27 sty 2014

Co w rodzinie, to nie zginie.

Witam!
Dawno mnie nie było, ale jakoś nie było ani weny, ani mocy, by coś napisać. Teraz się wzięłam za siebie i coś nagryzmoliłam, z czego jestem nawet zadowolona, bo wyszło fajnie.
Musiałam teraz napisać, bo już za pasem sesja - zmora studentów. Jak zaliczę wszystkie egzaminy to mam wolne. Trzeba pomyśleć co w tym czasie robić. ; ) Na początek odwiedzi mnie moja kochana kuzynka <3, a potem to się zobaczy. Trzeba blog ogarnąć i jakieś notki popisać.
Mam w planach wrzucić na bloga stare historie z poprzedniego bloga, co prawda nie wiem, jak z ich poprawą, ale najwyżej sama coś tam poprawię. Może będzie git. ; )
Zapraszam do czytania! :*
*****

Siedział i ze zniecierpliwieniem stukał palcami z biurko. Nie wiedział, co ze sobą zrobić. I zresztą trochę się bał tego, jak zacząć. Bo nigdy nie zaczynał rozmowy, a nawet jeśli, to ona szybko się kończyła. Ale z nim to było całkiem inaczej. Nie ważne, kto zaczynał rozmowę i o czym była, zawsze trwała długie godziny.
Felix usiadł przed laptopem, włączył odpowiednią stronę, wybrał osobę i czekał. Nie wiedział na co, ale czekał. Ręce mu drżały i to niemiłosiernie, a serce waliło w piersi. Brata zostawił w pokoju, bo ten grał w jakaś tam grę, a sam poszedł do drugiego pokoju i denerwował się. Gdyby został w pokoju z bliźniakiem, to pewnie zaraz zaczęłyby się docinki i głupie pytania, jego własne żałosne reakcje i wszystko by się skończyło. A przecież umówili się na konkretną godzinę. Spojrzał na zegarek i z lekkim uśmiechem, napisał krótką wiadomość.

„Cześć. Ja już jestem, jak coś.”

Długo nie musiał czekać na odpowiedź i się zaczęło. Rozmowa była przezabawna, wiele żartów, śmiechów, ale i poważnych tematów życiowych. Pisali o wszystkim i o niczym tak naprawdę, ale to nie miało znaczenia. Liczył się sam fakt tego.

„Przepraszam, ale muszę iść. Wiesz, rano szkoła i w ogóle.”

Napisał i nie czekając na odpowiedź, wylogował się. Na wszelki wypadek usunął również historię, by uniknąć niewygodnych pytań ze strony brata. Bo przecież jak by się wytłumaczył, że wchodzi na portal gejowski i nie powiedział bratu, że laski go nie interesują? Dziewczyny mu się podobały, ale nie interesowały. Tutaj znalazł chłopaka w swoim wieku i na dodatek z tego samego miasta. To było po prostu szczęście.
- Felix! – usłyszał wołanie Jamesa, kolejnego faceta matki.
- Co?
- Chodź na dół.
James jako jeden z nielicznych jej fagasów był naprawdę spoko, jeśli chodzi o zachowanie w stosunku do bliźniaków i matki. Również pracował, więc to był wielki plus, przynajmniej w oczach Felixa, bo poprzedni faceci byli, najprościej rzecz ujmując, do dupy. Czasem matka trafiała na normalnych facetów, z którymi dało się dogadać. Zszedł po chwili na dół i wszedł do salonu.
- Na lodówce przyczepiona jest lista zakupów. Mama prosiła, byście z Nigelem kupili. Ja bym to zrobił, ale lecę do pracy – powiedział z uśmiecham, nawet nie patrząc na niego.
Zakładał buty i nakładał kurtkę.
- Jasne – odparł Fellie i wzruszając ramionami, ruszył na górę, by trochę posiedzieć z bliźniakiem.
Nigel i Felix byli do siebie łudząco podobni z wyglądu. Oboje mieli czarne włosy i niebieskie oczy, na dodatek wysocy. Tylko Felix w ramach buntu zrobił sobie czerwone pasemka. A jeśli chodzi o zachowanie, to byli jak woda i ogień. Nigel był z lekka nadpobudliwy i wszędzie było go pełno, miał wielu znajomych, ze wszystkimi się dogadywał, a przynajmniej się starał. A Felix? To był raczej aspołeczny dzieciak z problemami w szkole i wieloma docinkami ze strony innych uczniów. Można powiedzieć, że był popychadłem i ofiarą. Ale trudno się mówi. Bracia byli ze sobą niesamowicie zżyci. Wiadomo, zdarzały im się kłótnie i chwile ciszy, ale jeden za drugim wskoczyłby w ogień byle mu pomóc. Te fuchę najczęściej miał Nigel, bo to on ratował ze wszystkich tarapatów brata i wdawał się często w bójki.
- Co robisz? – spytał Felix, siadając na swoim łóżku.
Nigel siedział przed komputerem ze słuchawkami na uszach, więc pewnie nawet nie zauważył, że jego brat wszedł do środka. Fellie na palcach podszedł do niego i walnął do lekko w potylicę, co by się biedaczek wybudził.
- Felix! – jęknął Nig, masując obolałe miejsce.
- Nie zauważyłeś mnie – fuknął, niby urażony.
- Ciesz się, że nie fapałem – wystawił mu język rozbawiony tym, jak twarz brata mogła w tak szybkim tempie zrobić się cała czerwona.
- Miałbym traumę do końca życia – zaśmiał się, rzucając w brata swoją poduszką.
Im nie było zbyt wiele potrzeba do szczęścia. Najważniejsze, że mieli siebie, dach na głową i coś do żarcia, reszta się nie liczyła.

„Spotkamy się?”

Głosiła wiadomość, kiedy tylko Felix zalogował się na portalu kilka dni później. To było przerażające. Myślał czasem, że fajnie byłoby się poznać na żywo, ale był za bardzo zestresowany, by to zaproponować. Chyba by zszedł na zawał, jakby odpowiedź była przecząca. Ale teraz nie wiedział co odpisać. Miał dylemat, bo niby już mnóstwo czasu ze sobą pisali, ale jednak to były wciąż tylko rozmowy na czacie. Nie słyszeli swoich głosów, żadne zdjęcia nie zostały wysłane, również na stronie nie było ich zdjęć. Z drugiej strony miał wielką ochotę poznać osobę, która była mu bliska, po prostu bliska. Jeśli coś by nie wypaliło, niemiałby z kim rozmawiać. Albo zostaliby dalej tylko internetową znajomością.
„Raz się żyje.” Przeszło mu przez myśl i napisał, jedno krótkie słowo „tak”.
Umówili się kilka dni później przed centrum handlowym – jednym miejscem, gdzie można było się spotkać na neutralnym podłożu - i ustalili po czym się poznają. Felix ubrał na siebie czarne, poprzecierane spodnie, zwykłą koszulę w kratę. Na dworze było zimno, więc nie było potrzeby się stroić, chociaż chciał zaprezentować się z najlepszej strony. Jego znakiem rozpoznawczym miały by włosy i kolorowy szalik, który dostał od Nigela. Natomiast tajemniczy rozmówca uparł się, by mieć przy sobie jedną różę. Oklepane, ale Felix lubił róże. Wolał tulipany, ale o tej porze roku bardzo ciężko jest dostać.
- Wychodzę! – krzyknął do brata, który też się zbierał do wyjścia. Też miał dzisiaj jakaś randkę i strasznie się denerwował.
Mimo tego, że próbował to ukryć, to Fellie czytał stres z całej jego postury, z każdego gestu i spłoszonego wzroku. Miał ubaw, kiedy go trochę denerwował. Raz na jakiś czas może się odgryźć za wszystkie docinki bliźniaka. Zawiązał szalik, kiedy dochodził do centrum. Miał jeszcze ponad dziesięć minut, więc wszedł do środka. Nie uśmiechało mu się stać na mrozie w niemal śnieżnej zamieci. Dopiero chwilę przed umówioną godziną, nałożył czapkę i wyszedł. Na dworze nie było praktycznie żywego ducha, tylko biegnący ludzie w stronę galerii. Dostrzegł go. Nerwowo rozglądał się po ludziach ściskając w dłoniach różę. Felix wziął głęboki oddech i podszedł do niego. Serce waliło mu jak oszalałe. Miał wrażenie, że zejdzie na zawał. Podszedł powoli i puknął chłopaka w ramię, a kiedy się obrócił i niebieskie tęczówki spotkały się z jego własnymi, ziemia niemal osunęła mu się pod nogami, ale jakoś ustał. Ledwo, bo ledwo, ale jednak.
- Felix!?
- Nigel?!
Krzyknęli w tym samym momencie zaskoczeni, skołowani i przerażeni zarazem. Tego na pewno się nie spodziewali i na to nie liczyli, nawet w najgorszych koszmarach tego nie przewidzieli.
- Idę do domu – mruknął Felix, wkładając ręce do kieszeni i ruszył przed siebie.
Nigel zaraz zrównał z nim kroku. Sam nie wiedział co myśleć. Miał pustkę w głowię i nie wiedział co powiedzieć. Nie spodziewał się zobaczyć swojego kochanego braciszka, jako osoby, która go zaintrygowała. Mógł się spodziewać wszystkiego, że to będzie paszczur, staruch, dziewczyna, zboczeniec, pedofil, nekrofil, ale nie jego aniołek! No w życiu. Kiedy dotarli do domu, żaden nie wiedział, co ma ze sobą zrobić i jak się zachować. Felix zaszył się w salonie, a Nig w pokoju.
Ten stan trwał przez kilka kolejnych dni, nawet Dorothy, najlepsza przyjaciółka bliźniaków, starała się jakoś do nich dotrzeć. Wiedziała już o całej sytuacji i dla niej, wszystko było jasne.
- Ja nie wiem, czym się przejmujecie – powiedziała, siadając na stoliku w salonie, by móc mieć ich obu na widoku.
- To mój brat – jęknął Nigel.
- No i? Nie wiedziałeś o tym, kiedy pisaliście ze sobą i nie kłamać, podobało wam się to – powiedziała dobitnie, kiedy Fellie chciał się odezwać.
- To nie jest normalne – Felix, aż wstał. – Jesteśmy rodzeństwem i koniec. Zapomnijmy o tym – poprosił, posyłając błagalne spojrzenie w stronę zmieszanego Nigela.
- Przesadzasz, ale jak uważasz –powiedziała spokojnie, wstając i ubierając kurtkę. - Ale spróbować możecie – dodała wychodząc.
W domu nastała cisza. Jamesa i matki nie było, a bliźniaki nie były skore do rozmowy. Przytłaczająca i męcząca cisza.
- W sumie ma.. rację. Nic nie stracimy – powiedział Nig, łapiąc brata za rękę i ściskając ją lekko.
- To nie jest.. normalne, by bracia… - zaczął, ale zaraz został uciszony przez spragnione usta brata.
Dłużej nie zwlekali, nie było potrzeby dokańczać tej rozmowy. Świat się zatrzymał.
Liczyły się teraz czyny, rozgrzane usta, dłonie błądzące i zapoznające każde zakamarki spragnionych ciał, proszące jęki i westchnienia. Świat przestał się liczyć. Niepewność i wszelkie wahania zeszły na dalszy plan.

 Prawdziwe szczęście w życiu nie polega na 
uśmiechach radości, ale właśnie na tych
 momentach niepewności, kiedy wszystko może się 
odwrócić, tylko że nikt nie wie, w którą stronę.*

*****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że chociaż jakoś Was satysfakcjonuje ta notka. 
Miał być lemon, ale cóż, nie wyszło.
Notkę sprawdzałam Ja, więc wybaczcie błędy!
Kolejna notka?
Myślę, że jakoś w lutym powinna się ukazać, o ile znajdzie się wena i chęci. Z tymi dwoma ostatnimi to ciężko ostatnimi czasy. X|D
Niech Yaoi będzie z Wami. xD
*Maxime Chattam "W ciemnościach strachu"

4 komentarze:

  1. Witaj, witaj,
    przepraszam, ze dopiero teraz ale po prostu bark czasu prze wielkie „B”.... ale tekst mi się bardzo podobał, dobrze, że wszytko zakończyło się pozytywnie... choć po tamtym spotkaniu nie odzywali się do siebie, unikali...
    cieszy mnie, że będziesz przenosić opowiadania z tamtego blogu tutaj... bo ....przeczytałam w każdym bądź razie to pierwsze.... cóż powiem tak bardzo mi się podobało, ale, ale mam kilka pytań no bo zależy mi na czymś takim aby był tytuł i rozdziały ponumerowane, bo się pogubiłam (bo wole czytać rozdział za rozdziałem konkretnego opowiadania)... no niech będzie tutaj choć taki trywialny „dziecko przeznaczenia” w trakcie opowiadania pojawił się taki tekst o Natsuo i Adachim i cóż nie pasuje mi to do opowiadania, ale i mam wrażenie, że jeszcze jakaś część by tego mogłaby być... no i jest tak jakby nie zakończone opowiadanie, bo kończy się na tym jak Keizo wyjeżdża.... no chyba, że tak miało być...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam,
    droga autorko żyjesz? No bo ja tęsknię za Twoimi tekstami, cóż mogę powiedzieć, że już prawie wszystkie przeczytałam z poprzedniego bloga...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej.
      Przepraszam, ale teraz brak mi jakiejkolwiek weny na napisanie czegokolwiek. Nie chcę się zmuszać, do pisania, by wyszło z tego jakieś gówno. Dlatego, przepraszam. Nie wiem, kiedy coś się pojawi, dlatego nie obiecuję niczego.
      Dodatkowo nie mam dalej bety, która zechciałaby sprawdzać moje stare notki, by jej tutaj wkleić. Co mnie trochę frustruje. Ale jakoś sobie z tym poradzę.
      Jeszcze raz bardzo przepraszam i proszę o cierpliwość.
      Pozdrawiam.
      Kimi.

      Usuń
  3. Witam,
    ech miałam odpisać dawno temu, ale czasu brak, więc nawet jak bym chciała cos pomóc przy sprawdzaniu poprzednich to trochę było by ciężko....
    będę czekała i życzę aby wena powróciła...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń