Witam Wszystkich!
W natłoku przygotowań, wrzucam Wam nową notkę. Chwilowo mam lekki przestój z pisaniem (zapas jeszcze jest, ufff), chociaż podejrzewam, że podczas świątecznego wolnego coś uda się naskrobać. Przynajmniej mam taką nadzieję :).
Nie jestem najlepsza w składaniu życzeń, więc powiem: WESOŁYCH ŚWIĄT!
Zapraszam do czytania.
*****
Zarejestrowałem, jak Aki podnosi się z podłogi i rzuca w
stronę chłopaka, który zdążył już wstać. Wyglądał na bardzo podekscytowanego i
zapewniam, że jakby z dupy - no okolic dupnych, szczegóły - nagle wyrósł mu
ogon, to merdałby nim w kółko.
- NAO!
Patrzyłem na chłopaka, który uśmiechał się do Akiego i głaskał go trochę niepewnie po głowie. Jak jakieś zwierzę! Teraz to ten ogon, by dopiero świrował! Ale chyba się znali, skoro Aki znał jego imię. Mnie ono nic kompletnie nie mówiło, więc stałem tam, jak te piąte koło u wozu i nerwowo ściskałem rąbek kraciastej koszuli.
- Co tu się odwala? – spytał Nao, jednak nie patrząc na nas, a obracając głowę w bok.
Dopiero teraz dostrzegłem, że poza naszą trójką, jest jeszcze jeden delikwent. Na pewno ochroniarz! Baba w mojej głowie zaczęła się miotać i piszczeć przerażona, a kiedy postać stanęła przede mną w pełnej krasie, dostałem palpitacji serca i naprawdę miałem ochotę wiać w te pędy, baba we łbie pisnęła i tyle było jej udziału w tej całej sprawie. Stał tam Kant, jakby żywcem wyjęty z moich marzeń sennych. Wyglądał świetnie, jak zwykle zresztą. Tylko dlaczego musiałem go spotkać?
- Cześć.
Przywitał się, kiedy na mnie spojrzał. Teraz w głowie pewnie ma ubaw po pachy, chociaż lekki uśmiech na jego przystojnej gębie, nie zdradzał za wiele. Był kulturalny, więc i ja powinienem zareagować. Tylko jak, skoro nie wiedziałem, czy rzucać się już na kolana i błagać o wybaczenie, czy odczekać jeszcze chwilę? Spojrzałem na niego i kiwnąłem mu głową, skupiając całą uwagę na Akim, który w dalszym ciągu obłapiał chłopaka. Chwyciłem go za kołnierz bluzy i odciągnąłem lekko. Nawet się nie zapierał, więc obeszło się bez komplikacji.
- Przepraszam za niego. Jest całkiem oswojony i niezbyt groźny – uśmiechnąłem się lekko, do Nao, by jakoś załagodzić całą akcję.
- Nico, to ON! – powiedział Aki, wyraźnie akcentując ostatnie słowo.
On, czyli, że…kto? Dopiero po chwili mnie olśniło! Mój palec, jakby żyjący swoim własnym życiem, wystrzelił w stronę Nao z prędkością światła.
- To ten specjalny nerd?! On?! – spytałem nieco zbity z tropu.
Nie spodziewałem się kogoś takiego. Wyobrażałem sobie takiego nerda z prawdziwego zdarzenia, takiego jak często są na memach w necie! A przede mną stał zwykły chłopak, który szczerzył zęby w uśmiechu, chociaż brew mu lekko drgała z irytacji. Ludzie, którzy całymi dniami grają w gry komputerowe, nie powinni wyglądać, tak jak on. To niedorzeczne!
- Em.. – zacząłem, chociaż tak naprawdę nie wiedziałem co powiedzieć.
- Trochę nie ładnie nazywać super gracza, nerdem wiesz, Nico? – powiedział rzeczowo mój przyjaciel, kiedy dostrzegł też i Kazumę (obczajaliśmy go w internetach, musiałem, by chociaż wiedział, kto łamie mi tak świat). Chociaż byłem pewien, że widzi tylko Nao. Tyrał mnie mój przyjaciel, a miałem nadzieję, że nic nie odwali. Jak widać nadzieja była płonna, jak wszystko co z tym debilem związane.
- Dodałem, że jest specjalnym nerdem, więc jakby nie uwłaczało to jego osobie – burknąłem. Wiedziałem, że Aki specjalnie mnie prowokuje, bym coś gadał.
- Co tu się odpierdala? – spytał Nao, krzyżując ręce na piersi.
Też wyglądał dobrze. Czarne włosy, bystre spojrzenie, idealnie dopasowane i modne ciuchy. Na gębie nie miał żadnych niespodzianek! Bardzo wielka przesada. To już powinno być karalne. Może znajdę na to jakieś przepisy i go pozwę? Ciekawe. Zwłaszcza, że Kazuma stał obok niego i we dwójkę prezentowali się, no cóż, obłędnie. Na to już powinien być jakiś paragraf! Z przyjemnością zajrzę, by coś znaleźć. Tylko, tak właściwie to co robił tutaj Kant? Ciekawiło mnie to, ale nie odważyłem się do niego jeszcze odezwać. Dalej miałem ochotę uciekać, gdzie pieprz rośnie. Ale wcale nie wyglądał, jakby miał zacząć się ze mnie nabijać.
- Nie mogłem się doczekać, by Cię spotkać. Oglądam wszystkie Twoje filmiki i uwielbiam Twój sposób grania. Jest po prostu bezbłędny, nieomylny i w ogóle, wow!
Aki stanął przed Nao i trajkotał o tym, jak bardzo uwielbiał jego sposób grania, że całkowicie się wyłączyłem. Rola piątego koła średnio mi pasowała, ale widziałem po minie Kanta (zerkałem, a co! kto mi zabroni?!), że jemu ta rola też nie odpowiadała. Zarejestrowałem, jak zbliża się do mnie, a serce mało nie wyskoczyło mi z piersi.
- Mój brat ma powodzenie – powiedział, kiedy stanął blisko mnie. Zdecydowanie za blisko, bo odbierało mi zdolność racjonalnego myślenia, mówienia i oddychania.
- Co?
No, Nico, popisujesz się swoją elokwencją jak zwykle, żałosne. Nie mogłem ogarnąć tego wszystkiego. Nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien rozmawiać z osobą, która wyznała mu miłość przez gównianego smsa, w taki sposób. Było normalnie, chociaż czujnie czekałem, aż mi dowali. Może potrzebował więcej świadków mojego upokorzenia? Baba w mojej głowie, panikowała coraz bardziej, krzyczała, płakała, wyła. Była irytująca. Głupia!
- Nao, to mój młodszy brat – wyjaśnił, wskazując głową w stronę chłopaka, który miałem wrażenie, spijał każdą pochwałę z ust Akiego, jak jakiś napój bogów. Nie wyglądało to za dobrze. Mój gejradar zawył przeraźliwie. Teraz się, jebany, naprawił! Spojrzałem na Nao, który wyraźnie teraz pożerał mojego przyjaciela wzrokiem, a ten debil, tak zapatrzony, zaślepiony, że nawet nie zwrócił uwagi. No debil, i to do kwadratu, albo sześcianu!
- Fajnie – rzuciłem jedynie, chociaż nie bardzo docierał do mnie sens jego słów.
Nie było czasu, by się nad tym zastanowić. Najważniejsze w tej chwili, było uratowanie cnoty Akiego. Nie, żeby ją miał, bo prawiczkiem to nie jest od lat, ale ten debil ze specjalny nerdem to był poszedł do łóżka, podejrzewam, w każdej chwili. Złapałem go za ramię, uśmiechając się przymilnie.
- Aki, zawracasz mu głowę, a on ma spotkanie z fanami.
- Ah, no tak. Przepraszam. Jakby coś, to, wiesz – plątał się Aki, wyraźnie nie wiedząc co powiedzieć. Oho, niedobrze. Mój przyjaciel się wahał, czego zwyczajnie nie robił. A to zapaliło czerwoną lampkę, na której iskrzył się napis „NIEBEZPIECZEŃSTWO”. Cholera!
- Może zjemy coś później razem? Spotkanie z fanami, pewnie jakiś mały turniej i możemy wyskoczyć, we czwórkę – powiedział Nao, przyglądając się wszystkim zebranym, najdłużej zatrzymując spojrzenie na swoim fanie.
- Jasne! – odpowiedział Aki, trochę zbyt entuzjastycznie, jak dla mnie.
Wymienili się numerami telefonów i tyle nas było. Perspektywa spędzenia kolejnych godzin, wśród tych wszystkich ludzi, mnie dobijała. A przerażenie dochodziło powoli do głosu. Miałem z Kantem spędzić kolejne godziny. Atmosfera między nami była napięta, ale chyba tylko z mojej strony. Tylko ja czułem się spięty, w jego towarzystwie, a on wręcz przeciwnie. Byłem pewny, że będzie się ze mnie naśmiewał, a tym czasem, do niczego takiego nie doszło. Wszystko było jednak kwestią czasu, tak sądziłem.
- MAM JEGO NUMER!!! – krzyknął Aki, tuż przy moim uchu, które już dzisiaj wyraźnie było nadszarpnięte. Teraz ogłuchłem, na pewno. – Mam jego numer, mam jego numer – śpiewał pod nosem, całkowicie olewając mój stan zdrowia. Taki z niego właśnie przyjaciel, phie.
- Wszyscy o tym słyszeli, na pewno. Zęby Ci zaraz wypadną.
Aki zaśmiał się tylko i chwycił moją rękę, ciągnąć mnie, podejrzewałem, że w stronę głównej hali. Bo dosłownie kilka sekund później, usłyszałem tupot kilku par nóg gdzieś za nami, co oznaczałoby tylko kłopoty. Ale jakoś ich uniknęliśmy, na szczęście.
Patrzyłem na chłopaka, który uśmiechał się do Akiego i głaskał go trochę niepewnie po głowie. Jak jakieś zwierzę! Teraz to ten ogon, by dopiero świrował! Ale chyba się znali, skoro Aki znał jego imię. Mnie ono nic kompletnie nie mówiło, więc stałem tam, jak te piąte koło u wozu i nerwowo ściskałem rąbek kraciastej koszuli.
- Co tu się odwala? – spytał Nao, jednak nie patrząc na nas, a obracając głowę w bok.
Dopiero teraz dostrzegłem, że poza naszą trójką, jest jeszcze jeden delikwent. Na pewno ochroniarz! Baba w mojej głowie zaczęła się miotać i piszczeć przerażona, a kiedy postać stanęła przede mną w pełnej krasie, dostałem palpitacji serca i naprawdę miałem ochotę wiać w te pędy, baba we łbie pisnęła i tyle było jej udziału w tej całej sprawie. Stał tam Kant, jakby żywcem wyjęty z moich marzeń sennych. Wyglądał świetnie, jak zwykle zresztą. Tylko dlaczego musiałem go spotkać?
- Cześć.
Przywitał się, kiedy na mnie spojrzał. Teraz w głowie pewnie ma ubaw po pachy, chociaż lekki uśmiech na jego przystojnej gębie, nie zdradzał za wiele. Był kulturalny, więc i ja powinienem zareagować. Tylko jak, skoro nie wiedziałem, czy rzucać się już na kolana i błagać o wybaczenie, czy odczekać jeszcze chwilę? Spojrzałem na niego i kiwnąłem mu głową, skupiając całą uwagę na Akim, który w dalszym ciągu obłapiał chłopaka. Chwyciłem go za kołnierz bluzy i odciągnąłem lekko. Nawet się nie zapierał, więc obeszło się bez komplikacji.
- Przepraszam za niego. Jest całkiem oswojony i niezbyt groźny – uśmiechnąłem się lekko, do Nao, by jakoś załagodzić całą akcję.
- Nico, to ON! – powiedział Aki, wyraźnie akcentując ostatnie słowo.
On, czyli, że…kto? Dopiero po chwili mnie olśniło! Mój palec, jakby żyjący swoim własnym życiem, wystrzelił w stronę Nao z prędkością światła.
- To ten specjalny nerd?! On?! – spytałem nieco zbity z tropu.
Nie spodziewałem się kogoś takiego. Wyobrażałem sobie takiego nerda z prawdziwego zdarzenia, takiego jak często są na memach w necie! A przede mną stał zwykły chłopak, który szczerzył zęby w uśmiechu, chociaż brew mu lekko drgała z irytacji. Ludzie, którzy całymi dniami grają w gry komputerowe, nie powinni wyglądać, tak jak on. To niedorzeczne!
- Em.. – zacząłem, chociaż tak naprawdę nie wiedziałem co powiedzieć.
- Trochę nie ładnie nazywać super gracza, nerdem wiesz, Nico? – powiedział rzeczowo mój przyjaciel, kiedy dostrzegł też i Kazumę (obczajaliśmy go w internetach, musiałem, by chociaż wiedział, kto łamie mi tak świat). Chociaż byłem pewien, że widzi tylko Nao. Tyrał mnie mój przyjaciel, a miałem nadzieję, że nic nie odwali. Jak widać nadzieja była płonna, jak wszystko co z tym debilem związane.
- Dodałem, że jest specjalnym nerdem, więc jakby nie uwłaczało to jego osobie – burknąłem. Wiedziałem, że Aki specjalnie mnie prowokuje, bym coś gadał.
- Co tu się odpierdala? – spytał Nao, krzyżując ręce na piersi.
Też wyglądał dobrze. Czarne włosy, bystre spojrzenie, idealnie dopasowane i modne ciuchy. Na gębie nie miał żadnych niespodzianek! Bardzo wielka przesada. To już powinno być karalne. Może znajdę na to jakieś przepisy i go pozwę? Ciekawe. Zwłaszcza, że Kazuma stał obok niego i we dwójkę prezentowali się, no cóż, obłędnie. Na to już powinien być jakiś paragraf! Z przyjemnością zajrzę, by coś znaleźć. Tylko, tak właściwie to co robił tutaj Kant? Ciekawiło mnie to, ale nie odważyłem się do niego jeszcze odezwać. Dalej miałem ochotę uciekać, gdzie pieprz rośnie. Ale wcale nie wyglądał, jakby miał zacząć się ze mnie nabijać.
- Nie mogłem się doczekać, by Cię spotkać. Oglądam wszystkie Twoje filmiki i uwielbiam Twój sposób grania. Jest po prostu bezbłędny, nieomylny i w ogóle, wow!
Aki stanął przed Nao i trajkotał o tym, jak bardzo uwielbiał jego sposób grania, że całkowicie się wyłączyłem. Rola piątego koła średnio mi pasowała, ale widziałem po minie Kanta (zerkałem, a co! kto mi zabroni?!), że jemu ta rola też nie odpowiadała. Zarejestrowałem, jak zbliża się do mnie, a serce mało nie wyskoczyło mi z piersi.
- Mój brat ma powodzenie – powiedział, kiedy stanął blisko mnie. Zdecydowanie za blisko, bo odbierało mi zdolność racjonalnego myślenia, mówienia i oddychania.
- Co?
No, Nico, popisujesz się swoją elokwencją jak zwykle, żałosne. Nie mogłem ogarnąć tego wszystkiego. Nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien rozmawiać z osobą, która wyznała mu miłość przez gównianego smsa, w taki sposób. Było normalnie, chociaż czujnie czekałem, aż mi dowali. Może potrzebował więcej świadków mojego upokorzenia? Baba w mojej głowie, panikowała coraz bardziej, krzyczała, płakała, wyła. Była irytująca. Głupia!
- Nao, to mój młodszy brat – wyjaśnił, wskazując głową w stronę chłopaka, który miałem wrażenie, spijał każdą pochwałę z ust Akiego, jak jakiś napój bogów. Nie wyglądało to za dobrze. Mój gejradar zawył przeraźliwie. Teraz się, jebany, naprawił! Spojrzałem na Nao, który wyraźnie teraz pożerał mojego przyjaciela wzrokiem, a ten debil, tak zapatrzony, zaślepiony, że nawet nie zwrócił uwagi. No debil, i to do kwadratu, albo sześcianu!
- Fajnie – rzuciłem jedynie, chociaż nie bardzo docierał do mnie sens jego słów.
Nie było czasu, by się nad tym zastanowić. Najważniejsze w tej chwili, było uratowanie cnoty Akiego. Nie, żeby ją miał, bo prawiczkiem to nie jest od lat, ale ten debil ze specjalny nerdem to był poszedł do łóżka, podejrzewam, w każdej chwili. Złapałem go za ramię, uśmiechając się przymilnie.
- Aki, zawracasz mu głowę, a on ma spotkanie z fanami.
- Ah, no tak. Przepraszam. Jakby coś, to, wiesz – plątał się Aki, wyraźnie nie wiedząc co powiedzieć. Oho, niedobrze. Mój przyjaciel się wahał, czego zwyczajnie nie robił. A to zapaliło czerwoną lampkę, na której iskrzył się napis „NIEBEZPIECZEŃSTWO”. Cholera!
- Może zjemy coś później razem? Spotkanie z fanami, pewnie jakiś mały turniej i możemy wyskoczyć, we czwórkę – powiedział Nao, przyglądając się wszystkim zebranym, najdłużej zatrzymując spojrzenie na swoim fanie.
- Jasne! – odpowiedział Aki, trochę zbyt entuzjastycznie, jak dla mnie.
Wymienili się numerami telefonów i tyle nas było. Perspektywa spędzenia kolejnych godzin, wśród tych wszystkich ludzi, mnie dobijała. A przerażenie dochodziło powoli do głosu. Miałem z Kantem spędzić kolejne godziny. Atmosfera między nami była napięta, ale chyba tylko z mojej strony. Tylko ja czułem się spięty, w jego towarzystwie, a on wręcz przeciwnie. Byłem pewny, że będzie się ze mnie naśmiewał, a tym czasem, do niczego takiego nie doszło. Wszystko było jednak kwestią czasu, tak sądziłem.
- MAM JEGO NUMER!!! – krzyknął Aki, tuż przy moim uchu, które już dzisiaj wyraźnie było nadszarpnięte. Teraz ogłuchłem, na pewno. – Mam jego numer, mam jego numer – śpiewał pod nosem, całkowicie olewając mój stan zdrowia. Taki z niego właśnie przyjaciel, phie.
- Wszyscy o tym słyszeli, na pewno. Zęby Ci zaraz wypadną.
Aki zaśmiał się tylko i chwycił moją rękę, ciągnąć mnie, podejrzewałem, że w stronę głównej hali. Bo dosłownie kilka sekund później, usłyszałem tupot kilku par nóg gdzieś za nami, co oznaczałoby tylko kłopoty. Ale jakoś ich uniknęliśmy, na szczęście.
*****
I to byłoby na tyle.
Mam
nadzieję, że się podoba. Ciągle jestem w szoku, że coś pisanego w
pierwszej osobie w moim wydaniu mi się podoba - naprawdę potężny szok!
Błędy nie sprawdzane - sprawdziłam je ja, więc coś się może znaleźć, standardowo. Kolejna notka pewnie jakoś w maju, więc oczekiwać! - o ile ktoś czeka. xD"
Jeszcze raz: WESOŁYCH ŚWIĄT!
Niech Yaoi będzie z Wami xD.
Hejka,
OdpowiedzUsuńfantastycznie, no i co? wpadli akurat na tego wielkiego nerda ;) który to okazał się... (werble proszę) bratem Kazuno cudownie po prostu...
weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Iza