30 paź 2019

Kości zostały rzucone - XIV.

Witam.
Wpadam z kolejną notką, która już zdecydowanie posiada oznaczenie 18+, także czytacie na własną odpowiedzialność.
Powoli wdrażam się w nową pracę i przyzwyczajam się do zmian po 12h. Z tego powodu pisanie idzie powoli, ponieważ dość rzadko siadam na komputerze. Jednak wciąż coś dopisuję.
Mam jeszcze pomysł na coś krótkiego, lekkiego i na święta, ale jak wyjdzie - wszystko się okaże z moją weną i chęcią pisania.
Dalej pozostajemy przy tym, że notka pojawia się raz w miesiącu.
Zapraszam do czytania.
*****
Chciałem więcej, chociaż nie spodziewałem się tego dostać. Moje podniecenie powoli, bardzo powoli zaczęło opadać. Przegrywałem ze swoim ciałem, które rozgrzane ocierało się od ciało Nao. Cieszyłem się, że już dawno pozbyliśmy się ciuchów, biorąc pod uwagę wszystko co do tej pory się stało. Starałem się normować oddech, ale kiedy patrzyłem na zadowoloną gębę mojego guru, jakoś niespecjalnie to wychodziło. Dzisiejszego ranka, waląc sobie pod prysznicem, nie przypuszczałem, że spotka mnie coś tak pięknego. Że osoba tak nieosiągalna, tak daleka, okaże się tak przyziemna i cudownie namacalna, że brakowało mnie tchu. Mój kutas powoli zaczynał domagać się uwagi, tak samo jak ja. Ocierające się o siebie dwa nagie ciała, wcale nie ułatwiały racjonalnemu myśleniu, którego powinienem się wyzbyć, a które, co jakiś czas, desperacko próbowało przejąć nade mną kontrolę. W tej chwili, racjonalność odeszła w niepamięć. Liczyło się tylko to, co tu i teraz; żadne potem i później nie było potrzebne. Wtuliłem się w niego lekko, opierając głowę na jego ramieniu, by móc w razie potrzeby szeptać mu do ucha. Ale zamiast mojego seksownego głosu, z ust padały tylko westchnienia i jęki. Dlaczego ten facet tak na mnie działał? To było aż niedorzeczne, by coś takiego się ze mną działo! Wcześniej żaden facet nie doprowadzał mnie na skraj, a ten właściwie niemal nic nie robiąc ze mną i moim ciałem, zrzucił mnie w przepaść bez zatrzymywania się na jej skraju. Jęknąłem przeciągle, kiedy poczułem jak jego palce zaczynają krążyć wokół mojego odbytu. Instynktownie wypchnąłem pośladki bardziej w jego stronę. Westchnąłem głośno, kiedy jeden palec zagłębił się w moim wnętrzu. Obezwładniające uczucie, którego  nie chciałem przerywać. Miałem ochotę krzyczeć, by brał mnie bez przygotowania i to teraz, już, natychmiast; bólem bym przejmował się później. Jednak zmemłałem tę niemą prośbę i nerwowo, coraz bardziej podniecony, oczekiwałem. Odsunąłem głowę i spojrzałem wprost w jego oczy, które wyrażały chęć przerżnięcia mnie. Podejrzewałem, że moje również mówiły tylko to, bo i co innego mogły? Z premedytacją zacząłem nabijać się na palec. Byłem zniecierpliwiony, a ta gnida patrzyła na mnie z lekkim uśmiechem i cholera wie na co czekała. Nie mogłem już dłużej czekać, zbyt długo to trwało i zdecydowanie za daleko poszło. Racjonalne myślenie odeszło w kąt i z tego byłem bardziej niż zadowolony. Dniem jutrzejszym będę się martwił później, teraz byłem już wyraźnie poirytowany. Pragnąłem więcej i z niemałą radością przyjąłem i doświadczyłem satysfakcji, kiedy wsunął we mnie dwa kolejne palce. Przegryzłem wargę. Trochę doskwierało, ale cholera nie patyczkował się. Sam przecież chciałem, by brał mnie bez przygotowania i mógł bym tego żałować. Wiedziałem, że jeśli nie zajmie się też moim chujem, to dojdę od samego dobierania mi się do zada! O nie, na to sobie nie pozwolę. Spojrzałem mu w oczy i ręką chwyciłem jego penisa, od razu mocno pocierając. Właściwie to ja mogłem poczekać, bo wiedziałem doskonale do czego to zmierza. Ale nie chciałem tylko czerpać z tego doznania, więc łaskawie mogłem zająć się też nim. Nie chciałem porównywać go do poprzedników – nie było ich wielu, żeby nie było, że jakaś dupodajka jestem! – ale zdecydowanie był na wyższym poziomie. Wiedziałem to odkąd go poznałem osobiście, bo przecież internetowo wiedziałem, że jest zajebisty. Jego bratu też nic nie brakowało, ale Nao to był Nao. Brata zostawiam dla Nico, który wpadł po uszy, jak zakochany szczeniak. Moje myśli zaczynały odpływać w nie tym kierunku, którego oczekiwałem. Nachyliłem się nad chłopakiem i polizałem lekko jego wargi końcówką języka. Zadrżał. Ha, Aki punkt dla Ciebie, brawo. Chwyciłem zębami dolną wargę, mocniej pieszcząc penisa. Zmrużył oczy i wzdychał ciężko. Zaśmiałem się cicho, co było dość trudne dalej mając jego wargę między zębami. Zawsze bawiło mnie to, jak facet wstrzymywał swoje jęki, westchnienia czy krzyki podczas stosunku. W końcu musiał być macho. O nie, Nao, dzisiaj będziesz krzyczał i ja Ci to zagwarantuję. Spojrzałem na niego i pocałował, wsuwając język pomiędzy jego rozchylone wargi. Byłem spragniony i dokładnie wiedziałem, że on też. Jego penis rósł mi w ręce i czułem jak sperma po nim ścieka, ułatwiając mi tylko szybsze ruchy. Dobry poślizg, nie ma co. On poruszał palcami w moim tyłku, zginając je i drażniąc ścianki. Drżałem i nabijałem się na nie jeszcze mocniej. Pocałunek był mocny i powoli brakowało mi tchu. W takich chwilach, często zapominałem oddychać nosem, więc raptownie oderwałem się od jego ust prostując się, a tym samym mocniej pochłaniając jego palce. Jęknąłem i pisnąłem, a moje ciało zaczęło coraz bardziej drżeć. Orgazm był blisko, cholernie blisko, a on mnie nawet nie przeruchał.
- Nao…. Nao, proszę – wychrypiałem, kiedy pochyliłem się nad jego uchem.
- O co? – spytał, jakby nie rozumiał. A to Ci gnida jedna!
- Proszę, przeruchaj mnie już, bo nie wytrzymam – głos mi się załamał i byłem bliski płaczu.
Nao pocałował mnie krótko i szybko wyciągając palce, przewracając mnie na plecy. Obserwowałem każdy jego ruch zniecierpliwiony do granic wytrzymałości. Sam jego widok, przyprawiał mnie o dreszcze i szybsze bicie serca. Dlaczego musiał istnieć, ktoś tak idealnie zrobiony? Za to powinni karać, bez dwóch zdań! Chłopak rozłożył moje nogi na boki i przysunął się bliżej mnie. Ah, już za chwilę we mnie wejdzie.
- Szybko – wyszeptałem, zaciskając dłonie w pięści. Na podłodze było mi średnio wygodnie, ale w tej chwili, wszystko zeszło na dalszy plan.
Nao uśmiechnął się jedynie i płynny, mocnym ruchem wszedł we mnie do samego końca. Na tyłku czułem jego jaja, co tylko mnie uświadomiło, że tak właśnie było. Rozepchał się w środku. Kiedy we mnie wszedł, krzyknąłem i dłonie mocniej zacisnąłem w pięści. Byłem pewien, że rozciąłem skórę paznokciami, ale ciul z nimi. To obezwładniające uczucie rozeszło się po moim ciele w zastraszająco szybkim tempie. Nao nie dał mi nawet chwili, by się przyzwyczaić i od razu zaczął się poruszać. Wpierw powoli, jakby testował na ile mógł sobie pozwolić, by z każdym kolejnym pchnięciem robić to bardziej agresywnie. Krzyczałem i jęczałem, ale on też jęczał, choć nie tak głośno jak ja. Jego ruchy były precyzyjne i trafiały dokładnie tam, gdzie sobie zaplanował. Moja prostata doskonale to odczuwała raz za razem. Nie byłem w stanie utrzymać rąk przy sobie, więc drapałem go po plecach, potęgując też i jego doznania. Orgazm zbliżał się wielkimi krokami i tego byłem pewien. Ile w końcu zwykły człowiek może wytrzymać zapychania i cudownej rozkoszy rozchodzącej się po całym ciele? Podejrzewam, że nie długo.
- Zaraz…. – zacząłem, ale nie dane było mi skończyć.
Guru raptownie się zatrzymał, objął mnie mocno i przekręcił się tak szybko, że ledwo zdążyłem to zarejestrować. Nie było to pewnie łatwe, ale jakimś cudem dał radę. Magia, czy co?! Teraz to on leżał plecami na podłodze, spocony i zarumieniony, z rozwartymi ustami. Ah, cudowny widok. Wyryłem go sobie w pamięci z niemałym namaszczeniem. Ja siedziałem na jego biodrach, z penisem w dupie i sam mogłem nadawać tempo naszemu seksu. Takich rzeczy nie robiłem codziennie i trzeba było wykorzystać okazję, by jakoś się sprawdzić. Zacząłem powoli unosić biodra w górę, by raptownie je opuszczać. Zgryzłem wargę i przymknąłem powieki. Moja mina musiała być cudowna, bo nawet Nao przegryzał wargę. A może to dlatego, że podobało mu się to co widział? Wiedziałem, że to mogła być moja jedyna szansa na doprowadzenie go do głośnych jęków, w końcu to ja miałem całą kontrolę. Chyba nie wiedział co go czeka, biedaczek. Poruszałem się powoli, z czasem przyspieszając. Moje ciało drżało z każdą chwilą coraz bardziej, a moje ruchy były mnie skoordynowane niż na początku. Ale Nao się podobało, widziałem to w jego oczach. On też był bliski spełnienia. Jeszcze tylko kilka ruchów, kilka mocniejszych pchnięć i obaj osiągnęliśmy orgazm. Głośny orgazm, nie da się ukryć. Nasze ciała drżały, oddech przyspieszony, gęby czerwone, w powietrzu unoszący się zapach seksu i spermy. Opadłem na niego i pocałowałem w ramię. Nie chciałem, by jeszcze ze mnie wychodziło. Lubiłem to uczucie wypełnienia i chciałem zatrzymać je jak najdłużej się tylko dało. Patrzyliśmy sobie w oczy i wiedzieliśmy, że na tych dwóch orgazmach do tej pory, na pewno się nie skończy. Uśmiechnąłem się i pocałowałem go lekko w nos. Zapowiadała się cudowna noc.
*****
I to byłoby na tyle.
Kolejna notka pod koniec listopada, raczej nie szybciej.
Notka nie sprawdzana - standardowo.
Jeszcze trochę, a dostanę świra z tą klawiaturą! Chyba powoli czas myśleć o nowym laptopie.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.

30 wrz 2019

Kości zostały rzucone - XIII.

Witam.
Notka pojawia się jeszcze we wrześniu (zdążyłam, yeah!), tak jak było zaplanowane. 
Zgodnie z planem miałam pisać podczas urlopu, ale jakoś nie pykło - wena kapryśna, chociaż co nieco się udało z niej wykrzesać, nie mówię, że totalna lipa wyszła - bo złożyły się na to dwa czynniki. Pierwszym jest oczywiście kapryśna wena, a drugim bardzo ważnym jest zmiana pracy, co wiązało się z również z paroma rzeczami do ogarnięcia w życiu prywatnym, jak i zawodowym. 
Nie znaczy to wcale, że nie będę pisać, jednak przez jakiś czas notki będą dodawane RAZ w miesiącu.
Koniec gderania, zapraszam do czytania - notka 18+.
*****

Jadłem pizzę i przestałem myśleć. Jedzenie to był mój nałóg, który aktualnie w tej chwili, pomagał mi skupić myśli na czym innym. Chociaż słowa Nao brzęczały mi w głowie. Nie chciałem kończyć tylko na żarciu czy pocałunku. Chciałem seksu i podejrzewałem, że on też. A przynajmniej taką miałem nadzieję. Wychodzę w tej chwili na puszczalskiego, ale mam to gdzieś. Robię co chce i nikomu nic do tego. Zawsze miałem takie zdanie, by nie przejmować się innymi. W tej chwili liczyło się tylko to, co mogliśmy robić. Dalej bym chętnie pograł, jednak moje hormony buzowały, a penis zdecydowanie nie chciał opaść, choć tak bardzo się starałem. Nawet mój przyjaciel, nie zdawał sobie sprawy z mojego seksoholizmu. Bo i po co? A nawet jeśli, to Nico nie miałby nic przeciwko. W końcu to moja sprawa, a on jak przystało na najlepszego przyjaciela, będzie mnie wspierał. Nawet chronił moją dupę przed ojcem, który czasem był nie do zniesienia. Na samą myśl o ojcu, odsunąłem ostatni kawałek pizzy od ust. Jakoś żarcie podeszło mi do gardła. Brawo Aki, wiesz jak sobie obrzydzić nawet jedzenie, będąc w towarzystwie takiego ciacha. Moja głupota nie zna granic, i tego jak niczego na świecie, byłem pewien.
- Co? – spytałem chłopaka, który świdrował mnie wzrokiem. Nie żeby to nie było miłe, ale przyprawiało mnie o gęsią skórkę. Cholernie dziwne uczucie. Czy on gapił się na mnie, jak na zwierzynę?
- Nic, patrzę – odpowiedział, głaszcząc mój policzek.
BUM! BUM! BUM!
Cholera, że co? Jakie znowu bum, bum? Dlaczego bum, bum? Nie powinno pojawić się żadne cholerne bum, bum! Tego się nie spodziewałem i pewnie miałem głupią minę, bo mój towarzysz, parsknął śmiechem (prawie mnie opluł, ale w sumie już ślinę wymienialiśmy, wiec jakby…no problem, chyba). Moje przemyślenia nie powinny iść w taką stronę. Żadnego, cholernego bum, bum nie było. To omam słuchowy i sercowy. Za długo przebywałem z moim guru i w tej sytuacji, chciałem brać nogi za pas. Już powoli zacząłem wymyślać niestworzone historie, by się wyrwać, ale wszystkie był tak absurdalne, że nie przechodziły mi nawet przez usta. Byłem w amoku, dopóki jego usta nie spoczęły na moich. Wtedy, każde bum, bum i inne moje myślowe gówna, odeszły daleko w zapomnienie. Trzeźwo, wrzuciłem resztę pizzy do pudełka i przyciągnąłem chłopaka do siebie mocniej, pogłębiając nasz pocałunek. Wszystko przestało się liczyć, i to było najważniejsze. Obezwładniające podniecenie, które wirowało między nami, mogłem niemal zobaczyć i wyczuć. Siedzieliśmy na podłodze, więc on dość nerwowo pchnął mnie. Miałem nieodparte wrażenie, że w tej sytuacji, zależało nam jedynie na zaspokojeniu swoich przyjemności. To było najważniejsze. W końcu liczył się tylko seks. I właściwie nic poza tym, tylko dlaczego gdzieś z tyłu mojej głowy zaczęła kiełkować jakaś dziwna myśl? Matko, chroń mnie, bo zwariuje. Zacisnąłem powieki, by całkowicie skupić się na pocałunku. Czułem, jak dłonie Nao łapczywie wsuwają się pod moją koszulkę. Odepchnąłem go od siebie raptownie, łapiąc powietrze. Twarz mnie paliła. Patrzył na mnie zaskoczony, choć w sumie to mu się nawet nie dziwiłem.
- Rozbieraj się – wychrypiałem cicho i drżącymi dłońmi zacząłem zdejmować koszulkę, a zaraz po niej spodnie. Alleluja!
Nao uśmiechnął się lekko i wziął ze mnie przykład. Szybko uporaliśmy się z ciuchami. Nie chciałem ich uszkodzić, więc zdecydowałem by samemu się rozebrać. Byliśmy zbyt rozochoceni, by dbać o coś tak trywialnego, jak ubranie. Moje trzeźwe myślenie potrafiło mnie zaskoczyć. Ciężko bym się potem musiał tłumaczyć, przede wszystkim przed Nico, dlaczego szwendam się w podartych ciuchach, jak menel. Tego wolałem sobie oszczędzić i ładnie wrócić w niemal nienaruszonym stanie. Dłonie mi drżały, więc spuściłem wzrok. Ciężko było mi się skupić na czymkolwiek, choć bardzo chciałem. Moje myśli zbyt wybiegały w przyszłość, kiedy to mój guru brał mnie na podłodze i w każdym innym miejscu, nie tylko w tym pokoju. W tej chwili uświadomiłem sobie, że właśnie tego chce. Pewnie więcej go nie spotkam (co będzie trudne, jak Nico spiknie się z jego bratem… ale miną wieki nim to się stanie, także…), więc mogłem pozwolić sobie zaszaleć. Nie byłem raczej zwolennikiem jednorazówek, chociaż nikt nie mówił, że tak będzie. Podniosłem wzrok i zaparło mi dech. Przede mną siedziało uosobienie chyba moich wszystkich ideałów, i do tego w samych bokserkach! Pomocy, zwariuję! Wyryłem sobie ten obraz w pamięci, tego byłem pewien. Na kolanach podszedłem do niego i pocałowałem, a ręce same wiedziały już co dalej robić – wsunęły się pod materiał i od razu skierowały do penisa, tak pragnącego mojej uwagi. Nao zamruczał cicho w moje usta, i wiedziałem, że jest mój. Faceta tak łatwo okiełznać, jego własną bronią – kutas to jednak potężne narzędzie. Zmrużyłem oczy i pchnąłem go na podłogę, mógł się podeprzeć na przedramionach albo rozpłaszczyć się na podłodze, to akurat jedno co należało do jego decyzji. Chciałem sprawić, by zapomniał o całym świecie i na tym dokładnie mi zależało. Uśmiechnąłem się lekko i patrząc wciąż zmrużonymi oczyma wprost w jego oczy, zsunąłem napletek i włożyłem samą żołądź do ust drażniąc ją lekko językiem. Miałem ochotę się z nim trochę podroczyć, nim dostanę to czego oboje pragniemy. Dłonią, mocno chwyciłem trzon i zacząłem rytmicznie, choć dość powoli nią poruszać. Penis rósł w wyniku erekcji, co mnie radowało, nie będę tego ukrywał, bo tak było. Czułem jego ponaglający wzrok na sobie, więc wziąłem członka do ust całego. Brałem go tak głęboko, że w pewnym momencie ledwo zapanowałem nad odruchem wymiotnym. Przecież nie mogłem się zbłaźnić! Nao przegryzał wargę, wzdychał i jęczał. Na języku czułem słony posmak jego nasienia, więc przyspieszyłem ruchy głową, jednak nie biorąc go tak głęboko jak wcześniej. Dłonią chwyciłem jądra, zaczynając je masować i ściskać. W pewnym momencie poczułem na głowie jego rękę i wiedziałem co się święci. Po chwili sam nadawał rytm mojej głowie ściskając mocno moje włosy. Wolną ręką zsunąłem swoją bieliznę i zacząłem się masturbować. Nie chciałem w końcu dojść od sprawiania mu jedynie przyjemności, w końcu mój fiut też był ważny! Wiedziałem, że wszystko zmierza ku kulminacji. Waliłem sobie mocno i szybko, niemal boleśnie, byle uśmierzyć choć trochę to rozpalone ognisko w ciele. Moja głowa przyspieszyła, biorąc go głębiej, mocniej masując jądra i swojego fiuta. Doszedł. Słony smak zalał mojego gardło, a z oczu popłynęły mi łzy. Cholera wie dlaczego. Kilka szybszych ruchów dłonią i również moim ciałem wstrząsnął dreszcz. Odsunąłem się od niego, przełykając sporą część słonego nasienia, resztę wyplułem – było tego naprawdę dużo, no. Spojrzałem w stronę swojego krocza. No cóż, podłoga była ufajdana, ale uśmiechnąłem się lekko. W jednej sekundzie później znalazłem się na podłodze, przygnieciony ciężarem ciała mojego guru. Patrzyłem na niego przerażony i zaskoczony, jednak podniecony do granic możliwości. Targało mną wiele sprzecznych uczuć. Nie chciałem tego przerywać, ale w jego oczach nie dostrzegłem żadnej chęci zaprzestania naszej zabawy, a wręcz przeciwnie. Nao chwycił delikatnie za moją rękę ubrudzoną spermą i uniósł ją do swoich ust. Spaliłem cholernego buraka, kiedy językiem przesuwał po mojej dłoni. Byłem pewien, że zaraz zejdę z tego świata. A on nie przestawał, lizał dokładnie każdy palec i zlizywał wszystko, co tam zostało. Nie wiedziałem, czy jestem bardziej zawstydzony i podniecony, czy przerażony i podniecony, a może wszystko naraz. Moi wcześniejsi jedno nocni kochankowie, rzadko sprawiali nam obu przyjemność. Teraz było całkiem odwrotnie i nie wiedziałem, jak zareagować. Poziom zawstydzenia osiągnął maksimum. Zasłoniłem wolną ręką twarz, by choć trochę ukryć to co buchało żywym ogniem, na mojej gębie.
- Błagam… - wychrypiałem. – Niech się skończy ta tortura.
Poczułem krótki pocałunek na ustach. Łapczywie przyciągnąłem chłopaka do siebie, by moc oddać mu choć trochę mojego zażenowania i podniecenia. On natomiast zabrał rękę z mojej twarzy i oparł swoje czoło o moje, kiedy nasz pocałunek się skończył.
- Dopiero się zaczyna – powiedział, uśmiechając się łobuzersko i jakoś ta drapieżnie.
Matko, w co ja się wpakowałem. Ale chciałem więcej, i więcej.

*****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że Wam się spodobało, bo jak się przeczytało, to wiadomo, że pojawiły się sceny stosunku (powiedzmy) - dawno nie pisane, ale chyba nie wyszło najgorzej.
Notka nie sprawdzana - standardowo. 
Kolejna notka pojawi się pod koniec października. Trzeba coś dopisać do historii, bo póki co leży i kwiczy.
Niech Yaoi będzie z Wami xD

31 lip 2019

Kości zostały rzucone - XII.

Witam.
Wpadam z nową notką. Miała być trochę wcześniej, ale na szczęście, wyrobiłam się w lipcu, w ostatni dzień lipca ściślej rzecz ujmując.
Z dalszą częścią brnę powoli do przodu, bardzo powoli bym powiedziała. Nie będę oszukiwać, bo podczas wakacji mój czas jest dość mocno ograniczony, głównie przez pracę i nadgodziny z nią związane. Ale szykuje się urlop, więc na pewno coś się napisze.
Dzisiejsza notka jest pisana całkowicie z innej strony, na główny plan wchodzą dwie postacie drugoplanowe - taki był plan, by ich również trochę przedstawić. Więc bez zaskoczenia, że coś innego. Mam nadzieję, że się spodoba. 
Zapraszam do czytania.
*****

Patrzyłem, jak mój przyjaciel razem ze swoją miłością wychodzą z lokalu. Dawno nie widziałem Nico w takim stanie euforii, jak teraz. Zwłaszcza po załamaniu z powodu pijackiej wiadomości, do której się przyczyniłem. No cóż. Nie wiedziałem jednak, że to wino z Biedronki tak pogrąży mojego przyjaciela, że serio weźmie do serca sobie moje słowa i wyzna mu miłość przez smsa. Zaśmiałem się cicho, co nie uszło uwadze mojego towarzysza.
- Co Cię tak śmieszy? – spytał wyraźnie zainteresowany.
- A przypomniałem sobie coś, nie ważne.
Machnąłem ręką i zacząłem zjadać swoją pizzę. Byłem głodny, ale też nie chciałem by Nao o coś dopytywał. Obserwowałem go mniej lub bardziej dyskretnie i nie mogłem uwierzyć, że spełniają się moje marzenia o spotkaniu go na żywo. Nie spodziewałem się, że wyjście na targi zakończy się właśnie w ten sposób. Tak naprawdę, to chciałem go tylko zobaczyć z bliska i zrobić jakieś pamiątkowe zdjęcia, by móc później rozpamiętywać ten dzień ciągle na nowo. Już nie raz byłem w tym budynku, więc doskonale wiedziałem, gdzie się poruszać, by ewentualnie go spotkać. Nico mi towarzyszył, bo nie miał innego wyjścia, nie przyjąłbym odmowy. A potem się stało! Normalnie się stało, to o czym marzyłem tak skrycie – Nao we własnej osobie. Cudowne przeżycie, a dodatkowo to, że teraz właśnie jesteśmy we dwójkę i żremy pizzę tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że to dzieje się naprawdę. Wyjąłem telefon, przyciągnąłem zaskoczonego chłopaka do siebie i zrobiłem nam zdjęcie.
- Tak! – mruknąłem z radością, chociaż chciałem krzyczeć.
- No, tego się nie spodziewałem – mruknął Nao zerkając na mój telefon.
- Teraz nikt mi nie powie, że nie jedliśmy razem i że sobie coś wymyśliłem. Mam namacalny dowód.
Wymachiwałem telefonem z coraz większym uśmiechem. Mało obchodzili mnie ludzie, których tak naprawdę już tu nie było – byliśmy sami w lokalu, więc dla mnie i mojej ekscytacji nawet lepiej. Nao zabrał mi telefon z ręki i tego co stało się chwilę później, nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić. Spojrzał mi w oczy i bez wahania mnie pocałował, od razu wsuwając swój język między moje wargi. Wow, tego się nie spodziewałem, więc znieruchomiałem jak kołek, a on sobie poczyniał, pstrykając przy okazji kilka zdjęć. W to, to mi nikt nie uwierzy! Brakło mi tlenu i całkowicie zapomniałem, że powinienem oddychać przez nos. Odepchnąłem go gwałtownie od razu łapiąc oddech i zakrywając usta dłonią. Nie miałem nic przeciwko, chciałem w sumie więcej. Ale w tej chwili byłem zbyt podniecony, by coś z siebie wykrzesać.
- Teraz masz lepsze zdjęcia jako dowód, Aki – powiedział z uśmiechem, wracając do swojej pizzy.
- Nie da się ukryć – powiedziałem z uśmiechem i również wróciłem do jedzenia.
Miejsca w spodniach powoli zaczęło brakować, rumieniec miałem na policzkach bo piekły mnie niemiłosiernie, więc bezwiednie zacząłem się wiercić, by jakoś sobie ulżyć. Ten pocałunek wywarł na mnie niespotykane dotąd wrażenie, że naprawdę potrzebowałem dłuższej chwili, by dojść do siebie. Cholera, nie dobrze, nie jest dobrze. Nie spodziewałem się takich akcji z jego strony.
- Może pójdziemy do mnie, co? Mam kilka nowych gier, których nie ma na rynku jeszcze. Razem byśmy je wypróbowali – powiedział po chwili, patrząc w moją stronę.
- Tak! – krzyknąłem, wpychając ostatni kawałek pizzy do ust. – Możemy iść, już, teraz.
Perspektywa grania u Nao w domu podobała mi się dużo bardziej, niż siedzenie tutaj i rozmawianie. Nie żebym miał coś do konwersacji, ale skoro można było grać w coś nowego z nim, nie widziałem podstaw do marnotrawienia czasu. Chłopak spojrzał na mnie i zaśmiał się, ewidentnie z mojego pośpiechu, jednak sam zaczął się szykować do wyjścia. Uregulował rachunek i zamówił taksówkę. Oczywiście obiecałem, że połowę kasy mu oddam. Kiedy dotarliśmy do jego domu, trochę odjęło mi mowę. Nie spodziewałem się takiej willi, która niejako równała się trochę z moim domem, chociaż raczej nie był tak okazały. Teraz to bym powiedział, że moja chata to chowa się przy jego. No cóż, bogacze tak czasem mają. Nie ukrywam faktu, że mam więcej kasy niż przeciętny Kowalski, ale widzę że i Nao się z tym nie kryję. Bez zbędnego gadania od razu udaliśmy się do jego pokoju. Miałem ochotę paść na kolana i całować wszystko, co tylko napotkam na swojej drodze. Komputery, szafki uginające się niemalże od gier, wszelkie zdobycze technologiczne ułatwiające i angażujące w grę. Dosłownie wszystko tutaj było i sprawiało mnie w totalny zachwyt. Latałem po pokoju, jak ze sraczką i przeglądałem wszystko na swojej drodze, mając całkowicie w nosie to, że właścicielowi mogłoby to przeszkadzać. Chwilowo Nao zszedł na dalszy plan. Przy takim widoku, to nawet i mój guru może odejść w zapomnienie. Spojrzałem na niego, kiedy odchrząknął.
- Przepraszam – wybełkotałem z uśmiechem. – Trochę mnie poniosło, ale Twój pokój to spełnienie marzeń. Nawet ja nie mam takiej kolekcji, chociaż nie jest jakaś uboga.
- Nic się nie stało. To co, chcesz zagrać?
Pokiwałem energicznie głową i nim zaczęliśmy grać, zadzwoniłem do Nico. Spodziewałem się tego, że mogłem nie wrócić do rana do domu. A nie chciałem znowu mieć pogadanki o swoim nieodpowiedzialnym zachowaniu. Byłem dorosły i takie gderanie już całkowicie na mnie nie działało. Po prostu pogada, pogada i skończy. Ale Nico musiał wiedzieć, gdzie jestem, by móc wcisnąć wała mojemu ojcu. Olałem sprawę z poinformowaniem go o swojej nocnej nieobecności w domu. Im mniej wie, tym lepiej śpi, czy jakoś tak. Kiedy zaczęliśmy grać, świat przestał całkowicie się liczyć. Nie interesował mnie kompletnie nic, tylko gra, w którą aktualnie naparzałem. A granie z Nao to była czysta przyjemność, bo on dokładnie wiedział co robić, gdzie iść i kiedy nawalać w przeciwnika, by poległ z kretesem. Na pewno grał już wcześniej, ale ja jarałem się tym wszystkim jak mrówka okresem. Nawet nie przesadzam. Kiedy kolejna partia dobiegła końca, mój brzuch dosadnie dał znać o sobie. Pizza już zdążyła dawno się przetrawić i teraz domagałem się no cóż, żarcia. Byłem cholernie głodny. Zerknąłem na chłopaka i uśmiechnąłem się nieśmiało.
- Głodny jestem. Zamówimy jakieś żarcie?
Zgodził się, ale właściwie jego zdanie miałem w poważaniu. Szybko wykręciłem numer ulubionej pizzerii i tak dla odmiany, zamówiłem znów pizzę. Podałem adres i cóż, atmosfera trochę zgęstniała. Ten młody mężczyzna, którego mało dyskretnie obserwowałem, działał niesamowicie na moje zmysły. Rozpalał je do czerwoności. Nie raz i nie dwa sobie trzepałem wyobrażając sobie wszystkie sprośne rzeczy, które moglibyśmy wspólnie zrobić w łóżku i wszędzie poza nim. Działał na mnie, jak żaden inny do tej pory. Nie byłem już prawiczkiem i od tego czasu umawiałem się na seks. Jednorazowe spotkania bardzo mnie satysfakcjonowały, bez zbędnych obietnic, gadania, spełnienie swoich potrzeb i zachcianek, i koniec. Nie spotykałem się tylko z kobietami, ale również z mężczyznami, chociaż z płcią piękną, zdecydowanie rzadziej. A jak pochłonęły mnie gry, to o seksie zapominałem całkowicie. Nie był mi wtedy potrzebny do niczego. Może dlatego właśnie moja wyobraźnia i penis, szedł właśnie w tę stronę – potrzebował bliskości i zajęcia się nim, i mną, porządnie. Ale niczego takiego mu nie powiem, nie chciałem być aż tak nachalny. Wystarczyła mi jego obecność, chociaż po tym pocałunku w lokalu, tak naprawdę chciałem go zaciągnąć do kibla by uprawiać dziki seks. Ale chyba na to trochę za wcześnie, chociaż w sumie nic nie stałoby na przeszkodzie. Ewentualnie dostałbym w ryj i tyle.  Oho, się znów zapędziłem, bo mój penis stał już niemal na baczność i cholernie uwierał. Spojrzałem na swoje krocze i cóż, nie dałoby się tego nie zauważyć – miałem obcisłe spodnie, więc się odznaczał. Że też akurat dzisiaj zachciało mi się wyglądać jak człowiek. Brawo Aki. Podniosłem spojrzenie i nasze oczy się spotkały. Obaj płonęliśmy i seksualne napięcie było wyczuwalne między nami. Nachyliłem się w jego stronę i pocałowałem go, wsuwając język między jego wargi. Nasze języki walczyły o dominację niemal do samego końca. Nao przysunął moją głowę bliżej, jeszcze bardziej pogłębiając pocałunek, a mnie świat zawirował. Zaczynałem tracić poczucie rzeczywistości i dopiero dzwonek wyrwał nas z tego letargu. Kurwa! Odsunęliśmy się od siebie niechętnie. Spojrzałem na niego lekko, a on delikatnie pogładził mój policzek. Wstając, nachylił się nade mną i wyszeptał mi wprost do ucha:
- Na tym się nie skończy.
Świat się zatrzymał, a ja przełknąłem ślinę. Nie mogłem doczekać się jego powrotu. Wracaj cholero z tą pizzą już!

*****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że Wam się spodobała nowa para. Będą nieść swoją historię, przeplatającą się z główną parą. 
Notka nie sprawdzana - standardowo. 
Kolejna notka pojawi się najprawdopodobniej we wrześniu. Podczas urlopu zamierzam trochę dopisać, więc trzymajcie kciuki, co by coś z tego wyszło.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.

23 cze 2019

Kości zostały rzucone - XI.

Cześć!
Żyję i mam się dobrze - przynajmniej tak mi się wydaję.
Zawaliłam terminy, ale chcąc nie chcąc tak bardzo wciągnął mnie serial, że codziennie oglądałam po kilka odcinków. Zaniedbałam przy okazji tą historię na maksa! Mam jeszcze coś w zanadrzu, ale niestety nie jest tego za wiele. Serial się skończył, więc odstresowaniem po pracy, będzie pisanie. 
Od razu mówię, że następna notka pojawi się dopiero pod koniec lipca. Chcę trochę notek dopisać, by mieć coś więcej, by znów regularnie wrzucać. Ale to trzeba się zebrać, by przed urlopem mieć coś więcej. A zacznie się dziać, przynajmniej tak myślę.
Dość smęcenia, zapraszam do czytania.
*****

Jego ciepła dłoń w której ściskał moją, doprowadzała mnie na skraj rozpaczy. Cieszyłem się, że zostaniemy we dwójkę, jednak po tym cholernym ‘ok’ nie wiedziałem na czym stoję. I w tej chwili, było mi to całkowicie obojętne. Odpłynąłem myślami i konsekwencjami swojego zachowania. Cieszyłem się chwilą, modląc się w duchu, by trwała jak najdłużej się da. Aki i Nao przestali mnie interesować, bo obiekt mojej miłości parł przed siebie zdecydowanie. Rozpływałem się pod jego ciepłem i cholera, czułem, że moja dłoń zaczyna się pocić. Taki nerwowy ruch, zwłaszcza, że mimo później pory, na ulicach było całkiem sporo ludzi. Nie przywykłem do bycia w centrum uwagi, i denerwowało mnie to coraz bardziej. Skuliłem się nieco, chcąc jeszcze chwilę napawać się tym wszystkim. Ten młody mężczyzna mnie obezwładniał, a tak naprawdę nic przecież nie robił, tylko szedł przede mną. A wyglądał cudownie, po prostu. Laska w mojej głowie znów się odezwała, aż skrzywiłem się lekko.
- Masz ochotę na lody? – spytał, odwracając głowę w moją stronę, jednak uparcie szedł dalej.
Cóż, sens jego słów odebrałem dwuznacznie. Mój mózg zaczął pracować na pełnych obrotach, choć zdecydowanie nie powinien podsyłać mi takich wizji, jakie właśnie miałem. Ale mogłem się usprawiedliwiać, bo przecież byłem młody i moje ciało samo, całkowicie poza kontrolą, wyprawiało to co wyprawiało.
- W sumie, to chętnie. Ale ogólnie to jestem głodny, więc możemy skoczyć coś zjeść. Pasuje?
Uśmiechnął się, a mnie zmiękły kolana. Naprawdę to było niepojęte. Mimo niejakiego odrzucenia i prób odkochania się, w dalszym ciągu los jakby podstępnie się uparł i stawiał Kazumę na mojej drodze. I za cholerę nie wiedziałem, za jakie grzechy mi to robi! Serio, przykro mi, jeśli w poprzednim życiu byłem złoczyńcą czy coś, ale możesz już losie sobie darować. I tak miałem wielki problem z zachowaniem, a dodatkowo obecność Kanta wcale nie ułatwiała mi racjonalnego myślenia. Bo przecież powinienem zgarnąć Akiego, grzecznie zeżreć te cholerną pizzę, ładnie podziękować i no, dać dyla. Jednak było jak było i właśnie siedziałem naprzeciwko niego w jakimś barze mlecznym przeglądając kartę z typowym obiadowym żarciem. Tego chyba było mi trzeba, bo naprawdę poczułem niesamowity apetyt.
- Wezmę pierogi, a Ty? – spytał, odkładając kartę na bok i spoglądając na mnie, lekko przymykając oczy. Boże! Za co cierpię takie katusze?! Zrobiło mi się gorąco, naprawdę gorąco.
- To samo – odparłem machinalnie.
Powoli, bardzo powoli myślenie wracało, chociaż nie tak szybko, jakbym tego chciał. Ale w sumie, skoro już cierpię, to zawsze można pogrążyć się dalej. Skoro to jednostronne uczucie, to muszę zrobić wszystko, by zapomniał o smsie (na szczęście w ogóle nie schodziliśmy na jego temat, uffff). Zjedliśmy obiad i rozmawialiśmy o wszystkim o i niczym, tak naprawdę. Rozmowa się po prostu ciągła i leciała, chociaż z początku nie wróżyłem nam właściwie tematów do rozmowy, z powodu mojego spięcia, ale on skutecznie rozluźnił atmosferę między nami i jakoś poszło. Słuchałem jego zabawnych historii związanych z nim, jego bratem i ich przyjaciółmi. Tak naprawdę spijałem i zapamiętywałem wszystko, co tylko mogłem. Sam oczywiście też coś opowiadałem, a mając tyle rodzeństwa nie trudno było o jakaś zabawną anegdotkę. Co chwilę wybuchaliśmy śmiechem, nie raz ocierając łzy z twarzy. Jego towarzystwo było cudowne. Nie wiedziałem, jakim cudem siostra zerwała z nim, przecież to jest facet idealny! Przystojny, zabawny, z poczuciem humoru – no po prostu ideał. A może tego szukałem tylko ja? Sam już nie wiedziałem, czego chciałem. Skoro nie odwzajemniał moich uczuć, to mogłem zachować zimną twarz i udawać, że durne smsy nie weszły nigdy między nas. Chociaż wisiało to nad nami, niczym jakaś klątwa. Ale skoro on do tego nie nawiązywał, to i ja nie zamierzałem się wychylać. Nie było takiej potrzeby. W jego towarzystwie czas leciał mi niebywale szybko, aż sam byłem zdziwiony. Luźna rozmowa, była chyba nam obu potrzebna.
- Twój brat to guru mojego przyjaciela – wypaliłem.
- Serio?
- Nie zauważyłeś? Tylko dlatego pojawił się tak naprawdę na tych targach nerdów. A mnie zaciągnął siłą, choć zapierałem się rękami i nogami.
- No proszę, a nie wygląda na jakiegoś macho.
Wybuchnęliśmy niekontrolowanym śmiechem. Moja wyobraźnia zaczęła działać na zwiększonych obrotach, podsyłając mi obraz Akiego jako typowego macho. Nie mogłem opanować kolejnych salw śmiechu, tak komicznie to wyglądało. Jednak Kant miał rację, nie wyglądał na takiego, co jeszcze bardziej dodawało komizmu jego słowom i moim wyobrażeniom.
- Niby nie wygląda, ale krzepę ma – powiedziałem, kiedy jako tak się uspokoiłem, ścierając wierzchem dłoni łzy, które popłynęły po policzkach.
- Ciężko mi to sobie wyobrazić. Ale przynajmniej spotkał swojego guru i teraz na pewno jest zadowolony z takiego obrotu sprawy.
Zgadzałam się z nim w 100%. Zresztą nie tylko on był zadowolony, bo ja również. Gdyby nie odcięli się od całego świata, pewnie nie miałbym okazji pobyć sam na sam z moim mężem. Nie powinienem go tak tytułować, ale samo po prostu wychodziło – rozum swoje, a serce swoje, skubane nie chciało się posłuchać. Z jednej strony chciałem by moje nieusłuchane serce dalej walczyło o swoje, a z drugiej by przestało i miałbym święty spokój. Mógłbym w końcu odetchnąć, nie marząc o tym by odwzajemnił moje uczucia. Tak naprawdę, to zamiast cieszyć się teraz z jego towarzystwa, zakochiwałem się z nim na nowo. Nie potrafiłem inaczej i chciało mi się wyć i krzyczeć. Ten facet rujnował każde moje postanowienie i chętnie bym go skopał, gdyby wiedział co mi robi. A tak za nieświadomość nie powinienem się na nim wyżywać i nie mogę.
- A co u Twojej siostry?
Pytanie padło z jego ust i zawisło między nami. Gapiłem się na niego mrugając zawzięcie i nie będąc w stanie wydobyć z siebie głosu przez dłuższą chwilę. Tego się nie spodziewałem, dosłownie. Mogłem się spodziewać wszystkiego, ale nie takich pytań o moją siostrę, jego byłą!
- A co ma być?
- Nic. Pytam tylko, czy u niej wszystko w porządku. To wszystko. Nie mam żadnych niecnych placów. No przynajmniej nie względem niej – odpowiedział, unosząc ręce w obronie.
Uspokoiły mnie jego słowa, choć nie specjalnie przykładałem do nich wagę. Skoro miał wobec kogoś jakieś plany, nie powinienem się interesować i znów zaangażować. Uśmiechnąłem się i pokazałem mu kciuka w górę, na więcej nie było mnie w tej chwili stać i nie mogłem na to poradzić. Telefon rozdzwonił mi się w idealnym momencie. Chwała mu za to, naprawdę!
- Przepraszam, muszę odebrać – powiedziałem, wstając i wychodząc na zewnątrz. Wciąż byliśmy w tym mlecznym barze, w którym siedziało kilka osób. – Czego chcesz? – burknąłem do telefonu.
- Coś się tak najeżył? Coś wam nie idzie? Wyglądałeś jakbyś był w siódmym niebie, jak wychodziliście – usłyszałem ściszony głos mojego przyjaciela.
- Było, a w sumie to jest nawet ok. Ale to nie jest rozmowa na telefon. Kiedy wracasz?
- No, ja w tej sprawię dzwonię. Jakby ojciec dzwonił, to jestem u Ciebie, ok? – spytał konspiracyjnie. I już domyślałem się, co mogło stać się w pizzerii. Miałem głupiego przyjaciela i teraz zaczynałem się zastanawiać czy nie wsiadać na białego konia i nie gnać mu z pomocą. Parsknąłem cicho śmiechem. Tego mi brakowało, jeszcze teraz: konia i zbroi. Nico, Twój humor dobija. Mój przyjaciel nie czekał na odpowiedź, bo przecież doskonale wiedział, że i tak mu pomogę. Już nie raz kryłem jego dupę, więc i tym razem nie widziałem przeciwskazań do udzielenia pomocy.
- A gdzie Ty właściwie będziesz w nocy? – spytałem, by mnie potem skubany nie zaskoczył jakaś informacją ciekawą, jak pojawi się u mnie w domu.
- U Nao.
Aha, ok u Nao… Zaraz… ŻE CO? Po festiwalu nerdów spodziewałem się wszystkiego, nawet tego, że Aki właduje mi się na chatę i będzie zażynał mój komputer, który i tak ledwo zipie, w kolejne gry, które zakupił. Ale informacja o pobycie u guru, trochę mnie zbiła z pantałyku. Nie spodziewałem się, że mój własny, prywatny przyjaciel będzie taki nieodpowiedzialny.
- Nico, nie martw się. Nie jest mordercą, czy gwałcicielem. Zresztą, ma tyle gier, że nie mogłem tutaj się nie pojawić. Kolejna taka okazja mogła się mi już nie zdarzyć! Nico, zrozum.
- Dobra, kumam. Ale ogarnij się i nie daj się zakręcić. Na razie.
Rozłączyłem się będąc pewnym, że tak naprawdę już Nao okręcił go wokół palca. Mieli wspólne zainteresowania i obaj byli dorośli, a przynajmniej tak mi się zdawało, że nie powinni zrobić nic głupiego. A może… Teraz już nie byłem pewny niczego.

*****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że się podoba.
Błędy nie sprawdzane - standardowo.
Jak zaznaczyłam na wstępie - kolejna notka dopiero pod koniec lipca. Także tego, oczekiwać, czy coś.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.
PS. Basiu, motywujesz mnie do pisania, sama nawet nie wiesz jak bardzo! :D Dziękuję Ci, że jesteś, pojawiasz się, czytasz, kometujesz i wspierasz!