Witam.
Dzisiejsza notka z tytułu urodzin Naruto, którego uwielbiam. <3
Miała zostać dodana w jego urodziny (10.10), ale nie wyszło, przez wiele czynników.
Ale wstawiam ją teraz. Pairing to oczywiście SasuNaru i mam nadzieję, że przypadnie komuś do gustu^^.
Tekst jest od jakiego czasu na forum, ale chciałam się nim podzielić i tutaj. :D
Zapraszam do czytania! ;*
*****
Ogłoszenie z dnia 16.11!!
Obecnie studia pochłaniają większość mojego czasu wolnego, więc nie mam czasu na nic. Do tego dochodzi całkowity brak weny i jest dupa, po prostu. Mam nadzieje, że nie długo się uspokoi i uda mi się coś dla Was nabazgrać w miarę znośnego. Nie obiecuję, kiedy coś się pojawi, bo po prostu nie mam ani ochoty ani weny, by coś napisać. Eh, trzeba to przetrwać. Bądźcie cierpliwi. (Właściwie nie wiem od kogo to piszę, bo nikt tego bloga nie czyta. Nie ważne, więc.)
*****
Ogłoszenie z dnia 16.11!!
Obecnie studia pochłaniają większość mojego czasu wolnego, więc nie mam czasu na nic. Do tego dochodzi całkowity brak weny i jest dupa, po prostu. Mam nadzieje, że nie długo się uspokoi i uda mi się coś dla Was nabazgrać w miarę znośnego. Nie obiecuję, kiedy coś się pojawi, bo po prostu nie mam ani ochoty ani weny, by coś napisać. Eh, trzeba to przetrwać. Bądźcie cierpliwi. (Właściwie nie wiem od kogo to piszę, bo nikt tego bloga nie czyta. Nie ważne, więc.)
*****
Dlaczego
właściwie się zgodził? Fakt, nie zgodził się, ale uznajmy, że prychnięcie z
jego strony, wcale ale to wcale, nie oznaczało przecież sprzeciwu. Bo w
normalnych warunkach, to Sasuke Uchiha w życiu nie zgodziłby się na coś
takiego, co uwłaczałoby jego wielkiej dumie i po prostu byciu draniem. Ale co
miał zrobić, skoro przyjaciele jego rozwrzeszczanego chłopaka wymyślili plan
idealny, w którym Sasuke oczywiście musiał brać udział? Zbliżały się urodziny
blondyna, więc łaskawie – bo przecież w życiu nie przyzna się, że chce sprawić
Naruto przyjemność – postanowił się zgodzić.
Siedział teraz w wielkiej atrapie kolorowego tortu, który za kilkanaście minut miał wjechać na salę. Prezent godny przyjaciół Uzumakiego, więc nie było co się dziwić, że był obwiązany nawet i wstążką. Musiał znosić to z dumą. Dla Naruto mógł się poświęcić, w końcu to był jego dzień.
Uzumaki od razu wiedział, że coś się dzieje z Sasuke, skoro chodził mniej irytujący niż zawsze. Kochał tego drania, ale nieodgryzający się drań, to nie był taki normalny drań. W końcu jego drań lubił ich zaczepki słowne i dogryzanie sobie. A w szczególności upatrzył sobie za dogryzanie inteligencji blondyna. A teraz co? No nic! Może coś go opętało? Jakiś zły omen? W końcu ostatnio w telewizji dużo o tym się mówiło.
- Może trzeba sprowadzić egzorcystę – wypowiedział nagle, opierając brodę na głowie Sasuke.
- A po co Ci egzorcysta, młocie?
Właściwie to nie zdziwiły go zbytnio słowa blondyna. On zawsze miał głupie i durne pomysły.
- No bo.. No.. – próbował z tego jakoś zgrabnie wybrnąć, ale nic nie przychodziło mu do głowy. – Bo mamy nawiedzoną muchę w domu!
Uśmiechnął się zadowolony ze swojego nagłego olśnienia.
- Jedyną nawiedzoną częścią tego domu, jesteś Ty – mruknął, kręcąc głową z politowaniem.
Nie mógł się przecież zbyt długo użalać nad głupotą swojego kochanka. Bo to nawet nie miało sensu.
- Draniu! – warknął blondyn, wbijając mu mocniej brodę w głowę.
Sasuke w odwecie, uszczypnął go w łydkę. Blondyn pisnął i automatycznie wycofał się na bezpieczną odległość, gdzie gargamelskie ręce Sasuke go nie dosięgną, wygrażając chłopakowi najgorsze kary i machając przy tym pięściami. Ale przecież było wiadome, że połowa z tych jakże ambitnych gróźb („zaknebluje Cię i dam zjeść zmutowanej dżdżownicy!”, albo „naślę na Ciebie nawiedzoną muchę, by zjadła Twojego palca u stopy!”) rzucana była na wiatr.
Bo Naruto przecież nie umiał się na niego obrażać. Ewentualnie czasem się boczył (nawet kilka dni), ale potem mu przechodziło i było jak zawsze. Tak entuzjastyczna i optymistyczna osoba, jaką jest Uzumaki, nie umiała długo chować urazy. Zwłaszcza, jeśli chodziło o pewnego bruneta, któremu oddał swoje serce. No i tyłek. Ale nie o tym teraz mowa.
Więc, Uzumaki, udając oczywiście wielce obrażonego, poszedł do salonu. Bo oboje mieszkali razem od jakiś dwóch, czy trzech miesięcy. Co prawda, często kręcił się tutaj Kiba, Gaara, Shika czy Neji, a nawet zdarzało się, że i Sakura tutaj zaglądała – oczywiście zaglądała do Sasuke, bo Naruto gardziła przez to, że Uchiha wybrał mieszkanie z nim, a nie z taką pięknością, jak ona - więc nie mieszkali sami. Ciągle ktoś tutaj był i nawet czasem pomieszkiwał. Ale to mieszkanie wynajmowali wspólnie, tylko we dwójkę. Co prawda nie było duże, dwa pokoje, salon z aneksem kuchennym oraz małą łazienką, ale to im wystarczało. Tutaj mogli być sobą i tylko sobą. Mimo tego, że oboje pracowali, często brakowało im na porządne jedzenie, z czego Uzumaki był zadowolony, bowiem gotowe żarcie było fajniejsze i robiło się szybciej niż wtedy, kiedy Sasuke zakładając swój fartuch z nagim Naruto na przedzie, zasłaniający krocze jedynie, jednym kwiatem słonecznika.
Siedział teraz w wielkiej atrapie kolorowego tortu, który za kilkanaście minut miał wjechać na salę. Prezent godny przyjaciół Uzumakiego, więc nie było co się dziwić, że był obwiązany nawet i wstążką. Musiał znosić to z dumą. Dla Naruto mógł się poświęcić, w końcu to był jego dzień.
Uzumaki od razu wiedział, że coś się dzieje z Sasuke, skoro chodził mniej irytujący niż zawsze. Kochał tego drania, ale nieodgryzający się drań, to nie był taki normalny drań. W końcu jego drań lubił ich zaczepki słowne i dogryzanie sobie. A w szczególności upatrzył sobie za dogryzanie inteligencji blondyna. A teraz co? No nic! Może coś go opętało? Jakiś zły omen? W końcu ostatnio w telewizji dużo o tym się mówiło.
- Może trzeba sprowadzić egzorcystę – wypowiedział nagle, opierając brodę na głowie Sasuke.
- A po co Ci egzorcysta, młocie?
Właściwie to nie zdziwiły go zbytnio słowa blondyna. On zawsze miał głupie i durne pomysły.
- No bo.. No.. – próbował z tego jakoś zgrabnie wybrnąć, ale nic nie przychodziło mu do głowy. – Bo mamy nawiedzoną muchę w domu!
Uśmiechnął się zadowolony ze swojego nagłego olśnienia.
- Jedyną nawiedzoną częścią tego domu, jesteś Ty – mruknął, kręcąc głową z politowaniem.
Nie mógł się przecież zbyt długo użalać nad głupotą swojego kochanka. Bo to nawet nie miało sensu.
- Draniu! – warknął blondyn, wbijając mu mocniej brodę w głowę.
Sasuke w odwecie, uszczypnął go w łydkę. Blondyn pisnął i automatycznie wycofał się na bezpieczną odległość, gdzie gargamelskie ręce Sasuke go nie dosięgną, wygrażając chłopakowi najgorsze kary i machając przy tym pięściami. Ale przecież było wiadome, że połowa z tych jakże ambitnych gróźb („zaknebluje Cię i dam zjeść zmutowanej dżdżownicy!”, albo „naślę na Ciebie nawiedzoną muchę, by zjadła Twojego palca u stopy!”) rzucana była na wiatr.
Bo Naruto przecież nie umiał się na niego obrażać. Ewentualnie czasem się boczył (nawet kilka dni), ale potem mu przechodziło i było jak zawsze. Tak entuzjastyczna i optymistyczna osoba, jaką jest Uzumaki, nie umiała długo chować urazy. Zwłaszcza, jeśli chodziło o pewnego bruneta, któremu oddał swoje serce. No i tyłek. Ale nie o tym teraz mowa.
Więc, Uzumaki, udając oczywiście wielce obrażonego, poszedł do salonu. Bo oboje mieszkali razem od jakiś dwóch, czy trzech miesięcy. Co prawda, często kręcił się tutaj Kiba, Gaara, Shika czy Neji, a nawet zdarzało się, że i Sakura tutaj zaglądała – oczywiście zaglądała do Sasuke, bo Naruto gardziła przez to, że Uchiha wybrał mieszkanie z nim, a nie z taką pięknością, jak ona - więc nie mieszkali sami. Ciągle ktoś tutaj był i nawet czasem pomieszkiwał. Ale to mieszkanie wynajmowali wspólnie, tylko we dwójkę. Co prawda nie było duże, dwa pokoje, salon z aneksem kuchennym oraz małą łazienką, ale to im wystarczało. Tutaj mogli być sobą i tylko sobą. Mimo tego, że oboje pracowali, często brakowało im na porządne jedzenie, z czego Uzumaki był zadowolony, bowiem gotowe żarcie było fajniejsze i robiło się szybciej niż wtedy, kiedy Sasuke zakładając swój fartuch z nagim Naruto na przedzie, zasłaniający krocze jedynie, jednym kwiatem słonecznika.
Fartuch
zafundowali mu, rzecz jasna, przyjaciele, by nie czuł się samotny, kiedy nie ma
z nim Naruto. Prezent niezwykle trafiony, bowiem postać blondyna na materiale
była cholernie seksowna, nie tak seksowna, jak jego ciało na żywo, ale zawsze
coś.
Naruto usiadł na kolorowej kanapie, którą dostali od jego matki, by nie musieli wydawać kolejnych pieniędzy na urządzenie niemal pustego mieszkania. „Bo kanapa stała nieużywana w garażu, a tak będzie użytkowane.” Więc Naruto się zgodził, bo głupio było mu odmówić swojej rodzicielce. Ale dobrze pamiętał kłótnie z Sasuke o nią, w sensie o kanapę, bo przecież nie pasowała do całego klimatu mieszkania. Zwłaszcza, że była, w sumie jest, naprawdę paskudna. Do niczego nie pasuje, ale Naruto uparł się, a Sasuke chcąc nie chcąc – bardziej nie chcąc, zgodził się dać jej szansę, ale tylko na jakiś czas.
Uzumaki spojrzał na kalendarz. Zaczynał się październik, więc na dworze robiło się coraz ciemniej, mroczniej i zimniej, a chodniki zostawały zasypywane kolorowymi liśćmi. Lubił jesień, oczywiście nie tylko ze względu na swoje urodziny, ale również za ten romantyczny klimat, który tylko jesień potrafi stworzyć. Ale Uchiha tego nie doceniał. Bo przecież nie był romantykiem, tylko mrocznym draniem, któremu nie pasowało chodzenie po parku czy lesie z ukochanym. Lepiej siedzieć przed telewizorem i tulić tę ukochaną osobę. Nie, żeby blondynowi nie odpowiadała taka romantyczność domowa w wykonaniu Sasuke, lecz czasem chciałby jakiegoś gestu, no nawet głupiego kwiatka od czasu do czasu. Ale nie! Pan Wielki Sasuke Uchiha nie jest typem romantyka i nie ma co liczyć na takie gesty.
Naruto zaśmiał się pod nosem, włączając telewizor akurat na program Ewy Drzyzgi. Śmiał się do rozpuku, słysząc niektóre historie. Ludzie to naprawdę mieli głupie pomysły.
- Sasukeeeeeeee – zawył, łapiąc się za brzuch, kiedy nadeszła kolejna fala śmiechu.
Mężczyzna, który akurat przemawiał, był po prostu dziwny, a jego słowa wywoływały śmiech nie tylko u gości, czy siedzącego przed telewizorem Naruto, ale również samej prowadzącej, która starała się zakryć usta kartkami, które trzymała w ręce.
- Co? – odpowiedział Sasuke, nie mając zamiaru zbliżać się do salonu, z którego dobiegał głos Drzyzgi.
Domyślał się, że to właśnie dlatego jego chłopak śmieje się jak opętany. Czasami zdarzało mu się oglądać ten program z blondynem, ale nie tym razem.
- Sasukeeeeeee! – krzyknął Naruto. – Coś dla nas! Zobacz, jak homoseksualista może być romantyczny bardziej od heteroseksualisty. Powinieneś to zobaczyć.
Naruto przestał się śmiać i słuchał z napięciem tego, jak wypowiadali się mężczyźni. Musiał jakoś nakłonić Sasuke, by był tacy jak oni. Chociaż perspektywa kroczącego z bukietem kwiatów bruneta, była po prostu śmieszna i totalnie nie pasowała do jego mrocznego image.
- Łał! Wyskoczył z tortu! – powiedział z zadowoleniem.
Fajnie byłoby, gdyby tak mu drań wyskoczył.
Dzień jego urodzin zbliżał się wielkimi krokami. Zaprosił kilku znajomych z uczelni, pracy i, oczywiście, odwiecznych przyjaciół, bez których nie było możliwości robienia jakiejkolwiek imprezy. Bo co to za impreza, nawet urodzinowa, kiedy ledwo trzymający się na nogach Kiba, nie zarywa do lasek, które akurat wyhaczył? Albo Gaary, który śpiewa piosenki biesiadne, które akurat przyjdą mu na myśl? Takich ekscesów nie da się nigdzie zobaczyć, więc trzeba przygotować się na wszystko.
W dniu urodzin blondyn chodził niezwykle podenerwowany Sasuke był niezwykle tajemniczy. Bo przecież Uzumaki widział, jakie spojrzenia kierował do przyjaciół, którzy uśmiechali się na nie znacząco. A on nie wiedział, co się dzieje. A Uchiha po prostu bezczelnie go zbywał i jeszcze stwierdzał, że na pewno ma jakieś filmy.
- O co chodzi? – spytał, kiedy dorwał Kibę po zajęciach.
- Ale z czym? – Kiba spojrzał na blondyna całkowicie zaskoczony.
- Te wasze głupawe uśmieszki do Sasuke – mruknął blondyn. Nie, nie był zazdrosny. No, może trochę albo bardziej niż trochę, ale tutaj chodziło o bruneta! A nie o niego, no.
- A nie wiem o czym mówisz, Naruto. Nie wiem co bierzesz, ale ogranicz – zaśmiał się głupkowato, klepiąc blond czuprynę i żegnając się szybko, pobiegł do samochodu, który właśnie podjechał pod bramę uczelni.
Skołowany Naruto poczłapał do mieszkania. Ku jego zdziwieniu, Sasuke nie było w środku. Tylko kartka na stole, z krótką, konkretną informacją.
„Jestem w pracy. S. Wszystkiego najlepszego, młocie.”
Blondyn westchnął cierpiętniczo. Przecież mówił Sasuke, że dzisiaj wychodzą do klubu świętować i by postarał się o wolne. Ale nie, Wielki Uchiha nie mógł tak korzyć się przed pracodawcą.
- Głupi drań – mruknął pod nosem.
Chciał spędzić z nim trochę czasu, sam na sam. Ale przecież to nie miało sensu. Odstawił kupiony w osiedlowej cukierni tort do lodówki i skierował się do łazienki, zrzucając po drodze swoje ciuchy. Miał trochę czasu do wyjścia, więc mógł sobie pozwolić na długi i odprężający prysznic.
Kiedy wyszedł, spojrzał na telefon. Nieodebrane 1 połączenie od mama. Oddzwonił do niej z lekkim uśmiechem na ustach. Rozmowa nie trwała długo, ponieważ będzie się dzisiaj widział z mamą – bo ta uparła się, że wpadnie chociaż na chwilę na imprezę, by z nim świętować – więc pewnie zdąży go wycałować i złożyć kolejną partię życzeń.
- Dziękuję, mamo. Do zobaczenia – powiedział z szerszym uśmiechem, rozłączając się.
Spojrzał na zegarek.
- Czas się ubierać – mruknął do siebie. Musiał jakoś wyglądać, by chociaż noc spędzić z Sasuke, tak jakby tego chciał.
Kilkanaście minut później do mieszkania wtargnęli przyjaciele, którzy postawili flaszkę na stole i cóż, trzeba było ją opróżnić przed wyjściem. Skończyło się na tym, że nie wiadomo skąd, na stole pojawiły się kolejne dwie flaszki, które również zostały opróżnione. Dopiero wtedy gromada mogła spokojnie, pozornie spokojnie – nie licząc Kiby, który uciekał przed sąsiadką, którą nazwał Gumi Dżagą – opuścić mieszkanie i skierować się do lokalu.
A tam na solenizanta czekali wszyscy goście. Kiedy tylko się pojawił, w górę podniosły się napełnione wódką kieliszki, bo szampan był zbyt passe i oczywiście gromkie życzenia i głośne, cholernie głośne, na dodatek sfałszowane, ale niezwykle zabawne „Sto lat”.
Naruto rozglądał się rozgorączkowany, ale wciąż nie mógł dostrzec czupryny, którą tak chciał zobaczyć. Nie było go. Nie miał jednak czasu zastanawiać się nad powodem jego nieobecności, bowiem zalała go fala życzeń i alkoholu, bo przecież każdy chciał wypić z solenizantem chociaż kieliszek.
Chwilę później, kiedy wszyscy dali upust swojej twórczości życzeniowej, na małej scenie pojawił się Kiba z mikrofonem w dłoni. Trzymał się dzielnie na nogach, mimo wypitej dużej ilości trunku. Naprawdę był wytrzymały.
- To teraz tort, póki wszyscy są w miarę trzeźwi – zaśmiał się pijacko. – STO LAT, NARUTOOOOOOOOOOOOOO! – krzyknął do mikrofonu, a z głośników zaczęło lecieć „Happy Birthday Mr President” śpiewane przez Marilyn Monroe, z małą zmianą, zamiast słów Mr President, pojawiło się Mr Naruto, wykrzyczane przez gości. Naruto śmiał się zadowolony. Jego przyjaciele naprawdę mieli niezłe pomysły. W czasie trwania utworu, na salę wjechał wysoki, czekoladowy tort, który został postawiony na samym środku sali. Wszyscy zebrani goście zaczęli wiwatować i gwizdać, kiedy zostały zapalone świeczki i kiedy zbliżał się do niego blondyn. Z uśmiechem na ustach, pomyślał życzenie i przy akompaniamencie okrzyków przyjaciół i wciąż lecącej piosenki Marilyn Monroe, zdmuchnął wszystkie świeczki na raz. Ludzie zaczęli wiwatować, a alkohol ponownie poszedł w ruch. Jednak nie trwało to długo, bowiem w sali zrobiło się ciemno, a światła zostały skierowane na Naruto oraz stojący obok niego tort.
- WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO, STARY! – wykrzyczał Gaara do mikrofonu i kiedy z głośników dobiegł odgłos perkusji, wszyscy zamarli.
W kilka sekund, po torcie nie było nawet śladu, a w samym centrum stał nie kto inny, jak Sasuke. Na dodatek, Sasuke bez koszulki, opleciony pomarańczową wstążką i z lekkim uśmiechem na ustach.
- Wszystkiego najlepszego, kochanie – powiedział bezgłośnie, utrzymując kontakt wzrokowy z blondynem.
Impreza była wyśmienita, naprawdę. Zakrapiana sporą ilością alkoholu, ale kto by tam na to zwracał uwagę. Właściwie, to Naruto nie pamiętał całych swoich urodzin, gdyż razem z Sasuke świętowali w pokoju na piętrze. A wszystkie odgłosy dochodzące z pokoju zostały zagłuszane przez bawiących się na dole pijanych imprezowiczów. Urodziny - niezwykle udane.
Naruto usiadł na kolorowej kanapie, którą dostali od jego matki, by nie musieli wydawać kolejnych pieniędzy na urządzenie niemal pustego mieszkania. „Bo kanapa stała nieużywana w garażu, a tak będzie użytkowane.” Więc Naruto się zgodził, bo głupio było mu odmówić swojej rodzicielce. Ale dobrze pamiętał kłótnie z Sasuke o nią, w sensie o kanapę, bo przecież nie pasowała do całego klimatu mieszkania. Zwłaszcza, że była, w sumie jest, naprawdę paskudna. Do niczego nie pasuje, ale Naruto uparł się, a Sasuke chcąc nie chcąc – bardziej nie chcąc, zgodził się dać jej szansę, ale tylko na jakiś czas.
Uzumaki spojrzał na kalendarz. Zaczynał się październik, więc na dworze robiło się coraz ciemniej, mroczniej i zimniej, a chodniki zostawały zasypywane kolorowymi liśćmi. Lubił jesień, oczywiście nie tylko ze względu na swoje urodziny, ale również za ten romantyczny klimat, który tylko jesień potrafi stworzyć. Ale Uchiha tego nie doceniał. Bo przecież nie był romantykiem, tylko mrocznym draniem, któremu nie pasowało chodzenie po parku czy lesie z ukochanym. Lepiej siedzieć przed telewizorem i tulić tę ukochaną osobę. Nie, żeby blondynowi nie odpowiadała taka romantyczność domowa w wykonaniu Sasuke, lecz czasem chciałby jakiegoś gestu, no nawet głupiego kwiatka od czasu do czasu. Ale nie! Pan Wielki Sasuke Uchiha nie jest typem romantyka i nie ma co liczyć na takie gesty.
Naruto zaśmiał się pod nosem, włączając telewizor akurat na program Ewy Drzyzgi. Śmiał się do rozpuku, słysząc niektóre historie. Ludzie to naprawdę mieli głupie pomysły.
- Sasukeeeeeeee – zawył, łapiąc się za brzuch, kiedy nadeszła kolejna fala śmiechu.
Mężczyzna, który akurat przemawiał, był po prostu dziwny, a jego słowa wywoływały śmiech nie tylko u gości, czy siedzącego przed telewizorem Naruto, ale również samej prowadzącej, która starała się zakryć usta kartkami, które trzymała w ręce.
- Co? – odpowiedział Sasuke, nie mając zamiaru zbliżać się do salonu, z którego dobiegał głos Drzyzgi.
Domyślał się, że to właśnie dlatego jego chłopak śmieje się jak opętany. Czasami zdarzało mu się oglądać ten program z blondynem, ale nie tym razem.
- Sasukeeeeeee! – krzyknął Naruto. – Coś dla nas! Zobacz, jak homoseksualista może być romantyczny bardziej od heteroseksualisty. Powinieneś to zobaczyć.
Naruto przestał się śmiać i słuchał z napięciem tego, jak wypowiadali się mężczyźni. Musiał jakoś nakłonić Sasuke, by był tacy jak oni. Chociaż perspektywa kroczącego z bukietem kwiatów bruneta, była po prostu śmieszna i totalnie nie pasowała do jego mrocznego image.
- Łał! Wyskoczył z tortu! – powiedział z zadowoleniem.
Fajnie byłoby, gdyby tak mu drań wyskoczył.
Dzień jego urodzin zbliżał się wielkimi krokami. Zaprosił kilku znajomych z uczelni, pracy i, oczywiście, odwiecznych przyjaciół, bez których nie było możliwości robienia jakiejkolwiek imprezy. Bo co to za impreza, nawet urodzinowa, kiedy ledwo trzymający się na nogach Kiba, nie zarywa do lasek, które akurat wyhaczył? Albo Gaary, który śpiewa piosenki biesiadne, które akurat przyjdą mu na myśl? Takich ekscesów nie da się nigdzie zobaczyć, więc trzeba przygotować się na wszystko.
W dniu urodzin blondyn chodził niezwykle podenerwowany Sasuke był niezwykle tajemniczy. Bo przecież Uzumaki widział, jakie spojrzenia kierował do przyjaciół, którzy uśmiechali się na nie znacząco. A on nie wiedział, co się dzieje. A Uchiha po prostu bezczelnie go zbywał i jeszcze stwierdzał, że na pewno ma jakieś filmy.
- O co chodzi? – spytał, kiedy dorwał Kibę po zajęciach.
- Ale z czym? – Kiba spojrzał na blondyna całkowicie zaskoczony.
- Te wasze głupawe uśmieszki do Sasuke – mruknął blondyn. Nie, nie był zazdrosny. No, może trochę albo bardziej niż trochę, ale tutaj chodziło o bruneta! A nie o niego, no.
- A nie wiem o czym mówisz, Naruto. Nie wiem co bierzesz, ale ogranicz – zaśmiał się głupkowato, klepiąc blond czuprynę i żegnając się szybko, pobiegł do samochodu, który właśnie podjechał pod bramę uczelni.
Skołowany Naruto poczłapał do mieszkania. Ku jego zdziwieniu, Sasuke nie było w środku. Tylko kartka na stole, z krótką, konkretną informacją.
„Jestem w pracy. S. Wszystkiego najlepszego, młocie.”
Blondyn westchnął cierpiętniczo. Przecież mówił Sasuke, że dzisiaj wychodzą do klubu świętować i by postarał się o wolne. Ale nie, Wielki Uchiha nie mógł tak korzyć się przed pracodawcą.
- Głupi drań – mruknął pod nosem.
Chciał spędzić z nim trochę czasu, sam na sam. Ale przecież to nie miało sensu. Odstawił kupiony w osiedlowej cukierni tort do lodówki i skierował się do łazienki, zrzucając po drodze swoje ciuchy. Miał trochę czasu do wyjścia, więc mógł sobie pozwolić na długi i odprężający prysznic.
Kiedy wyszedł, spojrzał na telefon. Nieodebrane 1 połączenie od mama. Oddzwonił do niej z lekkim uśmiechem na ustach. Rozmowa nie trwała długo, ponieważ będzie się dzisiaj widział z mamą – bo ta uparła się, że wpadnie chociaż na chwilę na imprezę, by z nim świętować – więc pewnie zdąży go wycałować i złożyć kolejną partię życzeń.
- Dziękuję, mamo. Do zobaczenia – powiedział z szerszym uśmiechem, rozłączając się.
Spojrzał na zegarek.
- Czas się ubierać – mruknął do siebie. Musiał jakoś wyglądać, by chociaż noc spędzić z Sasuke, tak jakby tego chciał.
Kilkanaście minut później do mieszkania wtargnęli przyjaciele, którzy postawili flaszkę na stole i cóż, trzeba było ją opróżnić przed wyjściem. Skończyło się na tym, że nie wiadomo skąd, na stole pojawiły się kolejne dwie flaszki, które również zostały opróżnione. Dopiero wtedy gromada mogła spokojnie, pozornie spokojnie – nie licząc Kiby, który uciekał przed sąsiadką, którą nazwał Gumi Dżagą – opuścić mieszkanie i skierować się do lokalu.
A tam na solenizanta czekali wszyscy goście. Kiedy tylko się pojawił, w górę podniosły się napełnione wódką kieliszki, bo szampan był zbyt passe i oczywiście gromkie życzenia i głośne, cholernie głośne, na dodatek sfałszowane, ale niezwykle zabawne „Sto lat”.
Naruto rozglądał się rozgorączkowany, ale wciąż nie mógł dostrzec czupryny, którą tak chciał zobaczyć. Nie było go. Nie miał jednak czasu zastanawiać się nad powodem jego nieobecności, bowiem zalała go fala życzeń i alkoholu, bo przecież każdy chciał wypić z solenizantem chociaż kieliszek.
Chwilę później, kiedy wszyscy dali upust swojej twórczości życzeniowej, na małej scenie pojawił się Kiba z mikrofonem w dłoni. Trzymał się dzielnie na nogach, mimo wypitej dużej ilości trunku. Naprawdę był wytrzymały.
- To teraz tort, póki wszyscy są w miarę trzeźwi – zaśmiał się pijacko. – STO LAT, NARUTOOOOOOOOOOOOOO! – krzyknął do mikrofonu, a z głośników zaczęło lecieć „Happy Birthday Mr President” śpiewane przez Marilyn Monroe, z małą zmianą, zamiast słów Mr President, pojawiło się Mr Naruto, wykrzyczane przez gości. Naruto śmiał się zadowolony. Jego przyjaciele naprawdę mieli niezłe pomysły. W czasie trwania utworu, na salę wjechał wysoki, czekoladowy tort, który został postawiony na samym środku sali. Wszyscy zebrani goście zaczęli wiwatować i gwizdać, kiedy zostały zapalone świeczki i kiedy zbliżał się do niego blondyn. Z uśmiechem na ustach, pomyślał życzenie i przy akompaniamencie okrzyków przyjaciół i wciąż lecącej piosenki Marilyn Monroe, zdmuchnął wszystkie świeczki na raz. Ludzie zaczęli wiwatować, a alkohol ponownie poszedł w ruch. Jednak nie trwało to długo, bowiem w sali zrobiło się ciemno, a światła zostały skierowane na Naruto oraz stojący obok niego tort.
- WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO, STARY! – wykrzyczał Gaara do mikrofonu i kiedy z głośników dobiegł odgłos perkusji, wszyscy zamarli.
W kilka sekund, po torcie nie było nawet śladu, a w samym centrum stał nie kto inny, jak Sasuke. Na dodatek, Sasuke bez koszulki, opleciony pomarańczową wstążką i z lekkim uśmiechem na ustach.
- Wszystkiego najlepszego, kochanie – powiedział bezgłośnie, utrzymując kontakt wzrokowy z blondynem.
Impreza była wyśmienita, naprawdę. Zakrapiana sporą ilością alkoholu, ale kto by tam na to zwracał uwagę. Właściwie, to Naruto nie pamiętał całych swoich urodzin, gdyż razem z Sasuke świętowali w pokoju na piętrze. A wszystkie odgłosy dochodzące z pokoju zostały zagłuszane przez bawiących się na dole pijanych imprezowiczów. Urodziny - niezwykle udane.
*****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieje, że się komuś spodobało, chociaż szału nie było. Ale co tam! Ważne, że Naruto miał udane urodziny! :).
Betowała Elqq, której bardzo, bardzo dziękuję! :*
Kolejna notka będzie, jak się napisze. Więc trzymajcie kciuki.
O notkach nie powiadamiam - bo to nie ma już żadnego sensu. Kto wejdzie, ten przeczyta.
O notkach nie powiadamiam - bo to nie ma już żadnego sensu. Kto wejdzie, ten przeczyta.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.