Witam Was moje kurczaczki ;).
Jak tam Wam mijają przygotowania do jutrzejszego śniadanka? U mnie wszystko gotowe, więc trochę luzu jest^^.
Tak mnie naszło na tą notkę, którą za chwilę Wam przedstawię. To nie jest nic specjalnego, ale trochę wprowadzenia w - może - świąteczny nastrój. Mnie się nawet podoba, więc mam nadzieję, że Wam też przypadnie do gustu ;).
*
Z okazji Świąt Wielkanocnych życzę Wam wszystkim i sobie:
miłości, która jest ważniejsza od wszelkich dóbr,
zdrowia, które pozwala przetrwać najgorsze.
Pracy, która pomaga żyć.
Uśmiechów bliskich i nieznajomych, które pozwalają lżej oddychać
i szczęścia, które niejednokrotnie ocala nam życie.
miłości, która jest ważniejsza od wszelkich dóbr,
zdrowia, które pozwala przetrwać najgorsze.
Pracy, która pomaga żyć.
Uśmiechów bliskich i nieznajomych, które pozwalają lżej oddychać
i szczęścia, które niejednokrotnie ocala nam życie.
Zapraszam serdecznie do czytania ;*.
*****
-
Ja… już… nie… mogę – wyjęczał chłopak,
napierając całym swoim ciężarem na zimną ścianę.
To
było takie denerwujące, że to właśnie on musiał to robić. Przecież był
stworzony do większych rzeczy, a nie do tego. W życiu nie widział w siebie w
tej głupiej roli. A teraz? No proszę, stał i napierał ciałem na ścianę. Żałosne
zagranie, naprawdę żałosne.
-
Muszę to robić? – spytał, czując, jak zimno obezwładnia jego ciało.
Mógł
trochę pomyśleć i ubrać koszulkę, ale właściwie został tak szybko wyciągnięty z
łóżka, że nawet nie zdążył się porządnie rozejrzeć, a już opierał się o ścianę.
Cholernie zimną ścianę, zaznaczam.
-
Musisz – zaśmiał się drugi chłopak, stojąc za nim.
-
Ale ta ściana jest zimna.
-
I co z tego?
-
Zimno mi głupi! Ile muszę trzymać ten durny obraz?! – fuknął, wskazując głową
na trzymający nad głową obraz, który właściwie – według niego – nie
przedstawiał praktycznie nic, poza jakimiś kreskami. Współczesna sztuka? Chyba
jej nie rozumiał.
-
Przestań panikować, już kończę – mruknął drugi, wyciągając zza pleców młotek i
jednym, szybkim ruchem wbijając gwóźdź i zawieszając ten nieszczęsny obraz.
-
Daniel, jesteś paskudny! – warknął chłopak, obejmując się rękami, by jakoś się
rozgrzać.
-
Wiesz, że znam dobre sposoby na rozgrzanie – powiedział Daniel, uśmiechając się
zalotnie.
-
Ja już znam twoje sposoby i podziękuję po dzisiejszej nocy – mruknął chłopak,
idąc w stronę sypialni, gdzie narzucił na siebie jakaś koszulkę.
Może
nie pachniała zbyt zachęcająco i nie grzeszyła czystością, więc miał pewność,
że Daniel nie podejdzie za blisko. Chociaż tyle szczęścia. Wrócił do salonu,
gdzie młody mężczyzna przyglądał się powieszonemu dziełu. Sam nie wiedział co z
tym jest.
-
Co ty w tym widzisz? – spytał, siadając na sofie.
-
Ty, Kacperku się po prosu na tym nie znasz – odpowiedział. – Ten obraz pokazuje
istotę ludzką w tym świecie, a właściwie jej całe życie. Te wszystkie kolory
pokazują, jakie może być nasze życie, jeśli weźmiemy je w swoje ręce. Wszystko
od nas zależy.
Kacper
rozdziawił usta w szoku. W życiu nie spojrzałby na kilka kresek na kolorowym
tle, jako na życie. Bardzo dziwna koncepcja, a raczej słowa z ust chłopaka,
trochę go zszokowały.
-
Zamknij dziób, bo ci mucha wleci – Daniel pstryknął go w nos.
-
Taaa, w ten cudowny czas zimowy, raczej żadnej muchy nie spotkam – mruknął,
patrząc na krajobraz za oknem, gdzie oczywiście sypał śnieg.
Nie,
nie sypał, ale po prostu delikatnie padał. Ale to i tak wystarczyło, żeby
człowiek stracił całą chęć do życia widząc taką pogodę. A przecież był już
marzec i wielkimi krokami zbliżała się Wielkanoc. Właściwie tylko tydzień
dzielił od świąt, a pogoda wcale nie zamierzała się zmieniać. Czyżby Matka
Natura już przestała lubić świat i zesłała drugą epokę lodowcową? Nie, no bez
jaj. Aż tacy źli to chyba ludzie nie są, nie licząc kilku przypadków, kiedy to
wyrzucają śmieci do lasu, wylewają ścieki i inne substancje do rzek. Tak,
zdecydowanie zasłużyliśmy na epokę lodowcową! Epoka lodowcowa – odsłonę drugą
czas zacząć!
-
A ty, co tak milczysz? – spytał Daniel, siadając obok i kładąc głowę na jego
kolanach.
-
Ten obraz daje człowiekowi do myślenia – fuknął. – Skąd ty go w ogóle
wytrzasnąłeś?
-
Wylicytowałem! – odpowiedział z dumą.
-
Takie paskudztwo? To ja mógłbym lepsze namalować, nie mając zielonego pojęcia o
sztuce malarstwa
-
Kacper, jesteś podły.
-
Oj tam, oj tam.
Nie
rozmawiali dłużej, bo Daniel dostał telefon z roboty, że coś tam się w
papierach nie zgadza i musiał wszystko
tłumaczyć. Ale to się nie sprawdziło i musiał jechać do firmy, wyklinając
wszystkich po kolei, poza Kacperkiem rzecz jasne. Oczywiście przed wyjazdem
kazał chłopakowi zrobić listę zakupów, na którą pojadą zaraz po powrocie.
Kacper rzecz jasna listy nie zrobił, bo i po co? Zakupy można zrobić i bez
tego. Przecież to nie jest najważniejsze podczas świat, prawda? Najważniejsza
jest atmosfera – którą nie czuć przez ten paskudny śnieg – bliskość, wspólne
przeżywanie wszystkiego, a nie zakupy. To jest tylko zbędny dodatek do tego
wszystkiego. Ale przecież coś trzeba zrobić do żarcia, by podczas tego nie zdechnąć
z głodu, co mogłoby się zdarzyć w przypadku Kacpra, który był głodomorem.
Wszyscy się śmieję z niego, że go lepiej ubierać niż żywić. I sam obśmieszany w
stu procentach się w tym zgadzał. A, że święta były jedynym czasem, gdzie mógł
najeść się do nieprzytomności to nie omieszkał z tego nie skorzystać. W końcu
taka wyżerka zdarza się tylko dwa razy w roku, a to stanowczo za mało. Po dwóch
godzinach w złym humorze do domu wpadł Daniel. Daniel plus zły humor, równa się
rzeź niewiniątek. A niech to!
-
Zrobiłeś listę? – padło pytanie, kiedy tylko przekroczył próg mieszkania.
Kacper
przełknął ślinę i coś wybełkotał, że był zajęty sprzątanie, czy tam inne drobne
kłamstewko, byle nie usłyszeć litanii, jaką mógł otrzymać.
-
Czyli nie zrobiłeś? – bardziej stwierdził, niż zapytał. – A przecież cię
prosiłem wychodząc do roboty. Czy ty nie mogłeś tego zrobić? I nie, nie
wykręcaj mi się tutaj sprzątaniem, bo widzę, że jeszcze kilka dni i zarośniemy
brudem. Nic tylko nasrać na środku i spokój. Ale po co? Ty przecież byłeś taki
zajęty tym wszystkim, co się w około dzieje. Przecież lepiej obejrzeć sobie
telewizor, czy ten cholerny śnieg, niż zrobić durną listę zakupów. Ale my
przecież lubimy chodzić nie wiadomo ile po sklepie w poszukiwaniu odpowiednich
składników. A to zajmie nam pół dnia, a tak? Około godziny! Tak to jest właśnie
na ciebie liczyć.
Kacper
przełknął ślinę i głośno odetchnął. Wiedział, że tak się skończy i jego gadka,
go nie ominie. I czym tu się denerwować? No naprawdę, bez jaj.
-
Daniel, przepraszam, ale to tylko zakupy. Nie przesadzaj – wyszeptał,
zakładając swoją kolorową, wręcz rażącą kolorami czapkę.
-
Nie przesadzaj?! A co ty będziesz jeść na święta, kochaneczku?
-
Ja sobie poradzę – fuknął, wychodząc z mieszkania i trzaskając drzwiami.
Miał
w nosie co powiedzą sąsiedzi, którzy byli przyzwyczajeni do ich humorków,
kłótni i dziwnego zachowania, więc nawet starsza pani z piętra wyżej już nie
pojawiała się zaciekawiona wyglądając przez barierkę na dwóch młodych mężczyzn.
Daniel po chwili doszedł do niego i razem pojechali, do jednego z większych
supermarketów, których nie było w okolicy. Wszystkie markety na obrzeżach
miasta, więc jeszcze trzeba było przejechać spory kawałek od domu. Przez całą
drogę nie odzywali się do siebie ani słowem, nawet zakupy robili bez słowa.
Kacper na każde pytanie chłopaka, prychał lub potakiwał. A, że Daniel znał go
na tyle dobrze, że znał gust młodego, to nawet bez pytania mógł wziąć to, co on
by zjadł. Całe zakupy zajęły im około trzech godzin, po których to wykończeni
wracali do domu. Oczywiście w domu byłe zwyczajowe przeprosiny. Jakby kto nie
wiedział, to ich godzenie się wyglądało tak – namiętny seks w pokoju, namiętny
seks w sypialni i dziki seks w łazience. Takie przeprosiny preferowali oboje,
więc było czadowo.
Dni
do świąt minęły im w zastraszająco szybkim tempie. Nawet się nie obejrzeli, a
tu już nastała Wielka Sobota. Kacper z wielką starannością przystroił koszyczek
ze święconką w bazie, bukszpan, kolorowe wstążeczki, kwiatki – wszystko, byle
ich koszyczek się wyróżniał. Żarełko na jutrzejsze śniadanko mieli prawie
gotowe, zwłaszcza, że u siebie w domu tak naprawdę zjedzą tylko lekki posiłek,
bowiem idą na śniadanko wraz z obiadem do rodziców Kacpra, a w lany
poniedziałek – do rodziców Daniela. Kolejność była zmienna, a teraz akurat
przypadło na taką.
-
Zrobione – powiedział, pokazując ozdobiony koszyczek Danielowi.
-
No – Daniel, nie wiedział co powiedzieć. – Na pewno będziemy się wyróżniać.
-
No wiem! Oto mi chodziło – powiedział rozradowany, całując chłopaka w policzek.
Poszli
na święconkę, gdzie najwięcej uwagi, jak można było się spodziewać, zwrócił
koszyczek Kacpra, który na tle innych koszyków, naprawdę rzucał się w oczy. Ale
co poradzić? Taki był chłopak i wszystkie jego rzeczy musiały się odznaczać i
wyróżniać na tle innych. No cóż, tak było zawsze i wszędzie. Po prostu lubił
być w centrum uwagi i zwracać ją na siebie. Reszta dnia minęła im w nad wyraz
spokojnie, nie licząc szybkiego numerka, kiedy akurat w telewizji nic nie było.
Każdy powód do seksu jest dobry, a co! Niedziela już nie minęła tak szybko.
Zjedli oboje swoje lekkie śniadanko, potem na godzinę 12 byli umówieni z
rodzicami Kacpra, więc odstawieni jak stróże w Boże Ciało udali się do
rodzinnego domu Kacpra. Fakt, nie musieli się tak ubierać, ale tak było
grzeczniej i dostojniej, zwłaszcza, że matka chłopaka była dość konserwatywna w
tych sprawach. Dla niej na śniadanie wielkanocne trzeba było się ubrać ładnie i
schludnie. Dziwne, ale normalne. Każdy chciał wyglądać jakoś inaczej, chociaż w
te kilka dni w roku. Kiedy tylko weszli do mieszkania, mamusia przygotowała
herbatę, kawkę i ciasto, co by jej synek z głodu do obiadu nie umarł.
Rozmawiali wesoło, śmiali się – więc jednym słowem dzień można było zaliczyć do
udanych. Chociaż bardzo męczących, ale jakoś dali radę. W domu szybki prysznic
wspólny – co by nie marnować za dużo wody – buzi buzi i do spania. Daniel –
cwaniaczek – nastawił sobie budzik na siódmą rano, co by móc rano sprawić
‘miłą’ pobudkę swojemu ukochanemu. Kiedy budził zaczął dzwonić, otworzył
leniwie oczy by go wyłączyć i chlust! Wiadro zimnej wody od razu wybudziło go z
krainy Morfeusza!
-
Wesołego śmigusa-dyngusa! – krzyknął rozradowany Kacper wystrzelając z łóżka
niczym z procy.
Oczywiście
Daniel wyleciał zaraz za nim calusieńki mokry, przynajmniej całą górę miał
mokrą. Wpadł do łazienki i napełnił całą miskę wodą. Miał gdzieś, że porozlewa
wodę na około i wszędzie może być mokro. Teraz najważniejsze było to, by
odzyskać swój honor i oblać Kacperka. Nie musiał długo czekać, gdyż młody pojawił
się w drzwiach, kiedy już wychodził. Zamachnął się i cała zawartość miski
poleciała na zaskoczonego i piszczącego – niczym mała dziewczynka – Kacperka.
To było całkiem zabawne, zobaczyć caluśkiego mokrego chłopaka, zwłaszcza, że
woda była zimna, a on był w samych spodniach. Tak zazwyczaj spał, więc na pewno
poczuł dotkliwe zimno, ale wcale na to nie wyglądało, gdyż na jego twarzy
wpierw pojawił się grymas, a potem został zastąpiony uśmiechem, a potem wielkim
wybuchem radości. Przez dłuższy czas śmiali się, oblewając się znacznie
mniejszą ilością wody, jaką jest zwykła szklanka czy literatka, a nawet
kieliszek. Tradycja była odbębniona do przyszłego roku, a co! Kiedy usiedli na
mokrej podłodze, ponownie nastąpił wybuch śmiechu.
-
Trzeba to posprzątać – powiedział Daniel, kiedy jako tako się uspokoił.
-
Zalaliśmy całe mieszkanie – dodał Kacper, cały czas chichocząc.
-
Zdecydowanie – mruknął Daniel i nie minęła chwila, a rzucił się na Kacpra
łącząc ich usta w namiętnym pocałunku.
Wiadome
było, jak to wszystko się skończy. Ciała mokre, to są ciała naprawdę mega
kuszące i rozgrzewające do czerwoności. A już mokre ciałko Kacperka,
doprowadzało nie tylko Daniela do rozkosznych dreszczy, a każdego kto mógł je
obejrzeć bez koszulki. Bowiem chłopak miał idealne ciało, ma brzuchu zero
sadełka, a ładnie zarysowane mięśnie – chociaż wcale nie dbał o sylwetkę,
jedynie czasem jakieś ćwiczenia i dwa, trzy razy w miesiącu siłownia – chociaż
wpierdzielał żarcia za trzech, a nawet czterech rosłych mężczyzn, do których on
drobny się nie zaliczał. Był rozkosznie słodki i urzekający, więc Daniel
mieszkając raz z nim, niemal uzależnił się od niego. Tak samo jak Kacper od
Daniela, który był chodzącym ideałem męża – dobry, odpowiedzialny, wyrozumiały,
kochający, czuły, seksowny, namiętny, szarmancki, po prostu prawdziwy
dżentelmen, jakich mało na tym świecie. Oczywiście szybki numerek musiał odbyć
się na mokrej podłodze, która w tym momencie wcale nie przeszkadzała. Dwa ciała
zatracone w sobie, w miłosnym uniesieniu, spragnieni subtelnych pieszczot,
przepełnieni miłością i namiętnością, którą wywoływał w nich ten akt.
Do mamy Daniela trafili
dopiero na obiad, gdyż wcześniej nie zdążyli się wyrobić ze sprzątaniem i
ponownym numerkiem, kiedy byli niemal gotowi. Ciągle spragnieni seksu i nigdy
nie mieli siebie dość. Rodzinna atmosfera była wspaniała, idealna, dopełniająca
ten świąteczny, choć zimowy nastrój. Zdecydowanie była to wspaniała Wielkanoc.
Niby taka zwykła, ale niezwykła za razem.
*****
I to było by na tyle.
Mam nadzieję, że chociaż niektórym z Was czytających - bo komentują tylko dwie stałe osoby ;* - się spodoba ;). Bardzo mi zależy na Waszej opinii, ale do niczego Was rzecz jasna, nie zmuszam ;).
Notka niebetowna, gdyż nie było czasu na dostarczenie i w ogóle! Zamieszanie świąteczne i te sprawy, więc notkę sprawdziłam Ja. W razie błędów - moja wina!
Jaki - bardzo fajnie, że się odezwałaś ;). Tak dawno nie gadałyśmy, szmat czasu ;).
Jeszcze raz WESOŁYCH ŚWIĄT KURCZACZKI! ;*.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.
PS. O notce nie powiadamiam, bo mam lenia ;P.
PS. O notce nie powiadamiam, bo mam lenia ;P.

A będą jeszcze jakieś dalsze rozdziały dotyczące historii " Przypadki chodzą po ludziach " ??
OdpowiedzUsuńWłaściwie jeśli mam być szczera, to miałam to w planach, ale z koleżanką, która mi wiele pomogła urwał nam się kontakt. I właściwie nie wiem, co z tego wyjdzie, czy będą dalsze części "Przypadków". Może samej uda mi się coś naskrobać.
UsuńLeniuszek. xD Wesołych Świąt ;3
OdpowiedzUsuńNamiętnie, zabawnie - czyli ekstra ;3 Lubię to! XDD Przypomniałaś mi też o nastawieniu budzika... właśnie... Choć raz muszę pierwsza oblać tatę. xD
Chłopaki szaleli ;3 Nigdy nie mają siebie dosyć, hehehehe. xD I tak trzymać! xD
Jaki tam leniuszek? :P Chodzenie z moim pieseczkiem, to ciężka harówa xD
UsuńHa! Widzisz, wiedziałam co napisać z tym budzikiem. Zawsze chciałam tak zrobić, ale nigdy nie mogłam wstać wcześniej - oczywiście "zapominało" nastawić się również budzik xD.
Nigdy, nigdy nawet święta muszą mieć pracowite xD.
No właśnie. U mnie budzik budzi cały dom, a ja śpię dalej. xD Ale przynajmniej rodzinka zdąży mi zrobić śniadanie ;3
UsuńZapraszam na pierwszy rozdział Właściwej drogi. ;)
Ach, pisałam do Ciebie na gadu... Nie odpisujesz... No nic, podaje swojego fejsa. Może sie odezwiesz.
OdpowiedzUsuńJaki.
Hejo ;) Właściwie to praktycznie nie wchodzę na gady, raczej siedzę na skypie. Ale na fejsie mogę się odezwać, tylko najpierw zaproszę Cię do znajomych, bo inaczej się nie odezwę na fb. Więc, jak coś to do usłyszenia ;)
Usuńhttps://www.facebook.com/aneglos?ref=tn_tnmn
OdpowiedzUsuńHa, zamiast bicia będę stosowała inne tortury... Hmmm... Dajmy na to - przebiorę Cię w sukienkę i zabronię słuchania japońskich piosenek. xD Ale nie... to zbyt wielka tortura. Będę łaskotać! I... i!... Iiii... przefarbuję Cię, o! Na... pomarańczowo! Albo na biało, albo... na... Czerwono. xD
OdpowiedzUsuńNo, przelotny romans zawsze kończy się tak, by pozostał po nim ślad. xD Taizo nie wiedział o dziecku, ale teraz może się przekonać, że błędy popełnione w przeszłości i czyny podjęte pod wypływem emocji później się wracają. ;P Oj będzie głębsza afera z żoną. xD Będzie krzyk, wyrzuty i opinie o Yukio... choć Chinatsu go nie zna.
Chyba miałyśmy tego samego profesora od filozofii. xD Naprawdę, dokładnie to samo mówił koleś (a mruu, gej!) na pierwszym roku, gdy miałam zajęcia z filozofii. xD
Uwielbiam filozofię ;3 Przynajmniej z tym "moim" Mareczkiem. xD
Chyba jest możliwość podpisania się, bez logowania... Nazwa/ adres URL. xD