24 lis 2014

"Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana..."

Cześć Wam.
Wiem, znowu nie było mnie nie wiadomo ile. Ale co mam na to poradzić? Mam studia i do napisania pracę licencjacką - która pochłania mój czas, do tego dojdzie jeszcze parę szkoleń i po prostu nie mam czasu. A cóż, zależy mi na jak najlepszym zaliczeniu studiów, bo są dla mnie naprawdę ważne.
Jednak nie zapominam o blogu, ciągle myślę o notkach, ale gorzej jest z pisaniem. Wena raz jest, a miliony razy jej nie ma. Tak jak teraz - po ponad pięciu miesiącach, postanowiłam dokończyć notkę, którą zaczęłam wcześniej, bo akurat miałam napad weny. I oto i ona. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.
Zapraszam do czytania.
*****
Jęknął pod nosem. Zgryzł wargi, by zagłuszyć dźwięki, które uparcie chciały opuścić jego usta. A nie mógł na to sobie pozwolić. Za ścianą był jego syn, więc nie mógł słyszeć, a tym bardziej zobaczyć tego, co wyprawiał. Jednak, nie mógł się powstrzymać. Tak bardzo o tym marzył, codziennie ta myśl przewijała się w jego głowie, że uległ. Po prostu uległ.
Ścisnął mocniej penisa, przyciskając  bokserki syna do nosa. Jak on pachniał. Wiedział, że teraz zachowywał się, niczym rasowy pedofil, ale nie mógł się powstrzymać. Znaczy mógł, ale nie chciał. Wiedział, że z synem tak nie będzie, więc chociaż w samotności mógł sobie zwalić. Kurwa! Co to było za przeżycie. Wyobrażał sobie, że drobne ręce syna oplatają jego chuja u nasady, ponętne ustka pochłaniają go w całości i ssą namiętnie, a wzrok mów tylko, by go w końcu przeleciał. Matko!
Kacper! Jebnij się w ten pusty łeb! To twój syn do kurwy nędzy!
Skarcił się w myślach, jednak docisnął materiał do nosa. Był blisko dojścia i niemal nie mógł usiedzieć w miejscu, z tych wszystkich emocji, które nim teraz targały. Jego ręka coraz szybciej poruszała się po członku, ściskając go mocniej przy główce. Tkwił na skraju i nie chciał wracać. Ale spełnienie nadchodziło coraz gwałtowniejszymi falami. Z ledwością trzymał swoje jęki na wodzy, chociaż przegryzał wargi już do krwi, by być jak najciszej. Było cholernie ciężko, ale dawał radę. Przez jego ciało przeszła kolejna fala dreszczy, więc mocniej przycisnął materiał do nosa i ścisnął członka, kiedy sperma znalazła się na łóżku. Odchylił głowę zmęczony orgazmem, który przed chwilą przeżył. Był wspaniały, chociaż wolałby spuścić się w usta własnego syna.
Kacper, idioto! Zajeb się lepiej w trupa, a nie znowu chujem myślisz!
Odsunął materiał od nosa i poprawił się na łóżku. Nie kłopotał się teraz sprzątaniem, w końcu to było jego własna pościel, własne łóżko, a dodatkowo – własna sperma.
- Tatusiu – usłyszał cichy głos swego syna, więc zaraz zreflektował się i nakrył plamę kocem.
- Chodź, chodź. Co się stało? – spytał, naciągając pod kołdrą bieliznę na tyłek.
- Słyszałem dziwne odgłosy i myślałem, że coś ci się stało – mruknął, opierając się o futrynę z nieśmiałym uśmiechem.
Mimo swoich 17lat, był bardzo nieśmiałym i dziecinnym chłopcem, i na pewno nie wyglądał na swoje lata. Przez większość czasu mieszkał z matką w Londynie i na wzrok Kacpra, był chowany jak w kokonie. Wszystko było dla niego nowe, dziwne, wszystkiego musiał dotknąć, poczuć, zobaczyć. Kacper z początku dziwił się temu, ale teraz? Teraz było to dla niego normą, a spojrzenia ludzi miał w dupie. Leon również się nimi nie przejmował, więc nie było problemu.
- Zdawało ci się – uśmiechnął się, chociaż dobrze wiedział, co tak naprawdę mógł usłyszeć jego syn.
- To dobrze, bo naprawdę myślałem, że coś ci się dzieje – odpowiedział.
- Nie martw się. Idź spać. Chyba, że chcesz ze mną – zasugerował mężczyzna, a widząc urocze rumieńce na policzkach, tylko upewnił się w swoim przekonaniu.
Tak, tak, tak! Chodź do tatusia, chodź. Będziemy sobie spać, ah tak!
Leon poprawił okulary na nosie, z którymi się nie rozstawał i podszedł nieśmiało do łóżka. Jego ruchy były niepewne, jakby bał się, że ojciec zaraz go wyśmieje i zawróci do łóżka. Kiedy nic takiego się nie wydarzyło, wpadł do łóżku jak wystrzelony z procy, od razu nakrywając się kołdrą. Kacper zaśmiał się jedynie i pocałował syna w ucho. Sam ułożył się do snu.
Następnego ranka Leon obudził się jako pierwszy, więc wyswobodził się z objęcia ojca i zszedł na dół, by zrobić coś na śniadanie. Za wiele nie mógł robić, ale tosty wychodziły mu genialne. Przyszykował sobie wszystko, poprawiając zsuwające się okulary i zaczął robić.
Kacper zwabiony aromatycznym zapachem, wyszedł z łóżka, nie zapominając o zaplątaniu się w kołdrę, i wpadł do kuchni.
- Ah, co ja czuję, co ja czuję.
- Śniadanie. Zrobiłem tosty – uśmiechnął się lekko i położył przed ojcem talerz tostów.
- Wspaniale. Mam kochanego synka, idealnego.
Uspokój się, uspokój się, uspokój się! Zaraz ci stanie, jak będziesz się gapił na tyłek WŁASNEGO SYNA!
Kacper nie wiedział, jak sobie radzić już ze wszystkim. Coraz częściej łapał się na tym, że wyobrażał sobie seks z własnym synem. A przecież nie mógł tego zrobić własnemu dziecku, zwłaszcza po takich przeżyciach. Bardzo przeżył najpierw rozwód, a potem śmierć matki i przeprowadzkę do innego miasta. Z tamtym kojarzyło się zbyt wiele wspomnień, a tutaj i Leon i Kacper mogli zacząć od nowa. Kacper wiedział, że tak będzie lepiej. W poprzednim mieście wszyscy wiedzieli o tym, czego jego syn doświadczył i każdy mu współczuł. Nie dość, że Leon musiał cierpieć i potrzebował wsparcia, to jeszcze te głupie sąsiadki, co chwile napomykały jaka to Zośka była wspaniałą matką, a jaką dobrą kobietą, jaką uczciwą. Miał tego dość! Może to też z tego powodu chciał się przeprowadzić. A, że w pracy szykował się awans i jakimś cudem, to właśnie Kacper go otrzymał i trzeba było zmienić miejsce zamieszkania. W dodatku Leon stał się tutaj bardziej otwarty i starał się otworzyć. Nie był nawet aż tak nieśmiały. Kacper czuł, że w końcu chłopiec odżył.
- Tato, zrobisz zakupy dzisiaj? – spytał Leon, poprawiając okulary i wyrywając ojca z zamyślenia.
- E, co?
- Zakupy.
- Tak jasne. A gdzie ty się wybierasz?
- Z Karolą robimy projekt do szkoły i trochę nam zejdzie. Będę u niej do wieczora, a potem jej brat albo ojciec mnie przywiezie – wytłumaczył, narzucając na siebie kurtkę.
- Oh – mruknął mężczyzna z niewyraźną miną. Spodziewał się miłego dnia z synem w roli głównej. – To uczcie się dobrze i projekt fajny zróbcie. Później mi go pokażesz – zaśmiał się, przytulając chłopca.
- Tato, no weź. Tylko się nie rozpłacz – zaśmiał się  Leon dając kuksańca w bok ojcu. – Będę lecieć, na razie – machnął mu jeszcze uśmiechnięty ręką przed twarzą i wybiegł.
A Kacper został sam. Nie miał nic do roboty. Wszystko zrobił ostatnio i tylko czekał, aż kontrahent z któremu miał przedstawić projekt, przyleci. Z tego co wiedział, miał mieć jutro prezentację i od tego mogło zależeć to i owo, a zwłaszcza jego dalsza przyszłość w firmie.
Wzruszył ramionami i cóż, jakoś tak same nogi go poniosły do pokoju syna. Lubił to miejsce, mimo wszystko kojarzyło mu się właśnie z Leonem i tylko jego widział w tym pokoju.
Położył się na łóżku i zamknął oczy. Dziwnym trafem przed oczyma stanął mu obraz nagiego Leona. Mężczyzna zgryzł wargi i tylko tyle mógł zrobić. Jego ciało, jakoś tak samo zareagowało, a ręka machinalnie zjechała na krocze, które masowała przez spodnie. Kacper poddał się temu. Chociaż tyle mógł zrobić. Mógł wyobrażać sobie, że to jego syn właśnie masuje jego chuja, że bierze go do ust, że zasysa główkę i bawi się jądrami. A do tego patrzy swemu ojcu w oczy.
- O Boże – jęknął, kiedy wyobraził sobie, jak wchodzi w chłopca powoli, by ten mógł się przyzwyczaić, a mięśnie odbytu zaciskają się na jego penisie.
To było chore i dobrze o tym wiedział, ale nie umiał się powstrzymać. I nawet nie chciał.
- Ta..to – usłyszał cichy głos Leona i zreflektował się.
Podniósł się raptownie, wyjmując rękę ze spodni i cóż, nie wiedział co ma zrobić. Nie spodziewał się, że chłopak kiedykolwiek zastanie go w takiej sytuacji, że będzie musiał się z tego jakoś wytłumaczyć. To przecież nie wchodziło w grę, a jednak się stało. Rozejrzał się spanikowany, ale żadne wyjaśnienie tego, co widział nastolatek, nie przychodziło mu do głowy. Leon był spokojny, nad wyraz spokojny, jednak czujnie obserwował swego ojca. Chciał się dowiedzieć, dlaczego masturbował się w jego pokoju, a dokładniej, w jego łóżku.
- Ja… Mmm.. ja – zaczął mężczyzna, chociaż nie wiedział co powiedzieć.
- Dlaczego robisz to w moim łóżku?
- Ale co?
- Masturbujesz się, walisz gruchę, walisz konia, trzepiesz kapucyna – wymieniał i z mściwą satysfakcją obserwował zmieszanie ojca, który chyba dalej myślał, że jest małym chłopcem. Ale on już dawno przestał nim być.
I wiedział, że Kacper nie jest jego biologicznym ojcem. Matka zdradziła mu to przed śmiercią. Kiedy był mały, to Kacper i matka wzięli ślub, a on adoptował nie swoje dziecko i zajmował się, jak swoim. Zwłaszcza, że pokochał je jak swoje własne.
- Przypadek – mruknął Kacper po jakiejś chwili ciszy.
Co miał powiedzieć? Że masturbuje się w łóżku syna, bo ciągle czuje jego zapach, a tak bardzo chce go przelecieć, że to aż boli? No na pewno z czymś takim by nie wystrzelił. Był już na to zdecydowanie za stary.
Co robić? Co robić? Zachciało ci się idioto, walić konia w pokoju! Brawo za myślenie!
- Nie kłam, przecież wiem wszystko.
Kacper przełknął ślinę. Jak to kurwa wie wszystko? I co znaczy to wszystko?
- Czyli co?
- Że chcesz mnie przelecieć – powiedział spokojnie Leon wzruszając ramionami wchodząc do pokoju i siadając obok zmieszanego ojca. Widział spojrzenia, które rzucał mu młody mężczyzna i nie raz, nie dwa słyszał, jak krzyczał jego imię przez sen, czy w łazience kiedy brał prysznic. Nie to, żeby Leon podglądał czy coś, ale był ciekaw, czemu ojciec go woła i wtedy widział, że po prostu sobie trzepie. Wtedy do niego dotarło, co ojciec tak naprawdę do niego czuje, że go kocha, nie tylko jak syna, ale również jak kochanka.
Mężczyzna gdyby mógł, teraz zbierał by swoją szczękę łącznie z zębami z podłogi, tak głośno i mocno gruchnęłaby o posadzkę, że sąsiedzi z naprzeciwka by usłyszeli i zainterweniowali. Spojrzał nieśmiało na chłopca, który z powagą wpatrywał się w niego. W sumie, co mu szkodzi. Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Czy jakoś to tak szło. Nieważne.
Złapał Leona za ramiona i pocałował. A właściwie wpił się w jego usta z taką zachłannością, o jaką siebie nie podejrzewał. I tak jak myślał, chłopiec smakował wybornie. Nie potrafił tego do niczego przyrównać, bo się nie dało. A kiedy chłopiec rozchylił ustka, wszystko potoczyło się bardzo szybko i nie było możliwości zatrzymania. Może głupie porównanie, ale Kacper czuł się, jak lawa, której nic nie zatrzyma. No oczywiście, poza protestami syna, który ich nie wyrażał i sprawiał wrażenie, że wcale nie chciał niczego przerywać. Więc i Kacper się nie hamował.  Rozbierał chłopca i od razu całował odkryte miejsce, które zaznaczał drobnymi malinkami.
- Tato.. nie rób.. Jak się.. w szkolę.. pokażę – wysapał chłopiec, między zawstydzającymi jękami.
Kacper nie odpowiedział. Był zbyt pochłonięty młodym i chętnym ciałem, które dopiero poznawało świat rozkoszy i przyjemności. Wiedział, że nie posunie się zbyt daleko, ale przecież małego lodzika mógł mu zrobić. W końcu tego właśnie chciał, tego pragnął w tej chwili. Możliwe, że potem i Leon będzie robił to samo swemu ojcu. Tego również chciał, ale nie w tej chwili. Najważniejsze było pokazanie chłopcu, że go pragnie, że go kocha, że go podnieca. Ściągnął spodnie wraz z bielizną i polizał członka, który od razu zareagował. Leon również pisnął cicho zaskoczony i to było tak motywujące, że mężczyzna przeszedł do dalszego dzieła.
- Jeśli nie będziesz chciał, albo mam przestać, to powiedz. Twoje szczęście jest najważniejsze – powiedział spokojnie ojciec, gładząc syna po policzku i nie chcąc peszyć chłopca bardziej, skupił się na swoim zadaniu.
Wziął chudego penisa do ręki i zaczął nią poruszać, ściągając skórę napletka i liżąc samą żołądź. Żywe i żwawe reakcje chłopca, sprawiały, że nie mógł się powstrzymać i wsadził prącie do ust. Usłyszał zduszony jęk, więc zaczął poruszać głową. Zdawał sobie sprawę, że długo Leon nie wytrzyma, ale chciał mu dać jak najwięcej przyjemności. W tym samym czasie to i sobie zaczął trzepać, bo aż jego własny penis zaczął uwierać i potrzebować uwagi. Sobie robił to zdecydowanie szybciej i mocniej, niż chłopcu, ale nie chciał go wystraszyć. Na wszystko przyjdzie pora. Po kilku minutach, chłopiec doszedł z głośnym krzykiem i ledwo łapał oddech. To doznanie nim wstrząsnęło dogłębnie.
Kacper połknął całą spermę chłopca i przetarł usta. Sam doszedł chwilę później we własną rękę, ale swoje nasienie wytarł w pościel. I tak była do prania. Mężczyzna z wahaniem położył się obok chłopca, którzy wtulił się w niego. Wiedział, że dobra relacje z nim może przejść do historii, a tego nie chciał. Że teraz mógł wszystkie spierdolić, a tego by nie zniósł.
Ale stało się inaczej. Ich relacja się pogłębiła. Nie byli już tylko jako ojciec-syn, ale również jako kochankowie. Od czasu do czasu, jedynie macanki i jakiś lodzik, ale nic więcej. Kacper jednak starał się to zmienić, ale nie chciał naciskać. Było dobrze, tak jak było. A wiedział, że będzie lepiej.
W końcu ten kto nie ryzykuje, nie pije szampana. On swój wypił, i to w całości.

*****
I to byłoby na tyle.
Kolejna notka? Mam nadzieję, że wyrobie się na święta. Właściwie chodzi mi pewien projekt po głowie, ale jak to będzie, zdecyduje życie. Licencjat najważniejszy.
Mam nadzieję, że Wam się spodobało.
Błędy sprawdzałam Ja, więc przepraszam, jeśli jakieś się znajdą.
PS. Dziękuję serdecznie Basi za komentarze, pod notkami. Są naprawdę motywujące! D-Z-I-Ę-K-U-J-Ę!