25 lut 2016

Choroba zwana miłością X.



Hej.
Nie myślałam, że tak szybko uda mi się dodać nową notkę, ale jest. Miałam dzisiaj ten stan, przez pewną sytuację i to ona niejako zmotywowała mnie do pisania. Krótko, bo krótko, ale mam nadzieję, że komuś się spodoba.
Zapraszam do czytania.
*****
Byłem wykorzystywany i dobrze o tym wiedziałem. Byłem na każde skinienie tego niewdzięcznika, który traktował mnie jak zwykłego śmiecia. A mimo to, mimo tego wszystkiego moje serce lgnęło do niego, jak do nikogo innego. Bo właśnie on kojarzył mi się z miłością, z wielką miłością, której tylko z nim mogłem doświadczyć. I doświadczałem, ale nie tego, czego tak naprawdę pragnąłem. Pracowałem po dwanaście godzin dziennie, by móc spełniać każde jego zachcianki, by opłacić jego długi, by spłacić mój kredyt na nasze mieszkanie. Pracowałem nawet dłużej, bo byłem gotowy zrobić dla niego. Zaharowywałem się niemal na śmierć, ale nie przeszkadzało mi to, kiedy się uśmiechał i wyznawał mi swoje uczucia. A ja ślepo wpatrywałem się w niego i coraz bardziej wpadałem w pułapkę tej miłości. Z biegiem lat, bym tego tak nie nazwał, ale wtedy ten chłopak, był dla mnie wszystkim. Każdy drobny gest z jego strony, uśmiech, czułe słówka, czy seks to było to, czego chciałem. Czego pragnąłem ja, moje ciało i serce, by móc funkcjonować i budzić się każdego dnia. Pracowałem, a on wydawał moje ciężko zarobione pieniądze na głupoty, używki i imprezy. A jak czekałem, aż z tego wyrośnie, aż zacznie mu zależeć. Nie docierały do niego moje słowa, a tym bardziej uczucia. Pod wpływem prochów i alkoholu, wygadywał takie rzeczy, które pamiętam do tej pory, chociaż to już dawno zamknięty rozdział z mojej przeszłości. Ale wtedy, nie docierało do mnie, że jestem kozłem. Że mój ukochany traktuje mnie jak kurą znoszącą złote jajka. Niby wszyscy mi to ciągle powtarzali, ale ja nie byłem w stanie tego przetrawić. Ten chłopak zawładnął moją głową całkowicie i odebrał zdrowy rozsądek, który krzyczał bezgłośnie, kiedy ponownie wręczałem mu kolejny plik banknotów i kiedy zbierałem go z klatki schodowej nachlanego i naćpanego. Wtedy sam byłem głupi, teraz to wiem. Ale lubiłem tamto życie, jakie by nie było. Mam miłe wspomnienia z tamtego okresu, chociaż więcej jest tych złych o których nie chcę mówić nikomu. Z biegiem lat potrafiłem dostrzec, jaki nierozsądny i głupi byłem. Moja miłość, bezgraniczne oddanie temu związkowi było straszne. Mimo tego, ciągle chciałem więcej i więcej i więcej. Nie ważne jak bardzo czułem się wykorzystywany i poniżany przez niego, ciągle chciałem więcej. Pracowałem więcej i na zbity pysk, biegłem po robocie do domu, by go spotkać. Nigdy na mnie nie czekał. Najczęściej po powrocie spotykałem puste butelki po piwie, winie i wódce, jakieś inne gówna i cóż, zmęczony musiałem to ogarnąć. Nie raz usprawiedliwiałem go przed sąsiadami. Moje serce rwało się, ciągle rwało się do niego. Nawet kiedy nie było go kilkanaście dni, ja przyjąłem go z szeroko otwartymi ramionami. Stęskniony za jego obecnością, namiastką miłości, jaką mi dawał. Teraz wiem, że potrzebowałem kogoś bliskiego, kogoś kto zapełni pustkę w moim sercu i duszy. Właśnie on miał to robić, ale miał niszczycielską moc, o której przekonałem się dopiero później, znacznie później. Zaślepiony i bezgranicznie zakochany, oddany jak pies. Zaufałem mu i ofiarowałem całego siebie. To mnie zniszczyło, bo kiedy odszedł – rozsypałem się w drobny mak. Moje życie straciło sens. Zostałem zwolniony z pracy, gdyż do niej nie przychodziłem. Wcześniej harowałem tam za trzech, a potem mnie zwolnili. Teraz cieszę się z tego, ale wtedy to mnie dobiło. Ten krótki list, parę słów, które otrzymałem od ciebie, przytłoczyło mnie do końca. Mojej rozsypce nie było końca, a ja ciągle winiłem siebie. Jak nakręcony chodziłem w miejsca, które mogłem z tobą kojarzyć i miałem nadzieję, że cię tam spotkam. Wtedy to było z mojej strony żałosne, ale ciągle tlił się miniaturowy płomyk nadziei, że jednak do mnie wrócisz. Że rzucisz wszystko dla mnie, a ja ponownie poczuję się radośnie mając cię przy sobie, jak wcześniej. Nie udało mi się jednak ciebie znaleźć przez kilka tygodni. Rachunki wciąż się piętrzyły i gdyby nie pomoc moich przyjaciół i rodziny, wyrzucili by mnie w mieszkania. Kredytem się nie przejmowałem, ponieważ moi rodzice go spłacali. Wpadłem w długi, ale to się nie liczyło. Liczyło się, by tylko odzyskać ciebie. Chciałem być kochany i domagałem się pieszczot, twoich dłoni, twoich rąk, twoich ciepłych słów. Byłem gotowy harować jeszcze ciężej i więcej, bylebyś wrócił, byśmy dalej tworzyli parę. Nigdy nie czułem się tak źle, ale stał się cud – udało mi się z ciebie spotkać. Byłeś naćpany i nie chciałeś ze mną rozmawiać, ale zmusiłem cię do tego. I nie żałuję tej decyzji. Powiedziałeś, że jestem nikim, że byłeś ze mną dla pieniędzy, dla wygody, że nie jestem ci już potrzebny. Nadzieja zgasła, a mną wstrząsnęło. Załamałem się jeszcze bardziej i ciężko mi było dojść do siebie. Wiedziałem, że byłem wykorzystywany, ale pasował mi ten układ, póki wiedziałem, że tobie na mnie zależy. Wówczas czułem się nikim, po prostu. Ale udało mi się podnieść, gdyż rodzina i przyjaciele ciągle ze mną byli. Jestem im dozgonnie wdzięczny, bo gdyby nie oni, już dawno nie byłoby mnie na tym świecie. A tak? Pracuję, mam dużo czasu wolnego i wspaniałego mężczyznę u boku, który nie wykorzystuje mnie ani trochę. Już nie jest jak wcześniej. Tamten rozdział mojej przeszłości ukryłem, zakopałem w najgłębszych zakamarkach mojej duszy i serca. Teraz jestem szczęśliwy i już nie żyję tamtą miłością, miłością zwaną chorobą. Teraz mam inną, lepszą, ważniejszą i odwzajemnioną. Wszystko się zmieniło i cieszę się z tego.

*****
I to byłoby na tyle.
Wróciłam po sesji na uczelnię, więc nie wiem kiedy pojawi się kolejna notka. Cóż, to się wszystko okaże i wyjdzie w praniu. Może ktoś będzie czekał, hehe.
Notki nie sprawdzałam, wrzucam od razu, póki świeże! Później może błędy poprawię, jak się ich dopatrzę.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.

7 lut 2016

"...wił się, jęczał..."

Hej.
Przybyłam z nową notką. Jest luty, więc wyrobiłam się :). Cieszę się z tego, bardzo. 
Moja sesja się skończyła, więc mam czas, by trochę popisać, a raczej zmobilizować się do pisania.
Tę notkę zaczęłam niedawno, ok. 2 godzin temu, i teraz ją wrzucę. Podoba mi się i to bardzo, więc nie chcę jej zostawiać na inny termin, czy czegoś w niej zmieniać. Tak jest dobrze. 
Notka zawiera sceny erotyczne (od dawna nie pisane, więc nie wiem jak wyszło), więc jest wskazana dla osób +18.
Zapraszam do czytania!
 ****

Aki sam nie wiedział czemu to robi. Kochał go i chciał sprawiać mu radość wszystkim, nawet najdrobniejszym szczegółem. Czasem zdarzało mu się myśleć, że robił za dziwkę w tym związku, ale podobało mu się. Lubił jak on, wcielał się w rolę pana i władcy. To co z nim wówczas wyczyniał przechodziło ludzkie pojęcie, a on zgadzał się na wszystko. Sama myśl, że znowu ma się dla niego stoczyć, podniecała go i rozpalała do granic. On nie musiał nic robić, wystarczyło by był i mu rozkazywał. Nigdy wcześniej by się nie przyznał, że po prostu lubił być wykorzystywany, szarpany, zmuszany i bity - z rozwagą, ale jednak. A on spełniał wszelkie jego zachcianki, każdą najdrobniejszą. I sam miał z tego niezłą frajdę. To wszystko widać było w jego oczach, kiedy zadawał mu ból. Podczas delikatnego stosunku, również miał to coś w oczach, więc nie było problemu, czy seks jest ostry czy nie. Wszystko odbywało się za obopólną zgodą i żaden nie widział w tym problemu. Lubili odgrywać scenki i czasem je nagrywali, do własnego użytku. Czasem zdarzało im się odważać taki film, kiedy nie mieli nic do roboty. Wówczas wiadome było, jak to się skończy. Podniecenie i seks, nie ważne w jakiej postaci, czy z użyciem zabawek czy nie, zawsze seks. Seks był nieodzowny w ich związku, bo obaj go lubili. Nigdy się z tym nie kryli, bo nie widzieli powodu. Nie uprawiali go w miejscach publicznych – chociaż czasem się zdarzało, więc nikomu nic do tego, co robią w łóżku, w swoim własnym domu.
- Aki, co robisz, kochanie? – spytał Nao, przeglądając coś na komputerze.
Był świrem pod tym względem. Czasem wszystko kręciło się wokół komputerów i gier, których ciągle przybywało. Aki nie miał mu tego za złe, wiedział, że jego ukochany po prostu lubi te wszystkie strzelanki i różnej maści gry, po prostu wszystkie. Nie raz zdarzało im się wspólnie dać łupnia jakiejś drużynie, zwłaszcza dlatego, że to właśnie Nao był specem i mówił co mają robić i kiedy.
- Jem. – mruknął Aki, wkładając do ust ostatni kawałek pizzy, którą niedawno zamówił.
Więcej się nie odzywali. Aki oglądał telewizor, a Nao robił coś na komputerze. Normalne popołudnie w ich domu, wszystko tak samo. Chłopak miał czasem dość tego wszystkiego i chciał rzucić takie życie, ale wiedział, ze bez Nao tak naprawdę nic nie znaczył. To właśnie Nao uzupełniał go w każdym szczególne i był nieodzowny do życia, niczym tlen. Sądził, że po prostu uzależnił się od tego młodego mężczyzny, który teraz obserwował go znad ekranu. Cień uśmiechu przemknął przez jego twarz i już wiadome było, co się szykuje. Laptop ciągle znajdował się na jego kolanach, jednak na telewizorze pojawił się filmik, z ich ostatniego seksu. Dość drapieżnego i ostrego, przeładowanego biciem, wyzwiskami i zabawkami. Aki spojrzał na ekran i przełknął ślinę nerwowo. Nie wiedział, że Nao ten stosunek również nagrał. Zawsze wiedział, co będzie nagrywane, bo obaj musieli się na to zgodzić, ale o tym akurat nie wiedział. Zrobił się cały czerwony, kiedy na ekranie robiło się coraz goręcej. I jemu samemu robiło się gorąco. Aż nazbyt gorąco. Podniecał się, zdecydowanie. Ale lubił ten stan, chociaż póki co, krył się z tym, by nie dać satysfakcji Nao, który mu się przyglądał. Spojrzał na niego i ponownie na telewizor. Starał się, by jego oblicze nie wyrażało nic poza znudzeniem, ale chyba mu się nie udawało, bo coraz głośniej oddychał i cóż, błądził rękami po ciele, wciąż ubranym. Pozbył się więcej swetra zostając jedynie w spodniach i cóż, teraz bezkarnie mógł sobie pozwolić, na badanie swojego ciała, ale jednak wciąż tak, by ukochany, nie mógł tego dostrzec. Robił to dyskretnie, chociaż wydawane dźwięki, które z niego wypływały, na pewno Nao słyszał, choć nie reagował. Aki spojrzał na niego z lekkim wyrzutem i wrócił do oglądania. Ręce powędrowały na krocze, by masować penisa przez materiał. Cieszył się, że ma zwykłe, dość cienkie, dresowe spodnie, które zawsze zakładał będąc w domu. Rozłożył się na kanapie bardziej i bez ceregieli zaczął masować mocniej krocze, doprowadzając się niemal do orgazmu. Zamknął oczy, a kiedy je otworzył, przed nim stał Nao, z wybrzuszeniem w spodniach tuż przed jego oczyma. Oblizał wargi i zsunął spodnie, wraz z bokserkami. Sterczący penis od razu pokazał się w niemal całej okazałości. Jeszcze trochę brakowało, by był swoim okazem wspaniałości, który Aki tak uwielbiał. Ponownie oblizał usta i wziął samą główkę do ust, delikatnie ją ssąc i podgryzając. Nie chciał, by Nao eksplodował mu przy pierwszych dotknięciach języka, chociaż wiedział, że tak się nigdy nie stało i pewnie nie stanie. To jemu zdarzało się dostawać orgazmu, kiedy tylko chłopak brał jego penisa do ust. Zawsze był taki rozpalony, że nie wytrzymywał ciśnienia i po prostu wystrzeliwał. Spojrzał na Nao, który obserwował każdy jego ruch. Przymknął oczy i wziął członka głębiej. Zaczął poruszać głową w szybkim tempie, nie zwalniając, a co jakiś czas nawet przyspieszając biorąc go najgłębiej jak potrafił, niemal do odruchu wymiotnego, którego de facto nie miał, ale wszystko było możliwe. Obciągał mu z zawziętością i cierpliwie czekał, na jakikolwiek sygnał ze strony ukochanego, który nie nadchodził. Wyjął członka i spoglądając na niego wyczekująco, zaczął mu obciągać rękoma, obiema by poszło sprawniej i szybciej. Nao wzdychał i mruczał zadowolony, więc i Aki cieszył się, z takiego obrotu sprawy. To wszystko długo nie trwało, bowiem czuł, jak członek pęcznieje, jeśli mógł się tak wyrazić w jego rękach, więc wziął go ponownie do ust, od razu wkładając go do samego końca. Kilka ruchów głową i Nao osiągnął orgazm, przytrzymując jego głowę mocno i agresywnie przy jego kroczu. Aki niemal się udławił, ale połknął całe nasienie, choć mała stróżka spłynęła mu po brodzie.
- Dobrze się spisałeś. Rozbieraj się. – warknął Nao.
Szybka zmiana oznaczała jedno, że Nao wszedł w tryb drapieżnika. Aki przełknął ślinę udając przerażonego i powoli pozbył się reszty swojego ubrania. Nao rozłożył mu nogi, ale wciąż stał przed nim.
- Do dzieła, suko.
To jedno, ostatnie słowo wystarczyło, by Aki objął swojego penisa dłońmi i bez ceregieli zaczął się masturbować. Dobrze wiedział, że długo to nie potrwa i zaraz eksploduje. Podnieceniem rosło coraz bardziej z każdym ruchem ręki, a napalony wzrok Nao jeszcze mocniej go rozpalał. Nie minęły nawet dwie minuty, kiedy z głośnym jękiem doszedł. Widząc wzrok ukochanego, zlizał z rąk swoje nasienie bardzo dokładnie. Nawet ośmielił się przejechać dłonią po członku Nao, który zaraz go skarcił, zrzucając jego rękę i mocno ściskając nadgarstek, zepchnął go mało delikatnie na podłogę. Ustawił go na czworaka i skinieniem ręki, nakazał by szedł za nim. Aki posłusznie, cały czerwony, szedł na kolanach za swoim panem. Teraz był zwykłą suką, z która pan może zrobić wszystko. Lubił ten stan, więc nie miał nic przeciwko, kiedy ukochany spinał jego dłonie kajdankami, a drugą parą przypiął do wezgłowia łóżka, które specjalnie było przygotowane tak, by można było kogoś przypiąć. Teraz mógł go wykorzystać, jak tylko chciał, jak miał ochotę, a Aki by się nie sprzeciwił. Lubił, kiedy tak się działo, lubił być podległy, zależny od niego. Uśmiechnął się, kiedy został przekręcony na kolana. Poczuł, jak chłopak przygotowuje go dość brutalnie i mało delikatnie. Był już dość rozciągnięty od ciągłego seksu, ale Nao nie chciał zrobić mu nigdy krzywdy, przynajmniej nie w tych rejonach. Aki skrzywił się lekko i stęknął, kiedy potężnych rozmiarów wibrator zagłębił się w jego odbyt. Zacisnął dłonie w pięści i krzyknął, kiedy chłopak wepchnął go całego.
- Jak gładko wszedł, nie uważasz? - zaśmiał się Nao i włączył od razu na wibracje, te najwyższe.
Aki mruknął i stęknął, a jego myśli powoli przysłaniała coraz większa mgła podniecenia. Wił się w rozkoszy, stękał i jęczał. Zaczął nawet błagać, ale Nao był nieugięty. Aki znosił kolejną wymianę wibratorów i przeróżnej maści zabawek z ledwością. Nie mógł już się utrzymać na nogach i ledwo dawał radę to robić. Nogi trzęsły mu się, jak galareta, a kiedy je łączył, dostawał siarczystego klapsa w tyłek i mocne pociągnięcie za włosy.
- Nie pozwoliłem Ci suko złączyć nóg.  – warknął.
Aki prychnął cicho i ponownie został pociągnięty za włosy. Za karę. W końcu suka nie może prychać, a tym bardziej sprzeciwiać się temu, co pan dla nie przyszykował. Został ugryziony w ramię. Jęknął głośno. Bolało, ale to był przyjemny ból, taki właśnie, jak lubił.
- Nie będziesz mi rozkazywał. – mruknął Aki, i zaraz poczuł mocnego klapsa w tyłek.
Jęknął cicho, ale uśmiechnął się. Spojrzał Nao w oczy i dostrzegł ten błyski, to coś, to zawsze miał, kiedy na niego patrzył. Czuł, że jest kochany, mimo absurdalnej sytuacji, w jakiej się teraz znalazł. Nao nigdy nie chciał się nim dzielić, w końcu był jego małą dziwką, ukochaną małą dziwką. Zaśmiał się, wyciągając z niego ostatnią zabawkę. Dzisiaj nie chciał być dla niego AŻ taki ostry, jak mu się zdawało. Dzisiaj Aki miał go błagać o więcej, a on spełniać będzie te błagania z radością. Aki sapnął cicho, kiedy został ustawiony po chwili tak, by opierać się na przedramionach, a tyłek był cały czas w górze. Poczuł uspokajające ruchy palców kochanka, który gładził go po biodrze, nim w niego wszedł, gwałtownie, brutalnie, ale z drugiej strony, czule i delikatnie. Aki niemal parsknął śmiechem, na to porównanie, którego dokonał w głowie, ale wolał się nie wypowiadać. Uśmiechnął się jedynie i jęknął, kiedy Nao zaczął się w nim poruszać, mocno, ostro i przerażająco dokładnie uderzać w prostatę, by młodszy kochanek wił się pod nim i mocniej napierał na jego penisa.
- Mo…mocniej.
- Słucham?
- Mo…mocniej… panie.
Nao uśmiechnął się z satysfakcją i wzmocnił ruchy. Teraz pieprzył go jak rasową dziwkę, ale nie robił tego brutalnie, po prostu mocno i precyzyjnie, by Aki wił się, jęczał i błagał o więcej. Tej nocy nie zazna spokoju, obaj to wiedzieli.
Kiedy rano Aki podniósł się z łóżka, ledwo ustał na nogach. Całonocny stosunek odbił się na nim zdecydowanie. Rozejrzał się po pokoju. Nao nie było, ale tego mógł się spodziewać. Spojrzał na swoje nadgarstki, namacalny dowód ostrego rżnięcie, jakiego doznał zeszłej nocy. Były czerwone i zasinione. Cóż, taki urok seksu w kajdankach. Uśmiechnął się i poszedł do kuchni. Na stole leżała karteczka i przykryte śniadanie.
„Kocham Cię, a miłość jest jak narkotyk. Nie chce tego stracić, mimo, że jestem narkomanem naszej miłości. Każdego ranka chcę się budzić przy Tobie, choć dzisiaj nie wyszło. Wybacz.
Śniadanie masz przyszykowane. Wrócę wieczorem, odpoczywaj.
Kocham Cię, najbardziej.
N.”
Aki uśmiechnął się.
- Nao, Ty romantyku.

****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że się podobało, komuś. 
W planach mam zrobić tak, by blog odżył i przynajmniej raz w miesiącu pojawiały się notki. Piszę tasiemca, ale póki co stoi w miejscu i nie mogę ruszyć dalej. Zobaczymy, jak to będzie dalej. Postaram się, by kolejna notka ukazała się pod koniec lutego, ale zobaczymy jak wyjdzie. :D
Notkę sprawdzałam JA, więc przepraszam za błędy.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.

10 sty 2016

Sport łączy pokolenia.

Hej.
Dawno mnie nie było, wiem. Ale nie miałam ani ochoty ani weny, by coś napisać. Właściwie to zniechęcałam się brakiem komentarzy pod postem ostatnim. Ale dzisiaj sobie pomyślałam, że w sumie piszę dla siebie i jeśli ktoś chce, niech to przeczyta i może mu się spodoba.
Jak wiecie obroniłam się i teraz jestem na pierwszym roku magisterki. Póki co mam zajebisty plan, ale na letni się okażę.  
A z okazji Nowego 2016 roku życzę Wam i sobie, by był dużo lepszy, szczęśliwszy, wspanialszy, zdrowszy, przyjacielski i przystępny. Wszystkiego co najlepsze, by marzenia udało się zrealizować. Szczęśliwego Nowego Roku 2016!

*****
Kochałem go tak bardzo, że to aż bolało. Tak bardzo bolało, że nie mogłem tego wytrzymać. Kiedy na mnie patrzył, świat zdawał się wirować, a ja wchodziłem w stan ekscytacji i latałem pod sufitem, a nawet i wyżej. Wariowałem ze szczęścia, kiedy zgodził się mnie trenować. Właściwie nigdy lekkoatletyka mnie nie interesowała, a tym bardziej biegi. Może i byłem dość szybki na krótkie dystanse, a moja dyscyplina to bieg na sto metrów. Dłuższe biegi, nie wchodziły w  grę, bo nie dawałem rady wytrzymałościowo, zwłaszcza kiedy musiałem wyrównać oddech, zwalniać czy przyspieszać i tak na okrągło. Za dużo męczenia się z tym wszystkim było. Bieganie na sto metrów miało swoje plusy, które przeważały nad każdym innym bieganiem. Mogłem się tutaj pokazać z jak najlepszej strony. Wszystko się liczyło, doskonały start, idealny wystrzał, skupienie, mocny bieg, dotarcie do mety i przede wszystkim wygrana. Do tej pory pamiętam, jak wygrałem swoje pierwsze zawody. Długo opierałem się, by w nich nie brać udziału, ale trener postawił na swoim. Miałem to olać, ale kiedy Ci wszyscy zawodnicy tak ostro się przygotowywali, nie mogłem być gorszy i przegrać, z jakimiś cieniasami, którzy ćwiczyli od nie wiadomo jakiego czasu. Ta wrzawa moich znajomych, ta radość, która przepełniała mnie od środka i przyjemne uczucie zmęczenia, to było coś niezapomnianego. Coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłem i pragnąłem kolejnego, kolejnego i kolejnego. Tak zaczęła się moja przygoda z biegami. Teraz byłem już studentem, ale swoich marzeń o wyjeździe na Igrzyska Olimpijskie, nie porzuciłem, zwłaszcza dlatego, że on mnie prowadził. Był idealny pod każdym calem. Nie tylko ze względu na swoje mądre słowa, wspieranie i częste ochrzany, idealny charakter, ale również za swój wygląd, którego nie jeden mógł mu pozazdrościć. Karol był idealny, dość drobny ale wysportowany, z atletyczną sylwetką, z brązowymi włosami i niebieskimi oczyma. Jawił mi się w snach, jako młody bóg, po prostu. Nie mogłem go inaczej nazywać, chociaż nie raz i nie dwa zdarzało mi się go wyklinać od najgorszych. Był wymagającym trenerem i przejął nas, jako młodszy trener, gdyż starszy zaniemógł chorobowo.
- Do roboty, Dawid! – krzyknął Karol, w moją stronę, klaskając w dłonie, co miało mnie pospieszyć, a tylko irytowało.
- Jasne, jasne – mruknąłem, rozciągając się dalej. Lubiłem rozciągać się jeszcze przed rozgrzewką. Takie przyzwyczajenie z wcześniejszych lat, ale nikomu nie przeszkadzało.
Zacząłem rozgrzewkę, standardową. Rozgrzanie wszystkich części ciała było wymagane, by wyzbyć się szans na kontuzję, podczas treningu. Fakt, nigdy nie byłem pewien, czy coś nie strzeli w kolanie, w biodrze, kostce, czy gdziekolwiek indziej, ale wolałem tego nie doświadczyć. Nie chciałem kontuzji tuż przed zawodami, które zbliżały się wielkimi krokami. Dwa tygodnie do zawodów, do mistrzostw krajowych. Targało mną ze szczęścia na samą myśl tego wszystkiego, całej otoczki, tych fanów, którzy przyjdą popatrzeć na zawodników i wspierać ich. Bardzo chciałem zostać mistrzem kraju. Nie widziałem się w innej roli. Wówczas moje marzenie będzie coraz bliższe do spełnienia. Krok po kroku na pewno dojdę do tego, czego pragnąłem najbardziej, czyli Igrzysk. Po drodze chciałem zdobyć jeszcze Karola, ale to mogło poczekać d mistrzostw kraju, które były priorytetem. Trening nie trał długo, ale wykończył mnie dość mocno. Siedziałem na ławce w szatni już po kąpieli i dochodziłem do siebie. Bolały mnie mięśnie i ćmiła głowa, ale do tego byłem przyzwyczajony. Czasem miałem takie objawy, gdy się przetrenowałem.
- Znowu to robisz – burknął Karol, opierając się o jedną z szafek.
Nawet nie zauważyłem, ani nie usłyszałem, kiedy wszedł do szatni.
- Niby co? – zerknąłem na niego, podchodząc do swojej szafki i wyciągając z niej torbę z rzeczami oraz butelkę wody, którą od razu otworzyłem.
- Dobrze wiesz co. Jeśli dalej tak będziesz robił, wykreślę Cię z listy startowej – mruknął z lekko złośliwym uśmieszkiem.
W głowie pojawiły mi się nie przyzwoite obrazy, które teraz mogłem zrealizować. Karol był niższy ode mnie i troszkę drobniejszy, jednak stawiałem, że siłą mógł mi dorównać. Jednak jeśli wziąłbym go z zaskoczenia, nie miałby szans. Stanąłem przed nim i spojrzałem na niego z góry. Dzieliło nas, no nie wiem, z dziesięć, może trochę więcej centymetrów wzrostu, więc spokojnie mogłem patrzeć na niego z góry, czego nie lubił. Zdążyłem to zauważyć już dawno temu, marszczył wówczas brwi i nadymał policzki. Wyglądał jak urocze, małe dziecko. I za to go kochałem, bo teraz również robił tę minę. Parsknąłem cicho, za co dostałem kuksańca w bok.
- Grozisz mi czy obiecujesz? – mruknąłem, pocierając lekko bolące miejsce. – Wielka krzepa, jak na takie małe ciałko – zaśmiałem się, za co ponownie oberwałem.
Mimo wszystko lubiłem go drażnić, a fakt, że udawał wielce obrażonego, radował mnie jakoś bardziej, dużo bardziej. Bo wiem, że robił to specjalnie, a nie naprawdę, bo zaraz normalnie rozmawialiśmy. Dostałem opierdziel, że mam się nie przetrenować, bo mi skopię dupę. Wziąłem sobie jego uwagę do serca, chociaż wolałbym raczej robić z nim coś innego, niż kopanie mojego tyłka, raczej przelecenie jego tyłka. Wróciłem do domu długo po treningu, właściwie to dochodziłem po drodze do siebie, bo stanął mi na samą myśl tego, co mogłem wyrabiać w szatni i poza nią, z Karolem. W domu od razu położyłem się spać, bo nie miałem nic innego do roboty. Oczywiście zjadłem coś na szybko, bo rodzice w pracy, więc tylko obiad do pogrzania i do wyra. A jak mam być szczery, to miałem całkiem urocze i przede wszystkim mokre sny o Karolu. Takie mokre, że musiałem zmieniać pościel, bo nawet jak wstałem, musiałem sobie zwalić, bo myślenie o obrzydliwościach tego świata – nie pomogło. Zajęcia minęły mi szybko, zdecydowanie za szybko. Byłem rozbudzony i rozochocony, że nie miałem pojęcia co robić. W sumie to miałem ochotę na Karola i wiedziałem, że jeśli do czegoś, czegokolwiek ma dojść, to muszę zrobić to teraz. Nie myślę o seksie, ale nawet o spotkaniach poza bieżnią i wychodzeniem na piwo. Zawsze to się mogło przerodzić w coś innego, coś namiętnego i dopiero wtedy przerodzić się w namiętny i dziki seks. A tego nie mogłem się doczekać. Na treningu nie mogłem się skupić, więc szło mi opornie. Karol to zauważył, bo co chwilę zlecał mi dodatkowe i karne kółka za obijanie się. Kiedy trening się skończył, szybko czmychnąłem pod prysznic. Reszta dopiero się schodziła, kiedy ja już ubierałem się i ruszyłem się z zamiarem wyjścia.
- Dawid, do mnie – usłyszałem, tuż przy uchu i aż przeszedł mnie dreszcz.
Ze spuszczoną głową i rosnącym wzwodem, ruszyłem do gabinetu. Cieszyłem się jak głupi, że miałem dzisiaj rozciągnięty spodnie dresowe, które póki co, ukrywały wybrzuszenie, które zdecydowanie czułem. Zachowywałem się jak szczeniak z burza hormonów i dobrze o tym wiedziałem, ale w tej chwili mi to nie przeszkadzało. Nawet fakt, że Karol był ponad dziesięć lat starszy i na pewno miał za sobą pełno związków i mógłby uznać mnie za gówniarza, który się podnieca nie wiadomo po co i czemu. Westchnąłem cicho, kiedy kazał mi usiąść na kanapie, a sam oparł się tyłkiem o biurko i obserwował mnie przenikliwym spojrzeniem. Czułem, że przeszywa mnie na wskroś i wie wszystko.
- Co to dzisiaj było? – warknął, zakładając ręce na klatce piersiowej. – Do zawodów zostało niecałe dwa, cholera DWA TYGODNIE! – wykrzyczał ostatnie dwa słowa wyprowadzony już z równowagi Karol, odpychając się rękami od biurka i nerwowo krążąc po gabinecie, co rusz zerkając na mnie wzburzonym.
- Wiem, nie mogłem się skupić – powiedziałem skruszony. Bo co niby miałem powiedzieć? Że cały czas miałem go w myślach nagiego i wyrabiającego takie rzeczy ze mną w  łóżku, że w pornosach tego nie widzieli? W życiu!
- Zauważyłem. Nie wiem co Ci po głowie chodziło i nie interesuje mnie to, ale na następnym treningu jak się będziesz opierdalał, to cię wyrzucę. Zrozumiałeś? – warknął i wskazał mi drzwi. Nie było z nim dyskusji, a ja nie chciałem zostać wyrzuconym z drużyny. Za bardzo kochałem bieganie i moje marzenie, by z tego zrezygnować tak łatwo. Musiałem się uspokoić i wyszaleć. A przygodny seks z jakąś ładną dupą, był akurat na rozluźnienie idealny. Wieczorem poszedłem do klubu, gdzie dziewczyny chodziły niemal z gołą dupą na wierzchu i prosiły się o numerek. A jak jakaś jedna, dość ładna, nie zalana w trupa, a jedynie podpita, zaczęła mnie zagadywać – skorzystałem. Nie długo później brałem ją w kiblu, a ona jęczała głośno zagłuszana przez muzykę i inne dziewczyny, które korzystały w kabin obok. Nie spuściłem się w niej, nawet mimo tego, że miałem prezerwatywę. Nie chciałem tego, mimo jej nalegań. Obrzydzało mnie to w tej chwili. Szybko po skończonym numerku doprowadziłem się do porządku i wyszedłem, nie oglądając się za sobą. Nie posiedziałem w klubie długo, wróciłem do domu. Ale byłem zaspokojony i to znośnie. To nie był Karol, ale wyobraźnia działała na zdwojonych obrotach. I to mi się podobało.
Kolejne treningi mijały mi strasznie ciężko. Musiałem wszystko przygotować i dopiąć na ostatni guzik. Przed dzień zawodów, w hotelu, jak na złość miałem pokój z Karolem, nie mogłem skupić myśli. Przyjechaliśmy dzień wcześniej, gdyż zawody odbywały się na drugim końcu kraju i cóż, w kilka godzin nie zdołalibyśmy dojechać.
- Denerwujesz się? – spytał Karol, siadając na swoim łóżku odziany tylko w prowizoryczne spodnie od piżamy.
- Trochę – sapnąłem, chociaż chciałem dodać coś jeszcze, ale wolałem nie psuć klimatu. Wziąłem szybki prysznic i udałem się do łóżka. Karol coś jeszcze przeglądał w swoich trenerskich notatkach, a ja siedziałem na swoim łóżku i obserwowałem go mało dyskretnie, a on udawał, że tego nie widzi. Nie wiem, jaka siła mnie pchnęła, ale kiedy spojrzał na mnie odkładając notatki na szafkę nocną, pocałowałem go. Mocno, naprawdę mocno, miażdżąc jego usta swoimi. Nie czując żadnej reakcji z tego strony, pogłębiłem pocałunek i dopiero wtedy mnie odepchnął, uroczo czerwony na twarzy. O ile facet po trzydziestce może wyglądać uroczo. Nie powiedział nic, tylko zgromił mnie spojrzeniem. Obrócił się na swoim łóżku, zgasił światło i poszedł spać. Ja zrobiłem to samo, dodatkowo plując sobie w brodę.
Przed zawodami nie gadałem z nim, bo mnie po prostu unikał. I w sumie był zarobiony, ja zaś co chwile się rozgrzewałem, bo to najpierw kwalifikacje i inne duperele, potem turami leciały osoby i na końcu półfinał i finał. Przed finałem starałem się skupić na wszystkim i na niczym. Starałem się odciąć od wszystkiego, od całego zgiełku panującego w szatni i na stadionie, od wszystkiego, co mogło mnie rozproszyć.
- Wiesz co masz robić. Daj z siebie wszystko – usłyszałem tuż przy uchu, a potem poczułem delikatne muśnięcie w policzek.
Uśmiechnąłem się i złapałem Karola za rękę, ściskając ją i głaskając jej wierzch kciukiem. Nie musiałem nic mówić, bo nie trzeba było. Finał, w którym występowałem składał się w najlepszych zawodników, z jakimi miałem styczność. To już nie były regionalne, teraz rangą było zostanie mistrzem kraju. Moje marzenie było już bardzo blisko, gdyż czułem, że jestem w świetnej dyspozycji i nikt nie mógł mi zagrozić. Kiedy sędzia kazał się przyszykować, jeszcze parę razy podskoczyłem, rozciągnąłem nogi i ręce. Ustawiłem się na starcie i zamknąłem oczy. Musiałem szybko się odgrodzić i skupić się najlepiej jak umiałem. Nie czekałem długo na wystrzał. Ruszyłem, nie rozglądając się i dając z siebie wszystko, co tylko potrafiłem dać.  Te sto metrów dłużyło mi się niemiłosiernie i czułem, jak palą mnie płuca z wysiłku. Mój organizm chciał się poddać, ale nie mogłem tego zrobić. Przekroczyłem linię mety i zwolniłem biegu, starając się uspokoić mój oddech. Rozejrzałem się po wszystkich zawodnikach i spojrzałem na tablicę wyników, na którym nie było ani pierwszego ani drugiego miejsca. Dreptałem w miejscu zdenerwowany, ponieważ brakowało mojego i jakiegoś innego chłopaka, nazwiska. Trwało to wieki, kiedy na tablicy wyników ukazało się moje nazwisko na… Opadłem na kolana, a łzy cisnęły mi się do oczy. Byłem drugi, cholera jasne! Przegrałem o jebany milimetr! Byłem wściekły, tak bardzo wściekły, że mną aż trzęsło. Moje marzenia legły w gruzach, chociaż pokazałem się z jak najlepszej strony. Wziąłem kilka głębszych oddechów, przetarłem twarz dłońmi i pogratulowałem wygranemu. W sporcie tak bywa, wiedziałem, ale w tej chwili nie mogłem tego zrozumieć i znieść. Serce mnie bolało i miałem ochotę rzucić się w przepaść. Tylko niestety takowej tutaj nie było nigdzie w okolicy. Przekląłem szpetnie i ruszyłem przed siebie. Do inauguracji z medalami było jeszcze trochę czasu, bo jeszcze miały się odbyć finały w innych dyscyplinach, więc mogłem odpocząć i nabrać dystansu. Udałem się do szatni mojej drużyny, która w tym momencie powinna świecić pustkami. Nie zdziwiłem się, kiedy odnalazłem w niej trenera.
- Dawid, wicemistrz to wielkie osiągnięcie. Powinieneś się cieszyć, bo masz szansę na mistrzostwa świata. Dopracujesz formę i będzie dobrze – powiedział, klepiąc mnie po ramieniu, kiedy siadałem obok niego.
- Wiem.
- Przegrana boli, ale to Cię tylko wzmocni. Wierz mi.
- Wiem.
Karol więcej nic nie powiedział, przeczuwając, że nie mam nastroju na rozmowy. Ale siedział uparcie. Teraz ciśnienie ze mnie zeszło, a po twarzy spływały łzy, jedna za drugą. Trener przytulił mnie, a ja pocałowałem go namiętnie. Oddał pocałunek, co od razu poprawiło mi nastrój i humor. Całowaliśmy się długo, namiętnie, drapieżnie i władczo. Żaden z nas nie chciał oddać dominacji w pocałunku. Oddychaliśmy przez nos, chociaż czasem zapominaliśmy o tej czynności i na kilka chwil, odrywaliśmy się do siebie, zaraz wracając do bardziej żarliwego i nachalnego pocałunku.
- Sport jest fajny – powiedział Karol dysząc lekko i przecierając moją twarz dłonią, by pozbyć się resztek śladów po łzach.
- Sport łączy pokolenia – zaśmiałem się i pocałowałem go.
Nie liczyło się nic, poza całowaniem osoby, która tak wiele dla mnie zrobiła i znaczyła. Kochałem go i czułem, że on mnie również. To były jednak niezapomniane zawody i mimo mojego drugiego miejsca, do domu wróciłem prze szczęśliwy.
*****
I to byłoby na tyle.
Notkę sprawdzałam Ja, więc pewnie jakieś błędy i nieścisłości się pojawią, więc wybaczcie. 
Nie wiem kiedy kolejna notka. Postaram się, by była w lutym, ale nic nie obiecuję, bo nie wiem jak wyjdzie.
I jeszcze raz Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!
 Niech Yaoi będzie z Wami. XD