2 lis 2018

Kości zostały rzucone - I.

Witam Wszystkich.
Dawno mnie nie było, znowu spartoliłam, ale cóż, nic już na to nie poradzę. Nie będę się usprawiedliwiać - zawaliłam, po prostu.
Nie był to jednak czas zmarnowany do końca. Poza leniem, który co rusz mnie dopada, obroną - pani magister na 5 po raz drugi :D, pisałam historię. Miała to być kilkustronicowa notka, ale cóż, trochę mi się rozmyło. Zrobiło się tego więcej i więcej. I wciąż rośnie, więc wyjdzie z tego historia, jak długa - się okaże, jak się skończy.
Historia pisana w pierwszej osobie, co czasem jest dla mnie katorgą i męką, ale o tym pewnie będzie się można przekonać, podczas czytania niektórych kawałków. Oczywiście występują w historii wulgaryzmy, w późniejszym czasie opis stosunku płciowego - chyba, gatunek bliżej nieokreślony, trochę humoru - chyba, dramatu i czegoś bliżej niezidentyfikowanego, czyli misz-masz gatunkowy.
Zapraszam do czytania.
*****
Wierzycie w miłość od pierwszego wejrzenia? Nie? No właśnie, ja też nie. Przynajmniej do tamtej chwili, kiedy go zobaczyłem, a świat zawalił mi się na głowę. Dosłownie runął w jednej chwili, kiedy nasze oczy się spotkały. Nigdy bym nawet nie marzył, że spotka mnie coś takiego. Tyle razy doświadczyłem już miłości, że zaczynałem w ogóle w nią wątpić. A tutaj, proszę, po prostu się stało. Nie było fajerwerków, motyli w brzuchu – od razu wszystko runęło, tak jak stało. Patrzyłem na niego i nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Świat nie chciał poskładać się w całość, a mnie nogi się uginały. Musiałem wyglądać dość żałośnie, gdy parsknąłeś cichym śmiechem. Wszystko, co zdążyło wrócić, ponownie runęło i to z łomotem, burząc przy okazji moją możliwość wypowiadania się w jakikolwiek sposób. Odjęło mi mowę, tak zwyczajnie.
- To mój brat, Nico – powiedziała moja siostra i dopiero wtedy zerknąłem na nią, a świat ponownie runął, nim się odbudował. Cholera! – Nico, to mój chłopak, Kazuma.
Czułem, jak ziemia zapada mi się pod nogami, i aż zawirowało mi w głowie. Siostra gadała od jakiegoś czasu o swoim wyśnionym księciu na białym koniu, ale nie spodziewałem się, że ten facet, wstrząśnie również moim światem! Głupia miłość przyszła niespodziewanie i siała spustoszenie. Stałem i gapiłem się na niego, na jego wyciągniętą w moją stronę rękę i błagałem, bym mógł już zbudzić się z tego koszmaru.
- No, Nico, przywitaj się – ponaglała mnie.
Drżącą dłonią, uścisnąłem jego i już wiedziałem, że moje błagania będą bezowocne, bo on był tak realistyczny, że chciało mi się płakać ze złości, rozpaczy, rozczarowania. Nie odezwałem się, tylko patrzyłem jak zahipnotyzowany. Przyjemne ciepło rozchodziło się po moim ciele w zawrotnym tempie, a kiedy puścił moją dłoń i spojrzał na moją siostrę, całe to ciepło jakby wyparowało. Poszli na górę, a ja odprowadzałem ich spojrzeniem. Moje życie tak do tej pory poukładane, teraz musiałem złożyć na nowo, niczym pojebane puzzle. Odechciało mi się wszystko. Już wyobrażałem sobie to, co mogą robić. Moje serce wyczyniało jakieś dzikie harce, a mózg krzyczał, że to facet nie dla mnie. Musiałem przyznać mu racje, choć tak bardzo tego nie chciałem. Dopiero go poznałem – chociaż się zbłaźniłem, ale to nic -, a już się zakochałem. Miłość jest jednak przereklamowana i to cholernie. Ten uroczy fakt, dotarł do mnie po raz enty. Ale tylko dzisiaj nabierał nowego znaczenia. Nie chciałem wcześniej dopuszczać do siebie tej myśli, kiedy kolejne moje związki padały, jak muchy. Wtedy to nie było to, co dzisiaj. Czułem się tak pierwszy raz i miałem ogromną nadzieję, że po raz ostatni. To był facet mojej siostry i musiałem to sobie zakodować, nawet brutalnie, jeśli zajdzie taka potrzeba. Miałem ochotę rwać włosy z głowy, kiedy wspominałem chwilę naszego spotkania. Siedziałem na kanapie i wpatrywałem się w telewizor, wyłączony telewizor, tak dla jasności. Książka była kuszącą opcją, ale wiedziałem, że moje skupienie dzisiaj to nie był dobry pomysł. Świat dalej leżał, jak rozsypana układanka, i za cholerę nie chciał wrócić, do swojego kształtu. Wdech, wydech, wdech, wydech, wdech, wydech. Nie działało nic, kompletnie. Musiałem wyglądać komicznie, kiedy tak bezsensownie wgapiałem się w czarny ekran. Ta chwila sprawiła, że robiłem się coraz bardziej żałosny, a myślałem, że już się nie da. Parsknąłem śmiechem, kiedy uświadomiłem sobie, jak żałosny teraz jestem. Jedna chwila potrafiła doprowadzić mnie to takiego stanu. Tego nie byłem w stanie pojąć, a świat ni cholery, nie składał się w całość. Miałem wrażenie, że co zaczynało wracać do normy, to te jego głupie oczy wracały i wwiercały mi się we wspomnienia, i wszystko rozpadało się w mig. Słyszałem, jak się ze mnie śmieją, słyszałem śmiech własnego, pojebanego życia. Aż brak mi słów, by to jakoś sobie ocenić. Teraz to już w ogóle zachowywałem się, jak jakaś zakochana dziewoja. Zaraz.. Dziewoja?! Boże, naprawdę było ze mną źle, skoro już widziałem w sobie podobieństwo do dziewczyny. Nie wróżyło to nic dobrego. Włączyłem telewizor i oddałem się, by durne programy, wyżarły mi mózg do reszty. Przynajmniej miałem chwilę spokoju i przestałem wspominać i odtwarzać na nową tamtą chwilę. Nico, naprawdę jesteś żałosny. Słyszałem, jak schodzili po schodach i świergotali, jak gołąbki. Zbierało mi się na wymioty.
- Rzygnę tęczą – burknąłem, kiedy spojrzałem w ich stronę. I przy okazji spaliłem pewnie niezłego buraka, bo zrozumiałem, że powiedziałem swoje myśli na głos. No Nico, nie ma co, postarałeś się.
Spojrzałem na siostrę, która niemal zionęła ogniem i pewnie gdybyśmy byli sami, już bym gryzł ziemię. Niezbyt fajna perspektywa. Ale skoro już zrobiłem z siebie głupka, to mogę robić dalej. Może i sam siebie zrażę do tego chłopaka, którego intensywnie złote oczy, - które NA PEWNO uzyskał, dzięki soczewką, nikt normalny nie mógł mieć takich oczu – wpatrywały się we mnie. Zadrżałem i wróciłem do poprzedniej pozycji, chociaż kątem oka, zdążyłem tylko zauważyć, jak unosi się kącik jego ust. On się uśmiechnął i to wstrząsnęło mnie dogłębnie. Teraz nie liczyło się nic, nawet dźwięk zatrzaskiwanych drzwi wejściowych, który powinien zwrócić moją uwagę. Ale nie zwrócił i to był mój kolejny błąd tego dnia.
Przykładałem właśnie ręcznik z kostkami lodu do głowy, bo siostra na niesamowitą siłę, jak ktoś jej nadepnie na odcisk. Szczęście, że nie miała niczego w ręce, bo mogłoby się skończyć różnie. Wkurzona dziewczyna, to nieobliczalna dziewczyna. Nigdy się nie nauczę tej prostej prawdy. Życie. Rozsypane niczym pierdolone puzzle, które nie układają się w żaden obrazek, ale wciąż życie. Siostra ma naprawdę siłę. Powinienem to zapamiętać, ale do jasne cholery, nigdy nie zakochałem się w facecie - ALE TO JAKIM FACECIE , najseksowniejszy grecki bóg przy nim to jakiś maszkaron – mojej siostry. Gorzej być nie mogło, przynajmniej tak się łudziłem.
Dni mijały jak z bicza strzelił, a Kazuma pojawiał się w naszym domu w każdej wolnej chwili. I co przychodził, to ja przeżywałem kolejne męki i najgorsze tortury. Uciekałem, jak tylko słyszałem dzwonek do drzwi. Świat się poskładał, chociaż nie tak idealnie, jakbym chciał. Musiałem się nieźle postarać, by ponownie nie runął, bo ten dziad, mega przystojny i seksowny dziad, właśnie stanął przede mną. Boże, Boże, Boże dopomóż! Cholera, zaczynałem wariować i czułem, że jeszcze chwila, a zacznę się ślinić. Naprawdę mało brakowało, bo moje ślinianki działały w tej chwili poza jakąkolwiek kontrolą. No mózg, ogarnij się, a serce weź skamieniej!
- Cześć – odezwał się pierwszy i chuj, wszystko poszło się jebać.
Serce wyrywało się z piersi, mózg całkowicie się wyłączył, za to penis działał na pełnych obrotach. Robiło się w spodniach coraz mniej miejsca. Niebezpieczna sytuacja. Nico, uspokój się, oddychaj. On się tylko odezwał i grzecznie przywitał, a ty się chuju ekscytujesz, jakbyś zdobył Mount Everest! Do budy kupo mięcha, żył, krwi i spermy! Wdech, wydech, wdech, wydech.
- Cześć – zdołałem wydukać, jak ostatnia sierota.
To facet siostry – odbijało mi się to echem w głowie, w każdym zakamarku zrujnowanego świata, ale jak na złość, ten fakt, nie chciał przejść do rzeczywistości.
- Siostra u siebie – warknąłem po chwili wspólnego milczenia.
Byłem tak wściekły, że pewnie się trząsłem. Zazdrość zżerała mnie od środka i byłem niemal pewien, że jeśli oni kiedykolwiek zrobią ze sobą coś więcej (Broń Boże ślub! NIE!) to zatruje im życie swoim jadem i nieokiełznaną miłością. Zacisnąłem dłonie w pięści i uśmiechnąłem się lekko. Penis jakoś lekko opadł, ha, potrafiłem go okiełznać. 1 dla Nico, 0 dla chuja. Tłumy szaleją. Nic tylko szaleć z radości. Olałem go i wróciłem do salonu. Kanapa i poduszka by się teraz jak najbardziej zdała, by mnie uciszyć. Chciałem krzyczeć i wyć zarazem. Moje życie to  jednak było pasmo porażek. Kazuma zreflektował się i poszedł za mną do salonu.
- Poczekam na nią na dole, z Tobą, jeśli mogę – powiedział.
Miałem głupie wrażenie, że specjalnie zaakcentował niektóre słowa. Serce znów świrowało pawiana i ani myślało przestać. Wzruszyłem ramionami, niezdolny do jakiegokolwiek słowa. Ten chłopak wywracał mój świat do góry nogami i zdawał się doskonale zdawać sobie z tego sprawę, bo właśnie uśmiechał się do mnie, tak kurewska wkurzająco, że mimo całej mojej pierwszowejrzeniowej miłości, chciałem mu zedrzeć ten uśmiech z mordy. Takie rzeczy doprowadzały mnie do furii, ale przecież o tym nie mógł wiedzieć. Nie znał mnie, choć bardzo bym chciał to zmienić, ale cóż, szczęście nie jest po mojej stronie. Jak to zwykle bywa. Nie odzywaliśmy się. Ja nie mogłem, bo to facet siostry i absolutnie nie wolno mi było, zakochiwać się w nim ciągle na nowo. Co było bardzo trudnym zadaniem, gdy pałętał się gdzieś w domu, między słowami, myślami. I za cholerę nie chciał przestać! Szlak!
*****
I to byłoby na tyle.
Pierwsza część za mną. Z kolejnymi pójdzie prawdopodobniej bardziej gładko.
Brak bety, błędy poprawiałam na bieżąco, ale mogą się znaleźć jakieś kwiatki, za co przepraszam. Jak coś znajdę, będę poprawiać.
Kolejna notka za jakiś czas na pewno, nie ma się o co martwić. Chcę wrzucać dwie notki miesięcznie, a potem zobaczymy jak to pójdzie dalej.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.

1 komentarz:

  1. Hej,
    początek jest bardzo niesamowity biedny to Nico tak cierpi, a nawet zwykłe słowa Kazumiego sprawiają, że zakochuje się bardziej...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń