16 cze 2018

Lato, po prostu.


 Witam Wszystkich!
Minął szmat, spory szmat czasu od ostatniej notki, bo prawie pół roku! :O 
Moje życie pochłonęła praca zawodowa, która czasem wysysa ze mnie energię i chęci do zrobienia czegokolwiek, dodatkowo kończę studia - drugi kierunek mgr, bronię się w lipcu, właśnie kończę pisanie pracy O.O - późno wiem, ale ciężko się było za to zabrać też.
Tyle tytułem wstępu i wyjaśnienia.
Mój blog na onecie został usunięty, także przykro i szkoda mi go. Ale wydaje mi się, że przenosząc się tutaj, skopiowałam wszystkie notki stamtąd. Teraz nie jestem w stanie tego zweryfikować, ale mam taką cichą nadzieję.
Dzisiaj przedstawiam Wam notkę starą, z bloga na onecie. Nie chcąc robić już dłużej przerwy, wrzucam to co mam na komputerze ze staroci. Może się komuś spodoba.
Nie usuwam, nie porzucam bloga, nigdy tego nie zrobię! Moje nieobecności są długie, ale codziennie na bloga zaglądam. Nic się z nim nie stanie.
Tyle mej gadaniny, zapraszam do czytania.
 *****
Lato. Błękitne niebo, świecące słońce i piękna pogoda. Na termometrach niemal 30 stopni – jednym słowem iście letnia i piękna pogoda. Lato, moja ulubiona pora roku… Zaraz, zaraz.. Że co?!?! W życiu! To chyba nie moje słowa, na pewno. Nie lubię lata, ani wiosny, bo są już za ciepłe dni, nie przepadam za słońcem i gorącem, więc od początku wakacji nie wyściubiłem nosa z domu. Mojego schronienia, mojej ostoi, mojej radości w ten upalne dni. Ah, co ja bym dał za chociaż wielką burzę i ciemne chmury. To byłoby niczym spełnienie moich marzeń – przynajmniej teraźniejszych marzeń. Oczywiście rodzice się wściekają, że nie korzystam z lata, jak brat i przesiaduję w domu, ale na pewno nie zmuszą mnie do wyjścia na ten żar lejący się z nieba.
- Kevin! – usłyszałem głos mojej mamy.
Tak, na imię mi Kevin – imię, która do mnie nie pasuje. Mimo, iż mieszkam w Polsce noszę imię jak z filmów. Mojej mamy ulubiony bohater filmowy z dzieciństwa. Kojarzycie może „Kevin sam w domu”? Tak, to od tego małego chłopaczka dostałem to imię. Osobiście uważam, że rodzice mnie pokarali, ale zmienić tego już nie mogę. A szkoda. Mój brat, oczywiście dostał jakieś normalne imię – Piotr. Ten, to ma zawsze jakieś szczęście, gówniarz mały.
- Kevin! – ponowne wołanie mojej matki.
- Tak, mamo? – krzyknął z pokoju, dokładniej rzecz biorąc sprzed komputera, który pochłaniał mój cały czas.
- Może byś w końcu wyszedł na dwór?
- Nie.
- Ależ Kevin. – błagalny głos mojej matki.
Żałosne. Kto by pomyślał, że matka będzie niemal błagać syna, by ten wyszedł na dwór? Pewnie nikt. Ja tak mam codziennie, jak nie kilka razy dziennie. Przyzwyczaiłem się.
- Mamo, nie będę wychodził na dwór, kiedy leje się z nieba taki żar, który sprawia, że człowiekowi odechciewa się wszystkiego. A do tego wszystkiego, można się niemal usmażyć na dworze, kiedy nie ma w pobliżu żadnego cienia. A chyba nie chcesz, żebym dostał udaru słonecznego?
Moja stała odpowiedź podziałała i dała mi spokój. Czy ona nie rozumie, że nie wyjdę? Dobrze jest mi w domu, gdzie jest sto razy chłodniej niż na dworze. Ten przyjemny chłodek bardzo mi odpowiada. Po chwili usłyszałem kroki na górę. Oho, zbliża się gówniarz.
- Kevin! – wydarł się mój brat, chociaż ja za takowego go nie uważam.
Dla mnie jest to jakiś kosmita, którego podrzucili nam do domu byśmy się nim opiekowali, a kiedy nie będziemy wiedzieć, on przywoła swoje statki i jego pobratymcy zniszczą ziemię!
- Czego? – burknąłem, skupiając całą swoją uwagę na grze, w którą aktualnie grałem.
- Wybieramy się jutro nad wodę z ekipą, i ty oczywiście jedziesz z nami. – powiedział głosem nieznoszącym sprzeciwu.
Czy ja mówiłem, że jest ode mnie o 3 lata młodszy? Ma gówniarz 15 lat, a zachowuje się jak mój ojciec! Tragedia.
- Ta, jasne. Uważaj, bo gdzieś pojadę. – mruknąłem stukając w klawiaturę.
- Nie masz nic do gadania w tej sprawie. – odparł spokojnie.
„Tak, tak. Pogadaj sobie.” pomyślałem zakładając słuchawki i skupiając się na grze jeszcze bardziej. A on oczywiście nawijał dalej, nawet nie zauważając, że go nie słucham, nie słyszę, a na uszach mam słuchawki. Dzień, jak co dzień. I niech tak zostanie.
****
Uwierzycie, że ten gówniarz, kosmita, bękart, debil, psychol, idiota, kretyn, Marsjanin, wywiózł mnie nad tą cholerną wodę?!?! No ja go po prostu uduszę poduszką, kiedy tylko będzie spał! Podejdę z poduszką i przycisnę do jego twarzy, tak mocno, by nie mógł złapać oddechu i się udusi. Tak, plan idealny. Siedziałem pod jakimś drzewem, który osłaniał mnie przed słońcem, obserwując jak kumple mojego brata z osiedla zabawiają się z dziewczynami w wodzie. Cóż za dziecinada, po prostu żenada i nic więcej. Dobrze chociaż, że ten kosmita wziął dla mnie grę, bo inaczej do wieczora to na pewno bym zwariował i zszedł z tego świata. Chociaż dobrze, że mam cień nad głową – chociaż tu jest prawie tak samo gorąca jak na słońcu. Spojrzałem na Piotrka, który pomachał na mnie ręką przywołując mnie. Prychnąłem pod nosem i kiwnąłem przecząco głową. Nie dam się zaciągnąć na to słońce. To, że dałem się wyciągnąć -  siłą zaciągnięty zostałem! – nad to jezioro, to był czysty przypadek. Mój brat nie słuchając żadnych moich protestów, wyzwisk, czy nawet bicia – wrzucił mnie do samochodu i odjechał. Znaczy nie on prowadził, tylko Karol. A wspominałem może, że Piotrek to napakowany chłopak? Trenuje boks już chyba z 7 lat, jak nie dłużej, łazi na siłownię i pakuje w te swoje muły. Oczywiście, jest ode mnie wyższy niemal o pół głowy! Ten to ma szczęście! Przy nim wyglądam jak jakieś dziecko, takie małe, bezbronne dziecko, którym trzeba się opiekować. Nie, nie jestem chuchrem. Co to, to nie. Po prostu nie ćwiczę – nie lubię się przemęczać -, nie uprawiam żadnych sportów, a jedyne co lubię robić, to spędzać czas na grach komputerowych. Kiedyś zostanę sławnym projektantem gier. A przynajmniej taki jest mój cel. Ale wracając do poprzedniego tematu, to dokładnie rzecz ujmując jest tak – mój brat to osiłek, a ja to…No ja. Dobra, teraz czas pograć w jakąś grę, bo zaczynam wariować.
- Kev! – krzyknął Karol.
Kev?! Kev?!?!?! KEV?!?!?! Ja ci zaraz pokażę Kev, to zobaczysz wszystkich świętych. Wspominałem może, że nie znoszę jak ktoś, ktokolwiek, zwraca się do mnie Kev? Jeśli nie, to właśnie wspominam. Oho, nie dobrze. Już zaczyna mi żyłka pulsować.
- Kev! – znowu.
Ja mu zaraz trzasnę, to mnie do końca życia będzie omijał szerokim łukiem! Podniosłem na niego spojrzenie pełne gniewu, złości i istnej furii.
- Kev, chodź do nas.
- Nie jestem Kev, durniu. To po pierwsze. Po drugie, nigdzie się nie wybieram. Tu czuję się świetnie.. Karolku. – mruknąłem, uśmiechając się wrednie.
Niemal słyszałem, jak Karol zgrzyta zębami ze złości. On nie lubi być nazywany Karolkiem, a ja wprost uwielbiam go tak nazywać. Znamy się z Karolem od małego. Jest ode mnie o rok młodszy, ale i tak świetnie się dogadujemy. Można uznać, że jest moim dobrym kolegą.
- Kev… Kevuś! – głos Karola niezmiernie w zdrobnieniu mojego imienia, działał mi na nerwy.
Zaraz mnie coś strzeli na miejscu i tyle będzie. Warknąłem pod nosem niezbyt miłe słowa i odwróciłem się plecami do nich, a przodem do drzewa. Nim zdążyłem zareagować, czy też zrobić jakikolwiek ruch, znalazłem się w wodzie. Wynurzyłem się z wody i obrzuciłem morderczym spojrzeniem, osobę, która mnie wrzuciła. To była oczywista oczywistość, że tą osobą był Karol. A któż by inny – prócz kosmity, potocznie zwanego moim bratem – jak Karol, wpadał na takie głupie pomysły.
„Zabije gnoja! Utłukę, obedrę ze skóry, poćwiartuję i zakopię!” krzyczałem w myślach, zgryzając wargę, by to co myślę, nie wyszło na zewnątrz. Poprawiłem swoje brązowe włosy i wyszedłem z uniesioną głową z wody, od razu idąc pod drzewo do cienia. Zdjąłem z siebie przemoczoną bluzkę, spodnie oraz buty, które położyłem na słońcu by wyschły, a sam zostałem w cieniu. Chwyciłem w ręce grę i zacząłem grać. To było najlepsze co mogłem zrobić. Nie skończyłem nawet jednego poziomu, gdy ktoś rzucił na mnie ręcznik. Ktoś, czyli Karol.
- Dzięki. – burknąłem wycierając się i zaraz oddając ręcznik właścicielowi.
- Spoko. – odpowiedział, siadając obok mnie z uśmiechem.
Tak, widząc taki uśmiech od razu miękną kolana. Dlatego dziękowałem wszystkiemu, że siedziałem na ziemi. A teraz się do czegoś przyznam. Jestem homoseksualistą. I od kilku lat – bodajże o 3 – podoba mi się Karol. Zresztą komu by się nie podobał. Młody, zdolny i do tego niesamowicie przystojny. Ma około 190 cm wzrostu, piękne złote oczy i czarne włosy. Nie jest mięśniakiem, ale ma zarysowane mięśnie – od czasu do czasu dba o nie, chodząc na siłownię z gówniarzem. Kiedy się uśmiecha, wszystkie dziewczyny niemal padają z zachwytu. Oczywistym faktem jest to, że jest bożyszczem niewieścich serc. Wszystkie dziewczyny chciałyby zostać dziewczyną Karola, ale jeszcze żadnej to się nie udało. Karol twierdzi zawsze, że jest „wolnym strzelcem”. A szkoda, bo sam bym się za niego zabrał.
- Coś chcesz? – mruknąłem powracając do gry i przestając wlepiać w niego spojrzenie.
Muszę się skupić na czymś inny, co pochłania mnie bez reszty. Tak, mowa tu oczywiście o grach.
- Chciałem z tobą posiedzieć, bo sam tu siedzisz jak palec. – odpowiedział.
- Już posiedziałeś, więc możesz już iść. – mruknąłem.
- Nie chcesz ze mną posiedzieć? – spytał, a ja podniosłem wzrok na niego.
Spoglądając mu w oczy, dostrzegłem w nich błysk. Tajemniczy, ale urzekający błysk.
- Tego nie powiedziałem.
I tak siedzieliśmy. Ja zapatrzony w grę, a on.. Nawet nie wiem co robił. Ani na chwilę nie podniosłem wzroku, by sprawdzić co robi. Słyszałem jego oddech i nie słyszałem kroków, więc siedział koło mnie.
- Karol, chodź do wody. – zawołała blondynka, Gosia.
- Już idę. – odkrzyknął jej i poczochrał mnie po głowie wstając z miejsca i ruszając w stronę wody.
Dopiero teraz spojrzałem za nim. Jakie on miał ponętne ciało. O mój Boże! Wdech, wydech, wdech, wydech! Uspokój się chamie jeden i kładź się z powrotem. To burza hormonów, tylko burza hormonów. Wdech, wydech, wdech, wydech i już spokojny. Oh, co za szczęście. Czasami to pomagało.
Kiedy na zbliżała się godzina 19, wszyscy wpakowaliśmy się do samochodu Karola i wróciliśmy do domu. Ja wpatrywałem się w mijające obrazy, które już znałem niemal na pamięć. Często przyjeżdżałem tutaj z rodzicami, kosmitą i Karolem nad wodę. To były czasy.
****
Minął już miesiąc wakacji i na szczęście – dzięki Ci Boże! – pogoda zepsuła się. Na dworze było chłodno i deszczowo. Prawie codziennie padał deszcz. Tak, w taką pogodę to ja mogę wychodzić na dwór. Narzuciłem na siebie bluzę, ubrałem buty i wyszedłem na dwór, informując wcześniej, że wychodzę i nie długą wrócę. Wybrałem się na przechadzkę. Pogoda nie zachęcała do jakichkolwiek spacerów, więc mogłem być jednym z nielicznych, którzy wyszli na dwór. Spacerowałem po ulicach miasta, bez konkretnego celu. Właściwie, to nie chciałem wracać do domu zbyt szybko, więc udałem się do parku. Usiadłem na jednej z ławek zamykając oczy. Szybko jednak je otworzyłem, kiedy zobaczyłam Karola. Stanowczo za dużo ostatnio o nim myślałem, odkąd dowiedziałem się, że zaczął spotykać się z niejaką Sabiną – dziewczyną, o której chodzą różne plotki. Piotrek się wygadał. Ale w sumie, co mi do tego? Niech się spotyka z kim chce, a mnie to naprawdę nie obchodzi. Chociaż czemu w sercu czuję dziwne kłucie? Eh, sam nie wiem co myśleć. Od zawsze Karola uważałem za kolegę i nic poza tym, ale odkąd zacząłem czuć do niego miętę, to już nie wiem co myśleć. Fajnie mi się z nim gada, wkurza, irytuje, czy nawet gra. Ale czy to możliwe, że między nami będzie kiedyś coś więcej? Dobrze wiem, że on jest bi. Kiedyś po pijaku wygadał się ze swojej orientacji. W końcu, żeby życie miało smaczek raz dziewczynka, raz chłopaczek. Westchnąłem ciężko zakrywając twarz rękoma. Poczułem pierwsze krople deszczu, a dosłownie za sekundę rozpadało się na dobre. Uśmiechnąłem się lekko, podnosząc twarz ku niebu i pozwalając by ciężkie krople deszczu spadały na moją twarz. Ukojenie. Mógłbym tak spędzić całą wieczność, ale nie mogłem. Podniosłem się z ławki i spokojnym, wręcz leniwym krokiem – sądząc po moim tempie, to nawet żółw ze ślimakiem by mnie wyprzedzili – w stronę przystanku autobusowego. Nie schowałem się pod żadną wiatę, czy też parasol, jak to robili inni ludzie, tylko spokojnie czekałem w deszczu na przyjazd odpowiedniego przystanku. Za chwilę na przystanek podjechał autobus, o numerze 129. To mój autobus, więc wsiadłem do wypchanego po brzegi wnętrza. Kto by pomyślał, że 129 będzie taki wypchany! Niemal przygniatali mnie do drzwi. Nagle poczułem czyjś ciepły oddech na skórze.
- Cześć Kev. – usłyszałem tuż przy uchu.
- Kogo spotykam ponownie na swojej drodze? Karolek, cześć. – mruknąłem, dobrze wiedząc, że to właśnie on.
Zostałem brutalnie pchnięty na drzwi. Co prawda nie dzieliły mnie od drzwi jakieś wielkie odległości, a jedynie centymetry, ale poczułem to spotkanie z nimi.
- Oszalałeś? – prychnąłem zdenerwowany na niego.
- Tak, oszalałem. – wyszeptał mi do ucha.
Już chciałem coś powiedzieć, kiedy poczułem jego ręce na moich biodrach delikatnie je masujące. Uśmiechnąłem się delikatnie pod nosem, jednak zaraz potrząsłem głową.
- Co ty wyrabiasz? – powiedziałem spokojnie, przynajmniej tak myślę.
- Nic. – odpowiedział, a jedna z jego rąk powędrowała pod bluzę i bluzkę.
Zgryzłem lekko wargę, kiedy zaczął masować mój brzuch. To było najwrażliwsze miejsce na moim ciele. W szybie, zobaczyłem jego uśmiechnięte oblicze. Robił to specjalnie i  ja dobrze o tym wiedziałem. Pisnąłem cicho, kiedy jego dłoń znalazła się w moich bokserkach.
- Co ty robisz? – wyszeptałem cicho.
Nie było stać mnie na coś głośniejszego, zwłaszcza, że jego dotyk sprawiał, że moje zmysły i ciało wariowało.
- Zobaczysz. – wyszeptał mi do ucha, które później pocałował.
Poczułem jak stanowczo łapie mojego penisa w rękę i zaczyna poruszać nią w górę i w dół nie spiesząc się. Co jakiś czas zatrzymywał się na czubku, którzy pocierał palcami i na powrót wracał do poruszanie ręką po całej długości. Spuściłem głowę, zasłaniając włosami moje czerwone policzki. Przegryzałem wargę, byle żaden niepożądany dźwięk nie wydobył się z moich ust. Karol zaczął poruszać mocniej i bardziej stanowczo ręką, jednak po chwili obrócił mnie w swoją stronę. Ludzie powoli opuszczali autobus, by weszli do niego inni pasażerowie. Stałem na wprost Karola, oparty lekko o drzwi pojazdu. Jego jedna ręką znajdowała się na moim brzuchu – który ciągle masował -, a druga trzymała mojego penisa i doprowadzała mnie do obłędu. Chłopak, stanowczym ruchem przesunął mnie bardziej w bok, tak by on mnie zasłaniał i nikt z pozostałych pasażerów stojących obok, nie widział co wyprawiamy. Wyjął mojego penisa z bokserek i teraz stał on w całej okazałości. Karol oblizał się lekko, a ja spuściłem głowę zażenowany. Nigdy wcześniej nie znalazłem się w takiej sytuacji, więc nie wiedziałem jak się zachować. Ponownie chwycił dłonią mojego członka i zaczął poruszać nią w szybkim tempie, zapewne chcąc doprowadzić mnie do szybkiego spełnienia, gdyż zbliżaliśmy się do jego przystanku. Zgryzałem wargę, jednak pojedyncze jęki wydobywały się z moich ust. Nie były na szczęście takie głośne, by ludzie się tym zainteresowali. Wiedziałem, że długo już nie wytrzymam, więc złapałem Karola za ramię ściskając dość mocno i spuszczając głowę mocniej, doszedłem w jego rękę. Czarnowłosy naciągnął mi bokserki i spodnie na tyłek i patrząc mi perwersyjnie w oczy, zaczął oblizywać swoją rękę w mojego nasienia.
- Kretyn. – burknąłem.
Nie odpowiedział, jedynie uśmiechnął się, jakby radośnie, albo miałem zwidy. Autobus zatrzymał się na przystanku, a drzwi otworzyły się. Pasażerowie zaczęli wychodzić, a ja razem z nimi i Karolem, który złapał mnie za rękę i wyciągnął siłą na zewnątrz. Na dworze dalej lało, ale lubiłem taką pogodę. Trzymał mnie za rękę prowadząc do swojego domu.
- Wiesz, że mieszkam przystanek dalej? – spytałem, dla pewności.
- Tak, wiem.
- To czemu ciągniesz mnie do siebie?
- Bo chcę coś zrobić, co obaj zapamiętamy. – wyszeptał tajemniczo.
Nie pytałem o nic więcej, bo nawet nie chciałem wiedzieć co planuje. Chociaż po akcji w 129 zaczynałem się domyślać o co chodzi. Zgryzłem lekko wargi zdenerwowany. Nigdy nie robiłem TEGO z chłopakiem młodszym ode mnie, który – o cholera! – będzie górą! To zazwyczaj ja byłem górą w przelotnych przygodach łóżkowych. To jest dość nowe dla mnie i inne. Deszcz przemoczył mi całe ubranie, które kleiło się już do mojego ciała. Uwielbiam taką pogodę. Mógłbym stać i stać i stać na deszczu. Po kilku chwilach, wprowadził mnie do domu. Zaskoczyłem się trochę, że nie ma jego rodziców – którzy są świetni! – gdyż zawsze bywali w domu, przynajmniej kiedy tutaj przychodziłem.
- Jesteś sam? – spytałem dla pewności.
- Nie widać? – odpowiedział pytaniem, na pytanie. Jak ja tego nie znoszę.
- Karolek, ty mnie nie denerwuj. Pytam grzecznie, to wyyy… – reszta mojej wypowiedzi została brutalnie, aczkolwiek namiętnie przerwana pocałunkiem.
Całował mnie zachłannie, namiętnie i drapieżnie, jakby to wszystko miało się nigdy nie powtórzyć. W pośpiechu zdejmowaliśmy – chociaż lepszym określeniem będzie, zdzieraliśmy – z siebie nawzajem ubrania, rzucając je gdzie popadnie. Nikt z nas nie zwracał uwagi na to, gdzie rzeczy lądują. Całowaliśmy się, dotykaliśmy w pośpiechu, jakby to wszystko miało zniknąć, albo nigdy więcej się nie powtórzyć. Karol rzucił mnie na łóżko, samemu zwisając tuż nade mną. Patrzyliśmy sobie w oczy rozkoszując się widokami przed sobą. O tak, miałem na co popatrzeć. Przyciągnąłem go do pocałunku, a on w tym czasie zaczął mnie przygotowywać. Cóż, szczerze powiedziawszy, to nie był miłe uczucie na początku przynajmniej, ale z każdą chwilą był mi coraz lepiej, a dziwne uczucie rozpychania zniknęło. Jęczałem mu w usta mrużąc oczy z rozkoszy. Spojrzałem dyskretnie w dół – jego penis już stał, więc nie było na co czekać. Kiwnąłem lekko głową, a on wszedł we mnie. Odrzuciłem głowę do tyłu. Bolało – minimalnie, jednak bolało. Chłopak odczekał chwilę, jednak nie ja, zacząłem sam poruszać biodrami, więc Karol zrozumiał aluzję. Wpierw delikatne i powolne pchnięcia, przemieniły się w drapieżne i mocne. Moje jęki roznosiły się po pokoju i jestem pewnie, że gdyby ktoś byłby teraz w domu, to słyszałby je. Jak dobrze, że byliśmy sami. Pocałował mnie krótko i ręką zaczął, w tym swoich pchnięć, poruszać po mojej męskości. Nie wiedziałem już na którym uczuciu się skupić. Moje jęki przemieniały się w krzyki rozkoszy, kiedy jego penis ocierał się o prostatę, lub celnie w nią trafiał. Cóż to było za uczucie! Tego nie da się opisać, po prostu. Wiedziałem, że już długo nie wytrzymam, a i on również wyglądał, jakby chciał już we mnie dojść. Jeszcze chwila, chwileczka, sekunda.. Po całym pokoju – jak nie domu – rozniosły się dwa jęki spełnienia. Karol opadł na mnie ciężko oddychając. Trochę się poruszał, a jak. Wyszedł ze mnie, a z mojego odbytu wypłynęła jego sperma. Strasznie dziwne uczucie, jak coś wypływa ci z tyłka. Byliśmy tak zajęci, że zapomnieliśmy o gumce. No trudno, jakoś to przeżyjemy. Po chwili przekręcił się i położył obok mnie.
- Wspaniale. – usłyszałem jego zadowolony głos.
- Co? – spytałem cicho. Bolało mnie gardło od tych wszystkich jęków i krzyków.
- Było wspaniale.
Było, naprawdę było.
****
Słońce, słońce, słońce, słońce i jeszcze raz słońce! A to wszystko posumuję tylko jednym słowem UPAŁ. Po kilku dniach deszczu, znowu pojawiło się słońce i upalne dni wróciły. Jak to dobrze, że to już ostatni tydzień wakacji i wkrótce pogoda się popsuje, bo to już przyjdzie jesień. Jakoś do tego czasu wytrzymam, będę musiał, bo nie mam innego wyboru. A szkoda, wielka, wielka szkoda. Od seksu z Karolem minęło prawie 3 tygodnie. Od tego czasu zbytnio się nie wiedzieliśmy, gdyż on spędzał czas z gówniarzem, a ja przesiadywałem w domu. Czasami pisaliśmy na gadu-gadu, smsy, ale nic poza tym.  Żaden z nas nie wracał do tej sytuacji. Trochę czuję się jak szmata, albo jakaś dziwka, ale było minęło. Trzeba żyć dalej.
****
Październik. W końcu zrobiło się chłodniej, a słońce tylko czasami daje mi w kość. Ale nie tak bardzo jak na wakacje. Ale ja nie o pogodzie chciałem gadać. Karol wyznał, że chyba się we mnie zakochał! Cóż, ja mu odpowiedziałem tym samym. Teraz spotykamy się i mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie. Trzeba się lepiej poznać, a nie tylko pieprzyć – tak, tak, robimy to.
Czas pokaże jak będzie. Będzie dobrze, na pewno.
*****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że komuś się spodoba. Mnie się podoba, od tamtego czasu, w sensie od napisania jej,  nie straciła swojego nic ze swojego uroku. 
COŚ NOWEGO pojawi się, jak się pojawi. Wątpię, bym wróciła do historii kilku-rozdziałowych, ale czas pokaże co się stanie. Po obronie na pewno się coś pojawi, zadbam o to.
Notka niesprawdzana, coś tam poprawiałam, ale pewnie błędy się jakieś pojawią.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.