyli, jakbyśmy stąd nawiali – powiedział Kazuma samemu zerkając w menu i rzucając w stronę brata zirytowane spojrzenie.
- Mają swój świat – powiedziałem i spojrzałem na kelnerkę, który stanął przy naszym stoliku. Jak miło, bo nie chciało się ruszać z miejsca, bo gotów bym był nawiać na chatę, a wyrzutów Akiego nie chciałem słuchać.
- Co podać? – spytała, przelatując wzrokiem po nas wszystkich i skupiając swoje spojrzenie na Kancie. Chciałem coś niemiło warknąć, ale powstrzymałem się. Trochę ciężko, byłoby wytłumaczyć nagły przypływ mojej słownej agresji.
- Aki, żarcie! – huknąłem do przyjaciela, który spojrzał na mnie, potem na kelnerkę i znów na mnie. Jedzenie go ożywiało, zawsze. I teraz nie zawiodło.
- Poproszę dużą pizzę jakaś z największą ilością dodatków, z podwójnym serem. I sosy wszystkie jakie macie – powiedział rozradowany, spoglądając na zszokowaną dziewczynę. Podejrzewam, że nie miała do czynienia z takim jeszcze klientem, to teraz miała okazję. Miałem ochotę wybuchnąć śmiechem. Jego naprawdę lepiej się ubiera, niż karmi, bo w innym wypadku bankrut murowany. Wszyscy powiedzieliśmy swoje zamówienia i znów ta dwójka, odcięła się całkowicie od rzeczywistości. A mogło być tak miło.
- Dostanę zaraz szału – warknąłem.
- Wcale się nie dziwie, bo ja też. Całkowicie nas zlali.
- Dramat! Taki z niego właśnie przyjaciel, jak z koziej dupy trąba – burknąłem, odwracając się w stronę Kanta, który patrzył teraz idealnie w moje oczy.
Byłem niższy, więc podejrzewałem, że trochę się zgarbił, by to zrobić. A tego się nie spodziewałem, że nagle jego cudne gały, będą wpatrywać się w moje. Z tak bliskiej odległości, wyglądał tak samo świetnie, jak z każdej innej. Baba zaczynała świrować i drzeć mi się we łbie, w niebogłosy, aż zadrgała mi brew z irytacji. Czemu musiała się włączyć skubana akurat teraz? Kant spojrzał na mnie, i odsunął się. Cholera! A miałem wielką nadzieję, że stanie się to co w filmach w takich scenach. Ale, niestety pomyliłem się. Może wziął te moją drgającą brew, jak coś złego? Tylko, że ona nie była przecież z jego powodu. Tylko skąd mógł to wiedzieć. Westchnąłem cicho i zerknąłem na wyraźnie zmieszanego chłopaka. Nie wiedziałem, co mam powiedzieć i jak zareagować. On najwyraźniej też. Tylko dlaczego, to ja zdawałem się być bardziej speszony niż on? Moje średnie doświadczenie w takich zagrywkach dawało się we znaki. Bywałem w związkach, krótkich i raczej średnio udanych (bo, heloł, nie byłem, aż taką paskudą, więc czemu się nie udawało? Chyba nigdy się nie dowiem), więc takie jakieś flirtowanie, które teraz poczynał mój przyjaciel, było dla mnie czymś obcym. A może to ja byłem obcym? Nie, no ja byłem na miejscu, a te dwa świry gderały od czapy i naprawdę miałem serdecznie dość tego dnia. No, towarzystwo Kazumy pomagało mi jakoś przetrwać, ale wolałbym coś lepszego z jego udziałem. Oho, uruchomiłem się. Nie dobrze, nie dobrze. Do budy chuju, nie ma stawania. Do budy mówię! Myśl o seksie z obrzydliwą nauczycielką. Obrzydliwa nauczycielka, obrzydliwa nauczycielka…. Tylko za cholerę nie pomagało, bo ja niby swoje, a mózg podstępna gnida, podawała obraz seksu z Kantem. I jak miałem się uspokoić?! Zacząłem ciężej oddychać, a w spodniach robiło się już zbyt ciasno. Dodatkowo czułem pieczenie na twarzy. Naprawdę się staczam, pomocy!
- Wasze zamówienie – powiedziała kelnerka uśmiechając się radośnie w stronę mojego męża, a we mnie się zagotowało. Prychnąłem poirytowany i jakoś ciśnienie zeszło, chuj wracał na swoje. Chyba takiej sytuacji potrzebowałem. Alleluja!
- Dzięki. Możesz odejść – machnąłem jej ręką, a ta chyba trochę zaskoczona, zabrała się i poszła.
No, w końcu 1-0 dla Nico! Sobie ulżyłem, chociaż Aki patrzył na mnie zaskoczony. Wzruszyłem ramionami. Nie moja wina, że wdzięczyła się do facet, do którego sam chciałem się wdzięczyć. Pies ogrodnika ze mnie się zrobił, ale nie mogłem nic na to poradzić. Samo wyszło ze mnie, nim zdążyłem ugryźć się w język.
- Smacznego – mruknąłem, zaczynając jeść.
Naprawdę musiałem się czymś zająć, by przestać myśleć. Potrzebowałem odmóżdżacza i to na gwałt. Bo działo się ze mną coś złego, czego po sobie się nie spodziewałem. Ale w końcu to ja, zakochany warto dodać, więc powinienem zajarzyć, że w takich chwilach dzieją się ze mną dziwne rzeczy. Nie byłem w stanie tego inaczej wytłumaczyć. Chociaż przeżywałem to pierwszy raz, bo akurat TO zakochanie, zawładnęło mną bez reszty. Ale wcale się w to nie pakowałem, wcale tego nie chciałem. Powinienem się odkochać, tylko mózg wie swoje, a cholerne serce swoje. Wszyscy zajęliśmy się żarciem bez słowa. Patrzyłem na Nao, który bezceremonialnie gapił się na mojego przyjaciela i pożerał go wzrokiem. Cały czas ich ciała gdzieś się stykały. Miałem świadomość, że świat dla nich przestał się liczyć, i to dosłownie. A dodatkowo miałem wrażenie, że zaraz rzucą te żarcie w cholerę i pójdą się bzykać! Oh, noł! Nie, żebym był zazdrosny czy coś. Skubałem te pizzę i gapiłem się na zakochańców (serio, zaraz zaczną się seksić na oczach wszystkich. Też chce! znaczy, eeee…), nieświadomie (SERIO!!!) przysuwając się do Kanta. Ci dwaj znów wpadli w swój świat, a mnie powoli to dobijało. Chciałem do domu, naprawdę chcę do domu.
- Dość tego, spadamy – mruknął Kant, nabazgrał kilka słów na serwetce pozostawionym przez kelnerkę długopisem, chwycił mnie za rękę splatając nasze palce i wyciągnął z lokalu.
Zdążyłem tylko oniemiałym wzrokiem spojrzeć na przyjaciela, który skinął mi głową i wrócił do rozmowy. Aha, czyli wszyscy są zadowoleni. Jego dłoń była przyjemnie chłodna i co rusz ściskała moją, aż zapierało mi dech. Tak po prostu. Cudownie, było cudownie!
- Co teraz robimy? – spytałem, patrząc na jego plecy i ściskając jego dłoń mocniej.
- Pomyślimy – odpowiedział posyłając mi swój promienny uśmiech i kurwa, przepadłem ponownie z kretesem.
*****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że się podoba. Mnie ta historia urzeka z każdą chwilą. Jakoś tak, nie wiem czemu.
Notka nie sprawdzana, standardowo.
Kolejna notka jeszcze w maju, lub na początku czerwca - wszystko zależy od mojej motywacji do pisania kolejnych notek, a z tym jest różnie.
Notka nie sprawdzana, standardowo.
Kolejna notka jeszcze w maju, lub na początku czerwca - wszystko zależy od mojej motywacji do pisania kolejnych notek, a z tym jest różnie.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.