23 cze 2019

Kości zostały rzucone - XI.

Cześć!
Żyję i mam się dobrze - przynajmniej tak mi się wydaję.
Zawaliłam terminy, ale chcąc nie chcąc tak bardzo wciągnął mnie serial, że codziennie oglądałam po kilka odcinków. Zaniedbałam przy okazji tą historię na maksa! Mam jeszcze coś w zanadrzu, ale niestety nie jest tego za wiele. Serial się skończył, więc odstresowaniem po pracy, będzie pisanie. 
Od razu mówię, że następna notka pojawi się dopiero pod koniec lipca. Chcę trochę notek dopisać, by mieć coś więcej, by znów regularnie wrzucać. Ale to trzeba się zebrać, by przed urlopem mieć coś więcej. A zacznie się dziać, przynajmniej tak myślę.
Dość smęcenia, zapraszam do czytania.
*****

Jego ciepła dłoń w której ściskał moją, doprowadzała mnie na skraj rozpaczy. Cieszyłem się, że zostaniemy we dwójkę, jednak po tym cholernym ‘ok’ nie wiedziałem na czym stoję. I w tej chwili, było mi to całkowicie obojętne. Odpłynąłem myślami i konsekwencjami swojego zachowania. Cieszyłem się chwilą, modląc się w duchu, by trwała jak najdłużej się da. Aki i Nao przestali mnie interesować, bo obiekt mojej miłości parł przed siebie zdecydowanie. Rozpływałem się pod jego ciepłem i cholera, czułem, że moja dłoń zaczyna się pocić. Taki nerwowy ruch, zwłaszcza, że mimo później pory, na ulicach było całkiem sporo ludzi. Nie przywykłem do bycia w centrum uwagi, i denerwowało mnie to coraz bardziej. Skuliłem się nieco, chcąc jeszcze chwilę napawać się tym wszystkim. Ten młody mężczyzna mnie obezwładniał, a tak naprawdę nic przecież nie robił, tylko szedł przede mną. A wyglądał cudownie, po prostu. Laska w mojej głowie znów się odezwała, aż skrzywiłem się lekko.
- Masz ochotę na lody? – spytał, odwracając głowę w moją stronę, jednak uparcie szedł dalej.
Cóż, sens jego słów odebrałem dwuznacznie. Mój mózg zaczął pracować na pełnych obrotach, choć zdecydowanie nie powinien podsyłać mi takich wizji, jakie właśnie miałem. Ale mogłem się usprawiedliwiać, bo przecież byłem młody i moje ciało samo, całkowicie poza kontrolą, wyprawiało to co wyprawiało.
- W sumie, to chętnie. Ale ogólnie to jestem głodny, więc możemy skoczyć coś zjeść. Pasuje?
Uśmiechnął się, a mnie zmiękły kolana. Naprawdę to było niepojęte. Mimo niejakiego odrzucenia i prób odkochania się, w dalszym ciągu los jakby podstępnie się uparł i stawiał Kazumę na mojej drodze. I za cholerę nie wiedziałem, za jakie grzechy mi to robi! Serio, przykro mi, jeśli w poprzednim życiu byłem złoczyńcą czy coś, ale możesz już losie sobie darować. I tak miałem wielki problem z zachowaniem, a dodatkowo obecność Kanta wcale nie ułatwiała mi racjonalnego myślenia. Bo przecież powinienem zgarnąć Akiego, grzecznie zeżreć te cholerną pizzę, ładnie podziękować i no, dać dyla. Jednak było jak było i właśnie siedziałem naprzeciwko niego w jakimś barze mlecznym przeglądając kartę z typowym obiadowym żarciem. Tego chyba było mi trzeba, bo naprawdę poczułem niesamowity apetyt.
- Wezmę pierogi, a Ty? – spytał, odkładając kartę na bok i spoglądając na mnie, lekko przymykając oczy. Boże! Za co cierpię takie katusze?! Zrobiło mi się gorąco, naprawdę gorąco.
- To samo – odparłem machinalnie.
Powoli, bardzo powoli myślenie wracało, chociaż nie tak szybko, jakbym tego chciał. Ale w sumie, skoro już cierpię, to zawsze można pogrążyć się dalej. Skoro to jednostronne uczucie, to muszę zrobić wszystko, by zapomniał o smsie (na szczęście w ogóle nie schodziliśmy na jego temat, uffff). Zjedliśmy obiad i rozmawialiśmy o wszystkim o i niczym, tak naprawdę. Rozmowa się po prostu ciągła i leciała, chociaż z początku nie wróżyłem nam właściwie tematów do rozmowy, z powodu mojego spięcia, ale on skutecznie rozluźnił atmosferę między nami i jakoś poszło. Słuchałem jego zabawnych historii związanych z nim, jego bratem i ich przyjaciółmi. Tak naprawdę spijałem i zapamiętywałem wszystko, co tylko mogłem. Sam oczywiście też coś opowiadałem, a mając tyle rodzeństwa nie trudno było o jakaś zabawną anegdotkę. Co chwilę wybuchaliśmy śmiechem, nie raz ocierając łzy z twarzy. Jego towarzystwo było cudowne. Nie wiedziałem, jakim cudem siostra zerwała z nim, przecież to jest facet idealny! Przystojny, zabawny, z poczuciem humoru – no po prostu ideał. A może tego szukałem tylko ja? Sam już nie wiedziałem, czego chciałem. Skoro nie odwzajemniał moich uczuć, to mogłem zachować zimną twarz i udawać, że durne smsy nie weszły nigdy między nas. Chociaż wisiało to nad nami, niczym jakaś klątwa. Ale skoro on do tego nie nawiązywał, to i ja nie zamierzałem się wychylać. Nie było takiej potrzeby. W jego towarzystwie czas leciał mi niebywale szybko, aż sam byłem zdziwiony. Luźna rozmowa, była chyba nam obu potrzebna.
- Twój brat to guru mojego przyjaciela – wypaliłem.
- Serio?
- Nie zauważyłeś? Tylko dlatego pojawił się tak naprawdę na tych targach nerdów. A mnie zaciągnął siłą, choć zapierałem się rękami i nogami.
- No proszę, a nie wygląda na jakiegoś macho.
Wybuchnęliśmy niekontrolowanym śmiechem. Moja wyobraźnia zaczęła działać na zwiększonych obrotach, podsyłając mi obraz Akiego jako typowego macho. Nie mogłem opanować kolejnych salw śmiechu, tak komicznie to wyglądało. Jednak Kant miał rację, nie wyglądał na takiego, co jeszcze bardziej dodawało komizmu jego słowom i moim wyobrażeniom.
- Niby nie wygląda, ale krzepę ma – powiedziałem, kiedy jako tak się uspokoiłem, ścierając wierzchem dłoni łzy, które popłynęły po policzkach.
- Ciężko mi to sobie wyobrazić. Ale przynajmniej spotkał swojego guru i teraz na pewno jest zadowolony z takiego obrotu sprawy.
Zgadzałam się z nim w 100%. Zresztą nie tylko on był zadowolony, bo ja również. Gdyby nie odcięli się od całego świata, pewnie nie miałbym okazji pobyć sam na sam z moim mężem. Nie powinienem go tak tytułować, ale samo po prostu wychodziło – rozum swoje, a serce swoje, skubane nie chciało się posłuchać. Z jednej strony chciałem by moje nieusłuchane serce dalej walczyło o swoje, a z drugiej by przestało i miałbym święty spokój. Mógłbym w końcu odetchnąć, nie marząc o tym by odwzajemnił moje uczucia. Tak naprawdę, to zamiast cieszyć się teraz z jego towarzystwa, zakochiwałem się z nim na nowo. Nie potrafiłem inaczej i chciało mi się wyć i krzyczeć. Ten facet rujnował każde moje postanowienie i chętnie bym go skopał, gdyby wiedział co mi robi. A tak za nieświadomość nie powinienem się na nim wyżywać i nie mogę.
- A co u Twojej siostry?
Pytanie padło z jego ust i zawisło między nami. Gapiłem się na niego mrugając zawzięcie i nie będąc w stanie wydobyć z siebie głosu przez dłuższą chwilę. Tego się nie spodziewałem, dosłownie. Mogłem się spodziewać wszystkiego, ale nie takich pytań o moją siostrę, jego byłą!
- A co ma być?
- Nic. Pytam tylko, czy u niej wszystko w porządku. To wszystko. Nie mam żadnych niecnych placów. No przynajmniej nie względem niej – odpowiedział, unosząc ręce w obronie.
Uspokoiły mnie jego słowa, choć nie specjalnie przykładałem do nich wagę. Skoro miał wobec kogoś jakieś plany, nie powinienem się interesować i znów zaangażować. Uśmiechnąłem się i pokazałem mu kciuka w górę, na więcej nie było mnie w tej chwili stać i nie mogłem na to poradzić. Telefon rozdzwonił mi się w idealnym momencie. Chwała mu za to, naprawdę!
- Przepraszam, muszę odebrać – powiedziałem, wstając i wychodząc na zewnątrz. Wciąż byliśmy w tym mlecznym barze, w którym siedziało kilka osób. – Czego chcesz? – burknąłem do telefonu.
- Coś się tak najeżył? Coś wam nie idzie? Wyglądałeś jakbyś był w siódmym niebie, jak wychodziliście – usłyszałem ściszony głos mojego przyjaciela.
- Było, a w sumie to jest nawet ok. Ale to nie jest rozmowa na telefon. Kiedy wracasz?
- No, ja w tej sprawię dzwonię. Jakby ojciec dzwonił, to jestem u Ciebie, ok? – spytał konspiracyjnie. I już domyślałem się, co mogło stać się w pizzerii. Miałem głupiego przyjaciela i teraz zaczynałem się zastanawiać czy nie wsiadać na białego konia i nie gnać mu z pomocą. Parsknąłem cicho śmiechem. Tego mi brakowało, jeszcze teraz: konia i zbroi. Nico, Twój humor dobija. Mój przyjaciel nie czekał na odpowiedź, bo przecież doskonale wiedział, że i tak mu pomogę. Już nie raz kryłem jego dupę, więc i tym razem nie widziałem przeciwskazań do udzielenia pomocy.
- A gdzie Ty właściwie będziesz w nocy? – spytałem, by mnie potem skubany nie zaskoczył jakaś informacją ciekawą, jak pojawi się u mnie w domu.
- U Nao.
Aha, ok u Nao… Zaraz… ŻE CO? Po festiwalu nerdów spodziewałem się wszystkiego, nawet tego, że Aki właduje mi się na chatę i będzie zażynał mój komputer, który i tak ledwo zipie, w kolejne gry, które zakupił. Ale informacja o pobycie u guru, trochę mnie zbiła z pantałyku. Nie spodziewałem się, że mój własny, prywatny przyjaciel będzie taki nieodpowiedzialny.
- Nico, nie martw się. Nie jest mordercą, czy gwałcicielem. Zresztą, ma tyle gier, że nie mogłem tutaj się nie pojawić. Kolejna taka okazja mogła się mi już nie zdarzyć! Nico, zrozum.
- Dobra, kumam. Ale ogarnij się i nie daj się zakręcić. Na razie.
Rozłączyłem się będąc pewnym, że tak naprawdę już Nao okręcił go wokół palca. Mieli wspólne zainteresowania i obaj byli dorośli, a przynajmniej tak mi się zdawało, że nie powinni zrobić nic głupiego. A może… Teraz już nie byłem pewny niczego.

*****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że się podoba.
Błędy nie sprawdzane - standardowo.
Jak zaznaczyłam na wstępie - kolejna notka dopiero pod koniec lipca. Także tego, oczekiwać, czy coś.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.
PS. Basiu, motywujesz mnie do pisania, sama nawet nie wiesz jak bardzo! :D Dziękuję Ci, że jesteś, pojawiasz się, czytasz, kometujesz i wspierasz!