30 mar 2013

Zwykłe święta.

Witam Was moje kurczaczki ;).
Jak tam Wam mijają przygotowania do jutrzejszego śniadanka? U mnie wszystko gotowe, więc trochę luzu jest^^.
Tak mnie naszło na tą notkę, którą za chwilę Wam przedstawię. To nie jest nic specjalnego, ale trochę wprowadzenia w - może - świąteczny nastrój. Mnie się nawet podoba, więc mam nadzieję, że Wam też przypadnie do gustu ;).
*
Z okazji Świąt Wielkanocnych życzę Wam wszystkim i sobie:
miłości, która jest ważniejsza od wszelkich dóbr,
zdrowia, które pozwala przetrwać najgorsze.
Pracy, która pomaga żyć.
Uśmiechów bliskich i nieznajomych, które pozwalają lżej oddychać
i szczęścia, które niejednokrotnie ocala nam życie.

Zapraszam serdecznie do czytania ;*. 
*****
- Ja… już… nie…  mogę – wyjęczał chłopak, napierając całym swoim ciężarem na zimną ścianę.
To było takie denerwujące, że to właśnie on musiał to robić. Przecież był stworzony do większych rzeczy, a nie do tego. W życiu nie widział w siebie w tej głupiej roli. A teraz? No proszę, stał i napierał ciałem na ścianę. Żałosne zagranie, naprawdę żałosne.
- Muszę to robić? – spytał, czując, jak zimno obezwładnia jego ciało.
Mógł trochę pomyśleć i ubrać koszulkę, ale właściwie został tak szybko wyciągnięty z łóżka, że nawet nie zdążył się porządnie rozejrzeć, a już opierał się o ścianę. Cholernie zimną ścianę, zaznaczam.
- Musisz – zaśmiał się drugi chłopak, stojąc za nim.
- Ale ta ściana jest zimna.
- I co z tego?
- Zimno mi głupi! Ile muszę trzymać ten durny obraz?! – fuknął, wskazując głową na trzymający nad głową obraz, który właściwie – według niego – nie przedstawiał praktycznie nic, poza jakimiś kreskami. Współczesna sztuka? Chyba jej nie rozumiał.
- Przestań panikować, już kończę – mruknął drugi, wyciągając zza pleców młotek i jednym, szybkim ruchem wbijając gwóźdź i zawieszając ten nieszczęsny obraz.
- Daniel, jesteś paskudny! – warknął chłopak, obejmując się rękami, by jakoś się rozgrzać.
- Wiesz, że znam dobre sposoby na rozgrzanie – powiedział Daniel, uśmiechając się zalotnie.
- Ja już znam twoje sposoby i podziękuję po dzisiejszej nocy – mruknął chłopak, idąc w stronę sypialni, gdzie narzucił na siebie jakaś koszulkę.
Może nie pachniała zbyt zachęcająco i nie grzeszyła czystością, więc miał pewność, że Daniel nie podejdzie za blisko. Chociaż tyle szczęścia. Wrócił do salonu, gdzie młody mężczyzna przyglądał się powieszonemu dziełu. Sam nie wiedział co z tym jest.
- Co ty w tym widzisz? – spytał, siadając na sofie.
- Ty, Kacperku się po prosu na tym nie znasz – odpowiedział. – Ten obraz pokazuje istotę ludzką w tym świecie, a właściwie jej całe życie. Te wszystkie kolory pokazują, jakie może być nasze życie, jeśli weźmiemy je w swoje ręce. Wszystko od nas zależy.
Kacper rozdziawił usta w szoku. W życiu nie spojrzałby na kilka kresek na kolorowym tle, jako na życie. Bardzo dziwna koncepcja, a raczej słowa z ust chłopaka, trochę go zszokowały.
- Zamknij dziób, bo ci mucha wleci – Daniel pstryknął go w nos.
- Taaa, w ten cudowny czas zimowy, raczej żadnej muchy nie spotkam – mruknął, patrząc na krajobraz za oknem, gdzie oczywiście sypał śnieg.
Nie, nie sypał, ale po prostu delikatnie padał. Ale to i tak wystarczyło, żeby człowiek stracił całą chęć do życia widząc taką pogodę. A przecież był już marzec i wielkimi krokami zbliżała się Wielkanoc. Właściwie tylko tydzień dzielił od świąt, a pogoda wcale nie zamierzała się zmieniać. Czyżby Matka Natura już przestała lubić świat i zesłała drugą epokę lodowcową? Nie, no bez jaj. Aż tacy źli to chyba ludzie nie są, nie licząc kilku przypadków, kiedy to wyrzucają śmieci do lasu, wylewają ścieki i inne substancje do rzek. Tak, zdecydowanie zasłużyliśmy na epokę lodowcową! Epoka lodowcowa – odsłonę drugą czas zacząć!
- A ty, co tak milczysz? – spytał Daniel, siadając obok i kładąc głowę na jego kolanach.
- Ten obraz daje człowiekowi do myślenia – fuknął. – Skąd ty go w ogóle wytrzasnąłeś?
- Wylicytowałem! – odpowiedział z dumą.
- Takie paskudztwo? To ja mógłbym lepsze namalować, nie mając zielonego pojęcia o sztuce malarstwa
- Kacper, jesteś podły.
- Oj tam, oj tam.
Nie rozmawiali dłużej, bo Daniel dostał telefon z roboty, że coś tam się w papierach  nie zgadza i musiał wszystko tłumaczyć. Ale to się nie sprawdziło i musiał jechać do firmy, wyklinając wszystkich po kolei, poza Kacperkiem rzecz jasne. Oczywiście przed wyjazdem kazał chłopakowi zrobić listę zakupów, na którą pojadą zaraz po powrocie. Kacper rzecz jasna listy nie zrobił, bo i po co? Zakupy można zrobić i bez tego. Przecież to nie jest najważniejsze podczas świat, prawda? Najważniejsza jest atmosfera – którą nie czuć przez ten paskudny śnieg – bliskość, wspólne przeżywanie wszystkiego, a nie zakupy. To jest tylko zbędny dodatek do tego wszystkiego. Ale przecież coś trzeba zrobić do żarcia, by podczas tego nie zdechnąć z głodu, co mogłoby się zdarzyć w przypadku Kacpra, który był głodomorem. Wszyscy się śmieję z niego, że go lepiej ubierać niż żywić. I sam obśmieszany w stu procentach się w tym zgadzał. A, że święta były jedynym czasem, gdzie mógł najeść się do nieprzytomności to nie omieszkał z tego nie skorzystać. W końcu taka wyżerka zdarza się tylko dwa razy w roku, a to stanowczo za mało. Po dwóch godzinach w złym humorze do domu wpadł Daniel. Daniel plus zły humor, równa się rzeź niewiniątek. A niech to!
- Zrobiłeś listę? – padło pytanie, kiedy tylko przekroczył próg mieszkania.
Kacper przełknął ślinę i coś wybełkotał, że był zajęty sprzątanie, czy tam inne drobne kłamstewko, byle nie usłyszeć litanii, jaką mógł otrzymać.
- Czyli nie zrobiłeś? – bardziej stwierdził, niż zapytał. – A przecież cię prosiłem wychodząc do roboty. Czy ty nie mogłeś tego zrobić? I nie, nie wykręcaj mi się tutaj sprzątaniem, bo widzę, że jeszcze kilka dni i zarośniemy brudem. Nic tylko nasrać na środku i spokój. Ale po co? Ty przecież byłeś taki zajęty tym wszystkim, co się w około dzieje. Przecież lepiej obejrzeć sobie telewizor, czy ten cholerny śnieg, niż zrobić durną listę zakupów. Ale my przecież lubimy chodzić nie wiadomo ile po sklepie w poszukiwaniu odpowiednich składników. A to zajmie nam pół dnia, a tak? Około godziny! Tak to jest właśnie na ciebie liczyć.
Kacper przełknął ślinę i głośno odetchnął. Wiedział, że tak się skończy i jego gadka, go nie ominie. I czym tu się denerwować? No naprawdę, bez jaj.
- Daniel, przepraszam, ale to tylko zakupy. Nie przesadzaj – wyszeptał, zakładając swoją kolorową, wręcz rażącą kolorami czapkę.
- Nie przesadzaj?! A co ty będziesz jeść na święta, kochaneczku?
- Ja sobie poradzę – fuknął, wychodząc z mieszkania i trzaskając drzwiami.
Miał w nosie co powiedzą sąsiedzi, którzy byli przyzwyczajeni do ich humorków, kłótni i dziwnego zachowania, więc nawet starsza pani z piętra wyżej już nie pojawiała się zaciekawiona wyglądając przez barierkę na dwóch młodych mężczyzn. Daniel po chwili doszedł do niego i razem pojechali, do jednego z większych supermarketów, których nie było w okolicy. Wszystkie markety na obrzeżach miasta, więc jeszcze trzeba było przejechać spory kawałek od domu. Przez całą drogę nie odzywali się do siebie ani słowem, nawet zakupy robili bez słowa. Kacper na każde pytanie chłopaka, prychał lub potakiwał. A, że Daniel znał go na tyle dobrze, że znał gust młodego, to nawet bez pytania mógł wziąć to, co on by zjadł. Całe zakupy zajęły im około trzech godzin, po których to wykończeni wracali do domu. Oczywiście w domu byłe zwyczajowe przeprosiny. Jakby kto nie wiedział, to ich godzenie się wyglądało tak – namiętny seks w pokoju, namiętny seks w sypialni i dziki seks w łazience. Takie przeprosiny preferowali oboje, więc było czadowo.
Dni do świąt minęły im w zastraszająco szybkim tempie. Nawet się nie obejrzeli, a tu już nastała Wielka Sobota. Kacper z wielką starannością przystroił koszyczek ze święconką w bazie, bukszpan, kolorowe wstążeczki, kwiatki – wszystko, byle ich koszyczek się wyróżniał. Żarełko na jutrzejsze śniadanko mieli prawie gotowe, zwłaszcza, że u siebie w domu tak naprawdę zjedzą tylko lekki posiłek, bowiem idą na śniadanko wraz z obiadem do rodziców Kacpra, a w lany poniedziałek – do rodziców Daniela. Kolejność była zmienna, a teraz akurat przypadło na taką.
- Zrobione – powiedział, pokazując ozdobiony koszyczek Danielowi.
- No – Daniel, nie wiedział co powiedzieć. – Na pewno będziemy się wyróżniać.
- No wiem! Oto mi chodziło – powiedział rozradowany, całując chłopaka w policzek.
Poszli na święconkę, gdzie najwięcej uwagi, jak można było się spodziewać, zwrócił koszyczek Kacpra, który na tle innych koszyków, naprawdę rzucał się w oczy. Ale co poradzić? Taki był chłopak i wszystkie jego rzeczy musiały się odznaczać i wyróżniać na tle innych. No cóż, tak było zawsze i wszędzie. Po prostu lubił być w centrum uwagi i zwracać ją na siebie. Reszta dnia minęła im w nad wyraz spokojnie, nie licząc szybkiego numerka, kiedy akurat w telewizji nic nie było. Każdy powód do seksu jest dobry, a co! Niedziela już nie minęła tak szybko. Zjedli oboje swoje lekkie śniadanko, potem na godzinę 12 byli umówieni z rodzicami Kacpra, więc odstawieni jak stróże w Boże Ciało udali się do rodzinnego domu Kacpra. Fakt, nie musieli się tak ubierać, ale tak było grzeczniej i dostojniej, zwłaszcza, że matka chłopaka była dość konserwatywna w tych sprawach. Dla niej na śniadanie wielkanocne trzeba było się ubrać ładnie i schludnie. Dziwne, ale normalne. Każdy chciał wyglądać jakoś inaczej, chociaż w te kilka dni w roku. Kiedy tylko weszli do mieszkania, mamusia przygotowała herbatę, kawkę i ciasto, co by jej synek z głodu do obiadu nie umarł. Rozmawiali wesoło, śmiali się – więc jednym słowem dzień można było zaliczyć do udanych. Chociaż bardzo męczących, ale jakoś dali radę. W domu szybki prysznic wspólny – co by nie marnować za dużo wody – buzi buzi i do spania. Daniel – cwaniaczek – nastawił sobie budzik na siódmą rano, co by móc rano sprawić ‘miłą’ pobudkę swojemu ukochanemu. Kiedy budził zaczął dzwonić, otworzył leniwie oczy by go wyłączyć i chlust! Wiadro zimnej wody od razu wybudziło go z krainy Morfeusza!
- Wesołego śmigusa-dyngusa! – krzyknął rozradowany Kacper wystrzelając z łóżka niczym z procy.
Oczywiście Daniel wyleciał zaraz za nim calusieńki mokry, przynajmniej całą górę miał mokrą. Wpadł do łazienki i napełnił całą miskę wodą. Miał gdzieś, że porozlewa wodę na około i wszędzie może być mokro. Teraz najważniejsze było to, by odzyskać swój honor i oblać Kacperka. Nie musiał długo czekać, gdyż młody pojawił się w drzwiach, kiedy już wychodził. Zamachnął się i cała zawartość miski poleciała na zaskoczonego i piszczącego – niczym mała dziewczynka – Kacperka. To było całkiem zabawne, zobaczyć caluśkiego mokrego chłopaka, zwłaszcza, że woda była zimna, a on był w samych spodniach. Tak zazwyczaj spał, więc na pewno poczuł dotkliwe zimno, ale wcale na to nie wyglądało, gdyż na jego twarzy wpierw pojawił się grymas, a potem został zastąpiony uśmiechem, a potem wielkim wybuchem radości. Przez dłuższy czas śmiali się, oblewając się znacznie mniejszą ilością wody, jaką jest zwykła szklanka czy literatka, a nawet kieliszek. Tradycja była odbębniona do przyszłego roku, a co! Kiedy usiedli na mokrej podłodze, ponownie nastąpił wybuch śmiechu.
- Trzeba to posprzątać – powiedział Daniel, kiedy jako tako się uspokoił.
- Zalaliśmy całe mieszkanie – dodał Kacper, cały czas chichocząc.
- Zdecydowanie – mruknął Daniel i nie minęła chwila, a rzucił się na Kacpra łącząc ich usta w namiętnym pocałunku.
Wiadome było, jak to wszystko się skończy. Ciała mokre, to są ciała naprawdę mega kuszące i rozgrzewające do czerwoności. A już mokre ciałko Kacperka, doprowadzało nie tylko Daniela do rozkosznych dreszczy, a każdego kto mógł je obejrzeć bez koszulki. Bowiem chłopak miał idealne ciało, ma brzuchu zero sadełka, a ładnie zarysowane mięśnie – chociaż wcale nie dbał o sylwetkę, jedynie czasem jakieś ćwiczenia i dwa, trzy razy w miesiącu siłownia – chociaż wpierdzielał żarcia za trzech, a nawet czterech rosłych mężczyzn, do których on drobny się nie zaliczał. Był rozkosznie słodki i urzekający, więc Daniel mieszkając raz z nim, niemal uzależnił się od niego. Tak samo jak Kacper od Daniela, który był chodzącym ideałem męża – dobry, odpowiedzialny, wyrozumiały, kochający, czuły, seksowny, namiętny, szarmancki, po prostu prawdziwy dżentelmen, jakich mało na tym świecie. Oczywiście szybki numerek musiał odbyć się na mokrej podłodze, która w tym momencie wcale nie przeszkadzała. Dwa ciała zatracone w sobie, w miłosnym uniesieniu, spragnieni subtelnych pieszczot, przepełnieni miłością i namiętnością, którą wywoływał w nich ten akt.
Do mamy Daniela trafili dopiero na obiad, gdyż wcześniej nie zdążyli się wyrobić ze sprzątaniem i ponownym numerkiem, kiedy byli niemal gotowi. Ciągle spragnieni seksu i nigdy nie mieli siebie dość. Rodzinna atmosfera była wspaniała, idealna, dopełniająca ten świąteczny, choć zimowy nastrój. Zdecydowanie była to wspaniała Wielkanoc. Niby taka zwykła, ale niezwykła za razem.
*****
I to było by na tyle.
Mam nadzieję, że chociaż niektórym z Was czytających - bo komentują tylko dwie stałe osoby ;* - się spodoba ;). Bardzo mi zależy na Waszej opinii, ale do niczego Was rzecz jasna, nie zmuszam ;).
Notka niebetowna, gdyż nie było czasu na dostarczenie i w ogóle! Zamieszanie świąteczne i te sprawy, więc notkę sprawdziłam Ja. W razie błędów - moja wina!
Jaki - bardzo fajnie, że się odezwałaś ;). Tak dawno nie gadałyśmy, szmat czasu ;). 
Jeszcze raz WESOŁYCH ŚWIĄT KURCZACZKI! ;*.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.
PS. O notce nie powiadamiam, bo mam lenia ;P. 

9 komentarzy:

  1. A będą jeszcze jakieś dalsze rozdziały dotyczące historii " Przypadki chodzą po ludziach " ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie jeśli mam być szczera, to miałam to w planach, ale z koleżanką, która mi wiele pomogła urwał nam się kontakt. I właściwie nie wiem, co z tego wyjdzie, czy będą dalsze części "Przypadków". Może samej uda mi się coś naskrobać.

      Usuń
  2. Leniuszek. xD Wesołych Świąt ;3

    Namiętnie, zabawnie - czyli ekstra ;3 Lubię to! XDD Przypomniałaś mi też o nastawieniu budzika... właśnie... Choć raz muszę pierwsza oblać tatę. xD
    Chłopaki szaleli ;3 Nigdy nie mają siebie dosyć, hehehehe. xD I tak trzymać! xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaki tam leniuszek? :P Chodzenie z moim pieseczkiem, to ciężka harówa xD
      Ha! Widzisz, wiedziałam co napisać z tym budzikiem. Zawsze chciałam tak zrobić, ale nigdy nie mogłam wstać wcześniej - oczywiście "zapominało" nastawić się również budzik xD.
      Nigdy, nigdy nawet święta muszą mieć pracowite xD.

      Usuń
    2. No właśnie. U mnie budzik budzi cały dom, a ja śpię dalej. xD Ale przynajmniej rodzinka zdąży mi zrobić śniadanie ;3

      Zapraszam na pierwszy rozdział Właściwej drogi. ;)

      Usuń
  3. Ach, pisałam do Ciebie na gadu... Nie odpisujesz... No nic, podaje swojego fejsa. Może sie odezwiesz.

    Jaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejo ;) Właściwie to praktycznie nie wchodzę na gady, raczej siedzę na skypie. Ale na fejsie mogę się odezwać, tylko najpierw zaproszę Cię do znajomych, bo inaczej się nie odezwę na fb. Więc, jak coś to do usłyszenia ;)

      Usuń
  4. https://www.facebook.com/aneglos?ref=tn_tnmn

    OdpowiedzUsuń
  5. Ha, zamiast bicia będę stosowała inne tortury... Hmmm... Dajmy na to - przebiorę Cię w sukienkę i zabronię słuchania japońskich piosenek. xD Ale nie... to zbyt wielka tortura. Będę łaskotać! I... i!... Iiii... przefarbuję Cię, o! Na... pomarańczowo! Albo na biało, albo... na... Czerwono. xD
    No, przelotny romans zawsze kończy się tak, by pozostał po nim ślad. xD Taizo nie wiedział o dziecku, ale teraz może się przekonać, że błędy popełnione w przeszłości i czyny podjęte pod wypływem emocji później się wracają. ;P Oj będzie głębsza afera z żoną. xD Będzie krzyk, wyrzuty i opinie o Yukio... choć Chinatsu go nie zna.
    Chyba miałyśmy tego samego profesora od filozofii. xD Naprawdę, dokładnie to samo mówił koleś (a mruu, gej!) na pierwszym roku, gdy miałam zajęcia z filozofii. xD
    Uwielbiam filozofię ;3 Przynajmniej z tym "moim" Mareczkiem. xD
    Chyba jest możliwość podpisania się, bez logowania... Nazwa/ adres URL. xD

    OdpowiedzUsuń