14 gru 2018

Kości zostały rzucone - III.

Witam Wszystkich.
Przed nami kolejna część. W miarę systematycznie, pojawiają coś kolejne kawałki do historii, więc ciągle się to wszystko rozrasta. Podejrzewam, że będzie cię trochę ciągnęło powoli, więc lojalnie ostrzegam. Najważniejsze, że wciąż się rozrasta, mimo wielu przeciwności.
Ale nie będę się użalać nad sobą, nie ma co, trzeba działać. :)
Dziękuję Ci, Basiu za komentarz. Nawet nie wiesz, ile radości mi sprawił. :D
Zapraszam do czytania.
*****
KURWA! Teraz to się popisałem. Przywaliłem sobie mentalnego kopa w tyłek i zaśmiałem się nerwowo. Naprawdę robiło się ze mną źle, bardzo źle, skoro nawet nie zareagowałem, kiedy Kazuma chwycił mnie za nadgarstek i zaczął ciągnąć, w tylko sobie znanym kierunku. Miejsce, które dotykał, parzyło niemiłosiernie, ale to tylko znak, że coś jest ze mną nie tak. Powinienem się wyrwać i zacząć na niego wrzeszczeć, a tak, potulnie pozwoliłem zaciągnąć się do jego domu. Dopiero, kiedy mnie puścił, rozejrzałem się po holu. Był dość spory i jasny, w sumie hol jak hol, nie wyróżniał się niczym, poza pedantyczną wręcz czystością. Nawet bałem się oddychać, by czegoś nie uwalić, a byłem dopiero w holu. Zdjąłem pośpiesznie buty i zerknąłem na niego. On patrzył na mnie, i ha!, też był wyraźnie skrępowany, o czym świadczyły lekkie rumieńce i nerwowe odwracanie wzroku. Czyli nie tylko ja miałem takie akcje. Poczułem się nieźle doceniony i trochę to dodało mi odwagi. Tylko czym on tak się denerwował? Byłem przecież TYLKO bratem jego byłej dziewczyny i NIKIM poza tym. Zmarszczyłem brwi niezadowolony, z prawdy, która teraz trafiła mnie i przeszyła niczym włócznia. Z każdą chwilą cierpiałem coraz bardziej i bardziej, chociaż nie chciałem dać tego dać po sobie poznać. Skoro moja miłość nie była odwzajemniona, to powinienem się odkochać i nie przebywać w tym samym pomieszczeniu z tym mega przystojnym człowiekiem.
- Co ja tu robię?
Wymsknęło mi się szybciej niż zdążyłem pomyśleć i tym razem nie ograniczyłem się do mentalnego kopa w tyłek, tym razem oberwało mi się również po ryju i każdej możliwej części ciała, która tylko przyszła mi na myśl.
- Nie chciałem byś przemókł do reszty, więc zabrałem Cię do siebie. Potem odwiozę Cię do domu – powiedział spokojnie.
- Nie ma takiej potrzeby, trafię do domu – wzruszyłem ramionami i stałem jak sparaliżowany.
Serce wyrywało mi się do tego chłopaka, rozum krzyczał natomiast by spierdalać w te pędy. Miałem mętlik i nie wiedziałem co mam zrobić. Przebywanie z  tym osobnikiem pozbywało mnie zdolności racjonalnego myślenia. Musiałem to przyznać sam przed sobą. Przykre. Spojrzałem na niego. Rozmowa wyraźnie nam się nie kleiła, a to pewnie było moją zasługą. No cóż. Nie chciałem się pchać w to wszystko, by później nie cierpieć w samotności. Niechętnie ruszyłem za nim i stało się coś, czego bym się nie spodziewał. On zaczął gadać o wszystkim i o niczym, tak naprawdę. Zerkałem na niego zaskoczony, ale i rozbawiony, kiedy plątał się w zeznaniach. To było takie urocze. Słowotok, normalnie, włączył mu się słowotok. Wyglądał na zadowolonego, kiedy spoglądał w moją stronę i gderał dalej. Jadaczka mu się nie zamykała, a mnie chciało się śmiać. Ja w chwilach stresu zamykałem gębę na kłódkę i tyle mnie było, a on najwyraźniej w tym, był moim przeciwieństwem – gderał jak najęty i mało zwracał uwagę na to, że w ogóle go nie słuchałem, słuchałem, ale niezbyt dokładnie i nie miałem pojęcia o czym tak naprawdę, mówi.
- Proszę. Nie wiem jakie lubisz, ale mam nadzieję, że Ci podpasuje. Najwyżej mogę zrobić kolejne, jeśli coś będzie nie tak. Nie krępuj się – powiedział, stawiając przede mnie kubek z parującym kakao.
Nawet nie zarejestrowałem, kiedy zaczął robić coś do picia. Byłem tak pochłonięty jego osobą, że nie zwracałem na nic uwagi. Żałosne. Upiłem łyka i uśmiechnąłem się lekko.
- Dzięki.
- Nie ma za co – odpowiedział, podając mi spodnie.
- Ah! Mokra dupa – palnąłem się w głowę i zaśmiałem cicho. Jego śmiech mi wtórował i atmosfera się oczyściła, a przynamniej takie odniosłem wrażenie.
Kazuma bez zbędnych słów zaprowadził mnie do łazienki, dał świeży ręcznik – jeśli bym chciał się wykąpać i zakomunikował, że będzie czekać w kuchni. Podziękowałem szybko i zabrałem się za rozbieranie. Cóż, nie zamierzałem brać kąpieli, więc ręcznik od razu odłożyłem. Mokre spodnie rzuciłem na podłogę i szybko nałożyłem portki, otrzymane od chłopaka. Były za duże, ale przecież nie mogłem się spodziewać idealnego rozmiaru dla mnie. No bez przesady. Wtedy to już bym się zakochał na nowo, ale i przeraził, i pewnie bym uciekł czym prędzej, olewając wszelkie zasady dobrego wychowania. Wyglądałem żałośnie, ale cóż poradzić? Mogłem jedynie teraz nie zbłaźnić się jeszcze bardziej, niż za każdym razem. Boże, Nico jesteś pojebany! Po namyśle przetarłem włosy ręcznikiem i wróciłem do kuchni, gdzie dalej siedział. Stanąłem w drzwiach i uśmiechałem się lekko. Chciałem krzyczeć z radości, że tu jestem, że mam go w tej chwili dla siebie, że jesteśmy sami. Zaśmiałem się cicho, a on spojrzał na mnie i sam się uśmiechnął. Oparłem się o framugę, bo kurwa, kolana mi zmiękły i pewnie zaliczyłbym glebę. Ten człowiek nie powinien na mnie tak działać! Co ta miłość wyrabiała z moim ciałem i racjonalnym myśleniem, aż strach się przyznać. Po dłużej chwili, ruszyłem ku niemu. Nogi miałem jak z waty, ale doszedłem spokojnie do krzesła, na którym od razu siadłem. Nie chciałem narażać moich dygoczących patyków, a tym samym siebie, na bycie większym, jeszcze większym pośmiewiskiem. Chociaż podejrzewam, że w jego oczach byłem przegrywem i tylko bratem jego byłej. To bolało, za każdym razem, kiedy brutalna prawda powracała do rzeczywistości, burząc mój przelukrowany często świat.
- Dzięki za spodnie. Postaram się ich nie uświnić – powiedziałem, by przerwać ciszę, która między nami zapadła.
I znów to samo. O czym z nim rozmawiać, skoro go nie znam? Co robić, co robić, co robić?
- Chcesz obejrzeć jakiś film? – spytał, a mnie poraziło.
Kazuma chciał, bym został? Naprawdę, chciał bym został. Cukierkowy świat wrócił do łask, w tej jednej chwili. Prawdę odsuwamy na bok, ale cukier nie odchodź, teraz twoja kolej na działania.
- Jasne! – powiedziałem, trochę zbyt entuzjastycznie, ale nie umiałem nad sobą zapanować.
- A  na co masz ochotę?
- Na komedię, tak głupią i beznadziejną, że aż śmieszną.
To nic, że komedia to był ostatni gatunek filmowy, który chciałbym z nim w tej chwili obejrzeć, ale tak palnąłem. Lubiłem horrory i to, w rzeczywistości, chciałem obejrzeć. Niestety nie zmieniało to faktu, że bałem się ich również. Ale wtedy mógłbym się przytulać i to bezkarnie do niego. Oho, robi się nieciekawie, kiedy moja wyobraźnia działa na pełnych obrotach, a kolega w spodniach niebezpiecznie reaguje na tą moją wyobraźnię. Siad, kupo mięcha! To jeszcze nie czas, w domu o tym porozmawiamy, a teraz do budy! Odetchnąłem głęboko kilka razu, dreptając za nim do, w sumie małego salonu, z przyciemnionymi szybami i wielką, ogromną plazmą na ścianie. Oczywiście naprzeciwko wielki narożnik z dwoma fotelami i pufami. Pokój kinowy. Zapamiętać, chcę taki w swoim własnym domu, jak się dorobię. W sumie siostra coś gadała, że ten rycerz, były rycerz przypomnę, ma dzianych rodziców, także powinienem się spodziewać takich rzeczy. Jednak takie atrakcje to dla mnie zawsze coś nowego, odmiennego niż u mnie w domu. Nie miałem takich udogodnień i przeważnie w domu toczone były wojny o pilot, bo kto miał pilot – ten miał władzę. Od zawsze tak było. A, że każdy z nas chciał obejrzeć w tym momencie, coś innego, to już było trudno. Rzadko dochodziliśmy do konsensusu, więc kto miał ustrojstwo w łapie, ten wybierał. Życie z rodzeństwem pod jednym dachem, nie było usłane różami. Usiadłem na kanapie i rozłożyłem się wygodnie, jak to miałem w zwyczaju. Skoro chciałem (a chciałem?), by mnie poznał, to niech zna każdy aspekt i każdą cząstkę mojego pojebanego JA.
 *****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że się podoba. Powoli idzie do przodu, ale bez pośpiechu. Zaczną pojawiać się postaci drugoplanowe, a przynajmniej taki jest plan. Ale znając mnie, wszystko może szlak trafić i całkowicie się przekształcić.
Kiedy kolejna notka? Hm, pewnie w nowym roku, albo po świętach. 
Pożyjemy, zobaczymy.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.

23 lis 2018

Kości zostały rzucone - II.

Witam Wszystkich.
Dzisiaj przedstawiam następną część. Powoli dochodzą kolejne fragmenty historii, także spodziewam się, że jeszcze trochę tego wyjdzie. Jak długi tasiemiec? No ciężko stwierdzić. Ale zdecydowanie pisanie pozwala mi się odprężyć i odmóżdżyć od pracy. To moja odskocznia od codzienności, więc nie ma co się dziwić, że trochę się to wszystko rozrosło.
No nic, zapraszam do czytania.
*****
Kolejne dni mijały, a ja chodziłem raz struty, raz przeszczęśliwy. Stała się tragedia, nie dla mnie, ale dla siostry. A właściwie to nie wiem, komu się bardziej stała tragedia. Siostra była chyba zmęczona związkiem z kimś tak idealnym, jak Kazuma, że po prostu z nim zerwała. Wszystko mi wówczas wirowało, aż miałem ochotę skakać. To była najszczęśliwsza chwila w moim życiu, słyszeć takie wieści. Siostra załamana z lekka, a ja cóż – wariacko szczęśliwy. Tak radosny nie byłem od dawna, a przynajmniej odkąd to się tak szczeniacko zakochałem. Nie wiedziałem jednak, czy spodoba jej się pomysł, bym zarywał do jej ex. Mnie by się to średnio spodobało, więc chodziłem struty, bo nie wiedziałem jak jej o to zapytać. Przecież nie wypaliłbym tego wprost, zwłaszcza, że nie podejrzewałem siebie o homoseksualność – chociaż dopuszczałem do siebie takie myśli i czasem włączało się coś, co nazywałem ‘gejradar’, więc może i byłem gejem, ale nie zdawałem sobie sprawy? No, ciężki orzech do zgryzienia - , w końcu umawiałem się z laskami, więc to mówiło samo przez się. Dlatego moja orientacja seksualna spadła na mnie – no można tak powiedzieć, bo byłem zaskoczony, że dotarło to do mnie w miarę szybko, jak na moje ograniczone zdolności myśleniowe, odkąd poznałem tego chłopaka -, jak grom z jasnego, w sumie to cholernie ciemnego nieba, jak mam być całkowicie szczery.
- Nico, co jest? – zagadnęła mnie siostra, kiedy pakowałem właśnie brudne gary do zmywary. Przydatna rzecz, w każdym domu. Cudowne urządzenie. Normalnie, każda nagroda wskazana, za wynalezienie tak przydatnego i ułatwiającego życie sprzętu. Spojrzałem na nią zaskoczony, przestając komplementować zmywarkę.
- Nic, a co ma się dziać? – odpowiedziałem pytaniem, a w jej oczach dostrzegłem błysk. Cholera! Właśnie się wkopałem. Ta dziewucha miała radar - czy to u nas, cholera, rodzinne? - i zawsze wiedziała, kiedy coś się działo. To było przerażające, aż ciarki mnie przeszły po plecach.
- Nie pierdol, tylko gadaj. Znam Cię.
No wiesz, chciałem w sumie spytać, czy mogę się zabrać za Twojego byłego, bo jestem w nim zakochany po uszy i mam z nim, w roli głównej, mokre sny co noc? Chyba Ci to nie będzie przeszkadzać, skoro sama go rzuciłaś. W ŻYCIU NIC TAKIEGO NIE POWIEM! Po czymś takim na pewno wąchałbym kwiatki od spodu. Wybór był prosty.
- Chcę znać Twoje zdanie – zacząłem, siadając naprzeciw niej i nerwowo ściskając materiał spodni w dłoniach pod stołem. – Jak byś zareagowała, gdyby Twoja siostra zaczęła spotykać się z Twoim byłym?
Nie chciałem owijać w bawełnę. Chociaż przez krótką chwilę zawahania, chciałem to wszystko przedstawić w dość pokrętny sposób, by mało z tego zrozumiała. Ale wolałem poznać jej zdanie. W końcu to chodziło o jej byłego i mnie! Ale tego póki co, nie musiała wiedzieć. Patrzyłem na nią i jej zmarszczone brwi, które nie wróżyły nic dobrego. Wszystko mi w tym momencie niesamowicie ciążyło. Miałem wrażenie, że u szyi zawiązałem sobie wielki worek z cementem, czy innym ciężarem, który ciągnie mnie na dno.
- W sumie, to nie wiem – zaczęła, a mnie zrobiło się słabo, że musiałem złapać się dyskretnie stołu. – Pewnie by mi się to nie spodobało. Chociaż zależy kto zerwał. Jeśli ja, to nie podobała by mi się to trochę mniej niż, gdyby to on zerwał. Ale podejrzewam, że pewnie jakoś bym to przełknęła i po czasie, zaakceptowała. Jednak miałabym na oku i jego, i ją. Bo wiesz, strzeżonego Pan Bóg strzeże.
Ciężar spadł mi z piersi i szyi. Jej słowa były zbawienne i tak bardzo oczekiwane, że uśmiechnąłem się radośnie. Niby nie wróżyły nic dobrego, nie było w nich jako takiej zgody, ale to zawsze coś niż nic. Wciąż miałem swoją szansę! Pocałowałem ją w policzek i czmychnąłem z kuchni, nim zdążyła się odezwać. Ubierałem pośpieszenie buty i wyleciałem z chaty, jak z procy. W locie zgarniając jeszcze kurtkę, bo pogoda do najlepszych nie należała. Kiedy znalazłem się już spory kawałek od domu, poraziło mnie i zamarłem. Gdzie ja go właściwie mam szukać? Co mu powiedzieć? Czego ja od niego, tak naprawdę chcę? Co zrobić, jak go znajdę? Tyle pytań bez gwarantowanej odpowiedzi, kotłowało mi w głowie. No brawo Nico, geniuszu. Pójdziesz do faceta, którego tak naprawdę nie znasz i co zrobisz? Będziecie się migdalić? Tupnąłem nogą rozłoszczony. Naprawdę, jeśli w grę wchodziła moja miłość, potrafiłem działać irracjonalnie, jak zakochany dzieciak. Czasem łapałem się na tym i biłem się w pierś, że dopuszczałem do tego zachowania. Miałem w końcu swoje lata, więc nie wypadało bym zachowywał się, tak jak zachowuję w tej chwili. Pierwsze krople deszczu roztrzaskały się na mojej kurtce. To był dobry pomysł, by ją zgarnąć, plus dla mnie. Deszcz w ciągu kilku chwil, rozpadał się na dobre. A ja stałem na środku chodnika, jak ostatni osioł i nie wykonywałem żadnego ruchu. Analizowałem wszystko od początku, i co rusz dochodziłem do smutnego wniosku, Kazuma nie był dla mnie. Nawet mnie nie znał, sam na to nie pozwoliłem, więc nie mogłem się dziwić. Wiele było mojej winy, ale moje zachowanie mogę tylko tłumaczyć, tą zakichaną miłością. Zrobiłem pierwsze kroki, które zaraz zmieniły się w szaleńczy bieg. Niech mnie nogi poniosą, a co mi tam. Byle nie niosły mnie na drugą stronę, bo tego bym nie chciał, także nogi z uwagą proszę, jeszcze życie mi miłe. A co do miłości, to przychodzi i odchodzi. Musiałem tylko odbudować swój świat na nowo i złożyć go w całość, nawet jeśli fragmenty nie chciały do siebie za bardzo pasować. Nie było wyboru, jak tylko zapomnieć i wrócić do swojego. Zatrzymałem się dopiero, kiedy boleśnie odczułem wpadniecie na bramę i boleść na tyłku, po spotkaniu z chodnikiem.
- Dupa przemoczona, świetnie – warknąłem, podnosząc się z chodnika i starając się jakoś ogarnąć. Z resztą ciała było w porządku, tylko ten mokry tyłek nie wyglądał zbyt dobrze.
- Nico?
Kiedy usłyszałem swoje imię, świat zadrżał. Znałem ten głos na pamięć – nie żebym kiedyś go nagrał i słuchał go wciąż, jak jakiś psychopata, stalker czy coś, nie, no w życiu – więc od razu wiedziałem do kogo należał. Spojrzałem na niego niepewnie i Boże, stanął mi, normalnie legalnie, chuj stanął na baczność – ale szybko go opanowałem, brawo ja! -, bo Kazuma prezentował się po prostu bosko, ucieleśnienie moich ideałów w każdym stopniu. Jak zwykle spotykałem go w sytuacjach, kiedy nie prezentowałem się zbyt dobrze, a wręcz żałośnie. Mokre kłaki przykleiły mi się do twarzy, dupa mokra. Matko, ja to mam fart, naprawdę. Podrapałem się po głowie, nerwowym ruchem przeczesując dłonią włosy. Zatkało mnie i nie bardzo wiedziałem co mam powiedzieć. Uśmiechałem się głupio, co potęgowało moją chęć nawiania i zakopania się samemu w pierwszej możliwej dziurze. Nico, powalasz wszystkich na kolana. Twoja elokwencja jest do dupy i ty też jesteś do dupy! Powiedz coś, albo zjeżdżaj!
- No. 
*****
I to byłoby na tyle. 
Mam nadzieję, że się podoba, komukolwiek poza mną. 
Notka NIESPRAWDZANA - starałam się wyłapać błędy i różne inne kfiatki, ale różnie z tym bywa. Na bieżąco będę poprawiać, jak się rzuci w oczy.
Kolejna cześć? Już w grudniu :).
Także tego, no czekać. O ile ktoś czeka. No nic.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.

2 lis 2018

Kości zostały rzucone - I.

Witam Wszystkich.
Dawno mnie nie było, znowu spartoliłam, ale cóż, nic już na to nie poradzę. Nie będę się usprawiedliwiać - zawaliłam, po prostu.
Nie był to jednak czas zmarnowany do końca. Poza leniem, który co rusz mnie dopada, obroną - pani magister na 5 po raz drugi :D, pisałam historię. Miała to być kilkustronicowa notka, ale cóż, trochę mi się rozmyło. Zrobiło się tego więcej i więcej. I wciąż rośnie, więc wyjdzie z tego historia, jak długa - się okaże, jak się skończy.
Historia pisana w pierwszej osobie, co czasem jest dla mnie katorgą i męką, ale o tym pewnie będzie się można przekonać, podczas czytania niektórych kawałków. Oczywiście występują w historii wulgaryzmy, w późniejszym czasie opis stosunku płciowego - chyba, gatunek bliżej nieokreślony, trochę humoru - chyba, dramatu i czegoś bliżej niezidentyfikowanego, czyli misz-masz gatunkowy.
Zapraszam do czytania.
*****
Wierzycie w miłość od pierwszego wejrzenia? Nie? No właśnie, ja też nie. Przynajmniej do tamtej chwili, kiedy go zobaczyłem, a świat zawalił mi się na głowę. Dosłownie runął w jednej chwili, kiedy nasze oczy się spotkały. Nigdy bym nawet nie marzył, że spotka mnie coś takiego. Tyle razy doświadczyłem już miłości, że zaczynałem w ogóle w nią wątpić. A tutaj, proszę, po prostu się stało. Nie było fajerwerków, motyli w brzuchu – od razu wszystko runęło, tak jak stało. Patrzyłem na niego i nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Świat nie chciał poskładać się w całość, a mnie nogi się uginały. Musiałem wyglądać dość żałośnie, gdy parsknąłeś cichym śmiechem. Wszystko, co zdążyło wrócić, ponownie runęło i to z łomotem, burząc przy okazji moją możliwość wypowiadania się w jakikolwiek sposób. Odjęło mi mowę, tak zwyczajnie.
- To mój brat, Nico – powiedziała moja siostra i dopiero wtedy zerknąłem na nią, a świat ponownie runął, nim się odbudował. Cholera! – Nico, to mój chłopak, Kazuma.
Czułem, jak ziemia zapada mi się pod nogami, i aż zawirowało mi w głowie. Siostra gadała od jakiegoś czasu o swoim wyśnionym księciu na białym koniu, ale nie spodziewałem się, że ten facet, wstrząśnie również moim światem! Głupia miłość przyszła niespodziewanie i siała spustoszenie. Stałem i gapiłem się na niego, na jego wyciągniętą w moją stronę rękę i błagałem, bym mógł już zbudzić się z tego koszmaru.
- No, Nico, przywitaj się – ponaglała mnie.
Drżącą dłonią, uścisnąłem jego i już wiedziałem, że moje błagania będą bezowocne, bo on był tak realistyczny, że chciało mi się płakać ze złości, rozpaczy, rozczarowania. Nie odezwałem się, tylko patrzyłem jak zahipnotyzowany. Przyjemne ciepło rozchodziło się po moim ciele w zawrotnym tempie, a kiedy puścił moją dłoń i spojrzał na moją siostrę, całe to ciepło jakby wyparowało. Poszli na górę, a ja odprowadzałem ich spojrzeniem. Moje życie tak do tej pory poukładane, teraz musiałem złożyć na nowo, niczym pojebane puzzle. Odechciało mi się wszystko. Już wyobrażałem sobie to, co mogą robić. Moje serce wyczyniało jakieś dzikie harce, a mózg krzyczał, że to facet nie dla mnie. Musiałem przyznać mu racje, choć tak bardzo tego nie chciałem. Dopiero go poznałem – chociaż się zbłaźniłem, ale to nic -, a już się zakochałem. Miłość jest jednak przereklamowana i to cholernie. Ten uroczy fakt, dotarł do mnie po raz enty. Ale tylko dzisiaj nabierał nowego znaczenia. Nie chciałem wcześniej dopuszczać do siebie tej myśli, kiedy kolejne moje związki padały, jak muchy. Wtedy to nie było to, co dzisiaj. Czułem się tak pierwszy raz i miałem ogromną nadzieję, że po raz ostatni. To był facet mojej siostry i musiałem to sobie zakodować, nawet brutalnie, jeśli zajdzie taka potrzeba. Miałem ochotę rwać włosy z głowy, kiedy wspominałem chwilę naszego spotkania. Siedziałem na kanapie i wpatrywałem się w telewizor, wyłączony telewizor, tak dla jasności. Książka była kuszącą opcją, ale wiedziałem, że moje skupienie dzisiaj to nie był dobry pomysł. Świat dalej leżał, jak rozsypana układanka, i za cholerę nie chciał wrócić, do swojego kształtu. Wdech, wydech, wdech, wydech, wdech, wydech. Nie działało nic, kompletnie. Musiałem wyglądać komicznie, kiedy tak bezsensownie wgapiałem się w czarny ekran. Ta chwila sprawiła, że robiłem się coraz bardziej żałosny, a myślałem, że już się nie da. Parsknąłem śmiechem, kiedy uświadomiłem sobie, jak żałosny teraz jestem. Jedna chwila potrafiła doprowadzić mnie to takiego stanu. Tego nie byłem w stanie pojąć, a świat ni cholery, nie składał się w całość. Miałem wrażenie, że co zaczynało wracać do normy, to te jego głupie oczy wracały i wwiercały mi się we wspomnienia, i wszystko rozpadało się w mig. Słyszałem, jak się ze mnie śmieją, słyszałem śmiech własnego, pojebanego życia. Aż brak mi słów, by to jakoś sobie ocenić. Teraz to już w ogóle zachowywałem się, jak jakaś zakochana dziewoja. Zaraz.. Dziewoja?! Boże, naprawdę było ze mną źle, skoro już widziałem w sobie podobieństwo do dziewczyny. Nie wróżyło to nic dobrego. Włączyłem telewizor i oddałem się, by durne programy, wyżarły mi mózg do reszty. Przynajmniej miałem chwilę spokoju i przestałem wspominać i odtwarzać na nową tamtą chwilę. Nico, naprawdę jesteś żałosny. Słyszałem, jak schodzili po schodach i świergotali, jak gołąbki. Zbierało mi się na wymioty.
- Rzygnę tęczą – burknąłem, kiedy spojrzałem w ich stronę. I przy okazji spaliłem pewnie niezłego buraka, bo zrozumiałem, że powiedziałem swoje myśli na głos. No Nico, nie ma co, postarałeś się.
Spojrzałem na siostrę, która niemal zionęła ogniem i pewnie gdybyśmy byli sami, już bym gryzł ziemię. Niezbyt fajna perspektywa. Ale skoro już zrobiłem z siebie głupka, to mogę robić dalej. Może i sam siebie zrażę do tego chłopaka, którego intensywnie złote oczy, - które NA PEWNO uzyskał, dzięki soczewką, nikt normalny nie mógł mieć takich oczu – wpatrywały się we mnie. Zadrżałem i wróciłem do poprzedniej pozycji, chociaż kątem oka, zdążyłem tylko zauważyć, jak unosi się kącik jego ust. On się uśmiechnął i to wstrząsnęło mnie dogłębnie. Teraz nie liczyło się nic, nawet dźwięk zatrzaskiwanych drzwi wejściowych, który powinien zwrócić moją uwagę. Ale nie zwrócił i to był mój kolejny błąd tego dnia.
Przykładałem właśnie ręcznik z kostkami lodu do głowy, bo siostra na niesamowitą siłę, jak ktoś jej nadepnie na odcisk. Szczęście, że nie miała niczego w ręce, bo mogłoby się skończyć różnie. Wkurzona dziewczyna, to nieobliczalna dziewczyna. Nigdy się nie nauczę tej prostej prawdy. Życie. Rozsypane niczym pierdolone puzzle, które nie układają się w żaden obrazek, ale wciąż życie. Siostra ma naprawdę siłę. Powinienem to zapamiętać, ale do jasne cholery, nigdy nie zakochałem się w facecie - ALE TO JAKIM FACECIE , najseksowniejszy grecki bóg przy nim to jakiś maszkaron – mojej siostry. Gorzej być nie mogło, przynajmniej tak się łudziłem.
Dni mijały jak z bicza strzelił, a Kazuma pojawiał się w naszym domu w każdej wolnej chwili. I co przychodził, to ja przeżywałem kolejne męki i najgorsze tortury. Uciekałem, jak tylko słyszałem dzwonek do drzwi. Świat się poskładał, chociaż nie tak idealnie, jakbym chciał. Musiałem się nieźle postarać, by ponownie nie runął, bo ten dziad, mega przystojny i seksowny dziad, właśnie stanął przede mną. Boże, Boże, Boże dopomóż! Cholera, zaczynałem wariować i czułem, że jeszcze chwila, a zacznę się ślinić. Naprawdę mało brakowało, bo moje ślinianki działały w tej chwili poza jakąkolwiek kontrolą. No mózg, ogarnij się, a serce weź skamieniej!
- Cześć – odezwał się pierwszy i chuj, wszystko poszło się jebać.
Serce wyrywało się z piersi, mózg całkowicie się wyłączył, za to penis działał na pełnych obrotach. Robiło się w spodniach coraz mniej miejsca. Niebezpieczna sytuacja. Nico, uspokój się, oddychaj. On się tylko odezwał i grzecznie przywitał, a ty się chuju ekscytujesz, jakbyś zdobył Mount Everest! Do budy kupo mięcha, żył, krwi i spermy! Wdech, wydech, wdech, wydech.
- Cześć – zdołałem wydukać, jak ostatnia sierota.
To facet siostry – odbijało mi się to echem w głowie, w każdym zakamarku zrujnowanego świata, ale jak na złość, ten fakt, nie chciał przejść do rzeczywistości.
- Siostra u siebie – warknąłem po chwili wspólnego milczenia.
Byłem tak wściekły, że pewnie się trząsłem. Zazdrość zżerała mnie od środka i byłem niemal pewien, że jeśli oni kiedykolwiek zrobią ze sobą coś więcej (Broń Boże ślub! NIE!) to zatruje im życie swoim jadem i nieokiełznaną miłością. Zacisnąłem dłonie w pięści i uśmiechnąłem się lekko. Penis jakoś lekko opadł, ha, potrafiłem go okiełznać. 1 dla Nico, 0 dla chuja. Tłumy szaleją. Nic tylko szaleć z radości. Olałem go i wróciłem do salonu. Kanapa i poduszka by się teraz jak najbardziej zdała, by mnie uciszyć. Chciałem krzyczeć i wyć zarazem. Moje życie to  jednak było pasmo porażek. Kazuma zreflektował się i poszedł za mną do salonu.
- Poczekam na nią na dole, z Tobą, jeśli mogę – powiedział.
Miałem głupie wrażenie, że specjalnie zaakcentował niektóre słowa. Serce znów świrowało pawiana i ani myślało przestać. Wzruszyłem ramionami, niezdolny do jakiegokolwiek słowa. Ten chłopak wywracał mój świat do góry nogami i zdawał się doskonale zdawać sobie z tego sprawę, bo właśnie uśmiechał się do mnie, tak kurewska wkurzająco, że mimo całej mojej pierwszowejrzeniowej miłości, chciałem mu zedrzeć ten uśmiech z mordy. Takie rzeczy doprowadzały mnie do furii, ale przecież o tym nie mógł wiedzieć. Nie znał mnie, choć bardzo bym chciał to zmienić, ale cóż, szczęście nie jest po mojej stronie. Jak to zwykle bywa. Nie odzywaliśmy się. Ja nie mogłem, bo to facet siostry i absolutnie nie wolno mi było, zakochiwać się w nim ciągle na nowo. Co było bardzo trudnym zadaniem, gdy pałętał się gdzieś w domu, między słowami, myślami. I za cholerę nie chciał przestać! Szlak!
*****
I to byłoby na tyle.
Pierwsza część za mną. Z kolejnymi pójdzie prawdopodobniej bardziej gładko.
Brak bety, błędy poprawiałam na bieżąco, ale mogą się znaleźć jakieś kwiatki, za co przepraszam. Jak coś znajdę, będę poprawiać.
Kolejna notka za jakiś czas na pewno, nie ma się o co martwić. Chcę wrzucać dwie notki miesięcznie, a potem zobaczymy jak to pójdzie dalej.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.

16 cze 2018

Lato, po prostu.


 Witam Wszystkich!
Minął szmat, spory szmat czasu od ostatniej notki, bo prawie pół roku! :O 
Moje życie pochłonęła praca zawodowa, która czasem wysysa ze mnie energię i chęci do zrobienia czegokolwiek, dodatkowo kończę studia - drugi kierunek mgr, bronię się w lipcu, właśnie kończę pisanie pracy O.O - późno wiem, ale ciężko się było za to zabrać też.
Tyle tytułem wstępu i wyjaśnienia.
Mój blog na onecie został usunięty, także przykro i szkoda mi go. Ale wydaje mi się, że przenosząc się tutaj, skopiowałam wszystkie notki stamtąd. Teraz nie jestem w stanie tego zweryfikować, ale mam taką cichą nadzieję.
Dzisiaj przedstawiam Wam notkę starą, z bloga na onecie. Nie chcąc robić już dłużej przerwy, wrzucam to co mam na komputerze ze staroci. Może się komuś spodoba.
Nie usuwam, nie porzucam bloga, nigdy tego nie zrobię! Moje nieobecności są długie, ale codziennie na bloga zaglądam. Nic się z nim nie stanie.
Tyle mej gadaniny, zapraszam do czytania.
 *****
Lato. Błękitne niebo, świecące słońce i piękna pogoda. Na termometrach niemal 30 stopni – jednym słowem iście letnia i piękna pogoda. Lato, moja ulubiona pora roku… Zaraz, zaraz.. Że co?!?! W życiu! To chyba nie moje słowa, na pewno. Nie lubię lata, ani wiosny, bo są już za ciepłe dni, nie przepadam za słońcem i gorącem, więc od początku wakacji nie wyściubiłem nosa z domu. Mojego schronienia, mojej ostoi, mojej radości w ten upalne dni. Ah, co ja bym dał za chociaż wielką burzę i ciemne chmury. To byłoby niczym spełnienie moich marzeń – przynajmniej teraźniejszych marzeń. Oczywiście rodzice się wściekają, że nie korzystam z lata, jak brat i przesiaduję w domu, ale na pewno nie zmuszą mnie do wyjścia na ten żar lejący się z nieba.
- Kevin! – usłyszałem głos mojej mamy.
Tak, na imię mi Kevin – imię, która do mnie nie pasuje. Mimo, iż mieszkam w Polsce noszę imię jak z filmów. Mojej mamy ulubiony bohater filmowy z dzieciństwa. Kojarzycie może „Kevin sam w domu”? Tak, to od tego małego chłopaczka dostałem to imię. Osobiście uważam, że rodzice mnie pokarali, ale zmienić tego już nie mogę. A szkoda. Mój brat, oczywiście dostał jakieś normalne imię – Piotr. Ten, to ma zawsze jakieś szczęście, gówniarz mały.
- Kevin! – ponowne wołanie mojej matki.
- Tak, mamo? – krzyknął z pokoju, dokładniej rzecz biorąc sprzed komputera, który pochłaniał mój cały czas.
- Może byś w końcu wyszedł na dwór?
- Nie.
- Ależ Kevin. – błagalny głos mojej matki.
Żałosne. Kto by pomyślał, że matka będzie niemal błagać syna, by ten wyszedł na dwór? Pewnie nikt. Ja tak mam codziennie, jak nie kilka razy dziennie. Przyzwyczaiłem się.
- Mamo, nie będę wychodził na dwór, kiedy leje się z nieba taki żar, który sprawia, że człowiekowi odechciewa się wszystkiego. A do tego wszystkiego, można się niemal usmażyć na dworze, kiedy nie ma w pobliżu żadnego cienia. A chyba nie chcesz, żebym dostał udaru słonecznego?
Moja stała odpowiedź podziałała i dała mi spokój. Czy ona nie rozumie, że nie wyjdę? Dobrze jest mi w domu, gdzie jest sto razy chłodniej niż na dworze. Ten przyjemny chłodek bardzo mi odpowiada. Po chwili usłyszałem kroki na górę. Oho, zbliża się gówniarz.
- Kevin! – wydarł się mój brat, chociaż ja za takowego go nie uważam.
Dla mnie jest to jakiś kosmita, którego podrzucili nam do domu byśmy się nim opiekowali, a kiedy nie będziemy wiedzieć, on przywoła swoje statki i jego pobratymcy zniszczą ziemię!
- Czego? – burknąłem, skupiając całą swoją uwagę na grze, w którą aktualnie grałem.
- Wybieramy się jutro nad wodę z ekipą, i ty oczywiście jedziesz z nami. – powiedział głosem nieznoszącym sprzeciwu.
Czy ja mówiłem, że jest ode mnie o 3 lata młodszy? Ma gówniarz 15 lat, a zachowuje się jak mój ojciec! Tragedia.
- Ta, jasne. Uważaj, bo gdzieś pojadę. – mruknąłem stukając w klawiaturę.
- Nie masz nic do gadania w tej sprawie. – odparł spokojnie.
„Tak, tak. Pogadaj sobie.” pomyślałem zakładając słuchawki i skupiając się na grze jeszcze bardziej. A on oczywiście nawijał dalej, nawet nie zauważając, że go nie słucham, nie słyszę, a na uszach mam słuchawki. Dzień, jak co dzień. I niech tak zostanie.
****
Uwierzycie, że ten gówniarz, kosmita, bękart, debil, psychol, idiota, kretyn, Marsjanin, wywiózł mnie nad tą cholerną wodę?!?! No ja go po prostu uduszę poduszką, kiedy tylko będzie spał! Podejdę z poduszką i przycisnę do jego twarzy, tak mocno, by nie mógł złapać oddechu i się udusi. Tak, plan idealny. Siedziałem pod jakimś drzewem, który osłaniał mnie przed słońcem, obserwując jak kumple mojego brata z osiedla zabawiają się z dziewczynami w wodzie. Cóż za dziecinada, po prostu żenada i nic więcej. Dobrze chociaż, że ten kosmita wziął dla mnie grę, bo inaczej do wieczora to na pewno bym zwariował i zszedł z tego świata. Chociaż dobrze, że mam cień nad głową – chociaż tu jest prawie tak samo gorąca jak na słońcu. Spojrzałem na Piotrka, który pomachał na mnie ręką przywołując mnie. Prychnąłem pod nosem i kiwnąłem przecząco głową. Nie dam się zaciągnąć na to słońce. To, że dałem się wyciągnąć -  siłą zaciągnięty zostałem! – nad to jezioro, to był czysty przypadek. Mój brat nie słuchając żadnych moich protestów, wyzwisk, czy nawet bicia – wrzucił mnie do samochodu i odjechał. Znaczy nie on prowadził, tylko Karol. A wspominałem może, że Piotrek to napakowany chłopak? Trenuje boks już chyba z 7 lat, jak nie dłużej, łazi na siłownię i pakuje w te swoje muły. Oczywiście, jest ode mnie wyższy niemal o pół głowy! Ten to ma szczęście! Przy nim wyglądam jak jakieś dziecko, takie małe, bezbronne dziecko, którym trzeba się opiekować. Nie, nie jestem chuchrem. Co to, to nie. Po prostu nie ćwiczę – nie lubię się przemęczać -, nie uprawiam żadnych sportów, a jedyne co lubię robić, to spędzać czas na grach komputerowych. Kiedyś zostanę sławnym projektantem gier. A przynajmniej taki jest mój cel. Ale wracając do poprzedniego tematu, to dokładnie rzecz ujmując jest tak – mój brat to osiłek, a ja to…No ja. Dobra, teraz czas pograć w jakąś grę, bo zaczynam wariować.
- Kev! – krzyknął Karol.
Kev?! Kev?!?!?! KEV?!?!?! Ja ci zaraz pokażę Kev, to zobaczysz wszystkich świętych. Wspominałem może, że nie znoszę jak ktoś, ktokolwiek, zwraca się do mnie Kev? Jeśli nie, to właśnie wspominam. Oho, nie dobrze. Już zaczyna mi żyłka pulsować.
- Kev! – znowu.
Ja mu zaraz trzasnę, to mnie do końca życia będzie omijał szerokim łukiem! Podniosłem na niego spojrzenie pełne gniewu, złości i istnej furii.
- Kev, chodź do nas.
- Nie jestem Kev, durniu. To po pierwsze. Po drugie, nigdzie się nie wybieram. Tu czuję się świetnie.. Karolku. – mruknąłem, uśmiechając się wrednie.
Niemal słyszałem, jak Karol zgrzyta zębami ze złości. On nie lubi być nazywany Karolkiem, a ja wprost uwielbiam go tak nazywać. Znamy się z Karolem od małego. Jest ode mnie o rok młodszy, ale i tak świetnie się dogadujemy. Można uznać, że jest moim dobrym kolegą.
- Kev… Kevuś! – głos Karola niezmiernie w zdrobnieniu mojego imienia, działał mi na nerwy.
Zaraz mnie coś strzeli na miejscu i tyle będzie. Warknąłem pod nosem niezbyt miłe słowa i odwróciłem się plecami do nich, a przodem do drzewa. Nim zdążyłem zareagować, czy też zrobić jakikolwiek ruch, znalazłem się w wodzie. Wynurzyłem się z wody i obrzuciłem morderczym spojrzeniem, osobę, która mnie wrzuciła. To była oczywista oczywistość, że tą osobą był Karol. A któż by inny – prócz kosmity, potocznie zwanego moim bratem – jak Karol, wpadał na takie głupie pomysły.
„Zabije gnoja! Utłukę, obedrę ze skóry, poćwiartuję i zakopię!” krzyczałem w myślach, zgryzając wargę, by to co myślę, nie wyszło na zewnątrz. Poprawiłem swoje brązowe włosy i wyszedłem z uniesioną głową z wody, od razu idąc pod drzewo do cienia. Zdjąłem z siebie przemoczoną bluzkę, spodnie oraz buty, które położyłem na słońcu by wyschły, a sam zostałem w cieniu. Chwyciłem w ręce grę i zacząłem grać. To było najlepsze co mogłem zrobić. Nie skończyłem nawet jednego poziomu, gdy ktoś rzucił na mnie ręcznik. Ktoś, czyli Karol.
- Dzięki. – burknąłem wycierając się i zaraz oddając ręcznik właścicielowi.
- Spoko. – odpowiedział, siadając obok mnie z uśmiechem.
Tak, widząc taki uśmiech od razu miękną kolana. Dlatego dziękowałem wszystkiemu, że siedziałem na ziemi. A teraz się do czegoś przyznam. Jestem homoseksualistą. I od kilku lat – bodajże o 3 – podoba mi się Karol. Zresztą komu by się nie podobał. Młody, zdolny i do tego niesamowicie przystojny. Ma około 190 cm wzrostu, piękne złote oczy i czarne włosy. Nie jest mięśniakiem, ale ma zarysowane mięśnie – od czasu do czasu dba o nie, chodząc na siłownię z gówniarzem. Kiedy się uśmiecha, wszystkie dziewczyny niemal padają z zachwytu. Oczywistym faktem jest to, że jest bożyszczem niewieścich serc. Wszystkie dziewczyny chciałyby zostać dziewczyną Karola, ale jeszcze żadnej to się nie udało. Karol twierdzi zawsze, że jest „wolnym strzelcem”. A szkoda, bo sam bym się za niego zabrał.
- Coś chcesz? – mruknąłem powracając do gry i przestając wlepiać w niego spojrzenie.
Muszę się skupić na czymś inny, co pochłania mnie bez reszty. Tak, mowa tu oczywiście o grach.
- Chciałem z tobą posiedzieć, bo sam tu siedzisz jak palec. – odpowiedział.
- Już posiedziałeś, więc możesz już iść. – mruknąłem.
- Nie chcesz ze mną posiedzieć? – spytał, a ja podniosłem wzrok na niego.
Spoglądając mu w oczy, dostrzegłem w nich błysk. Tajemniczy, ale urzekający błysk.
- Tego nie powiedziałem.
I tak siedzieliśmy. Ja zapatrzony w grę, a on.. Nawet nie wiem co robił. Ani na chwilę nie podniosłem wzroku, by sprawdzić co robi. Słyszałem jego oddech i nie słyszałem kroków, więc siedział koło mnie.
- Karol, chodź do wody. – zawołała blondynka, Gosia.
- Już idę. – odkrzyknął jej i poczochrał mnie po głowie wstając z miejsca i ruszając w stronę wody.
Dopiero teraz spojrzałem za nim. Jakie on miał ponętne ciało. O mój Boże! Wdech, wydech, wdech, wydech! Uspokój się chamie jeden i kładź się z powrotem. To burza hormonów, tylko burza hormonów. Wdech, wydech, wdech, wydech i już spokojny. Oh, co za szczęście. Czasami to pomagało.
Kiedy na zbliżała się godzina 19, wszyscy wpakowaliśmy się do samochodu Karola i wróciliśmy do domu. Ja wpatrywałem się w mijające obrazy, które już znałem niemal na pamięć. Często przyjeżdżałem tutaj z rodzicami, kosmitą i Karolem nad wodę. To były czasy.
****
Minął już miesiąc wakacji i na szczęście – dzięki Ci Boże! – pogoda zepsuła się. Na dworze było chłodno i deszczowo. Prawie codziennie padał deszcz. Tak, w taką pogodę to ja mogę wychodzić na dwór. Narzuciłem na siebie bluzę, ubrałem buty i wyszedłem na dwór, informując wcześniej, że wychodzę i nie długą wrócę. Wybrałem się na przechadzkę. Pogoda nie zachęcała do jakichkolwiek spacerów, więc mogłem być jednym z nielicznych, którzy wyszli na dwór. Spacerowałem po ulicach miasta, bez konkretnego celu. Właściwie, to nie chciałem wracać do domu zbyt szybko, więc udałem się do parku. Usiadłem na jednej z ławek zamykając oczy. Szybko jednak je otworzyłem, kiedy zobaczyłam Karola. Stanowczo za dużo ostatnio o nim myślałem, odkąd dowiedziałem się, że zaczął spotykać się z niejaką Sabiną – dziewczyną, o której chodzą różne plotki. Piotrek się wygadał. Ale w sumie, co mi do tego? Niech się spotyka z kim chce, a mnie to naprawdę nie obchodzi. Chociaż czemu w sercu czuję dziwne kłucie? Eh, sam nie wiem co myśleć. Od zawsze Karola uważałem za kolegę i nic poza tym, ale odkąd zacząłem czuć do niego miętę, to już nie wiem co myśleć. Fajnie mi się z nim gada, wkurza, irytuje, czy nawet gra. Ale czy to możliwe, że między nami będzie kiedyś coś więcej? Dobrze wiem, że on jest bi. Kiedyś po pijaku wygadał się ze swojej orientacji. W końcu, żeby życie miało smaczek raz dziewczynka, raz chłopaczek. Westchnąłem ciężko zakrywając twarz rękoma. Poczułem pierwsze krople deszczu, a dosłownie za sekundę rozpadało się na dobre. Uśmiechnąłem się lekko, podnosząc twarz ku niebu i pozwalając by ciężkie krople deszczu spadały na moją twarz. Ukojenie. Mógłbym tak spędzić całą wieczność, ale nie mogłem. Podniosłem się z ławki i spokojnym, wręcz leniwym krokiem – sądząc po moim tempie, to nawet żółw ze ślimakiem by mnie wyprzedzili – w stronę przystanku autobusowego. Nie schowałem się pod żadną wiatę, czy też parasol, jak to robili inni ludzie, tylko spokojnie czekałem w deszczu na przyjazd odpowiedniego przystanku. Za chwilę na przystanek podjechał autobus, o numerze 129. To mój autobus, więc wsiadłem do wypchanego po brzegi wnętrza. Kto by pomyślał, że 129 będzie taki wypchany! Niemal przygniatali mnie do drzwi. Nagle poczułem czyjś ciepły oddech na skórze.
- Cześć Kev. – usłyszałem tuż przy uchu.
- Kogo spotykam ponownie na swojej drodze? Karolek, cześć. – mruknąłem, dobrze wiedząc, że to właśnie on.
Zostałem brutalnie pchnięty na drzwi. Co prawda nie dzieliły mnie od drzwi jakieś wielkie odległości, a jedynie centymetry, ale poczułem to spotkanie z nimi.
- Oszalałeś? – prychnąłem zdenerwowany na niego.
- Tak, oszalałem. – wyszeptał mi do ucha.
Już chciałem coś powiedzieć, kiedy poczułem jego ręce na moich biodrach delikatnie je masujące. Uśmiechnąłem się delikatnie pod nosem, jednak zaraz potrząsłem głową.
- Co ty wyrabiasz? – powiedziałem spokojnie, przynajmniej tak myślę.
- Nic. – odpowiedział, a jedna z jego rąk powędrowała pod bluzę i bluzkę.
Zgryzłem lekko wargę, kiedy zaczął masować mój brzuch. To było najwrażliwsze miejsce na moim ciele. W szybie, zobaczyłem jego uśmiechnięte oblicze. Robił to specjalnie i  ja dobrze o tym wiedziałem. Pisnąłem cicho, kiedy jego dłoń znalazła się w moich bokserkach.
- Co ty robisz? – wyszeptałem cicho.
Nie było stać mnie na coś głośniejszego, zwłaszcza, że jego dotyk sprawiał, że moje zmysły i ciało wariowało.
- Zobaczysz. – wyszeptał mi do ucha, które później pocałował.
Poczułem jak stanowczo łapie mojego penisa w rękę i zaczyna poruszać nią w górę i w dół nie spiesząc się. Co jakiś czas zatrzymywał się na czubku, którzy pocierał palcami i na powrót wracał do poruszanie ręką po całej długości. Spuściłem głowę, zasłaniając włosami moje czerwone policzki. Przegryzałem wargę, byle żaden niepożądany dźwięk nie wydobył się z moich ust. Karol zaczął poruszać mocniej i bardziej stanowczo ręką, jednak po chwili obrócił mnie w swoją stronę. Ludzie powoli opuszczali autobus, by weszli do niego inni pasażerowie. Stałem na wprost Karola, oparty lekko o drzwi pojazdu. Jego jedna ręką znajdowała się na moim brzuchu – który ciągle masował -, a druga trzymała mojego penisa i doprowadzała mnie do obłędu. Chłopak, stanowczym ruchem przesunął mnie bardziej w bok, tak by on mnie zasłaniał i nikt z pozostałych pasażerów stojących obok, nie widział co wyprawiamy. Wyjął mojego penisa z bokserek i teraz stał on w całej okazałości. Karol oblizał się lekko, a ja spuściłem głowę zażenowany. Nigdy wcześniej nie znalazłem się w takiej sytuacji, więc nie wiedziałem jak się zachować. Ponownie chwycił dłonią mojego członka i zaczął poruszać nią w szybkim tempie, zapewne chcąc doprowadzić mnie do szybkiego spełnienia, gdyż zbliżaliśmy się do jego przystanku. Zgryzałem wargę, jednak pojedyncze jęki wydobywały się z moich ust. Nie były na szczęście takie głośne, by ludzie się tym zainteresowali. Wiedziałem, że długo już nie wytrzymam, więc złapałem Karola za ramię ściskając dość mocno i spuszczając głowę mocniej, doszedłem w jego rękę. Czarnowłosy naciągnął mi bokserki i spodnie na tyłek i patrząc mi perwersyjnie w oczy, zaczął oblizywać swoją rękę w mojego nasienia.
- Kretyn. – burknąłem.
Nie odpowiedział, jedynie uśmiechnął się, jakby radośnie, albo miałem zwidy. Autobus zatrzymał się na przystanku, a drzwi otworzyły się. Pasażerowie zaczęli wychodzić, a ja razem z nimi i Karolem, który złapał mnie za rękę i wyciągnął siłą na zewnątrz. Na dworze dalej lało, ale lubiłem taką pogodę. Trzymał mnie za rękę prowadząc do swojego domu.
- Wiesz, że mieszkam przystanek dalej? – spytałem, dla pewności.
- Tak, wiem.
- To czemu ciągniesz mnie do siebie?
- Bo chcę coś zrobić, co obaj zapamiętamy. – wyszeptał tajemniczo.
Nie pytałem o nic więcej, bo nawet nie chciałem wiedzieć co planuje. Chociaż po akcji w 129 zaczynałem się domyślać o co chodzi. Zgryzłem lekko wargi zdenerwowany. Nigdy nie robiłem TEGO z chłopakiem młodszym ode mnie, który – o cholera! – będzie górą! To zazwyczaj ja byłem górą w przelotnych przygodach łóżkowych. To jest dość nowe dla mnie i inne. Deszcz przemoczył mi całe ubranie, które kleiło się już do mojego ciała. Uwielbiam taką pogodę. Mógłbym stać i stać i stać na deszczu. Po kilku chwilach, wprowadził mnie do domu. Zaskoczyłem się trochę, że nie ma jego rodziców – którzy są świetni! – gdyż zawsze bywali w domu, przynajmniej kiedy tutaj przychodziłem.
- Jesteś sam? – spytałem dla pewności.
- Nie widać? – odpowiedział pytaniem, na pytanie. Jak ja tego nie znoszę.
- Karolek, ty mnie nie denerwuj. Pytam grzecznie, to wyyy… – reszta mojej wypowiedzi została brutalnie, aczkolwiek namiętnie przerwana pocałunkiem.
Całował mnie zachłannie, namiętnie i drapieżnie, jakby to wszystko miało się nigdy nie powtórzyć. W pośpiechu zdejmowaliśmy – chociaż lepszym określeniem będzie, zdzieraliśmy – z siebie nawzajem ubrania, rzucając je gdzie popadnie. Nikt z nas nie zwracał uwagi na to, gdzie rzeczy lądują. Całowaliśmy się, dotykaliśmy w pośpiechu, jakby to wszystko miało zniknąć, albo nigdy więcej się nie powtórzyć. Karol rzucił mnie na łóżko, samemu zwisając tuż nade mną. Patrzyliśmy sobie w oczy rozkoszując się widokami przed sobą. O tak, miałem na co popatrzeć. Przyciągnąłem go do pocałunku, a on w tym czasie zaczął mnie przygotowywać. Cóż, szczerze powiedziawszy, to nie był miłe uczucie na początku przynajmniej, ale z każdą chwilą był mi coraz lepiej, a dziwne uczucie rozpychania zniknęło. Jęczałem mu w usta mrużąc oczy z rozkoszy. Spojrzałem dyskretnie w dół – jego penis już stał, więc nie było na co czekać. Kiwnąłem lekko głową, a on wszedł we mnie. Odrzuciłem głowę do tyłu. Bolało – minimalnie, jednak bolało. Chłopak odczekał chwilę, jednak nie ja, zacząłem sam poruszać biodrami, więc Karol zrozumiał aluzję. Wpierw delikatne i powolne pchnięcia, przemieniły się w drapieżne i mocne. Moje jęki roznosiły się po pokoju i jestem pewnie, że gdyby ktoś byłby teraz w domu, to słyszałby je. Jak dobrze, że byliśmy sami. Pocałował mnie krótko i ręką zaczął, w tym swoich pchnięć, poruszać po mojej męskości. Nie wiedziałem już na którym uczuciu się skupić. Moje jęki przemieniały się w krzyki rozkoszy, kiedy jego penis ocierał się o prostatę, lub celnie w nią trafiał. Cóż to było za uczucie! Tego nie da się opisać, po prostu. Wiedziałem, że już długo nie wytrzymam, a i on również wyglądał, jakby chciał już we mnie dojść. Jeszcze chwila, chwileczka, sekunda.. Po całym pokoju – jak nie domu – rozniosły się dwa jęki spełnienia. Karol opadł na mnie ciężko oddychając. Trochę się poruszał, a jak. Wyszedł ze mnie, a z mojego odbytu wypłynęła jego sperma. Strasznie dziwne uczucie, jak coś wypływa ci z tyłka. Byliśmy tak zajęci, że zapomnieliśmy o gumce. No trudno, jakoś to przeżyjemy. Po chwili przekręcił się i położył obok mnie.
- Wspaniale. – usłyszałem jego zadowolony głos.
- Co? – spytałem cicho. Bolało mnie gardło od tych wszystkich jęków i krzyków.
- Było wspaniale.
Było, naprawdę było.
****
Słońce, słońce, słońce, słońce i jeszcze raz słońce! A to wszystko posumuję tylko jednym słowem UPAŁ. Po kilku dniach deszczu, znowu pojawiło się słońce i upalne dni wróciły. Jak to dobrze, że to już ostatni tydzień wakacji i wkrótce pogoda się popsuje, bo to już przyjdzie jesień. Jakoś do tego czasu wytrzymam, będę musiał, bo nie mam innego wyboru. A szkoda, wielka, wielka szkoda. Od seksu z Karolem minęło prawie 3 tygodnie. Od tego czasu zbytnio się nie wiedzieliśmy, gdyż on spędzał czas z gówniarzem, a ja przesiadywałem w domu. Czasami pisaliśmy na gadu-gadu, smsy, ale nic poza tym.  Żaden z nas nie wracał do tej sytuacji. Trochę czuję się jak szmata, albo jakaś dziwka, ale było minęło. Trzeba żyć dalej.
****
Październik. W końcu zrobiło się chłodniej, a słońce tylko czasami daje mi w kość. Ale nie tak bardzo jak na wakacje. Ale ja nie o pogodzie chciałem gadać. Karol wyznał, że chyba się we mnie zakochał! Cóż, ja mu odpowiedziałem tym samym. Teraz spotykamy się i mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie. Trzeba się lepiej poznać, a nie tylko pieprzyć – tak, tak, robimy to.
Czas pokaże jak będzie. Będzie dobrze, na pewno.
*****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że komuś się spodoba. Mnie się podoba, od tamtego czasu, w sensie od napisania jej,  nie straciła swojego nic ze swojego uroku. 
COŚ NOWEGO pojawi się, jak się pojawi. Wątpię, bym wróciła do historii kilku-rozdziałowych, ale czas pokaże co się stanie. Po obronie na pewno się coś pojawi, zadbam o to.
Notka niesprawdzana, coś tam poprawiałam, ale pewnie błędy się jakieś pojawią.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.