31 lip 2019

Kości zostały rzucone - XII.

Witam.
Wpadam z nową notką. Miała być trochę wcześniej, ale na szczęście, wyrobiłam się w lipcu, w ostatni dzień lipca ściślej rzecz ujmując.
Z dalszą częścią brnę powoli do przodu, bardzo powoli bym powiedziała. Nie będę oszukiwać, bo podczas wakacji mój czas jest dość mocno ograniczony, głównie przez pracę i nadgodziny z nią związane. Ale szykuje się urlop, więc na pewno coś się napisze.
Dzisiejsza notka jest pisana całkowicie z innej strony, na główny plan wchodzą dwie postacie drugoplanowe - taki był plan, by ich również trochę przedstawić. Więc bez zaskoczenia, że coś innego. Mam nadzieję, że się spodoba. 
Zapraszam do czytania.
*****

Patrzyłem, jak mój przyjaciel razem ze swoją miłością wychodzą z lokalu. Dawno nie widziałem Nico w takim stanie euforii, jak teraz. Zwłaszcza po załamaniu z powodu pijackiej wiadomości, do której się przyczyniłem. No cóż. Nie wiedziałem jednak, że to wino z Biedronki tak pogrąży mojego przyjaciela, że serio weźmie do serca sobie moje słowa i wyzna mu miłość przez smsa. Zaśmiałem się cicho, co nie uszło uwadze mojego towarzysza.
- Co Cię tak śmieszy? – spytał wyraźnie zainteresowany.
- A przypomniałem sobie coś, nie ważne.
Machnąłem ręką i zacząłem zjadać swoją pizzę. Byłem głodny, ale też nie chciałem by Nao o coś dopytywał. Obserwowałem go mniej lub bardziej dyskretnie i nie mogłem uwierzyć, że spełniają się moje marzenia o spotkaniu go na żywo. Nie spodziewałem się, że wyjście na targi zakończy się właśnie w ten sposób. Tak naprawdę, to chciałem go tylko zobaczyć z bliska i zrobić jakieś pamiątkowe zdjęcia, by móc później rozpamiętywać ten dzień ciągle na nowo. Już nie raz byłem w tym budynku, więc doskonale wiedziałem, gdzie się poruszać, by ewentualnie go spotkać. Nico mi towarzyszył, bo nie miał innego wyjścia, nie przyjąłbym odmowy. A potem się stało! Normalnie się stało, to o czym marzyłem tak skrycie – Nao we własnej osobie. Cudowne przeżycie, a dodatkowo to, że teraz właśnie jesteśmy we dwójkę i żremy pizzę tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że to dzieje się naprawdę. Wyjąłem telefon, przyciągnąłem zaskoczonego chłopaka do siebie i zrobiłem nam zdjęcie.
- Tak! – mruknąłem z radością, chociaż chciałem krzyczeć.
- No, tego się nie spodziewałem – mruknął Nao zerkając na mój telefon.
- Teraz nikt mi nie powie, że nie jedliśmy razem i że sobie coś wymyśliłem. Mam namacalny dowód.
Wymachiwałem telefonem z coraz większym uśmiechem. Mało obchodzili mnie ludzie, których tak naprawdę już tu nie było – byliśmy sami w lokalu, więc dla mnie i mojej ekscytacji nawet lepiej. Nao zabrał mi telefon z ręki i tego co stało się chwilę później, nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić. Spojrzał mi w oczy i bez wahania mnie pocałował, od razu wsuwając swój język między moje wargi. Wow, tego się nie spodziewałem, więc znieruchomiałem jak kołek, a on sobie poczyniał, pstrykając przy okazji kilka zdjęć. W to, to mi nikt nie uwierzy! Brakło mi tlenu i całkowicie zapomniałem, że powinienem oddychać przez nos. Odepchnąłem go gwałtownie od razu łapiąc oddech i zakrywając usta dłonią. Nie miałem nic przeciwko, chciałem w sumie więcej. Ale w tej chwili byłem zbyt podniecony, by coś z siebie wykrzesać.
- Teraz masz lepsze zdjęcia jako dowód, Aki – powiedział z uśmiechem, wracając do swojej pizzy.
- Nie da się ukryć – powiedziałem z uśmiechem i również wróciłem do jedzenia.
Miejsca w spodniach powoli zaczęło brakować, rumieniec miałem na policzkach bo piekły mnie niemiłosiernie, więc bezwiednie zacząłem się wiercić, by jakoś sobie ulżyć. Ten pocałunek wywarł na mnie niespotykane dotąd wrażenie, że naprawdę potrzebowałem dłuższej chwili, by dojść do siebie. Cholera, nie dobrze, nie jest dobrze. Nie spodziewałem się takich akcji z jego strony.
- Może pójdziemy do mnie, co? Mam kilka nowych gier, których nie ma na rynku jeszcze. Razem byśmy je wypróbowali – powiedział po chwili, patrząc w moją stronę.
- Tak! – krzyknąłem, wpychając ostatni kawałek pizzy do ust. – Możemy iść, już, teraz.
Perspektywa grania u Nao w domu podobała mi się dużo bardziej, niż siedzenie tutaj i rozmawianie. Nie żebym miał coś do konwersacji, ale skoro można było grać w coś nowego z nim, nie widziałem podstaw do marnotrawienia czasu. Chłopak spojrzał na mnie i zaśmiał się, ewidentnie z mojego pośpiechu, jednak sam zaczął się szykować do wyjścia. Uregulował rachunek i zamówił taksówkę. Oczywiście obiecałem, że połowę kasy mu oddam. Kiedy dotarliśmy do jego domu, trochę odjęło mi mowę. Nie spodziewałem się takiej willi, która niejako równała się trochę z moim domem, chociaż raczej nie był tak okazały. Teraz to bym powiedział, że moja chata to chowa się przy jego. No cóż, bogacze tak czasem mają. Nie ukrywam faktu, że mam więcej kasy niż przeciętny Kowalski, ale widzę że i Nao się z tym nie kryję. Bez zbędnego gadania od razu udaliśmy się do jego pokoju. Miałem ochotę paść na kolana i całować wszystko, co tylko napotkam na swojej drodze. Komputery, szafki uginające się niemalże od gier, wszelkie zdobycze technologiczne ułatwiające i angażujące w grę. Dosłownie wszystko tutaj było i sprawiało mnie w totalny zachwyt. Latałem po pokoju, jak ze sraczką i przeglądałem wszystko na swojej drodze, mając całkowicie w nosie to, że właścicielowi mogłoby to przeszkadzać. Chwilowo Nao zszedł na dalszy plan. Przy takim widoku, to nawet i mój guru może odejść w zapomnienie. Spojrzałem na niego, kiedy odchrząknął.
- Przepraszam – wybełkotałem z uśmiechem. – Trochę mnie poniosło, ale Twój pokój to spełnienie marzeń. Nawet ja nie mam takiej kolekcji, chociaż nie jest jakaś uboga.
- Nic się nie stało. To co, chcesz zagrać?
Pokiwałem energicznie głową i nim zaczęliśmy grać, zadzwoniłem do Nico. Spodziewałem się tego, że mogłem nie wrócić do rana do domu. A nie chciałem znowu mieć pogadanki o swoim nieodpowiedzialnym zachowaniu. Byłem dorosły i takie gderanie już całkowicie na mnie nie działało. Po prostu pogada, pogada i skończy. Ale Nico musiał wiedzieć, gdzie jestem, by móc wcisnąć wała mojemu ojcu. Olałem sprawę z poinformowaniem go o swojej nocnej nieobecności w domu. Im mniej wie, tym lepiej śpi, czy jakoś tak. Kiedy zaczęliśmy grać, świat przestał całkowicie się liczyć. Nie interesował mnie kompletnie nic, tylko gra, w którą aktualnie naparzałem. A granie z Nao to była czysta przyjemność, bo on dokładnie wiedział co robić, gdzie iść i kiedy nawalać w przeciwnika, by poległ z kretesem. Na pewno grał już wcześniej, ale ja jarałem się tym wszystkim jak mrówka okresem. Nawet nie przesadzam. Kiedy kolejna partia dobiegła końca, mój brzuch dosadnie dał znać o sobie. Pizza już zdążyła dawno się przetrawić i teraz domagałem się no cóż, żarcia. Byłem cholernie głodny. Zerknąłem na chłopaka i uśmiechnąłem się nieśmiało.
- Głodny jestem. Zamówimy jakieś żarcie?
Zgodził się, ale właściwie jego zdanie miałem w poważaniu. Szybko wykręciłem numer ulubionej pizzerii i tak dla odmiany, zamówiłem znów pizzę. Podałem adres i cóż, atmosfera trochę zgęstniała. Ten młody mężczyzna, którego mało dyskretnie obserwowałem, działał niesamowicie na moje zmysły. Rozpalał je do czerwoności. Nie raz i nie dwa sobie trzepałem wyobrażając sobie wszystkie sprośne rzeczy, które moglibyśmy wspólnie zrobić w łóżku i wszędzie poza nim. Działał na mnie, jak żaden inny do tej pory. Nie byłem już prawiczkiem i od tego czasu umawiałem się na seks. Jednorazowe spotkania bardzo mnie satysfakcjonowały, bez zbędnych obietnic, gadania, spełnienie swoich potrzeb i zachcianek, i koniec. Nie spotykałem się tylko z kobietami, ale również z mężczyznami, chociaż z płcią piękną, zdecydowanie rzadziej. A jak pochłonęły mnie gry, to o seksie zapominałem całkowicie. Nie był mi wtedy potrzebny do niczego. Może dlatego właśnie moja wyobraźnia i penis, szedł właśnie w tę stronę – potrzebował bliskości i zajęcia się nim, i mną, porządnie. Ale niczego takiego mu nie powiem, nie chciałem być aż tak nachalny. Wystarczyła mi jego obecność, chociaż po tym pocałunku w lokalu, tak naprawdę chciałem go zaciągnąć do kibla by uprawiać dziki seks. Ale chyba na to trochę za wcześnie, chociaż w sumie nic nie stałoby na przeszkodzie. Ewentualnie dostałbym w ryj i tyle.  Oho, się znów zapędziłem, bo mój penis stał już niemal na baczność i cholernie uwierał. Spojrzałem na swoje krocze i cóż, nie dałoby się tego nie zauważyć – miałem obcisłe spodnie, więc się odznaczał. Że też akurat dzisiaj zachciało mi się wyglądać jak człowiek. Brawo Aki. Podniosłem spojrzenie i nasze oczy się spotkały. Obaj płonęliśmy i seksualne napięcie było wyczuwalne między nami. Nachyliłem się w jego stronę i pocałowałem go, wsuwając język między jego wargi. Nasze języki walczyły o dominację niemal do samego końca. Nao przysunął moją głowę bliżej, jeszcze bardziej pogłębiając pocałunek, a mnie świat zawirował. Zaczynałem tracić poczucie rzeczywistości i dopiero dzwonek wyrwał nas z tego letargu. Kurwa! Odsunęliśmy się od siebie niechętnie. Spojrzałem na niego lekko, a on delikatnie pogładził mój policzek. Wstając, nachylił się nade mną i wyszeptał mi wprost do ucha:
- Na tym się nie skończy.
Świat się zatrzymał, a ja przełknąłem ślinę. Nie mogłem doczekać się jego powrotu. Wracaj cholero z tą pizzą już!

*****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że Wam się spodobała nowa para. Będą nieść swoją historię, przeplatającą się z główną parą. 
Notka nie sprawdzana - standardowo. 
Kolejna notka pojawi się najprawdopodobniej we wrześniu. Podczas urlopu zamierzam trochę dopisać, więc trzymajcie kciuki, co by coś z tego wyszło.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.

2 komentarze:

  1. Hej,
    no raz zdecydowałam się wrzucić komentarz z relefonu no i co? niby było "publikuję" a go nie ma... więc na drabiam ten brak...
    fantastycznie jest przeczytać coś i o tej parce i tak fantastycznie nic mu teraz do szczęscia nie potrzeba... zależy mu bardziej na pizzy czy Nao?
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejka, hejka,
    wspaniały rozdział, o tak nic mu teras do szczęścia nie jest potrzebne... zależy bardziej na pizzy czy Nao?
    weny i czasu i chęci i pomysłów życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń