16 maj 2013

Nowe Życie.

Witam Was moje Myszki! ;)
Tak, nie było mnie ponad miesiąc, ale zaczęły mi się zaliczenia na studiach i mój wolny czas muszę poświęcać nauce, chcąc nie chcąc - bardziej nie chcąc. Gorący okres, niestety, ale trzeba to znieść.
Ale zmobilizowałam siły i napisałam tą oto notkę.
Jest to DRUGA część poprzedniej notki, czyli "Nieba po Piekle". Mam nadzieję, że udało mi się wszystko uwiecznić i będziecie zadowoleni, tak jak ja^^.
Zapraszam Was do czytania ;*.
*****
Właściwie, to nic mojemu życiu nie mogę zarzucić. Jestem normalnym chłopakiem ze zwykłymi problemami, uczuciami, przelotnymi miłostkami i romansami. Nie specjalnie też przepadam za imprezami i wszystkimi ‘akcjami’, które mogą się tam wydarzyć. Więc, podsumowując, moje życie jest zwykłe, jak każdego innego w moim wieku. Za dzieciaka nie miałem problemów z niczym, no poza nauką – którą nie specjalnie lubiłem. Z rodzicami dogadywałem się nieźle, mogę nawet powiedzieć, że niemal wybornie. Ja nie sprawiałem problemów, to i oni zbytnio mnie nie ograniczali. Oczywiście były sytuacje, kiedy miałem ochotę wyjść i trzasnąć drzwiami, a do tego domu nigdy nie wracać. Mieszkałem z rodzicami na przedmieściach miasta, w małym domku z ogródkiem. Do tej pory pamiętam, jak wyglądał. Nie był duży z zewnątrz, był w kolorze złotego piasku, ogrodzony jasnym, drewnianym płotem. W środku było naprawdę wiele miejsca. Moi rodzice potrafili zagospodarować każdą przestrzeń, więc wewnątrz dom mógł wydawać się znacznie większy, niż faktycznie był. Na dole był pokój gościnny, kuchnia, jadalnia salon, łazienka z prysznicem, jakiś mały pokój, w którym często przesiadywałem z kolegami i bawiłem się w najlepsze, oraz spiżarnia. Na piętrze były cztery pokoje, łazienka z wanną – z której najczęściej korzystałem, wanna to wanna, oraz dość spora garderoba. Więc mimo wszystko mój dom był nawet spory, patrząc z perspektywy czasu. Pamiętam, że w ogrodzie było zawsze mnóstwo kwiatów, za którymi przepadała i które pielęgnowała moja mama, mała chałupka wybudowana specjalnie dla ojca, by mógł sobie pomajsterkować, a on to bardzo lubił. Oczywiście jeszcze jakiś mały warzywniak i drzewka owocowe. Przypominam sobie, jak często przesiadywałem pod drzewkami czekając, aż spadnie na mnie jakiś owoc. Co prawdą bolało, ale trzeba było się przekonać na własnej skórze, czy słowa rodziców będą prawdą.

Żeby nie było, nie jestem jedynakiem. Mam młodszą siostrę, którą naprawdę kocham, ale mamy bardzo sporadyczny kontakt. Mieszka na drugim końcu kraju i nie specjalnie się widujemy. Chociaż dość często rozmawiamy przez Skype, bądź inne komunikatory, telefon, więc teoretycznie kontakt mamy. Nie jest taki, jaki bym chciał, więc face to face, ale to co mam, to zawsze coś. Siostra często przekonywała mnie, bym się przeprowadził gdzieś bliżej, ale jest mi tu dobrze, nawet bardzo dobrze, więc nie było sensu na przeprowadzki. Właściwie we wcześniejszych latach, bardzo często się przeprowadzałem, chociaż, jeśli mam być szczery, to praktycznie nie miałem stałego miejsca zamieszkania, wszędzie byłem po trochu.

Podróżowałem po całym kraju, a nawet świecie, odwiedzając jego najpiękniejsze i najbrzydsze miejsca. Pracowałem dorywczo gdzie się tylko dało, by zarobić na moje podróże. W moją pierwszą podróż wyruszyłem zaraz po skończeniu studiów. Uznałem, że czas w końcu pozwiedzać trochę świata. W końcu ma wiele tajemnic, które chciałem poznać. Intrygowało mnie to wszystko, co mogę zobaczyć, co doświadczyć i co przeżyć. Byłem od zawsze ciekawy dzieckiem, a do tego nadnaturalnie spokojnym. Nigdy nie wdawałem się w żadne bójki, awantury – wolę ugodowość, zamiast siły mięśni. W szkole nawet nieźle się uczyłem, chociaż zapału i wielkich, wygórowanych ambicji nie miałem w ogóle. Byle zdać do następnej klasy i mieć święty spokój z tym wszystkim. Nie byłem również zbytnio lubiany, więc miałem jedynie małą grupkę znajomych czy tam przyjaciół. Jak zwał, tak zwał. Nie zostawałem zapraszany na prywatki, imprezy, czy zwykłe domówki. I tak bym pewnie nie poszedł, bo nie przepadałem za takimi sytuacjami. Chociaż do tej pory pamiętam tę jedną, jedyną imprezę, do której nie chce wracać. Tyle wypiłem, że przez dwa kolejne dni nie mogłem dojść do siebie. Podziękuję za wspaniałe nocki przy kiblu, wylewne rozmowy, że się tak wyrażę. To była impreza na studiach, której nigdy więcej nie powtórzyłem. Co prawda chodziłem na imprezy, ale nigdy więcej nie piłem żadnego alkoholu, nic, kompletnie nic. Nie chciałem powtórki z rozrywki. Nigdy w życiu. A studiowało mi się wspaniale, naprawdę wspaniale.

I wtedy poznałem pierwszego chłopaka, w sumie mojego najlepszego przyjaciela, który wiele podróżował podczas przerw wakacyjnych i nie lubił siedzieć w miejscu. Doskonale pamiętam, jak się wspaniale z nim bawiłem i ile wówczas przeżyłem. Wtedy poznałem świat przygody, kiedy zabrał mnie na wycieczkę na weekend do miejscowości oddalonej od naszego kampusu o jakieś trzysta, albo czterysta kilometrów. Całą trasę pokonaliśmy autostopem i było świetnie. Chociaż, jak mam być szczery, to wiele czasu zajęło mi przełamanie się, by wleźć do czyjegoś samochodu. Ale wtedy miałem jego i mogłem z nim konie kraść. W przenośni, żeby było jasne. Wówczas poznałem smak miłości i przekonałem się, jaki jestem naprawdę. Dowiedziałem się wiele o sobie i do tej pory mile wspominam tamtą wyprawę, na którą kompletnie nie byłem przygotowany. Ale było wspaniale.

Potem sam podróżowałem i zwiedziłem tyle miejsc, że głowa mała. Tyle rzeczy spróbowałem, że sam się tego wstydzę, co się wówczas działo i wydarzyło. Ale dzięki temu dorosłem i stałem się tym, kim jestem teraz. Nigdy nie zamieniłbym moich podróży na coś innego. Moja chęć poznania i ciekawość była większa, niż chęć pracy. Szedłem całe życie za głosem serca i wyszło mi to na dobre. Kto może się pochwalić tym, że spał pod wieżą Eiffla, czy braniem udziału w wyścigach z bykami? Stawiam, że niewielu. Dlatego mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że moje życie było naprawdę ekscytujące i wysłane różami.

Jeśli mam wrócić do czasów dzieciństwa, to wiem, że rodzice starali się wychować mnie na dobrego człowieka, który ma wielkie serce i bym umiał odczuwać empatię w stosunku od innych. Jestem im dozgonnie wdzięczny za każdą sekundę, którą mi poświęcili, bo wiele wnieśli do mojego życia. Bardzo cenię i kocham moich rodziców, chociaż nie ma ich na tym świecie. Zły i okrutny los zabrał mi ich, ale wiem, że czuwają nade mną i mam wielką nadzieję, że są ze mnie dumni. Z człowieka, jakim jestem i jakiego wychowali. W domu się nigdy nie przelewało, ale nigdy nam niczego nie brakowało. Jestem pewien, że żyliśmy na przeciętnym poziomie życie, nie byliśmy specjalnie biedni, ani specjalnie bogaci, po prostu zwykli i przeciętni, nie wyróżniający się z tłumu. Z mojej siostry to było niezłe ziółko, bowiem naprawdę dziwnie wspominam jej okres buntu, którego ja chyba nie doświadczyłem, albo nie przypominam sobie takiego okresu. Ale moja siostra, to miała naprawdę porąbane pomysły, farbowała włosy na przeróżne kolory, zmieniała ciuchy jak rękawiczki – nie wspominając tutaj również o chłopcach, których mój tata chciał odganiać miotłą, eksperymentowała z alkoholem, wszelkiego rodzaju używkami i różnymi dziwactwami. W końcu jej to przeszło i wszystko się jakoś ustatkowało. Podczas tego okresu na pewno wyróżnialiśmy się z tłumu i obmawiali nas za plecami, tego mogę być pewny. Było fajnie, z perspektywy czasu to widzę, gdyż teraz moja siostra jest przykładną żoną i matką dwójki dzieciaczków i trzeciego w drodze.

Mówiąc szczerze, to moje życie było z góry zaplanowane. Nie, nie przez moich rodziców, a przeze mnie. Chociaż całe, to w sumie nie. Dopiero jakoś w wieku nastoletnim odnalazłem pasję swojego życia. To natchnęło mnie do działania i pracy w tym kierunku, a przede wszystkim nauki. Ale ten ostatni mało przyjemny epizod możemy ominąć. Tak więc, od tego czasu dokładnie wiedziałem, co będę robił w swoim życiu. Rodzice byli zadowoleni, że skrzętnie realizowałem swoje cele i założenia z dostaniem się do odpowiedniej szkoły, więc miałem w nich wielkie oparcie i wsparcie. Cieszę się, że potoczyło się, jak się potoczyło. Moje podróże, po skończeniu studiów, trwały jakieś dwa, może trzy lata. Potem wróciłem do kraju, mojego jednego z miast i zacząłem pracę, która tylko z pozoru wyglądała na łatwą i przyjemną, a wcale taką nie była. Harowałem jak wół, by zadowolić siebie i szefostwo, a wszędzie było mi pod górkę. Jednak cieszyłem się z tego, że mimo wielu sprzeczności mogłem aktywnie uczestniczyć i działać w wielu sprawach, bo o tym marzyłem. Mogę stwierdzić, że spełniło się moje jedno z wielu marzeń.

Jednak szybko okazało się, że moje starania idą na marne, bo zostałem szybko oddelegowany z kwitkiem z pracy. Nie wiedziałem dlaczego zostałem zwolniony i nikt nie chciał mi tego wytłumaczyć. Ciągle słyszałem jedynie „Redukcja etatów” i miałem tego po dziurki w nosie. Skoro tak sobie ze mną pograli, nic mnie tutaj więcej nie trzymało. Spakowałem wówczas swoje manatki, wymówiłem umowę najmu i wyniosłem się z tej dziury. Ponownie podróżowałem, jednak czegoś mi brakowało, tego wszystkiego, co miałem w pracy. Dorywcza robota nie dawała mi takiej satysfakcji, chociaż potrafiła mnie utrzymać przez jakiś czas. Cóż, jedynie tyle.

Wszystko skończyło się, jak ręką odjął, kiedy znalazłem się w wymarzonym miejscu na świecie. Miejscu, którego zapewne szukałem od wielu lat. Szybko znalazłem pracę, którą chciałem i zacząłem się wdrażać w środowisko. Mała miejscowość była czymś wspaniałym dla mnie, wychowanego na przedmieściach wielkiej metropolii. To było coś zupełnie innego i dopiero tutaj poczułem, że żyję i to wszystko ma sens. Nie zrezygnowałem z podróży, ale wyjeżdżałem jedynie podczas urlopów i zawsze wracałem do swojej pracy, do ludzi, na których mi zależało, do przyjaciół, których tu znalazłem. To był mój prywatny świat, z którego nie chciałem się wydostać i przenieść gdziekolwiek indziej. Było mi dobrze i chciałem tego więcej. Brałem więc życie garściami i garściami, zachwycając się jego pięknem. I wtedy, kiedy myślałem, że mam już wszystko, co mi potrzeba, pojawił się on.

Zawrócił mi kompletnie w głowie i większość rzeczy zeszła na drugi plan. Nie, nie zaniedbywałem pracy i dalej robiłem to wszystko z wielkim zamiłowaniem. Ukrywałem jednak uczucia do niego, nie chciałem się zdradzać. Początkowo byliśmy zwykłymi sąsiadami, a potem to wszystko zaczęło się przeobrażać w coś więcej i więcej. Zostaliśmy przyjaciółmi i większość mojego wolnego czasu spędzałem razem z nim. Wiedziałem o nim wszystko, znałem go od podszewki, jak nigdy nikogo. Wiedziałem co przeżył, współczułem mu, ale też podziwiałem, że mimo tego wszystkiego żył i nie był jedynie wielką kupą zmartwień i smutku. Cieszył się życiem, jak ja i dlatego go kochałem. Skrycie i ciągle zakochiwałem się w nim od początku i coraz bardziej z każdym dniem.. Uwielbiałem patrzeć na jego uśmiech, rozgorączkowane i podekscytowane oczy, drżące dłonie z ekstazy, zadowolenie wymalowane na twarzy. Wiele razy łapałem się na tym, że miałem wiele zboczonych i dość erotycznych myśli. Naprawdę często, zadawałem sobie pytanie „Co by było gdyby”, ale nie potrafiłem na nie odpowiedzieć. Chociaż próbowałem, to mimo pierwszego, szczęśliwego planu, pod koniec zawsze wszystko się posypywało. Więc zaprzestałem tego, bo wiele złego w mojej psychice to spowodowało. A lubiłem swoją psychikę, taką, jaka była i wcale nie chciałem jej zmieniać.

Później dowiedziałem się o jego przeszłości, którą skrzętnie ukrywał. Myślałem, że znałem go bardzo dobrze, a potem okazało się, że coś jednak przede mną ukrywał. To mnie dotknęło i wstrząsnęło zarazem. Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi, a przecież przyjaciele nie ukrywają niczego przed sobą. Ja mu powiedziałem wszystko, od deski do deski, a co dostałem w zamian? Ukryte informacje, które dopiero po jakimś czasie z siebie wydobył. Bolało to jak cholera, gdyż czułem, że mi nie ufa i, że nie spełniam jego oczekiwań nawet jako przyjaciel. To było straszne i nikomu nie polecam tych emocji, które mną targały. Pamiętam, że poprosiłem go o czas, ponieważ te informacje naprawdę mną wstrząsnęły. Nie chciałem zrywać z nim kontaktu, a jedynie wszystko przemyśleć i na spokojnie sobie poukładać w głowie w względną całość. Po kilku dniach, kiedy do mnie wszystko dotarło i kiedy zrozumiałem wszystko, bardzo mu współczułem. Musiał mieć straszne życie, skoro nawet próbował się na nie targnąć. Ja w życiu bym się na to nie odważył, nawet jeśli byłoby naprawdę źle. Nie mam tyle odwagi, by odebrać sobie życie. Ale dalej wzdrygałem się na samą myśl tego, co musiał przeżyć, że chciał się zabić. W sumie mu się nie dziwiłem, ale zarazem rozumiałem i współczułem mu tego wszystkiego. Po tych kilku dniach spotkaliśmy się i wszystko mu wyjaśniłem, moje zachowanie, reakcję i to chwilowe spotkanie. Zrozumiał mnie i zaczął opowieść o swoim życiu, które nie było tak normalne, jak moje. Miałem odniesienie do mojego własnego życia, więc dokładnie widziałem wiele różnic. To było straszne słyszeć te wszystkie okropieństwa, jakie mu robili. Miałem ochotę wstać, rozwalić kilkanaście rzeczy bądź twarzy i na końcu przytulić go i wycałować, by uśmierzyć chociaż część tego bólu. Ta rozmowa naprawdę zbliżyła nas do siebie i wtedy odważyłem się zrobić ten pierwszy krok. Pocałowałem go. Liczyłem się jednak z odrzuceniem, ale nic takiego się nie stało.

Tamtego dnia nasze życie zmieniło się o całe sto osiemdziesiąt stopni i wcale nie chcę wracać do poprzedniego układu. Zaczęliśmy ze sobą być i było świetnie. Teraz mija 5 lat odkąd zostaliśmy parą i nigdy nie zamieniłbym ani jednej chwili na coś innego. Uzupełniamy się i dopełniamy w każdym, nawet najdrobniejszym szczególe. Mimo, że oboje jesteśmy mężczyznami, to nic się nie zmieniło w naszej miłości. Wygląda tak samo, jak każda inna. Jest wspaniała, wytrwała, cierpliwa, łaskawa i wspaniała. A mimo upływu czasu nasza miłość nie zmalała, a nawet powiększyła się. Przeszłość została za nami. A my wciąż i wciąż się kochamy, nie mając siebie dość. Nigdy już nie będziemy mieli dość.

*****
I to było by na tyle.
Mam nadzieję, że Wam się podobało i jakoś zasłoniło lukę czasową między notkami.
Kolejna notka? Nie wiem kiedy. Gorący okres się pojawił, jak pisałam wyżej i kompletnie brak mi czasu i poczucia czasu. Ale w czerwcu na pewno notka się pojawi ;).
Notkę betowała niezastąpiona Rayanka, której bardzo dziękuję ;*.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.
PS. Oby lepiej Wam się czytało z tymi przerwami, niż ostatnio :D.

1 komentarz:

  1. Hej Kimi!
    Nie wiem, czy jeszcze mnie pamiętasz XD
    I pewnie Cię to już niezbyt interesuje, w końcu minęły prawie 4 lata, ale powracam z opowiadaniami.
    http://zycie-anny-i-reszty.blog.onet.pl/ misja:reaktywacja!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń