23 lip 2015

Pokój 313.

Witam Wszystkich.
Długo mnie nie było, fakt. Ale wiadomo, jak to jest.
OBRONIŁAM SIĘ!! Z czego jestem niezmiernie zadowolona i prze szczęśliwa. :)
Po obronie wyjechałam na szkolenie i niedawno wróciłam. Wzięłam się w garść i dokończyłam notkę, bez konkretnego zamysłu na jej treść. Ale podoba mi się, przynajmniej póki co.
Zapraszam do czytania. ;*
*****
Mieszkali ze sobą od kilku lat. Nie, nie byli parą ani nic w tym rodzaju. Po prostu musieli dzielić mieszkanie razem i tyle. Innego wyjścia w akademiku nie było, bo przecież pokoje były dwuosobowe. A że uczyli się tutaj od gimnazjum – teraz byli w 3technikum – to grube pięć lat mieszkania mają za sobą. Ale kto to zliczy? Co prawda pokoju się zmienia, jednak w ich wypadku nigdy do takowej zmiany nie doszło i nikt, naprawdę nikt nie wiedział dlaczego. Maszyna, która losowała uczniów, zawsze wybierała tych dwóch na współlokatorów. Złośliwość rzeczy martwych, powiadasz? Można tak powiedzieć, ale kto by to sprawdzał. Zawsze mieszkali razem i nie było odwrotu. Takie mieli szczęście, jak widać. Oczywiście od gimnazjum  również przebywali w tej samej klasie, więc nawet dobrze się zapowiadało to całe wspólne mieszkanie. Dopełniali się, a przeciwieństwa się przyciągają, jak powszechnie wiadomo. Ale mimo wszystko kłócili się bardzo często, bez jasnej przyczyny. Jeśli na korytarzu słyszało się czyjeś krzyki, to wiadomo – pokój 313. Ale tej pokój miał również wiele do zaoferowania. Młodzi mężczyźni robili w nim biby wszechczasów. Każdy chciał tam być, by mieć co wspominać do śmierci. Byli rozchwytywani, ale również unikani. Sprzeczności? Cóż, również tak bywa.
- Nudzę się – jęknął Kacper, wciskając głowę w poduszkę.
Leżenie było nużące i męczące zarazem. Nie miał co ze sobą zrobić, a gnida z którą mieszkał, jakoś nie kwapiła się do tego, by uśmierzyć jego nudę. Karol czytał książkę i totalnie miał w dupie, co mówił jego współlokator. Czyli standardowo.
- Karol, gnido jedna!  - warknął, rzucając w chłopaka, poduszką, na której chwilę wcześniej leżał.
- Weź się odwal, co? Jak się nudzisz, to się rozbierz i rzeczy pilnuj – mruknął Karol, odrzucając poduszkę i wracając do czytania.
Kacper rzucił kilka nieprzyjemnych epitetów w jego stronę i obrócił się wielce urażony w drugą stronę, przyciskając do siebie poduszkę. Mógł się spodziewać, że po lekcjach kujon usiądzie w książkach, niż porobić coś szalonego. Zbliżał się koniec semestru, więc wielka biba powinna być już zaplanowana, a tutaj? Wielka dupa! Kartka pusta i nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie miała się zapewnić.
- Hej ziomki, ziomeczki, ziomusie – rzucił Laluk, który wpadł do pokoju 313, jak burza.
- Laluk! Co tam? – ożywił się Kacper, podnosząc się do siadu.
- Myślałeś o jakimś wyjściu na browarka albo coś – tutaj sugestywnie poruszył brwiami, co znaczyło tylko jedno.
- Ja jestem za, ale ten sztywniak – Kacper wskazał głową na Karola. – Pewnie oleje zaproszenie. Chociaż można się do nas wprosić, a co! Niech się sztywniak rozrusza.
Laluk zaśmiał się i umówił się na wieczór z pełnym zapasem. Cóż, Kacper wiedział, że współlokator nie będzie zadowolony, ale miał to gdzieś. Laluk był z ich klasy i naprawdę dobrze się dogadywali we troje, wbrew wszelkim pozorom.
- Nie będziecie tu chlać – rzucił Karol, zamykając książkę raptownie i wściekle.
- Bo co? To też mój pokój!
- Mam to w dupie!
- W dupie, to możesz mieć coś innego.
- Prowokujesz?
- A co chcesz?
- Nie masz się czym chwalić. Lupa by się przydała, by go dostrzec.
- Żebyś się nie zdziwił.
Słowne potyczki były na porządku dziennym i przeważnie kończyły się z erotycznym podtekstem. Burza hormonów robiła swoje, ale im to jakoś nie przeszkadzało. Ich kłótnie po prostu przenosiły się na wyższy poziom, a wyzwiska wymyślane były na poczekaniu, by dotkliwie dotknęły tę drugą osobę. Chociaż i jeden i drugi, mieli to w wielkim poważaniu, co sobie drugi wymyśli, po prostu musieli to robić. Od lat mieszkać z jedną i tą samą osobą, potrafi walnąć na dekiel i to całkiem nieźle. Ale zdążyli się przyzwyczaić. Przyjaźnili się, chociaż nikt by tego na głos nie wypowiedział. To było złe słowo, które odbierało całą radość. Bo jak się przyzwyczaisz, to koniec. Trzeba dbać o tę osobę i przejmować się jej losem, a tego żaden nie chciał. Przynajmniej publicznie, dyskretnie jednak to robili. Ich przyjaźń miała inny poziom, była niezdefiniowana przez nich samych.
- Mam! – krzyknął Karol, wstając raptownie z łóżka i urywając ich kolejną, bezsensowną kłótnię.
- Niby co? – Kacper spojrzał na niego zaciekawiony.
Karol zawsze tak się jarał, jeśli wpadał na jakiś genialny pomysł dotyczący ich zajebistej imprezy.
- Temat przewodni. Jestem genialny, po prostu.
- Nie wmawiaj sobie tego, bo ktoś jeszcze uwierzy w takie brednie – rzucił Kacper, uśmiechając się wrednie. Nie mógł się oprzeć pokusie.
- Cham i prostak z ciebie – burknął Karol.
- Miło mi – skłonił się. – A teraz gadaj ten temat, bom ciekaw.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
- Spoko, ale tylko z tobą Karolku.
- Pałuj się.
- Twoją pałą? Z przyjemnością.
Karol zgryzł wargę. Ta rozmowa do niczego nie prowadziła, a najchętniej to by walnął ten głupi, wyszczerzony w tępym uśmiechu ryj. Aż go ręce świerzbią, by mu przywalić, ale jakoś udało mu się zdusić w sobie tę chęć.
- Bez komentarza – rzucił, wyjmując z biurka kartkę i długopis. – Wracając do tematu, to impreza będzie miała temat: Bogowie i Herosi. Tutaj można pokombinować i to całkiem sporo ze strojem, więc nie będzie problemu. Bo stroje jak zawsze obowiązkowe. W tamtym roku wyszło zajebiści z szabatem czarownic, teraz to tez wypali.
Podał Kacprowi kartkę, gdzie już nabazgrał większą część planu i pomysłów dotyczących dekoracji, przekąsek i alkoholu. Kacper był pod wrażeniem, ale nie powiedział tego głośno. Ten temat mu się spodobał, zwłaszcza wizja niemal nic niezakrywających przebrań i pań i panów. Idealna okazja, by sobie pooglądać bezkarnie.
Impreza została dokładnie omówiona i zaplanowana. Każdy dostał zaproszenie i musiał się przebrać, taki był wymóg. W dzisiejszych czasach można bardzo wiele dostać w lumpeksach, więc z kostiumem nie powinno być problemu. Kacper i Karol zaangażowali się na najbardziej, jak na organizatorów przystało. Impreza był płatna, drobna opłata, która miała starczyć na dekorację oraz żarcie na całą noc. Wszystko zapięte na ostatni guzik, wszystko ustalone i umówione z władzami, więc żadnego problemu nie przewidywali.
Impreza zaczęła się dokładnie o godzinie zero, czyli w prostym tłumaczeniu, godzina 20. Ludzie schodzili się poprzebieraniu za bogów, herosów, a nawet wszelkich stworów z którymi mogli walczyć herosi. Przeważnie opierali się na bajce Herkules, no ale kreatywne myślenie również włączyli. Karol poprawiał wielki pas przy swoich krótki, skórzanych szortach. Były niewygodne i wpijały się w wiadome miejsce, a to cholerne szelki w niczym nie pomagały. Ostatnio goście właśnie przyszli, więc impreza rozkręciła się. Wszyscy zebrani byli zachwyceni dekoracjami oraz żarciem, o które zadbał Kacper. Świetlica, w której odbywała się cała impreza była przystrojona w wełnę, która imitowała chmury, jakieś kartony, które robiły za rzeźby i kolumny, materiały, świece. Całość pasowała do klimatu i tematu. Kacper bawił się świetnie. Nie wysilił się ze swoim strojem, bowiem narzucił tylko na siebie prześcieradło związane paskiem, na głowę walnął związane gałęzie i tyle. Był organizatorem, więc miał ważniejsze sprawy na głowie niż kostium.
Siedział właśnie przy al ’a barze z kieliszkiem w jednej dłoni i zapojką w drugiej. Był już wstawiony i świat trochę wirował, ale nie przejmował się tym. Impreza podobała się wszystkim i to było najważniejsze. Nawet sztywnika Karol wywijał na parkiecie z jakąś laską. Chyba z Justyną ze 108. Ale po przebraniu nie mógł poznać dokładnie. Aż się w Kacprze zagotowało, kiedy dziewczyna zaczęła go obłapiać, a Karol zbyt pijany, nic sobie z tego nie robił i jeszcze się kretyńsko cieszył. Opróżnił swój kieliszek, łyknął trochę picia i ruszył w ich stronę. Chwycił Karola za rękę, odsunął dziewczynę i wyprowadził go z pomieszczenia.
- Jak rycerz na białym koniu, tylko konia brak – zaśmiał się Karol i czknął.
- Koń na dworze, nie mogłem wprowadzić go do środka, za duży problem.
Karol wybuchł śmiechem. Był teraz rozluźniony i nie przejmował się niczym. A Kacper za to był spięty na struna, chociaż nie wiedział czemu. Coś go nosiło od środka i jakoś widok niemal nagiego współlokatora, wcale nie ułatwiał mu uspokojenia się. Zatrzymał się gdzieś na półpiętrze i usiadł na parapecie. Karol posadził dupsko, obok. Spojrzeli sobie w oczy i po prostu coś pękło. Korytarz był pusty, a oni całowali się jak szaleni. Wstępujące w ich pożądanie z każdą chwilą wzrastało i ogarniało ich coraz mocniej i bardziej. Pocałunki były zachłanne, chaotyczne i agresywne, odrywali się od siebie tylko na chwilę by zaczerpnąć powietrza. Ich otumanione podnieceniem i alkoholem umysły, zdawały się nie funkcjonować, a zdrowy rozsądek urządził sobie wakacje. Przerwali na chwilę pocałunki i udali się do 313, który był ich azylem. A tam, wszystko poleciało z górki. Ubrania zrywane z siebie, pocałunki, kąsania, drobne malinki, poznawanie swoich ciał wzajemnie. Jęki i wzdychania, wymieszane z wonią alkoholu, spermy i potu. Byli spoceni, spragnieni i zaślepieni tym wszystkim. Stosunek nie trwał długo, ale był bardzo intensywny. I kiedy trochę odpoczęli, powtórzyli wszystko. Burza hormonów również zrobiła swoje.
Rankiem, kiedy obudzili się, nie zdawali sobie sprawy z tego co doszło. Dopiero zapach, który ich dosięgnął i czerwone punktu na swoich ciałach, uświadomił im, do czego doszło zeszłej nocy.
- Czyli? – spytał Karol, przejeżdżając dłonią po nagim torsie Kacpra.
- Na to wygląda – odpowiedział Kacper.
Więcej nie poruszali tego tematu, jednak dużo częściej wracali do przyjemności, którą wówczas odczuwali. Bez zbędnego gadania spełniali swoje zachcianki. Nie potrzebowali deklaracji, to nie było w ich stylu. Tutaj wszystko było wiadome. A pokój 313 stał się strażnikiem ich sekretu.

*****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że się komuś spodoba, bo mnie się podoba. :)
Nie wiem, kiedy kolejna notka. Wciągnęły mnie seriale i cóż, kradną czas jak cholera. Ale dzięki nim, mam też pomysły na kolejne notki. A przynajmniej, tak myślę, hehehe. 
Notka nie betowana!! Tylko ja luknęłam trochę, ale to na pewno nie wystarczy. Dlatego przepraszam za wszelkie niedogodności i błędy. Jak coś sama wyłapię, to poprawię.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.

16 maj 2015

Choroba, zwana miłością IX.

Witam!
Trochę mnie nie było, ale wróciłam z nową notką. Kolejną częścią "Choroby..."
Nie wiem, czy się spodoba, ale obecnie nie miałam weny na nic innego. Trochę się stało w moim życiu i cóż, ta notka dała mu jakieś ukojenie. Miało wyjść co innego, ale wyszła "Choroba..."
Zapraszam do czytania! :*
***
Sam nie wiedział, jak bardzo tego pragnął. Tych chwil rozkoszy, które władały jego ciałem i umysłem. Tego dziwnego, ale i wspaniałego uczucia odrętwienia i mrowienia w kończynach. Tego, co działo się w jego głowie. I tego przyjemnego uczucia zaciskania mięśni na członku. Bardzo tego pragnął, ale nigdy by się nie przyznał. Zwłaszcza nie teraz, kiedy było tak dobrze. Tak dobrze wszystko się układało i nie chciał niczego zniszczyć. Mimo tego, wciąż pragnął. Mniej lub bardziej otwarcie. Ale on nic nie mówił, nie komentował jego zachowania. Jedynie przymykał oczy i odwracał głowę. Czasem cień uśmiechu przemknął przez jego twarz. Ale nic poza tym. Żadnego besztania, którego się spodziewał. Nic, kompletnie nic. Ale taki właśnie był jego chłopak. Rzadko się uśmiechał, więc ludzie uważali go za gbura i odludka. Wykluczali go ze społeczeństwa. Sam na początku uważał go za odludka, bo zawsze odstawał od reszty. Na zajęciach siedział gdzieś z boku, z nosem w książce. Na wychowaniu fizycznym nie dawał sobie rady i również odstawał od reszty w każdej dziedzinie sportowej, więc zazwyczaj go na w-f nie było. Potem odrabiał gdzieś samotnie na zajęciach wyrównawczych, albo z inną grupą, dużo mniejszą. Jednak w końcu się przełamał. Po prawie roku, koniec semestru. Sesja zbliżała się wielkimi krokami, a on po prostu podszedł do niego i spytał, czy wykładowca wysłał już materiały na maila. Miał taki miły i przyjemny dla ucha głos. Od tego wszystko się zaczęło. Mateusz starał się, jak mógł, by zagadać Oskara jak najczęściej i pytać o wszystko. Nie tylko sprawy studiów, notatki, ale zwykłe pierdoły. I tak się zaczęło. Potem to się rozwijało, aż na początku trzeciego roku studiów zostali parą. Tajemną parą, ma się rozumieć. Mateusz mógł to wykrzyczeć w każdej chwili, ale Oskar nie chciał się w żaden sposób ujawniać. Na uczelni zachowywali się, tak jak zawsze, w domu było odrobinę inaczej. Oskar od czasu do czasu dawał się nawet cmoknąć, nie tylko w policzek i czoło, jak to było na początku, ale również namiętne buziaki wchodziły w grę. Mati wówczas latał pod niebo.
- Trzeba zapłacić za mieszkanie – zauważył Oskar, wpatrując się w kolorowy kalendarz.
- Fakt. Muszę znaleźć jaką robotę, albo pożyczyć od rodziców – Mati podrapał się po ramieniu. Z kasą teraz u niego było krucho, zwłaszcza, że zwolnił się z roboty bo nie miał w ogóle czasu na zajęcia. A pisanie inżyniera zbliżało się wielkimi krokami.
- Jak coś to zadzwonimy i spytamy się o przedłużenie terminu o kilka dni – uśmiechnął się Oskar. I świat wirował. Miał taki niewinny uśmiech.
Nigdy nie dałby mu w życiu 21 lat, z jego wyglądem. Sam Mati się z niego naśmiewał czasem, że wygląda jak gimnazjalista. Ale miał w tym sporo racji, bo Oskar nie wyglądał na swój wiek. Miał dziecięcą buźkę, bez żadnych oznak zarostu, dziecięcą sylwetkę, która w niczym nie przypominała tej już męskiej, bardziej dorosłej. No po prostu nie wyglądał na swój wiek i tyle. Ale Oskar uważał to za wielki plus, bo przynajmniej nie będzie się martwił siwymi włosami czy łysiną zbyt szybko.
Mateusz stracił całkowicie głowę dla chłopaka. Wszystko by mu oddał. Nawet kawałek nieba, jakby tylko Oski chciał, to by jakoś załatwił. Ale z jedną rzeczą sobie nie radził. Oski wcale, ale to wcale nie chciał seksu. Raz, raz tylko RAZ to zrobili i Mati dostawał szewskiej pasji, jak tylko o tym myślał. Fakt, było dziwnie i tak inaczej niż z kobietą, no ale od czasu do czasu, nie wymagał codziennego stosunku, mogli sobie pozwolić na jakiś numer. A tutaj, nic. Samo trzepanie przestawało mu już wystarczać. Ale nie chciał nalegać. Bo nawet na drobne sugestie, Oski nie reagował. Całkowicie olewał temat i nic. Więc i Mati nic nie mówił. Ale tak bardzo pragnął znowu poczuć jak mięśnie zaciskają się na jego członku, jak ciało pod nim wije się w rozkoszy i jęcząc, prosi o więcej. Samo myślenie o tym było nie do zniesienia. Zaklął cicho pod nosem, kiedy obok niego przeszedł Oski jedynie z ręcznikiem przepasanym przez biodra. A jego penis stwardniał i cóż, pojawił się problem.
- Moja kolej łazienki – mruknął cicho.
Od razu zamknął pomieszczenie, zrzucił pospiesznie ciuchy i wszedł pod prysznic, od razu odkręcając zimną wodę, która miała go ostudzić. Cóż, nie udało się. Więc chłopak ustawił normalną temperaturę i chwycił za członka. Poruszał dłonią równomiernie i dość szybko, pojękując i wzdychając cicho. Po głowie chodziło mu pełno scen, które jeszcze bardziej go nakręcały i pobudzały. Wszystko długo nie trwało. Doszedł do ręki z cichym westchnieniem. Szybko zmył wszystkie ślady, wykapał się porządnie i wyszedł z łazienki, nie krępując się swojej nagości.
- Mati! Ubierz się – jęknął Oskar i cały czerwony wrócił do zmywania naczyń.
Mati uśmiechnął się pod nosem. Wiedział, że działał na chłopaka i by doszło do zbliżenia, musiał tylko popchnąć Oskara do działania. Już układał mu się plan w głowie, który chciał szybko zrealizować. Małymi ale stanowczymi krokami i szybko do celu. O ile wszystko by się potoczyło, tak jak planował. Oczywiście miał kilka wyjść z sytuacji, jakby do niczego nie doszło i plan nie wypalił. Chociaż tego nie chciał. Miał wielka chcicę i frustracja seksualna narastała w nim z każdą chwilą. Sam siebie nie podejrzewał o takie pokłady nachalności, ale potrzebował seksu. Co zrobić. Niby etap młodzieńczej fascynacji seksem miał za sobą, ale coś w nim pozostało. Po chwili wrócił już ubrany, postawił wodę i usiadł na krześle.
- Czemu nie chcesz ze mną tego zrobić ponownie? – spytał bez ogródek. Bycie szczerym przede wszystkim.
- Mamy studia, za pasem inżynierka i obrona – mruknął cichutko Oskar, mocniej szorując i tak czysty już talerz.
- Od czasu do czasu potrzebujemy trochę rozkoszy.
- Ty potrzebujesz.
Na tym zakończyła się ich rozmowa. Oskar nie był skory do rozmowy na ten temat i Mateusz dobrze o tym wiedział. Chciał go zmusić do poruszania tego tematu, ale nie wypaliło. Postanowił dać mu odpocząć od tematu, niby, że go porzucił i wrócić do tego ze zdwojoną siłą.
Następnego dnia wracał do domu niespokojny. Oskar przez cały dzień się nie odzywał. Miał zadzwonić na przerwie w pracy, zawsze tak robił, ale teraz nic. Nawet na głupiego smsa nie odpisał, a Mati świrował. W końcu narzucił płaszcz i wyszedł z domu. Miał zamiar udać się do jego pracy, ale nie zdążył. Dwóch funkcjonariuszy policji stało przed klatką i cóż, czekało na niego.

- Wiesz, strasznie dużo czasu już minęło – powiedział, ściskając jego rękę.
Tamtego dnia okazało się, że Oskar miał wypadek, że potrącił go samochód, że jest w ciężkim stanie, że lekarze nie dają mu zbyt wiele szans na przeżycie, że wszystko się spieprzyło. Od tego czasu minął niemal rok, a Oskar się nie wybudził. Mati przesiadywał często całymi dniami w szpitalu. Wiadomo, musiał pracować by utrzymywać ich mieszkanie. Studia ledwo zdał, inżyniera również jakimś cudem obronił i zaczął pracę. Na bardzo odległy plan spadło wszystko inne. Liczyły się wizyty w szpitalu, i to trzymało go przy życiu. Inaczej nie umiał funkcjonować.
- Wiesz, w pracy pod górkę, ale nic jest źle. Zawsze mogło być gorzej – zaśmiał się i pogłaskał chłopaka po twarzy. – Mógłbyś się już wybudzić i ponownie byśmy zaczęli wspólne życie. Już bez spiny. Dorosłem, szybciej niż myślałem.
Mateusz bardzo wstydził się tego, że chciał niemal zmusić swojego chłopaka do stosunku. Tyle dobrego, że to tego nie doszło, bo teraz miałby wielkie wyrzuty sumienia. I tak ma, ale nie zadręcza się nimi tak jak na początku. Naprawdę dorósł i wszyscy musieli to zauważyć.
- Dzień dobry, Mateuszku – usłyszał i uśmiechnął się.
Tylko jedna osoba zwracała się do niego w ten sposób. Była to mama Oskara.
- Dzień dobry.
- Znowu jesteś u mojego synka. Jak on się ma? Bo lekarze średnio co mówią, to co zawsze.
- Dobrze. Wiem, że niedługo się wybudzi.
Mama Oskara skinęła głową. Od jakiegoś czasu lekarza rozważają odłączenie chłopaka od aparatury, która podtrzymuje jego życie. Już nie raz słyszała, że powinna dać odejść synowi w spokoju, że powinna pozwolić mu odejść, że powinna to przemyśleć. Ale nie chciała, by jej jedyne dziecko odeszło. Wiedziała, że Oskar praktycznie nie żyje. Tylko ta przeklęta aparatura robi wszystko za niego. Jej Oskara już nie było. Wtedy podjęła decyzję. Podeszła do Mateusza i objęła go. Pozwoliła sobie na chwilę słabości, a chłopak wyraźnie to zrozumiał, bo sam zaczął płakać.
Następnego dnia aparatura została wyłączona, a Oskar odszedł. Mateusz wraz z jego matką byli przy tym. Trwali przy jego łóżku i żegnali się z nim długo. Dla każdego to odejście było trudne i sprawiło wiele bólu. Oskar był nad nimi, czuwał z góry. Bo w końcu nigdzie indziej nie mógł trafić, był zbyt dobry.
Pogrzeb był krótki i więcej Mateusz nie pamiętał. Padał deszcz, a on stał nad grobem, nad tymi wszystkimi wieńcami i płakał. Nie mógł się uspokoić i kiedy wszyscy już poszli, osunął się na kolana. Łkał, zanosił się jak dziecko.
- Tak bardzo cię kocham, tak bardzo – szlochał.
Cały życie się zmieniło. Ale Mateusz musiał żyć dalej. Nie pokochał nikogo tak, jak Oskara i na dłużej się nie związał. Nigdy nie powiedział również tych dwóch, najpiękniejszych słów nikomu. Wypowiadał je jednak codziennie nad grobem swojego ukochanego. Systematycznie, codziennie go odwiedzał i opowiadał wszystko. Świat się zmienił, jego życie się zmieniło, ale jego miłość pozostała. Miłość, która stała się jego chorobą. Chorobą, zwaną miłością.
***
I to byłoby na tyle.
Nowa notka to nie wiem kiedy. Pewnie dopiero po obronie, czyli gdzieś w lipcu. O ile dobrze pójdzie. Licencjat się pisze, jakoś, ale trzeba go obronić. Hehe.
Jakby miało pojawić się coś wcześniej, to się pojawi. Ale zobaczymy. Czas pokaże co będzie.
Przepraszam za błędy! Notki nie sprawdzałam, więc jakieś kfiatki się znajdą na pewno! Wybaczcie! Jak jakieś błędy wyhaczę później, to poprawię.
Do usłyszenia.  :*
Niech Yaoi będzie z Wami xD.

16 kwi 2015

Żyję!

Hej, hej.
Informuję, iż żyję, nie umarłam, nic się ze mną nie dzieje. Mam się nawet dobrze, więc jest git. Tylko średnio czasu brak i weny, ale jest dobrze. Tak myślę. :)
Nie mam zamiaru porzucać bloga, ani nic w tych rzeczy. Nie zawieszam bloga - broń Boże! Po prostu mam lenia, brak weny i chęci do pisania notek. Teraz mam na głowie swoją pracę na obronę, więc to nad nią się spuszczam dużo bardziej, by jakoś to szło. A wiadomo jak to z weną jest. Kapryśna jest menda, więc. Mam kilka notek zaczętych i tyle. Muszę się zabrać za skończenie ich.

Wróciłam w poniedziałek na uczelnię po 6tygodniowych praktykach. Tak miałam trochę czasu na pisanie, ale wena zbyt kapryśna i humorzasta, że wcale się nie pojawiała. Pomysł był, ale pisanie na siłę się nie sprawdziło. Powstało tylko parę zdań.
Mam jeszcze wiele pomysłów i nawet grubszy pomysł na tasiemca, z którego kilka notek już mam. Jednak nie chcę ich wstawiać, by utknąć. Chcę jeszcze kilka dopisać, ocenić to wszystko i dopiero wrzucać.
Na pewno wrócę! O to nie ma się co martwić. Jakby ktoś coś do mnie miał, jakaś sprawę, dać mentalnego kopa czy coś, to pisać w komentarzu! Na blogu jestem praktycznie codziennie, także żaden komentarz nie zostanie bez odzewu. O ile się jakieś pojawią.
Nie poddam się i na pewno wrócę, tylko poczekajcie jeszcze trochę. Uporam się z moją pracą, to i notki zaczną się pojawiać regularnie!
Pozdrawiam i do usłyszenia.
Kimi!