Witam Was moje pysiaki ;).
Jak tam Wam mijają dzionki? U mnie na razie spokój, na uczelni też jakoś ujdzie, przynajmniej póki co, bo się nie długo okaże, czy będzie dalej tak znośnie, czy nie. Ale póki co jest nieźle.
Chcę już wolnego! Potrzebuję mentalnego kopa, by coś pisać. Ale jak widzicie, wzięłam się dzisiaj w garść i powstało oto to dzieło, które Wam prezentuję. Mnie się podoba, ale zależy od gustu. Zresztą zobaczycie sami, o co mi chodzi ;).
Zapraszam do czytania ;*.
*****
Zawsze
chciałem wiedzieć, dlaczego to ja mam tak źle w życiu. Fakt, może jestem
łobuzem, ale bez przesady, żeby wszystko co złe, spadało na mnie. Ale w końcu
ktoś musi być kozłem ofiarnym i spadło na mnie. Dlatego właściwie nie dziwię
się temu, że teraz siedzę na posterunku policji, bo podobnież włamałem się nie
tylko do sklepu, ale również do samochodu. No bez jaj, to jest jakiś nie fart.
Nawet tego dnia nie było mnie na mieście, a co dopiero w tej konkretnej dzielnicy
mojego miasta. Ktoś nakapował na mnie, że ‘niby’ mnie widział i tak oto
trafiłem już kolejny raz na komisariat. Mógłbym powiedzieć, że jestem tu stałym
bywalcem, a co! A to wdaję się w jakąś bójkę, a to jakieś akty wandalizmu, a to
jakieś napady i ustawki. Tego jest multum, ale tych konkretnych rzeczy nie
zrobiłem. Normalnie ktoś mnie wrabia i tyle. Ale kto uwierzy takiemu
kryminaliście, jakim jestem? No to jasne, że nikt. Nawet policjanci już mnie
skazali. Ale mnie to wisi – niech sobie robią co chcą, mam to w dupie. Jest mi
to obojętnie, co się ze mną stanie. Przynajmniej uwolnię się od tego ‘domu’, na
który inni patrzą z podziwem. A moja rodzinka wcale nie jest taka święta. Matka
– wielka pani domu, która nie umie nawet zrobić herbaty, bo spala garnek,
mająca wielu kochanków na koncie i ciągle ich przybywa, ojciec – wielki biznesmen i człowiek interesu,
a do tego też wielki polityk, który w domu przebywa jedynie w ważnych
spotkaniach, kiedy trzeba się pokazać, oczywiście również ma mnóstwo kochanek,
które są na jego skinienie. Braciszek – wielki pan sędzia, który tylko dzięki
władzy tatusia jest tam, gdzie jest, siostrzyczka – jedyna normalna z tej
porąbanej rodziny. Tak, jest się czym chwalić. Zbuntowany synek bogaczy, który
ma wszystko na skinienie palcem. Ale właściwie wisi mi to wszystko, ta kasa,
rozpoznawanie mojego nazwiska, mnie samego – jako tej czarnej owcy rodziny.
Nikt nie pomyśli, że właściwie to ja jestem ten jedyny normalny, no i jeszcze
siostra, która wyjechała z kraju, wyszła za mąż i odcięła się całkowicie od
tego bagna. Jedynie ze mną utrzymuje kontakt, i zawsze stara się mi pomóc. Nie
ma się co oszukiwać, ale tak naprawdę wiem dobrze, co to jest samotność i to
wielka samotność. Nigdy nie miałem takiego uczucia, jakim jest miłość, nawet
nie wiem jak się ją wyraża. Nie rozumiem tego wszystko, zostałem wychowany
przez niańki – co rusz zmieniające się, bowiem dawałem im w kość. Tak chciałem
jeszcze wówczas zwrócić uwagę rodziców na siebie. Ale oni mieli mnie głęboko w
dupie, jak zawsze. Byłem jedynie potrzebny do ładnej fotografii, do udawania
wspaniałej i kochającej się rodzinki podczas kampanii politycznych i różnego
rodzaju wywiadów, czy spotkań. Tak, jedynie po to były potrzebne moim rodzicom
dzieci, po nic innego. W końcu oni nawet nie umieją się na nami zająć, a jestem
prawie pewien, że nawet nie znają naszych imion. Wstyd i hańba. Jakby jakaś
strona plotkarska dowiedziała się o tym wszystkim, mój ojciec wraz z matką
dostaliby nieźle po dupie za to wszystko. Ale dostaje się im za każdym razem,
kiedy w jakiś szmatławcach pokazują się moje wyskoki, w których brałem udział.
Ojciec wyciąga mnie z kłopotów i na tym się wszystko kończy. Jeszcze rzuca na
odchodnym jedno zdanie, które pamiętam od małego: „Same kłopoty z tym
bachorem”. To się nazywa wielka, bezgraniczna rodzicielska miłość? Chyba
wszyscy znamy inne definicje tego uczucia, a właściwie, jakby na to inaczej
spojrzeć, to ja nie znam jej wcale. Z początku, gdy byłem jeszcze gówniarzem,
naprawdę chciałem zwrócić na siebie uwagę i robiłem wszystko, by choć raz nawet
dostać głupią karę – za którą nie przepadali moi rówieśnicy – za jakiś wyskok,
ale nigdy nawet nie było reprymendy za moje skandaliczne zachowanie. Więc dałem
sobie spokój, kiedy nic do nich nie dotarło. Byłem przecież zbędnym balastem,
którego trzeba wychować, posadzić na wysokim stołku i całkowicie wymazać jego
istnienie z pamięci. Je, żyć nie umierać po prostu. Nikt nie wiedział, jak mam
w domu. Wszyscy zazdrościli mi wielkiej chałupy, gdzie fajnie można było bawić
się w chowanego, czy inne dziecięce zabawy. Wiele miejsca, wiele radości. Ale
nikt do mnie nie przychodził, jedynie jakieś snoby, które uważały, że zabawa to
wielka strata czasu. Gówno prawda! Dzieci mają tą jedyną szansę, by się bawić,
potem w życiu nie ma tak kolorowo. Dorosłość jest przytłaczająca i to
masakrycznie. Ale co mogły wiedzieć bogate dzieciaki, którym zawsze wszystko
podstawiano pod nos? One gówno wiedziały o życiu, bo wszystko załatwiali
rodzice. Sam również byłem taki, póki nie poznałem moich dawnych znajomych.
Wpadłem w złe towarzystwo – które tak naprawdę otworzyło mi oczy na wiele spraw
– i stałem się taki, jakim jestem teraz. Zwykły zbój, którego trzeba wsadzić za
kratki, albo oddać do poprawczaka. Jestem za młody na więzienie, więc najprawdopodobniej
do osiągnięcia pełnoletności – czyli lat 21 – będę siedział w poprawczaku.
Zawsze to lepsze niż ta udawana miłość i radosny dom ze śmiechem dzieci w tle.
Cyrk na kółkach normalnie. Szkoda słów na to wszystko, po prostu brak mi już
sił na to wszystko. A teraz siedzę sobie w pokoju przesłuchań i czekam aż
łaskawie ktoś przylezie mi coś powiedzieć. Nie jestem takim debilem, by nie
wiedzieć, że za wielkim weneckim lustrem cały czas mnie obserwują. Żałosne
pały, które czekają na to aż się złamię i przyznam. Niedoczekanie ich! Nie będę
się przyznawał do rzeczy, których nie zrobiłem. Chociaż w sumie, to mnie
uwolniło by od tego domu i tych ludzi, ale dlaczego mam cierpieć ja? Zawsze to
muszę być ja? Żałosne, witaj moje zajebiste szczęście! Niech cię tylko dorwę,
to zabiję i łeb ukręcę, cholero jedna. Po kilkunastu minutach do pokoju wlazł
jakiś policjant ze srogą miną. Czyżby zabawa w złego i dobrego glinę? Haha, nie
rozśmieszajcie mnie, bo tylko się kompromitujecie. Doprawdy, śmiech na sali.
Koleś zaczął coś tam się wydzierać, prawie mną telepał, albo nawet telepał moim
krzesłem – ciężko było to ocenić, kiedy cały czas krążył na około mnie i
wlepiał we mnie swoje ślepia. Normalnie nie wierzę, że coś takiego teraz ma
miejsce. Uśmiechnąłem się lekko, a koleś uznał to najwyraźniej za kpiący
uśmiech, bo pchnął moje krzesło tak w tył, że w ułamku sekundy znalazłem się na
podłodze. Czyżby on myślał, że to na mnie działa? Że mam się czuć zmieszany i
przerażony? Mam się poddać? Żałosne. Jestem bardziej wykształcony niż wszyscy
myślą. W końcu, jak łobuz może być inteligentnym chłopakiem, skoro tylko robi
rozróby i ładuje się we wszelkiej maści kłopoty? A jednak może, i jestem tego
przykładem. Uczyłem się w domu sam, bo co miałem robić, kiedy byłem skazany sam
na siebie? Jedynie by zabić czas, mogłem sięgnąć po książki, więc jestem nieźle
oczytany i obeznany w wielu kwestiach. Już dawno przeczytałem wiele książek
psychologicznych i dobrze wiem, jak się na nie uodpornić. Nikt się tego nie
spodziewa po zwykłym kryminaliście, jak zwykli mnie nazywać. Mężczyzna,
wyraźnie zirytowany, opuścił pomieszczenie, a kilka sekund później do pokoju
wszedł inny, z lekkim uśmiechem, wyraźnie zadowolony. Czas na dobrego glinę?
Prychnąłem, kiedy usiadł przede mną i postawił na stole puszkę picia. Już dawno
podniosłem krzesło i siedziałem w swojej naturalnej, olewawczej pozie, która
wszystkich wkurzała. Wiem, jak grać ludziom na nerwach w każdy możliwy sposób.
Po prostu jestem już wprawiony we wszystko. Łobuz musi umieć wiele rzeczy, a
kryminalista ma je w jednym paluszku. A że jestem jednym i drugim, to mam
wszystko obcykane. Koleś przymilał się jak mógł, częstował śmieciowym żarciem,
które przyniósł, fajkami. Skusiłem się jedynie na fajkę, którą od razu
odpaliłem i zaciągnąłem się mocno. Trzymałem dość długo dym w płucach,
przechyliłem się przez stół i dmuchnąłem mężczyźnie prosto w twarz. Z
zadowolonym uśmiechem wróciłem na swoje miejsca, a koleś ledwo utrzymał ręce
przy sobie i niemal zgryzając wargi do krwi, wyszedł z pomieszczenia. Gra skończona?
A szkoda, chciałem się jeszcze pobawić. Zostałem zatrzymany na 48 i siedziałem
w śmierdzącej celi wraz z jakimiś innymi bandziorami, których znałem z
widzenia. I oni znali mnie. Rozegrała się mała bójka, kiedy strażnicy gdzieś
poleźli. Wylądowałem z podbitym okiem, rozwaloną wargą i rozciętym łukiem
brwiowym. Koleś, z którym się biłem, też nieźle oberwał, chyba miał złamany
nos, bo trochę mu spuchł. Trzeba jakoś zdobyć szacunek ludzi, którzy uważali,
że jestem rozpieszczonym synem bogacza i pewnie jestem bezbronny. Może i nie
wyglądam na jakiegoś pakera napakowanego testosteronem i odżywkami, ale swoje
wyrobione mięśnie mam. By wyładować wściekłość szedłem na siłownię. A że miałem
ją w piwnicy – pomysł matki na rozładowanie złej energii i wciąż wyglądanie
niczym nastolatka – a jedynie ja codziennie z niej korzystałem. Matka
sporadycznie, kiedy miała chwilę wolnego czasu, gdy nie spotykała się ze swoimi
przygłupimi psiapsiółkami. Głupszych bab, to chyba świat nie widział. Kto
normalny mógł napierdzielać przez kilka godzin o kosmetykach, albo źle dobranej
sukience tej czy tamtej kobity? No chyba nikt normalny. A że one miały zawsze i
wiecznie kupę czasu wolnego, to kręciły się na bankietach, balach
charytatywnych, by się pokazać i mieć na później – przynajmniej na 2, 3 dni –
kogo obgadać. Potem wybierały sobie kolejną ofiarę i tak co jakiś czas.
Przebrzydłe harpie! Aż mnie wstręt ogarnia na samą myśl, że jedną z nich jest
moja matka. Albo inaczej, kobieta, która mnie jedynie urodziła. Bo przecież ona
nie była matką, przynajmniej nie dla mnie. Na takich głupich myślach, spędziłem
całą noc tutaj. Potem spotkałem się z moim kuratorem, który nie był zadowolony
z mojego pobytu tutaj. Jedynie ta kobieta, tak naprawdę przejmowała się moim
losem, zawsze chciała dla mnie dobrze. Ale nie zawsze mogła coś wskórać. Nie
zmienia to faktu, że była dla mnie miła przez cały czas sprawowania pieczy nade
mną, czyli już jakieś 2 lata. Tak, bo dostałem ją, kiedy miałem 13lat, za jakąś
rozróbę. Oczywiście i tym razem nie mogła nic wskórać, ojciec wpłacił kaucję i
wyszedłem wieczorem na wolność. Kiedy dotarłem do domu oczywiście usłyszałem
jedyne zdanie, jakim mnie zawsze obdarzał. Poszedłem do pokoju. Za kilka
tygodni miała odbyć się moja rozprawa sądowa i do tego czasu miałem się nie
pakować w żadne gówno. Przynajmniej o to prosiła moja kuratorka, więc miałem
się postarać by być grzeczny, albo nie dać się złapać. Byłem już tak obeznany,
że nie dam się złapać i nakryć. Późnym wieczorem ubrałem się i czmychnąłem
przez balkon na dwór. Spotkałem się ze znajomymi na naszej miejscówce i zaczęła
się ostra balanga. Alkohol lał się strumieniami, fajki, dziewczyny dawały dupy
każdemu, kto tylko chciał, narkotyki. Dosłownie wszystko co można było zdobyć.
Ja piłem i paliłem, od narkotyków trzymałem się z daleka. Chociaż kilka razy
próbowałem kreski, ale to nie dla mnie. Paskudztwo, niby fajna faza, ale to nie
to samo, bo potem urywał mi się film i cholera wie co mogłem zmalować. Jedynie
od czasu do czasu ekstazy czy LSD, ale nie brałem tego nałogowo. Wtedy tak
myślałem, ale teraz? Teraz zacząłem brać, co tylko nawinęło się pod rękę,
chociaż starałem się nie wciągać i nie dawać w żyłę, jedynie LSD albo ekstazy –
bez tego nie mogłem się już obejść. Sam nie wiem co się potem działo, dosłownie
urywał mi się film i albo lądowałem gdzieś na przystanku zarzygany, albo nawet
udawało mi się dostać do domu, albo wytrzeźwiałka. Na dłuższą metę to się nie
sprawdzało, więc odsunąłem się od tego wszystkiego i przesiadywałem całymi
dniami w domu. Oglądałem filmy, paliłem, piłem, grałem w gry, spałem, jadłem –
i tak samo w kółko, każdego dnia, aż do procesu, na który de facto nie
poszedłem, bo mi się nie chciało. Zalałem się w trupa i nie wstałem, a moi
rodzice mieli to w dupie czy pojawię się czy nie. Nawet kuratorka przyszła do
mnie, albo byłem w stanie takiego upojenia alkoholowego, że nawet nie
słyszałem, jak dzwonił mój telefon czy dobijała się do drzwi posiadłości. Rano
zazwyczaj nikogo nie było, więc nikt jej nie otworzył. Dopiero kiedy wstałem i
zobaczyłem, która jest godzina, lekko się zaciąłem. Zadzwoniłem do kuratorki i uzyskałem
potrzebne mi wiadomości. Witaj poprawczak. Sędzia uznał, że skoro nadzór
kuratora nie jest w stanie na mnie wpłynąć, to jedynie poprawczak może mnie
naprostować, jeśli da radę. Byłem przecież wysoce zdemoralizowany. Miałem się
tam pojawić następnego dnia, w obstawie policji, jak wielki bandyta. Zaśmiałem
się do telefonu, kiedy to usłyszałem. Byłem nawet zadowolony, że tak się
wszystko potoczyło, bo z tego wszystkiego wyniosłem naukę – zostawię dom i
uwolnię się od tego cholernego nazwiska. Nazajutrz w asyście policji pojawiłem
się przed zakładem poprawczym, miałem ochotę wybuchnąć śmiechem. Wszystkie
formalności zostały załatwione i zostałem zaprowadzony do swojego pokoju. Moja
kurator postarała się o jednoosobowy pokój póki co. Jak będę gotowy, to miałem
przejść do wieloosobowych. Chyba nigdy nie będę na to gotowy. Policja zmyła się
dość szybko, a jak zostałem tam sam, w tym obskurnym pokoju, gdzie właściwie
znajdowało się łóżko, jakaś spróchniała szafka i dość spora szafa, gdzie mogły
się zmieścić moje niemal wszystkie rzeczy, które ze sobą zabrałem. Byłem
zadowolony z tego wszystkiego, bo to było coś innego. Tutaj mogłem pokazać,
jaki naprawdę jestem, a nie udawać. Skończyło się udawanie, skończyło się
wszystko. W końcu byłem wolny, chociaż była to wolność wielce ograniczona, ale
zawsze to jakaś odmiana wolności. Jak się mogłem spodziewać, ojciec wyrzekł się
mnie, oświadczając publicznie, że nie ma już najmłodszego syna. Dopiąłem swego
i w końcu mnie zauważył. Co prawda za późno, by wszystko naprawić, ale byłem
zadowolony z tego faktu. Nikt nie będzie mnie kojarzył z tym pajacem. Jak tylko
opuszczę to miejsce, to wyniosę się stąd na dobre. Zmienię nazwisko i wszystko
zacznę od początku. W końcu zaznam szczęścia i nauczę się odczuwać uczucia
normalnie, a nie w ten wypaczony sposób, jak do tej pory. Poprawczak, to było
miejsce do resocjalizacji takich jak ja, chociaż rzadko kiedy udawało się komuś
wyjść na prostą, po pobycie tutaj. Nie twierdzę, że nikomu się to nie udało,
ale zawsze była możliwość powrotu do placówki, bądź do więzienia – zależy co
się zrobiło. Niektórzy lądowali w więzieniach, a niektórym życie zaczynało się
po raz drugi. Znam kilka takich przypadków, gdzie zaczęli wszystko od początku.
Ale mnie ten ośrodek całkowicie zmienił. Może zacznę od tego, że było to
miejsce, gdzie umieszczano tam osoby wysoce zdemoralizowane, czyli właściwie
samych chłopaków, którzy mieli nierówno pod sufitem – włączając w to również
mnie. Ośrodek znajdował się na odludziu, praktycznie tak daleko, byśmy nie
mieli kontaktu z osobami zewnątrz. Na lekcje przychodzili do nas
wyspecjalizowanie nauczyciele, którzy uczyli nas w grupach, grupy te miały
najwyżej po 7, 8 osób, by mogli sobie z nami poradzić. Oczywiście lekcje nie
były normalne, bo jak normalne mogą być w takim miejscu? Na takich zajęciach,
nauczyciele mają w dupie, czy się czegoś nauczysz czy nie. Ty również masz to
gdzieś i wisi ci to wszystko. Chodziłeś, albo nie chodziłeś – twoja sprawa. Zajęcia
były normalne, jak w szkole, oczywiście również takie, które przygotowywały nas
do konkretnych zawodów. Każdy mógł sobie wybrać zawód z oferowanych w szkole. Ja
na przykład wybrałem sobie piekarz-cukiernik. Uznałem, że to zawsze będzie
potrzebne, dlatego codziennie miałem praktyki w kuchni, gdzie pomagałem w
pieczeniu ciast na podwieczorki, czy też piekliśmy bułki czy chleb. Kuchnia
była zaopatrzona w takie piece, więc spokojnie mogliśmy to robić, oczywiście
pod nadzorem. Praktyki zazwyczaj były pod ścisłą opieką w cukierniach lub
piekarniach, gdzieś niedaleko, by można było nas dowieźć. Były również zajęcia
artystyczne, gdzie był obowiązek uczestniczenia. Więc chcąc nie chcąc, każdy
musiał na takowe uczęszczać. Ale nie było zawsze tak pięknie, często zdarzały
się kłótnie, spięcia, czy bójki, w których niemal wszyscy brali udział. Rzecz
jasna całą pieczę nad młodszymi sprawowali ci starsi rokiem, czyli innymi słowy
siedzący dłużej w poprawczaku. Wykorzystywanie było na każdym kroku, a
niesubordynacja nieźle karana. Kilka razy się przeciwstawiłem i dokładnie
pamiętam, jakie dostałem wciry. Byłem cały poobijany, bo napadło na mnie chyba
z pięciu, rosłych kolesi. Do tej pory pamiętam ten ból. Nawet największemu
wrogowi tego nie życzę takiego doświadczenia bólowego, bo to było straszne.
Wszyscy nowi mieli przerąbane. Sam to przeżyłem i nie wspominam tego okresu do
najlepszych. Wsadzanie głowy do kibla i spuszczanie wody, to była najmilsza
rzecz, jaka mnie wówczas spotkała. Wszystko zależało od pomysłów starszych, a
oni mieli naprawdę wielką wyobraźnię, jeśli chodzi o nowych. Trzeba na wszystko
uważać, bo wychodzisz do kibla, a niektóre twoje rzeczy potrafią rozpłynąć się
w powietrzu, dosłownie. Nigdy więcej ich nie zobaczysz. A jak zobaczysz, to
raczej się nie odzywasz, bo możesz oberwać. Mało to się słyszało o takich
wypadkach, bo nikt nigdy nie odważył się tego powiedzieć na głos. Dokładnie
pamiętam jedną taką sytuację, która całkowicie zmieniła mój stosunek do życia.
Była chyba środa, nie poszedłem na zajęcia, bo mi się nie chciało. Udało mi się
schować przed kontrolerem i miałem spokój przez cały dzień. Szwendałem się po ośrodku
bez celu, albo siedziałem w pokoju. Jakoś przed południem w moim pokoju – który
wciąż dzieliłem sam – pojawiło się kilku tych starszych, których wszyscy się
bali. Łącznie ze mną, chociaż nie chciałem tego okazywać. Wtedy naprawdę się
bałem, jednak moje zachowanie wcale tego nie zdradzało. Byłem spokojny i
opanowany, a oni patrzyli na mnie tak obleśnie, jak nigdy nikt wcześniej.
Przerażenie owładnęło moim ciałem, kiedy zaczęli do mnie podchodzić. Było ich
pięciu, więc dwóch chwyciło mnie za ręce, dwóch za nogi, w ten sposób
całkowicie mnie unieruchamiając. Ten piąty, którego kojarzyłem jedynie z tego,
że był tutaj najważniejszy z tych najważniejszych, bowiem najdłużej tu
siedział, zaczął mnie rozbierać. Nie, nie robił tego z jakąś czułością, po
prostu zdarł ze mnie koszulę, jakoś przy pomocy swoich kolesi zdjął ze mnie
spodnie wraz z bielizną i bezczelnie zaczął sobie walić konia, patrząc na mnie.
Jakie to było obrzydliwe. Zacząłem krzyczeć, ale szybko zostałem uciszony,
przez moją własną bluzkę, którą wsadzili mi do ust. Doznałem tego niemiłego
odruchu wymiotnego, kiedy coś za daleko wchodzi do gardła. Paskudne uczucie, a
bezradne obserwowanie, jak on to robił, patrząc na mnie, doprowadzało mnie do
furii. Szarpałem się i szarpałem, ale to nic nie działało, bowiem oni byli zbyt
silni i ja sam na takich 4 nie miałem możliwości żadnego ruchu. Naiwnie
wierzyłem, że koleś zwali sobie i zostawia mnie w spokoju. Jakże moje nadzieje
okazały się złudne. Kiedy był już dość pobudzony, moje ciało bez mojej wiedzy
uniosło się, a właściwie, moje nogi zostały postawione tak, że biodra uniosły
się do góry, tym samym mój tyłek był idealnie widoczny. Spojrzałem na kolesia,
który przejechał jęzorem po wargach spoglądając w to strategiczne miejsce.
Domyślałem się, że do tego dojdzie. Kilka sekund później poczułem rozdzierający
ból, którego nie jestem w stanie opisać. Czułem się tak, jakby moje ciało
zostało rozerwane na małe kawałeczki i do tego posypane jeszcze solą. Chłopak
wszedł we mnie bez zbędnych ceregieli i ucztował sobie, bo sapał jak debil.
Wciąż pamiętam to przeklęte sapanie i jęczenie, które czasami prześladuje mnie
wciąż w nocy, w sennych koszmarach. Pamiętam jego obleśny uśmiech i zadowoloną
mordę, kiedy poruszał się gwałtownie, rozdzierając mnie coraz bardziej. Czułem,
jak coś ze mnie wypływa, więc domyśliłem się, że to nie może być sperma, bo
koleś dalej się wił. To musiała być moja krew. Trudno się dziwić, kiedy taki
wielki członek wdarł się do mojego wnętrza. Miałem łzy w oczach i zgryzałem
bluzkę, czując, że zaraz ją przegryzę. Wtedy mógłbym krzyczeć, chociaż
wiedziałem, że pewnie nic by to nie dało. Moje ciało wygięło się w lekki łuk,
kiedy poczułem bolesne uderzenie w prostatę. Nie było to przyjemne dla mnie –
chociaż w innych okolicznościach, kto wie, co bym czuł -, ale dla niego
zapewne, bo widząc reakcję mojego ciała, zadowolenie na jego mordzie tylko się
powiększyło. Kilkanaście razy uderzył w to samo miejsce z większą mocą i
doszedł, lekko opadając na mnie. Myślałem, że to się skończyło, ale byłem w
błędzie. Teraz kolejny koleś zaczął mnie posuwać, a mój umysł całkowicie się
wyłączył. Byłem jak bezwolna marionetka w rękach lalkarza. Do uszu docierały mi
odgłosy, których nie chciałem słyszeć i pamiętać, ale wbrew sobie słyszałem je
wciąż i wciąż od nowa. Kiedy wyjęto mi bluzkę z ust chciałem krzyczeć, ale głos
uwiązł mi w gardle. Miałem tam wielką kluchę, której nie mogłem przebić, ani
przełknąć. Straszne uczucie. Naprawdę sądziłem, że gorzej być nie może? A
jednak może. Każdy po kolei mnie posuwał, do tego również posuwali moje usta.
Jednego nawet ugryzłem, to tak dostałem po mordzie, że pokazały mi się gwiazdki
i miałem totalne zamroczenie przez jakiś czas. Chciałem umrzeć w tym momencie,
ale jak na złość, śmierć nie przychodziła, nie chciała mnie zabrać w swoje
ramiona. Wtedy przypomniałem sobie jeden fragment, który tylko wtedy wpadł mi
do głowy, ale teraz nie jestem w stanie tego powtórzyć. Błagałem wtedy o
śmierć. To było moje marzenie w tamtej chwili, ale nie udało mi się. Nie było
mi to dane. Wszystko trwało multum czasu, a ja miałem wrażenie, że tak naprawdę
minęła wieczność. Straciłem całkowicie poczucie czasu, a mój umysł przestał
rejestrować wszelkie obrazy. Nie czułem nic, a mój mózg objęła czarna mgła. Tak
wymarzona i utęskniona. Kiedy powróciłem do rzeczywistości byłem oblepiony
spermą, miałem jej smak w ustach, a z łóżka nie mogłem się podnieść. Wszystko
mnie bolało, co oznaczało, że nieźle sobie poczynali z moim ciałem, kiedy ja
odleciałem. Byłem w stanie jedynie przewrócić się trochę na bok i przez ramie
spojrzałem na zakrwawioną pościel. Nie myliłem się, rozerwali nie tylko moje
ciało, ale moją duszę. Po tylu latach, bo wciąż budzi we mnie odrazę i niesmak,
a wspomnienia tamtego dnia ciągle wracają, zwłaszcza dlatego, że to był
pierwszy gwałt. Potem były kolejne i kolejne, przestałem liczyć to wszystko.
Przestałem wierzyć w normalnych ludzi. W końcu wylądowałem w psychiatryku, bo
chciałem popełnić samobójstwo. Z biegiem lat wiem, że to był błąd. Ale wtedy
czułem, że muszę, inaczej nie będę mógł żyć, gdyż czułem się brudny. Nie miałem
się komu zwierzyć, wszystkie rozmowy były kontrolowane, a jakby dyrektor
dowiedział się o tych incydentach, miałbym przejebane jeszcze bardziej. A tego
nie chciałem, wystarczająco czułem się poniżony, zniewolony, zgnieciony. Byłem
zabawką, na każde skinienie. Zrobili sobie ze mnie dziwkę, a ja nie miałem siły
protestować. A tak bardzo chciałem. Śmierć była jedynym wybawieniem, ale udało
im się mnie uratować. Teraz jestem zadowolony z tego faktu, bowiem ułożyłem sobie
życie. Co prawda zajęło mi wiele lat zaakceptowanie siebie, wiele lat terapii i
spotkań z psychologiem, który pomógł mi zaakceptować swoje ciało i nauczył żyć
na nowo. Otworzyłem się na świat, wyjechałem z kraju i w innym znalazłem tego
czego szukałem. Znalazłem miłość na śmierć i życie. Jesteśmy razem już prawie 5
lat i jestem pewien, że będzie tego więcej. On wie wszystko, co mi się
wydarzyło. Zaufałem mu jak nikomu innemu, a on pomógł mi swoim zrozumieniem i
uczuciem, którym mnie obdarzył. Nie brzydził się mną i na nasz pierwszy raz
czekał, aż będę gotów. A to było wspaniałe przeżycie móc zrobić to z osobą,
którą się kocha, nie czując do siebie odrazy i obrzydzenia. To było wspaniałe,
wszystko wspaniale się potoczyło. Wpierw romantyczna kolacja u nas w domu, a
potem już poszło z górki. Namiętne pocałunki, których nie było końca, mnóstwo
pieszczot, tych delikatnych, ale również i tych mocniejszych, szał ciał
namiętności, wielkie uczucie i przelanie tego w drugie ciało. To był idealny
seks – zresztą, jak każdy z moim chłopakiem. Ale ten pierwszy przysłonił
wszystko co złe, zabrał mnie do nieba i nie chcę wrócić już na ziemię. Tam jest
mi dobrze. A my wciąż i wciąż się kochamy, nie mając siebie dość. Nigdy już nie
będziemy mieli dość, a stare czasy zostawiłem zamknięte daleko, daleko w mojej
głowie. Okute łańcuchami, nigdy nie wyjdą na wierzch. Już ja tego dopilnuję.
*****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że Wam się spodobało, bo mnie się niezmiernie podoba. Nie wierzyłam, że będę w stanie coś takiego napisać i to jeszcze w pierwszej osobie - co wychodzi mi naprawdę kiepsko. A tu proszę, wyszło idealnie. Tak, jak chciałam, czyli idealnie - od początku do końca.
Dziękuję za sprawdzenie ;*.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.
Hej hej... Bardzo dawno mnie u ciebie nie było... Naprawdę bardzo dawno. Też jestem wkurzona na tą durną odsłonę onetu. Chciałam poprzypominać sobie twoje starsze opowiadania, i nie mogę a bardzo za nimi tęsknie :( i za tymi komentarzami które ci pod nimi zostawiałam :). Mam nadzieję, że jakoś uda ci się poprzenosić te opowiadanka. Szczególnei tęsknię za tym, od którego wszystko się zaczęło. Nie pamiętam tutułu niestety, ale to było o tym mafiozie co musiał zabić swojego kochanka. Jakie to było wzruszające. Tęsknię też za innymi opowiadaniami. Obiecuję ci, że wezmę się ostro za nadrabianie w czytaniu.
OdpowiedzUsuńNaprawdę świetnie Ci to wyszło. Tak płynnie, tak dokładnie. Historia powoli rozwijała się, ukazując nowe etapy życia głównego bohatera. I nawet to, że nie znam jego imienia, nie przeszkadzało, ba! Nawet nie zauważyłam tego! xD Po prostu czytałam, czytałam, czytałam. A to robiło się niezwykle szybko. No i etap końcowy z ukochanym i to, że on czekał... Mmmm ;3
OdpowiedzUsuńZapraszam na rozdział. ;P
OdpowiedzUsuńNotka cuuudna, tak jak reszta ^^ Kolejne opowiadanka również będą wspaniałe. Podobała mi się chyba najbardziej końcówka z ukochanym :3 Pisz, pisz bo jestem ciekawa co twoja główka wymyśli ^^
OdpowiedzUsuńZapraszam na one shota xD
OdpowiedzUsuńBradzo udana notka, very very. Czekam na twoje dalsze gryzmoły ^^ xd
OdpowiedzUsuńdodaje cie do linków
http://something-like-yaoi.blogspot.com/
Zapraszam na rozdział. xD
OdpowiedzUsuńnotka po prostu boska, acz miałabym do ciebie prośbe spróbuj choć co jakiś czas oddzielić fragment tekstu enterem , jak wszystko zlane jest w jedną wielką masę , nawet jeśli tekst jest ciekawy jak diabli, oczy za szybko się męczą i aż nie ma się ochoty dalej czytać .. a to wielka strata gdyż naprawdę piszesz wspaniale
OdpowiedzUsuńJasne, następnym razem na pewno oddzielę tekst. Sama widziałam, że ciężko się czyta, ale jakoś o tym nie pomyślałam, by zostawiać jakiś odstęp. Następnym razem się poprawię, na pewno ;)
UsuńA i wielkie dziękuję za miłe słowa. Wiele dla mnie znaczą ;)
tych miłych słów na pewno będzie więcej, ponieważ wspaniale piszesz :D jak chcesz możesz odwiedzieć też mnie http://opowiadania-yaoi-elizabeth.blogspot.com/ , a tak poza tym życzę dużo dużo weny bo o tym wcześniej zapomniałam :D
OdpowiedzUsuńO jej, miło mi to słyszeć ;) A odwiedzę Twojego bloga na pewno, nawet - jeśli nie masz nic przeciwko - dodam go do linków ;) O tak, wena zdecydowanie się przyda, na pewno! :D
Usuń