Witam wszystkich, po tak długiej przerwie!
Jestem w szoku, że tak długo nie pisałam, ale miałam urwanie głowy na studiach, potem brak weny i chęci do pisania, a wszystko co tworzyłam - lądowało w koszu. Wczoraj postanowiłam, że napiszę notkę i oto ona. Pewnie nie jest jakaś wybitna - nie oszukujmy się - i w ogóle, ale chcę ją wstawić dla Was, którzy jeszcze tutaj zaglądacie i czekacie na coś nowego. Muszę ponownie się rozpisać, by to wszystko zaczęło grać. Pożyjemy, zobaczymy.
Cóż, zapraszam na notkę.
*****
Warknął wściekle. Coraz bardziej się irytował, kiedy
musiał gapić się na tę paskudną gębę, która uśmiechała się w tak irytujący
sposób, że aż zbierało się na wymioty.
- Czego szczerzysz jadaczkę? – warknął.
- Bo przegrałeś zakład – zaśmiał się kolega, który miał z
tego niezły ubaw.
- I to tak cię cieszy?
- Oj weź, Filip, to tylko parę dni sam na sam – zaśmiał
się.
- Karol, cholero jedna! – warknął Filip, rzucając w
kumpla poduszką.
Faktycznie przegrał zakład, chociaż mógłby dać sobie rękę
odciąć, że wygrana Karola jest nierealna. Filip był w czepku urodzony i zawsze
miał szczęście. A teraz przewrotny los sobie z niego bezczelnie zakpił i
pozwolił mu przegrać zakład, który był tak głupi, że nawet nie chciał o tym
myśleć. Natomiast karę będzie pamiętał na długo, a co za tym idzie, porażkę
również. A to dopiero pierwsze 20 minut, co będzie się działo, za pięć dni,
kiedy to wszystko się skończy? Karol potrafił go zmanipulować i to skutecznie,
by wyszło na jego. Nawet nie pamiętał, kiedy zgodził się przyjąć tą propozycję z jego strony. W
sumie skuci kajdankami przez pięć dni, nie było jakoś samo w sobie
przerażające. Ale wizja srania, sikania czy nawet kąpieli, niemal twarzą w
twarz, była straszna. Aż wzdrygnął się na samą myśl. Ale jak przystało na mężczyznę z wielkim ego, musiał to znieść
dla wyższego dobra.
- No już, nie dąsaj się – Karol z wyszczerzem od ucha do
ucha – bo uśmiechem tego nawet nie można było nazwać – bawił się w najlepsze.
- Przestań suszyć te zęby – warknął, waląc chłopaka lekko
w czoło.
Przez chwilę w pokoju panowała cisza, lecz po kilku
sekundach zmieniła się w salwy śmiechu, obu młodych mężczyzn.
Filip i Karol znali się od małego, od pieluchy, można
byłoby powiedzieć. Zawsze razem, w tej samej ławce, klasie, szkole, kółku
szkolnym, klubie sportowym. Od zawsze i na zawsze, jak kiedyś stwierdzili. Byli
najlepszymi przyjaciółmi, których łączyło coś wyjątkowego. Ale granice
przyjaźni zaczęły się zamazywać, powoli znikać. Pozwoliło to, by ich znajomość
przerodziła się w coś innego, przeszła na wyższy poziom. Żaden z nich, jednak
nie potrafił tego nazwać. To nie była miłość, na pewno nie. Tego byli pewni. Do
zakochania czy zauroczenia, takiej pewności nie mieli. A teraz? Teraz przez
całe pięć dni, 24 godziny na dobę – będą razem, w każdej sekundzie. Nie, żeby
czegoś takiego nie było, ale wcześniej nie byli skuci kajdankami, gdzie sfera
intymna o wiele bardziej się zmniejszyła.
- Właściwie, to jak zrobimy ze spaniem? – spytał Karol,
robiąc zamyśloną minę.
- Tego też nie wiesz?
- No weź! Nie myślałem, że uda mi się wygrać – zaśmiał
się głupkowato Karol, drapiąc się po głowie, na co Filip, przejechał
zrezygnowany dłonią po twarzy.
- Nie wierzę. To jasne, że będziemy spać u ciebie. Masz
większy pokój i lepsze wyposażenie – powiedział spokojnie Filip.
- Lepsze wyposażenie? No, no, no – zarechotał drugi z
chłopaków.
- Bez podtekstów, zboczeńcu – Filip wystawił mu język i
na tym, temat był zakończony.
Teraz musieli się zbierać, bo nie długo zaczynały się ich
zajęcia w szkole. Ostatnia klasa liceum, za pasem matura, więc trzeba było
chodzić do szkoły. Młodzieńcy, jakoś się ogarnęli. W sumie dobrze, że na dworze
zaczynało robić się coraz cieplej, bo słabo widzieli swoje ubieranie kurtek
przez te kajdanki. W ogóle, słabo widzieli również ubieranie, ale to jakoś da
się załatwić. Jak Polak chce, to potrafi.
Weszli do budynku szkoły i każdy, dosłownie każdy przechodzący obok nich uczeń, spoglądał na nich to zaskoczony, to rozbawiony, czy nawet byli i tacy, którzy patrzyli na nich zbulwersowani. Ale mało tą dwójkę obchodziły spojrzenia innych. Nie musza się przecież wszystkim tłumaczyć. Dopiero pod klasą, dopadła ich połowa klasy i zarzucała pytaniami z góry na dół.
Weszli do budynku szkoły i każdy, dosłownie każdy przechodzący obok nich uczeń, spoglądał na nich to zaskoczony, to rozbawiony, czy nawet byli i tacy, którzy patrzyli na nich zbulwersowani. Ale mało tą dwójkę obchodziły spojrzenia innych. Nie musza się przecież wszystkim tłumaczyć. Dopiero pod klasą, dopadła ich połowa klasy i zarzucała pytaniami z góry na dół.
- Wyluzujcie, dajcie im dojść do głosu – głos rozsądku, w
postaci Kaśki, w końcu się ujawnił.
Klasa jak na zawołanie ucichła. Cóż, przy Kaśce czuło się
respekt. Najlepsza uczennica w klasie, do tego przewodnicząca klasy i szkoły,
więc była kimś. Nikt nie odważyłby się jej podskoczyć, a jeśli nawet, to
miałby, delikatnie mówiąc, przesrane po całości. Kaśka niby niewinna, delikatna
i olewająca wszystko, ale potrafi być niczym diabeł wcielony.
- Przegrałeś zakład? – spytała z uśmiechem Filipa.
- Jak widać – uniósł rękę, do której miał przyczepione
metalowe kółko. Na drugim końcu metalowego łańcuszka, znajdowała się ręka
Karola, teraz znajdująca się również w powietrzu.
- Jesteście niemożliwi – zaśmiała się Marcelina. – Ile to
ma trwać?
- No cóż, do końca tygodnia, więc będzie zabawnie –
puścił jej oczko Karol i całą klasą władowali się na godzinę wychowawczą.
Sprawdzanie obecności minęło w miarę szybko, oczywiście
krótka pogadanka o ich zachowaniu i dłuższa chwila ciszy.
- Karol, Filip chcecie mi coś powiedzieć? – spytał
mężczyzna z powagą.
- Nie, a powinniśmy? – spytał głupkowato Karol.
- No raczej.
- Prze pana, to tylko zakład.
- Jak dobrze – odetchnął z ulgą mężczyzna, wprawiając tym
samym klasę w śmiech.
Karol jedynie uśmiechnął się, a Filip, jak to Filip,
nadymał policzki.
Reszta wychowawczej minęła w rozrywkowym czasie. Jak
zawsze pojawiła się rozmowa o zbliżającej się maturze i zakończeniu edukacji w
tej placówce. Czyli norma.
Na reszcie lekcji obaj chłopcy wzbudzali również wielkie
zainteresowanie, zwłaszcza, kiedy któryś miał pojawić się przy tablicy. Wtedy
była kupa śmiechu całej klasy, łącznie z nauczycielami. Ale dzień jakoś minął
spokojnie.
Po szkole udali się do domu Filipa, by zabrać potrzebne
rzeczy na te kilka dni, które spędzi u przyjaciela. Rodzice byli na to
przygotowani, więc nie widzieli problemu. Chociaż sami od wejścia chłopaków do
mieszkania, nabijali się z nich.
- A kąpiel to jak? Wspólna? – spytał ojciec Filipa.
- Tato, przestań! – jęknął Filip, załamując ręce.
Wszyscy musieli z tego nabijać, a on musiał cierpieć.
Karol też miał wielki ubaw z tego wszystkiego.
Spakowany i przyszykowany na codzienny widok
uśmiechniętego ryja przyjaciela, ruszyli do jego domu, który znajdował się dwie
ulice dalej.
Rodzice Karola również wiedzieli o wszystkim, ale tylko
stwierdzili na wstępie, że są dziecinni bawiąc się w takie pierdoły, ale mimo
wszystko również mieli niezły ubaw, zwłaszcza jak z pokoju ich pociechy
dochodziły krzyki typu: „Weź te łapę”, „Ale to moja ręka”, „Łeb ci ukręcę” czy „Siedź
na miejscu, bo zamorduje”.
Nie było co się dziwić, skoro wszędzie musieli być razem.
Leżeli teraz na łóżku grając w jakąś grę, typu mordobicie i świetnie się
bawili. Co prawda, ciężko było się poruszać i robić jakieś wygrane gesty, ale
cóż, dla chcącego nic trudnego.
Czas mycia okazał się.. No po prostu okazał się wielką
porażką. Z rozebranie było wiele kłopotu, z kąpielą również. Zdecydowali się,
że na moment rozbierania czy ubierania, kajdanki zostają odpięte. Na całą
resztę czynności, są z powrotem zapinane. By było uczciwie, innej szansy na
rozbieranie czy ubieranie, nie było szans.
- Weź się nie gap – warknął Filip, zanurzając się w
ciepłej wodzie po samą brodę.
- To co mam robić? – Karol siedział, na krześle obok
wanny.
- Bo ja wiem.
- W sumie – zaczął Karol, zrzucając ręcznik, który miał
przepasany w biodrach i władował się do wanny, nim Filip zdążył zareagować.
Granica zniknęła już dawno i nie było oporu na takie sytuacje.
- Eee.. EJ! Co ty odwalasz?
- Kąpię się?
- Miałeś czekać na swoją kolejkę – sarknął Filip.
- Po co marnować wodę?
Filip zapowietrzył się, ale nic z tym nie zrobił. To była
ich pierwsza wspólna kąpiel, więc oboje byli trochę zestresowani, zwłaszcza, że
patrzyli na swoje ciała całkiem śmiało i z wyraźnym zainteresowaniem. Karol
nawet odważył się przejechać dłonią po klatce piersiowej Filipa. I wtedy
wszystko się zaczęło. Ogień buchnął i
nie można było tego zatrzymać. Kotłowanie się w wodzie, zaborcze pocałunki,
spragnione usta i dłonie, które rozpalały coraz bardziej. Nie bawili się w
delikatność. Byli w końcu młodymi mężczyznami, którzy pragnęli siebie. Opory
zniknęły, a fale przyjemności przyćmiły normalne funkcjonowanie i racjonalizm
całej sytuacji. Żaden nie chciał przerywać, więc wychodząc z wanny, jedynie
przetarli się jakoś. W tym szale namiętności, nic się nie liczyło. Pocałunki,
czułe, ale mocne ruchy, szorstkie dłonie. I westchnięcia. Wszystko było
zamazane, a oczy zasnute mgiełką pożądania. Jednak obaj zachowali, na tyle
trzeźwy umysł, by w odpowiednim momencie powiedzieć „dość”. Orgazm, który przeżyli
był niesamowity i dobrze o tym wiedzieli. Nie doszło do stosunku. Nie chcieli,
by to wszystko było takie narwane, szybkie. Jednak wszystko przestało mieć
znaczenie, kiedy ponownie spojrzeli sobie z pożądaniem w oczy. Ponownie buchnął
ogień i wyzbyli się wszelkich hamulców. Racjonalne myślenie, zostawią na potem.
Teraz liczyła się chwila. To ciepło, te usta, te pocałunki, to narastające
uczucie w podbrzuszu, orgazm za orgazmem, rozpalone drugie ciało. Ta noc była dla
nich spełnieniem najskrytszych pragnień i oczekiwać. Nie potrzebne były słowa,
bo wszystko zostało wypowiedziane z najdrobniejszym szczegółem.
Dni miały, a granica przestała istnieć. Kolejny poziom,
który zwie się zakochaniem, a nawet miłością – rozpoczęty.
My mamy przyszłość.
Mamy do kogo otworzyć
gębę, mamy kogoś, kto się choć trochę nami przejmuje (...). Ja mam
ciebie, a ty masz mnie.*
*****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że Was nie zawiodłam i jako tako, to wyszło. Piszcie szczerze, co o niej myślicie. Jestem otwarta na krytykę ;D. Wybaczcie błędy - sprawdzałam Ja, więc wiecie.
Kolejna notka? Nie mam pojęcia. Pojawi się, jak tylko się napisze, więc zaglądajcie.
Niech Yaoi będzie z Wami xD.
*John Steinbeck
– Myszy i ludzie
Witam,
OdpowiedzUsuńnawet nie wiesz droga autorko jak ja się cieszę z Twojego powrotu tutaj... i mam nadzieję, że niebawem znów coś się pojawi..
wspaniały tekst, historia bardzo ciekawa, a wszystko zaczęło się od zwykłego zakładu....
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Basia