8 mar 2019

Kości zostały rzucone - VII.

Witam Wszystkich!
Łał, to już 7 notka tej historii, no szok!
Babki kochane, w dniu naszego święta wszystkiego co najlepsze! 
Zapraszam do czytania. 
*****
„KOCHAM CIĘ I CHCĘ Z TOBĄ BYĆ, WIEC MNIE NIE ODTRĄCAJ, BO CHOLERNIE MI NA TOBIE ZALEŻY. TAK BARDZO CIĘ KOCHAM.” Wysłałem do Kazumy wiadomość o treści, która zwaliła mnie z nóg – znaczy pewnie by mnie zwaliła, gdybym stał, ale cóż. Prawda była taka, że jakbym stał, to bym padł. Było napisane, jak byk i to drukowanymi literami. Niezaprzeczalny dowód mojego zaćmienia mózgu. Patrzyłem na ekran i nie wierzyłem. Zawsze śmiałem się z takich sytuacji, kiedy po pijaku ktoś wypisywał jakieś smsy do różnych osób, ale nie spodziewałem się, że JA znajdę się w tym zacnym gronie. Brawo Nico, kolejne granice absurdu zostały właśnie przez Ciebie przekroczone. Gratulację. Tylko, jak ja się z tego wytłumaczę? Trzymałem aparat w dłoniach i gapiłem się w ekran, odświeżając co chwilę obraz. Nie doczekałem się odpowiedzi, więc łudziłem się, że może nie przeczytał i dalej mam szansę, jakąkolwiek szansę chociaż na przyjaźń? Nie wiedziałem, dlaczego musiałem być taki głupi, jak na swoje lata i dać się wciągnąć w tę gierkę. Moje szczęście skończyło się tylko na tym, że wiadomość która właśnie przyszła, nie była od niego, a głupią reklamą. Jednak mnie nikt nie kocha, ale w tej sytuacji, może to i lepiej? Byłem przerażony!
- Aki, to Twoja wina – burknąłem, rzucając go poduszką. 
Ten, w odpowiedzi tylko zamruczał i mlasnął. Na pewno śnił o żarciu, kiedy ja przeżywałem katuszę, prawdziwe piekielne katusze. Jak na swój racjonalizm, zachowywałem się coraz bardziej irracjonalnie. A myślałem, że gorzej być nie może, a tak cholernie się pomyliłem. Nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Niemal od razu wytrzeźwiałem, choć nie sądziłem, że to w ogóle możliwe. Ale nie sądziłem też, że kiedyś będę wypisywał sms po pijaku i tak się pomyliłem. Zaczynałem powoli poznawać sam siebie i coraz bardziej zaskakiwało mnie moje zachowanie. Niby, co na trzeźwo się myśli, po pijaku powie, nabierało dla mnie nowego znaczenia. Wibracja telefonu wyrwała mnie z ogłupienia. Zgryzając wargę, spojrzałem na ekran i modliłem się o jakiś cud, by nagle wszystkie telefony szlak trafił, albo o apokalipsę, jakąkolwiek! Czy wymagam naprawdę tak wiele? Prychnąłem i otworzyłem odpowiednią aplikację. Zbladłem, kiedy dostrzegłem, że Kazuma odpisał. Świat się zatrzymał, kiedy dostrzegłem zwyczajne: „Ok.” Ale… że co? Jakie do cholery ‘ok’? Co to miało znaczyć?
- Co się stało? – spytał zaspany chłopak, wpatrując się w mój telefon i w wiadomości. Nie przeszkadzało mi to, poza walącym oddechem, jeszcze nie do końca przetrawionego alkoholu. No dramat. – Napisałeś mu sms po pijaku? – spytał, chociaż zaraz zaśmiał się, przypominając pewnie sobie komizm całej tej sytuacji. – No fakt, się zarzekałeś, że mu tego nie wyznasz.
- Cholera! Aki, sprowokowałeś mnie – warknąłem oburzony, wciąż wpatrując się w te dwie litery, które nie powinny nic znaczyć. – Tylko do cholery, co znaczy to ‘ok’?
- No, że… rozumie? Albo… że go to śmieszy?
- Albo uważa mnie za idiotę! Matko, dopiero się wszystko mogło zacząć, a już musiałem zjebać po całości. Z połowiczną Twoją winą rzecz jasna – fuknąłem, celując w niego oskarżycielsko palec. W sumie, żeby to był pierwszy raz, więc Aki nie przejął się moim fochem i urażoną dumą.
- Wszystko przekreślasz i pesymistycznie podchodzisz do tego. Trochę optymizmu by Ci się przydało. Chociaż jest pozytyw w tym wszystkim.
- Niby co takiego? – warknąłem, bo pozytywnych rzeczy nie widziałem w tym za grosz.
- Pamiętałeś o znakach interpunkcyjnych – powiedział mój przyjaciel i zaraz wybuchł śmiechem.
A ja, ja siedziałem jak sparaliżowany i trawiłem wszystko kilkakrotnie. Ten debil się ze mnie bezczelnie naśmiewał, chociaż powinienem być przyzwyczajony do tego, i próbował mnie na swój własny, pokręcony sposób pocieszyć. Właściwie nie wiedziałem, czy mam się śmiać, czy płakać. Moje życie stawało się koszmarem.
- Ciekaw jestem, co Ty byś czuł, na moim miejscu? – fuknąłem, kiedy jako tako się uspokoił.
- Hm – zaczął, łapiąc się za brodę, niczym jakiś cholerny myśliciel. – Wielce prawdopodobne, że dokładnie to co Ty, a Ty dokładnie to co ja. Nico, zacznij zachowywać się jak facet, serio. No stało się i co, świat się zawalił?
Nie chciałem mówić, ale tak, mój poukładany świat runął już wtedy, kiedy poznałem mojego osobistego wymarzonego męża (naprawdę w myślach nazywałem go swoim mężem, co ja robię ze swoim życiem? Boże, Boże, jak ja się stoczyłem!). To też była jego wina, że przypałętał się i tak zawrócił mi w głowie, jak nikt nigdy przedtem. Teraz jedynie obawiałem się tego, co może się stać i jak to wszystko wpłynie na nasze, dopiero rodzące się relacje. Może niczego nie zniszczyłem, chociaż i tego nie mogłem być pewny, w końcu nie wiedziałem, co znaczy jego ‘ok’. A to doprowadzało mnie do szału. Wzdychałem jak szczeniak, ale co mogłem poradzić. Nie znałem go na tyle, by wiedzieć, co te dwie litery mogły znaczyć. Wciąż się łudziłem, że miałem jakiekolwiek szansę, mimo naszej ostatniej rozmowy. Pojedyncze płomyki nadziei jeszcze się tliły, chociaż podejrzewam, że niezbyt długo. Będę musiał wrócić do swojego marnego życia i żyć, jakoś z moim bagażem gównianych doświadczeń.
- NICO! – krzyknął mój przyjaciel, praktycznie mi do ucha. Byłem niemal pewien, że poszedł mi bębenek.
- Ogłuchłem! Czy jeszcze kiedyś zagram na skrzypcach? – spytałem, wydając z siebie dźwięki podobne do osła ze Shreka.
- Nico, nie żartuj sobie, no! – fuknął chłopak, chociaż widziałem, że nerwowo potrząsał nogą.
- Dobra, dobra. Co jest, że od rana na kacu chcesz mnie znokautować kolejną wiadomością?
- Pamiętasz, tego gracza z internetów, którego ostatnio Ci pokazywałem? – spytał, a ja za cholerę nie mogłem sobie przypomnieć. Za dużo informacji na kacu. Widząc moje niezdecydowanie, kontynuował, wyraźnie zdegustowany moim brakiem wiedzy. – Pokazywałem Cię tego gościa, jak gra w moją ulubioną grę! A teraz na tych targach, na które ze mną pójdziesz, będzie on we własnej osobie!
Patrzyłem na Akiego i nie wiedział, z czego ta podnieta. Wyglądał, jakby miał wyzionąć ducha, albo dostać orgazmu. Chyba za wiele sobie wyobrażał po tych targach. Albo po spotkaniu z tym kolesiem.
- Czekaj…Jakie pójdziesz ze mną?! Zapomnij!
- Nico! Nie daj się prosić! Obiecałeś, bądź dobrym przyjacielem. Ze mną nie pójdziesz?
Parzyłem na niego i już wiedziałem, że nie mam prawa głosu w tej sprawie, a mój sprzeciw i tak by za wiele nie wniósł. Zbyt długo go znałem, by wiedzieć, że postanowił wszystko za mnie, nie biorąc mojego zdania pod uwagę. Bo jeśli chodziło o gry i żarcie, a przede wszystkim żarcie, niczyje zdaje się nie liczyło.
- Jestem głodny – jęknął mi w drugie ucho, które znacznie mniej ucierpiało w tej batalii. 
- Wiedziałem, że to powiesz. Co zjesz?
- Zaskocz mnie! – rzucił i wystrzelił z wyra, jakby co najmniej rozdawali gdzieś niedaleko darmowe bułki i dla niego mogłoby zabraknąć. Ten chłopak ma zbyt wiele miejsca w żołądku, jak na mój skromny budżet.
- Żarłok.
- Słyszałem!
Zaśmiałem się cicho i sam ruszyłem do kuchni. Przydałoby się coś zjeść i zacząć analizować swoje działania. Co prawda bardziej zbłaźnić się nie mogę, więc nie ma już problemu.
*****
I to byłoby na tyle.
Wyrobiłam się jeszcze na piątek, ale fartem, bo prawie zapomniałam wstawić. Ale się udało.
Powoli, ślimaczym tempem coś się dzieje, albo i nie. Czuję, że to będzie jak brazylijska telenowela, bo koncepcja się zmienia co chwilę. Leniwie ciągnę akcje do przodu. Aż czasem mam ochotę rzucić to w cholerę. Ale piszę dalej, bo to kocham, po prostu.
Kolejna notka, pewnie jeszcze w marcu. :)
Błędy niesprawdzane, standardowo. To co udało mi się wyłapać, poprawiłam, ale coś pewnie jeszcze się może znaleźć, standardowo.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.
Kobitki, jeszcze raz, wszystkiego nam najlepszego!

2 komentarze:

  1. Witam,
    tym razem szybciej jestem tutaj z komentarzem ;]
    o ja Nico ten sms wymiata, bosko naprawdę, tak alkohol uwalnia uczucia i robisz to czego nigdy byś na trzeźwo nie wyznał... i ta panika i myśli cudownie opisałaś, no właśnie co oznacza Kenzo „o.k.” akceptuje i może chce spróbować być razem, czy po prostu mimo takiego wyznania nie chce z nim zrywać kontaktów ;]
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejka,
    o ja, to wyznanie Nico nie ma co... wymiata po prostu z tym sms'em... ale ciekawe co oznacza to "ok" Kazuna ;)
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń