16 maj 2015

Choroba, zwana miłością IX.

Witam!
Trochę mnie nie było, ale wróciłam z nową notką. Kolejną częścią "Choroby..."
Nie wiem, czy się spodoba, ale obecnie nie miałam weny na nic innego. Trochę się stało w moim życiu i cóż, ta notka dała mu jakieś ukojenie. Miało wyjść co innego, ale wyszła "Choroba..."
Zapraszam do czytania! :*
***
Sam nie wiedział, jak bardzo tego pragnął. Tych chwil rozkoszy, które władały jego ciałem i umysłem. Tego dziwnego, ale i wspaniałego uczucia odrętwienia i mrowienia w kończynach. Tego, co działo się w jego głowie. I tego przyjemnego uczucia zaciskania mięśni na członku. Bardzo tego pragnął, ale nigdy by się nie przyznał. Zwłaszcza nie teraz, kiedy było tak dobrze. Tak dobrze wszystko się układało i nie chciał niczego zniszczyć. Mimo tego, wciąż pragnął. Mniej lub bardziej otwarcie. Ale on nic nie mówił, nie komentował jego zachowania. Jedynie przymykał oczy i odwracał głowę. Czasem cień uśmiechu przemknął przez jego twarz. Ale nic poza tym. Żadnego besztania, którego się spodziewał. Nic, kompletnie nic. Ale taki właśnie był jego chłopak. Rzadko się uśmiechał, więc ludzie uważali go za gbura i odludka. Wykluczali go ze społeczeństwa. Sam na początku uważał go za odludka, bo zawsze odstawał od reszty. Na zajęciach siedział gdzieś z boku, z nosem w książce. Na wychowaniu fizycznym nie dawał sobie rady i również odstawał od reszty w każdej dziedzinie sportowej, więc zazwyczaj go na w-f nie było. Potem odrabiał gdzieś samotnie na zajęciach wyrównawczych, albo z inną grupą, dużo mniejszą. Jednak w końcu się przełamał. Po prawie roku, koniec semestru. Sesja zbliżała się wielkimi krokami, a on po prostu podszedł do niego i spytał, czy wykładowca wysłał już materiały na maila. Miał taki miły i przyjemny dla ucha głos. Od tego wszystko się zaczęło. Mateusz starał się, jak mógł, by zagadać Oskara jak najczęściej i pytać o wszystko. Nie tylko sprawy studiów, notatki, ale zwykłe pierdoły. I tak się zaczęło. Potem to się rozwijało, aż na początku trzeciego roku studiów zostali parą. Tajemną parą, ma się rozumieć. Mateusz mógł to wykrzyczeć w każdej chwili, ale Oskar nie chciał się w żaden sposób ujawniać. Na uczelni zachowywali się, tak jak zawsze, w domu było odrobinę inaczej. Oskar od czasu do czasu dawał się nawet cmoknąć, nie tylko w policzek i czoło, jak to było na początku, ale również namiętne buziaki wchodziły w grę. Mati wówczas latał pod niebo.
- Trzeba zapłacić za mieszkanie – zauważył Oskar, wpatrując się w kolorowy kalendarz.
- Fakt. Muszę znaleźć jaką robotę, albo pożyczyć od rodziców – Mati podrapał się po ramieniu. Z kasą teraz u niego było krucho, zwłaszcza, że zwolnił się z roboty bo nie miał w ogóle czasu na zajęcia. A pisanie inżyniera zbliżało się wielkimi krokami.
- Jak coś to zadzwonimy i spytamy się o przedłużenie terminu o kilka dni – uśmiechnął się Oskar. I świat wirował. Miał taki niewinny uśmiech.
Nigdy nie dałby mu w życiu 21 lat, z jego wyglądem. Sam Mati się z niego naśmiewał czasem, że wygląda jak gimnazjalista. Ale miał w tym sporo racji, bo Oskar nie wyglądał na swój wiek. Miał dziecięcą buźkę, bez żadnych oznak zarostu, dziecięcą sylwetkę, która w niczym nie przypominała tej już męskiej, bardziej dorosłej. No po prostu nie wyglądał na swój wiek i tyle. Ale Oskar uważał to za wielki plus, bo przynajmniej nie będzie się martwił siwymi włosami czy łysiną zbyt szybko.
Mateusz stracił całkowicie głowę dla chłopaka. Wszystko by mu oddał. Nawet kawałek nieba, jakby tylko Oski chciał, to by jakoś załatwił. Ale z jedną rzeczą sobie nie radził. Oski wcale, ale to wcale nie chciał seksu. Raz, raz tylko RAZ to zrobili i Mati dostawał szewskiej pasji, jak tylko o tym myślał. Fakt, było dziwnie i tak inaczej niż z kobietą, no ale od czasu do czasu, nie wymagał codziennego stosunku, mogli sobie pozwolić na jakiś numer. A tutaj, nic. Samo trzepanie przestawało mu już wystarczać. Ale nie chciał nalegać. Bo nawet na drobne sugestie, Oski nie reagował. Całkowicie olewał temat i nic. Więc i Mati nic nie mówił. Ale tak bardzo pragnął znowu poczuć jak mięśnie zaciskają się na jego członku, jak ciało pod nim wije się w rozkoszy i jęcząc, prosi o więcej. Samo myślenie o tym było nie do zniesienia. Zaklął cicho pod nosem, kiedy obok niego przeszedł Oski jedynie z ręcznikiem przepasanym przez biodra. A jego penis stwardniał i cóż, pojawił się problem.
- Moja kolej łazienki – mruknął cicho.
Od razu zamknął pomieszczenie, zrzucił pospiesznie ciuchy i wszedł pod prysznic, od razu odkręcając zimną wodę, która miała go ostudzić. Cóż, nie udało się. Więc chłopak ustawił normalną temperaturę i chwycił za członka. Poruszał dłonią równomiernie i dość szybko, pojękując i wzdychając cicho. Po głowie chodziło mu pełno scen, które jeszcze bardziej go nakręcały i pobudzały. Wszystko długo nie trwało. Doszedł do ręki z cichym westchnieniem. Szybko zmył wszystkie ślady, wykapał się porządnie i wyszedł z łazienki, nie krępując się swojej nagości.
- Mati! Ubierz się – jęknął Oskar i cały czerwony wrócił do zmywania naczyń.
Mati uśmiechnął się pod nosem. Wiedział, że działał na chłopaka i by doszło do zbliżenia, musiał tylko popchnąć Oskara do działania. Już układał mu się plan w głowie, który chciał szybko zrealizować. Małymi ale stanowczymi krokami i szybko do celu. O ile wszystko by się potoczyło, tak jak planował. Oczywiście miał kilka wyjść z sytuacji, jakby do niczego nie doszło i plan nie wypalił. Chociaż tego nie chciał. Miał wielka chcicę i frustracja seksualna narastała w nim z każdą chwilą. Sam siebie nie podejrzewał o takie pokłady nachalności, ale potrzebował seksu. Co zrobić. Niby etap młodzieńczej fascynacji seksem miał za sobą, ale coś w nim pozostało. Po chwili wrócił już ubrany, postawił wodę i usiadł na krześle.
- Czemu nie chcesz ze mną tego zrobić ponownie? – spytał bez ogródek. Bycie szczerym przede wszystkim.
- Mamy studia, za pasem inżynierka i obrona – mruknął cichutko Oskar, mocniej szorując i tak czysty już talerz.
- Od czasu do czasu potrzebujemy trochę rozkoszy.
- Ty potrzebujesz.
Na tym zakończyła się ich rozmowa. Oskar nie był skory do rozmowy na ten temat i Mateusz dobrze o tym wiedział. Chciał go zmusić do poruszania tego tematu, ale nie wypaliło. Postanowił dać mu odpocząć od tematu, niby, że go porzucił i wrócić do tego ze zdwojoną siłą.
Następnego dnia wracał do domu niespokojny. Oskar przez cały dzień się nie odzywał. Miał zadzwonić na przerwie w pracy, zawsze tak robił, ale teraz nic. Nawet na głupiego smsa nie odpisał, a Mati świrował. W końcu narzucił płaszcz i wyszedł z domu. Miał zamiar udać się do jego pracy, ale nie zdążył. Dwóch funkcjonariuszy policji stało przed klatką i cóż, czekało na niego.

- Wiesz, strasznie dużo czasu już minęło – powiedział, ściskając jego rękę.
Tamtego dnia okazało się, że Oskar miał wypadek, że potrącił go samochód, że jest w ciężkim stanie, że lekarze nie dają mu zbyt wiele szans na przeżycie, że wszystko się spieprzyło. Od tego czasu minął niemal rok, a Oskar się nie wybudził. Mati przesiadywał często całymi dniami w szpitalu. Wiadomo, musiał pracować by utrzymywać ich mieszkanie. Studia ledwo zdał, inżyniera również jakimś cudem obronił i zaczął pracę. Na bardzo odległy plan spadło wszystko inne. Liczyły się wizyty w szpitalu, i to trzymało go przy życiu. Inaczej nie umiał funkcjonować.
- Wiesz, w pracy pod górkę, ale nic jest źle. Zawsze mogło być gorzej – zaśmiał się i pogłaskał chłopaka po twarzy. – Mógłbyś się już wybudzić i ponownie byśmy zaczęli wspólne życie. Już bez spiny. Dorosłem, szybciej niż myślałem.
Mateusz bardzo wstydził się tego, że chciał niemal zmusić swojego chłopaka do stosunku. Tyle dobrego, że to tego nie doszło, bo teraz miałby wielkie wyrzuty sumienia. I tak ma, ale nie zadręcza się nimi tak jak na początku. Naprawdę dorósł i wszyscy musieli to zauważyć.
- Dzień dobry, Mateuszku – usłyszał i uśmiechnął się.
Tylko jedna osoba zwracała się do niego w ten sposób. Była to mama Oskara.
- Dzień dobry.
- Znowu jesteś u mojego synka. Jak on się ma? Bo lekarze średnio co mówią, to co zawsze.
- Dobrze. Wiem, że niedługo się wybudzi.
Mama Oskara skinęła głową. Od jakiegoś czasu lekarza rozważają odłączenie chłopaka od aparatury, która podtrzymuje jego życie. Już nie raz słyszała, że powinna dać odejść synowi w spokoju, że powinna pozwolić mu odejść, że powinna to przemyśleć. Ale nie chciała, by jej jedyne dziecko odeszło. Wiedziała, że Oskar praktycznie nie żyje. Tylko ta przeklęta aparatura robi wszystko za niego. Jej Oskara już nie było. Wtedy podjęła decyzję. Podeszła do Mateusza i objęła go. Pozwoliła sobie na chwilę słabości, a chłopak wyraźnie to zrozumiał, bo sam zaczął płakać.
Następnego dnia aparatura została wyłączona, a Oskar odszedł. Mateusz wraz z jego matką byli przy tym. Trwali przy jego łóżku i żegnali się z nim długo. Dla każdego to odejście było trudne i sprawiło wiele bólu. Oskar był nad nimi, czuwał z góry. Bo w końcu nigdzie indziej nie mógł trafić, był zbyt dobry.
Pogrzeb był krótki i więcej Mateusz nie pamiętał. Padał deszcz, a on stał nad grobem, nad tymi wszystkimi wieńcami i płakał. Nie mógł się uspokoić i kiedy wszyscy już poszli, osunął się na kolana. Łkał, zanosił się jak dziecko.
- Tak bardzo cię kocham, tak bardzo – szlochał.
Cały życie się zmieniło. Ale Mateusz musiał żyć dalej. Nie pokochał nikogo tak, jak Oskara i na dłużej się nie związał. Nigdy nie powiedział również tych dwóch, najpiękniejszych słów nikomu. Wypowiadał je jednak codziennie nad grobem swojego ukochanego. Systematycznie, codziennie go odwiedzał i opowiadał wszystko. Świat się zmienił, jego życie się zmieniło, ale jego miłość pozostała. Miłość, która stała się jego chorobą. Chorobą, zwaną miłością.
***
I to byłoby na tyle.
Nowa notka to nie wiem kiedy. Pewnie dopiero po obronie, czyli gdzieś w lipcu. O ile dobrze pójdzie. Licencjat się pisze, jakoś, ale trzeba go obronić. Hehe.
Jakby miało pojawić się coś wcześniej, to się pojawi. Ale zobaczymy. Czas pokaże co będzie.
Przepraszam za błędy! Notki nie sprawdzałam, więc jakieś kfiatki się znajdą na pewno! Wybaczcie! Jak jakieś błędy wyhaczę później, to poprawię.
Do usłyszenia.  :*
Niech Yaoi będzie z Wami xD.