14 gru 2018

Kości zostały rzucone - III.

Witam Wszystkich.
Przed nami kolejna część. W miarę systematycznie, pojawiają coś kolejne kawałki do historii, więc ciągle się to wszystko rozrasta. Podejrzewam, że będzie cię trochę ciągnęło powoli, więc lojalnie ostrzegam. Najważniejsze, że wciąż się rozrasta, mimo wielu przeciwności.
Ale nie będę się użalać nad sobą, nie ma co, trzeba działać. :)
Dziękuję Ci, Basiu za komentarz. Nawet nie wiesz, ile radości mi sprawił. :D
Zapraszam do czytania.
*****
KURWA! Teraz to się popisałem. Przywaliłem sobie mentalnego kopa w tyłek i zaśmiałem się nerwowo. Naprawdę robiło się ze mną źle, bardzo źle, skoro nawet nie zareagowałem, kiedy Kazuma chwycił mnie za nadgarstek i zaczął ciągnąć, w tylko sobie znanym kierunku. Miejsce, które dotykał, parzyło niemiłosiernie, ale to tylko znak, że coś jest ze mną nie tak. Powinienem się wyrwać i zacząć na niego wrzeszczeć, a tak, potulnie pozwoliłem zaciągnąć się do jego domu. Dopiero, kiedy mnie puścił, rozejrzałem się po holu. Był dość spory i jasny, w sumie hol jak hol, nie wyróżniał się niczym, poza pedantyczną wręcz czystością. Nawet bałem się oddychać, by czegoś nie uwalić, a byłem dopiero w holu. Zdjąłem pośpiesznie buty i zerknąłem na niego. On patrzył na mnie, i ha!, też był wyraźnie skrępowany, o czym świadczyły lekkie rumieńce i nerwowe odwracanie wzroku. Czyli nie tylko ja miałem takie akcje. Poczułem się nieźle doceniony i trochę to dodało mi odwagi. Tylko czym on tak się denerwował? Byłem przecież TYLKO bratem jego byłej dziewczyny i NIKIM poza tym. Zmarszczyłem brwi niezadowolony, z prawdy, która teraz trafiła mnie i przeszyła niczym włócznia. Z każdą chwilą cierpiałem coraz bardziej i bardziej, chociaż nie chciałem dać tego dać po sobie poznać. Skoro moja miłość nie była odwzajemniona, to powinienem się odkochać i nie przebywać w tym samym pomieszczeniu z tym mega przystojnym człowiekiem.
- Co ja tu robię?
Wymsknęło mi się szybciej niż zdążyłem pomyśleć i tym razem nie ograniczyłem się do mentalnego kopa w tyłek, tym razem oberwało mi się również po ryju i każdej możliwej części ciała, która tylko przyszła mi na myśl.
- Nie chciałem byś przemókł do reszty, więc zabrałem Cię do siebie. Potem odwiozę Cię do domu – powiedział spokojnie.
- Nie ma takiej potrzeby, trafię do domu – wzruszyłem ramionami i stałem jak sparaliżowany.
Serce wyrywało mi się do tego chłopaka, rozum krzyczał natomiast by spierdalać w te pędy. Miałem mętlik i nie wiedziałem co mam zrobić. Przebywanie z  tym osobnikiem pozbywało mnie zdolności racjonalnego myślenia. Musiałem to przyznać sam przed sobą. Przykre. Spojrzałem na niego. Rozmowa wyraźnie nam się nie kleiła, a to pewnie było moją zasługą. No cóż. Nie chciałem się pchać w to wszystko, by później nie cierpieć w samotności. Niechętnie ruszyłem za nim i stało się coś, czego bym się nie spodziewał. On zaczął gadać o wszystkim i o niczym, tak naprawdę. Zerkałem na niego zaskoczony, ale i rozbawiony, kiedy plątał się w zeznaniach. To było takie urocze. Słowotok, normalnie, włączył mu się słowotok. Wyglądał na zadowolonego, kiedy spoglądał w moją stronę i gderał dalej. Jadaczka mu się nie zamykała, a mnie chciało się śmiać. Ja w chwilach stresu zamykałem gębę na kłódkę i tyle mnie było, a on najwyraźniej w tym, był moim przeciwieństwem – gderał jak najęty i mało zwracał uwagę na to, że w ogóle go nie słuchałem, słuchałem, ale niezbyt dokładnie i nie miałem pojęcia o czym tak naprawdę, mówi.
- Proszę. Nie wiem jakie lubisz, ale mam nadzieję, że Ci podpasuje. Najwyżej mogę zrobić kolejne, jeśli coś będzie nie tak. Nie krępuj się – powiedział, stawiając przede mnie kubek z parującym kakao.
Nawet nie zarejestrowałem, kiedy zaczął robić coś do picia. Byłem tak pochłonięty jego osobą, że nie zwracałem na nic uwagi. Żałosne. Upiłem łyka i uśmiechnąłem się lekko.
- Dzięki.
- Nie ma za co – odpowiedział, podając mi spodnie.
- Ah! Mokra dupa – palnąłem się w głowę i zaśmiałem cicho. Jego śmiech mi wtórował i atmosfera się oczyściła, a przynamniej takie odniosłem wrażenie.
Kazuma bez zbędnych słów zaprowadził mnie do łazienki, dał świeży ręcznik – jeśli bym chciał się wykąpać i zakomunikował, że będzie czekać w kuchni. Podziękowałem szybko i zabrałem się za rozbieranie. Cóż, nie zamierzałem brać kąpieli, więc ręcznik od razu odłożyłem. Mokre spodnie rzuciłem na podłogę i szybko nałożyłem portki, otrzymane od chłopaka. Były za duże, ale przecież nie mogłem się spodziewać idealnego rozmiaru dla mnie. No bez przesady. Wtedy to już bym się zakochał na nowo, ale i przeraził, i pewnie bym uciekł czym prędzej, olewając wszelkie zasady dobrego wychowania. Wyglądałem żałośnie, ale cóż poradzić? Mogłem jedynie teraz nie zbłaźnić się jeszcze bardziej, niż za każdym razem. Boże, Nico jesteś pojebany! Po namyśle przetarłem włosy ręcznikiem i wróciłem do kuchni, gdzie dalej siedział. Stanąłem w drzwiach i uśmiechałem się lekko. Chciałem krzyczeć z radości, że tu jestem, że mam go w tej chwili dla siebie, że jesteśmy sami. Zaśmiałem się cicho, a on spojrzał na mnie i sam się uśmiechnął. Oparłem się o framugę, bo kurwa, kolana mi zmiękły i pewnie zaliczyłbym glebę. Ten człowiek nie powinien na mnie tak działać! Co ta miłość wyrabiała z moim ciałem i racjonalnym myśleniem, aż strach się przyznać. Po dłużej chwili, ruszyłem ku niemu. Nogi miałem jak z waty, ale doszedłem spokojnie do krzesła, na którym od razu siadłem. Nie chciałem narażać moich dygoczących patyków, a tym samym siebie, na bycie większym, jeszcze większym pośmiewiskiem. Chociaż podejrzewam, że w jego oczach byłem przegrywem i tylko bratem jego byłej. To bolało, za każdym razem, kiedy brutalna prawda powracała do rzeczywistości, burząc mój przelukrowany często świat.
- Dzięki za spodnie. Postaram się ich nie uświnić – powiedziałem, by przerwać ciszę, która między nami zapadła.
I znów to samo. O czym z nim rozmawiać, skoro go nie znam? Co robić, co robić, co robić?
- Chcesz obejrzeć jakiś film? – spytał, a mnie poraziło.
Kazuma chciał, bym został? Naprawdę, chciał bym został. Cukierkowy świat wrócił do łask, w tej jednej chwili. Prawdę odsuwamy na bok, ale cukier nie odchodź, teraz twoja kolej na działania.
- Jasne! – powiedziałem, trochę zbyt entuzjastycznie, ale nie umiałem nad sobą zapanować.
- A  na co masz ochotę?
- Na komedię, tak głupią i beznadziejną, że aż śmieszną.
To nic, że komedia to był ostatni gatunek filmowy, który chciałbym z nim w tej chwili obejrzeć, ale tak palnąłem. Lubiłem horrory i to, w rzeczywistości, chciałem obejrzeć. Niestety nie zmieniało to faktu, że bałem się ich również. Ale wtedy mógłbym się przytulać i to bezkarnie do niego. Oho, robi się nieciekawie, kiedy moja wyobraźnia działa na pełnych obrotach, a kolega w spodniach niebezpiecznie reaguje na tą moją wyobraźnię. Siad, kupo mięcha! To jeszcze nie czas, w domu o tym porozmawiamy, a teraz do budy! Odetchnąłem głęboko kilka razu, dreptając za nim do, w sumie małego salonu, z przyciemnionymi szybami i wielką, ogromną plazmą na ścianie. Oczywiście naprzeciwko wielki narożnik z dwoma fotelami i pufami. Pokój kinowy. Zapamiętać, chcę taki w swoim własnym domu, jak się dorobię. W sumie siostra coś gadała, że ten rycerz, były rycerz przypomnę, ma dzianych rodziców, także powinienem się spodziewać takich rzeczy. Jednak takie atrakcje to dla mnie zawsze coś nowego, odmiennego niż u mnie w domu. Nie miałem takich udogodnień i przeważnie w domu toczone były wojny o pilot, bo kto miał pilot – ten miał władzę. Od zawsze tak było. A, że każdy z nas chciał obejrzeć w tym momencie, coś innego, to już było trudno. Rzadko dochodziliśmy do konsensusu, więc kto miał ustrojstwo w łapie, ten wybierał. Życie z rodzeństwem pod jednym dachem, nie było usłane różami. Usiadłem na kanapie i rozłożyłem się wygodnie, jak to miałem w zwyczaju. Skoro chciałem (a chciałem?), by mnie poznał, to niech zna każdy aspekt i każdą cząstkę mojego pojebanego JA.
 *****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że się podoba. Powoli idzie do przodu, ale bez pośpiechu. Zaczną pojawiać się postaci drugoplanowe, a przynajmniej taki jest plan. Ale znając mnie, wszystko może szlak trafić i całkowicie się przekształcić.
Kiedy kolejna notka? Hm, pewnie w nowym roku, albo po świętach. 
Pożyjemy, zobaczymy.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.