30 wrz 2013

Pomocne urodziny.

Witam.
Jak tam Wam leci?
Jutro wracam na studia i z okazji tego, chciałam wrzucić notkę, którą wczoraj skończyłam. Nie jestem z niej zadowolona, fakt, ale kompletnie nie miałam pomysłu na nią. Musicie mi wybaczyć. Nie mniej jednak, mam nadzieję, że komuś się spodoba.
Ciągle poszukuję bety! Jak będzie ktoś chętny, to niech napisze w komentarzach swój numer gadu, albo napiszę do mnie na gadu (mój numer jest z Informacjach), to się odezwę. Niech znajdzie się chętny, nooo! Ja nie gryzę.. No czasami, huehuehue.
No nic, zapraszam do czytania. ;).
*****

Wychodząc z rezydencji, nałożył kolorową czapkę na głowę, ukrywając w ten sposób ważny element swojego ciała. Nie chciał tłumaczyć się ludziom, skąd ma kocie uszy i że tak naprawdę nie był stąd. Nie mógł zdradzić tej tajemnicy, że świat bajek naprawdę istnieje i czasami udaje się przedostać mieszkańcom do świata ludzi i zadomowić się tutaj. To ciężko byłoby wytłumaczyć, dlatego nawet nie miał zamiaru. Cieszył się, że na dworze jest zimno i mógł schować swoje uszy pod czapką. Właściwie to nawet podczas wiosny czy lata w tym świecie, nosił czapki. Tak było wygodniej, niż tłumaczenie swojej ułomności tutaj. Bo w tym świecie, to na pewno była ułomność, nieakceptowana przez innych. A chciał być normalny, bo w końcu przybył tutaj z rodziną, by odczuć trochę normalności. W swoim świecie nie czuł się dobrze, wiedział, że nie pasował, chociaż fizycznie nie odstawał od innych. Teraz był inny, ale było mu lepiej. Naciągnął czapkę bardziej i ruszył przed siebie. Miał dzisiaj odwiedzić pełno sklepów, jedynie dlatego, że jego młodsza siostra miała urodziny. Musiał zobaczyć co mógł jej kupić. Nie znał się na dziewczynach ani odrobinę, więc pewnie byłoby mu ciężko, gdyby nie koleżanka, która zaoferowała mu swoją pomoc. Spotkali się pod centrum handlowym.
- Cześć! – krzyknęła, kiedy na horyzoncie pojawiła się jego postać.
Uśmiechnął się lekko i przyspieszył nieco kroku. Wiedział, że będzie na niego czekać, zawsze tak było. Liz była niezmienna.
- Cześć – przywitał się z nią z lekkim uśmiechem.
- Cześć kocie! – zaśmiała się. – To cały moloch przed nami.
Centrum handlowe było naprawdę wielkie i często nazywano je molochem. Było ogromne i mieściło się tam pełno sklepów. Pewnie cały tydzień chodzenia po nich, nie starczyłby aby przejść to wszystko, co się tutaj znajdowało. Ale nie zrażał się, bowiem miał pewien plan. Właściwie to chciał kupić siostrze jakąś ładną sukienkę, do tego coś z biżuterii i trochę słodyczy. Uznał, że taki prezent na pewno się spodoba, więc od razu ruszyli do sklepów. Nie przewidział jednak tego, że Liz ma większe pojęcie o sklepach i modzie, oraz że zaciągnie go do wielu sklepów, których nazwy nawet nie potrafił spamiętać, a co dopiero wymówić. Pocieszające było to, że dziewczyna była w swoim żywiole i od razu po wejściu do sklepu, ginęła wśród ciuchów i wieszaków. On mógł sobie posiedzieć, albo poszukać czegoś dla siebie. Dysponował niemałą sumą pieniędzy, więc mógł również kupić coś sobie, skoro nadarzyła się okazja. Liz co chwile przybiegała z to nową sukienką, która jej zdaniem pasowałaby do młodej Melody, ale on był sceptycznie nastawiony. Mała miała 16 lat, więc chciał kupić jej coś w jej stylu, z motywem kwiatów, nie za długą, gdzieś do kolan. Kiedy w piętnastym sklepie pod rząd, nie znalazło się nic, co by mu się spodobało, niemal zrezygnował z poszukiwań. Już ustalał swój kolejny plan, gdzie kupi jej po prostu więcej biżuterii i słodyczy, zamiast sukienki.
- Wolf, Wolf! – usłyszał głos Liz i odwrócił się w jej stronę.
Dziewczyna trzymała przed sobą idealną sukienkę, którą mała na pewno by sobie wybrała. Uśmiechnął się lekko i podszedł do koleżanki, delikatnie dotykając materiału.
- Idealna – mruknął jedynie.
Chwycił wieszak i ruszył do kasy. Nie musiał przecież już więcej chodzić, skoro znalazł tę wymarzoną kieckę dla Melody. Mała na pewno się ucieszy, kiedy ją dostanie. Zapłacił odpowiednią sumę pieniędzy i wyszli ze sklepu. Był zadowolony, chociaż niemal cały dzień spędził w molochu, ale było warto. Teraz jedynie sklep jubilerski i ze słodyczami, i na tym skończą się jego dzisiejsze zakupy. Kiedy wszedł do jubilerskiego, od razu jego oczom rzucił się wielki wybór rzeczy, jakie tutaj mieli. Obszedł cały sklep, póki co jedynie oglądając. Liz niczym cień wędrowała za nim, samej obserwując biżuterię, jaką tutaj mieli. Od czasu do czasu komentowała wszystko. W końcu zatrzymała się przed jedną wystawą, gdzie znajdował się przepiękny komplet składający się z delikatnego naszyjnika z drobnym wisiorkiem, w kształcie klucza wiolinowego, oraz małych kolczyków o tym samym kształcie. Melody była zwolenniczką muzyki, więc taki komplet na pewno by jej przypadł do gustu.
- Wolf, zobacz na to – wskazała dłonią na wystawę.
- Liz, na pewno to biorę. Przed chwilą obok tego przeszedłem i nawet nie zwróciłem uwagi – zaśmiał się, drapiąc po szyi.
- Bo jestem dziewczyną i zwracam uwagę na bibeloty – odpowiedziała z uśmiechem.
- Właśnie. Melody będzie zachwycona – powiedział, mówiąc sprzedawcy by zapakował wybrany komplet.
Zapłacił odpowiednią sumę i wyszli ze sklepu. Teraz jedynie został najlepszy sklep ze słodyczami na świecie, więc od razu ruszyli w tamtą stronę, wesoło rozmawiając i śmiejąc się z głupot. Ten sklep znajdował się na ostatnim piętrze, na samym końcu, więc mieli kawałek do przejścia. W sklepie wybrali najlepsze czekolady z nadzieniem, kilka batoników i cukierków, oraz żelek, które dziewczyna uwielbiała. Prezent był ukończony. W drodze powrotnej, rozmawiali wesoło i długo. Niby nie znali się długo, jednak czuli, że nadają na tych samych falach. Na tym polegała ich przyjaźń, że zawsze mogli na siebie liczyć.
- Kris, dlaczego Wolf? – spytała Liz, kiedy opuszczali już moloch.
- Nie wiem. Jak byłem mały zawsze chciałem mieć tak na imię, i tak  już zostało. Nikt praktycznie nie używa mojego imienia – powiedział, drapiąc się z zakłopotaniem po szyi.
Po krótkiej wymianie słów, rozeszli się do swoich domów. Wolf ekscytował się zakupionym prezentem, zwłaszcza, że wiedział, że podarunek przypadnie dziewczynce do gustu. Znał swoją siostrę na wylot. Byli idealnym rodzeństwem, nigdy się nie kłócili czy sprzeczali, mnóstwo czasu spędzali w swoich towarzystwie i rozmawiali o wszystkim. Nie mieli przed sobą tajemnic. Mimo tego, że mała miała mieć już siedemnaście lat, ciągle była dla niego małą siostrzyczką, którą chciał chronić przed złem tego świata. Zwłaszcza, że to nie był ich świat, ich bajka. To wszystko było dla nich nowe, zupełnie obce, więc musieli odnaleźć się w tym wszystkim, bo inaczej, czekał ich powrót do swojego świata. A przecież nie mogli wrócić tak szybko, nie po to tak długo starali się, by tutaj dotrzeć. Kris uśmiechnął się lekko, przystając. Lubił to życie, te wszystkie nowości, których nie mógłby nigdy spotkać. Było wspaniale, naprawdę wspaniale. Powoli ruszył w swoją stronę i po krótkiej chwili, dotarł do rezydencji w której mieszkali. W drzwiach minął się z nim, i jeszcze szerzej się uśmiechnął. Ten chłopak miał coś w sobie, co przyciągało uwagę Krisa, kiedy tylko był gdzieś blisko, w jego domu, w pokoju obok. Jego myśli ciągle krążyły obok niego. Damien był mroczny, tak mroczny, jak tylko człowiek może być. Nigdy się nie uśmiechał i ciągle miał poważną minę, jednak dogadywał się z Melody. Co było dziwne, zważywszy na ich odmienne charaktery. Jednak prawdą było, że przeciwieństwa się przyciągają
- Cześć, Damien – rzucił w stronę chłopaka, który skinął mu jedynie głową, nakładając na nią swoją czarną – a jakże – czapkę i zamknął drzwi za sobą.
Wolf westchnął cicho, ściągając nakrycie głowy. Szybko zdjął wierzchnie odzienie i popędził do swojego pokoju. Nie mógł pokazać się siostrze, gdyż od razu zaczęłyby się pytania z serii „a co to?”, „a po co?”, „a dla kogo?”. Tego chciał przecież uniknąć, by dziewczyna miała niespodziankę, kiedy dostanie prezent od niego. A pewnie, pod gradem tych pytań, by się ugiął i zdradził, że to dla niej. Kiedy dotarł do pokoju, rzucił torby do szafy i usiadł przed komputerem. Od pewnego czasu pisnął z kimś, kto podpisywał się jako Devil. Z niecierpliwością wszedł na czat i zalogował się. Przejrzał listę dostępnych użytkowników i zmarkotniał. Devila nie było. W sumie to nawet zrozumiałe, skoro umawiali się na 20, a była dopiero godzina 19. Nie zostało mu nic innego, jak zejść do kuchni i przygotować sobie coś do żarcia. Tak więc zrobił.
W kuchni spędził trochę czasu, szykując sobie szybką zapiekankę ze składników, które akurat były w lodówce, a nie było ich dużo. Kiedy tylko wszedł, dostrzegł, że na pasku zadań coś miga. Podszedł do komputera i uśmiechnął się zadowolony, siadając na krześle. Otworzył.
- „Nie myślałem, że będziesz tak wcześnie” – napisał i zaczął pałaszować swoją zapiekankę.
- „Udało mi się wcześniej wrócić. To dlatego. Jak Ci minął dzień?”

- „Zakupy są straszne. Nie polecam, ale mam przynajmniej prezent dla siostry. Umiesz doradzać. A jak u Ciebie?”

- „Dzięki, czasem mi się zdarza, ze coś fajnie doradzę. A u mnie? Zakuwanie do cholernych egzaminów końcowych. To męczarnia. Do tego jeszcze trzeba zrobić projekt i to na za tydzień, więc będę częstym gościem u swojej partnerki. Eh”
- „Devil, wydajesz się być niepocieszony. Co jest?”
- „Jej brat. Cholernie mi się podoba. Jest po prostu… No w moim typie. Teraz pewnie będę widział go codziennie i jeszcze zostałem zaproszony na jej urodziny, w ten weekend, gdzie on też będzie. Żyć nie umierać.”
- „Zakochałeś się!” – napisał i wybuchł śmiechem, opierając się na oparciu krzesła.
Rozgrzała między nimi dyskusja, gdzie najwięcej przekleństw wychodziły ze strony chłopaka, o Nicku: Devil. Nie dochodziły do niego żadne argumenty. Ale rozmawiało im się naprawdę dobrze. Mimo tego, że nigdy nie widzieli się w realu, to w Internecie byli dobrymi znajomymi. Można powiedzieć nawet, że Kris uzależnił się od rozmów z chłopakiem i zaczynało mu zależeć. Ale to tylko wirtualna znajomość, która przebije tych rzeczywistych, z już na pewno, nie przebije Damiena. Dlatego rozmawiali tak swobodnie, pisząc o wszystkim. Znali się na wylot, jednak swoich imion nie zdradzili. Krótka znajomość, a jak potrafi wywrócić życie do góry nogami.

Tydzień minął, niezwykle szybko. Wolf nawet nie zauważył, kiedy jego zajęcia na uczelni się skończyły, a tydzień mógł zaliczyć do przechodzonych. Był na drugim roku studiów i mimo różnicy wieku z siostrą, dogadywali się wyśmienicie. Teraz akurat, siedział przy wielkim stole i czekał na wszystkich gości. A właściwie, to na tego jednego, który jak na złość, spóźniał się już prawie pół godziny., co nie wróżyło nic dobrego. Damien nigdy się nie spóźniał i zawsze był przed czasem, niemal tak jak Liz.
- Nie będziemy dłużej czekać. Zaczynajmy przyjęcie – powiedziała matka, głaszcząc czule włosy swojej córki.
Melody zawiedziona usiadła na swoim, honorowym miejscu i wszystko się zaczęło. Życzeń, śpiewów i prezentów nie było końca. Wszyscy cieszyli się i radowali razem z dziewczyną, która szybko zapomniała o Damienie i zajęła się swoimi gośćmi. Tylko Kris wypatrywał go co chwilę, jednak na próżno. Chłopaka jak nie było, tak nie ma.
- Wszystkiego najlepszego, mała – powiedział Kris, kiedy nadeszła jego kolej i wręczył dziewczynie kolorowy pakunek.
Melody wyściskała brata i otworzyła go. Zachwytom nie było końca, bowiem prezent idealnie trafił w jej gusta.
„Trafiony idealnie. Dzięki Devil i Liz.” Pomyślał, patrząc jak dziewczyna biega i pokazuje każdemu z gości, prezent od niego.
Kiedy po chwili usłyszał dźwięk dzwonka, ruszył w stronę drzwi. Otworzył je jednym, szybkim ruchem, a na jego twarzy wykwitł wielki uśmiech, kiedy zobaczył, kto swoi w progu.
- Właź – powiedział, ciągnąc gościa za łokieć do środka.
Damien mruknął coś niewyraźnie i cicho podziękował. Zdjął buty i kurtkę, i poszedł do Melody by dać jej prezent i przeprosić za swoje spóźnienie. Był obserwowany przez Krisa, który nie mógł nacieszyć się, że w końcu się pojawił. Tak długo czekał na jego przybycie, a teraz tutaj był. Zmarszczył brwi, kiedy zobaczył, jak chłopak trzęsie się z zimna. Pogoda nie zachęcała do wychodzenia, bo na dworze panowała burza.
„Debil.” warknął na siebie w myślach i zaciągnął zaskoczonego chłopaka do swojego pokoju.
- Trzęsiesz się, jak galareta – powiedział, kiedy zaskoczenie przemieniło się w szok, a potem gniew.
- Serio? Nie zauważyłem – mruknął z ironią.
- Dobra, dobra. Rozbieraj się – rzucił i pierwszy raz odkąd tutaj przybyli i poznał Damiena, dostrzegł na jego twarzy zażenowanie i lekko zaróżowione policzki.
- C..co?
- Rozbieraj się. Dam ci jakieś ciuchy na przebranie, a te wysuszymy – powiedział spokojnie.
Damien zrezygnowany zaczął zdejmować swoje ciuchy, począwszy od ciemnej bluzy, ciemnego T-shirtu, a zakończywszy na ciemnych spodniach i skarpetkach. Stał teraz w samych, kolorowych – coś nowego – bokserkach i spuścił głowę zażenowany swoim stanem.
Kris nie ruszył się nawet o milimetr, kiedy ten się rozbierał. Był tak zafascynowany tym widokiem, że nie mógł się ruszyć. Nawet nie chciał. Jedynie w jego głowie, pojawiały się już nieprzyzwoite obrazy z chłopakiem, w roli głównej.
- Dasz te ciuchy? – usłyszał cichy, ale stanowczy głos chłopaka i dopiero wtedy, otrząsnął się.
Wyciągnął z szafy jakieś swoje ciuchy, które już dawno powinny być wyrzucone i podszedł do niego. Nie mógł wytrzymać, a napięcie wywoływało w nim tylko coraz żywszą reakcję. Nie mógł dłużej wytrzymać. Ten chłopak, tak cholernie na niego działał, że niemal wariował. Nie zastanawiając się nad niczym pchnął go na ścianę i nim młodszy zdążył zaprotestować, wpił się w jego usta mocno. Całował go z początku delikatnie i subtelnie, by potem robić to z coraz większą pasją. A zarzucone ręce na jego szyi, motywowały go bardziej do działania. Uśmiechnął się kącikiem ust, kiedy oderwali się od siebie. Dyszeli ciężko, jednak Wolf nie zamierzał przestawać. Zszedł pocałunkami na jego szczękę, szyję, ramiona, klatkę piersiową. Dłużej zatrzymał się, przy pieszczeniu jego różowych i coraz twardszych z każdym dotykiem, sutkach. Ciche jęki i pomruki Damiena, rozpalały go do granic, ale musiał być delikatny, by nie zrobić mu krzywdy. Zjechał pocałunkami niżej, na gumkę od bokserek i spojrzał w mu w oczy. Nie widząc żadnego sprzeciwu na jego rumianej twarzy, zsunął bieliznę do kostek i upewniwszy się, że Damien, nie chce mu przywalić, liznął penisa po całej długości. Młodsze ciało zadrżało i wydało z siebie zduszony jęk. Kris uśmiechnął się szerzej i ponownie polizał, dłużej zatrzymując się na samej główce. Jedną rękę ułożył na biodrze chłopaka, a drugą delikatnymi ruchami, zaczął bawić się jądrami. Damien wypchnął lekko biodra. Na taki znak czekał, więc wziął całego penisa do ust poruszając powoli głową. Z każdą chwilą jego głowa poruszała się coraz szybciej, jednak z dozą wyczucia. Zdjął rękę z jego biodra i odpinając rozporek swoich spodni, wyciągnął z bokserek swojego, sterczącego i powoli ociekającego nasieniem, penisa i zaczął poruszać szybko dłonią, niemal w takim samym tempie, jak głową na przyrodzeniu chłopaka. Dłoń Damiena, zacisnęła się na jego włosach, a biodra wypchnął jeszcze bardziej. Cudowne jęki wypływały z ust chłopaka, które zapewne słychać było na całym korytarzu. Teraz Wolf cieszył się, że wybrał pokój na samej górze, a przyjęcie odbywało się na dole i żaden z gości na pewno nie napatoczy się w tym czasie. Ruszał głową coraz bardziej chaotycznie, jednak coraz szybciej. Zaciskał wargami główkę penisa, czując jak Damien jest blisko spełnienia. Sam był również na granicy i wiedział, że długo nie wytrzyma. Dłoń na jego włosach zacisnęła się mocniej, a głośny jęk wypełnił pokój. Sperma zalała mu usta, a mimo swojego słonego posmaku, połknął ją całą. Poruszył ręką mocniej i szybciej po swoim członku i on osiągnął spełnienie. Spojrzał na chłopaka, który łapał powietrze, uspokajając swój oddech i napierając całym ciałem na ścianę.
- Wybacz – powiedział Kris, podnosząc się z klęczek i zapinając swój rozporek.
Damien uśmiechnął się lekko i zarzucając mu ręce na szyję, wpił się w jego usta.
Kolejny i kolejny i kolejny i wiele kolejnych razy było bardziej namiętny, perwersyjny niż poprzednie.
Jakiś czas potem okazało się, że Devil to właśnie był Damien. Przeznaczenie zadziałało i mimo tego, że oboje pochodzili z innych światów, zakochali się w sobie. W miłości nie ma ograniczeń.

*****
I to byłoby na tyle.
Żałosna notka, wiem ;/. Ale nic więcej z siebie nie mogłam wykrzesać. Brak pomysłu na tytuł, dlatego też taki żałosny. :<
Wybaczcie błędy, ja sprawdzałam, więc spodziewajcie się kfiatków xD.
Nie wiem, kiedy pojawi się kolejna notka. Jak znajdę wenę i ją napiszę, to się pojawi. Bądźcie cierpliwi, o!
Niech Yaoi będzie z Wami xD.