4 sty 2019

Kości zostały rzucone - IV.

Witam Wszystkich w Nowym Roku!
Na wstępie, chcę Wam wszystkim, jak również sobie, życzyć przede wszystkim zdrowia, spokoju, szczęścia w życiu, satysfakcji ze swojej pracy/szkoły, dążenia do spełnienia marzeń - nawet tych najskrytszych, brania z życia całymi garściami, nie poddawania się w żadnej kwestii, więcej siły i wiary w siebie i we własne możliwości. Spełniajmy marzenia i cieszmy się życiem jak najwięcej i najlepiej! 
Oby ten 2019 rok, był lepszy, fajniejszy, ciekawszy niż poprzedni. Także, DO BOJU!
 Pozostało mi jedynie zaprosić do czytania.
*****
Kazuma włączył jakaś komedię. Tak szczerze, to nawet nie wiem jaką. Mało zwracałem na nią uwagę. Mój wzrok chcąc, nie chcąc – oczywiście, że chcąc, nie będę ukrywał – kierował się w stronę chłopaka, który usiadł koło mnie i oglądał. Chociaż zdarzyło mi się przyłapać go, jak zerka w moją stroną. Kiedy nasze spojrzenia się spotykały, od razu czerwoni, odwracaliśmy głowy. Laska w mojej głowie, piszczała wówczas przeraźliwie, doprowadzając do szału. Nie chciała się skubana, wyłączyć. Nie obrażając lasek, ale wtedy to ona przejęła nade mną władzę. Całkowicie pochłonęła mój przewrażliwiony i analityczny mózg. Spojrzałem ponownie na niego i nasze spojrzenia znów się spotkały, jednak nie odwróciliśmy głowy. Czułem, jak palą mi się policzki, więc spuściłem wzrok. Serce waliło mi, jak oszalałe, i byłem pewien, że dochodziło do niego każde przyspieszone BUM-BUM. Nie miałem odwagi spojrzeć na niego, więc odwróciłem wzrok do ekranu. Teraz film wydał mi się nadzwyczaj interesowany i zwyczajnie, potrzebował mojej atencji. Nie, żebym nie chciał patrzeć na mega przystojnego faceta, który siedział obok mnie i emanował seksapilem. O nie, moje tory nie szły w dobrą stronę, gdyż w spodniach robiło się jakoś mniej miejsca. A to nie był dobry znak. Dobra Nico, głębokie oddechy i spokój. Ale jak na złość, nic nie chciało się uspokoić: moje serce, baba we łbie, penis i wszystko inne. Cieszyłem się jedynie z tego, że w pokoju panował półmrok, bo pewnie wyglądałem tak żałośnie, jak myślałem. A wolałem mu jednak oszczędzić tego widoku, póki co. Skoro miał poznać mnie w każdym aspekcie – a przynajmniej o tym marzyłem, by chciał -  to z czasem przekona się, jak żałosny potrafię być. Nie mam oczywiście tylko złych cech, mam też dobre strony. Ale w każdej chwili potrafię jednak pokazywać, przy Kazumie, raczej te zidiociałą do reszty, stronę mnie. Podrapałem się nerwowo po karku. Film mnie męczył, męczyła mnie obecność tego faceta obok mnie, męczyło mnie przebywanie w jego domu. Dyskretnie spojrzałem w jego stronę i nasze oczy się spotkały. Jego złote tęczówki przeszywały mnie na wylot i doprowadzały do szaleństwa. Hipnotyzował mnie samym swoim spojrzeniem, nie musiał nic robić, a ja tylko pragnąłem więcej i więcej. Byłem, jak alkoholik, upijałem się samą jego obecnością. Starałem się odwrócić wzrok, ale ten magik, nie pozwolił mi na to. Nadprzyrodzone zdolności, czy jakie licho? I zrobiło się ciemno, normalnie ciemno, jak w dupie. Nie byłem nigdy w dupie, ale podejrzewam, że jest tam właśnie tak jak teraz. Dopiero wtedy się ocknąłem i spojrzałem na czarny ekran telewizora, rozejrzałem się również po pokoju i cóż, światła nigdzie nie dostrzegłem. Tego się nie spodziewałem, ale moja wyobraźnia zaczęła działać na zwiększonych obrotach. Za dużo horrorów, zdecydowanie za dużo. Złapałem, wyraźnie zaskoczonego chłopaka za rękę i ścisnąłem mocno. Już widziałem swoją śmierć, pożarty przez jakiegoś dziwnego stwora, lub poćwiartowany przez gościa przebranego za szalonego klauna.
- Jestem za młody, by umierać – pisnąłem, ściskając jego rękę coraz mocniej. A może mi się tylko zdawało?
- Wysiadł prąd – stwierdził racjonalnie Kazuma i chyba się uśmiechnął, chociaż w ciemnościach nie byłem w stanie tego dostrzec, mimo, że mój wzrok już przywykł do zaistniałej sytuacji. Czyżby chciał dodać mi otuchy? Ha, wolne żarty.
- No, zauważyłem – mruknąłem.
- Nie musisz się bać, nic Ci się przy mnie nie stanie.
- Bo Ciebie rzucę na pożarcie, jako pierwszego – odparłem zgodnie z prawdą. Pewnie nie miałbym ku temu oporów, żadnych. Potem pewnie wyrzuty sumienia, ale moje życie było ważne, znaczy tak myślę. Chociaż znając mnie, pewnie by mnie sparaliżowało, i to ja bym został pożarty, a Kazuma by zyskał na czasie. – Nie boje się, kto Ci takich głupot naopowiadał?
Starałem się wyjść na mniejszą sierotę niż zwykle, więc wyraźnie mógł wyczuć bunt w moim głosie. Mimo, że drżał, i tego byłem pewien, co do buntu – bym się mógł kłócić.
- Chcesz jechać do domu? – spytał, wyraźnie nie chcąc ciągnąć tematu mojego strachu.
- Tak, poproszę.
Mój głos by pewny, bo cóż, ucieczka z objęć śmierci była świetną perspektywą. Chciałem, jak najszybciej wylądować w swoim łóżku, by móc rozpamiętywać i zakochiwać się na nowo.
- Kant – powiedział po chwili, kiedy prowadził mnie do wyjścia. Ja nawet na chwile nie dałem się odsunąć zbyt daleko, wciąż ściskając jego rękę, która była cudowna w dotyku. Ten rycerz, zdecydowanie był zbyt idealny.
- Co? – nie bardzo rozumiałem, do czego pił.
- Możesz mówić mi Kant, jak wszyscy moim przyjaciele. Kazuma jest zbyt długie – wyjaśnił, wzruszając ramionami.
- Przyjaciele? – wmurowało mnie i to dosłownie. Stanąłem, jak wryty i tyle było mojego powrotu do domu. Analizowałem jego słowa przez chwile, dochodząc do wniosku, że pod słowem ‘przyjaciele’, zwyczajnie kryli się jego znajomi. Nie znam jego znajomych, więc ciężko mi się wypowiadać na ten temat, ale siostra zawsze mówiła do niego Kazuma. Uważałem, jednak, że to imię jak najbardziej do niego pasowało, i po prostu, mi się podobało.
- Tak. Kazuma brzmi drętwo, więc albo Kaz albo Kant. Chociaż z tych dwóch, wolę Kanta – powiedział, ciągnąc mnie w stronę drzwi i zapalając latarkę w swojej komórce.
Skinąłem głową, bo właściwie co miałem powiedzieć? Będę mówił do niego – jeśli kiedyś się znów spotkamy – tak, jak będę chciał. Ubrałem buty, chwyciłem kurtkę i ruszyliśmy do garażu. Wsiadłem do wielkiego BMW X5. Nie żebym znał się na samochodach, czy był ich wielkim znawcą czy fanatykiem, ale jak przyjeżdżał do nas, do siostry, to nie raz widziałem ten samochód pod bramą. Był nowoczesny, solidny i piękny. Oceniałem go okiem typowego laika, więc za wiele nie powiem, poza WOW.  Kant wsiadł na miejsce kierowcy, odpalił i ruszył bez słowa. Gęstniała między nami atmosfera i obaj, zdawaliśmy sobie z tego, ponownie sprawę. Nie wróżyło to nic dobrego. Ale co ja, mogę chcieć od niego? Oczywiście, poza tym, by kochał mnie jak szaleniec? No właśnie.
*****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że poziom notek nie spada, chociaż sama nie jestem tego taka pewna. Utknęłam chwilowo w martwym punkcie, chociaż już mam pomysły na dalsze działania. Ale póki co, tkwię w marazmie i cóż, ciężko mi się z niego wygrzebać. Jednak, nie ma co się martwić, mam jeszcze kilka rozdziałów w zapasie, więc nie ma tragedii.
Wybaczcie błędy, nie poprawione - standardowo.
Kolejna notka - w tym miesiącu na pewno. :)
Niech Yaoi będzie z Wami xD.

2 komentarze:

  1. Witam,
    to znów ja ;]
    kochana chciałam złożyć Tobie najlepsze życzenia noworoczne, aby ten rok był cudowny, wspaniały dla Ciebie i pełen radości, no i aby wena, czas i chęci dopisywały...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej,
    coś to mi się jednak wydaje, że Kazumi jest zainteresowany Nico, jeszcze chce aby Nico mówił do niego "Kant", a tak mówią przyjaciele więc to coś znaczy...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń