Witam.
Jak tam Wam leci?
Jutro wracam na studia i z okazji tego, chciałam wrzucić notkę, którą wczoraj skończyłam. Nie jestem z niej zadowolona, fakt, ale kompletnie nie miałam pomysłu na nią. Musicie mi wybaczyć. Nie mniej jednak, mam nadzieję, że komuś się spodoba.
Ciągle poszukuję bety! Jak będzie ktoś chętny, to niech napisze w komentarzach swój numer gadu, albo napiszę do mnie na gadu (mój numer jest z Informacjach), to się odezwę. Niech znajdzie się chętny, nooo! Ja nie gryzę.. No czasami, huehuehue.
No nic, zapraszam do czytania. ;).
*****
Wychodząc
z rezydencji, nałożył kolorową czapkę na głowę, ukrywając w ten sposób ważny
element swojego ciała. Nie chciał tłumaczyć się ludziom, skąd ma kocie uszy i
że tak naprawdę nie był stąd. Nie mógł zdradzić tej tajemnicy, że świat bajek
naprawdę istnieje i czasami udaje się przedostać mieszkańcom do świata ludzi i
zadomowić się tutaj. To ciężko byłoby wytłumaczyć, dlatego nawet nie miał
zamiaru. Cieszył się, że na dworze jest zimno i mógł schować swoje uszy pod
czapką. Właściwie to nawet podczas wiosny czy lata w tym świecie, nosił czapki.
Tak było wygodniej, niż tłumaczenie swojej ułomności tutaj. Bo w tym świecie,
to na pewno była ułomność, nieakceptowana przez innych. A chciał być normalny,
bo w końcu przybył tutaj z rodziną, by odczuć trochę normalności. W swoim
świecie nie czuł się dobrze, wiedział, że nie pasował, chociaż fizycznie nie
odstawał od innych. Teraz był inny, ale było mu lepiej. Naciągnął czapkę
bardziej i ruszył przed siebie. Miał dzisiaj odwiedzić pełno sklepów, jedynie
dlatego, że jego młodsza siostra miała urodziny. Musiał zobaczyć co mógł jej
kupić. Nie znał się na dziewczynach ani odrobinę, więc pewnie byłoby mu ciężko,
gdyby nie koleżanka, która zaoferowała mu swoją pomoc. Spotkali się pod centrum
handlowym.
- Cześć!
– krzyknęła, kiedy na horyzoncie pojawiła się jego postać.
Uśmiechnął się lekko i przyspieszył nieco kroku. Wiedział, że będzie na niego czekać, zawsze tak było. Liz była niezmienna.
- Cześć – przywitał się z nią z lekkim uśmiechem.
Uśmiechnął się lekko i przyspieszył nieco kroku. Wiedział, że będzie na niego czekać, zawsze tak było. Liz była niezmienna.
- Cześć – przywitał się z nią z lekkim uśmiechem.
- Cześć
kocie! – zaśmiała się. – To cały moloch przed nami.
Centrum
handlowe było naprawdę wielkie i często nazywano je molochem. Było ogromne i
mieściło się tam pełno sklepów. Pewnie cały tydzień chodzenia po nich, nie
starczyłby aby przejść to wszystko, co się tutaj znajdowało. Ale nie zrażał
się, bowiem miał pewien plan. Właściwie to chciał kupić siostrze jakąś ładną
sukienkę, do tego coś z biżuterii i trochę słodyczy. Uznał, że taki prezent na
pewno się spodoba, więc od razu ruszyli do sklepów. Nie przewidział jednak
tego, że Liz ma większe pojęcie o sklepach i modzie, oraz że zaciągnie go do
wielu sklepów, których nazwy nawet nie potrafił spamiętać, a co dopiero
wymówić. Pocieszające było to, że dziewczyna była w swoim żywiole i od razu po
wejściu do sklepu, ginęła wśród ciuchów i wieszaków. On mógł sobie posiedzieć,
albo poszukać czegoś dla siebie. Dysponował niemałą sumą pieniędzy, więc mógł
również kupić coś sobie, skoro nadarzyła się okazja. Liz co chwile przybiegała
z to nową sukienką, która jej zdaniem pasowałaby do młodej Melody, ale on był
sceptycznie nastawiony. Mała miała 16 lat, więc chciał kupić jej coś w jej
stylu, z motywem kwiatów, nie za długą, gdzieś do kolan. Kiedy w piętnastym
sklepie pod rząd, nie znalazło się nic, co by mu się spodobało, niemal
zrezygnował z poszukiwań. Już ustalał swój kolejny plan, gdzie kupi jej po
prostu więcej biżuterii i słodyczy, zamiast sukienki.
- Wolf,
Wolf! – usłyszał głos Liz i odwrócił się w jej stronę.
Dziewczyna
trzymała przed sobą idealną sukienkę, którą mała na pewno by sobie wybrała.
Uśmiechnął się lekko i podszedł do koleżanki, delikatnie dotykając materiału.
- Idealna
– mruknął jedynie.
Chwycił
wieszak i ruszył do kasy. Nie musiał przecież już więcej chodzić, skoro znalazł
tę wymarzoną kieckę dla Melody. Mała na pewno się ucieszy, kiedy ją dostanie.
Zapłacił odpowiednią sumę pieniędzy i wyszli ze sklepu. Był zadowolony, chociaż
niemal cały dzień spędził w molochu, ale było warto. Teraz jedynie sklep
jubilerski i ze słodyczami, i na tym skończą się jego dzisiejsze zakupy. Kiedy
wszedł do jubilerskiego, od razu jego oczom rzucił się wielki wybór rzeczy,
jakie tutaj mieli. Obszedł cały sklep, póki co jedynie oglądając. Liz niczym
cień wędrowała za nim, samej obserwując biżuterię, jaką tutaj mieli. Od czasu
do czasu komentowała wszystko. W końcu zatrzymała się przed jedną wystawą,
gdzie znajdował się przepiękny komplet składający się z delikatnego naszyjnika
z drobnym wisiorkiem, w kształcie klucza wiolinowego, oraz małych kolczyków o
tym samym kształcie. Melody była zwolenniczką muzyki, więc taki komplet na
pewno by jej przypadł do gustu.
- Wolf,
zobacz na to – wskazała dłonią na wystawę.
- Liz, na
pewno to biorę. Przed chwilą obok tego przeszedłem i nawet nie zwróciłem uwagi
– zaśmiał się, drapiąc po szyi.
- Bo
jestem dziewczyną i zwracam uwagę na bibeloty – odpowiedziała z uśmiechem.
-
Właśnie. Melody będzie zachwycona – powiedział, mówiąc sprzedawcy by zapakował
wybrany komplet.
Zapłacił
odpowiednią sumę i wyszli ze sklepu. Teraz jedynie został najlepszy sklep ze
słodyczami na świecie, więc od razu ruszyli w tamtą stronę, wesoło rozmawiając
i śmiejąc się z głupot. Ten sklep znajdował się na ostatnim piętrze, na samym
końcu, więc mieli kawałek do przejścia. W sklepie wybrali najlepsze czekolady z
nadzieniem, kilka batoników i cukierków, oraz żelek, które dziewczyna
uwielbiała. Prezent był ukończony. W drodze powrotnej, rozmawiali wesoło i
długo. Niby nie znali się długo, jednak czuli, że nadają na tych samych falach.
Na tym polegała ich przyjaźń, że zawsze mogli na siebie liczyć.
- Kris,
dlaczego Wolf? – spytała Liz, kiedy opuszczali już moloch.
- Nie
wiem. Jak byłem mały zawsze chciałem mieć tak na imię, i tak już zostało. Nikt praktycznie nie używa
mojego imienia – powiedział, drapiąc się z zakłopotaniem po szyi.
Po
krótkiej wymianie słów, rozeszli się do swoich domów. Wolf ekscytował się
zakupionym prezentem, zwłaszcza, że wiedział, że podarunek przypadnie
dziewczynce do gustu. Znał swoją siostrę na wylot. Byli idealnym rodzeństwem,
nigdy się nie kłócili czy sprzeczali, mnóstwo czasu spędzali w swoich
towarzystwie i rozmawiali o wszystkim. Nie mieli przed sobą tajemnic. Mimo
tego, że mała miała mieć już siedemnaście lat, ciągle była dla niego małą
siostrzyczką, którą chciał chronić przed złem tego świata. Zwłaszcza, że to nie
był ich świat, ich bajka. To wszystko było dla nich nowe, zupełnie obce, więc
musieli odnaleźć się w tym wszystkim, bo inaczej, czekał ich powrót do swojego
świata. A przecież nie mogli wrócić tak szybko, nie po to tak długo starali
się, by tutaj dotrzeć. Kris uśmiechnął się lekko, przystając. Lubił to życie,
te wszystkie nowości, których nie mógłby nigdy spotkać. Było wspaniale,
naprawdę wspaniale. Powoli ruszył w swoją stronę i po krótkiej chwili, dotarł
do rezydencji w której mieszkali. W drzwiach minął się z nim, i jeszcze szerzej
się uśmiechnął. Ten chłopak miał coś w sobie, co przyciągało uwagę Krisa, kiedy
tylko był gdzieś blisko, w jego domu, w pokoju obok. Jego myśli ciągle krążyły
obok niego. Damien był mroczny, tak mroczny, jak tylko człowiek może być. Nigdy
się nie uśmiechał i ciągle miał poważną minę, jednak dogadywał się z Melody. Co
było dziwne, zważywszy na ich odmienne charaktery. Jednak prawdą było, że
przeciwieństwa się przyciągają
- Cześć,
Damien – rzucił w stronę chłopaka, który skinął mu jedynie głową, nakładając na
nią swoją czarną – a jakże – czapkę i zamknął drzwi za sobą.
Wolf
westchnął cicho, ściągając nakrycie głowy. Szybko zdjął wierzchnie odzienie i
popędził do swojego pokoju. Nie mógł pokazać się siostrze, gdyż od razu
zaczęłyby się pytania z serii „a co to?”, „a po co?”, „a dla kogo?”. Tego
chciał przecież uniknąć, by dziewczyna miała niespodziankę, kiedy dostanie
prezent od niego. A pewnie, pod gradem tych pytań, by się ugiął i zdradził, że
to dla niej. Kiedy dotarł do pokoju, rzucił torby do szafy i usiadł przed
komputerem. Od pewnego czasu pisnął z kimś, kto podpisywał się jako Devil. Z
niecierpliwością wszedł na czat i zalogował się. Przejrzał listę dostępnych
użytkowników i zmarkotniał. Devila nie było. W sumie to nawet zrozumiałe, skoro
umawiali się na 20, a była dopiero godzina 19. Nie zostało mu nic innego, jak
zejść do kuchni i przygotować sobie coś do żarcia. Tak więc zrobił.
W kuchni
spędził trochę czasu, szykując sobie szybką zapiekankę ze składników, które
akurat były w lodówce, a nie było ich dużo. Kiedy tylko wszedł, dostrzegł, że
na pasku zadań coś miga. Podszedł do komputera i uśmiechnął się zadowolony,
siadając na krześle. Otworzył.
- „Nie
myślałem, że będziesz tak wcześnie” – napisał i zaczął pałaszować swoją
zapiekankę.
- „Udało
mi się wcześniej wrócić. To dlatego. Jak Ci minął dzień?”
- „Zakupy
są straszne. Nie polecam, ale mam przynajmniej prezent dla siostry. Umiesz
doradzać. A jak u Ciebie?”
-
„Dzięki, czasem mi się zdarza, ze coś fajnie doradzę. A u mnie? Zakuwanie do cholernych
egzaminów końcowych. To męczarnia. Do tego jeszcze trzeba zrobić projekt i to
na za tydzień, więc będę częstym gościem u swojej partnerki. Eh”
- „Devil,
wydajesz się być niepocieszony. Co jest?”
- „Jej
brat. Cholernie mi się podoba. Jest po prostu… No w moim typie. Teraz pewnie
będę widział go codziennie i jeszcze zostałem zaproszony na jej urodziny, w ten
weekend, gdzie on też będzie. Żyć nie umierać.”
-
„Zakochałeś się!” – napisał i wybuchł śmiechem, opierając się na oparciu
krzesła.
Rozgrzała
między nimi dyskusja, gdzie najwięcej przekleństw wychodziły ze strony
chłopaka, o Nicku: Devil. Nie dochodziły do niego żadne argumenty. Ale
rozmawiało im się naprawdę dobrze. Mimo tego, że nigdy nie widzieli się w
realu, to w Internecie byli dobrymi znajomymi. Można powiedzieć nawet, że Kris
uzależnił się od rozmów z chłopakiem i zaczynało mu zależeć. Ale to tylko
wirtualna znajomość, która przebije tych rzeczywistych, z już na pewno, nie
przebije Damiena. Dlatego rozmawiali tak swobodnie, pisząc o wszystkim. Znali
się na wylot, jednak swoich imion nie zdradzili. Krótka znajomość, a jak
potrafi wywrócić życie do góry nogami.
Tydzień
minął, niezwykle szybko. Wolf nawet nie zauważył, kiedy jego zajęcia na uczelni
się skończyły, a tydzień mógł zaliczyć do przechodzonych. Był na drugim roku
studiów i mimo różnicy wieku z siostrą, dogadywali się wyśmienicie. Teraz
akurat, siedział przy wielkim stole i czekał na wszystkich gości. A właściwie,
to na tego jednego, który jak na złość, spóźniał się już prawie pół godziny.,
co nie wróżyło nic dobrego. Damien nigdy się nie spóźniał i zawsze był przed
czasem, niemal tak jak Liz.
- Nie będziemy dłużej czekać. Zaczynajmy przyjęcie –
powiedziała matka, głaszcząc czule włosy swojej córki.
Melody zawiedziona usiadła na swoim, honorowym miejscu i
wszystko się zaczęło. Życzeń, śpiewów i prezentów nie było końca. Wszyscy
cieszyli się i radowali razem z dziewczyną, która szybko zapomniała o Damienie
i zajęła się swoimi gośćmi. Tylko Kris wypatrywał go co chwilę, jednak na
próżno. Chłopaka jak nie było, tak nie ma.
- Wszystkiego najlepszego, mała – powiedział Kris, kiedy
nadeszła jego kolej i wręczył dziewczynie kolorowy pakunek.
Melody wyściskała brata i otworzyła go. Zachwytom nie było
końca, bowiem prezent idealnie trafił w jej gusta.
„Trafiony idealnie. Dzięki Devil i Liz.” Pomyślał, patrząc
jak dziewczyna biega i pokazuje każdemu z gości, prezent od niego.
Kiedy po chwili usłyszał dźwięk dzwonka, ruszył w stronę
drzwi. Otworzył je jednym, szybkim ruchem, a na jego twarzy wykwitł wielki
uśmiech, kiedy zobaczył, kto swoi w progu.
- Właź – powiedział, ciągnąc gościa za łokieć do środka.
Damien mruknął coś niewyraźnie i cicho podziękował. Zdjął
buty i kurtkę, i poszedł do Melody by dać jej prezent i przeprosić za swoje
spóźnienie. Był obserwowany przez Krisa, który nie mógł nacieszyć się, że w
końcu się pojawił. Tak długo czekał na jego przybycie, a teraz tutaj był.
Zmarszczył brwi, kiedy zobaczył, jak chłopak trzęsie się z zimna. Pogoda nie
zachęcała do wychodzenia, bo na dworze panowała burza.
„Debil.” warknął na siebie w myślach i zaciągnął
zaskoczonego chłopaka do swojego pokoju.
- Trzęsiesz się, jak galareta – powiedział, kiedy
zaskoczenie przemieniło się w szok, a potem gniew.
- Serio? Nie zauważyłem – mruknął z ironią.
- Dobra, dobra. Rozbieraj się – rzucił i pierwszy raz odkąd
tutaj przybyli i poznał Damiena, dostrzegł na jego twarzy zażenowanie i lekko
zaróżowione policzki.
- C..co?
- Rozbieraj się. Dam ci jakieś ciuchy na przebranie, a te wysuszymy
– powiedział spokojnie.
Damien zrezygnowany zaczął zdejmować swoje ciuchy, począwszy
od ciemnej bluzy, ciemnego T-shirtu, a zakończywszy na ciemnych spodniach i
skarpetkach. Stał teraz w samych, kolorowych – coś nowego – bokserkach i
spuścił głowę zażenowany swoim stanem.
Kris nie ruszył się nawet o milimetr, kiedy ten się
rozbierał. Był tak zafascynowany tym widokiem, że nie mógł się ruszyć. Nawet
nie chciał. Jedynie w jego głowie, pojawiały się już nieprzyzwoite obrazy z
chłopakiem, w roli głównej.
- Dasz te ciuchy? – usłyszał cichy, ale stanowczy głos
chłopaka i dopiero wtedy, otrząsnął się.
Wyciągnął z szafy jakieś swoje ciuchy, które już dawno
powinny być wyrzucone i podszedł do niego. Nie mógł wytrzymać, a napięcie
wywoływało w nim tylko coraz żywszą reakcję. Nie mógł dłużej wytrzymać. Ten
chłopak, tak cholernie na niego działał, że niemal wariował. Nie zastanawiając
się nad niczym pchnął go na ścianę i nim młodszy zdążył zaprotestować, wpił się
w jego usta mocno. Całował go z początku delikatnie i subtelnie, by potem robić
to z coraz większą pasją. A zarzucone ręce na jego szyi, motywowały go bardziej
do działania. Uśmiechnął się kącikiem ust, kiedy oderwali się od siebie.
Dyszeli ciężko, jednak Wolf nie zamierzał przestawać. Zszedł pocałunkami na
jego szczękę, szyję, ramiona, klatkę piersiową. Dłużej zatrzymał się, przy
pieszczeniu jego różowych i coraz twardszych z każdym dotykiem, sutkach. Ciche
jęki i pomruki Damiena, rozpalały go do granic, ale musiał być delikatny, by
nie zrobić mu krzywdy. Zjechał pocałunkami niżej, na gumkę od bokserek i
spojrzał w mu w oczy. Nie widząc żadnego sprzeciwu na jego rumianej twarzy,
zsunął bieliznę do kostek i upewniwszy się, że Damien, nie chce mu przywalić,
liznął penisa po całej długości. Młodsze ciało zadrżało i wydało z siebie
zduszony jęk. Kris uśmiechnął się szerzej i ponownie polizał, dłużej
zatrzymując się na samej główce. Jedną rękę ułożył na biodrze chłopaka, a drugą
delikatnymi ruchami, zaczął bawić się jądrami. Damien wypchnął lekko biodra. Na
taki znak czekał, więc wziął całego penisa do ust poruszając powoli głową. Z
każdą chwilą jego głowa poruszała się coraz szybciej, jednak z dozą wyczucia.
Zdjął rękę z jego biodra i odpinając rozporek swoich spodni, wyciągnął z
bokserek swojego, sterczącego i powoli ociekającego nasieniem, penisa i zaczął
poruszać szybko dłonią, niemal w takim samym tempie, jak głową na przyrodzeniu
chłopaka. Dłoń Damiena, zacisnęła się na jego włosach, a biodra wypchnął
jeszcze bardziej. Cudowne jęki wypływały z ust chłopaka, które zapewne słychać
było na całym korytarzu. Teraz Wolf cieszył się, że wybrał pokój na samej
górze, a przyjęcie odbywało się na dole i żaden z gości na pewno nie napatoczy
się w tym czasie. Ruszał głową coraz bardziej chaotycznie, jednak coraz szybciej.
Zaciskał wargami główkę penisa, czując jak Damien jest blisko spełnienia. Sam
był również na granicy i wiedział, że długo nie wytrzyma. Dłoń na jego włosach
zacisnęła się mocniej, a głośny jęk wypełnił pokój. Sperma zalała mu usta, a
mimo swojego słonego posmaku, połknął ją całą. Poruszył ręką mocniej i szybciej
po swoim członku i on osiągnął spełnienie. Spojrzał na chłopaka, który łapał
powietrze, uspokajając swój oddech i napierając całym ciałem na ścianę.
- Wybacz – powiedział Kris, podnosząc się z klęczek i
zapinając swój rozporek.
Damien uśmiechnął się lekko i zarzucając mu ręce na szyję,
wpił się w jego usta.
Kolejny i kolejny i kolejny i wiele kolejnych razy było
bardziej namiętny, perwersyjny niż poprzednie.
Jakiś czas potem okazało się, że Devil to właśnie był
Damien. Przeznaczenie zadziałało i mimo tego, że oboje pochodzili z innych
światów, zakochali się w sobie. W miłości nie ma ograniczeń.
*****
I to byłoby na tyle.
Żałosna notka, wiem ;/. Ale nic więcej z siebie nie mogłam wykrzesać. Brak pomysłu na tytuł, dlatego też taki żałosny. :<
Wybaczcie błędy, ja sprawdzałam, więc spodziewajcie się kfiatków xD.
Nie wiem, kiedy pojawi się kolejna notka. Jak znajdę wenę i ją napiszę, to się pojawi. Bądźcie cierpliwi, o!
Niech Yaoi będzie z Wami xD.