22 wrz 2014

"...mamy przyszłość..."

Witam wszystkich, po tak długiej przerwie!
Jestem w szoku, że tak długo nie pisałam, ale miałam urwanie głowy na studiach, potem brak weny i chęci do pisania, a wszystko co tworzyłam - lądowało w koszu. Wczoraj postanowiłam, że napiszę notkę i oto ona. Pewnie nie jest jakaś wybitna - nie oszukujmy się - i w ogóle, ale chcę ją wstawić dla Was, którzy jeszcze tutaj zaglądacie i czekacie na coś nowego. Muszę ponownie się rozpisać, by to wszystko zaczęło grać. Pożyjemy, zobaczymy.
Cóż, zapraszam na notkę.
*****
Warknął wściekle. Coraz bardziej się irytował, kiedy musiał gapić się na tę paskudną gębę, która uśmiechała się w tak irytujący sposób, że aż zbierało się na wymioty.
- Czego szczerzysz jadaczkę? – warknął.
- Bo przegrałeś zakład – zaśmiał się kolega, który miał z tego niezły ubaw.
- I to tak cię cieszy?
- Oj weź, Filip, to tylko parę dni sam na sam – zaśmiał się.
- Karol, cholero jedna! – warknął Filip, rzucając w kumpla poduszką.
Faktycznie przegrał zakład, chociaż mógłby dać sobie rękę odciąć, że wygrana Karola jest nierealna. Filip był w czepku urodzony i zawsze miał szczęście. A teraz przewrotny los sobie z niego bezczelnie zakpił i pozwolił mu przegrać zakład, który był tak głupi, że nawet nie chciał o tym myśleć. Natomiast karę będzie pamiętał na długo, a co za tym idzie, porażkę również. A to dopiero pierwsze 20 minut, co będzie się działo, za pięć dni, kiedy to wszystko się skończy? Karol potrafił go zmanipulować i to skutecznie, by wyszło na jego. Nawet nie pamiętał, kiedy zgodził  się przyjąć tą propozycję z jego strony. W sumie skuci kajdankami przez pięć dni, nie było jakoś samo w sobie przerażające. Ale wizja srania, sikania czy nawet kąpieli, niemal twarzą w twarz, była straszna. Aż wzdrygnął się na samą myśl. Ale jak przystało  na mężczyznę z wielkim ego, musiał to znieść dla wyższego dobra.
- No już, nie dąsaj się – Karol z wyszczerzem od ucha do ucha – bo uśmiechem tego nawet nie można było nazwać – bawił się w najlepsze.
- Przestań suszyć te zęby – warknął, waląc chłopaka lekko w czoło.
Przez chwilę w pokoju panowała cisza, lecz po kilku sekundach zmieniła się w salwy śmiechu, obu młodych mężczyzn.
Filip i Karol znali się od małego, od pieluchy, można byłoby powiedzieć. Zawsze razem, w tej samej ławce, klasie, szkole, kółku szkolnym, klubie sportowym. Od zawsze i na zawsze, jak kiedyś stwierdzili. Byli najlepszymi przyjaciółmi, których łączyło coś wyjątkowego. Ale granice przyjaźni zaczęły się zamazywać, powoli znikać. Pozwoliło to, by ich znajomość przerodziła się w coś innego, przeszła na wyższy poziom. Żaden z nich, jednak nie potrafił tego nazwać. To nie była miłość, na pewno nie. Tego byli pewni. Do zakochania czy zauroczenia, takiej pewności nie mieli. A teraz? Teraz przez całe pięć dni, 24 godziny na dobę – będą razem, w każdej sekundzie. Nie, żeby czegoś takiego nie było, ale wcześniej nie byli skuci kajdankami, gdzie sfera intymna o wiele bardziej się zmniejszyła.
- Właściwie, to jak zrobimy ze spaniem? – spytał Karol, robiąc zamyśloną minę.
- Tego też nie wiesz?
- No weź! Nie myślałem, że uda mi się wygrać – zaśmiał się głupkowato Karol, drapiąc się po głowie, na co Filip, przejechał zrezygnowany dłonią po twarzy.
- Nie wierzę. To jasne, że będziemy spać u ciebie. Masz większy pokój i lepsze wyposażenie – powiedział spokojnie Filip.
- Lepsze wyposażenie? No, no, no – zarechotał drugi z chłopaków.
- Bez podtekstów, zboczeńcu – Filip wystawił mu język i na tym, temat był zakończony.
Teraz musieli się zbierać, bo nie długo zaczynały się ich zajęcia w szkole. Ostatnia klasa liceum, za pasem matura, więc trzeba było chodzić do szkoły. Młodzieńcy, jakoś się ogarnęli. W sumie dobrze, że na dworze zaczynało robić się coraz cieplej, bo słabo widzieli swoje ubieranie kurtek przez te kajdanki. W ogóle, słabo widzieli również ubieranie, ale to jakoś da się załatwić. Jak Polak chce, to potrafi.
Weszli do budynku szkoły i każdy, dosłownie każdy przechodzący obok nich uczeń, spoglądał na nich to zaskoczony, to rozbawiony, czy nawet byli i tacy, którzy patrzyli na nich zbulwersowani. Ale mało tą dwójkę obchodziły spojrzenia innych. Nie musza się przecież wszystkim tłumaczyć. Dopiero pod klasą, dopadła ich połowa klasy i zarzucała pytaniami z góry na dół.
- Wyluzujcie, dajcie im dojść do głosu – głos rozsądku, w postaci Kaśki, w końcu się ujawnił.
Klasa jak na zawołanie ucichła. Cóż, przy Kaśce czuło się respekt. Najlepsza uczennica w klasie, do tego przewodnicząca klasy i szkoły, więc była kimś. Nikt nie odważyłby się jej podskoczyć, a jeśli nawet, to miałby, delikatnie mówiąc, przesrane po całości. Kaśka niby niewinna, delikatna i olewająca wszystko, ale potrafi być niczym diabeł wcielony.
- Przegrałeś zakład? – spytała z uśmiechem Filipa.
- Jak widać – uniósł rękę, do której miał przyczepione metalowe kółko. Na drugim końcu metalowego łańcuszka, znajdowała się ręka Karola, teraz znajdująca się również w powietrzu.
- Jesteście niemożliwi – zaśmiała się Marcelina. – Ile to ma trwać?
- No cóż, do końca tygodnia, więc będzie zabawnie – puścił jej oczko Karol i całą klasą władowali się na godzinę wychowawczą.
Sprawdzanie obecności minęło w miarę szybko, oczywiście krótka pogadanka o ich zachowaniu i dłuższa chwila ciszy.
- Karol, Filip chcecie mi coś powiedzieć? – spytał mężczyzna z powagą.
- Nie, a powinniśmy? – spytał głupkowato Karol.
- No raczej.
- Prze pana, to tylko zakład.
- Jak dobrze – odetchnął z ulgą mężczyzna, wprawiając tym samym klasę w śmiech.
Karol jedynie uśmiechnął się, a Filip, jak to Filip, nadymał policzki.
Reszta wychowawczej minęła w rozrywkowym czasie. Jak zawsze pojawiła się rozmowa o zbliżającej się maturze i zakończeniu edukacji w tej placówce. Czyli norma.
Na reszcie lekcji obaj chłopcy wzbudzali również wielkie zainteresowanie, zwłaszcza, kiedy któryś miał pojawić się przy tablicy. Wtedy była kupa śmiechu całej klasy, łącznie z nauczycielami. Ale dzień jakoś minął spokojnie.
Po szkole udali się do domu Filipa, by zabrać potrzebne rzeczy na te kilka dni, które spędzi u przyjaciela. Rodzice byli na to przygotowani, więc nie widzieli problemu. Chociaż sami od wejścia chłopaków do mieszkania, nabijali się z nich.
- A kąpiel to jak? Wspólna? – spytał ojciec Filipa.
- Tato, przestań! – jęknął Filip, załamując ręce.
Wszyscy musieli z tego nabijać, a on musiał cierpieć. Karol też miał wielki ubaw z tego wszystkiego.
Spakowany i przyszykowany na codzienny widok uśmiechniętego ryja przyjaciela, ruszyli do jego domu, który znajdował się dwie ulice dalej.
Rodzice Karola również wiedzieli o wszystkim, ale tylko stwierdzili na wstępie, że są dziecinni bawiąc się w takie pierdoły, ale mimo wszystko również mieli niezły ubaw, zwłaszcza jak z pokoju ich pociechy dochodziły krzyki typu: „Weź te łapę”, „Ale to moja ręka”, „Łeb ci ukręcę” czy „Siedź na miejscu, bo zamorduje”.
Nie było co się dziwić, skoro wszędzie musieli być razem. Leżeli teraz na łóżku grając w jakąś grę, typu mordobicie i świetnie się bawili. Co prawda, ciężko było się poruszać i robić jakieś wygrane gesty, ale cóż, dla chcącego nic trudnego.
Czas mycia okazał się.. No po prostu okazał się wielką porażką. Z rozebranie było wiele kłopotu, z kąpielą również. Zdecydowali się, że na moment rozbierania czy ubierania, kajdanki zostają odpięte. Na całą resztę czynności, są z powrotem zapinane. By było uczciwie, innej szansy na rozbieranie czy ubieranie, nie było szans.
- Weź się nie gap – warknął Filip, zanurzając się w ciepłej wodzie po samą brodę.
- To co mam robić? – Karol siedział, na krześle obok wanny.
- Bo ja wiem.
- W sumie – zaczął Karol, zrzucając ręcznik, który miał przepasany w biodrach i władował się do wanny, nim Filip zdążył zareagować. Granica zniknęła już dawno i nie było oporu na takie sytuacje.
- Eee.. EJ! Co ty odwalasz?
- Kąpię się?
- Miałeś czekać na swoją kolejkę – sarknął Filip.
- Po co marnować wodę?
Filip zapowietrzył się, ale nic z tym nie zrobił. To była ich pierwsza wspólna kąpiel, więc oboje byli trochę zestresowani, zwłaszcza, że patrzyli na swoje ciała całkiem śmiało i z wyraźnym zainteresowaniem. Karol nawet odważył się przejechać dłonią po klatce piersiowej Filipa. I wtedy wszystko się zaczęło. Ogień  buchnął i nie można było tego zatrzymać. Kotłowanie się w wodzie, zaborcze pocałunki, spragnione usta i dłonie, które rozpalały coraz bardziej. Nie bawili się w delikatność. Byli w końcu młodymi mężczyznami, którzy pragnęli siebie. Opory zniknęły, a fale przyjemności przyćmiły normalne funkcjonowanie i racjonalizm całej sytuacji. Żaden nie chciał przerywać, więc wychodząc z wanny, jedynie przetarli się jakoś. W tym szale namiętności, nic się nie liczyło. Pocałunki, czułe, ale mocne ruchy, szorstkie dłonie. I westchnięcia. Wszystko było zamazane, a oczy zasnute mgiełką pożądania. Jednak obaj zachowali, na tyle trzeźwy umysł, by w odpowiednim momencie powiedzieć „dość”. Orgazm, który przeżyli był niesamowity i dobrze o tym wiedzieli. Nie doszło do stosunku. Nie chcieli, by to wszystko było takie narwane, szybkie. Jednak wszystko przestało mieć znaczenie, kiedy ponownie spojrzeli sobie z pożądaniem w oczy. Ponownie buchnął ogień i wyzbyli się wszelkich hamulców. Racjonalne myślenie, zostawią na potem. Teraz liczyła się chwila. To ciepło, te usta, te pocałunki, to narastające uczucie w podbrzuszu, orgazm za orgazmem, rozpalone drugie ciało. Ta noc była dla nich spełnieniem najskrytszych pragnień i oczekiwać. Nie potrzebne były słowa, bo wszystko zostało wypowiedziane z najdrobniejszym szczegółem.
Dni miały, a granica przestała istnieć. Kolejny poziom, który zwie się zakochaniem, a nawet miłością – rozpoczęty.  
My mamy przyszłość.
 Mamy do kogo otworzyć gębę, mamy kogoś, kto się choć trochę nami przejmuje (...). Ja mam ciebie, a ty masz mnie.*

*****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że Was nie zawiodłam i jako tako, to wyszło. Piszcie szczerze, co o niej myślicie. Jestem otwarta na krytykę ;D. Wybaczcie błędy - sprawdzałam Ja, więc wiecie.
Kolejna notka? Nie mam pojęcia. Pojawi się, jak tylko się napisze, więc zaglądajcie.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.
*John Steinbeck – Myszy i ludzie

1 komentarz:

  1. Witam,
    nawet nie wiesz droga autorko jak ja się cieszę z Twojego powrotu tutaj... i mam nadzieję, że niebawem znów coś się pojawi..
    wspaniały tekst, historia bardzo ciekawa, a wszystko zaczęło się od zwykłego zakładu....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń