21 gru 2013

Coraz bliżej święta.

Witam Was po długiej przerwie. :)
Mam już wolne, ale trochę na głowie, bo wiadomo jak to z przygotowaniami do świąt. Ale się w sobie zawzięłam i ło! Powstało coś, krótkie bo krótkie, ale powstało^^.
Natchnęło mnie przez to, siadłam, napisałam. I wstawiam. :) W końcu coraz bliżej święta. :)
Notka pisana na forum z gatunku humor - chyba, prawdopodobnie. Pairing oczywiście SasuNaru. :D. 
Wesołych Świąt kochani! :*
*****
Siedział przed sklepem i patrzył w witrynę sklepową. Koło niego zebrała już się grupka mężczyzn, również czekających na swoją miłość, która zaginęła między półkami. Śmiechy i wesoły gwar dochodziły ze środka, jakby nie wiadomo co tam się działo. Zgryzł wargi ze złością, bo przecież on też chciał kupić jakieś prezenty. Święta już jutro, ale jakoś tak wyszło, że o upominkach no… No, zapomniał. Wyleciało mu to kompletnie z głowy, a każda jego myśl zwrócona była w stronę projektu, który trzeba było skończyć przed świętami. I rzecz jasna – naprawdę wielu, wielu nieprzespanych nocach – udało się go oddać. Co prawda nie był idealny, i po świętach cały zespół czekało pełno poprawek, ale co tam. To tylko poprawki, prawda? Ewentualnie, poprawa całego projektu, ale kto by się przejmował takimi szczegółami. Kij ze szczegółami.
A więc siedział pod sklepem, bo krążenie i łażenie w te i z powrotem, już mu się znudziło. Bo ile można siedzieć w sklepie? Poderwał się z miejsca i podszedł do wejścia. Nigdzie nie dostrzegł szukanej osoby i aż sapnął. No ile można?
- Sasuke, draniu! Ile możesz kupować sobie odżywkę do włosów?! – krzyknął na cały sklep, a czując mordercze spojrzenie na piersi, zaśmiał się głupkowato, podrapał po karku i wycofał się do holu.
Chwilę potem już czmychnął w najdalsze rejony galerii handlowej.
Sasuke go zabije, na pewno. Już widział swoje flaki latające po całej galerii, litry krwi na podłodze i gdzieś pewnie fragmenty mózgu – chociaż Uchiha uparcie, twierdził, że go nie posiada. By się chłopak zdziwił – za to, co niechcący wymsknęło mu się w perfumerii. No bo przecież nie chciał, tak samo jakoś wyszło. Był zestresowany i zmęczony, a mężczyzna ciągle nie wychodził. Kto normalny siedział tyle w drogerii, by kupić jakaś, zakichaną odżywkę?
Blondyn stwierdził, że skoro i tak nie dożyje świąt, to chociaż może kupić prezenty. Co by zostały najbliższym po nim jakieś pamiątki. Sasuke wcieli się w Mikołaja i rzecz jasna, je dostarczy.
Skorzystał z okazji i kupił prezenty dla wszystkich. Na ułaskawienie, oczywiście również. Po około dwóch godzinach, spotkał się ze wciąż wkurzonym – chociaż przy jego zwyczajnej minie, to ciężko odgadnąć jakąkolwiek emocję – Uchihą.
- Draniu, no ten.. teges – zaczął, śmiejąc się głupkowato. Musiał jakaś odwlec swoją śmierć, do dalszej przyszłości.
- Młocie – wysyczał Sasuke, co dla blondyna nie wróżyło nic dobrego. A kiedy ciemnowłosy zaczął się zbliżać, podjął się ostatecznej próby ratunku.
- Ej, ej, Sasuke! – powiedział, machając rękami przed sobą, by utrzymać chłopaka w takiej odległości, by ten nie mógł go dotknąć. Wyraz twarzy Sasuke nie wyrażał kompletnie nic, beznamiętna maska, więc Naruto oddychając ciężko, wypuszczając głośno powietrze przez usta, odważył się ponownie odezwać. – Nie wściekaj się, wiesz, że cię kocham – zaczął, a widząc marszczące się brwi na twarzy naprzeciwko, kontynuował. – Wiem, sknociłem. Ale mam dla ciebie prezent, no wiesz na udobruchanie – zaśmiał się, wręczając mężczyźnie kolorowe pudełko. Był wdzięczny i rozradowany, że w galerii pakowali prezenty.
Mina Sasuke, ciągle niezmienna, nawet kiedy otwierał perfekcyjnie opakowany upominek. Jednak widząc zawartość znajdującą się w środku i czytając karteczkę przyklejoną do prezentu, zmarszczył gniewnie czoło, ściągnął brwi.
„Byś nie musiał tyle wybierać.”
- Młocie, zginiesz – wysyczał, ściskając mocniej opakowanie, które już i tak się rozwaliło.
Uzumaki szczerząc się głupkowato, chwilę stał jeszcze w miejscu, by potem odwrócić się na pięcie i po prostu, uciec, krzycząc coś, by dzwoniono na policję, albo coś w ten deseń. Kto teraz zrozumie rozhisteryzowaną i rozwrzeszczaną młodzież.
- Tchórz – kąciki ust uniosły się w kpiącym uśmiechu, kiedy podążył powoli za swoim chłopakiem, który był głupszy niż ustawa przewiduje.
A Naruto chciał być kreatywny i pomocny, i w ogóle przeprosić mężczyznę za swoje zachowanie i kupił mu szampon wraz z odżywką, by Uchiha nie musiał tak długo więcej wybierać. A przy okazji, by on sam nie musiał sterczeć pod sklepem. Musiał również zadbać o siebie.
Tonący brzytwy się chwyta, prawda? A jakże. Często pomaga.

*****
I byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że komuś, kto czyta, się spodobało. :)
Bety brak, sprawdzałam ja.
Kolejna notka, jeśli mi się uda, będzie jeszcze w grudniu. Ale nie obiecuję, postaram się^^.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.
Jeszcze raz Wesołych Świąt! :*

22 paź 2013

Tortowe urodziny.

Witam.
Dzisiejsza notka z tytułu urodzin Naruto, którego uwielbiam. <3
Miała zostać dodana w jego urodziny (10.10), ale nie wyszło, przez wiele czynników.
Ale wstawiam ją teraz. Pairing to oczywiście SasuNaru i mam nadzieję, że przypadnie komuś do gustu^^.
Tekst jest od jakiego czasu na forum, ale chciałam się nim podzielić i tutaj. :D
Zapraszam do czytania! ;*
*****
Ogłoszenie z dnia 16.11!!
Obecnie studia pochłaniają większość mojego czasu wolnego, więc nie mam czasu na nic. Do tego dochodzi całkowity brak weny i jest dupa, po prostu. Mam nadzieje, że nie długo się uspokoi i uda mi się coś dla Was nabazgrać w miarę znośnego. Nie obiecuję, kiedy coś się pojawi, bo po prostu nie mam ani ochoty ani weny, by coś napisać. Eh, trzeba to przetrwać. Bądźcie cierpliwi. (Właściwie nie wiem od kogo to piszę, bo nikt tego bloga nie czyta. Nie ważne, więc.)
*****


Dlaczego właściwie się zgodził? Fakt, nie zgodził się, ale uznajmy, że prychnięcie z jego strony, wcale ale to wcale, nie oznaczało przecież sprzeciwu. Bo w normalnych warunkach, to Sasuke Uchiha w życiu nie zgodziłby się na coś takiego, co uwłaczałoby jego wielkiej dumie i po prostu byciu draniem. Ale co miał zrobić, skoro przyjaciele jego rozwrzeszczanego chłopaka wymyślili plan idealny, w którym Sasuke oczywiście musiał brać udział? Zbliżały się urodziny blondyna, więc łaskawie – bo przecież w życiu nie przyzna się, że chce sprawić Naruto przyjemność – postanowił się zgodzić.
Siedział teraz w wielkiej atrapie kolorowego tortu, który za kilkanaście minut miał wjechać na salę. Prezent godny przyjaciół Uzumakiego, więc nie było co się dziwić, że był obwiązany nawet i wstążką. Musiał znosić to z dumą. Dla Naruto mógł się poświęcić, w końcu to był jego dzień.

Uzumaki od razu wiedział, że coś się dzieje z Sasuke, skoro chodził mniej irytujący niż zawsze. Kochał tego drania, ale nieodgryzający się drań, to nie był taki normalny drań. W końcu jego drań lubił ich zaczepki słowne i dogryzanie sobie. A w szczególności upatrzył sobie za dogryzanie inteligencji blondyna. A teraz co? No nic! Może coś go opętało? Jakiś zły omen? W końcu ostatnio w telewizji dużo o tym się mówiło.
- Może trzeba sprowadzić egzorcystę – wypowiedział nagle, opierając brodę na głowie Sasuke.
- A po co Ci egzorcysta, młocie?
Właściwie to nie zdziwiły go zbytnio słowa blondyna. On zawsze miał głupie i durne pomysły.
- No bo.. No.. – próbował z tego jakoś zgrabnie wybrnąć, ale nic nie przychodziło mu do głowy. – Bo mamy nawiedzoną muchę w domu!
Uśmiechnął się zadowolony ze swojego nagłego olśnienia.
- Jedyną nawiedzoną częścią tego domu, jesteś Ty – mruknął, kręcąc głową z politowaniem.
Nie mógł się przecież zbyt długo użalać nad głupotą swojego kochanka. Bo to nawet nie miało sensu.
- Draniu! – warknął blondyn, wbijając mu mocniej brodę w głowę.
Sasuke w odwecie, uszczypnął go w łydkę. Blondyn pisnął i automatycznie wycofał się na bezpieczną odległość, gdzie gargamelskie ręce Sasuke go nie dosięgną, wygrażając chłopakowi najgorsze kary i machając przy tym pięściami. Ale przecież było wiadome, że połowa z tych jakże ambitnych gróźb („zaknebluje Cię i dam zjeść zmutowanej dżdżownicy!”, albo „naślę na Ciebie nawiedzoną muchę, by zjadła Twojego palca u stopy!”) rzucana była na wiatr.
Bo Naruto przecież nie umiał się na niego obrażać. Ewentualnie czasem się boczył (nawet kilka dni), ale potem mu przechodziło i było jak zawsze. Tak entuzjastyczna i optymistyczna osoba, jaką jest Uzumaki, nie umiała długo chować urazy. Zwłaszcza, jeśli chodziło o pewnego bruneta, któremu oddał swoje serce. No i tyłek. Ale nie o tym teraz mowa.
Więc, Uzumaki, udając oczywiście wielce obrażonego, poszedł do salonu. Bo oboje mieszkali razem od jakiś dwóch, czy trzech miesięcy. Co prawda, często kręcił się tutaj Kiba, Gaara, Shika czy Neji, a nawet zdarzało się, że i Sakura tutaj zaglądała – oczywiście zaglądała do Sasuke, bo Naruto gardziła przez to, że Uchiha wybrał mieszkanie z nim, a nie z taką pięknością, jak ona -  więc nie mieszkali sami. Ciągle ktoś tutaj był i nawet czasem pomieszkiwał. Ale to mieszkanie wynajmowali wspólnie, tylko we dwójkę. Co prawda nie było duże, dwa pokoje, salon z aneksem kuchennym oraz małą łazienką, ale to im wystarczało. Tutaj mogli być sobą i tylko sobą. Mimo tego, że oboje pracowali, często brakowało im na porządne jedzenie, z czego Uzumaki był zadowolony, bowiem gotowe żarcie było fajniejsze i robiło się szybciej niż wtedy, kiedy Sasuke zakładając swój fartuch z nagim Naruto na przedzie, zasłaniający krocze jedynie, jednym kwiatem słonecznika.
Fartuch zafundowali mu, rzecz jasna, przyjaciele, by nie czuł się samotny, kiedy nie ma z nim Naruto. Prezent niezwykle trafiony, bowiem postać blondyna na materiale była cholernie seksowna, nie tak seksowna, jak jego ciało na żywo, ale zawsze coś.
Naruto usiadł na kolorowej kanapie, którą dostali od jego matki, by nie musieli wydawać kolejnych pieniędzy na urządzenie niemal pustego mieszkania. „Bo kanapa stała nieużywana w garażu, a tak będzie użytkowane.” Więc Naruto się zgodził, bo głupio było mu odmówić swojej rodzicielce.  Ale dobrze pamiętał kłótnie z Sasuke o nią, w sensie o kanapę, bo przecież nie pasowała do całego klimatu mieszkania. Zwłaszcza, że była, w sumie jest, naprawdę paskudna. Do niczego nie pasuje, ale Naruto uparł się, a Sasuke chcąc nie chcąc – bardziej nie chcąc, zgodził się dać jej szansę, ale tylko na jakiś czas.
Uzumaki spojrzał na kalendarz. Zaczynał się październik, więc na dworze robiło się coraz ciemniej, mroczniej i zimniej, a chodniki zostawały zasypywane kolorowymi liśćmi. Lubił jesień, oczywiście nie tylko ze względu na swoje urodziny, ale również za ten romantyczny klimat, który tylko jesień potrafi stworzyć. Ale Uchiha tego nie doceniał. Bo przecież nie był romantykiem, tylko mrocznym draniem, któremu nie pasowało chodzenie po parku czy lesie z ukochanym. Lepiej siedzieć przed telewizorem i tulić tę ukochaną osobę. Nie, żeby blondynowi nie odpowiadała taka romantyczność domowa w wykonaniu Sasuke, lecz czasem chciałby jakiegoś gestu, no nawet głupiego kwiatka od czasu do czasu. Ale nie! Pan Wielki Sasuke Uchiha nie jest typem romantyka i nie ma co liczyć na takie gesty.
Naruto zaśmiał się pod nosem, włączając telewizor akurat na program Ewy Drzyzgi. Śmiał się do rozpuku, słysząc niektóre historie. Ludzie to naprawdę mieli głupie pomysły.
- Sasukeeeeeeee – zawył, łapiąc się za brzuch, kiedy nadeszła kolejna fala śmiechu.
Mężczyzna, który akurat przemawiał, był po prostu dziwny, a jego słowa wywoływały śmiech nie tylko u gości, czy siedzącego przed telewizorem Naruto, ale również samej prowadzącej, która starała się zakryć usta kartkami, które trzymała w ręce.
- Co? – odpowiedział Sasuke, nie mając zamiaru zbliżać się do salonu, z którego dobiegał głos Drzyzgi.
Domyślał się, że to właśnie dlatego jego chłopak śmieje się jak opętany. Czasami zdarzało mu się oglądać ten program z blondynem, ale nie tym razem.
- Sasukeeeeeee! – krzyknął Naruto. – Coś dla nas! Zobacz, jak homoseksualista może być romantyczny bardziej od heteroseksualisty. Powinieneś to zobaczyć.
Naruto przestał się śmiać i słuchał z napięciem tego, jak wypowiadali się mężczyźni. Musiał jakoś nakłonić Sasuke, by był tacy jak oni. Chociaż perspektywa kroczącego z bukietem kwiatów bruneta, była po prostu śmieszna i totalnie nie pasowała do jego mrocznego image.
- Łał! Wyskoczył z tortu! – powiedział z zadowoleniem.
Fajnie byłoby, gdyby tak mu drań wyskoczył.

Dzień jego urodzin zbliżał się wielkimi krokami. Zaprosił kilku znajomych z uczelni, pracy i, oczywiście, odwiecznych przyjaciół, bez których nie było możliwości robienia jakiejkolwiek imprezy. Bo co to za impreza, nawet urodzinowa, kiedy ledwo trzymający się na nogach Kiba, nie zarywa do lasek, które akurat wyhaczył? Albo Gaary, który śpiewa piosenki biesiadne, które akurat przyjdą mu na myśl? Takich ekscesów nie da się nigdzie zobaczyć, więc trzeba przygotować się na wszystko.
W dniu urodzin blondyn chodził niezwykle podenerwowany Sasuke był niezwykle tajemniczy. Bo przecież Uzumaki widział, jakie spojrzenia kierował do przyjaciół, którzy uśmiechali się na nie znacząco. A on nie wiedział, co się dzieje. A Uchiha po prostu bezczelnie go zbywał i jeszcze stwierdzał, że na pewno ma jakieś filmy.
- O co chodzi? – spytał, kiedy dorwał Kibę po zajęciach.
- Ale z czym? – Kiba spojrzał na blondyna całkowicie zaskoczony.
- Te wasze głupawe uśmieszki do Sasuke – mruknął blondyn. Nie, nie był zazdrosny. No, może trochę albo bardziej niż trochę, ale tutaj chodziło o bruneta! A nie o niego, no.
- A nie wiem o czym mówisz, Naruto. Nie wiem co bierzesz, ale ogranicz – zaśmiał się głupkowato, klepiąc blond czuprynę i żegnając się szybko, pobiegł do samochodu, który właśnie podjechał pod bramę uczelni.
Skołowany Naruto poczłapał do mieszkania. Ku jego zdziwieniu, Sasuke nie było w środku. Tylko kartka na stole, z krótką, konkretną informacją.
„Jestem w pracy. S. Wszystkiego najlepszego, młocie.”
Blondyn westchnął cierpiętniczo. Przecież mówił Sasuke, że dzisiaj wychodzą do klubu świętować i by postarał się o wolne. Ale nie, Wielki Uchiha nie mógł tak korzyć się przed pracodawcą.
- Głupi drań – mruknął pod nosem.
Chciał spędzić z nim trochę czasu, sam na sam. Ale przecież to nie miało sensu. Odstawił kupiony w osiedlowej cukierni tort do lodówki i skierował się do łazienki, zrzucając po drodze swoje ciuchy. Miał trochę czasu do wyjścia, więc mógł sobie pozwolić na długi i odprężający prysznic.
Kiedy wyszedł, spojrzał na telefon. Nieodebrane 1 połączenie od mama. Oddzwonił do niej z lekkim uśmiechem na ustach. Rozmowa nie trwała długo, ponieważ będzie się dzisiaj widział z mamą – bo ta uparła się, że wpadnie chociaż na chwilę na imprezę, by z nim świętować – więc pewnie zdąży go wycałować i złożyć kolejną partię życzeń.
- Dziękuję, mamo. Do zobaczenia – powiedział z szerszym uśmiechem, rozłączając się.
Spojrzał na zegarek.
- Czas się ubierać – mruknął do siebie. Musiał jakoś wyglądać, by chociaż noc spędzić z Sasuke, tak jakby tego chciał.
Kilkanaście minut później do mieszkania wtargnęli przyjaciele, którzy postawili flaszkę na stole i cóż, trzeba było ją opróżnić przed wyjściem. Skończyło się na tym, że nie wiadomo skąd, na stole pojawiły się kolejne dwie flaszki, które również zostały opróżnione. Dopiero wtedy gromada mogła spokojnie, pozornie spokojnie – nie licząc Kiby, który uciekał przed sąsiadką, którą nazwał Gumi Dżagą – opuścić mieszkanie i skierować się do lokalu.
A tam na solenizanta czekali wszyscy goście. Kiedy tylko się pojawił, w górę podniosły się napełnione wódką kieliszki, bo szampan był zbyt passe i oczywiście gromkie życzenia i głośne, cholernie głośne, na dodatek sfałszowane, ale niezwykle zabawne „Sto lat”.
Naruto rozglądał się rozgorączkowany, ale wciąż nie mógł dostrzec czupryny, którą tak chciał zobaczyć. Nie było go. Nie miał jednak czasu zastanawiać się nad powodem jego nieobecności, bowiem zalała go fala życzeń i alkoholu, bo przecież każdy chciał wypić z solenizantem chociaż kieliszek.
Chwilę później, kiedy wszyscy dali upust swojej twórczości życzeniowej, na małej scenie pojawił się Kiba z mikrofonem w dłoni. Trzymał się dzielnie na nogach, mimo wypitej dużej ilości trunku. Naprawdę był wytrzymały.
- To teraz tort, póki wszyscy są w miarę trzeźwi – zaśmiał się pijacko. – STO LAT, NARUTOOOOOOOOOOOOOO! – krzyknął do mikrofonu, a z głośników zaczęło lecieć „Happy Birthday Mr President” śpiewane przez Marilyn Monroe, z małą zmianą, zamiast słów Mr President, pojawiło się Mr Naruto, wykrzyczane przez gości. Naruto śmiał się zadowolony. Jego przyjaciele naprawdę mieli niezłe pomysły. W czasie trwania utworu, na salę wjechał wysoki, czekoladowy tort, który został postawiony na samym środku sali. Wszyscy zebrani goście zaczęli wiwatować i gwizdać, kiedy zostały zapalone świeczki i kiedy zbliżał się do niego blondyn. Z uśmiechem na ustach, pomyślał życzenie i przy akompaniamencie okrzyków przyjaciół i wciąż lecącej piosenki Marilyn Monroe, zdmuchnął wszystkie świeczki na raz. Ludzie zaczęli wiwatować, a alkohol ponownie poszedł w ruch. Jednak nie trwało to długo, bowiem w sali zrobiło się ciemno, a światła zostały skierowane na Naruto oraz stojący obok niego tort.
- WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO, STARY! – wykrzyczał Gaara do mikrofonu i kiedy z głośników dobiegł odgłos perkusji, wszyscy zamarli.
W kilka sekund, po torcie  nie było nawet śladu, a w samym centrum stał nie kto inny, jak Sasuke. Na dodatek, Sasuke bez koszulki, opleciony pomarańczową wstążką i z lekkim uśmiechem na ustach.
- Wszystkiego najlepszego, kochanie – powiedział bezgłośnie, utrzymując kontakt wzrokowy z blondynem.
Impreza była wyśmienita, naprawdę. Zakrapiana sporą ilością alkoholu, ale kto by tam na to zwracał uwagę. Właściwie, to Naruto nie pamiętał całych swoich urodzin, gdyż razem z Sasuke świętowali  w pokoju na piętrze. A wszystkie odgłosy dochodzące z pokoju zostały zagłuszane przez bawiących się na dole pijanych imprezowiczów. Urodziny - niezwykle udane.

*****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieje, że się komuś spodobało, chociaż szału nie było. Ale co tam! Ważne, że Naruto miał udane urodziny! :).
Betowała Elqq, której bardzo, bardzo dziękuję! :*
Kolejna notka będzie, jak się napisze. Więc trzymajcie kciuki.
O notkach nie powiadamiam - bo to nie ma już żadnego sensu. Kto wejdzie, ten przeczyta.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.

30 wrz 2013

Pomocne urodziny.

Witam.
Jak tam Wam leci?
Jutro wracam na studia i z okazji tego, chciałam wrzucić notkę, którą wczoraj skończyłam. Nie jestem z niej zadowolona, fakt, ale kompletnie nie miałam pomysłu na nią. Musicie mi wybaczyć. Nie mniej jednak, mam nadzieję, że komuś się spodoba.
Ciągle poszukuję bety! Jak będzie ktoś chętny, to niech napisze w komentarzach swój numer gadu, albo napiszę do mnie na gadu (mój numer jest z Informacjach), to się odezwę. Niech znajdzie się chętny, nooo! Ja nie gryzę.. No czasami, huehuehue.
No nic, zapraszam do czytania. ;).
*****

Wychodząc z rezydencji, nałożył kolorową czapkę na głowę, ukrywając w ten sposób ważny element swojego ciała. Nie chciał tłumaczyć się ludziom, skąd ma kocie uszy i że tak naprawdę nie był stąd. Nie mógł zdradzić tej tajemnicy, że świat bajek naprawdę istnieje i czasami udaje się przedostać mieszkańcom do świata ludzi i zadomowić się tutaj. To ciężko byłoby wytłumaczyć, dlatego nawet nie miał zamiaru. Cieszył się, że na dworze jest zimno i mógł schować swoje uszy pod czapką. Właściwie to nawet podczas wiosny czy lata w tym świecie, nosił czapki. Tak było wygodniej, niż tłumaczenie swojej ułomności tutaj. Bo w tym świecie, to na pewno była ułomność, nieakceptowana przez innych. A chciał być normalny, bo w końcu przybył tutaj z rodziną, by odczuć trochę normalności. W swoim świecie nie czuł się dobrze, wiedział, że nie pasował, chociaż fizycznie nie odstawał od innych. Teraz był inny, ale było mu lepiej. Naciągnął czapkę bardziej i ruszył przed siebie. Miał dzisiaj odwiedzić pełno sklepów, jedynie dlatego, że jego młodsza siostra miała urodziny. Musiał zobaczyć co mógł jej kupić. Nie znał się na dziewczynach ani odrobinę, więc pewnie byłoby mu ciężko, gdyby nie koleżanka, która zaoferowała mu swoją pomoc. Spotkali się pod centrum handlowym.
- Cześć! – krzyknęła, kiedy na horyzoncie pojawiła się jego postać.
Uśmiechnął się lekko i przyspieszył nieco kroku. Wiedział, że będzie na niego czekać, zawsze tak było. Liz była niezmienna.
- Cześć – przywitał się z nią z lekkim uśmiechem.
- Cześć kocie! – zaśmiała się. – To cały moloch przed nami.
Centrum handlowe było naprawdę wielkie i często nazywano je molochem. Było ogromne i mieściło się tam pełno sklepów. Pewnie cały tydzień chodzenia po nich, nie starczyłby aby przejść to wszystko, co się tutaj znajdowało. Ale nie zrażał się, bowiem miał pewien plan. Właściwie to chciał kupić siostrze jakąś ładną sukienkę, do tego coś z biżuterii i trochę słodyczy. Uznał, że taki prezent na pewno się spodoba, więc od razu ruszyli do sklepów. Nie przewidział jednak tego, że Liz ma większe pojęcie o sklepach i modzie, oraz że zaciągnie go do wielu sklepów, których nazwy nawet nie potrafił spamiętać, a co dopiero wymówić. Pocieszające było to, że dziewczyna była w swoim żywiole i od razu po wejściu do sklepu, ginęła wśród ciuchów i wieszaków. On mógł sobie posiedzieć, albo poszukać czegoś dla siebie. Dysponował niemałą sumą pieniędzy, więc mógł również kupić coś sobie, skoro nadarzyła się okazja. Liz co chwile przybiegała z to nową sukienką, która jej zdaniem pasowałaby do młodej Melody, ale on był sceptycznie nastawiony. Mała miała 16 lat, więc chciał kupić jej coś w jej stylu, z motywem kwiatów, nie za długą, gdzieś do kolan. Kiedy w piętnastym sklepie pod rząd, nie znalazło się nic, co by mu się spodobało, niemal zrezygnował z poszukiwań. Już ustalał swój kolejny plan, gdzie kupi jej po prostu więcej biżuterii i słodyczy, zamiast sukienki.
- Wolf, Wolf! – usłyszał głos Liz i odwrócił się w jej stronę.
Dziewczyna trzymała przed sobą idealną sukienkę, którą mała na pewno by sobie wybrała. Uśmiechnął się lekko i podszedł do koleżanki, delikatnie dotykając materiału.
- Idealna – mruknął jedynie.
Chwycił wieszak i ruszył do kasy. Nie musiał przecież już więcej chodzić, skoro znalazł tę wymarzoną kieckę dla Melody. Mała na pewno się ucieszy, kiedy ją dostanie. Zapłacił odpowiednią sumę pieniędzy i wyszli ze sklepu. Był zadowolony, chociaż niemal cały dzień spędził w molochu, ale było warto. Teraz jedynie sklep jubilerski i ze słodyczami, i na tym skończą się jego dzisiejsze zakupy. Kiedy wszedł do jubilerskiego, od razu jego oczom rzucił się wielki wybór rzeczy, jakie tutaj mieli. Obszedł cały sklep, póki co jedynie oglądając. Liz niczym cień wędrowała za nim, samej obserwując biżuterię, jaką tutaj mieli. Od czasu do czasu komentowała wszystko. W końcu zatrzymała się przed jedną wystawą, gdzie znajdował się przepiękny komplet składający się z delikatnego naszyjnika z drobnym wisiorkiem, w kształcie klucza wiolinowego, oraz małych kolczyków o tym samym kształcie. Melody była zwolenniczką muzyki, więc taki komplet na pewno by jej przypadł do gustu.
- Wolf, zobacz na to – wskazała dłonią na wystawę.
- Liz, na pewno to biorę. Przed chwilą obok tego przeszedłem i nawet nie zwróciłem uwagi – zaśmiał się, drapiąc po szyi.
- Bo jestem dziewczyną i zwracam uwagę na bibeloty – odpowiedziała z uśmiechem.
- Właśnie. Melody będzie zachwycona – powiedział, mówiąc sprzedawcy by zapakował wybrany komplet.
Zapłacił odpowiednią sumę i wyszli ze sklepu. Teraz jedynie został najlepszy sklep ze słodyczami na świecie, więc od razu ruszyli w tamtą stronę, wesoło rozmawiając i śmiejąc się z głupot. Ten sklep znajdował się na ostatnim piętrze, na samym końcu, więc mieli kawałek do przejścia. W sklepie wybrali najlepsze czekolady z nadzieniem, kilka batoników i cukierków, oraz żelek, które dziewczyna uwielbiała. Prezent był ukończony. W drodze powrotnej, rozmawiali wesoło i długo. Niby nie znali się długo, jednak czuli, że nadają na tych samych falach. Na tym polegała ich przyjaźń, że zawsze mogli na siebie liczyć.
- Kris, dlaczego Wolf? – spytała Liz, kiedy opuszczali już moloch.
- Nie wiem. Jak byłem mały zawsze chciałem mieć tak na imię, i tak  już zostało. Nikt praktycznie nie używa mojego imienia – powiedział, drapiąc się z zakłopotaniem po szyi.
Po krótkiej wymianie słów, rozeszli się do swoich domów. Wolf ekscytował się zakupionym prezentem, zwłaszcza, że wiedział, że podarunek przypadnie dziewczynce do gustu. Znał swoją siostrę na wylot. Byli idealnym rodzeństwem, nigdy się nie kłócili czy sprzeczali, mnóstwo czasu spędzali w swoich towarzystwie i rozmawiali o wszystkim. Nie mieli przed sobą tajemnic. Mimo tego, że mała miała mieć już siedemnaście lat, ciągle była dla niego małą siostrzyczką, którą chciał chronić przed złem tego świata. Zwłaszcza, że to nie był ich świat, ich bajka. To wszystko było dla nich nowe, zupełnie obce, więc musieli odnaleźć się w tym wszystkim, bo inaczej, czekał ich powrót do swojego świata. A przecież nie mogli wrócić tak szybko, nie po to tak długo starali się, by tutaj dotrzeć. Kris uśmiechnął się lekko, przystając. Lubił to życie, te wszystkie nowości, których nie mógłby nigdy spotkać. Było wspaniale, naprawdę wspaniale. Powoli ruszył w swoją stronę i po krótkiej chwili, dotarł do rezydencji w której mieszkali. W drzwiach minął się z nim, i jeszcze szerzej się uśmiechnął. Ten chłopak miał coś w sobie, co przyciągało uwagę Krisa, kiedy tylko był gdzieś blisko, w jego domu, w pokoju obok. Jego myśli ciągle krążyły obok niego. Damien był mroczny, tak mroczny, jak tylko człowiek może być. Nigdy się nie uśmiechał i ciągle miał poważną minę, jednak dogadywał się z Melody. Co było dziwne, zważywszy na ich odmienne charaktery. Jednak prawdą było, że przeciwieństwa się przyciągają
- Cześć, Damien – rzucił w stronę chłopaka, który skinął mu jedynie głową, nakładając na nią swoją czarną – a jakże – czapkę i zamknął drzwi za sobą.
Wolf westchnął cicho, ściągając nakrycie głowy. Szybko zdjął wierzchnie odzienie i popędził do swojego pokoju. Nie mógł pokazać się siostrze, gdyż od razu zaczęłyby się pytania z serii „a co to?”, „a po co?”, „a dla kogo?”. Tego chciał przecież uniknąć, by dziewczyna miała niespodziankę, kiedy dostanie prezent od niego. A pewnie, pod gradem tych pytań, by się ugiął i zdradził, że to dla niej. Kiedy dotarł do pokoju, rzucił torby do szafy i usiadł przed komputerem. Od pewnego czasu pisnął z kimś, kto podpisywał się jako Devil. Z niecierpliwością wszedł na czat i zalogował się. Przejrzał listę dostępnych użytkowników i zmarkotniał. Devila nie było. W sumie to nawet zrozumiałe, skoro umawiali się na 20, a była dopiero godzina 19. Nie zostało mu nic innego, jak zejść do kuchni i przygotować sobie coś do żarcia. Tak więc zrobił.
W kuchni spędził trochę czasu, szykując sobie szybką zapiekankę ze składników, które akurat były w lodówce, a nie było ich dużo. Kiedy tylko wszedł, dostrzegł, że na pasku zadań coś miga. Podszedł do komputera i uśmiechnął się zadowolony, siadając na krześle. Otworzył.
- „Nie myślałem, że będziesz tak wcześnie” – napisał i zaczął pałaszować swoją zapiekankę.
- „Udało mi się wcześniej wrócić. To dlatego. Jak Ci minął dzień?”

- „Zakupy są straszne. Nie polecam, ale mam przynajmniej prezent dla siostry. Umiesz doradzać. A jak u Ciebie?”

- „Dzięki, czasem mi się zdarza, ze coś fajnie doradzę. A u mnie? Zakuwanie do cholernych egzaminów końcowych. To męczarnia. Do tego jeszcze trzeba zrobić projekt i to na za tydzień, więc będę częstym gościem u swojej partnerki. Eh”
- „Devil, wydajesz się być niepocieszony. Co jest?”
- „Jej brat. Cholernie mi się podoba. Jest po prostu… No w moim typie. Teraz pewnie będę widział go codziennie i jeszcze zostałem zaproszony na jej urodziny, w ten weekend, gdzie on też będzie. Żyć nie umierać.”
- „Zakochałeś się!” – napisał i wybuchł śmiechem, opierając się na oparciu krzesła.
Rozgrzała między nimi dyskusja, gdzie najwięcej przekleństw wychodziły ze strony chłopaka, o Nicku: Devil. Nie dochodziły do niego żadne argumenty. Ale rozmawiało im się naprawdę dobrze. Mimo tego, że nigdy nie widzieli się w realu, to w Internecie byli dobrymi znajomymi. Można powiedzieć nawet, że Kris uzależnił się od rozmów z chłopakiem i zaczynało mu zależeć. Ale to tylko wirtualna znajomość, która przebije tych rzeczywistych, z już na pewno, nie przebije Damiena. Dlatego rozmawiali tak swobodnie, pisząc o wszystkim. Znali się na wylot, jednak swoich imion nie zdradzili. Krótka znajomość, a jak potrafi wywrócić życie do góry nogami.

Tydzień minął, niezwykle szybko. Wolf nawet nie zauważył, kiedy jego zajęcia na uczelni się skończyły, a tydzień mógł zaliczyć do przechodzonych. Był na drugim roku studiów i mimo różnicy wieku z siostrą, dogadywali się wyśmienicie. Teraz akurat, siedział przy wielkim stole i czekał na wszystkich gości. A właściwie, to na tego jednego, który jak na złość, spóźniał się już prawie pół godziny., co nie wróżyło nic dobrego. Damien nigdy się nie spóźniał i zawsze był przed czasem, niemal tak jak Liz.
- Nie będziemy dłużej czekać. Zaczynajmy przyjęcie – powiedziała matka, głaszcząc czule włosy swojej córki.
Melody zawiedziona usiadła na swoim, honorowym miejscu i wszystko się zaczęło. Życzeń, śpiewów i prezentów nie było końca. Wszyscy cieszyli się i radowali razem z dziewczyną, która szybko zapomniała o Damienie i zajęła się swoimi gośćmi. Tylko Kris wypatrywał go co chwilę, jednak na próżno. Chłopaka jak nie było, tak nie ma.
- Wszystkiego najlepszego, mała – powiedział Kris, kiedy nadeszła jego kolej i wręczył dziewczynie kolorowy pakunek.
Melody wyściskała brata i otworzyła go. Zachwytom nie było końca, bowiem prezent idealnie trafił w jej gusta.
„Trafiony idealnie. Dzięki Devil i Liz.” Pomyślał, patrząc jak dziewczyna biega i pokazuje każdemu z gości, prezent od niego.
Kiedy po chwili usłyszał dźwięk dzwonka, ruszył w stronę drzwi. Otworzył je jednym, szybkim ruchem, a na jego twarzy wykwitł wielki uśmiech, kiedy zobaczył, kto swoi w progu.
- Właź – powiedział, ciągnąc gościa za łokieć do środka.
Damien mruknął coś niewyraźnie i cicho podziękował. Zdjął buty i kurtkę, i poszedł do Melody by dać jej prezent i przeprosić za swoje spóźnienie. Był obserwowany przez Krisa, który nie mógł nacieszyć się, że w końcu się pojawił. Tak długo czekał na jego przybycie, a teraz tutaj był. Zmarszczył brwi, kiedy zobaczył, jak chłopak trzęsie się z zimna. Pogoda nie zachęcała do wychodzenia, bo na dworze panowała burza.
„Debil.” warknął na siebie w myślach i zaciągnął zaskoczonego chłopaka do swojego pokoju.
- Trzęsiesz się, jak galareta – powiedział, kiedy zaskoczenie przemieniło się w szok, a potem gniew.
- Serio? Nie zauważyłem – mruknął z ironią.
- Dobra, dobra. Rozbieraj się – rzucił i pierwszy raz odkąd tutaj przybyli i poznał Damiena, dostrzegł na jego twarzy zażenowanie i lekko zaróżowione policzki.
- C..co?
- Rozbieraj się. Dam ci jakieś ciuchy na przebranie, a te wysuszymy – powiedział spokojnie.
Damien zrezygnowany zaczął zdejmować swoje ciuchy, począwszy od ciemnej bluzy, ciemnego T-shirtu, a zakończywszy na ciemnych spodniach i skarpetkach. Stał teraz w samych, kolorowych – coś nowego – bokserkach i spuścił głowę zażenowany swoim stanem.
Kris nie ruszył się nawet o milimetr, kiedy ten się rozbierał. Był tak zafascynowany tym widokiem, że nie mógł się ruszyć. Nawet nie chciał. Jedynie w jego głowie, pojawiały się już nieprzyzwoite obrazy z chłopakiem, w roli głównej.
- Dasz te ciuchy? – usłyszał cichy, ale stanowczy głos chłopaka i dopiero wtedy, otrząsnął się.
Wyciągnął z szafy jakieś swoje ciuchy, które już dawno powinny być wyrzucone i podszedł do niego. Nie mógł wytrzymać, a napięcie wywoływało w nim tylko coraz żywszą reakcję. Nie mógł dłużej wytrzymać. Ten chłopak, tak cholernie na niego działał, że niemal wariował. Nie zastanawiając się nad niczym pchnął go na ścianę i nim młodszy zdążył zaprotestować, wpił się w jego usta mocno. Całował go z początku delikatnie i subtelnie, by potem robić to z coraz większą pasją. A zarzucone ręce na jego szyi, motywowały go bardziej do działania. Uśmiechnął się kącikiem ust, kiedy oderwali się od siebie. Dyszeli ciężko, jednak Wolf nie zamierzał przestawać. Zszedł pocałunkami na jego szczękę, szyję, ramiona, klatkę piersiową. Dłużej zatrzymał się, przy pieszczeniu jego różowych i coraz twardszych z każdym dotykiem, sutkach. Ciche jęki i pomruki Damiena, rozpalały go do granic, ale musiał być delikatny, by nie zrobić mu krzywdy. Zjechał pocałunkami niżej, na gumkę od bokserek i spojrzał w mu w oczy. Nie widząc żadnego sprzeciwu na jego rumianej twarzy, zsunął bieliznę do kostek i upewniwszy się, że Damien, nie chce mu przywalić, liznął penisa po całej długości. Młodsze ciało zadrżało i wydało z siebie zduszony jęk. Kris uśmiechnął się szerzej i ponownie polizał, dłużej zatrzymując się na samej główce. Jedną rękę ułożył na biodrze chłopaka, a drugą delikatnymi ruchami, zaczął bawić się jądrami. Damien wypchnął lekko biodra. Na taki znak czekał, więc wziął całego penisa do ust poruszając powoli głową. Z każdą chwilą jego głowa poruszała się coraz szybciej, jednak z dozą wyczucia. Zdjął rękę z jego biodra i odpinając rozporek swoich spodni, wyciągnął z bokserek swojego, sterczącego i powoli ociekającego nasieniem, penisa i zaczął poruszać szybko dłonią, niemal w takim samym tempie, jak głową na przyrodzeniu chłopaka. Dłoń Damiena, zacisnęła się na jego włosach, a biodra wypchnął jeszcze bardziej. Cudowne jęki wypływały z ust chłopaka, które zapewne słychać było na całym korytarzu. Teraz Wolf cieszył się, że wybrał pokój na samej górze, a przyjęcie odbywało się na dole i żaden z gości na pewno nie napatoczy się w tym czasie. Ruszał głową coraz bardziej chaotycznie, jednak coraz szybciej. Zaciskał wargami główkę penisa, czując jak Damien jest blisko spełnienia. Sam był również na granicy i wiedział, że długo nie wytrzyma. Dłoń na jego włosach zacisnęła się mocniej, a głośny jęk wypełnił pokój. Sperma zalała mu usta, a mimo swojego słonego posmaku, połknął ją całą. Poruszył ręką mocniej i szybciej po swoim członku i on osiągnął spełnienie. Spojrzał na chłopaka, który łapał powietrze, uspokajając swój oddech i napierając całym ciałem na ścianę.
- Wybacz – powiedział Kris, podnosząc się z klęczek i zapinając swój rozporek.
Damien uśmiechnął się lekko i zarzucając mu ręce na szyję, wpił się w jego usta.
Kolejny i kolejny i kolejny i wiele kolejnych razy było bardziej namiętny, perwersyjny niż poprzednie.
Jakiś czas potem okazało się, że Devil to właśnie był Damien. Przeznaczenie zadziałało i mimo tego, że oboje pochodzili z innych światów, zakochali się w sobie. W miłości nie ma ograniczeń.

*****
I to byłoby na tyle.
Żałosna notka, wiem ;/. Ale nic więcej z siebie nie mogłam wykrzesać. Brak pomysłu na tytuł, dlatego też taki żałosny. :<
Wybaczcie błędy, ja sprawdzałam, więc spodziewajcie się kfiatków xD.
Nie wiem, kiedy pojawi się kolejna notka. Jak znajdę wenę i ją napiszę, to się pojawi. Bądźcie cierpliwi, o!
Niech Yaoi będzie z Wami xD.