Witam Wszystkich.
Długo mnie nie było, fakt. Ale wiadomo, jak to jest.
OBRONIŁAM SIĘ!! Z czego jestem niezmiernie zadowolona i prze szczęśliwa. :)
Po obronie wyjechałam na szkolenie i niedawno wróciłam. Wzięłam się w garść i dokończyłam notkę, bez konkretnego zamysłu na jej treść. Ale podoba mi się, przynajmniej póki co.
Zapraszam do czytania. ;*
*****
Mieszkali ze sobą od kilku lat. Nie, nie byli parą ani nic w
tym rodzaju. Po prostu musieli dzielić mieszkanie razem i tyle. Innego wyjścia
w akademiku nie było, bo przecież pokoje były dwuosobowe. A że uczyli się tutaj
od gimnazjum – teraz byli w 3technikum – to grube pięć lat mieszkania mają za
sobą. Ale kto to zliczy? Co prawda pokoju się zmienia, jednak w ich wypadku
nigdy do takowej zmiany nie doszło i nikt, naprawdę nikt nie wiedział dlaczego.
Maszyna, która losowała uczniów, zawsze wybierała tych dwóch na współlokatorów.
Złośliwość rzeczy martwych, powiadasz? Można tak powiedzieć, ale kto by to
sprawdzał. Zawsze mieszkali razem i nie było odwrotu. Takie mieli szczęście,
jak widać. Oczywiście od gimnazjum
również przebywali w tej samej klasie, więc nawet dobrze się zapowiadało
to całe wspólne mieszkanie. Dopełniali się, a przeciwieństwa się przyciągają,
jak powszechnie wiadomo. Ale mimo wszystko kłócili się bardzo często, bez
jasnej przyczyny. Jeśli na korytarzu słyszało się czyjeś krzyki, to wiadomo –
pokój 313. Ale tej pokój miał również wiele do zaoferowania. Młodzi mężczyźni
robili w nim biby wszechczasów. Każdy chciał tam być, by mieć co wspominać do
śmierci. Byli rozchwytywani, ale również unikani. Sprzeczności? Cóż, również
tak bywa.
- Nudzę się – jęknął Kacper, wciskając głowę w poduszkę.
Leżenie było nużące i męczące zarazem. Nie miał co ze sobą
zrobić, a gnida z którą mieszkał, jakoś nie kwapiła się do tego, by uśmierzyć
jego nudę. Karol czytał książkę i totalnie miał w dupie, co mówił jego
współlokator. Czyli standardowo.
- Karol, gnido jedna!
- warknął, rzucając w chłopaka, poduszką, na której chwilę wcześniej
leżał.
- Weź się odwal, co? Jak się nudzisz, to się rozbierz i
rzeczy pilnuj – mruknął Karol, odrzucając poduszkę i wracając do czytania.
Kacper rzucił kilka nieprzyjemnych epitetów w jego stronę i
obrócił się wielce urażony w drugą stronę, przyciskając do siebie poduszkę.
Mógł się spodziewać, że po lekcjach kujon usiądzie w książkach, niż porobić coś
szalonego. Zbliżał się koniec semestru, więc wielka biba powinna być już
zaplanowana, a tutaj? Wielka dupa! Kartka pusta i nic nie wskazuje na to, by w
najbliższym czasie miała się zapewnić.
- Hej ziomki, ziomeczki, ziomusie – rzucił Laluk, który
wpadł do pokoju 313, jak burza.
- Laluk! Co tam? – ożywił się Kacper, podnosząc się do
siadu.
- Myślałeś o jakimś wyjściu na browarka albo coś – tutaj sugestywnie
poruszył brwiami, co znaczyło tylko jedno.
- Ja jestem za, ale ten sztywniak – Kacper wskazał głową na
Karola. – Pewnie oleje zaproszenie. Chociaż można się do nas wprosić, a co!
Niech się sztywniak rozrusza.
Laluk zaśmiał się i umówił się na wieczór z pełnym zapasem.
Cóż, Kacper wiedział, że współlokator nie będzie zadowolony, ale miał to
gdzieś. Laluk był z ich klasy i naprawdę dobrze się dogadywali we troje, wbrew
wszelkim pozorom.
- Nie będziecie tu chlać – rzucił Karol, zamykając książkę
raptownie i wściekle.
- Bo co? To też mój pokój!
- Mam to w dupie!
- W dupie, to możesz mieć coś innego.
- Prowokujesz?
- A co chcesz?
- Nie masz się czym chwalić. Lupa by się przydała, by go
dostrzec.
- Żebyś się nie zdziwił.
Słowne potyczki były na porządku dziennym i przeważnie
kończyły się z erotycznym podtekstem. Burza hormonów robiła swoje, ale im to
jakoś nie przeszkadzało. Ich kłótnie po prostu przenosiły się na wyższy poziom,
a wyzwiska wymyślane były na poczekaniu, by dotkliwie dotknęły tę drugą osobę.
Chociaż i jeden i drugi, mieli to w wielkim poważaniu, co sobie drugi wymyśli,
po prostu musieli to robić. Od lat mieszkać z jedną i tą samą osobą, potrafi
walnąć na dekiel i to całkiem nieźle. Ale zdążyli się przyzwyczaić. Przyjaźnili
się, chociaż nikt by tego na głos nie wypowiedział. To było złe słowo, które
odbierało całą radość. Bo jak się przyzwyczaisz, to koniec. Trzeba dbać o tę
osobę i przejmować się jej losem, a tego żaden nie chciał. Przynajmniej
publicznie, dyskretnie jednak to robili. Ich przyjaźń miała inny poziom, była
niezdefiniowana przez nich samych.
- Mam! – krzyknął Karol, wstając raptownie z łóżka i
urywając ich kolejną, bezsensowną kłótnię.
- Niby co? – Kacper spojrzał na niego zaciekawiony.
Karol zawsze tak się jarał, jeśli wpadał na jakiś genialny
pomysł dotyczący ich zajebistej imprezy.
- Temat przewodni. Jestem genialny, po prostu.
- Nie wmawiaj sobie tego, bo ktoś jeszcze uwierzy w takie
brednie – rzucił Kacper, uśmiechając się wrednie. Nie mógł się oprzeć pokusie.
- Cham i prostak z ciebie – burknął Karol.
- Miło mi – skłonił się. – A teraz gadaj ten temat, bom
ciekaw.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
- Spoko, ale tylko z tobą Karolku.
- Pałuj się.
- Twoją pałą? Z przyjemnością.
Karol zgryzł wargę. Ta rozmowa do niczego nie prowadziła, a
najchętniej to by walnął ten głupi, wyszczerzony w tępym uśmiechu ryj. Aż go
ręce świerzbią, by mu przywalić, ale jakoś udało mu się zdusić w sobie tę chęć.
- Bez komentarza – rzucił, wyjmując z biurka kartkę i
długopis. – Wracając do tematu, to impreza będzie miała temat: Bogowie i
Herosi. Tutaj można pokombinować i to całkiem sporo ze strojem, więc nie będzie
problemu. Bo stroje jak zawsze obowiązkowe. W tamtym roku wyszło zajebiści z
szabatem czarownic, teraz to tez wypali.
Podał Kacprowi kartkę, gdzie już nabazgrał większą część
planu i pomysłów dotyczących dekoracji, przekąsek i alkoholu. Kacper był pod
wrażeniem, ale nie powiedział tego głośno. Ten temat mu się spodobał, zwłaszcza
wizja niemal nic niezakrywających przebrań i pań i panów. Idealna okazja, by
sobie pooglądać bezkarnie.
Impreza została dokładnie omówiona i zaplanowana. Każdy
dostał zaproszenie i musiał się przebrać, taki był wymóg. W dzisiejszych
czasach można bardzo wiele dostać w lumpeksach, więc z kostiumem nie powinno
być problemu. Kacper i Karol zaangażowali się na najbardziej, jak na
organizatorów przystało. Impreza był płatna, drobna opłata, która miała
starczyć na dekorację oraz żarcie na całą noc. Wszystko zapięte na ostatni
guzik, wszystko ustalone i umówione z władzami, więc żadnego problemu nie
przewidywali.
Impreza zaczęła się dokładnie o godzinie zero, czyli w
prostym tłumaczeniu, godzina 20. Ludzie schodzili się poprzebieraniu za bogów,
herosów, a nawet wszelkich stworów z którymi mogli walczyć herosi. Przeważnie
opierali się na bajce Herkules, no ale kreatywne myślenie również włączyli.
Karol poprawiał wielki pas przy swoich krótki, skórzanych szortach. Były
niewygodne i wpijały się w wiadome miejsce, a to cholerne szelki w niczym nie
pomagały. Ostatnio goście właśnie przyszli, więc impreza rozkręciła się.
Wszyscy zebrani byli zachwyceni dekoracjami oraz żarciem, o które zadbał
Kacper. Świetlica, w której odbywała się cała impreza była przystrojona w
wełnę, która imitowała chmury, jakieś kartony, które robiły za rzeźby i
kolumny, materiały, świece. Całość pasowała do klimatu i tematu. Kacper bawił
się świetnie. Nie wysilił się ze swoim strojem, bowiem narzucił tylko na siebie
prześcieradło związane paskiem, na głowę walnął związane gałęzie i tyle. Był
organizatorem, więc miał ważniejsze sprawy na głowie niż kostium.
Siedział właśnie przy al ’a barze z kieliszkiem w jednej
dłoni i zapojką w drugiej. Był już wstawiony i świat trochę wirował, ale nie
przejmował się tym. Impreza podobała się wszystkim i to było najważniejsze.
Nawet sztywnika Karol wywijał na parkiecie z jakąś laską. Chyba z Justyną ze
108. Ale po przebraniu nie mógł poznać dokładnie. Aż się w Kacprze zagotowało,
kiedy dziewczyna zaczęła go obłapiać, a Karol zbyt pijany, nic sobie z tego nie
robił i jeszcze się kretyńsko cieszył. Opróżnił swój kieliszek, łyknął trochę
picia i ruszył w ich stronę. Chwycił Karola za rękę, odsunął dziewczynę i
wyprowadził go z pomieszczenia.
- Jak rycerz na białym koniu, tylko konia brak – zaśmiał się
Karol i czknął.
- Koń na dworze, nie mogłem wprowadzić go do środka, za duży
problem.
Karol wybuchł śmiechem. Był teraz rozluźniony i nie
przejmował się niczym. A Kacper za to był spięty na struna, chociaż nie
wiedział czemu. Coś go nosiło od środka i jakoś widok niemal nagiego
współlokatora, wcale nie ułatwiał mu uspokojenia się. Zatrzymał się gdzieś na
półpiętrze i usiadł na parapecie. Karol posadził dupsko, obok. Spojrzeli sobie
w oczy i po prostu coś pękło. Korytarz był pusty, a oni całowali się jak
szaleni. Wstępujące w ich pożądanie z każdą chwilą wzrastało i ogarniało ich
coraz mocniej i bardziej. Pocałunki były zachłanne, chaotyczne i agresywne,
odrywali się od siebie tylko na chwilę by zaczerpnąć powietrza. Ich otumanione
podnieceniem i alkoholem umysły, zdawały się nie funkcjonować, a zdrowy
rozsądek urządził sobie wakacje. Przerwali na chwilę pocałunki i udali się do
313, który był ich azylem. A tam, wszystko poleciało z górki. Ubrania zrywane z
siebie, pocałunki, kąsania, drobne malinki, poznawanie swoich ciał wzajemnie.
Jęki i wzdychania, wymieszane z wonią alkoholu, spermy i potu. Byli spoceni,
spragnieni i zaślepieni tym wszystkim. Stosunek nie trwał długo, ale był bardzo
intensywny. I kiedy trochę odpoczęli, powtórzyli wszystko. Burza hormonów
również zrobiła swoje.
Rankiem, kiedy obudzili się, nie zdawali sobie sprawy z tego
co doszło. Dopiero zapach, który ich dosięgnął i czerwone punktu na swoich
ciałach, uświadomił im, do czego doszło zeszłej nocy.
- Czyli? – spytał Karol, przejeżdżając dłonią po nagim
torsie Kacpra.
- Na to wygląda – odpowiedział Kacper.
Więcej nie poruszali tego tematu, jednak dużo częściej
wracali do przyjemności, którą wówczas odczuwali. Bez zbędnego gadania
spełniali swoje zachcianki. Nie potrzebowali deklaracji, to nie było w ich
stylu. Tutaj wszystko było wiadome. A pokój 313 stał się strażnikiem ich sekretu.
*****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że się komuś spodoba, bo mnie się podoba. :)
Nie wiem, kiedy kolejna notka. Wciągnęły mnie seriale i cóż, kradną czas jak cholera. Ale dzięki nim, mam też pomysły na kolejne notki. A przynajmniej, tak myślę, hehehe.
Notka nie betowana!! Tylko ja luknęłam trochę, ale to na pewno nie wystarczy. Dlatego przepraszam za wszelkie niedogodności i błędy. Jak coś sama wyłapię, to poprawię.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.

