30 wrz 2019

Kości zostały rzucone - XIII.

Witam.
Notka pojawia się jeszcze we wrześniu (zdążyłam, yeah!), tak jak było zaplanowane. 
Zgodnie z planem miałam pisać podczas urlopu, ale jakoś nie pykło - wena kapryśna, chociaż co nieco się udało z niej wykrzesać, nie mówię, że totalna lipa wyszła - bo złożyły się na to dwa czynniki. Pierwszym jest oczywiście kapryśna wena, a drugim bardzo ważnym jest zmiana pracy, co wiązało się z również z paroma rzeczami do ogarnięcia w życiu prywatnym, jak i zawodowym. 
Nie znaczy to wcale, że nie będę pisać, jednak przez jakiś czas notki będą dodawane RAZ w miesiącu.
Koniec gderania, zapraszam do czytania - notka 18+.
*****

Jadłem pizzę i przestałem myśleć. Jedzenie to był mój nałóg, który aktualnie w tej chwili, pomagał mi skupić myśli na czym innym. Chociaż słowa Nao brzęczały mi w głowie. Nie chciałem kończyć tylko na żarciu czy pocałunku. Chciałem seksu i podejrzewałem, że on też. A przynajmniej taką miałem nadzieję. Wychodzę w tej chwili na puszczalskiego, ale mam to gdzieś. Robię co chce i nikomu nic do tego. Zawsze miałem takie zdanie, by nie przejmować się innymi. W tej chwili liczyło się tylko to, co mogliśmy robić. Dalej bym chętnie pograł, jednak moje hormony buzowały, a penis zdecydowanie nie chciał opaść, choć tak bardzo się starałem. Nawet mój przyjaciel, nie zdawał sobie sprawy z mojego seksoholizmu. Bo i po co? A nawet jeśli, to Nico nie miałby nic przeciwko. W końcu to moja sprawa, a on jak przystało na najlepszego przyjaciela, będzie mnie wspierał. Nawet chronił moją dupę przed ojcem, który czasem był nie do zniesienia. Na samą myśl o ojcu, odsunąłem ostatni kawałek pizzy od ust. Jakoś żarcie podeszło mi do gardła. Brawo Aki, wiesz jak sobie obrzydzić nawet jedzenie, będąc w towarzystwie takiego ciacha. Moja głupota nie zna granic, i tego jak niczego na świecie, byłem pewien.
- Co? – spytałem chłopaka, który świdrował mnie wzrokiem. Nie żeby to nie było miłe, ale przyprawiało mnie o gęsią skórkę. Cholernie dziwne uczucie. Czy on gapił się na mnie, jak na zwierzynę?
- Nic, patrzę – odpowiedział, głaszcząc mój policzek.
BUM! BUM! BUM!
Cholera, że co? Jakie znowu bum, bum? Dlaczego bum, bum? Nie powinno pojawić się żadne cholerne bum, bum! Tego się nie spodziewałem i pewnie miałem głupią minę, bo mój towarzysz, parsknął śmiechem (prawie mnie opluł, ale w sumie już ślinę wymienialiśmy, wiec jakby…no problem, chyba). Moje przemyślenia nie powinny iść w taką stronę. Żadnego, cholernego bum, bum nie było. To omam słuchowy i sercowy. Za długo przebywałem z moim guru i w tej sytuacji, chciałem brać nogi za pas. Już powoli zacząłem wymyślać niestworzone historie, by się wyrwać, ale wszystkie był tak absurdalne, że nie przechodziły mi nawet przez usta. Byłem w amoku, dopóki jego usta nie spoczęły na moich. Wtedy, każde bum, bum i inne moje myślowe gówna, odeszły daleko w zapomnienie. Trzeźwo, wrzuciłem resztę pizzy do pudełka i przyciągnąłem chłopaka do siebie mocniej, pogłębiając nasz pocałunek. Wszystko przestało się liczyć, i to było najważniejsze. Obezwładniające podniecenie, które wirowało między nami, mogłem niemal zobaczyć i wyczuć. Siedzieliśmy na podłodze, więc on dość nerwowo pchnął mnie. Miałem nieodparte wrażenie, że w tej sytuacji, zależało nam jedynie na zaspokojeniu swoich przyjemności. To było najważniejsze. W końcu liczył się tylko seks. I właściwie nic poza tym, tylko dlaczego gdzieś z tyłu mojej głowy zaczęła kiełkować jakaś dziwna myśl? Matko, chroń mnie, bo zwariuje. Zacisnąłem powieki, by całkowicie skupić się na pocałunku. Czułem, jak dłonie Nao łapczywie wsuwają się pod moją koszulkę. Odepchnąłem go od siebie raptownie, łapiąc powietrze. Twarz mnie paliła. Patrzył na mnie zaskoczony, choć w sumie to mu się nawet nie dziwiłem.
- Rozbieraj się – wychrypiałem cicho i drżącymi dłońmi zacząłem zdejmować koszulkę, a zaraz po niej spodnie. Alleluja!
Nao uśmiechnął się lekko i wziął ze mnie przykład. Szybko uporaliśmy się z ciuchami. Nie chciałem ich uszkodzić, więc zdecydowałem by samemu się rozebrać. Byliśmy zbyt rozochoceni, by dbać o coś tak trywialnego, jak ubranie. Moje trzeźwe myślenie potrafiło mnie zaskoczyć. Ciężko bym się potem musiał tłumaczyć, przede wszystkim przed Nico, dlaczego szwendam się w podartych ciuchach, jak menel. Tego wolałem sobie oszczędzić i ładnie wrócić w niemal nienaruszonym stanie. Dłonie mi drżały, więc spuściłem wzrok. Ciężko było mi się skupić na czymkolwiek, choć bardzo chciałem. Moje myśli zbyt wybiegały w przyszłość, kiedy to mój guru brał mnie na podłodze i w każdym innym miejscu, nie tylko w tym pokoju. W tej chwili uświadomiłem sobie, że właśnie tego chce. Pewnie więcej go nie spotkam (co będzie trudne, jak Nico spiknie się z jego bratem… ale miną wieki nim to się stanie, także…), więc mogłem pozwolić sobie zaszaleć. Nie byłem raczej zwolennikiem jednorazówek, chociaż nikt nie mówił, że tak będzie. Podniosłem wzrok i zaparło mi dech. Przede mną siedziało uosobienie chyba moich wszystkich ideałów, i do tego w samych bokserkach! Pomocy, zwariuję! Wyryłem sobie ten obraz w pamięci, tego byłem pewien. Na kolanach podszedłem do niego i pocałowałem, a ręce same wiedziały już co dalej robić – wsunęły się pod materiał i od razu skierowały do penisa, tak pragnącego mojej uwagi. Nao zamruczał cicho w moje usta, i wiedziałem, że jest mój. Faceta tak łatwo okiełznać, jego własną bronią – kutas to jednak potężne narzędzie. Zmrużyłem oczy i pchnąłem go na podłogę, mógł się podeprzeć na przedramionach albo rozpłaszczyć się na podłodze, to akurat jedno co należało do jego decyzji. Chciałem sprawić, by zapomniał o całym świecie i na tym dokładnie mi zależało. Uśmiechnąłem się lekko i patrząc wciąż zmrużonymi oczyma wprost w jego oczy, zsunąłem napletek i włożyłem samą żołądź do ust drażniąc ją lekko językiem. Miałem ochotę się z nim trochę podroczyć, nim dostanę to czego oboje pragniemy. Dłonią, mocno chwyciłem trzon i zacząłem rytmicznie, choć dość powoli nią poruszać. Penis rósł w wyniku erekcji, co mnie radowało, nie będę tego ukrywał, bo tak było. Czułem jego ponaglający wzrok na sobie, więc wziąłem członka do ust całego. Brałem go tak głęboko, że w pewnym momencie ledwo zapanowałem nad odruchem wymiotnym. Przecież nie mogłem się zbłaźnić! Nao przegryzał wargę, wzdychał i jęczał. Na języku czułem słony posmak jego nasienia, więc przyspieszyłem ruchy głową, jednak nie biorąc go tak głęboko jak wcześniej. Dłonią chwyciłem jądra, zaczynając je masować i ściskać. W pewnym momencie poczułem na głowie jego rękę i wiedziałem co się święci. Po chwili sam nadawał rytm mojej głowie ściskając mocno moje włosy. Wolną ręką zsunąłem swoją bieliznę i zacząłem się masturbować. Nie chciałem w końcu dojść od sprawiania mu jedynie przyjemności, w końcu mój fiut też był ważny! Wiedziałem, że wszystko zmierza ku kulminacji. Waliłem sobie mocno i szybko, niemal boleśnie, byle uśmierzyć choć trochę to rozpalone ognisko w ciele. Moja głowa przyspieszyła, biorąc go głębiej, mocniej masując jądra i swojego fiuta. Doszedł. Słony smak zalał mojego gardło, a z oczu popłynęły mi łzy. Cholera wie dlaczego. Kilka szybszych ruchów dłonią i również moim ciałem wstrząsnął dreszcz. Odsunąłem się od niego, przełykając sporą część słonego nasienia, resztę wyplułem – było tego naprawdę dużo, no. Spojrzałem w stronę swojego krocza. No cóż, podłoga była ufajdana, ale uśmiechnąłem się lekko. W jednej sekundzie później znalazłem się na podłodze, przygnieciony ciężarem ciała mojego guru. Patrzyłem na niego przerażony i zaskoczony, jednak podniecony do granic możliwości. Targało mną wiele sprzecznych uczuć. Nie chciałem tego przerywać, ale w jego oczach nie dostrzegłem żadnej chęci zaprzestania naszej zabawy, a wręcz przeciwnie. Nao chwycił delikatnie za moją rękę ubrudzoną spermą i uniósł ją do swoich ust. Spaliłem cholernego buraka, kiedy językiem przesuwał po mojej dłoni. Byłem pewien, że zaraz zejdę z tego świata. A on nie przestawał, lizał dokładnie każdy palec i zlizywał wszystko, co tam zostało. Nie wiedziałem, czy jestem bardziej zawstydzony i podniecony, czy przerażony i podniecony, a może wszystko naraz. Moi wcześniejsi jedno nocni kochankowie, rzadko sprawiali nam obu przyjemność. Teraz było całkiem odwrotnie i nie wiedziałem, jak zareagować. Poziom zawstydzenia osiągnął maksimum. Zasłoniłem wolną ręką twarz, by choć trochę ukryć to co buchało żywym ogniem, na mojej gębie.
- Błagam… - wychrypiałem. – Niech się skończy ta tortura.
Poczułem krótki pocałunek na ustach. Łapczywie przyciągnąłem chłopaka do siebie, by moc oddać mu choć trochę mojego zażenowania i podniecenia. On natomiast zabrał rękę z mojej twarzy i oparł swoje czoło o moje, kiedy nasz pocałunek się skończył.
- Dopiero się zaczyna – powiedział, uśmiechając się łobuzersko i jakoś ta drapieżnie.
Matko, w co ja się wpakowałem. Ale chciałem więcej, i więcej.

*****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że Wam się spodobało, bo jak się przeczytało, to wiadomo, że pojawiły się sceny stosunku (powiedzmy) - dawno nie pisane, ale chyba nie wyszło najgorzej.
Notka nie sprawdzana - standardowo. 
Kolejna notka pojawi się pod koniec października. Trzeba coś dopisać do historii, bo póki co leży i kwiczy.
Niech Yaoi będzie z Wami xD