25 lut 2016

Choroba zwana miłością X.



Hej.
Nie myślałam, że tak szybko uda mi się dodać nową notkę, ale jest. Miałam dzisiaj ten stan, przez pewną sytuację i to ona niejako zmotywowała mnie do pisania. Krótko, bo krótko, ale mam nadzieję, że komuś się spodoba.
Zapraszam do czytania.
*****
Byłem wykorzystywany i dobrze o tym wiedziałem. Byłem na każde skinienie tego niewdzięcznika, który traktował mnie jak zwykłego śmiecia. A mimo to, mimo tego wszystkiego moje serce lgnęło do niego, jak do nikogo innego. Bo właśnie on kojarzył mi się z miłością, z wielką miłością, której tylko z nim mogłem doświadczyć. I doświadczałem, ale nie tego, czego tak naprawdę pragnąłem. Pracowałem po dwanaście godzin dziennie, by móc spełniać każde jego zachcianki, by opłacić jego długi, by spłacić mój kredyt na nasze mieszkanie. Pracowałem nawet dłużej, bo byłem gotowy zrobić dla niego. Zaharowywałem się niemal na śmierć, ale nie przeszkadzało mi to, kiedy się uśmiechał i wyznawał mi swoje uczucia. A ja ślepo wpatrywałem się w niego i coraz bardziej wpadałem w pułapkę tej miłości. Z biegiem lat, bym tego tak nie nazwał, ale wtedy ten chłopak, był dla mnie wszystkim. Każdy drobny gest z jego strony, uśmiech, czułe słówka, czy seks to było to, czego chciałem. Czego pragnąłem ja, moje ciało i serce, by móc funkcjonować i budzić się każdego dnia. Pracowałem, a on wydawał moje ciężko zarobione pieniądze na głupoty, używki i imprezy. A jak czekałem, aż z tego wyrośnie, aż zacznie mu zależeć. Nie docierały do niego moje słowa, a tym bardziej uczucia. Pod wpływem prochów i alkoholu, wygadywał takie rzeczy, które pamiętam do tej pory, chociaż to już dawno zamknięty rozdział z mojej przeszłości. Ale wtedy, nie docierało do mnie, że jestem kozłem. Że mój ukochany traktuje mnie jak kurą znoszącą złote jajka. Niby wszyscy mi to ciągle powtarzali, ale ja nie byłem w stanie tego przetrawić. Ten chłopak zawładnął moją głową całkowicie i odebrał zdrowy rozsądek, który krzyczał bezgłośnie, kiedy ponownie wręczałem mu kolejny plik banknotów i kiedy zbierałem go z klatki schodowej nachlanego i naćpanego. Wtedy sam byłem głupi, teraz to wiem. Ale lubiłem tamto życie, jakie by nie było. Mam miłe wspomnienia z tamtego okresu, chociaż więcej jest tych złych o których nie chcę mówić nikomu. Z biegiem lat potrafiłem dostrzec, jaki nierozsądny i głupi byłem. Moja miłość, bezgraniczne oddanie temu związkowi było straszne. Mimo tego, ciągle chciałem więcej i więcej i więcej. Nie ważne jak bardzo czułem się wykorzystywany i poniżany przez niego, ciągle chciałem więcej. Pracowałem więcej i na zbity pysk, biegłem po robocie do domu, by go spotkać. Nigdy na mnie nie czekał. Najczęściej po powrocie spotykałem puste butelki po piwie, winie i wódce, jakieś inne gówna i cóż, zmęczony musiałem to ogarnąć. Nie raz usprawiedliwiałem go przed sąsiadami. Moje serce rwało się, ciągle rwało się do niego. Nawet kiedy nie było go kilkanaście dni, ja przyjąłem go z szeroko otwartymi ramionami. Stęskniony za jego obecnością, namiastką miłości, jaką mi dawał. Teraz wiem, że potrzebowałem kogoś bliskiego, kogoś kto zapełni pustkę w moim sercu i duszy. Właśnie on miał to robić, ale miał niszczycielską moc, o której przekonałem się dopiero później, znacznie później. Zaślepiony i bezgranicznie zakochany, oddany jak pies. Zaufałem mu i ofiarowałem całego siebie. To mnie zniszczyło, bo kiedy odszedł – rozsypałem się w drobny mak. Moje życie straciło sens. Zostałem zwolniony z pracy, gdyż do niej nie przychodziłem. Wcześniej harowałem tam za trzech, a potem mnie zwolnili. Teraz cieszę się z tego, ale wtedy to mnie dobiło. Ten krótki list, parę słów, które otrzymałem od ciebie, przytłoczyło mnie do końca. Mojej rozsypce nie było końca, a ja ciągle winiłem siebie. Jak nakręcony chodziłem w miejsca, które mogłem z tobą kojarzyć i miałem nadzieję, że cię tam spotkam. Wtedy to było z mojej strony żałosne, ale ciągle tlił się miniaturowy płomyk nadziei, że jednak do mnie wrócisz. Że rzucisz wszystko dla mnie, a ja ponownie poczuję się radośnie mając cię przy sobie, jak wcześniej. Nie udało mi się jednak ciebie znaleźć przez kilka tygodni. Rachunki wciąż się piętrzyły i gdyby nie pomoc moich przyjaciół i rodziny, wyrzucili by mnie w mieszkania. Kredytem się nie przejmowałem, ponieważ moi rodzice go spłacali. Wpadłem w długi, ale to się nie liczyło. Liczyło się, by tylko odzyskać ciebie. Chciałem być kochany i domagałem się pieszczot, twoich dłoni, twoich rąk, twoich ciepłych słów. Byłem gotowy harować jeszcze ciężej i więcej, bylebyś wrócił, byśmy dalej tworzyli parę. Nigdy nie czułem się tak źle, ale stał się cud – udało mi się z ciebie spotkać. Byłeś naćpany i nie chciałeś ze mną rozmawiać, ale zmusiłem cię do tego. I nie żałuję tej decyzji. Powiedziałeś, że jestem nikim, że byłeś ze mną dla pieniędzy, dla wygody, że nie jestem ci już potrzebny. Nadzieja zgasła, a mną wstrząsnęło. Załamałem się jeszcze bardziej i ciężko mi było dojść do siebie. Wiedziałem, że byłem wykorzystywany, ale pasował mi ten układ, póki wiedziałem, że tobie na mnie zależy. Wówczas czułem się nikim, po prostu. Ale udało mi się podnieść, gdyż rodzina i przyjaciele ciągle ze mną byli. Jestem im dozgonnie wdzięczny, bo gdyby nie oni, już dawno nie byłoby mnie na tym świecie. A tak? Pracuję, mam dużo czasu wolnego i wspaniałego mężczyznę u boku, który nie wykorzystuje mnie ani trochę. Już nie jest jak wcześniej. Tamten rozdział mojej przeszłości ukryłem, zakopałem w najgłębszych zakamarkach mojej duszy i serca. Teraz jestem szczęśliwy i już nie żyję tamtą miłością, miłością zwaną chorobą. Teraz mam inną, lepszą, ważniejszą i odwzajemnioną. Wszystko się zmieniło i cieszę się z tego.

*****
I to byłoby na tyle.
Wróciłam po sesji na uczelnię, więc nie wiem kiedy pojawi się kolejna notka. Cóż, to się wszystko okaże i wyjdzie w praniu. Może ktoś będzie czekał, hehe.
Notki nie sprawdzałam, wrzucam od razu, póki świeże! Później może błędy poprawię, jak się ich dopatrzę.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.

3 komentarze:

  1. Hej,
    trafiłam tutaj jakiś czas temu, teksty bardzo mi się podobają, mam nadzieję, że niebawem pojawi się kolejny...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam,
    Trochę się u Ciebie zmieniło :) muszę nadrobić braki i to uczynię z wielką przyjemnością :) jesteś praktycznie jedyną która przetrwała do 2016 :D z czego niezmiernie się cieszę. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam,
    rozdział jest fantastyczny, cóż był w nim zakochany, ale cały czas ten go wykorzystywał, smutno, aż w końcu się załamał, ale i też udało mu się odnaleźć szczęście...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń