23 lip 2015

Pokój 313.

Witam Wszystkich.
Długo mnie nie było, fakt. Ale wiadomo, jak to jest.
OBRONIŁAM SIĘ!! Z czego jestem niezmiernie zadowolona i prze szczęśliwa. :)
Po obronie wyjechałam na szkolenie i niedawno wróciłam. Wzięłam się w garść i dokończyłam notkę, bez konkretnego zamysłu na jej treść. Ale podoba mi się, przynajmniej póki co.
Zapraszam do czytania. ;*
*****
Mieszkali ze sobą od kilku lat. Nie, nie byli parą ani nic w tym rodzaju. Po prostu musieli dzielić mieszkanie razem i tyle. Innego wyjścia w akademiku nie było, bo przecież pokoje były dwuosobowe. A że uczyli się tutaj od gimnazjum – teraz byli w 3technikum – to grube pięć lat mieszkania mają za sobą. Ale kto to zliczy? Co prawda pokoju się zmienia, jednak w ich wypadku nigdy do takowej zmiany nie doszło i nikt, naprawdę nikt nie wiedział dlaczego. Maszyna, która losowała uczniów, zawsze wybierała tych dwóch na współlokatorów. Złośliwość rzeczy martwych, powiadasz? Można tak powiedzieć, ale kto by to sprawdzał. Zawsze mieszkali razem i nie było odwrotu. Takie mieli szczęście, jak widać. Oczywiście od gimnazjum  również przebywali w tej samej klasie, więc nawet dobrze się zapowiadało to całe wspólne mieszkanie. Dopełniali się, a przeciwieństwa się przyciągają, jak powszechnie wiadomo. Ale mimo wszystko kłócili się bardzo często, bez jasnej przyczyny. Jeśli na korytarzu słyszało się czyjeś krzyki, to wiadomo – pokój 313. Ale tej pokój miał również wiele do zaoferowania. Młodzi mężczyźni robili w nim biby wszechczasów. Każdy chciał tam być, by mieć co wspominać do śmierci. Byli rozchwytywani, ale również unikani. Sprzeczności? Cóż, również tak bywa.
- Nudzę się – jęknął Kacper, wciskając głowę w poduszkę.
Leżenie było nużące i męczące zarazem. Nie miał co ze sobą zrobić, a gnida z którą mieszkał, jakoś nie kwapiła się do tego, by uśmierzyć jego nudę. Karol czytał książkę i totalnie miał w dupie, co mówił jego współlokator. Czyli standardowo.
- Karol, gnido jedna!  - warknął, rzucając w chłopaka, poduszką, na której chwilę wcześniej leżał.
- Weź się odwal, co? Jak się nudzisz, to się rozbierz i rzeczy pilnuj – mruknął Karol, odrzucając poduszkę i wracając do czytania.
Kacper rzucił kilka nieprzyjemnych epitetów w jego stronę i obrócił się wielce urażony w drugą stronę, przyciskając do siebie poduszkę. Mógł się spodziewać, że po lekcjach kujon usiądzie w książkach, niż porobić coś szalonego. Zbliżał się koniec semestru, więc wielka biba powinna być już zaplanowana, a tutaj? Wielka dupa! Kartka pusta i nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie miała się zapewnić.
- Hej ziomki, ziomeczki, ziomusie – rzucił Laluk, który wpadł do pokoju 313, jak burza.
- Laluk! Co tam? – ożywił się Kacper, podnosząc się do siadu.
- Myślałeś o jakimś wyjściu na browarka albo coś – tutaj sugestywnie poruszył brwiami, co znaczyło tylko jedno.
- Ja jestem za, ale ten sztywniak – Kacper wskazał głową na Karola. – Pewnie oleje zaproszenie. Chociaż można się do nas wprosić, a co! Niech się sztywniak rozrusza.
Laluk zaśmiał się i umówił się na wieczór z pełnym zapasem. Cóż, Kacper wiedział, że współlokator nie będzie zadowolony, ale miał to gdzieś. Laluk był z ich klasy i naprawdę dobrze się dogadywali we troje, wbrew wszelkim pozorom.
- Nie będziecie tu chlać – rzucił Karol, zamykając książkę raptownie i wściekle.
- Bo co? To też mój pokój!
- Mam to w dupie!
- W dupie, to możesz mieć coś innego.
- Prowokujesz?
- A co chcesz?
- Nie masz się czym chwalić. Lupa by się przydała, by go dostrzec.
- Żebyś się nie zdziwił.
Słowne potyczki były na porządku dziennym i przeważnie kończyły się z erotycznym podtekstem. Burza hormonów robiła swoje, ale im to jakoś nie przeszkadzało. Ich kłótnie po prostu przenosiły się na wyższy poziom, a wyzwiska wymyślane były na poczekaniu, by dotkliwie dotknęły tę drugą osobę. Chociaż i jeden i drugi, mieli to w wielkim poważaniu, co sobie drugi wymyśli, po prostu musieli to robić. Od lat mieszkać z jedną i tą samą osobą, potrafi walnąć na dekiel i to całkiem nieźle. Ale zdążyli się przyzwyczaić. Przyjaźnili się, chociaż nikt by tego na głos nie wypowiedział. To było złe słowo, które odbierało całą radość. Bo jak się przyzwyczaisz, to koniec. Trzeba dbać o tę osobę i przejmować się jej losem, a tego żaden nie chciał. Przynajmniej publicznie, dyskretnie jednak to robili. Ich przyjaźń miała inny poziom, była niezdefiniowana przez nich samych.
- Mam! – krzyknął Karol, wstając raptownie z łóżka i urywając ich kolejną, bezsensowną kłótnię.
- Niby co? – Kacper spojrzał na niego zaciekawiony.
Karol zawsze tak się jarał, jeśli wpadał na jakiś genialny pomysł dotyczący ich zajebistej imprezy.
- Temat przewodni. Jestem genialny, po prostu.
- Nie wmawiaj sobie tego, bo ktoś jeszcze uwierzy w takie brednie – rzucił Kacper, uśmiechając się wrednie. Nie mógł się oprzeć pokusie.
- Cham i prostak z ciebie – burknął Karol.
- Miło mi – skłonił się. – A teraz gadaj ten temat, bom ciekaw.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
- Spoko, ale tylko z tobą Karolku.
- Pałuj się.
- Twoją pałą? Z przyjemnością.
Karol zgryzł wargę. Ta rozmowa do niczego nie prowadziła, a najchętniej to by walnął ten głupi, wyszczerzony w tępym uśmiechu ryj. Aż go ręce świerzbią, by mu przywalić, ale jakoś udało mu się zdusić w sobie tę chęć.
- Bez komentarza – rzucił, wyjmując z biurka kartkę i długopis. – Wracając do tematu, to impreza będzie miała temat: Bogowie i Herosi. Tutaj można pokombinować i to całkiem sporo ze strojem, więc nie będzie problemu. Bo stroje jak zawsze obowiązkowe. W tamtym roku wyszło zajebiści z szabatem czarownic, teraz to tez wypali.
Podał Kacprowi kartkę, gdzie już nabazgrał większą część planu i pomysłów dotyczących dekoracji, przekąsek i alkoholu. Kacper był pod wrażeniem, ale nie powiedział tego głośno. Ten temat mu się spodobał, zwłaszcza wizja niemal nic niezakrywających przebrań i pań i panów. Idealna okazja, by sobie pooglądać bezkarnie.
Impreza została dokładnie omówiona i zaplanowana. Każdy dostał zaproszenie i musiał się przebrać, taki był wymóg. W dzisiejszych czasach można bardzo wiele dostać w lumpeksach, więc z kostiumem nie powinno być problemu. Kacper i Karol zaangażowali się na najbardziej, jak na organizatorów przystało. Impreza był płatna, drobna opłata, która miała starczyć na dekorację oraz żarcie na całą noc. Wszystko zapięte na ostatni guzik, wszystko ustalone i umówione z władzami, więc żadnego problemu nie przewidywali.
Impreza zaczęła się dokładnie o godzinie zero, czyli w prostym tłumaczeniu, godzina 20. Ludzie schodzili się poprzebieraniu za bogów, herosów, a nawet wszelkich stworów z którymi mogli walczyć herosi. Przeważnie opierali się na bajce Herkules, no ale kreatywne myślenie również włączyli. Karol poprawiał wielki pas przy swoich krótki, skórzanych szortach. Były niewygodne i wpijały się w wiadome miejsce, a to cholerne szelki w niczym nie pomagały. Ostatnio goście właśnie przyszli, więc impreza rozkręciła się. Wszyscy zebrani byli zachwyceni dekoracjami oraz żarciem, o które zadbał Kacper. Świetlica, w której odbywała się cała impreza była przystrojona w wełnę, która imitowała chmury, jakieś kartony, które robiły za rzeźby i kolumny, materiały, świece. Całość pasowała do klimatu i tematu. Kacper bawił się świetnie. Nie wysilił się ze swoim strojem, bowiem narzucił tylko na siebie prześcieradło związane paskiem, na głowę walnął związane gałęzie i tyle. Był organizatorem, więc miał ważniejsze sprawy na głowie niż kostium.
Siedział właśnie przy al ’a barze z kieliszkiem w jednej dłoni i zapojką w drugiej. Był już wstawiony i świat trochę wirował, ale nie przejmował się tym. Impreza podobała się wszystkim i to było najważniejsze. Nawet sztywnika Karol wywijał na parkiecie z jakąś laską. Chyba z Justyną ze 108. Ale po przebraniu nie mógł poznać dokładnie. Aż się w Kacprze zagotowało, kiedy dziewczyna zaczęła go obłapiać, a Karol zbyt pijany, nic sobie z tego nie robił i jeszcze się kretyńsko cieszył. Opróżnił swój kieliszek, łyknął trochę picia i ruszył w ich stronę. Chwycił Karola za rękę, odsunął dziewczynę i wyprowadził go z pomieszczenia.
- Jak rycerz na białym koniu, tylko konia brak – zaśmiał się Karol i czknął.
- Koń na dworze, nie mogłem wprowadzić go do środka, za duży problem.
Karol wybuchł śmiechem. Był teraz rozluźniony i nie przejmował się niczym. A Kacper za to był spięty na struna, chociaż nie wiedział czemu. Coś go nosiło od środka i jakoś widok niemal nagiego współlokatora, wcale nie ułatwiał mu uspokojenia się. Zatrzymał się gdzieś na półpiętrze i usiadł na parapecie. Karol posadził dupsko, obok. Spojrzeli sobie w oczy i po prostu coś pękło. Korytarz był pusty, a oni całowali się jak szaleni. Wstępujące w ich pożądanie z każdą chwilą wzrastało i ogarniało ich coraz mocniej i bardziej. Pocałunki były zachłanne, chaotyczne i agresywne, odrywali się od siebie tylko na chwilę by zaczerpnąć powietrza. Ich otumanione podnieceniem i alkoholem umysły, zdawały się nie funkcjonować, a zdrowy rozsądek urządził sobie wakacje. Przerwali na chwilę pocałunki i udali się do 313, który był ich azylem. A tam, wszystko poleciało z górki. Ubrania zrywane z siebie, pocałunki, kąsania, drobne malinki, poznawanie swoich ciał wzajemnie. Jęki i wzdychania, wymieszane z wonią alkoholu, spermy i potu. Byli spoceni, spragnieni i zaślepieni tym wszystkim. Stosunek nie trwał długo, ale był bardzo intensywny. I kiedy trochę odpoczęli, powtórzyli wszystko. Burza hormonów również zrobiła swoje.
Rankiem, kiedy obudzili się, nie zdawali sobie sprawy z tego co doszło. Dopiero zapach, który ich dosięgnął i czerwone punktu na swoich ciałach, uświadomił im, do czego doszło zeszłej nocy.
- Czyli? – spytał Karol, przejeżdżając dłonią po nagim torsie Kacpra.
- Na to wygląda – odpowiedział Kacper.
Więcej nie poruszali tego tematu, jednak dużo częściej wracali do przyjemności, którą wówczas odczuwali. Bez zbędnego gadania spełniali swoje zachcianki. Nie potrzebowali deklaracji, to nie było w ich stylu. Tutaj wszystko było wiadome. A pokój 313 stał się strażnikiem ich sekretu.

*****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że się komuś spodoba, bo mnie się podoba. :)
Nie wiem, kiedy kolejna notka. Wciągnęły mnie seriale i cóż, kradną czas jak cholera. Ale dzięki nim, mam też pomysły na kolejne notki. A przynajmniej, tak myślę, hehehe. 
Notka nie betowana!! Tylko ja luknęłam trochę, ale to na pewno nie wystarczy. Dlatego przepraszam za wszelkie niedogodności i błędy. Jak coś sama wyłapię, to poprawię.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.