Witam.
Dawno mnie nie było jak widać, ale dzisiaj jestem. Nie będzie to jednak coś nowego, a notka stara z poprzedniego bloga, jednak lubiana przeze mnie. Chciałam wrzucić coś w tym nowym roku, nie chce by blog znów był w stagnacji. Ale pożyjemy, zobaczymy co z tego wyjdzie. Trzymajcie kciuki - i tak nikt już tego nie czyta, ale cóż, życie.
Chwilowo "Kości..." leżą i kwiczą błagając, by się w końcu za nie zabrać. Coś się pisze, powoli, bardzo. W nowej pracy zauważyłam, że coraz rzadziej siadam przy komputerze, więc to pewnie dlatego dalsze notki leżą.
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!
*****
Czy wiecie jak to jest usługiwać swojemu najlepszego
przyjacielowi? I który robi wszystko, by cię upokorzyć, póki ma szansę?
Cholera, ja wiem! Naprawdę jestem głupcem, skoro myślałem, ze wygram ten durny
zakład. Przecież od razu stałem na straconej pozycji. Wszyscy wiedzieli, że nie
przepadam za alkoholem i jak już coś wypiję, to od razu jestem napity. Nie
wiadomo w jakiej ilości wypije napojów wysokoprocentowych, na drugi dzień
umieram – chodź do kibla i no cóż, nie będę Wam obrzydzał, ale powiem, że nie
jest to najlepszy widok, jaki można sobie wyobrazić. Zresztą uczucie temu
towarzyszące, też nie jest jakieś przyjemne. Dobra, powiem krótko – zdycham. I
ja durny, dałem się tak po prostu podpuścić własnemu przyjacielowi?! Matko,
jestem największym idiotą, jaki chodził po tej ziemi! No brak mi słów.
Przegrałem durny zakład, o to kto wypije więcej alkoholu. Wypiłem trzy piwa i
film mi się urwał, a ten wstrętny krętacz chlał sobie w najlepsze. Cholerny
oszust! Oczywiście, nie dość, że przegrałem – co przy każdej chwili jest mi
wypominane przez niego – to jeszcze przez miesiąc jestem na jego durnych
usługach, czyli robię za służącą i muszę się do niego zwracać „panie Nao”. To
jakaś katastrofa. Coś czuję, że ten miesiąc będzie się ciągnął i ciągnął w nieskończoność.
Ale może zacznijmy od tego, że nazywam się Aki i mam już prawie 20 lat. Ha!
Jestem dorosłym człowiekiem, który szasta pieniążkami tatusia na prawo i lewo.
Nie, no dobra żartuję. Nie szastam aż tak jego kasą, ale czasami się zdarza.
Tak, jestem bogatym paniczykiem z dwójką starszych braci i dwojgiem rodziców.
Mieszkam w domu pełnej służby, która zrobi wszystko na moje jedne skinienie
palcem. Lubię wygodę, ale bez przesady. Nie znoszę, jak ktoś zwraca się do mnie
„paniczu Aki” – wówczas zalewa mnie krew i mam ochotę eksplodować. Ale cóż,
teraz chcąc nie chcąc mieszkam u Nao i mu służę. Za jakie grzechy mnie to
spotyka? Mógłby mi przecież odpuścić ten durny zakład i po kłopocie, ale on się
uparł jak ten durny osioł i już. Obecnie paraduję w stroju służącej z miotełką
i sprzątam. Tak, dobrze przeczytaliście. Mam na sobie DZIEWCZĘCY strój
służącej. Naprawdę los się na mnie mści, a Nao się przy tym świetnie bawi.
Pieprzony dupek i egoista z niego! Wiecie jak wyglądają chyba stroje służących
co nie? No, skoro wiecie, to mój jest niemal identyczny, tylko z tą różnicą, że
mam jakąś krótką tą spódniczkę, czy sukienkę, czy cholera wie, jak to się zwie.
Ledwo cholerstwo tyłek mi zasłania i muszę co chwilę się poprawiać, by wszystko
było zakryte. Jedyny plus w tym jest taki, że mogę mieć na sobie zwykłe
adidasy, a nie jakieś buciki czy baleriny, wtedy to już byłoby po mnie. No więc
sprzątam sobie jego wielką chałupę i końca nie widać. Ten jego dom jest
strasznie wielki, chyba nawet większy od mojego domu i sądzę, że można się w
nim zgubić, tyle tu zakrętów i jakiś drzwi i schodów. Jak się zgubię i umrę z
głodu, to będzie jego wina i tylko jego.
- Zabije cię za miesiąc, debilu – warknąłem czyszcząc jakąś wazę, która akurat stanęła mi na drodze.
- Kogo zabijesz? – usłyszałem jego głos, tuż przy moim uchu i zacząłem krzyczeć. Serce niemal wyskoczyło mi ze strachu, kiedy się pojawi i zaszedł mnie od tyłu. Chwilę potrwało nim doprowadziłem swój oddech i łomoczący organ do ładu.
- Chcesz bym padł na zawał? – warknąłem wściekle, ale on nic nie powiedział, tylko patrzył na mnie. Zgryzłem wargi i zaciskając pięści, dodałem: – Paniczu Nao.
Ten debil uśmiechnął się szczęśliwy, jakby co najmniej wygrał w totka jakąś wielką sumę. A niech cię!
- Nie, jasne, że nie. Sprawdzam, gdzie się moja śliczna służąca podziewa – uśmiechnął się w moją stronę delikatnie głaszcząc mnie po policzku. Poczułem miłe mrowienie na twarzy i gdzieś w okolicy żołądka.
- Śliczna służąca zaraz ci strzeli i sobie pójdzie, paniczu Nao – mruknąłem poprawiając te durną kieckę i ruszyłem przed siebie, nawet nie odwracając się.
Miałem dość tego zakładu, a to dopiero mój trzeci dzień. Matko, za co?! Westchnąłem zrezygnowany, ale postanowiłem nie poddać się i pokazać Nao, kto tutaj rządzi. Zaraz jednak oparłem się głową o ścianę z bólem stwierdzając, że w tej chwili to on jednak rządzi. Ale trochę mogę mu uprzykrzyć życie przez ten czas, skoro on tak doczepił się mojego. Zaśmiałem się cicho i ruszyłem do pokoju. Nie zdążyłem jednak do niego nawet dojść, a już usłyszałem dźwięk dzwoneczka, którym wzywał mnie chłopak. Westchnąłem przeciągle i z uśmiechem na ustach, poszedłem do jego pokoju. Bez pukania wlazłem do środka.
- Słucham, paniczu? – spytałem, patrząc na niego.
- Kanał – mruknął cicho wskazując ręką na pilota położonego na stole, dokładnie jakieś 15 centymetrów od niego. Mógłby łaskawie wyciągnąć durną rękę i spokojnie, by go dosięgnął, ale nie! Podszedłem do stołu i rzuciłem w nim pilotem.
- Ups – powiedziałem ze skruchą, kiedy jego oczy spotkały się z moimi. Świat jakby przestał istnieć i liczyło się tylko to, że mogę patrzeć w te jego śliczne patrzałki.
- Przeproś, śliczna – powiedział cicho, ciągle wpatrując się w moje oczy.
- Zdajesz sobie sprawę, że CIĄGLE jestem chłopakiem, paniczu? – warknąłem mrużąc gniewie oczy. Już od jakiegoś czasu zwracał się do mnie, jak do dziewczyny.
- Wiem, Aki słoneczko ty moje. Ale jesteś moją służąca, a nie służącym z tego co sobie przypominam. A skoro strój masz dziewczęcy, to mogę się zwracać do ciebie, jak do dziewczyny.
- Nie zgadzałem się na taki układ! Miałem ci tylko usługiwać przez miesiąc, anie usługiwać i paradować w jakimś wdzianku służącej! – warknąłem i wyszedłem trzaskając drzwiami na znak mojej ogromnej frustracji.
Swoje kroki skierowałem od razu do pokoju, gdzie teraz mieszkałem. Od razu będąc w środku rzuciłem się na łóżko i zdjąłem z siebie to coś. Wspominałem może, że Nao to mój najlepszy przyjaciel i to od zawsze i na zawsze? Nie pamiętam właściwie jak dawno się znamy, ale najważniejsze jest to, że na Nao zawsze mogę polegać i zawsze jest przy mnie, po prostu. I kocham go, ale teraz też go nienawidzę, że aż mną telepie. Najchętniej rzuciłbym to w cholerę, ale zakład to zakład. Teraz najlepiej pójdę spać, a sen dobrze mi zrobi. Obudziłem się dość wcześnie rano, wziąłem szybki prysznic i ubrany w tej strój ruszyłem na kolejny dzień jak służący. Pierwsze co zrobiłem, to poszedłem do kuchni by zrobić nam obu śniadanie. Miałem ochotę z nim zjeść moje tosty, ale jednak stwierdziłem, że to nie jest zbyt dobry pomysł. Szybko zjadłem swój posiłek, a jego nałożyłem na tackę i ruszyłem do jego pokoju. Drogę znałem na pamięć i z zamkniętymi oczyma na pewno bym trafił, zwłaszcza, że już tyle razy ile ja tutaj byłem, to nikt nie zliczy. Bo nawet ja sam nie pamiętam, ale na pewno dużo. Minąć kilka obrazów, drzwi, okien, skręcić w lewo, potem w prawo i jest -pokój Nao. Zapukałem cicho i od razu wlazłem do środka, nie czekając na żadne ‘proszę’ z jego strony. Zapewne jeszcze spał sobie w najlepsze.Spojrzałem w stronę łóżka i nie myliłem się z moimi przypuszczeniami, bowiem spał sobie w najlepsze. Wyglądał przy tym niezwykle uroczo i słodko, że aż westchnąłem zauroczony. Włosy rozsypane na poduszce, lekko rozwarte usta i boskie ciało, które teraz było odsłonięte. Nao sypiał w samych bokserkach, a kołdra zazwyczaj lądowała gdzieś w nogach, bądź na ziemi. I tak było teraz i w tym przypadku. Postawiłem tacę na stole i przyjrzałem mu się. Miał idealne ciało, pod każdym względem, umięśnione, lekko opalone i z tzw. kaloryferem,którego nie jeden człowiek płci męskiej na tej ziemi mógł mu pozazdrościć.Odchyliłem materiał tej durnej kiecki, by przyjrzeć się swojej klatce, która strasznie różniła się od jego – zero mięśni, zero ciała, po prostu sama skóra i kości.
- Co tak oglądasz? – usłyszałem jego głos i spojrzałem na niego. Lekko zaspany podnosił się właśnie z pozycji leżącej, do siedzącej. Moje policzki pokryły się czerwienią, nie tylko ze wstydu, ale też z innego powodu. A mianowicie: Nao zaspany, to Nao cholernie pociągający i seksowny. Aż zabrakło mi tlenu w płucach, kiedy patrzył wprost na mnie.
- Śniadanie, paniczu – powiedziałem cicho i zaraz podałem mu tackę, którą ułożył sobie na kolanach. Wygodnicki. – Smacznego.
- Nie jesz ze mną? – spytał i wydał się jakiś taki, zawiedziony.
- Już jadłem, paniczu.
- Ah, skoro tak – mruknął i zaczął pałaszować swój posiłek.
- Zabije cię za miesiąc, debilu – warknąłem czyszcząc jakąś wazę, która akurat stanęła mi na drodze.
- Kogo zabijesz? – usłyszałem jego głos, tuż przy moim uchu i zacząłem krzyczeć. Serce niemal wyskoczyło mi ze strachu, kiedy się pojawi i zaszedł mnie od tyłu. Chwilę potrwało nim doprowadziłem swój oddech i łomoczący organ do ładu.
- Chcesz bym padł na zawał? – warknąłem wściekle, ale on nic nie powiedział, tylko patrzył na mnie. Zgryzłem wargi i zaciskając pięści, dodałem: – Paniczu Nao.
Ten debil uśmiechnął się szczęśliwy, jakby co najmniej wygrał w totka jakąś wielką sumę. A niech cię!
- Nie, jasne, że nie. Sprawdzam, gdzie się moja śliczna służąca podziewa – uśmiechnął się w moją stronę delikatnie głaszcząc mnie po policzku. Poczułem miłe mrowienie na twarzy i gdzieś w okolicy żołądka.
- Śliczna służąca zaraz ci strzeli i sobie pójdzie, paniczu Nao – mruknąłem poprawiając te durną kieckę i ruszyłem przed siebie, nawet nie odwracając się.
Miałem dość tego zakładu, a to dopiero mój trzeci dzień. Matko, za co?! Westchnąłem zrezygnowany, ale postanowiłem nie poddać się i pokazać Nao, kto tutaj rządzi. Zaraz jednak oparłem się głową o ścianę z bólem stwierdzając, że w tej chwili to on jednak rządzi. Ale trochę mogę mu uprzykrzyć życie przez ten czas, skoro on tak doczepił się mojego. Zaśmiałem się cicho i ruszyłem do pokoju. Nie zdążyłem jednak do niego nawet dojść, a już usłyszałem dźwięk dzwoneczka, którym wzywał mnie chłopak. Westchnąłem przeciągle i z uśmiechem na ustach, poszedłem do jego pokoju. Bez pukania wlazłem do środka.
- Słucham, paniczu? – spytałem, patrząc na niego.
- Kanał – mruknął cicho wskazując ręką na pilota położonego na stole, dokładnie jakieś 15 centymetrów od niego. Mógłby łaskawie wyciągnąć durną rękę i spokojnie, by go dosięgnął, ale nie! Podszedłem do stołu i rzuciłem w nim pilotem.
- Ups – powiedziałem ze skruchą, kiedy jego oczy spotkały się z moimi. Świat jakby przestał istnieć i liczyło się tylko to, że mogę patrzeć w te jego śliczne patrzałki.
- Przeproś, śliczna – powiedział cicho, ciągle wpatrując się w moje oczy.
- Zdajesz sobie sprawę, że CIĄGLE jestem chłopakiem, paniczu? – warknąłem mrużąc gniewie oczy. Już od jakiegoś czasu zwracał się do mnie, jak do dziewczyny.
- Wiem, Aki słoneczko ty moje. Ale jesteś moją służąca, a nie służącym z tego co sobie przypominam. A skoro strój masz dziewczęcy, to mogę się zwracać do ciebie, jak do dziewczyny.
- Nie zgadzałem się na taki układ! Miałem ci tylko usługiwać przez miesiąc, anie usługiwać i paradować w jakimś wdzianku służącej! – warknąłem i wyszedłem trzaskając drzwiami na znak mojej ogromnej frustracji.
Swoje kroki skierowałem od razu do pokoju, gdzie teraz mieszkałem. Od razu będąc w środku rzuciłem się na łóżko i zdjąłem z siebie to coś. Wspominałem może, że Nao to mój najlepszy przyjaciel i to od zawsze i na zawsze? Nie pamiętam właściwie jak dawno się znamy, ale najważniejsze jest to, że na Nao zawsze mogę polegać i zawsze jest przy mnie, po prostu. I kocham go, ale teraz też go nienawidzę, że aż mną telepie. Najchętniej rzuciłbym to w cholerę, ale zakład to zakład. Teraz najlepiej pójdę spać, a sen dobrze mi zrobi. Obudziłem się dość wcześnie rano, wziąłem szybki prysznic i ubrany w tej strój ruszyłem na kolejny dzień jak służący. Pierwsze co zrobiłem, to poszedłem do kuchni by zrobić nam obu śniadanie. Miałem ochotę z nim zjeść moje tosty, ale jednak stwierdziłem, że to nie jest zbyt dobry pomysł. Szybko zjadłem swój posiłek, a jego nałożyłem na tackę i ruszyłem do jego pokoju. Drogę znałem na pamięć i z zamkniętymi oczyma na pewno bym trafił, zwłaszcza, że już tyle razy ile ja tutaj byłem, to nikt nie zliczy. Bo nawet ja sam nie pamiętam, ale na pewno dużo. Minąć kilka obrazów, drzwi, okien, skręcić w lewo, potem w prawo i jest -pokój Nao. Zapukałem cicho i od razu wlazłem do środka, nie czekając na żadne ‘proszę’ z jego strony. Zapewne jeszcze spał sobie w najlepsze.Spojrzałem w stronę łóżka i nie myliłem się z moimi przypuszczeniami, bowiem spał sobie w najlepsze. Wyglądał przy tym niezwykle uroczo i słodko, że aż westchnąłem zauroczony. Włosy rozsypane na poduszce, lekko rozwarte usta i boskie ciało, które teraz było odsłonięte. Nao sypiał w samych bokserkach, a kołdra zazwyczaj lądowała gdzieś w nogach, bądź na ziemi. I tak było teraz i w tym przypadku. Postawiłem tacę na stole i przyjrzałem mu się. Miał idealne ciało, pod każdym względem, umięśnione, lekko opalone i z tzw. kaloryferem,którego nie jeden człowiek płci męskiej na tej ziemi mógł mu pozazdrościć.Odchyliłem materiał tej durnej kiecki, by przyjrzeć się swojej klatce, która strasznie różniła się od jego – zero mięśni, zero ciała, po prostu sama skóra i kości.
- Co tak oglądasz? – usłyszałem jego głos i spojrzałem na niego. Lekko zaspany podnosił się właśnie z pozycji leżącej, do siedzącej. Moje policzki pokryły się czerwienią, nie tylko ze wstydu, ale też z innego powodu. A mianowicie: Nao zaspany, to Nao cholernie pociągający i seksowny. Aż zabrakło mi tlenu w płucach, kiedy patrzył wprost na mnie.
- Śniadanie, paniczu – powiedziałem cicho i zaraz podałem mu tackę, którą ułożył sobie na kolanach. Wygodnicki. – Smacznego.
- Nie jesz ze mną? – spytał i wydał się jakiś taki, zawiedziony.
- Już jadłem, paniczu.
- Ah, skoro tak – mruknął i zaczął pałaszować swój posiłek.
Szybko wysprzątałem jego pokoju z brudów, które walały się
niemal wszędzie. Do czyściochów i pedantów Nao stanowczo nie należał. Był
bałaganiarzem jak sto pięćdziesiąt. A mnie to cholernie w nim wkurzało, ale nie
mogłem nic poradzić, bo ja również do jakiś pedantów nie należałem. Ale takie
burdelu w pokoju to na pewno w życiu nie miałem.
- Ty w ogóle tu sprzątasz, paniczu? – spytałem cicho
składając kolejne spodnie, które akurat wpadły mi w ręce.
- Nie, po co? – odparł.
Fakt, mogłem się spodziewać, że taki geniusz komputerowy nie
będzie sprzątał, skoro większość swojego czasu spędzał siedząc przed komputerem
i czegoś w nim szukając, czy po prostu w nim grzebiąc bez celu. Nic do tego nie
miałem, skoro lubił to robić, to droga wolna. Co prawda, nie znosiłem kiedy
mnie olewał i nie zwracał na mnie uwagi, kiedy liczył się tylko durny laptop,
którego mu kiedyś rozwaliłem o ścianę. Oj, wkurzyłem się, nie? Ile można znosić
olewanie? Ja jestem cierpliwy, ale do czasu. Wtedy przyszedł mój kres.
Pamiętam, jakby to było wczoraj. Olewał mnie już któryś dzień z kolei, bo
szukał czegoś ważnego inie chciał mi zdradzić czego. To mogłem znieść, ale
siedzieć u niego ciągle i gapić się w telewizor? Nawet ja miałem swoje granice.
Nawet jak się zdrzemnąłem i wstałem po jakiś trzech czy czterech godzinach – on
ciągle gapił się w monitor. To się wkurzyłem i bez ceregieli odsunąłem jego
krzesło od biurka, a tym samym i jego. Chwyciłem laptop i rzuciłem go o ścianę.
Laptop rozleciał się na kilkanaście części, a ja zadowolony poszedłem do domu.
W domu miałem okropne wyrzuty sumienia, więc po dwóch dniach kupiłem mu
najnowszego laptopa, jakiego mogłem dostać. Ma go do teraz i bardzo niego dba,
co w nim cenię. Właściwie, to jestem szczęśliwy, że tak o niego dba. To miłe.
Minęły już 2 tygodnie odkąd pracuję tutaj, jako przynieś, wynieś, pozamiataj – dosłownie i w przenośni. Mam tego dość, ale dam sobie przecież radę. Dziwnie mi się robi, jak patrzę rano na zaspanego Nao i w spodniach robi mi się trochę ciaśniej niż zawsze. Nie! Nie podniecam się na widok własnego przyjaciela, prawda? No przecież to nie jest możliwe, bo już tyle razy widziałem go nago i jeszcze bezczelnie paradował tak przede mną. Wtedy miałem polewkę z tego, ale teraz jakoś.. Chyba nie byłoby mi do śmiechu. A wiecie co jest najgorsze? Że ten idiota wymyślił sobie, że mam być przy nim kiedy się kąpie, by myć mu plecki, jak mi to powiedział. Matko, to okropne, jak on uwielbia mnie upokarzać. On czuje satysfakcję, kiedy paraduje przede mną bez ubrania, a ja się czerwienię, jak jakaś dziewica! Dobra, może i jestem prawiczkiem, ale do cholery bez przesady, żebym rumienił się na widok doskonałego ciała przyjaciela. Ja wariuję! Chwyciłem za stojącą na stoliku szklankę i ochlapałem zawartością, swoją twarz. Pech chciał, że był to wrzątek i tak cholernie mnie piekło. Szybko pobiegłem do prysznica i nie zdejmując ubrań, po prostu wlazłem do środka odkręcając lodowatą wodę, która dała mojej twarzy przyjemne ochłodzenie. Stałem tak dobre 20 minut, jak nie więcej nim wyszedłem. Twarz jeszcze mnie piekła, ale było o niebo lepiej. Spojrzałem w lustro przełykając lekko ślinę. W sumie nie wyglądałem tak źle, jakby to mogło się wydawać. Twarz miałem całą czerwoną, ale nie było żadnych pęcherzy, co było najważniejsze. Z szafki wyjąłem jakąś maść na oparzenia i szybko się nią nasmarowałem. Ufff, jaka ulga. Czegoś takiego nie da się opisać słowami, co się czuje. Siedziałem na ziemi z zamkniętymi oczyma i czekałem aż ta maść się wchłonie.
Kolejny tydzień minął mi niezwykle szybko. Po moim oparzeniu nie było prawie śladu, tylko czerwony nos i pod nosem, ale to codziennie, a nawet cztery czy pięć razy dziennie smarowałem. Na pytania Nao, co mi się stało, po prostu go zbywałem. Nie mogłem mu powiedzieć, jakim jestem głupkiem i do tego, zakochanym głupkiem! O cholera jasna! Właśnie przyznałem się, że kocham się w Nao. Naprawdę musi być ze mną strasznie, skoro się do tego przyznaję. A doszedłem do takiego, a nie innego wniosku, kiedy jego postać chamsko wparowała do moich snów, powodując, że musiałem rano zmieniać pościel. Nawet w snach musiał mnie dręczyć! Menda społeczna! Ale to już ostatnie dni, kiedy jestem tutaj i mu usługuję, potem hulaj dusza do woli. Jak, ja na to czekałem.
- Zostało ci 3 dni do zakończenia zakładu – powiedział Nao wpatrując się we mnie swoimi boskimi oczyma.
- Na szczęście paniczu. Szykuje się na karę, za tego panicza – burknąłem mu wprost do ucha myjąc mu plecy.
Tak, Nao właśnie się kąpał, a jak musiałem go myć. Znaczy w sumie myć, to za duże słowo, bo myłem mu plecki, ale to jednak wciąż zalicza się do mycia.
- Coś jeszcze mogę dla panicza zrobić? – spytałem, odsuwając się pod same drzwi.
- Tak. Rozbieraj się.
- HE?!?! ŻE CO?!?! – wydarłem si czerwony.
- Nie krzycz. Powiedziałem, rozbieraj się – powiedział to tonem rozkazujący, więc chcąc nie chcąc – bardziej rzecz jasna nie chcąc – rozebrałem się. Zostałem jedynie w samych bokserkach i koszulce, którą zawsze nosiłem pod to cholerne ubranie. Teraz się przydała.
- Wszystko.
- Chyba śnisz! Nie ma mowy.
- Chyba zapomniałeś o czymś śliczna. I nie, nie śnię. Dajesz maleńka – powiedział z uśmiechem, opierając się wygodniej o brzeg wanny.
- Nie, paniczu – mruknąłem miętosząc w rękach koszulkę.
- No dobrze, niech stracę. Wchodź, wykąpiemy się razem – powiedział cicho, wskazując dłonią na wannę.
Cholernie niepocieszony, wlazłem do tej wanny i trzymałem się samego brzegu, by nawet nie dotykać jego ciała. Bóg jeden wie, co działoby się wtedy z moim. Na szczęście, to nie było trudne, bo wanna była ogromna, i wyglądała jak jakiś mały basen. Wygodnie i milutko, nie powiem, że nie. Zrelaksowałem się i odprężyłem na maksa. Było mi tak dobrze, że nawet nie zauważyłem, kiedy znalazłem się między nogami – NAGIEGO – Nao, a jego przyrodzenie ocierało się o moje tyły. Zacząłem się wiercić, by się jakoś wydostać, ale usłyszałem tylko ciche jęki Nao, co mnie od razu zamurowało.
- Nie wierć się śliczna – mruknął do mojego ucha, a mnie przeszły podniecające dreszcze.
Boże, Boże, co teraz?! Chwilę potem, moje bokserki znalazły się na podłodze łazienki, a moja twarz niemal się paliła. Czułem, jak się palę ze wstydu. Jego dłonie zaczęły błądzić po moim ciele, a mnie przechodziły dreszcze, a z moich ust wychodziły ciche jęki i westchnienia. Tyle razy o tym śniłem, a teraz to działo się naprawdę. Jęknąłem głośniej, kiedy złapał dłonią moje przyrodzenie i od razu zaczął nią poruszać. Był zniecierpliwiony i cholera jasna! Dyszał mu do ucha, co mnie bardziej podniecało. Wiłem się pod jego dotykiem, choć sam nie miałem odwagi go dotknąć.
- Na…o, pa..niczu – wyszeptałem cicho, na skraju wytrzymania.
Chwilę później, doszedłem w jego rękę. Tego co działo się później, nie powiem na głos, bo nawet myśli się boje. Ale zdradzę Wam tyle, że pieprzyłem się z Nao tej nocy kilka razy i było cholernie dobrze! Wiem, że go kocham, a on podczas jednego z tych stosunków powiedział to samo. Cały świat przestał się liczyć, prócz niego i jego uśmiechu, delikatnych pocałunków i pieszczot, które doprowadzały na skraj. Dobra, Aki uspokój się, bo się podniecisz. Nasz zakład skończył się grubo ponad dwa miesiące temu, ale jestem stałym gościem u Nao – jak zawsze – ale to zwłaszcza w nocy, kiedy robi się gorąco. Dobra, stop! Wystarczy tego dobrego. Reszty musicie domyślić się sami. Żegnam się z Wami serdecznie i życzę każdemu, takiego zakładu oraz takich okoliczności kończących go. Ahh, cudownie.
Minęły już 2 tygodnie odkąd pracuję tutaj, jako przynieś, wynieś, pozamiataj – dosłownie i w przenośni. Mam tego dość, ale dam sobie przecież radę. Dziwnie mi się robi, jak patrzę rano na zaspanego Nao i w spodniach robi mi się trochę ciaśniej niż zawsze. Nie! Nie podniecam się na widok własnego przyjaciela, prawda? No przecież to nie jest możliwe, bo już tyle razy widziałem go nago i jeszcze bezczelnie paradował tak przede mną. Wtedy miałem polewkę z tego, ale teraz jakoś.. Chyba nie byłoby mi do śmiechu. A wiecie co jest najgorsze? Że ten idiota wymyślił sobie, że mam być przy nim kiedy się kąpie, by myć mu plecki, jak mi to powiedział. Matko, to okropne, jak on uwielbia mnie upokarzać. On czuje satysfakcję, kiedy paraduje przede mną bez ubrania, a ja się czerwienię, jak jakaś dziewica! Dobra, może i jestem prawiczkiem, ale do cholery bez przesady, żebym rumienił się na widok doskonałego ciała przyjaciela. Ja wariuję! Chwyciłem za stojącą na stoliku szklankę i ochlapałem zawartością, swoją twarz. Pech chciał, że był to wrzątek i tak cholernie mnie piekło. Szybko pobiegłem do prysznica i nie zdejmując ubrań, po prostu wlazłem do środka odkręcając lodowatą wodę, która dała mojej twarzy przyjemne ochłodzenie. Stałem tak dobre 20 minut, jak nie więcej nim wyszedłem. Twarz jeszcze mnie piekła, ale było o niebo lepiej. Spojrzałem w lustro przełykając lekko ślinę. W sumie nie wyglądałem tak źle, jakby to mogło się wydawać. Twarz miałem całą czerwoną, ale nie było żadnych pęcherzy, co było najważniejsze. Z szafki wyjąłem jakąś maść na oparzenia i szybko się nią nasmarowałem. Ufff, jaka ulga. Czegoś takiego nie da się opisać słowami, co się czuje. Siedziałem na ziemi z zamkniętymi oczyma i czekałem aż ta maść się wchłonie.
Kolejny tydzień minął mi niezwykle szybko. Po moim oparzeniu nie było prawie śladu, tylko czerwony nos i pod nosem, ale to codziennie, a nawet cztery czy pięć razy dziennie smarowałem. Na pytania Nao, co mi się stało, po prostu go zbywałem. Nie mogłem mu powiedzieć, jakim jestem głupkiem i do tego, zakochanym głupkiem! O cholera jasna! Właśnie przyznałem się, że kocham się w Nao. Naprawdę musi być ze mną strasznie, skoro się do tego przyznaję. A doszedłem do takiego, a nie innego wniosku, kiedy jego postać chamsko wparowała do moich snów, powodując, że musiałem rano zmieniać pościel. Nawet w snach musiał mnie dręczyć! Menda społeczna! Ale to już ostatnie dni, kiedy jestem tutaj i mu usługuję, potem hulaj dusza do woli. Jak, ja na to czekałem.
- Zostało ci 3 dni do zakończenia zakładu – powiedział Nao wpatrując się we mnie swoimi boskimi oczyma.
- Na szczęście paniczu. Szykuje się na karę, za tego panicza – burknąłem mu wprost do ucha myjąc mu plecy.
Tak, Nao właśnie się kąpał, a jak musiałem go myć. Znaczy w sumie myć, to za duże słowo, bo myłem mu plecki, ale to jednak wciąż zalicza się do mycia.
- Coś jeszcze mogę dla panicza zrobić? – spytałem, odsuwając się pod same drzwi.
- Tak. Rozbieraj się.
- HE?!?! ŻE CO?!?! – wydarłem si czerwony.
- Nie krzycz. Powiedziałem, rozbieraj się – powiedział to tonem rozkazujący, więc chcąc nie chcąc – bardziej rzecz jasna nie chcąc – rozebrałem się. Zostałem jedynie w samych bokserkach i koszulce, którą zawsze nosiłem pod to cholerne ubranie. Teraz się przydała.
- Wszystko.
- Chyba śnisz! Nie ma mowy.
- Chyba zapomniałeś o czymś śliczna. I nie, nie śnię. Dajesz maleńka – powiedział z uśmiechem, opierając się wygodniej o brzeg wanny.
- Nie, paniczu – mruknąłem miętosząc w rękach koszulkę.
- No dobrze, niech stracę. Wchodź, wykąpiemy się razem – powiedział cicho, wskazując dłonią na wannę.
Cholernie niepocieszony, wlazłem do tej wanny i trzymałem się samego brzegu, by nawet nie dotykać jego ciała. Bóg jeden wie, co działoby się wtedy z moim. Na szczęście, to nie było trudne, bo wanna była ogromna, i wyglądała jak jakiś mały basen. Wygodnie i milutko, nie powiem, że nie. Zrelaksowałem się i odprężyłem na maksa. Było mi tak dobrze, że nawet nie zauważyłem, kiedy znalazłem się między nogami – NAGIEGO – Nao, a jego przyrodzenie ocierało się o moje tyły. Zacząłem się wiercić, by się jakoś wydostać, ale usłyszałem tylko ciche jęki Nao, co mnie od razu zamurowało.
- Nie wierć się śliczna – mruknął do mojego ucha, a mnie przeszły podniecające dreszcze.
Boże, Boże, co teraz?! Chwilę potem, moje bokserki znalazły się na podłodze łazienki, a moja twarz niemal się paliła. Czułem, jak się palę ze wstydu. Jego dłonie zaczęły błądzić po moim ciele, a mnie przechodziły dreszcze, a z moich ust wychodziły ciche jęki i westchnienia. Tyle razy o tym śniłem, a teraz to działo się naprawdę. Jęknąłem głośniej, kiedy złapał dłonią moje przyrodzenie i od razu zaczął nią poruszać. Był zniecierpliwiony i cholera jasna! Dyszał mu do ucha, co mnie bardziej podniecało. Wiłem się pod jego dotykiem, choć sam nie miałem odwagi go dotknąć.
- Na…o, pa..niczu – wyszeptałem cicho, na skraju wytrzymania.
Chwilę później, doszedłem w jego rękę. Tego co działo się później, nie powiem na głos, bo nawet myśli się boje. Ale zdradzę Wam tyle, że pieprzyłem się z Nao tej nocy kilka razy i było cholernie dobrze! Wiem, że go kocham, a on podczas jednego z tych stosunków powiedział to samo. Cały świat przestał się liczyć, prócz niego i jego uśmiechu, delikatnych pocałunków i pieszczot, które doprowadzały na skraj. Dobra, Aki uspokój się, bo się podniecisz. Nasz zakład skończył się grubo ponad dwa miesiące temu, ale jestem stałym gościem u Nao – jak zawsze – ale to zwłaszcza w nocy, kiedy robi się gorąco. Dobra, stop! Wystarczy tego dobrego. Reszty musicie domyślić się sami. Żegnam się z Wami serdecznie i życzę każdemu, takiego zakładu oraz takich okoliczności kończących go. Ahh, cudownie.
*****
I to byłoby na tyle.
Staroć, ale bliski memu sercu. Jak wszystko, co kiedyś i teraz napisałam.
Kiedy kolejna notka? Tego nikt nie wie. Postaram się coś wrzucić w lutym, ale nic nie obiecuję.
Zobaczymy, jak pójdzie pisanie "Kości..."
Niech Yaoi będzie z Wami xD.