Witam Was moje pysiaki ;).
Jak widać w końcu pojawia się nowa notka na nowym blogu. Jest trochę inna, niż poprzednie, ale mam nadzieję, że Wam się spodoba. Napisałam ją niedawno pod wpływem chwili i ło! Powstało oto to dzieło^^.
Może jak bardziej ogarnę ten serwer, to przeniosę notki tutaj wraz z komentarzami. Ale to pewnie trochę potrwa, nie jestem najlepsza w te klocki xD. Ale bloga na onecie nie usuwam, więc zawsze można tam wrócić^^.
Notkę dedykuję wspaniałej A, która pomogła mi z przenosinami i wszystkim, oraz zgodziła się zostać moją betą ;*.
Notkę dedykuję wspaniałej A, która pomogła mi z przenosinami i wszystkim, oraz zgodziła się zostać moją betą ;*.
A teraz zapraszam Was do czytanie ;*.
****
To
było dawno temu, chociaż niby szczęśliwi czasu nie liczą, prawda? Ja należę do
tych osób szczęśliwych, a jednak czas odmierzam wciąż. Ale skoro tak się mówi,
to może powinienem przestać? Właściwie to nie wiem. Jestem szczęśliwy, chociaż
wcale tego szczęścia nie odczuwam, praktycznie niczego nie czuję. Może zostałem
wyprany ze wszystkich emocji w ostatnim czasie. W sumie się nad tym
zastanawiam, bo jak mam wracać z roboty czy z uczelni do domu, to mnie krew
zalewa. Tak cholernie mi się nie chce, ale jednak wracam. Uśmiecham się
sztucznie, a od tego uśmiechu aż bolą mnie policzki. Taki robię wyszczerz, że
niby wszystko w porządku i w ogóle. Ale w sumie, jeśli mam być szczery – to nie
jest w porządku. Mam wspaniałego faceta, który przestał mnie interesować. Nawet
nie rozmawiamy ze sobą, nie sypiamy – bo śpimy w osobnych pokojach, nie jemy
nawet wspólnie posiłków. Ja pracuję i flaki sobie wypruwam by zarobić na chleb
i dom, a on na bezczelnego korzysta z moich ciężko zarobionych pieniędzy. Jest
leniwy i to mnie wpienia jak cholera! Zawsze mam ochotę mu wygarnąć, co myślę o
tym lenistwie, ale wtedy zazwyczaj braknie mi języka w gębie. Wtedy zapewne
przypominam rybę wyciągniętą z wody. Po prostu obraz nędzy i rozpaczy. Wzdycham
na samą myśl, kiedy mam wrócić. Ale co mam zrobić? Kocham go... Chociaż
ostatnio się nad tym zastanawiam. Miał wielkie perspektywy na przyszłość, a
kilka porażek zdołowało go tak, że nie stara się dalej. Wcześniej chodził na
rozmowy kwalifikacyjne, w Internecie szukał roboty, zanosił CV, ale nikt się
nie odezwał. A on ma wielkie ambicje, bo przecież nie będzie stał na kasie.
Rzygać mi się chce, jak o tym pomyślę. Pamiętam, że jak dostałem pracę,
cholernie się pokłóciliśmy. Nawet do tego stopnia był wściekły, że zabrał swoje
rzeczy, albo większość swoich rzeczy, i po prostu się wyniósł. Tak, wtedy to
przeżywałem, naprawdę. Jednak nie dzwoniłem do niego wcale. Cóż, po tygodniu,
jak było do przewidzenia – wrócił na kolanach błagając mnie, bym pozwolił mu
wrócić. Cóż, kochałem go, więc pozwoliłem. Wtedy wyglądał uroczo, tak
niewinnie. Nie kłóciliśmy się więcej, bo nie było sensu. Ja się wściekam, jak
przychodzę do domu i mam syf tak, że ręce mi się załamują, a on nic przez cały
dzień nie robi, prócz wylegiwania się na łóżku i oglądania meczy. Dobra,
rozumiem, ale do cholery, bez przesady. Oczywiście, że na mnie zostają
wszystkie obowiązki, w tym również wyprowadzanie naszego, mojego w sumie,
pupilka na dwór. Wróciwszy z pracy, widząc ten cały burdel na kółkach, wziąłem
smycz, zawołałem psinkę i wyszedłem, ostentacyjnie trzaskając drzwiami. Niech
wie, że jestem wkurzony i to jak diabli. Może coś zajarzy i ogarnie ten syf,
chociaż trochę. Burcząc pod nosem same najgorsze epitety, kieruję się do parku.
Tam będę miał chwile spokoju, a Nero sobie spokojnie pobiega. Cóż, przynajmniej
on na tym skorzysta. Spuściłem psa ze smyczy i tyle żem go widział. Sam
usiadłem na ławce ciężką wzdychając. Miałem dość, potrzebowałem do cholery
czegoś innego. Nie, nie, zdrada nie wchodziła w grę. Jedynie rozstanie, chociaż
nie wiem czy dałbym rade. 4 lata bycia razem, odcisnęło na mnie swoje piętno.
Cóż, muszę pomyśleć i przemyśleć wszystkie za i przeciw. Wtedy dojdę do jakiś
konkretnych wniosków. Nero przybiegł, trzymając w pysku kijka.
-
Co Nero, biegać ci się zachciało? - zaśmiałem się, biorąc patyka, którego pies
zostawił przy moich butach.
Zamachnąłem się i rzuciłem. I tak kilkanaście raz, aż nie usłyszałem głośnego „auuu”. Jakie znowu auu? Mój pies zaczął gadać? Ale przecież psy nie gadają? Mam omamy słuchowe.
- Uważaj, jak rzucasz – usłyszałem warknięcie ze strony, w którą chwilę wcześniej poleciał obśliniony patyk.
Uu, czyli mam cela i w ciemnościach nawet potrafię komuś przywalić. Tylko mogę sobie pogratulować, nikt tak nie potrafi.
- Przepraszam, nie zauważyłem cię – odpowiedziałem miło. Trzeba poudawać skruszonego, nie? Chociaż w sumie byłem skruszony, bo naprawdę go nie widziałem. Kto wieczorami, do parku bez świateł, ubiera się w ciemne rzeczy i na dodatek przesiaduje pod drzewami? Na pewno nikt normalny.
- No mam nadzieję.
Nie odpowiedziałem, bo niby co? Nie chciałem wdawać się w dyskusję. W pracy miałem ich wystarczająco, a w domu uprawiałem jedynie monolog. Fajny sport, koniecznie polecam. Nie daje żadnych skutków ubocznych, poza nerwicą i chęcią zabicia. Ale co tam, ważne, że monolog to też jakiś sport, nie?
- Twój pies?
A widzisz tu kogoś innego?
- Tak.
- Fajny.
Zamachnąłem się i rzuciłem. I tak kilkanaście raz, aż nie usłyszałem głośnego „auuu”. Jakie znowu auu? Mój pies zaczął gadać? Ale przecież psy nie gadają? Mam omamy słuchowe.
- Uważaj, jak rzucasz – usłyszałem warknięcie ze strony, w którą chwilę wcześniej poleciał obśliniony patyk.
Uu, czyli mam cela i w ciemnościach nawet potrafię komuś przywalić. Tylko mogę sobie pogratulować, nikt tak nie potrafi.
- Przepraszam, nie zauważyłem cię – odpowiedziałem miło. Trzeba poudawać skruszonego, nie? Chociaż w sumie byłem skruszony, bo naprawdę go nie widziałem. Kto wieczorami, do parku bez świateł, ubiera się w ciemne rzeczy i na dodatek przesiaduje pod drzewami? Na pewno nikt normalny.
- No mam nadzieję.
Nie odpowiedziałem, bo niby co? Nie chciałem wdawać się w dyskusję. W pracy miałem ich wystarczająco, a w domu uprawiałem jedynie monolog. Fajny sport, koniecznie polecam. Nie daje żadnych skutków ubocznych, poza nerwicą i chęcią zabicia. Ale co tam, ważne, że monolog to też jakiś sport, nie?
- Twój pies?
A widzisz tu kogoś innego?
- Tak.
- Fajny.
Wiadomo,
w końcu ma fajnego właściciela. Tak, trzeba się dowartościować
- Eee, dzięki.
- Wabi się jakoś?
Nie, co ty. Jest bezimienny.
- Nero.
- Fajne imię.
No pewnie, że fajne. Sam je wymyśliłem, to musiało być fajne. Ah, nie ma to jak moja skromność.
- Dzięki.
- A mogę poznać twoje?
Moje, co? Imię?
- Filip.
- Kacper, miło mi.
Nie ściemniaj. Pewnie potrzebujesz moich danych do donosu na policji.
- Mnie również. Nero, chodź do domu.
Tak, a Nero jak ten mały, paskudny zdrajca, zaczął latać na około Kacpra, ani myśląc iść do domu. No wiesz co, i ty psie przeciwko mnie? Westchnąłem i usiadłem na ławce. A co, nie będę przecież za nim latał nie? Jestem zmęczony po robocie, a i tak zaraz czeka mnie sprzątanie. Przyjemna perspektywa, nieprawdaż? Nic tylko chlasnąć się w łeb i to mocno. Cóż, jakoś tak skądinąd, zaczęła się rozmowa między mną, a Kacprem. Cóż, fajny facet, nie powiem. Znacznie ambitniejszy od tego mojego patentowanego lenia w domu. Jak się dowiedziałem, wynajmuje tutaj mieszkanie od 2 tygodniu, kończy magisterkę weekendowo i pracuje jako barman/kelner w jednym z barów. Cóż, nieźle. O mnie to się raczej dużo nie dowiedział, bowiem to ja zarzucałem go pytaniami, jak z karabinu maszynowego. Lubię wiedzieć o nowych osobach, wiele rzeczy. Potem zawsze coś może się przydać. Tak, jestem zły. Ale na serio, to żartuję. O sobie nie lubię mówić, dlatego odpowiadam na pytania raczej zdawkowo, nic konkretnego. Cenię swoją prywatność i moje życie. Na dworze spędziłem niemal 3 godziny. Nawet nie zauważyłem, jak ten czas szybko zleciał. To była naprawdę miła odmiana, odejście od mojej szarej i nudnej rzeczywistości. Było warto mieć cela, nie powiem. Oczywiście, jak wróciłem ze spacerku, wielka awantura się zaczęła, a skończyła się na tym, że zamknęliśmy się w swoich pokojach. Dzień, niemal jak co dzień łuhu. Nic tylko skończyć normalnie z mostu z tej radości.
Eh, kolejne tygodnie mojej udręki. Naprawdę mam coraz mniejszą ochotę na powrót do domu i przebywanie w jednym mieszkaniu z moim facetem, który cholernie działa mi na nerwy. Nie czuję do niego nic, poza niechęcią. Miłość już dawno wygasła i nie pozostało po niej nawet zgliszcza. Ale podjąłem decyzję, dzisiaj się rozstajemy i każe mu się wyprowadzić. Ha, sam z siebie się śmieję, a ludzie na ulicy dziwnie się na mnie patrzą. Pewnie myślą, że uciekłem z psychiatryka, ale się nie pomylili. Moje mieszkanie to niemal psychiatryk i więzienie w jednym, katorga! Wróciłem do domu szybciej i co zastałem? Oczywiście, że syf i to jeszcze większy niż wcześniej. Miarka się przebrała.
- Eee, dzięki.
- Wabi się jakoś?
Nie, co ty. Jest bezimienny.
- Nero.
- Fajne imię.
No pewnie, że fajne. Sam je wymyśliłem, to musiało być fajne. Ah, nie ma to jak moja skromność.
- Dzięki.
- A mogę poznać twoje?
Moje, co? Imię?
- Filip.
- Kacper, miło mi.
Nie ściemniaj. Pewnie potrzebujesz moich danych do donosu na policji.
- Mnie również. Nero, chodź do domu.
Tak, a Nero jak ten mały, paskudny zdrajca, zaczął latać na około Kacpra, ani myśląc iść do domu. No wiesz co, i ty psie przeciwko mnie? Westchnąłem i usiadłem na ławce. A co, nie będę przecież za nim latał nie? Jestem zmęczony po robocie, a i tak zaraz czeka mnie sprzątanie. Przyjemna perspektywa, nieprawdaż? Nic tylko chlasnąć się w łeb i to mocno. Cóż, jakoś tak skądinąd, zaczęła się rozmowa między mną, a Kacprem. Cóż, fajny facet, nie powiem. Znacznie ambitniejszy od tego mojego patentowanego lenia w domu. Jak się dowiedziałem, wynajmuje tutaj mieszkanie od 2 tygodniu, kończy magisterkę weekendowo i pracuje jako barman/kelner w jednym z barów. Cóż, nieźle. O mnie to się raczej dużo nie dowiedział, bowiem to ja zarzucałem go pytaniami, jak z karabinu maszynowego. Lubię wiedzieć o nowych osobach, wiele rzeczy. Potem zawsze coś może się przydać. Tak, jestem zły. Ale na serio, to żartuję. O sobie nie lubię mówić, dlatego odpowiadam na pytania raczej zdawkowo, nic konkretnego. Cenię swoją prywatność i moje życie. Na dworze spędziłem niemal 3 godziny. Nawet nie zauważyłem, jak ten czas szybko zleciał. To była naprawdę miła odmiana, odejście od mojej szarej i nudnej rzeczywistości. Było warto mieć cela, nie powiem. Oczywiście, jak wróciłem ze spacerku, wielka awantura się zaczęła, a skończyła się na tym, że zamknęliśmy się w swoich pokojach. Dzień, niemal jak co dzień łuhu. Nic tylko skończyć normalnie z mostu z tej radości.
Eh, kolejne tygodnie mojej udręki. Naprawdę mam coraz mniejszą ochotę na powrót do domu i przebywanie w jednym mieszkaniu z moim facetem, który cholernie działa mi na nerwy. Nie czuję do niego nic, poza niechęcią. Miłość już dawno wygasła i nie pozostało po niej nawet zgliszcza. Ale podjąłem decyzję, dzisiaj się rozstajemy i każe mu się wyprowadzić. Ha, sam z siebie się śmieję, a ludzie na ulicy dziwnie się na mnie patrzą. Pewnie myślą, że uciekłem z psychiatryka, ale się nie pomylili. Moje mieszkanie to niemal psychiatryk i więzienie w jednym, katorga! Wróciłem do domu szybciej i co zastałem? Oczywiście, że syf i to jeszcze większy niż wcześniej. Miarka się przebrała.
-
Wojtek!!!!!!!! – krzyknąłem, wchodząc do salonu, gdzie 'moja miłość' leżała
rozwalona na kanapie oglądając kolejny mecz pewnie z rzędu.
- Czemu tak się wydzierasz? - spytał zaskoczony.
- Muszę ci coś powiedzieć - zacząłem i wziąłem głęboki oddech na uspokojenie moich nerwów. Matko ręce mi się trzęsą. - Z nami koniec, do jutra ma cie tutaj nie być – powiedziałem na jednym oddechu.
Brawo Filip! Brawo. Przybiłem sobie mentalną piątkę. Mina Wojtka mówiła jedynie tyle, co 'nie rozumiem'.
- Z nami koniec! Masz się wyprowadzić, natychmiast – warknąłem.
Łał, Filip, jakiś ty agresywny. Tak, włączył mi się agresor. W końcu się do niego uwolnię i nie zamierzam nigdy wracać do tego etapu. Zmarnowałem ze 2 lata mojego życia, wspaniałego życia. Nikt mi tego nie zwróci. Wojtek z miną zbitego szczeniaczka, podniósł się z sofy i ruszył do swojego pokoju. Zaczął pakować swoje rzeczy, a ja mu towarzyszyłem. Właściwie to jedynie obserwowałem, czy aby na pewno to robi. Kiedy 2 walizki stały już spakowane, spojrzał na mnie z nadzieją. Pokiwałem przecząco głową i wyciągnąłem rękę przed siebie.
- Klucze.
Pęczek kilku kluczy wylądował na mojej ręce. Teraz będę miał pewność, że już tu nie wróci. O tak, niech znika z mojego życia. Odprowadziłem go do drzwi i zatrzasnąłem za nim, zamykając na wszystkie możliwe zamki. Nareszcie WOLNY!!!!!!!! Jak to pięknie brzmi.
Kolejne tygodnie były dla mnie wspaniałym okresem życia. Cały czas chodziłem z uśmiechem na twarzy i cieszyłem się z każdej drobnostki. Nawet jakieś sprzeczki w pracy dotyczące mojej osoby, przestały mnie interesować. Byłem wolny i to mnie cieszyło. Ale od jakiś 2 tygodni, spotyka się z Kacprem, kto wie co z tego wyjdzie. Chociaż w sumie mogłoby coś wyjść, bo jak się z nim widzę, to mam motylki w brzuchu. Nigdy nie odczuwałem czegoś takiego przy spotkaniach z Wojtkiem. A tutaj? Chodzę cały w skowronkach i gęba mi się cieszy. Chyba się zakochałem. Tak, zdecydowanie się zakochałem. Miałem w końcu kogoś na kim mogłem polegać, z kim mogłem pogadać, pośmiać się, wyjść do kina czy nawet z psem. A co najważniejsze, Kacper nie był leniem. To w nim ceniłem chyba najbardziej. Nienawidzę leni, to przeklęte pasożyty.
Tak, oficjalnie z Kacprem stanowimy parę, niemal parę idealną. Właściwie to już nawet mieszkamy ze sobą i jest nam niezmiernie dobrze. Cały czas się kochamy i nie mamy siebie dość. Wszystko robimy razem, dosłownie i w przenośni. Jest wspaniale. Teraz z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że szczęśliwi czasu nie liczą.
- Czemu tak się wydzierasz? - spytał zaskoczony.
- Muszę ci coś powiedzieć - zacząłem i wziąłem głęboki oddech na uspokojenie moich nerwów. Matko ręce mi się trzęsą. - Z nami koniec, do jutra ma cie tutaj nie być – powiedziałem na jednym oddechu.
Brawo Filip! Brawo. Przybiłem sobie mentalną piątkę. Mina Wojtka mówiła jedynie tyle, co 'nie rozumiem'.
- Z nami koniec! Masz się wyprowadzić, natychmiast – warknąłem.
Łał, Filip, jakiś ty agresywny. Tak, włączył mi się agresor. W końcu się do niego uwolnię i nie zamierzam nigdy wracać do tego etapu. Zmarnowałem ze 2 lata mojego życia, wspaniałego życia. Nikt mi tego nie zwróci. Wojtek z miną zbitego szczeniaczka, podniósł się z sofy i ruszył do swojego pokoju. Zaczął pakować swoje rzeczy, a ja mu towarzyszyłem. Właściwie to jedynie obserwowałem, czy aby na pewno to robi. Kiedy 2 walizki stały już spakowane, spojrzał na mnie z nadzieją. Pokiwałem przecząco głową i wyciągnąłem rękę przed siebie.
- Klucze.
Pęczek kilku kluczy wylądował na mojej ręce. Teraz będę miał pewność, że już tu nie wróci. O tak, niech znika z mojego życia. Odprowadziłem go do drzwi i zatrzasnąłem za nim, zamykając na wszystkie możliwe zamki. Nareszcie WOLNY!!!!!!!! Jak to pięknie brzmi.
Kolejne tygodnie były dla mnie wspaniałym okresem życia. Cały czas chodziłem z uśmiechem na twarzy i cieszyłem się z każdej drobnostki. Nawet jakieś sprzeczki w pracy dotyczące mojej osoby, przestały mnie interesować. Byłem wolny i to mnie cieszyło. Ale od jakiś 2 tygodni, spotyka się z Kacprem, kto wie co z tego wyjdzie. Chociaż w sumie mogłoby coś wyjść, bo jak się z nim widzę, to mam motylki w brzuchu. Nigdy nie odczuwałem czegoś takiego przy spotkaniach z Wojtkiem. A tutaj? Chodzę cały w skowronkach i gęba mi się cieszy. Chyba się zakochałem. Tak, zdecydowanie się zakochałem. Miałem w końcu kogoś na kim mogłem polegać, z kim mogłem pogadać, pośmiać się, wyjść do kina czy nawet z psem. A co najważniejsze, Kacper nie był leniem. To w nim ceniłem chyba najbardziej. Nienawidzę leni, to przeklęte pasożyty.
Tak, oficjalnie z Kacprem stanowimy parę, niemal parę idealną. Właściwie to już nawet mieszkamy ze sobą i jest nam niezmiernie dobrze. Cały czas się kochamy i nie mamy siebie dość. Wszystko robimy razem, dosłownie i w przenośni. Jest wspaniale. Teraz z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że szczęśliwi czasu nie liczą.
****
I to byłoby na tyle.
Krótkie, bo krótkie, ale mam nadzieję, że się Wam spodobało, chociaż troszeczkę.
Jeśli chcecie byś powiadamiani o nowych notkach, to piszcie do mnie na GG, podpisujcie się i na pewno dostaniecie powiadomienie ;).
Krótkie, bo krótkie, ale mam nadzieję, że się Wam spodobało, chociaż troszeczkę.
Jeśli chcecie byś powiadamiani o nowych notkach, to piszcie do mnie na GG, podpisujcie się i na pewno dostaniecie powiadomienie ;).
Wybaczcie błędy, jeśli jakieś się pojawią^^.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.
Haha wiesz.... liczyłam na inne zakończenie... ale całkiem niezłe :)
OdpowiedzUsuńCzarne tło można prosić? ;3
OdpowiedzUsuńHeja, lachonie kochany! ;*
Mnie się bardzo podobało! A już zwłaszcza rozmowa Filipa ze sobą, gdy odpowiadał na pytania Kacpra w myślach xD
Końcówka potoczyła się ciut za szybko, ale nawiązałaś do początku i normalnie kocham Cię ;e3
Akemisia!;*
UsuńCzarne tło na pewno będzie, jak się zorientuję, jak je zrobić ;P Póki co nie wiem jak xD
Ah, cieszę się, że się podobało :) Nawet nie wiesz jak ;3
Projekt - Dostosuj - Zaawansowane - Tło i masz tak "główne tło" ;3
UsuńZapraszam na rozdział ;3
Akemisia, albo ja taka głupia i ślepa, albo u mnie normalnie tego nie ma xD. Stawiam, że ja bardziej ślepa jestem :P Bo u mnie jest Strona i całe tło bloga zmienia się na czarne i nie wiem czy to, to >.< Nie lubię się nie znać na czymś xD
UsuńPewnie tło karty masz przezroczyste. Hm. Jak wchodzisz w ustawienia, to masz po lewej "Przegląd, posty, strony..." Cała taka kolumna. Obok masz ramkę ze swoim nagłówkiem, a pod tym "dostosuj". Wciskasz. Dalej... Zaawansowane (ostatnia opcja), Tła, i w tej opcji widzisz "Tło zewnętrzne", "Tło główne", "Tło nagłówka". Zmieniasz środkowe na czarny kolor. :D
UsuńZobacz, zobacz! Udało się :3 Teraz jest znacznie lepiej ;) Dziękuję Ci ;*
Usuń