Witam Was.
Bez zbędnego gadania, bo nie ma praktycznie do kogo, zapraszam jednak wszystkich, co zaglądają i nie, na notkę ;).
****
Bez zbędnego gadania, bo nie ma praktycznie do kogo, zapraszam jednak wszystkich, co zaglądają i nie, na notkę ;).
****
Policja kojarzy się z czymś zdradliwym,
przebrzydłym i w ogóle z czymś tak paskudnym, że nawet nie chce się myśleć
o ludziach, którzy wybrali sobie ten jednak, trudny zawód. Mało osób zdaje
sobie sprawę z tego, że policjant to funkcjonariusz powołany do ochrony bezpieczeństwa
i porządku publicznego, że są często narażeni na utratę swoje życia czy też
wszelkiej maści kalectwo. Ich zadaniem jest niesienie pomocy podczas wypadków,
czy klęsk żywiołowych. Ta praca wiąże się z wieloma stresami, które mogą odbijać
się nie tylko na samym zainteresowanym, ale również na ludziach mu podległych,
a nawet na rodzinie. To ciężki i odpowiedzialny zawód, jednak dla większości
społeczeństwa, to zawsze będą głupie psy. Cóż, sam miałem takie zdanie o
policji, jednak wiele się zmieniło. Nie jestem już gówniarzem, który dla
poklasku powie czy zrobi, to co zapewni mu miejsce w danej grupie. Te
beztroskie lata mam już za sobą i dziękuję za to wszystkiemu. Nie chciałbym na
nowo przeżywać to od początku. Nie, nie miałem jakiegoś stresującego
dzieciństwa. Miałem obojga rodziców, starsze i młodsze rodzeństwo, kasy było aż
nadto. Mogę nawet powiedzieć, że byliśmy tą lepszą, wyższą klasą społeczeństwa.
Ale jakoś mnie to nigdy nie interesowało. Kasa była potrzebna, by imponować
innym, by pozyskiwać uznanie. Beztroskie dzieciństwo miałem z tego względu, że
moja młodsza siostra była upośledzona i moi rodzice więcej czasu poświęcali jej
opiece, niż nam. Ale co tam, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło?
Imprezowałem, piłem, ćpałem. Robiłem wiele rzeczy, których się po prostu
wstydzę teraz, kiedy jestem już dorosłym mężczyzną. Korzystałem z życia bez
żadnego nadzoru osoby dorosłej. Często ze znajomymi lądowałem na posterunku
policji, skąd odbierał mnie ojciec. Wówczas w domu, naprawdę nieźle obrywałem.
Ojciec miał ciężką rękę i do tej pory pamiętam, to uczucie, kiedy lał mnie po
dupie jakimś paskiem. Nie mogłem usiedzieć na tyłku przez kilka godzin, ale nie
zrażało mnie to wcale. Dalej szalałem ze znajomymi, wydając kasę od rodziców. Zdarzało
mi się również sprzedać wiele sprzętów użytku domowego, w jakiś lombardach czy
innych sklepach, byle mieć na alkohol. Narkotyki brałem przez pewien okres
życia, jednak nie chciałem się tak stoczyć, jak ludzie z którymi się
spotykałem. Większość z nich była uzależniona już w takim stopniu, że nie mogła
normalnie funkcjonować bez tego gówna. Ja spróbowałem raz na imprezie i potem
się zaczęło eksperymentowanie ze słabszymi narkotykami, by przejść do tych
cięższych. Moje eksperymenty z tym skończyły się, kiedy mój dobry kumpel, wziął
złoty strzał. Był na takim głodzie, że kupił kolejną dawkę.
Skończyło się tak, że heroina go zabiła. Do tej
pory stawiam, że to było nieumyślne samobójstwo. Wtedy się otrząsnąłem i
całkowicie zerwałem z nałogiem. Nie było lekko, bo mój organizm przyzwyczaił
się do tego wszystkiego, a ja głodowałem, dosłownie i w przenośni. Wtedy nie
żyłem, jedynie egzystowałem. Ale to minęło. Wziąłem się w garść i stanąłem na
nogi.
Szkoła średnia to wcale nie było wyzwanie, jak
się niektórym wydaje. Miałem w dupie wszystko i wszystkich, więc nie zależało
mi na tym, by zdobyć jakaś paczkę. Z racji tego, większość życia w szkole
spędziłem sam. Potem znalazło się wielu znajomych i stworzyliśmy paczkę.
Chodziliśmy na imprezy, domówki, ale nie braliśmy. Nawet jeśli oni brali, to ja
trzymałem się z daleka. Beztroskie lata minęły nad wyraz szybki i musiałem
wybrać już uczelnię. Nie byłem
zdecydowany na konkretny zawód, więc wybrałem psychologię. Najwyżej jeśli mi
się coś nie spodoba, to po prostu zrezygnuję. Ale zostałem do końca i wcale nie
żałuję tej decyzji. Miło wspominam czasy studiów, czasy bycia po prostu samemu.
Zdobywałem odpowiedzialność, której nie mogłem nauczyć się w domu. Mieszkanie w
akademiku wspominam naprawdę dobrze. Mieszkałem ze świetnymi ludźmi, z którymi
do tej pory łączy mnie przyjaźń. Nie łatwo było jednak przeżyć w miejscu, gdzie
mieszka się z samymi facetami, komuś takiemu jak ja. Byłem gejem odkąd
pamiętam. Nie interesowały mnie laski, ich długie nogi, czy wielkie piersi. Rozmawiałem
o tym z kumplami, gdyż ciężko było mi przyznać samemu przed sobą, że jestem
inny. Za dziewczynami oglądałem się kiedy musiałem, jednak większą część mojego
czasu poświęcałem mężczyzną. Moje młodzieńcze fantazje były zabójcze. Miałem
wybujałą wyobraźnię, więc w mojej głowie powstawały przeróżne obrazy z coraz to
innymi mężczyznami. Nie przeszkadzało mi to, a wręcz przeciwnie – chciałem
więcej i więcej. Na studiach zakochałem się w wykładowcy. Nie sadze by była to
moja wielka miłość, jednak moje serce waliło, kiedy mogłem go zobaczyć. Do tej
pory pamiętam jego imię. Dastan, aż moje ciało drży. Do niczego między nami nie
doszło, bowiem był to mężczyzna po trzydziestce, miał żonę i dwójkę dzieci,
trzecie w drodze. Kochałem go, więc nie chciałem by cierpiała jego rodzina i
również on sam. Zdziwiłem się, kiedy mi przeszło. Nie trwało to tak długo, jak
myślałem. Swój pierwszy raz przeżyłem z jakimś małolatem w jakiejś dziurze, w
której odbywały się dyskoteki. Był to klub przeznaczony dla gejów, więc nic trudno
znaleźć tam kogoś chętnego. Więc przeleciałem go, nie znając nawet jego
imienia. Nie było mi potrzebne. Nawet nie pamiętam, czy go dobrze widziałem.
Najważniejsze było to, że kogoś przeleciałem, bo frustracja seksualna osiągnęła
poziom apogeum. Musiałem, nie myślałem. Wtedy do akcji wkroczył mój fiut,
odegrał najważniejszą wówczas rolę, więc uznaję, że wtedy i on przejął
możliwości myślenia. Przez okres studiów zwiedzałem mnóstwo klubów i
praktycznie w każdym, kogoś zaliczyłem. Co rusz wyszukiwałem w Internecie
nowych klubów, dojazd wcale nie był problemem, więc czasami zdarzało się, że
wyjeżdżałem do miast oddalonych nawet o kilkaset kilometrów. Sporo kasy
straciłem na benzynę. I wtedy pojawiło się moje powołanie. Niewiele myśląc, po
skończonych studiach, spakowałem swoje manatki z akademik i wyjechałem, by
zostać policjantem. Kosztowało mnie to wiele wyrzeczeń, wysiłku, ale udało się.
- Skup się – warknął mój partner Dawid, opierając się o samochód. Zmrużył gniewnie oczy, więc i ja oparłem się również o samochód.
- Skup się – warknął mój partner Dawid, opierając się o samochód. Zmrużył gniewnie oczy, więc i ja oparłem się również o samochód.
Staliśmy na ulicy przed jednym z bardziej
obleganych przez klientów, banków w mieście. Koło nas stało mnóstwo jednostek,
które również przyjechały na tą akcję. Napad na bank, to było coś, do czego
mieliśmy przeszkolenie. Jak się okazało, terroryści mieli również jako
zakładników, mnóstwo osób, nie tylko pracowników banku, ale również i zwykłych
obywateli.
- Wypuście zakładników! – krzyknął kapitan,
jednak nie usłyszał żadnej odpowiedzi ze strony rabusiów, zwłaszcza, że kilka
minut wcześniej słyszeliśmy żądania, jakie mieli.
To było straszne w tym wszystkim uczestniczyć,
jednak wszyscy wiedzieliśmy, że polowanie na opryszków, to będzie ta mniej narażająca na szwank nasze
życie, praca. Wszyscy wiedzieliśmy kim jesteśmy i jakie czyhają na nas zagrożenia,
jednak każdy oparty o dach samochodu, w ręce z pistoletem, wiedział, że
najważniejsze jest teraz życie niewinnych ludzi, którzy znaleźli się w
nieodpowiednim momencie i nieodpowiednim czasie. Tak się zdarza. Kapitan dłużej
nie czekał, do akcji wkroczyli antyterroryści oraz my w asyście. Wszystko
działo się w ułamkach sekund, odgłosy strzelaniny, upadanych ciał i wiele krwi,
która należała nie tylko do naszych ludzi, ale również do terrorystów. Akcja
nie trwała długo, jednak poniosła swoje żniwo. To było straszne widzieć, jak
twoi przyjaciele upadają na ziemię bez życia. Ja również oberwałem, jednak to
był tylko przestrzelony bark. Nawet nie poczułem bólu, ważniejsze było życie
innych, niż moje. Teraz leżąc w szpitalu oglądam wiadomości o dzisiejszym napadzie
i jest mi po prostu źle. Zawsze tak się czuje, kiedy jacyś nasi towarzysze
giną. Niech ktoś mi teraz powie, że nasza praca jest łatwa i przyjemna? Że
polega tylko na zajadaniu się pączkami i piciu kawy?! Że nic takiego wielkiego
nie robimy dla społeczeństwa? Ludzie muszą przejrzeć na oczy i dostrzec, że
naprawdę coś robimy. Nie siedzimy tylko za biurkami, ale chodzimy czy jeździmy
w terenie pilnując porządku, nie raz obrywając i wysłuchując obelg w naszym
kierunku. Na drugi dzień zostałem wypisany, na własne żądanie rzecz jasna i
pojechałem do domu. Skoro nic takiego się nie stało, nie musiałem tutaj leżeć
Bóg wie ile. A w domu człowiek zawsze szybciej dobrzeje. Dostałem kilkanaście
dni wolnego, ale znając mnie, wrócę do roboty po tygodniu. Nudno w domu tez jak
cholera. Nie było czemu się dziwić, skoro byłem sam jak kołek. Pochodziłem
trochę po domu, posiedziałem w wannie – przyjemnie -, potem był telewizor.
Naprawdę się nudziłem, bark zaczął doskwierać, więc jedyne czego potrzebowałem,
to była wielka i potężna dawka snu. Nie czekając dłużej, ułożyłem się w łóżku i
długo się męcząc, zasnąłem.
***
Nie wiem, jak to wytrzymałem. To były ułamki
sekund i Peter leżał na asfalcie, a koło jego ciała robiła się potężna kałuża
krwi. Przez głowę przeleciało mi wiele myśl, naprawdę najgorszych myśli. Nic
się na mnie nie liczyło, rzuciłem się na kolana i zacząłem tamować krwawienie.
Peter tylko patrzył na mnie z lekkim uśmiechem.
- Czego się szczerzysz?! – warknąłem, w jego
stronę. Jak on mnie potrafił czasem wpieniać, nawet w takiej chwili musiał mi
podnieść jeszcze bardziej ciśnienie. Nie dość, że się denerwowałem tą akcją, to
jeszcze denerwuje się jego stanem. Serce zaraz mi wybuchnie!
- Dawidzie, decydowanie przesadzasz – mruknął
Peter, przyciskając swoje dłonie do moich. Widziałem ból w jego oczach, na jego
twarzy- to wszystko powodowało, że w moich oczach zaczęły się zbierać łzy.
Jednak miałem tyle siły, by nie pozwolić im wypłynąć. Musiałem być twardy i
trzymać swoje nerwy na wodzy. Ledwo dawałem radę, lecz kiedy zaczynałem się
łamać, przyjechały karetki i Peter od razu trafił do jednej z nich. Dopiero
wtedy rozejrzałem się, na około biegali ratownicy medyczni, którzy zabierali
rannych oraz zabitych. Prawda dotarła do mnie zupełnie nagle. Z dużym
opóźnieniem. To był makabryczny widok. Kapitan podszedł do nas ocalałych,
jednak nic nie powiedział. Widać było, że ta akcja go dotknęła. Nikt właściwie
nie spodziewał się takiej masakry. Potem okazało się, że Peter miał
przestrzelony bark i musiał zostać w szpitalu. Uśmiechnąłem się pod nosem, gdyż
dobrze wiedziałem, że mój partner nie da się tak łatwo uziemić. Prędzej ja, niż
on. Cały dzień spędziłem na komisariacie, na którym była kompletna cisza. Nikt
się nie odzywał, było pusto i jakoś zimno. Nie było z nami kilku kolegów,
których odkąd się tutaj pracowało, zawsze się widziało. Nie wyobrażałem sobie,
co ich rodziny mogły czuć w tej chwili. Poszedłem do domu i od razu po wzięciu
prysznica, położyłem się spać. Długo nie mogłem zasnąć, obrazy z tego dnia
ciągle miałem przed oczyma. Zasnąłem dopiero nad ranem.
Ciężko było mi się podnieść z łóżka, kiedy
zadzwonił budzik. Dzisiaj również miałem służbę. Łatwiej było to wszystko
przejść, kiedy twoją głową zapełniają inne rzeczy. Łatwiej było się
przystosować i wepchnąć w odmęty pamięci ten wszystkie chwile. Tak,
zdecydowanie było lepiej. Ubrałem się w mundur i wyszedłem z domu. Miałem
zamiar odwiedzić Petera po robocie, ale to dopiero wieczorem. Wsiadłem do
samochodu i ruszyłem w kierunku komisariatu. Zaparkowałem auto i ruszyłem w
stronę wejścia. Przywitałem się ze znajomymi i zająłem się papierkową robotą.
Bez swojego partnera nie mogłem patrolować miasta, więc musiałem zająć się
papierkową robotą. To wszystko mnie pochłonęło tak bardzo, że straciłem
poczucie czasu i nim się obejrzałem, zmierzałem już do domu. Z głowy całkowicie
wypadła mi wizyta u partnera.
- Jutro do niego pojadę – mruknąłem do siebie
parkując.
Szybko znalazłem się w domu i zdjąłem górę munduru. Na krześle
wisiała czarna bluza. Od razu poznałem do kogo należała. Sarknąłem pod nosem i
skierowałem swoje kroki do sypialni. Spał. A niech to, cholera jednak się
wypisała. W sumie mogłem się tego po nim spodziewać. Leżenie w szpitalnym
łóżku, było nad wyraz nudne, że nie mogło utrzymać go w miejscu. Usiadłem na skraju
łóżka i lekko odgarnąłem jego blond włosy. Wyglądał na zrelaksowanego.
Uśmiechnąłem się złowieszczo.
- WSTAWAJ! – krzyknąłem mu do ucha, a on zerwał
się na równe nogi. Ja ze śmiechu niemal spadłem z łóżka. Wyglądał zabójczo ze
swoim zaskoczonym i zdezorientowanym wyrazem twarzy. Wiem, nie powinienem tego
robić, ale nie mogłem się powstrzymać.
- Mendo społeczna – warknął, kiedy zorientował
się, co się dzieje na około niego i gdzie jest. – Będziesz robił mi masaż, ty
popaprańcu – wystawił w moją stronę język.
- Pomarz sobie – powiedziałem siadając obok
niego i całując go lekko w kark.
To wystarczyło by się odprężył. Nie mogłem robić
zbyt wiele, by przypadkiem nie uszkodzić mu bardziej ręki i nie sprawić
większego bólu. Całkować go mogłem i nie omieszkałem z tego rezygnować, o nie.
Z karku przeniosłem swoje pocałunki na linię jego szczęki, potem na brodę,
policzki, nos, oczy, czoło, by w końcu zatopić się w jego ustach. Tak cholernie
mi tego brakowało. Jeśli by mu się coś stało, to zdecydowanie nie umiałbym sobie
z niczym poradzić. Najważniejsze jednak, że tutaj był i nigdzie nie miał
zamiaru się ruszać. W sumie to bym mu nawet nie pozwolił.
- Dawid – szepnął, kiedy oderwaliśmy się od
siebie, by zaczerpnąć powietrza.
Spojrzałem mu w oczy i dostrzegłem w nich pożądanie
i podniecenie, które i mnie rozpaliły do końca. Szybko zrzuciłem z siebie do
końca swój mundur i teraz całkowicie nagi, pozbywałem się ubrań Petera, a on
błądził zdrową ręką po moim ciele. Mruczałem z uciechy i chciałem więcej,
znacznie więcej. Spojrzałem mu w oczy i ponownie pocałowałem, mocniej,
zachłanniej. Włożyłem ten pocałunek całe swoje serce i nie czekając na więcej,
nakierowałem jego penisa na swoją dziurkę. Robiliśmy to tyle razy, że nawet nie
powinienem odczuwać bólu. Nadziałem się na niego, a moje ciało wygięło się w
łuk z przyjemności. Cholernie przyjemnie uczucie wypełnienia! To było
wspaniałe. Zacząłem się unosić, najpierw powoli, potem coraz szybciej i
chaotycznie. To uczucie mnie przepełniało, to wszystko co tłumiłem w sobie, po
prostu zniknęło, kiedy jego fiut wypełniał mnie całego. Moje ruchy były coraz
bardziej chaotyczne, więc Peter pomagał mi jedną ręką się unosić, lecz
przestał. Zaczął stymulować mojego penisa mocno i szybko. Czułem, że długo nie
wytrzymam, a i mój partner był również blisko. Osiągnąłem spełnienie,
opryskując spermą brzuch i twarz mężczyzny, zaś on doszedł chwilę potem we
mnie. Z uśmiechem pocałował go w nos i położyłem się obok, by mógł mnie zdrową
ręką objąć.
- Nie chcę cię stracić – wyrwało mi się, kiedy
zaciągałem się jego zapachem.
- Wiem – pocałował mnie w głowę.
Więcej nie rozmawialiśmy, ale wszystko stało się
prostsze. Po tygodniu, Peter wrócił do pracy i z powrotem mogliśmy patrolować
miasto. Jednak nie tym razem. Kapitan przydzielił nas do ruchu drogowego, ze
względu na Petera, który zawzięcie starał się przetłumaczyć kapitanowi, że jest
całkowicie zdrowy i da radę patrolować. Mężczyzna był nieugięty i nie dał się
przekonać. Tak właśnie stoimy przy drodze, za drzewami i kontrolowaliśmy
prędkość. Powiedzmy, że co jakiś czas udało nam się sprawdzać kierowców.
Praca policjanta nie jest prosta, czy monotonna.
Jest odpowiedzialna i nie każdy może nim zostać. Potrzebne są w tym zawodzie
osoby odważne. Byle kto nie zostanie stróżem prawa. Jeśli ktoś nie wiem, na
czym polega ich praca, to niech się najpierw przekona. Jednak nikt nie wie, co
dzieje się tak naprawdę, kiedy drzwi komisariatu zostają zamknięte, a
funkcjonariusze rozjeżdżają się do swoich domostw. To jest dla wszystkich
zagadką. Zagadką, nie do wyjaśnienia.
*****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że będzie się jakoś czytało i tekst nie będzie się zlewał, o!
Notkę sprawdzałam Ja, więc przepraszam za błędy i w ogóle!
Notkę sprawdzałam Ja, więc przepraszam za błędy i w ogóle!
Niech Yaoi będzie z Wami xD.
Bardzo ciekawie piszesz:D Podoba mi się szablon. Czyżby na górze było połączenie Tsubasa Chronicle z Kuroshitsuji? Wchodzę na tego bloga głównie na komórce(jak i na inne blogi) więc nie mam możliwości komentowania.
OdpowiedzUsuńHej ;) Cieszę się, że Ci się podoba^^. Jej! Mi też się szablon podoba i z tego co wiem to Tsubasa Chronicle, ale czy połączone z Kuro, to nie wiem^^". To jest całkiem możliwe ;D. Fajnie, że Ci się podoba^^. Ah, serce sie raduje^____^
UsuńKimi.