30 mar 2013

Zwykłe święta.

Witam Was moje kurczaczki ;).
Jak tam Wam mijają przygotowania do jutrzejszego śniadanka? U mnie wszystko gotowe, więc trochę luzu jest^^.
Tak mnie naszło na tą notkę, którą za chwilę Wam przedstawię. To nie jest nic specjalnego, ale trochę wprowadzenia w - może - świąteczny nastrój. Mnie się nawet podoba, więc mam nadzieję, że Wam też przypadnie do gustu ;).
*
Z okazji Świąt Wielkanocnych życzę Wam wszystkim i sobie:
miłości, która jest ważniejsza od wszelkich dóbr,
zdrowia, które pozwala przetrwać najgorsze.
Pracy, która pomaga żyć.
Uśmiechów bliskich i nieznajomych, które pozwalają lżej oddychać
i szczęścia, które niejednokrotnie ocala nam życie.

Zapraszam serdecznie do czytania ;*. 
*****
- Ja… już… nie…  mogę – wyjęczał chłopak, napierając całym swoim ciężarem na zimną ścianę.
To było takie denerwujące, że to właśnie on musiał to robić. Przecież był stworzony do większych rzeczy, a nie do tego. W życiu nie widział w siebie w tej głupiej roli. A teraz? No proszę, stał i napierał ciałem na ścianę. Żałosne zagranie, naprawdę żałosne.
- Muszę to robić? – spytał, czując, jak zimno obezwładnia jego ciało.
Mógł trochę pomyśleć i ubrać koszulkę, ale właściwie został tak szybko wyciągnięty z łóżka, że nawet nie zdążył się porządnie rozejrzeć, a już opierał się o ścianę. Cholernie zimną ścianę, zaznaczam.
- Musisz – zaśmiał się drugi chłopak, stojąc za nim.
- Ale ta ściana jest zimna.
- I co z tego?
- Zimno mi głupi! Ile muszę trzymać ten durny obraz?! – fuknął, wskazując głową na trzymający nad głową obraz, który właściwie – według niego – nie przedstawiał praktycznie nic, poza jakimiś kreskami. Współczesna sztuka? Chyba jej nie rozumiał.
- Przestań panikować, już kończę – mruknął drugi, wyciągając zza pleców młotek i jednym, szybkim ruchem wbijając gwóźdź i zawieszając ten nieszczęsny obraz.
- Daniel, jesteś paskudny! – warknął chłopak, obejmując się rękami, by jakoś się rozgrzać.
- Wiesz, że znam dobre sposoby na rozgrzanie – powiedział Daniel, uśmiechając się zalotnie.
- Ja już znam twoje sposoby i podziękuję po dzisiejszej nocy – mruknął chłopak, idąc w stronę sypialni, gdzie narzucił na siebie jakaś koszulkę.
Może nie pachniała zbyt zachęcająco i nie grzeszyła czystością, więc miał pewność, że Daniel nie podejdzie za blisko. Chociaż tyle szczęścia. Wrócił do salonu, gdzie młody mężczyzna przyglądał się powieszonemu dziełu. Sam nie wiedział co z tym jest.
- Co ty w tym widzisz? – spytał, siadając na sofie.
- Ty, Kacperku się po prosu na tym nie znasz – odpowiedział. – Ten obraz pokazuje istotę ludzką w tym świecie, a właściwie jej całe życie. Te wszystkie kolory pokazują, jakie może być nasze życie, jeśli weźmiemy je w swoje ręce. Wszystko od nas zależy.
Kacper rozdziawił usta w szoku. W życiu nie spojrzałby na kilka kresek na kolorowym tle, jako na życie. Bardzo dziwna koncepcja, a raczej słowa z ust chłopaka, trochę go zszokowały.
- Zamknij dziób, bo ci mucha wleci – Daniel pstryknął go w nos.
- Taaa, w ten cudowny czas zimowy, raczej żadnej muchy nie spotkam – mruknął, patrząc na krajobraz za oknem, gdzie oczywiście sypał śnieg.
Nie, nie sypał, ale po prostu delikatnie padał. Ale to i tak wystarczyło, żeby człowiek stracił całą chęć do życia widząc taką pogodę. A przecież był już marzec i wielkimi krokami zbliżała się Wielkanoc. Właściwie tylko tydzień dzielił od świąt, a pogoda wcale nie zamierzała się zmieniać. Czyżby Matka Natura już przestała lubić świat i zesłała drugą epokę lodowcową? Nie, no bez jaj. Aż tacy źli to chyba ludzie nie są, nie licząc kilku przypadków, kiedy to wyrzucają śmieci do lasu, wylewają ścieki i inne substancje do rzek. Tak, zdecydowanie zasłużyliśmy na epokę lodowcową! Epoka lodowcowa – odsłonę drugą czas zacząć!
- A ty, co tak milczysz? – spytał Daniel, siadając obok i kładąc głowę na jego kolanach.
- Ten obraz daje człowiekowi do myślenia – fuknął. – Skąd ty go w ogóle wytrzasnąłeś?
- Wylicytowałem! – odpowiedział z dumą.
- Takie paskudztwo? To ja mógłbym lepsze namalować, nie mając zielonego pojęcia o sztuce malarstwa
- Kacper, jesteś podły.
- Oj tam, oj tam.
Nie rozmawiali dłużej, bo Daniel dostał telefon z roboty, że coś tam się w papierach  nie zgadza i musiał wszystko tłumaczyć. Ale to się nie sprawdziło i musiał jechać do firmy, wyklinając wszystkich po kolei, poza Kacperkiem rzecz jasne. Oczywiście przed wyjazdem kazał chłopakowi zrobić listę zakupów, na którą pojadą zaraz po powrocie. Kacper rzecz jasna listy nie zrobił, bo i po co? Zakupy można zrobić i bez tego. Przecież to nie jest najważniejsze podczas świat, prawda? Najważniejsza jest atmosfera – którą nie czuć przez ten paskudny śnieg – bliskość, wspólne przeżywanie wszystkiego, a nie zakupy. To jest tylko zbędny dodatek do tego wszystkiego. Ale przecież coś trzeba zrobić do żarcia, by podczas tego nie zdechnąć z głodu, co mogłoby się zdarzyć w przypadku Kacpra, który był głodomorem. Wszyscy się śmieję z niego, że go lepiej ubierać niż żywić. I sam obśmieszany w stu procentach się w tym zgadzał. A, że święta były jedynym czasem, gdzie mógł najeść się do nieprzytomności to nie omieszkał z tego nie skorzystać. W końcu taka wyżerka zdarza się tylko dwa razy w roku, a to stanowczo za mało. Po dwóch godzinach w złym humorze do domu wpadł Daniel. Daniel plus zły humor, równa się rzeź niewiniątek. A niech to!
- Zrobiłeś listę? – padło pytanie, kiedy tylko przekroczył próg mieszkania.
Kacper przełknął ślinę i coś wybełkotał, że był zajęty sprzątanie, czy tam inne drobne kłamstewko, byle nie usłyszeć litanii, jaką mógł otrzymać.
- Czyli nie zrobiłeś? – bardziej stwierdził, niż zapytał. – A przecież cię prosiłem wychodząc do roboty. Czy ty nie mogłeś tego zrobić? I nie, nie wykręcaj mi się tutaj sprzątaniem, bo widzę, że jeszcze kilka dni i zarośniemy brudem. Nic tylko nasrać na środku i spokój. Ale po co? Ty przecież byłeś taki zajęty tym wszystkim, co się w około dzieje. Przecież lepiej obejrzeć sobie telewizor, czy ten cholerny śnieg, niż zrobić durną listę zakupów. Ale my przecież lubimy chodzić nie wiadomo ile po sklepie w poszukiwaniu odpowiednich składników. A to zajmie nam pół dnia, a tak? Około godziny! Tak to jest właśnie na ciebie liczyć.
Kacper przełknął ślinę i głośno odetchnął. Wiedział, że tak się skończy i jego gadka, go nie ominie. I czym tu się denerwować? No naprawdę, bez jaj.
- Daniel, przepraszam, ale to tylko zakupy. Nie przesadzaj – wyszeptał, zakładając swoją kolorową, wręcz rażącą kolorami czapkę.
- Nie przesadzaj?! A co ty będziesz jeść na święta, kochaneczku?
- Ja sobie poradzę – fuknął, wychodząc z mieszkania i trzaskając drzwiami.
Miał w nosie co powiedzą sąsiedzi, którzy byli przyzwyczajeni do ich humorków, kłótni i dziwnego zachowania, więc nawet starsza pani z piętra wyżej już nie pojawiała się zaciekawiona wyglądając przez barierkę na dwóch młodych mężczyzn. Daniel po chwili doszedł do niego i razem pojechali, do jednego z większych supermarketów, których nie było w okolicy. Wszystkie markety na obrzeżach miasta, więc jeszcze trzeba było przejechać spory kawałek od domu. Przez całą drogę nie odzywali się do siebie ani słowem, nawet zakupy robili bez słowa. Kacper na każde pytanie chłopaka, prychał lub potakiwał. A, że Daniel znał go na tyle dobrze, że znał gust młodego, to nawet bez pytania mógł wziąć to, co on by zjadł. Całe zakupy zajęły im około trzech godzin, po których to wykończeni wracali do domu. Oczywiście w domu byłe zwyczajowe przeprosiny. Jakby kto nie wiedział, to ich godzenie się wyglądało tak – namiętny seks w pokoju, namiętny seks w sypialni i dziki seks w łazience. Takie przeprosiny preferowali oboje, więc było czadowo.
Dni do świąt minęły im w zastraszająco szybkim tempie. Nawet się nie obejrzeli, a tu już nastała Wielka Sobota. Kacper z wielką starannością przystroił koszyczek ze święconką w bazie, bukszpan, kolorowe wstążeczki, kwiatki – wszystko, byle ich koszyczek się wyróżniał. Żarełko na jutrzejsze śniadanko mieli prawie gotowe, zwłaszcza, że u siebie w domu tak naprawdę zjedzą tylko lekki posiłek, bowiem idą na śniadanko wraz z obiadem do rodziców Kacpra, a w lany poniedziałek – do rodziców Daniela. Kolejność była zmienna, a teraz akurat przypadło na taką.
- Zrobione – powiedział, pokazując ozdobiony koszyczek Danielowi.
- No – Daniel, nie wiedział co powiedzieć. – Na pewno będziemy się wyróżniać.
- No wiem! Oto mi chodziło – powiedział rozradowany, całując chłopaka w policzek.
Poszli na święconkę, gdzie najwięcej uwagi, jak można było się spodziewać, zwrócił koszyczek Kacpra, który na tle innych koszyków, naprawdę rzucał się w oczy. Ale co poradzić? Taki był chłopak i wszystkie jego rzeczy musiały się odznaczać i wyróżniać na tle innych. No cóż, tak było zawsze i wszędzie. Po prostu lubił być w centrum uwagi i zwracać ją na siebie. Reszta dnia minęła im w nad wyraz spokojnie, nie licząc szybkiego numerka, kiedy akurat w telewizji nic nie było. Każdy powód do seksu jest dobry, a co! Niedziela już nie minęła tak szybko. Zjedli oboje swoje lekkie śniadanko, potem na godzinę 12 byli umówieni z rodzicami Kacpra, więc odstawieni jak stróże w Boże Ciało udali się do rodzinnego domu Kacpra. Fakt, nie musieli się tak ubierać, ale tak było grzeczniej i dostojniej, zwłaszcza, że matka chłopaka była dość konserwatywna w tych sprawach. Dla niej na śniadanie wielkanocne trzeba było się ubrać ładnie i schludnie. Dziwne, ale normalne. Każdy chciał wyglądać jakoś inaczej, chociaż w te kilka dni w roku. Kiedy tylko weszli do mieszkania, mamusia przygotowała herbatę, kawkę i ciasto, co by jej synek z głodu do obiadu nie umarł. Rozmawiali wesoło, śmiali się – więc jednym słowem dzień można było zaliczyć do udanych. Chociaż bardzo męczących, ale jakoś dali radę. W domu szybki prysznic wspólny – co by nie marnować za dużo wody – buzi buzi i do spania. Daniel – cwaniaczek – nastawił sobie budzik na siódmą rano, co by móc rano sprawić ‘miłą’ pobudkę swojemu ukochanemu. Kiedy budził zaczął dzwonić, otworzył leniwie oczy by go wyłączyć i chlust! Wiadro zimnej wody od razu wybudziło go z krainy Morfeusza!
- Wesołego śmigusa-dyngusa! – krzyknął rozradowany Kacper wystrzelając z łóżka niczym z procy.
Oczywiście Daniel wyleciał zaraz za nim calusieńki mokry, przynajmniej całą górę miał mokrą. Wpadł do łazienki i napełnił całą miskę wodą. Miał gdzieś, że porozlewa wodę na około i wszędzie może być mokro. Teraz najważniejsze było to, by odzyskać swój honor i oblać Kacperka. Nie musiał długo czekać, gdyż młody pojawił się w drzwiach, kiedy już wychodził. Zamachnął się i cała zawartość miski poleciała na zaskoczonego i piszczącego – niczym mała dziewczynka – Kacperka. To było całkiem zabawne, zobaczyć caluśkiego mokrego chłopaka, zwłaszcza, że woda była zimna, a on był w samych spodniach. Tak zazwyczaj spał, więc na pewno poczuł dotkliwe zimno, ale wcale na to nie wyglądało, gdyż na jego twarzy wpierw pojawił się grymas, a potem został zastąpiony uśmiechem, a potem wielkim wybuchem radości. Przez dłuższy czas śmiali się, oblewając się znacznie mniejszą ilością wody, jaką jest zwykła szklanka czy literatka, a nawet kieliszek. Tradycja była odbębniona do przyszłego roku, a co! Kiedy usiedli na mokrej podłodze, ponownie nastąpił wybuch śmiechu.
- Trzeba to posprzątać – powiedział Daniel, kiedy jako tako się uspokoił.
- Zalaliśmy całe mieszkanie – dodał Kacper, cały czas chichocząc.
- Zdecydowanie – mruknął Daniel i nie minęła chwila, a rzucił się na Kacpra łącząc ich usta w namiętnym pocałunku.
Wiadome było, jak to wszystko się skończy. Ciała mokre, to są ciała naprawdę mega kuszące i rozgrzewające do czerwoności. A już mokre ciałko Kacperka, doprowadzało nie tylko Daniela do rozkosznych dreszczy, a każdego kto mógł je obejrzeć bez koszulki. Bowiem chłopak miał idealne ciało, ma brzuchu zero sadełka, a ładnie zarysowane mięśnie – chociaż wcale nie dbał o sylwetkę, jedynie czasem jakieś ćwiczenia i dwa, trzy razy w miesiącu siłownia – chociaż wpierdzielał żarcia za trzech, a nawet czterech rosłych mężczyzn, do których on drobny się nie zaliczał. Był rozkosznie słodki i urzekający, więc Daniel mieszkając raz z nim, niemal uzależnił się od niego. Tak samo jak Kacper od Daniela, który był chodzącym ideałem męża – dobry, odpowiedzialny, wyrozumiały, kochający, czuły, seksowny, namiętny, szarmancki, po prostu prawdziwy dżentelmen, jakich mało na tym świecie. Oczywiście szybki numerek musiał odbyć się na mokrej podłodze, która w tym momencie wcale nie przeszkadzała. Dwa ciała zatracone w sobie, w miłosnym uniesieniu, spragnieni subtelnych pieszczot, przepełnieni miłością i namiętnością, którą wywoływał w nich ten akt.
Do mamy Daniela trafili dopiero na obiad, gdyż wcześniej nie zdążyli się wyrobić ze sprzątaniem i ponownym numerkiem, kiedy byli niemal gotowi. Ciągle spragnieni seksu i nigdy nie mieli siebie dość. Rodzinna atmosfera była wspaniała, idealna, dopełniająca ten świąteczny, choć zimowy nastrój. Zdecydowanie była to wspaniała Wielkanoc. Niby taka zwykła, ale niezwykła za razem.
*****
I to było by na tyle.
Mam nadzieję, że chociaż niektórym z Was czytających - bo komentują tylko dwie stałe osoby ;* - się spodoba ;). Bardzo mi zależy na Waszej opinii, ale do niczego Was rzecz jasna, nie zmuszam ;).
Notka niebetowna, gdyż nie było czasu na dostarczenie i w ogóle! Zamieszanie świąteczne i te sprawy, więc notkę sprawdziłam Ja. W razie błędów - moja wina!
Jaki - bardzo fajnie, że się odezwałaś ;). Tak dawno nie gadałyśmy, szmat czasu ;). 
Jeszcze raz WESOŁYCH ŚWIĄT KURCZACZKI! ;*.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.
PS. O notce nie powiadamiam, bo mam lenia ;P. 

12 mar 2013

Impreza nie musi być nudna.

Witam Was moje pysiaki ;).
Jak tam Wam mija? U mnie jest fajnie, że się tak wyrażę, ale zawsze może być lepiej xD.
Jeśli chodzi o notkę, którą dzisiaj Wam zaprezentuję - a przynajmniej osobą, które ją przeczytają - jest, że tak powiem nie do końca dobrze napisana, zwłaszcza końcówka. Chyba nie umiem tego aż tak dobrze opisać, jak myślę. Ale zobaczycie o co mi chodzi, jak dobrniecie do końca.
*****
Dzisiaj są moje kolejne urodziny i stwierdziłam, że w ramach prezentu - dla Was i dla siebie - dodam tę notkę <3. Mam nadzieję, że Wam się spodoba i chociaż ją trochę pokomentujecie xP. Nie, dobra nie zmuszam do niczego. WSZYSTKIEGO CO NAJLEPSZE osóbką urodzonym w pięknym miesiącu, jakim jest marzec <3.
Zapraszam do czytania ;*.
*****

- Myślisz, że to dobry pomysł? - spytał, patrząc na brata.
- Przecież chciałeś – odpowiedział.
Młodszy westchnął cicho. Tak, właściwie na ten pomysł wpadli oboje długi czas temu. Wtedy to było naprawdę coś, ale teraz żaden z nich nie był wcale pewny tego, czy tak naprawdę tego chcą.
- Ale Narel – jęknął młodszy.
Tilli i Narel byli bliźniakami dwujajowymi, różniącymi się wszystkim. Narel był wysokim szatynem o zniewalającym uśmiechem, na którego leciały wszystkie panny z osiedla. I zresztą nie tylko panny, ale nawet mężczyźni. Natomiast Tilli był drobnym i niskim blondynem, za którym nikt się nie oglądał. Jedyne co łączyło obu braci, były oczy, które przyciągały uwagę i były po prostu zniewalające. Z charakteru również się różnili, gdyż Narel był głośny, hałaśliwy, a Tilli cichy i małomówny. Jednak mimo tych wszystkich przeciwieństw, byli dla siebie po prostu wszystkim. Prawdziwi bracia byli z nich i okazywali sobie te wszystkie uczucia, w każdej możliwej sytuacji. Byli dla siebie oparciem i wsparciem, byli po prostu bardzo za sobą zżyci. Wszystko robili razem i nawet teraz, mając po dwadzieścia dwa lata, mieszkają razem i nawet nie mają zamiaru tego zmieniać. W końcu byli razem od urodzenia i chcieli, żeby tak zostało aż do śmierci. Nikt nie znał ich tak dobrze, jak oni siebie nawzajem. Piękna i prawdziwa braterska miłość ich łączyła. Ale przecież kto by to wiedział, skoro praktycznie nikt się z nimi nie przyjaźnił. No poza kilkoma osobami, które znały ich od dziecka. Najważniejsze, że nic ich nie różniło, a wszystko łączyło.
- Narel, noooo! – jęknął Tilli.
Leżąc w łóżku myślał o planie, jaki wymyślił jego brat. Dla niego samo przebywanie w takim miejscu było naprawdę krępujące, a co dopiero robienie innych rzeczy. Przecież on zawsze był grzeczny, a teraz brat namawiał go do złego – w mniemaniu Narela, to wcale nie było złe – i wcale nie chciał tego robić.
- Co Narel? Co Narel? – mruknął szatyn, spoglądając z nad książki na bliźniaka. – Przecież nic się nie stanie, jak raz zaszalejesz, nie?
- No tak, ale wiesz… Ja tak nie potrafię! Nie jestem tobą.
- A czy ja ci mówię, byś był mną?
- No, nie.
- No właśnie. Proszę cię o jedną małą przysługę dla brata – zaczął Narel wstając z łóżka. Przeszedł kawałek i usiadł na bratowym łóżku, głaszcząc młodszego po głowie. – Oboje mielibyśmy to za sobą. Wiem, że ci na tym zależy, by mieć to za sobą. A przecież chcesz mieć to za sobą, prawda? – spytał, na co otrzymał jedynie twierdzące kiwnięcie głową. – To w czym problem?
- No właśnie w tym wszystkim. To takie bezuczuciowe. Ja tak nie potrafię.
Młodszy nakrył się kołdrą i więcej nie rozmawiali o tym. Nie chciał wtedy tego jeszcze bardziej nagłaśniać. Wówczas to przerastało jego możliwości, a przecież miał uczucia. I ten ktoś też je na pewno miał. Za bardzo bał się tego, co może się stać z nimi i tym człowiekiem. Ale wszystko zmieniło się tego jednego dnia.
Tilli siedział na ławce koło fontanny i wsłuchiwał się w szum wody. Mimo, że na dworze było dość chłodno, on siedział w krótkim rękawku. Jemu najwyraźniej to nie przeszkadzało. Jak zawsze przyszedł za wcześnie i musiał czekać, ale z tym nie było najmniejszego problemu. Przecież zawsze czekał i przyzwyczaił się do tego. W końcu można do wszystkiego się przyzwyczaić, prawda? Zaśmiał się cicho, słysząc jej głos. Tak, lubił ją, ale to nie było to, czego oczekiwał. Miał już swoje lata, więc chciał poznać te jedyną na wieki, ale to na pewno nie była Lilith. Mimo, że była naprawdę piękną dziewczyną, to nie było czuć żadnej magii, motylów w brzuchu, niczego. Kompletnie nic!
- Cześć – powiedział, kiedy usiadła obok niego i obdarzyła go delikatnym uśmiechem.
- Cześć skarbie – odpowiedziała.
I zapadła cisza. Przytłaczająca, dusząca i pozbywająca wszelkich złudzeń.
- Musimy porozmawiać – zaczęli oboje naraz i zaśmiali się dość sztucznie.
- Mów pierwsza – powiedział Tilli z lekkim uśmiechem. W końcu kobiecie się ustępuje.
- Z nami koniec – powiedziała patrząc mu w oczy z powagą.
- Dobra – powiedział blondyn wstając z ławki i przeciągając się.
- I to wszystko co masz do powiedzenia? Dobra? – warknęła, szturchając go palcem w klatkę.
- No tak. Sam chciałem ci to powiedzieć, ale mnie uprzedziłaś – powiedział spokojnie wzruszając ramionami. Nie lubił krzywdzić innych, ale nie widział innego wyboru. Zresztą w takim wypadku nie było mowy o zerwaniu, gdyż to ona wpierw powiedziała to na głos. Nie mogła go obwiniać.
- Jesteś okropny, bezduszny! – krzyczała.
- Przepraszam – mruknął jedynie.
Nałożył czapkę i powoli szedł w stronę domu. Na dworze powoli już ciemniało, w końcu wielkimi krokami zbliżała się zima, a z nią krótsze dni. Po drodze wstąpił do jednego z pubów na coś mocniejszego. Wypił kilka drinków, na wzmocnienie. Teraz dopiero poczuł, jak bardzo musiał skrzywdzić swoim zachowaniem Lilith. Wcale tego nie chciał, ale brał przykład w brata, który tak zazwyczaj postępował ze swoimi byłymi dziewczynami, zero uczuć i współczucia. Ale on był inny niż Tilli. Zamówił kolejnego drinka, ale po chwili namysłu zamówił całą butelkę wódki i kieliszek, by chociaż w ten sposób w miarę kulturalnie wypić. Usiadł przy jednym ze stolików i zaczął pić. Nawet nie pamiętał, kiedy wybrał numer brata i kazał mu przyjść. Kiedy Narel pojawił się w pubie, aż go zatkało. Jego młodszy braciszek, grzeczny, unikający alkoholu braciszek, właśnie pił i do tego miał przed sobą prawie pustą butelkę po wódce.
- A tobie co? – spytał, siadając naprzeciwko brata i zabierając mu butelkę.
- Zerwała ze mną – wybełkotał.
- Serio? A to nie ty miałeś zerwać z nią?
- Miałem, ale mnie uprzedziła. Starałem się być jak ty, ale ją skrzywdziłem – wyszlochał, a po jego policzkach popłynęły pierwsze łzy, zaraz zaczął śmiać się jak opętany, by ponownie wpaść w szloch.
Narel jedynie złapał się za głowę. Zapłacił rachunek chłopaka i siłą wyciągnął go z knajpy. Potem z ledwością wsadził go do taksówki i oboje pojechali do domu. W domu nie było lepiej. Od samego progu Tilli szarpał się jak opętany i nic do niego nie docierało. Wkurzony do granic możliwości szatyn, po prostu zostawił go na fotelu z salonie, z miską obok i butelką wody na stoliczku i poszedł spać. Następnego ranka zobaczył brata krzątającego się z wielkim kacem po kuchni.
- Nigdy więcej nie piję! To był błąd – wyszeptał, nie będąc w stanie nic więcej powiedzieć. Głośniejszy dźwięk powodował u niego tylko większy ból i zawroty głowy.
- Trzeba było pić? – zaśmiał się Narel, podając chłopakowi dwie małe tabletki. – To powinno postawić cię na nogi raz dwa.
- Narkotyki?
- Oszalałeś? Tabletki na kaca, wierz mi, pomagają.
- Fakt, osobie tak chlejącej jak ty, chyba mogę zaufać – uśmiechnął się lekko i połknął tabletki.
Potem usiedli na kanapie, właściwie to Narel siedział, a Tilli leżał na jego kolanach i przysypiał. Ktoś by mógł powiedzieć, że zachowując się jak małżeństwo, ale oni nigdy nawet nie byli parą. Nie jarały ich związki kazirodcze, chociaż od czasu do czasu całowali się. Nie takie zwykłe cmoki, ale naprawdę porządne całowanie.
- Narel – zaczął.
- Hmm?
- Może jednak skorzystamy z twojego pomysłu?
- Naprawdę chcesz? – spojrzał na małego, zaskoczony. Wcześniej się przecież tak zapierał.
- Tak, chcę.
Więcej nie trzeba było pytań. Wszystko było wiadome, zwłaszcza, że pomysł był już znany obu braciom, i jedynie trzeba było go zrealizować. Ale z tym musieli poczekać do weekendu, by móc się zabawić bezkarnie, a dzisiaj był dopiero wtorek. Jeszcze 3 dni pracy i można szaleć. Te dni minęły jak z bicza strzelił. Nawet się nie obejrzeli, a tutaj już w kalendarzu pojawiła się sobota, a z nią szansa na spełnienie szalonego pomysłu jednego z braci. Szykowali się oboje do wyjścia, właściwie jeśli można było to nazwać szykowaniem. Podsumowując ubrali się w miarę, by nie rzucać się w oczy, a jednak być zauważonym.
- Jesteś gotowy? – spytał Narel, poprawiając włosy.
- Tak.
- Jesteś pewien, że tego chcesz?
- Tak.
- Na pewno?
- Tak.
- Stresujesz się?
- Tak.
- Będę przy tobie, nic ci się nie stanie – pocałował młodszego w czółko i oboje wyszli z mieszkania, zamykając je za sobą.
Do AV mieli kawałek drogi, więc wyszli wcześniej. Byli tam już kilka razy za namową znajomych i Narelowi niezmiernie się podobało, co tam można było wyprawiać i dostawać, bo przecież nie ma nic za darmo. Imprezy w tym klubie były niezapomniane i pełne wrażeń. Czegoś takiego nie można było dostać w żadnym innym miejscu w mieście. To była po prostu najlepsza imprezowania! Ale nie było łatwo się tam dostać, trzeba było znać parę osób z tego środowiska, by wejść do środka. Narel był już znany pośród ludzi chodzących do klubu, więc nie miał problemu z wejściem, zwłaszcza, że przyprowadził ze sobą brata. Tilli był lekko przerażony całą tą sytuacją, ale raz się żyje, prawda? Najwyżej później będzie tego żałował do końca życia i będzie musiał to odpokutować.
- Narel! – krzyknął jeden z ochroniarzy, stojący przed wejściem, wyłapując go w tłumie.
- Cześć! Jak impreza? – spytał Narel, ciągnąc za sobą blondyna.
- Będzie grubo, naprawdę. Zresztą przekonacie się zaraz – powiedział i otworzył im drzwi.
Szatyn spojrzał na brata i ścisnął jego rękę mocniej, kiedy weszli. Właściwie z zewnątrz klub nie różnił się praktycznie niczym od reszty budynków, a raczej starych magazynów czy kamienic. Za to w środku powalał na kolana. Klub mieścił się na 3 piętrach, w sumie na 4, ale na 4 piętrze mieściły się pokoje, w razie jakby komuś się czegoś zachciało, czy zrobiło słabo. Oczywiście pokoje były wyciszone, by każdy mógł spokojnie odpocząć. Wszystkie sale były ozdobione w czarne, czerwone i srebrne elementy, które idealnie oddawały urok i klimat tego miejsca. Dużo świateł na głównych salach i mniej oświetlenia na tych bocznych, do tego jakieś kotary z koronki. Oczywiście pełno ludzi w środku, jednak nie było mowy o tym, by był jakiś ścisk. Każdy mógł się w spokoju pobawić i nie przeszkadzać innym imprezowiczom. Braci skierowali się na 2piętro, gdzie odnaleźli swoich znajomych. Szybko zaczęła się grubsza akcja, hektolitry piwa, wódki, papierosy, skręty i innego rodzaju używki. Jedynie Tilli, który miał dość alkoholu po poniedziałku i wtorkowym kacu, pił colę i czasami zdarzyło mu się zapalić papierosa i wziąć kilka machów skręta. A tak to po alkohol nawet nie sięgał, nie to co Narel, który pił właśnie kolejnego drinka. Jednak on miał mocny łeb, jak to się mówi, i nigdy nic go nie łapało. Nawet bardzo rzadko miewał kaca po grubych imprezach. Blondyn podszedł do baru, by zamówić sobie colę, jednak nie mógł się odezwać i był jakby ignorowany przez barmanów, którzy obsługiwali każdą osobę po jego lewej czy prawej stronie.
- Czy mogę.. – zaczął, jednak nie dane było mu skończyć, gdyż ktoś już wtrącił się w jego słowo, krzycząc swoje zamówienie.
- Co chcesz młody? – spytał młody mężczyzna stojący obok niego i również czekający na swoją kolej.
- Colę, tylko – powiedział Tilli i przyjrzał się mężczyźnie.
Był młody, to było widać na pierwszy rzut oka. Jednak na pewno był starszy od niego, dawał mu góra 25lat, chociaż po namyśle uznał, że to i tak za dużo. Mężczyzna miał brązowe włosy,  niesamowicie niebieskie oczy, atletyczna budowa ciała, mięśnie, które uwidocznione były przez obcisłą koszulkę i szczery uśmiech, którym właśnie obdarzył blondyna. Tilli zarumienił się obwicie i odwrócił głowę.
- Kenji – powiedział mężczyzna podając młodemu colę.
- Tilli. Dziękuję. Ile mam panu oddać? – spytał, kiedy odeszli kawałek od baru. Tutaj muzyka była ledwo słyszalna, więc doskonale było słychać każde słowo. Nie musieli się wydzierać, by coś usłyszeć.
- Nic, ja stawiam.
- Serio? Dziękuję.
- Nie masz za co, Tilli.
- Muszę iść, brat na mnie czeka. Dziękuję jeszcze raz – powiedział z lekkim uśmiechem.
Kenji odpowiedział również uśmiechem i klepnął małego w tyłek. Ten zarumienił się i speszony uciekł w stronę loży. Był zdecydowanie w jego typie, więc trzeba było się za niego zabrać, skoro już byli w AV, a tutaj można było robić wszystko.
Tilli niemal biegł do ich stolika z łopoczącym sercem w klatce. To było dziwne, ale pomyślał, że Kenji nadaje się do pomysłu bliźniaka. Był odpowiedni, pociągający, seksowny.
- Znalazłem – powiedział, kiedy uspokoił swój oddech i serce Tilli.
- Ale co? – spytał szatyn.
- No, kolesia dla nas.
- Serio? Gdzie?! Idziemy!
Narel chwycił brata za nadgarstek i pociągnął w stronę baru. Teraz dopiero miało się zacząć. Oboje mieli nadzieję, że ten mężczyzna zechce ich dwóch. Ale wcale nie było to powiedziane. Kenji dostrzegł blond czuprynę i pomachał do chłopca rękę. Tilli zobaczył to i pociągnął brata w stronę stolika, przy którym siedział SAM Kenji.
- Cześć. To mój brat, Narel – powiedział Tilli, wskazując na bliźniaka dłonią.
- Kenji.
- Narel.
Uścisnęli sobie rękę i zaczęła się rozmowa. Praktycznie o niczym zobowiązującym, luźne tematy, które można poruszać, kiedy osoby ledwo się znają, a nie chcą mieć między sobą ciszy. Bo to był zły znak w związku z ich znajomością. Więc rozmawiali pijąc co chwilę coś z małą zawartością alkoholu – poza blondynem, który nie dał się przekonać. Siedzieli tak rozmawiając, żartując z dobre 3 godziny.
- Idziemy na 4 piętro? – spytał Narel. Ten zawsze był bezpośredni.
Kenji trochę zaskoczony tym pytaniem, przez chwilę nie wiedział co powiedzieć. Miał wielką ochotę na tych dwóch młodzieniaszków, ale nie oczekiwał, że to stanie się dzisiaj. A skoro są tacy chętni, to czemu by nie. Przecież takiej propozycji to nikt by nie odrzucił. Podniósł się z miejsca i razem z bliźniakami poszli na górę. Dobrze, że właściciele byli przygotowani na takie wyskoki i mieli odpowiednią ilość pokoi, by każdy mógł się spełnić. Wzięli jeden z wolnych pokoi i już od zamknięcia drzwi się zaczęło. Kenji przyparł do drzwi blondyna i zaczął go namiętnie całować, nie ograniczał się do zbędnych czułości. Jedno kolano powędrowało między uda chłopaka i posuwało dość mocno jego członka przez materiał spodni i bielizny. Natomiast ręce z uwagą pieściły ciało szatyna, który zaczął dobierać się do spodni mężczyzny. Wiedzieli, ze to nie może był namiętny seks, a jedynie trójkącik, by cała trójka czuła się spełniona i może kiedyś, chciała taki eksces powtórzyć w niedalekiej przyszłości. Narel uklęknął między nimi i wyciągnął penisa mężczyzny ze spodni i od razu włożył go do ust, szybko poruszając głową. Przegryzał i zasysał samą główkę. Jedną ręką bawił się jądrami. Natomiast drugą ręką masował członka brata przez materiał. Kolano mężczyzny zniknęło stamtąd, więc miał wolną rękę do robienia takich rzeczy z własnym bratem. Miał większe doświadczenie w takich sprawach, niż młodszy brat, więc musiał pokazać młodemu co musi zrobić, by zadowolić swojego partnera. Dłuższą chwilę pieścili się wzajemnie, lecz to Kenji przerwał te figle. Odsunął się do blondyna i szatyna i usiadł na łóżku, spuszczając, a raczej zdejmując z siebie spodnie i bieliznę. Narel spojrzał na zaskoczonego i czerwonego jak pomidor brata, który ruszył jako pierwszy. Oboje uklęknęli i wpierw jeden z młodych mężczyzn brał penisa w usta, a drugi robił mu dobrze rękoma. Zmieniali się co chwile, by sprawić mężczyźnie jak najwięcej przyjemności. Bracia nawzajem również robili sobie dobrze ręką. Ta sytuacja ich podniecała i nakręcała coraz mocniej, więc wszystko szło w dobrym kierunku. Cała trójka pragnęła jednego w tym momencie – spełnienia. Po krótkiej chwili wszyscy osiągnęli spełnienie, brudząc się wzajemnie. Nie było czasu by odsapnąć, gdyż Kenji porwał na łóżko blondyna i odwrócił go na brzuch. Od razu zaczął stymulować jego odbyt, wsadzając wpierw jednego palca. Całował jego pośladki, natomiast jego brat w tym samym czasie zaczął zabawiać się ponownie penisem mężczyzny. Samemu co jakiś czas podszczypując sutki mężczyzny. Kiedy Kenji uznał, że młody gotowy, odsunął od siebie Narela i wszedł w młodszego, po same jądra za jednym pchnięciem. Zaczął posuwać go ostro, a głośne jęki blondyna jedynie go nakręcały. Teraz jedynie były zagłuszone, gdyż szatyn wsunął swojego penisa w ochoczo rozwarte usta brata, który sprawnie zabrał się do zabawy członkiem przy użyciu ust, języka i rąk. Mimo tego, że rozpierało go podniecenie, niesamowite podniecenie, którego nigdy wcześniej nie odczuwał, chciał więcej i więcej. Kiedy czuł, że zbliżał się koniec, sam zaczął się stymulować w rytm pchnięć mężczyzny. Wszystko działo się niesamowicie szybko, sprawnie i naprawdę wspaniale. Tyle orgazmów ile osiągnęli tej nocy, nikt nie był w stanie zliczyć. Wieczór, a w sumie noc, jak najbardziej udana. W całym pokoju roznosił się zapach nasienia, potu, jakiegoś prądu, który tylko nakręcał do kolejnych akcji. Nie skończyło się na jednej nocy, gdyż całą trójką spotykali się niemal co tydzień. Nie zawsze był to seks, czy łóżkowe figle, a spotkania po prostu na wspólne imprezowanie. Przelotna znajomość, która wciąż trwała.
***
- Mówiłem Ci, że nie będzie tak źle – mruknął Narel, kładąc się na łóżku.
- Mówiłeś – odpowiedział Tilli, poprawiając włosy i skupiając się bardziej na partyjkę szachów, którą aktualnie odbywał przez Internet.
- Bałeś się, prawda? – zaśmiał się starszy, a wybuchnął większym śmiechem, kiedy oberwał od brata poduszką.
Niby poszli do klubu tylko w jednym celu, ale tak naprawdę nie chcieli zrywać znajomości z mężczyzną, który był naprawdę fajnym i sympatycznym człowiekiem. Zyskiwał przy bliższym poznaniu, bo przecież nie można ciągle oceniać książki po okładce, prawda? Nikt nie żałował tego spotkania i niczego co się wówczas stało, czy zrodziło. Absolutnie nikt.

***
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że Wam się podobało, bo mnie nawet tak. Chociaż końcówka wyszła słaba, ale chyba nie jest AŻ tak najgorzej xP. Ale ocenę pozostawiam Wam, moi mili.
Notkę betowałam Ja, więc wybaczcie za błędy, jakie się pojawią.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.