25 sty 2019

Kości zostały rzucone - V.

 Witam.
 Mam ostatnio kiepski tydzień, i to drugi pod rząd. W pracy u mnie wiele się dzieje, że czasem mam ochotę rzucić ją w cholerę, ale zaciskam zęby i jakoś daję radę.
Ostatnio z pisaniem dalszych notek idzie krucho, plan jest, ale gorzej z realizacją. 
Zapraszam do czytania.
*****
Kiedy zatrzymał się pod bramą mojego domu, nie chciałem wysiadać. W domu pewnie wszyscy już są i zaraz zacznie się fala pytań, na które nie miałem najmniejszej ochoty. Wolałem zostać, w tej dość niezręcznej sytuacji, w nieskończoność. Ważne, by z nim.
- Masz ochotę coś zjeść? – spytałem, patrząc na niego z wyczekiwaniem.
- W sumie, to czemu nie – uśmiechnął się, a mnie zmiękły kolana. Na szczęście siedziałem, bo jakbym stał, to bym padł.
- Super, to pizza. Znam świetne miejsce.
Uśmiechnąłem się i podałem chłopakowi adres. Miałem nadzieję, że awaria prądu ominęła strefę poza ścisłym centrum. Nie, żebym mieszkał jakoś w centrum miasta, ale znałem podrzędne restauracje, z dala od zgiełku. Nie zapraszały bogaczy w wypacykowanych garniakach, ale zwykłych, pospolitych ludzi. Dla mnie to były miejsca klimatyczne, a pizzeria do której się udawaliśmy, była moją ulubioną, odkąd pamiętam. Tam jadłem pierwszą pizzę z moim najlepszym przyjacielem, tam wypiłem pierwsze piwo, tam wdałem się w pierwszą bójkę. Z tym miejsce wiązało się po prostu sporo wspomnień, każdego rodzaju. A jeśli mowa o żarciu, to wymiatało w kosmos. Kapcie spadały, dosłownie. Kiedy samochód zatrzymał się na parkingu obskurnego budynku, Kazuma spojrzał na mnie, unosząc brew.
- Nie panikuj, sam się poznasz na tym miejscu – powiedziałem uradowany, wyskakując z samochodu. Obmacałem kieszenie, by wyczuć portfel. Uf, był na miejscu. Co do zawartości, pewności nie miałem, ale ryzykowałem. Nawet zapożyczenie się u tego bożyszcza, wróżyła nam kolejne spotkanie, chociażby po to, by oddać dług. Perspektywa idealna, nie ma co. Zaczynać bliższą znajomość, od długów.
Kiedy weszliśmy do środka, od razu poczułem ten specyficzny zapach, który wcale mi nie przeszkadzał. Uśmiechnąłem się lekko i zaprowadziłem chłopaka do stolika w głąb lokalu, przy oknie wychodzącym na las. To było moje stałe miejsce, kiedy tu przychodziłem. Usiadłem, a Kazuma zajął miejsce naprzeciw mnie. Teraz zadrżały mi nogi, bo zdałem sobie sprawę z tego, jak to wszystko mogło wyglądać. Mogliśmy wyglądać, jakbyśmy byli na randce. Serce zatrzepotało szybko, a mnie zabrakło tchu. Zacząłem nerwowo kasłać, by jakoś się otrząsnąć.
- Wszystko w porządku? – spytał, kiedy jako tako, się uspokoiłem.
Kiwnąłem głową i zacząłem studiować menu pizzerii. I tak wiedziałem, jaką wybiorę, więc nie musiałem się zbytnio zagłębiać. Ale teraz potrzebowałem chwili, by jakoś dojść do siebie. Nico, wyobrażasz sobie za dużo po takim spotkaniu. Miałem jednak nadzieję, że coś z tego wyjdzie. Coś, co mógłbym pielęgnować i troszczyć się. Na tym mi zależało, by to nie przepadło. Dlatego zakochiwałem się z tym człowieku ciągle na nowo. A przecież tak bardzo chciałem tego uniknąć. Jestem żałosny, i niestety, musiałem jakoś to przełknąć, choć  nie jest łatwo. Kiedy złożyliśmy zamówienie, atmosfera jakoś się rozeszła – zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i niczym. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się co chwilę, chociaż nie byłem w stanie stwierdzić, z czego mamy taki ubaw. Doszedłem do wniosku, że śmieszą nas podobne rzeczy. Co dało mi do myślenia, że może jednak, w jakiś pokrętny sposób, pasujemy do siebie? Serce ponownie niebezpiecznie załomotało, a laska w mojej głowie dała o sobie znać. Zgryzłem policzek po wewnętrznej stronie dość mocno, by zagłuszyć te jęki i piski w mojej głowie. Teraz nie mogło się zepsuć, skoro tak naprawdę dopiero się zaczęło. A powinno trwać w dalszym ciągu, tak bardzo tego chciałem. Atmosfera nieco zgęstniała, kiedy najzwyczajniej w  świecie, zawiesiłem się. Czasem mi się to zdarzało w najmniej oczekiwanych momentach, i nie byłem z tego dumny.
- Nico!
Spojrzałem na chłopaka zaskoczony. Ah, witamy Nico z powrotem, ośmieszyłeś się brawo. W końcu to nie pierwszy raz, powinienem się chyba zacząć przyzwyczajać, prawda?
- Wszystko w porządku? Trochę się zawiesiłeś – stwierdził i uśmiechnął się lekko.
Czy Ty człowieku mógłbyś się nie uśmiechać? Znacznie łatwiej i prościej by się mogło na Ciebie patrzeć! Wyzywałem go w myślach i przełykałem ślinę raz za razem. Ślinianki znowu się odezwały, ale to nie była moja wina. One tak same reagowały na tego mężczyznę, bez mojej wiedzy. Nawet miałem wrażenie, że jak tylko otworzę usta, to wypłynie potok mi z ust. Potrząsnąłem raptownie głową, bo wyobraźnia za bardzo się uruchomiła i to, w tą złą stronę.
- Przepraszam.
No brawo, na tyle mnie było stać. Pożal się Boże, sierotą się stałem. Dawno tak wielu słów nie powiedziałem. Dawałem sobie mentalny wpierdol, i żałowałem, że nie mogę trzasnąć sobie po prostu w ryj. Ciężko byłoby wtedy wytłumaczyć moje zachowanie.
- Spoko, przecież nic się nie stało.
- Mogę Cię o coś spytać? – spytałem, a kiedy skinął mi głową, kontynuowałem. – Czy mógłbyś być w związku z siostrą swojej byłej?
CO?!?!?! Nico, Nico, co Ty do kurwy nędzy wyrabiasz?!?! Szybciej gadam niż myślę. Pomocy!
- Bo wiesz… Mój kolega ma taki problem, że zabujał się w siostrze swojej ex i jakoś szukam wszystkich za i przeciw, w związku z takim obrotem sprawy. Nie żebym podejmował za niego decyzje, czy coś, ale chciałbym by wiedział, jak to widzą…inni – zakończyłem swój wytłumaczający monolog drapiąc się po karku i modląc się, by moje tłumaczenia wziął na serio. Chciałem poznać jego zdanie, w końcu dotyczyło mojej przyszłości, ale nie mogłem zrobić tego tak oficjalnie. Gejradar migał mi nerwowo od samego początku, jednak nic konkretnego to nie dało. Chyba skubany się zepsuł, w  najmniej oczekiwanym momencie, bo od samego początku by się przydał. A teraz zawiódł i jakoś musiałem dawać sobie radę samemu, co póki co, nie wychodziło zbyt dobrze.
- Ciężko stwierdzić – zaczął, popijając swoją colę (czemu musiał wyglądać wtedy tak seksownie? I dlaczego mój chuj tak nerwowo drgał? O nie, spokój psie!). – Chyba zależy od zerwania i stosunkach, jakich to rozstanie nastąpiło. Bo wiesz, raczej nikt nie chce wchodzić dwa razy do tej samej rzeki, jeśli można to w ogóle to tak ująć. Ciężko mi się też postawić w sytuacji Twojego kolegi, bo nigdy nie spotkała mnie taka sytuacja. Ale pewnie, wolałbym nie chodzić z siostrą swojej byłej laski.
Mój świat runął. Pierdolnął z takim hukiem, że aż mnie przeraził. Jebnął, tak jak stał i już wiedziałem, że tym razem mogę nie dać rady, go odbudować. Poniosłem porażkę i straciłem nadzieję.
- Rozumiem. Może i masz racje. Trudno oceniać sytuację, w której się nie znalazłeś. Głupie pytanie, przepraszam.
Każde słowo bolało i utwierdzało mnie tylko w tym, że wszystko runęło, nim się na nowo i dobrze odbudowało. Cierpiałem, tak zwyczajnie. Chociaż nie chciałem tego po sobie okazać. Ciągnąłem dalej jakiś głupi temat i pobieżnie słuchałem jego słów. Cała radość z jego towarzystwa wyparowała i pozostało mi tylko… No właśnie, co mi zostało? Sam nawet nie wiem.
*****
I to byłoby na tyle.
Coś tam się powoli rozkręca, albo i nie. Zależy, jak kto odbiera.
Następna notka, na pewno w lutym. Tak miło już wiedzieć, kiedy kolejna część się pojawi. Blog w końcu trochę odżył, co mnie bardzo cieszy.
Wybaczcie błędy, nie poprawione - standardowo. Nie mam do tego głowy, odkąd trochę rozwaliłam klawiaturę w laptopie - zwłaszcza literkę m i ,. No cóż, życie.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.

4 sty 2019

Kości zostały rzucone - IV.

Witam Wszystkich w Nowym Roku!
Na wstępie, chcę Wam wszystkim, jak również sobie, życzyć przede wszystkim zdrowia, spokoju, szczęścia w życiu, satysfakcji ze swojej pracy/szkoły, dążenia do spełnienia marzeń - nawet tych najskrytszych, brania z życia całymi garściami, nie poddawania się w żadnej kwestii, więcej siły i wiary w siebie i we własne możliwości. Spełniajmy marzenia i cieszmy się życiem jak najwięcej i najlepiej! 
Oby ten 2019 rok, był lepszy, fajniejszy, ciekawszy niż poprzedni. Także, DO BOJU!
 Pozostało mi jedynie zaprosić do czytania.
*****
Kazuma włączył jakaś komedię. Tak szczerze, to nawet nie wiem jaką. Mało zwracałem na nią uwagę. Mój wzrok chcąc, nie chcąc – oczywiście, że chcąc, nie będę ukrywał – kierował się w stronę chłopaka, który usiadł koło mnie i oglądał. Chociaż zdarzyło mi się przyłapać go, jak zerka w moją stroną. Kiedy nasze spojrzenia się spotykały, od razu czerwoni, odwracaliśmy głowy. Laska w mojej głowie, piszczała wówczas przeraźliwie, doprowadzając do szału. Nie chciała się skubana, wyłączyć. Nie obrażając lasek, ale wtedy to ona przejęła nade mną władzę. Całkowicie pochłonęła mój przewrażliwiony i analityczny mózg. Spojrzałem ponownie na niego i nasze spojrzenia znów się spotkały, jednak nie odwróciliśmy głowy. Czułem, jak palą mi się policzki, więc spuściłem wzrok. Serce waliło mi, jak oszalałe, i byłem pewien, że dochodziło do niego każde przyspieszone BUM-BUM. Nie miałem odwagi spojrzeć na niego, więc odwróciłem wzrok do ekranu. Teraz film wydał mi się nadzwyczaj interesowany i zwyczajnie, potrzebował mojej atencji. Nie, żebym nie chciał patrzeć na mega przystojnego faceta, który siedział obok mnie i emanował seksapilem. O nie, moje tory nie szły w dobrą stronę, gdyż w spodniach robiło się jakoś mniej miejsca. A to nie był dobry znak. Dobra Nico, głębokie oddechy i spokój. Ale jak na złość, nic nie chciało się uspokoić: moje serce, baba we łbie, penis i wszystko inne. Cieszyłem się jedynie z tego, że w pokoju panował półmrok, bo pewnie wyglądałem tak żałośnie, jak myślałem. A wolałem mu jednak oszczędzić tego widoku, póki co. Skoro miał poznać mnie w każdym aspekcie – a przynajmniej o tym marzyłem, by chciał -  to z czasem przekona się, jak żałosny potrafię być. Nie mam oczywiście tylko złych cech, mam też dobre strony. Ale w każdej chwili potrafię jednak pokazywać, przy Kazumie, raczej te zidiociałą do reszty, stronę mnie. Podrapałem się nerwowo po karku. Film mnie męczył, męczyła mnie obecność tego faceta obok mnie, męczyło mnie przebywanie w jego domu. Dyskretnie spojrzałem w jego stronę i nasze oczy się spotkały. Jego złote tęczówki przeszywały mnie na wylot i doprowadzały do szaleństwa. Hipnotyzował mnie samym swoim spojrzeniem, nie musiał nic robić, a ja tylko pragnąłem więcej i więcej. Byłem, jak alkoholik, upijałem się samą jego obecnością. Starałem się odwrócić wzrok, ale ten magik, nie pozwolił mi na to. Nadprzyrodzone zdolności, czy jakie licho? I zrobiło się ciemno, normalnie ciemno, jak w dupie. Nie byłem nigdy w dupie, ale podejrzewam, że jest tam właśnie tak jak teraz. Dopiero wtedy się ocknąłem i spojrzałem na czarny ekran telewizora, rozejrzałem się również po pokoju i cóż, światła nigdzie nie dostrzegłem. Tego się nie spodziewałem, ale moja wyobraźnia zaczęła działać na zwiększonych obrotach. Za dużo horrorów, zdecydowanie za dużo. Złapałem, wyraźnie zaskoczonego chłopaka za rękę i ścisnąłem mocno. Już widziałem swoją śmierć, pożarty przez jakiegoś dziwnego stwora, lub poćwiartowany przez gościa przebranego za szalonego klauna.
- Jestem za młody, by umierać – pisnąłem, ściskając jego rękę coraz mocniej. A może mi się tylko zdawało?
- Wysiadł prąd – stwierdził racjonalnie Kazuma i chyba się uśmiechnął, chociaż w ciemnościach nie byłem w stanie tego dostrzec, mimo, że mój wzrok już przywykł do zaistniałej sytuacji. Czyżby chciał dodać mi otuchy? Ha, wolne żarty.
- No, zauważyłem – mruknąłem.
- Nie musisz się bać, nic Ci się przy mnie nie stanie.
- Bo Ciebie rzucę na pożarcie, jako pierwszego – odparłem zgodnie z prawdą. Pewnie nie miałbym ku temu oporów, żadnych. Potem pewnie wyrzuty sumienia, ale moje życie było ważne, znaczy tak myślę. Chociaż znając mnie, pewnie by mnie sparaliżowało, i to ja bym został pożarty, a Kazuma by zyskał na czasie. – Nie boje się, kto Ci takich głupot naopowiadał?
Starałem się wyjść na mniejszą sierotę niż zwykle, więc wyraźnie mógł wyczuć bunt w moim głosie. Mimo, że drżał, i tego byłem pewien, co do buntu – bym się mógł kłócić.
- Chcesz jechać do domu? – spytał, wyraźnie nie chcąc ciągnąć tematu mojego strachu.
- Tak, poproszę.
Mój głos by pewny, bo cóż, ucieczka z objęć śmierci była świetną perspektywą. Chciałem, jak najszybciej wylądować w swoim łóżku, by móc rozpamiętywać i zakochiwać się na nowo.
- Kant – powiedział po chwili, kiedy prowadził mnie do wyjścia. Ja nawet na chwile nie dałem się odsunąć zbyt daleko, wciąż ściskając jego rękę, która była cudowna w dotyku. Ten rycerz, zdecydowanie był zbyt idealny.
- Co? – nie bardzo rozumiałem, do czego pił.
- Możesz mówić mi Kant, jak wszyscy moim przyjaciele. Kazuma jest zbyt długie – wyjaśnił, wzruszając ramionami.
- Przyjaciele? – wmurowało mnie i to dosłownie. Stanąłem, jak wryty i tyle było mojego powrotu do domu. Analizowałem jego słowa przez chwile, dochodząc do wniosku, że pod słowem ‘przyjaciele’, zwyczajnie kryli się jego znajomi. Nie znam jego znajomych, więc ciężko mi się wypowiadać na ten temat, ale siostra zawsze mówiła do niego Kazuma. Uważałem, jednak, że to imię jak najbardziej do niego pasowało, i po prostu, mi się podobało.
- Tak. Kazuma brzmi drętwo, więc albo Kaz albo Kant. Chociaż z tych dwóch, wolę Kanta – powiedział, ciągnąc mnie w stronę drzwi i zapalając latarkę w swojej komórce.
Skinąłem głową, bo właściwie co miałem powiedzieć? Będę mówił do niego – jeśli kiedyś się znów spotkamy – tak, jak będę chciał. Ubrałem buty, chwyciłem kurtkę i ruszyliśmy do garażu. Wsiadłem do wielkiego BMW X5. Nie żebym znał się na samochodach, czy był ich wielkim znawcą czy fanatykiem, ale jak przyjeżdżał do nas, do siostry, to nie raz widziałem ten samochód pod bramą. Był nowoczesny, solidny i piękny. Oceniałem go okiem typowego laika, więc za wiele nie powiem, poza WOW.  Kant wsiadł na miejsce kierowcy, odpalił i ruszył bez słowa. Gęstniała między nami atmosfera i obaj, zdawaliśmy sobie z tego, ponownie sprawę. Nie wróżyło to nic dobrego. Ale co ja, mogę chcieć od niego? Oczywiście, poza tym, by kochał mnie jak szaleniec? No właśnie.
*****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że poziom notek nie spada, chociaż sama nie jestem tego taka pewna. Utknęłam chwilowo w martwym punkcie, chociaż już mam pomysły na dalsze działania. Ale póki co, tkwię w marazmie i cóż, ciężko mi się z niego wygrzebać. Jednak, nie ma co się martwić, mam jeszcze kilka rozdziałów w zapasie, więc nie ma tragedii.
Wybaczcie błędy, nie poprawione - standardowo.
Kolejna notka - w tym miesiącu na pewno. :)
Niech Yaoi będzie z Wami xD.