Witam.
Notka miała być wczoraj, ale cóż. Wypadło mi totalnie z głowy - w pracy dalej gorący okres, może to dlatego. Ale chyba powinnam się przyzwyczaić, eh. Dlatego dzisiaj ładnie nadrabiam i wrzucam kolejną część. Dziś już VI, nie spodziewałam się, że tyle tego wyjdzie. A tu proszę, surprise! I dalej się rozrasta. No szok.
Zapraszam do czytania.
*****
Odwiózł mnie do domu, wymieniliśmy się numerami telefonów i
odjechał. Długo stałem jeszcze na podjeździe, nim ruszyłem do domu. Myśli
kotłowały mi się w głowie, a żadna nie dawała mi szansy i radości. Ostatnie
płomyki nadziei, zaczynały powoli przygasać i gasnąć, jedna po drugiej.
Zakochałem się w facecie, byłym facecie swojej siostry i nie mogłem go mieć. Ta
prawda, spadała na mnie z każdą chwilą coraz bardziej i ciążyła niemiłosiernie.
Ale nie umiałem przyjąć jej do wiadomości. Moje serce miało swoją prawdę, a
głowa swoją i już powoli zaczynałem gubić się w tym wszystkim. Chyba życie jest
zbyt skompilowane, jak na jednego człowieka. Nawet nie mogę powiedzieć, że mam
nudne życie, bo w tej chwili, jest pełne wzlotów i upadków – więcej upadków,
ale ciii – więc narzekać nie powinienem. Właściwie to mogłem, bo jak do kurwy
nędzy, jedno jebane spotkanie może wywrócić całe życie do góry nogami?! No jak
widać może i to bardzo. Przewrotne jest to wszystko. W domu szybko zdjąłem
kurtkę, buty i pognałem do siebie, nim ktokolwiek mnie zaczepił gdzieś po
drodze. A na pewno miałby kto, jeśli by się tak uprzeć. Przecież w moim domu
było mnóstwo ludzi, pomijając samych domowników. Dom zawsze był otwarty dla
wszystkich, dla przyjaciół, rodziny i znajomych. Czasem miałem wrażenie, że
drzwi nigdy tu się nie zamykały, a ludzie wchodzili, jak do siebie, nawet
przyjaciele mojego rodzeństwa. Nie, żeby moim znajomi byli jakoś bardziej
poukładani. A w życiu! Zwłaszcza mój najlepszy przyjaciel, który jak tylko się
pojawiał, ładował się do kuchni i robił sobie żarcie, a potem dopiero mógł
gadać ze mną. Dom wariatów, dosłownie i w przenośni. W moim pokoju nie
przeżyłem większego szoku, widząc przyjaciela grającego w najlepsze na moim
kompie.
- Cześć – mruknąłem, siadając na łóżku.
Aki spojrzał na mnie i spauzował grę.
- Zaraz pogadamy, tylko wiesz… - rzucił, wracając do gry.
A, no tak. Jak można przerwać mu coś tak ważnego, jak nawalanie w kolejną postać przeciwnika? Byłem nienormalny, że coś takiego zrobiłem. Matko, w jakim ja świecie żyję. To chore! Położyłem się na łóżku i grzecznie czekałem, aż skończy. W sumie mogłem spodziewać się wielu godzin grania, tylko dlaczego kurwa u mnie w domu, w pokoju, na moim kompie? Miał swój, i to lepszy, ale wiem, że ojciec nie pozwalał mu zbytnio grać i wiercił mu dziurę w brzuchu, jak Aki potrafił zaginąć w swoim świecie na długie godziny. A robił to bardzo często, bo i znaczną część jego życia, poza grami, zajmowało malowanie, w każdym tego słowa znaczeniu. Malował wszystko, jak najęty i natchniony. Ale skoro dzisiaj siedział u mnie czysty, co w przypadku jego malowania, nie zdarzało się zbyt często, to budziło mój podziw. Zaśmiałem się cicho, ale kompletnie nie zwrócił na mnie uwagi, pochłonięty przez świat gry. Nie wiem, ile tak siedziałem bezmyślnie wgapiając się w wyłączony telewizor, bo otrzeźwiło mnie dopiero, walnięcie, bolesne, w ramię.
- Bolało, gremlinie – warknąłem, masując obolałe miejsce.
Jak na niego, to miał skubany siłę w łapie, co by nie jednemu zęby wybił. Nie wiem, skąd on brał tyle mocy. Może jakiś mutant, czy coś?
- Bo gadam i gadam, a Ty nic. Kompletna mimoza, czy cholera wie co – burknął, urażony, jednak władował się na wyro i przysiadł koło mnie. – Widziałeś się z nim?
Trafił w punkt, nie czekając na nic i nie owijając w bawełnę. Znał mnie, skurczybyk, chyba lepiej niż ja sam siebie. A i już nie raz, pomagał mi leczyć moje złamane serce, po nieudanych kolejnych miłościach. Przeważnie leczył je sporą ilością alkoholu i pijackimi przemowami, które wywoływały tylko salwy śmiechu. Teraz wiedział, że będzie osobą, która pomoże odbudować mi mój zrujnowany i zdewastowany, w tej chwili, świat. Żadne elementy nie chciały do siebie pasować, ale on zdawał się to widzieć, a może mi się tylko zdawało?
- Czyli widziałeś, nie musisz odpowiadać. Zakochałeś się jak szczeniak i teraz szczeniacko przeżywasz to wszystko. Jesteś dorosły, weź się w garść. Wyglądasz jakby ktoś Cię przeżuł, wypluł i znów przeżuł, ale tym razem już wyrzygał.
- Łatwiej powiedzieć niż zrobić – fuknąłem urażony. Potrafił dobrać słowa, by żarcie podeszło mi do gardła. Najlepszy przyjaciel, zawsze pomocny.
- Okey – uniósł ręce w obronnym geście. – To co, może opijemy Twoje smutki tanim winem z Biedry, czy coś?
Wzruszyłem ramionami, bo i tak, nie miałem w tej sprawie zdania. Zebraliśmy się i ruszyliśmy do sklepu nieopodal. Biedronka była, jak zwykle, pełna ludzi. Przerąbane, że ludzie robią zakupy, wtedy kiedy ja potrzebuje szybko dostać, jakiegoś winiacza i wyjść? Zakupy chwilę nam zajęły, ale w końcu wyszliśmy z czterema (na łebka! Boże chroń moją wątrobę!) najtańszymi butelkami winka - a może nalewkami, sam nawet nie wiem - jakąś zapojką i żarciem, co by to wszystko lepiej wchodziło. Wróciliśmy do mnie, ale zasiedliśmy na podwórku, na huśtawce za domem. Wiedziałem, że nikt z chaty nie wylezie, bo pogoda nie była najlepsza, zwłaszcza, że wcześniej padało, ale nam to nie przeszkadzało zupełnie. Koc pod dupę, na nogi i jedziesz z koksem. Zaczęliśmy pić. Wino w smaku było obrzydliwe, a po którymś tam łyku można było się przyzwyczaić, do jego cierpkiego smaku, że aż język stawał kołkiem. Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi co się ma, czy jakoś tak.
- Nie będzie chciał ze mną być, bo jestem bratem mojej siostry – warknąłem, obracając w dłoniach drugą butelkę.
Język się już plątał, w głowie pustka, a na gębie uśmiech nie z tej ziemi. Uchlałem się i byłem tego całkowicie świadom. Przynajmniej tak myślałem.
- A chociaż wie, że chcesz z nim być?
- W życiu!
- Powinieneś mu powiedzieć.
- Że się w nim zakochałem, jak jakiś podlotek, kiedy siora go przyprowadziła?
- Dokładnie. Przynajmniej teraz byśmy opijali Twoje złamane serce.
- Mam złamane serce! – obruszyłem się i upiłem porządny łyk.
- Złamany to Ty masz mózg, ale nie serce. Mogłeś mu powiedzieć, że się w nim bujasz, i po kłopocie.
- Mądry się znalazł, no patrzcie państwo.
- Ha, nawet się nie spodziewałeś, jaki mądry po alkoholu jestem.
Spojrzałem na niego i wybuchliśmy śmiechem. Procenty we krwi zdecydowanie sprawiały, że rozmowa się kleiła i mogłem sobie ponarzekać na swój los, życie i ogólnie mój zajebisty pech. To była idealna okazja, by móc się wygadać, a rano mieć kaca mordercę, bo przecież nie można było się ograniczać? Trzeba pić, skoro jest co. Nawet nie zdawałem sobie sprawy ze swojego stanu, póki Aki nie przekonał mnie, by jednak powiedzieć Kazumie o moich uczuciach. A ja głupi, oczywiście zabrałem się ochoczo za to wszystko. Co mi w końcu zostało? Gorzej być nie może.
Rano wstałem z niemiłosiernym kacem i bólem głowy. Każdy ruch potęgował falę bólu i nerwowych ruchów mojego żołądka, który chciał się wypróżnić, ale konsekwentnie mu to uniemożliwiałem. Chciałem walnąć się w łeb, ale obawiałem się, że będzie tylko gorzej. I pewnie by było. Spojrzałem na telefon i mruknąłem cicho. No, już po 11, a nie pamiętam o której poszedłem spać. Rozejrzałem się po pokoju, Aki spał w najlepsze na podłodze, wtulając się w poduszkę, którą zawinął mi z łóżka. Zerknąłem na telefon ponownie, bo dioda oznajmiająca nadejście wiadomości, świeciła niemiłosiernie i irytowała mnie. Ktoś mnie jednak kocha? – przeszło mi przez myśl, kiedy otwierałem odpowiedni folder. I od razu zerwałem się z łóżka, jak oparzony, kiedy zobaczyłem, co w nocy zrobiłem. Świat wirował, żołądek podszedł do gardła. Nie było to dobre posunięcie w moim stanie, ale miałem to gdzieś. Gorzej być niby nie może? Kpina, bo może i to kurwa bardzo.
Aki spojrzał na mnie i spauzował grę.
- Zaraz pogadamy, tylko wiesz… - rzucił, wracając do gry.
A, no tak. Jak można przerwać mu coś tak ważnego, jak nawalanie w kolejną postać przeciwnika? Byłem nienormalny, że coś takiego zrobiłem. Matko, w jakim ja świecie żyję. To chore! Położyłem się na łóżku i grzecznie czekałem, aż skończy. W sumie mogłem spodziewać się wielu godzin grania, tylko dlaczego kurwa u mnie w domu, w pokoju, na moim kompie? Miał swój, i to lepszy, ale wiem, że ojciec nie pozwalał mu zbytnio grać i wiercił mu dziurę w brzuchu, jak Aki potrafił zaginąć w swoim świecie na długie godziny. A robił to bardzo często, bo i znaczną część jego życia, poza grami, zajmowało malowanie, w każdym tego słowa znaczeniu. Malował wszystko, jak najęty i natchniony. Ale skoro dzisiaj siedział u mnie czysty, co w przypadku jego malowania, nie zdarzało się zbyt często, to budziło mój podziw. Zaśmiałem się cicho, ale kompletnie nie zwrócił na mnie uwagi, pochłonięty przez świat gry. Nie wiem, ile tak siedziałem bezmyślnie wgapiając się w wyłączony telewizor, bo otrzeźwiło mnie dopiero, walnięcie, bolesne, w ramię.
- Bolało, gremlinie – warknąłem, masując obolałe miejsce.
Jak na niego, to miał skubany siłę w łapie, co by nie jednemu zęby wybił. Nie wiem, skąd on brał tyle mocy. Może jakiś mutant, czy coś?
- Bo gadam i gadam, a Ty nic. Kompletna mimoza, czy cholera wie co – burknął, urażony, jednak władował się na wyro i przysiadł koło mnie. – Widziałeś się z nim?
Trafił w punkt, nie czekając na nic i nie owijając w bawełnę. Znał mnie, skurczybyk, chyba lepiej niż ja sam siebie. A i już nie raz, pomagał mi leczyć moje złamane serce, po nieudanych kolejnych miłościach. Przeważnie leczył je sporą ilością alkoholu i pijackimi przemowami, które wywoływały tylko salwy śmiechu. Teraz wiedział, że będzie osobą, która pomoże odbudować mi mój zrujnowany i zdewastowany, w tej chwili, świat. Żadne elementy nie chciały do siebie pasować, ale on zdawał się to widzieć, a może mi się tylko zdawało?
- Czyli widziałeś, nie musisz odpowiadać. Zakochałeś się jak szczeniak i teraz szczeniacko przeżywasz to wszystko. Jesteś dorosły, weź się w garść. Wyglądasz jakby ktoś Cię przeżuł, wypluł i znów przeżuł, ale tym razem już wyrzygał.
- Łatwiej powiedzieć niż zrobić – fuknąłem urażony. Potrafił dobrać słowa, by żarcie podeszło mi do gardła. Najlepszy przyjaciel, zawsze pomocny.
- Okey – uniósł ręce w obronnym geście. – To co, może opijemy Twoje smutki tanim winem z Biedry, czy coś?
Wzruszyłem ramionami, bo i tak, nie miałem w tej sprawie zdania. Zebraliśmy się i ruszyliśmy do sklepu nieopodal. Biedronka była, jak zwykle, pełna ludzi. Przerąbane, że ludzie robią zakupy, wtedy kiedy ja potrzebuje szybko dostać, jakiegoś winiacza i wyjść? Zakupy chwilę nam zajęły, ale w końcu wyszliśmy z czterema (na łebka! Boże chroń moją wątrobę!) najtańszymi butelkami winka - a może nalewkami, sam nawet nie wiem - jakąś zapojką i żarciem, co by to wszystko lepiej wchodziło. Wróciliśmy do mnie, ale zasiedliśmy na podwórku, na huśtawce za domem. Wiedziałem, że nikt z chaty nie wylezie, bo pogoda nie była najlepsza, zwłaszcza, że wcześniej padało, ale nam to nie przeszkadzało zupełnie. Koc pod dupę, na nogi i jedziesz z koksem. Zaczęliśmy pić. Wino w smaku było obrzydliwe, a po którymś tam łyku można było się przyzwyczaić, do jego cierpkiego smaku, że aż język stawał kołkiem. Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi co się ma, czy jakoś tak.
- Nie będzie chciał ze mną być, bo jestem bratem mojej siostry – warknąłem, obracając w dłoniach drugą butelkę.
Język się już plątał, w głowie pustka, a na gębie uśmiech nie z tej ziemi. Uchlałem się i byłem tego całkowicie świadom. Przynajmniej tak myślałem.
- A chociaż wie, że chcesz z nim być?
- W życiu!
- Powinieneś mu powiedzieć.
- Że się w nim zakochałem, jak jakiś podlotek, kiedy siora go przyprowadziła?
- Dokładnie. Przynajmniej teraz byśmy opijali Twoje złamane serce.
- Mam złamane serce! – obruszyłem się i upiłem porządny łyk.
- Złamany to Ty masz mózg, ale nie serce. Mogłeś mu powiedzieć, że się w nim bujasz, i po kłopocie.
- Mądry się znalazł, no patrzcie państwo.
- Ha, nawet się nie spodziewałeś, jaki mądry po alkoholu jestem.
Spojrzałem na niego i wybuchliśmy śmiechem. Procenty we krwi zdecydowanie sprawiały, że rozmowa się kleiła i mogłem sobie ponarzekać na swój los, życie i ogólnie mój zajebisty pech. To była idealna okazja, by móc się wygadać, a rano mieć kaca mordercę, bo przecież nie można było się ograniczać? Trzeba pić, skoro jest co. Nawet nie zdawałem sobie sprawy ze swojego stanu, póki Aki nie przekonał mnie, by jednak powiedzieć Kazumie o moich uczuciach. A ja głupi, oczywiście zabrałem się ochoczo za to wszystko. Co mi w końcu zostało? Gorzej być nie może.
Rano wstałem z niemiłosiernym kacem i bólem głowy. Każdy ruch potęgował falę bólu i nerwowych ruchów mojego żołądka, który chciał się wypróżnić, ale konsekwentnie mu to uniemożliwiałem. Chciałem walnąć się w łeb, ale obawiałem się, że będzie tylko gorzej. I pewnie by było. Spojrzałem na telefon i mruknąłem cicho. No, już po 11, a nie pamiętam o której poszedłem spać. Rozejrzałem się po pokoju, Aki spał w najlepsze na podłodze, wtulając się w poduszkę, którą zawinął mi z łóżka. Zerknąłem na telefon ponownie, bo dioda oznajmiająca nadejście wiadomości, świeciła niemiłosiernie i irytowała mnie. Ktoś mnie jednak kocha? – przeszło mi przez myśl, kiedy otwierałem odpowiedni folder. I od razu zerwałem się z łóżka, jak oparzony, kiedy zobaczyłem, co w nocy zrobiłem. Świat wirował, żołądek podszedł do gardła. Nie było to dobre posunięcie w moim stanie, ale miałem to gdzieś. Gorzej być niby nie może? Kpina, bo może i to kurwa bardzo.
*****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że się Wam podoba.
Powoli, tip-topkami zaczyna się coś dziać. Albo zbliżamy się do czegoś, by się coś w końcu ruszyło.
Z dalszym pisaniem idzie krucho, bo denerwują mnie te ledwo działające klawisze, no szału można dostać! Muszę coś z tym zrobić, serio.
Wybaczcie błędy, nie poprawione - standardowo.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.
Witam,
OdpowiedzUsuńto ja ;] przepraszam, że to tyle zajmuje, choć chyba jeszcze mam gdzieś tam zaległości w jakimś tekście, to jednak to opowiadanie staram się już w miarę na bieżąco czytać... i cholercia rewelacyjnie, też cieszy mnie fakt, że regularnie jest aktualizowane... oby tak dalej... a można liczyć w przyszłości na opowiadania z onetu przeniesione? No chyba, ze jednak nie masz ich kopii u siebie....
a co do tego opowiadania... rewelacja, dobrze, ze ma tak wspaniałego przyjaciela, który wspiera, a Kenzo czy naprawdę jest tak jak myśli, bo można byłoby tłumaczyć sobie, że nie zakocha się w siostrze swojej byłej, bo jednak wolałby brata swojej byłej ;]
no i czekam na więcej ;] ;D
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Cześć.
UsuńCo to opowiadań z onetu, to prawdopodobnie skopiowałam wszystko na komputer, bo nie chciałam stracić kawału mojej pisarskiej historii. :) Czy wrzucę je tutaj, to wszystko się okaże z czasem. Niektóre wrócą na pewno, ale nie wiem czy wszystkie. :D
Dziękuję Ci Basiu za komentarz, rozpromienił mnie. :D
Pozdrawiam, buziak!
Hej,
OdpowiedzUsuńwspaniały rozdział, o matko co zrobił... wyznał uczucia a jak Kazuma zareagował, tak przyjaciel to skarb dobrze że ma kogoś z kim może pogadać...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Iza