Hej Wam wszystkim^^.
Jak tam Wam leci końcówka wakacji? Mnie jakoś lipnie, mam wahania nastroju i ogólnie jest do dupy, ale trzeba jakoś to przeżyć. Stwierdziłam, że to moje drugie najnudniejsze wakacje w życiu >.<. Masakra jakaś.
No nic, nie będę Wam tutaj smęcić.
Jak tam Wam leci końcówka wakacji? Mnie jakoś lipnie, mam wahania nastroju i ogólnie jest do dupy, ale trzeba jakoś to przeżyć. Stwierdziłam, że to moje drugie najnudniejsze wakacje w życiu >.<. Masakra jakaś.
No nic, nie będę Wam tutaj smęcić.
Ta notka powstała już jakiś czas temu na forum - gdzie jest zamieszczona już od około tygodnia -, ale postanowiłam, że podzielę się z nią również tutaj. A co, skoro jest napisana to nie ma co się krępować :D. Pairing: to oczywiście SasuNaru - całkowicie pozbawieni kanonu, tak myślę xD. Ostatnio ponownie mam jazdę na ich temat. :)
Zapraszam do czytania! ;*.
****
- Już nie mogę – mruknął chłopak, napierając na zimną
ścianę coraz bardziej.
- Marudzisz.
Chłopak westchnął cicho, kiedy coraz mocniej napierał na
ścianę, a jego ciało odczuwało coraz bardziej różnicę temperatury, do której
jednak po chwili dało się przyzwyczaić. Co nie zmieniało jednak faktu, że
ściana była cholernie zimna.
- Długo jeszcze?! – krzyknął, odwracając głowę od ściany.
- Tyle, ile potrzeba.
To było takie denerwujące, że to właśnie on musiał to
robić. Przecież był stworzony do większych rzeczy, a nie do tego. W życiu nie
widział w siebie w tej głupiej roli. A teraz? No proszę, stał i napierał ciałem
na ścianę. Żałosne zagranie, naprawdę żałosne.
- Muszę to robić? – spytał, czując, jak zimno obezwładnia
jego ciało.
Mógł trochę pomyśleć i ubrać koszulkę, ale właściwie
został tak szybko wyciągnięty z łóżka, że nawet nie zdążył się porządnie
rozejrzeć, a już opierał się o ścianę. Cholernie zimną ścianę, zaznaczam.
- Musisz – mruknął drugi chłopak, stojąc za nim.
- Ale ta ściana jest zimna.
- I co z tego?
- Zimno mi głupi! Ile muszę trzymać ten durny obraz?! –
fuknął, wskazując głową na trzymający nad głową obraz, który właściwie – według
niego – nie przedstawiał praktycznie nic, poza jakimiś kreskami. Dodatkowo
drugiemu chłopakowi wcale nie spieszyło się z użyciem młotka i przybyciem tego
obrazu. Wszystko może i byłoby okay, gdyby nie fakt, że stał na komodzie,
dokładniej na krześle postawionym na komodzie, a nad głową trzymał ramę tego
badziewia, które ludzie nazywają wielką sztuką.
- Przybij ten cholerny gwóźdź, draniu! – krzyknął w
stronę ciemnowłosego chłopaka, który wpatrywał się w ścianę naprzeciwko, jakby
ją analizując. – Słyszysz mnie, Sasuke?! – wyciągnął w jego stronę
oskarżycielsko palec i pech chciał, że krzesło zakołysało się niebezpiecznie, a
blondyn w akcie desperacji chciał się chwycić czegokolwiek, byle utrzymać
równowagę, którą stracił i runął, jak długi na ziemię, a obraz wylądował tuż
obok jego głowy.
- Mój obraz! Młocie, nawet ustać na krześle nie umiesz –
warknął Sasuke, taksując go spojrzeniem tak zimnym, że można było nawet wyczuć,
jak zmniejsza się temperatura w pokoju, jak nie w całym mieszkaniu.
- Ważniejszy jest obraz! Samemu trzeba było wleźć na tą
cholerną komodę i przywalić głupim młotkiem, by powiesić to cholerstwo!
Naruto zrobił oburzoną minę, kiedy tylko podniósł się do
pozycji stojącej, założył ręce na piersi i wyszedł z pokoju wielce urażony.
Miały być to piękne i upojne wakacje, niemal praktycznie
spędzone w łóżku, ale nie! Drań postanowił, że się przeprowadzą do innego
mieszkania, bo przecież to w którym mieszkali było niewystarczające. Fakt, trzy
pokoju, łazienka, salon, kuchnia to naprawdę mała przestrzeń dla dwóch osób, że
trzeba spakować swoje graty i przenieść się do większego mieszkania. Wielki pan
prezes przecież nie może gnieść się w takiej klitce. Uzumaki usiadł na sofie,
którą kilka godzin wcześniej, wtaszczyli ludzie od przeprowadzek – za co
dziękował wszystkiemu co istniało i nie istniało, bo cholera ciężka i wielka
była, nooo – i nie wiedział co ze sobą ma zrobić. W mieszkaniu nie było
niczego, prócz sofy, kilku szafek, ich łóżko, i oczywiście obraz.
- Mieliśmy wyjechać na wakacje, gdzieś nad morze, ale
oczywiście Wielki Pan Uchiha jest zbyt zajęty, by wziąć sobie kilka dni urlopu.
Bo przecież po co ma brać urlop i wygrzewać się na słońcu, skoro może stracić
swój trupi odcień? Haha, później mógłby przypominać węża, jakby mu skóra
schodziła, bo zbyt długim siedzeniu na słońcu. To byłoby śmieszne, haha –
wygłaszał swój monolog blondyn na tyle głośno, by przebywający w innym pokoju
Sasuke go wyraźnie usłyszał. Na dodatek jeszcze bezczelnie, zaczął się z niego
nabijać pod sam koniec.
- Młocie – warknął ostrzegawczo Uchiha.
Naruto jedynie prychnął wielce urażony. Z jego wspaniałej
wizji wakacji, nic nie wyszło, więc mógł być obrażony. To były jego ostatnie
wakacje przed skończeniem studiów i chciał je spędzić ze swoim ukochanym, ale
dla niego była ważniejsza praca. Uzumaki wstał z sofy, narzucił na siebie swoja
pomarańczową bluzę, nałożył na głowę kaptur i wyszedł bez słowa. Miał zamiar
upić się w trupa, w samotności, w jakimś podrzędnym barze, bo biedny student
był. Na dworze lało jak z cebra, więc puścił się pędem w stronę głównej ulicy.
W myślach, wyklinał Sasuke od najgorszy, za wybranie miejsca oddalonego od
centrum jakąś godzinę pieszo, a pół samochodem. Wybrał głupie zadupie, bo
potrzebował ciszy i blablabla. Naruto dobrze pamiętał, jak ciemnowłosy
wyjaśniał mu, czemu kupuje nowe mieszkanie tak daleko. Uzumaki, oczywiście
słuchał początek, a dalej całkowicie go olał, zdumiony faktem, że Uchiha
potrafi wypowiedzieć kilka zdań na raz, gdyż zazwyczaj mieścił się w kilku
słowach, a wówczas padł niemal cały, długi monolog. Każdy, kto znał choć trochę
Sasuke, na pewno by nie uwierzył, że blondyn był świadkiem tak przełomowego
zdarzenia. Stanął pod przystankiem autobusowym i rozejrzał się po rozkładzie
jazdy. Na szczęście, autobus miał zaraz przyjechać. Kiedy tylko środek
transportu się zatrzymał, a drzwi otworzyły się, wskoczył do środka i usiadł na
wolnym miejscu. Jego podróż nie trwała długo, więc po jakimś czasie, wysiadł na
swoim przystanku i popędził do baru, gdzie zazwyczaj opijał wszystkie swoje
zdane poprawki, a było ich wiele. Wszedł do środka i od razu poszedł do baru
zamawiając butelkę czystej, schłodzonej. Dzisiaj mógł poszaleć.
Trzy godziny potem, cztery flaszki dalej, dwie
wizyty w kiblu później.
Siedział na krześle, a właściwie to wisiał na krześle.
Upojenie alkoholowe w jakim się teraz znajdował, było ogromne. Blondyn co
chwile czkał, lub wybuchał śmiechem.
- Kelner! – zakrzyknął, kiedy udało mu się jako tako,
usiąść na krześle i oprzeć dłonie na blacie stołu. – Flaszkę…. Proszę –
wybełkotał, a barman jedynie pokręcił głową.
Cóż, klient mój pan, więc musiał przynieść kolejną flaszkę,
która zaraz wylądowała na stole. Blondyn zamaszystym ruchem chwycił główkę,
odkręcił nakrętkę i nim zdążył podnieść ją do ust, owa butelka została mu
wyrwana.
- Ej.. Tocz.. moje – wybełkotał, w nie wiadomo którą
stronę.
- Naruto – wycedził przez zęby Sasuke, stojąc za Uzumakim
z pełną flaszką.
- Mojeeee – krzyknął, wystawiając ręce po swoją
własności.
- Gówno – warknął Uchiha i stłumił w sobie ochotę na
obicie ten zapijaczonej gęby, która na niego teraz patrzyła. A ochotę miał
przeogromną, naprawdę. - Wracamy – dodał dobitnie i to głosem nieznoszącym
sprzeciwu.
Chwycił blondyna za fraki i siłą wyciągnął chłopaka w
lokalu. Właściwie to musiał się trochę wysilić, bo Naruto zapierał się
wszystkimi częściami ciała, byle tylko zostać w środku. Ale Sasuke był
nieugięty. Otworzył samochód i wepchnął go do środka, sam zaś usiadł za
kierownicą. Chwilę później samochód ruszył z piskiem opon.
- Wieczorem tańczyć w disco, bo latem można wszystko...*
– zawył Naruto, machając przed sobą rękami.
Sasuke westchnął cierpiętniczo, uświadamiając sobie ile
czeka go jeszcze drogi. Chociaż z nadzieją i politowaniem spoglądał w lusterko,
upewniając się czy ten śpi, czy nie. Póki co, cieszył się z tego, że wrzucił
Młotka na tył, bo jakby machnąłby mu rękoma przed twarzą, to Sasuke mógłby
stracić cierpliwość i wyrzucić go z pojazdu, zostawiając w deszczu na pustej
drodze. Uśmiechnął się półgębkiem, analizując ową myśl, która była niezwykle
kusząca. Cholernie kusząca.
- Westchnąłem do ciebie. Tak jak się wzdycha** – zawył
ponownie, jednak szybko umilkł, a zaraz słychać było głośne chrapanie.
Sasuke westchnął i spokojnie mógł jechać przed siebie. Z
trzeźwym Naruto było wiele kłopotu, a co dopiero z pijanym. Naprawdę dobrze się
złożyło, że w tej chwili spał w najlepsze. Uchiha nie zniósłby jego czczego
monologu, już wolał jego chrapanie. Kąciki jego ust lekko drgnęły.
Przyspieszył.
- ...Skończy się. Bo Stefan może, Stefan a Ja nie*** -
wybełkotał jeszcze w chwili krótkiego przebudzenia Naruto, potem chrapnął
głośniej i zasnął. Sasuke jedynie spojrzał na niego z politowaniem.
Sześć godzin później, błogiej ciszy – nie licząc
głośnego chrapania, trzy butelki wody dalej oraz dwie wizyty w kiblu
później.
- Gdzie jesteśmy? Łeb mi pęka – jęknął Naruto,
zasłaniając głowę swoją bluzą.
- Trzeba było nie chlać – skwitował Sasuke, wysiadając z
samochodu. – Młotku, wiesz, jaki jest dobry sposób na kaca? – spytał po chwili,
bacznie go obserwując.
- Jaki? – mruknął niewyraźnie blondyn.
- Dzień wcześniej nie pić.
- Hahaha, bardzo zabawne – burknął Uzumaki biorąc
kolejny, potężny łyk wody, która jednak nie mogła ugasić jego pragnienia i
uczucia suszy w ustach. – Gdzie my jesteśmy?
Sasuke nie odpowiedział, jedynie kiwnął głową, by ten się
rozejrzał. Naruto od razu to zrobił i aż pisnął z zachwytu, ignorując
rozsadzający ból, który przeszedł jego czaszkę na wskroś. Samochód zaparkowany
był przy samej plaży. Na dodatek, pustej plaży! Uzumaki, niczym małe dziecko,
skakał i piszczał z radości, kiedy tylko udało mu się jakoś wygrzebać z auta.
- Jakim cudem?! – krzyknął, wprost do ucha ukochanego,
kiedy chwilę wcześniej uwiesił mu się na szyi.
- Wziąłem urlop – oznajmij, jakby to była najbardziej
oczywista rzecz na świecie.
- Sasuke, jesteś najwspanialszy! Draniu! Normalnie, nie
wiem co powiedzieć – wyszeptał Naruto i spojrzał w onyksowe oczy, które
patrzyły wprost w jego własne. – Dziękuję.
Napięcie rosło z sekundy na sekundę, kiedy ich usta
zbliżały się. Chwila i spragnione siebie wargi w końcu się spotkały, oddając
się całkowicie namiętności i pieszczocie wynikającej z tej drobnej rzeczy.
Pocałunek był krótki, aczkolwiek namiętny i pełen pasji. Odsunęli się od
siebie. Sasuke oparł swoje czoło, o czoło blondyna spoglądając w jego
niebieskie oczy, prawie tak niebieskie, jak niebo tego pięknego ranka nad nimi.
- Zadowolony?
- I to jak. Nic mi nie powiedziałeś o urlopie – rzucił z
wyrzutem Naruto.
- Niespodzianka. Miała to być niespodzianka, młotku –
mruknął Sasuke, pstrykając jego nos.
Chwilę później zapakowali się do samochodu i pojechali
zameldować się, do wcześniej zarezerwowanego, hotelu. Zanieśli swoje rzeczy i
usiedli na wielkim, małżeńskim łożu. Naruto jednak czym prędzej otworzył swoją
walizkę, wygrzebując z niej pomarańczowo-czarne kąpielówki, które za chwilę
wylądowały na jego ponętnych pośladkach. Na ramieniu wylądował również i
ręcznik. Uchiha jednak dobrze go spakował. W małym rozkroku i wielkim uśmiechu,
stanął przed nim.
- Gdzieś się wybierasz? – spytał Sasuke, chociaż dobrze
znał odpowiedź na to pytanie.
- Idę na plaże, na plaże, Idę na plaże, na plaże, Idę na
plaże, na plaże idę! Uuuuuuuu! ****– wyśpiewał rozradowany Uzumaki i wybiegł z
pokoju, jakby całkowicie trzeźwy, chociaż nieźle nim kołysało.
- Błagam Cię Naruto, nie śpiewaj – wyszeptał załamany
Uchiha. Naruto nie miał muzycznego talentu za grosz, zdecydowanie.
****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że Wam się podobało. Miałam całkiem niezły ubaw, kiedy to pisałam.
Notka niebetowana. Ja sprawdzałam błędy, więc pewnie jakieś kfiatki się znajdą xD. Jak zawsze.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.
PS. Krótkie wyjaśnienie gwiazdeczek^^:
* Megam - Pomarańczowe lato.
** Formacja Nieżywych Schabuff - Lato.
*** Sami - Lato 2010.
**** Video - Idę na plażę.
*****
UWAGA! WAŻNE! (27.09)
Szukam dobrej bety! Jest potrzebna od zaraz, do sprawdzania moich notek (łącznie ze starszymi notkami, które trzeba poprawić, by można było je wstawić tutaj), więc szukam kogoś konkretnego, kogoś, kto wytknie mi wszelkie błędy (ortograficzne, stylistyczne, interpunkcyjne i jeszcze pewnie inne). Chodzi mi o stałą współpracę. Jeśli znajdzie się ktoś chętny do współpracy - niech pisze w komentarzach. Na pewno się odezwę.
Dziękuję za uwagę i liczę, że ktoś się zgłosi, o!