Witam!
Trochę mnie nie było, ale wróciłam z nową notką. Kolejną częścią "Choroby..."
Nie wiem, czy się spodoba, ale obecnie nie miałam weny na nic innego. Trochę się stało w moim życiu i cóż, ta notka dała mu jakieś ukojenie. Miało wyjść co innego, ale wyszła "Choroba..."
Zapraszam do czytania! :*
***
Sam nie wiedział, jak
bardzo tego pragnął. Tych chwil rozkoszy, które władały jego ciałem i umysłem.
Tego dziwnego, ale i wspaniałego uczucia odrętwienia i mrowienia w kończynach.
Tego, co działo się w jego głowie. I tego przyjemnego uczucia zaciskania mięśni
na członku. Bardzo tego pragnął, ale nigdy by się nie przyznał. Zwłaszcza nie
teraz, kiedy było tak dobrze. Tak dobrze wszystko się układało i nie chciał
niczego zniszczyć. Mimo tego, wciąż pragnął. Mniej lub bardziej otwarcie. Ale
on nic nie mówił, nie komentował jego zachowania. Jedynie przymykał oczy i
odwracał głowę. Czasem cień uśmiechu przemknął przez jego twarz. Ale nic poza
tym. Żadnego besztania, którego się spodziewał. Nic, kompletnie nic. Ale taki
właśnie był jego chłopak. Rzadko się uśmiechał, więc ludzie uważali go za gbura
i odludka. Wykluczali go ze społeczeństwa. Sam na początku uważał go za
odludka, bo zawsze odstawał od reszty. Na zajęciach siedział gdzieś z boku, z
nosem w książce. Na wychowaniu fizycznym nie dawał sobie rady i również
odstawał od reszty w każdej dziedzinie sportowej, więc zazwyczaj go na w-f nie
było. Potem odrabiał gdzieś samotnie na zajęciach wyrównawczych, albo z inną
grupą, dużo mniejszą. Jednak w końcu się przełamał. Po prawie roku, koniec
semestru. Sesja zbliżała się wielkimi krokami, a on po prostu podszedł do niego
i spytał, czy wykładowca wysłał już materiały na maila. Miał taki miły i
przyjemny dla ucha głos. Od tego wszystko się zaczęło. Mateusz starał się, jak
mógł, by zagadać Oskara jak najczęściej i pytać o wszystko. Nie tylko sprawy
studiów, notatki, ale zwykłe pierdoły. I tak się zaczęło. Potem to się
rozwijało, aż na początku trzeciego roku studiów zostali parą. Tajemną parą, ma
się rozumieć. Mateusz mógł to wykrzyczeć w każdej chwili, ale Oskar nie chciał
się w żaden sposób ujawniać. Na uczelni zachowywali się, tak jak zawsze, w domu
było odrobinę inaczej. Oskar od czasu do czasu dawał się nawet cmoknąć, nie
tylko w policzek i czoło, jak to było na początku, ale również namiętne buziaki
wchodziły w grę. Mati wówczas latał pod niebo.
- Trzeba zapłacić za
mieszkanie – zauważył Oskar, wpatrując się w kolorowy kalendarz.
- Fakt. Muszę znaleźć
jaką robotę, albo pożyczyć od rodziców – Mati podrapał się po ramieniu. Z kasą
teraz u niego było krucho, zwłaszcza, że zwolnił się z roboty bo nie miał w
ogóle czasu na zajęcia. A pisanie inżyniera zbliżało się wielkimi krokami.
- Jak coś to
zadzwonimy i spytamy się o przedłużenie terminu o kilka dni – uśmiechnął się
Oskar. I świat wirował. Miał taki niewinny uśmiech.
Nigdy nie dałby mu w
życiu 21 lat, z jego wyglądem. Sam Mati się z niego naśmiewał czasem, że
wygląda jak gimnazjalista. Ale miał w tym sporo racji, bo Oskar nie wyglądał na
swój wiek. Miał dziecięcą buźkę, bez żadnych oznak zarostu, dziecięcą sylwetkę,
która w niczym nie przypominała tej już męskiej, bardziej dorosłej. No po
prostu nie wyglądał na swój wiek i tyle. Ale Oskar uważał to za wielki plus, bo
przynajmniej nie będzie się martwił siwymi włosami czy łysiną zbyt szybko.
Mateusz stracił
całkowicie głowę dla chłopaka. Wszystko by mu oddał. Nawet kawałek nieba, jakby
tylko Oski chciał, to by jakoś załatwił. Ale z jedną rzeczą sobie nie radził.
Oski wcale, ale to wcale nie chciał seksu. Raz, raz tylko RAZ to zrobili i Mati
dostawał szewskiej pasji, jak tylko o tym myślał. Fakt, było dziwnie i tak
inaczej niż z kobietą, no ale od czasu do czasu, nie wymagał codziennego
stosunku, mogli sobie pozwolić na jakiś numer. A tutaj, nic. Samo trzepanie
przestawało mu już wystarczać. Ale nie chciał nalegać. Bo nawet na drobne
sugestie, Oski nie reagował. Całkowicie olewał temat i nic. Więc i Mati nic nie
mówił. Ale tak bardzo pragnął znowu poczuć jak mięśnie zaciskają się na jego
członku, jak ciało pod nim wije się w rozkoszy i jęcząc, prosi o więcej. Samo
myślenie o tym było nie do zniesienia. Zaklął cicho pod nosem, kiedy obok niego
przeszedł Oski jedynie z ręcznikiem przepasanym przez biodra. A jego penis
stwardniał i cóż, pojawił się problem.
- Moja kolej łazienki
– mruknął cicho.
Od razu zamknął pomieszczenie,
zrzucił pospiesznie ciuchy i wszedł pod prysznic, od razu odkręcając zimną
wodę, która miała go ostudzić. Cóż, nie udało się. Więc chłopak ustawił
normalną temperaturę i chwycił za członka. Poruszał dłonią równomiernie i dość
szybko, pojękując i wzdychając cicho. Po głowie chodziło mu pełno scen, które
jeszcze bardziej go nakręcały i pobudzały. Wszystko długo nie trwało. Doszedł
do ręki z cichym westchnieniem. Szybko zmył wszystkie ślady, wykapał się
porządnie i wyszedł z łazienki, nie krępując się swojej nagości.
- Mati! Ubierz się –
jęknął Oskar i cały czerwony wrócił do zmywania naczyń.
Mati uśmiechnął się
pod nosem. Wiedział, że działał na chłopaka i by doszło do zbliżenia, musiał
tylko popchnąć Oskara do działania. Już układał mu się plan w głowie, który
chciał szybko zrealizować. Małymi ale stanowczymi krokami i szybko do celu. O
ile wszystko by się potoczyło, tak jak planował. Oczywiście miał kilka wyjść z
sytuacji, jakby do niczego nie doszło i plan nie wypalił. Chociaż tego nie
chciał. Miał wielka chcicę i frustracja seksualna narastała w nim z każdą
chwilą. Sam siebie nie podejrzewał o takie pokłady nachalności, ale potrzebował
seksu. Co zrobić. Niby etap młodzieńczej fascynacji seksem miał za sobą, ale
coś w nim pozostało. Po chwili wrócił już ubrany, postawił wodę i usiadł na
krześle.
- Czemu nie chcesz ze
mną tego zrobić ponownie? – spytał bez ogródek. Bycie szczerym przede
wszystkim.
- Mamy studia, za
pasem inżynierka i obrona – mruknął cichutko Oskar, mocniej szorując i tak
czysty już talerz.
- Od czasu do czasu
potrzebujemy trochę rozkoszy.
- Ty potrzebujesz.
Na tym zakończyła się
ich rozmowa. Oskar nie był skory do rozmowy na ten temat i Mateusz dobrze o tym
wiedział. Chciał go zmusić do poruszania tego tematu, ale nie wypaliło. Postanowił
dać mu odpocząć od tematu, niby, że go porzucił i wrócić do tego ze zdwojoną
siłą.
Następnego dnia wracał
do domu niespokojny. Oskar przez cały dzień się nie odzywał. Miał zadzwonić na
przerwie w pracy, zawsze tak robił, ale teraz nic. Nawet na głupiego smsa nie
odpisał, a Mati świrował. W końcu narzucił płaszcz i wyszedł z domu. Miał
zamiar udać się do jego pracy, ale nie zdążył. Dwóch funkcjonariuszy policji
stało przed klatką i cóż, czekało na niego.
- Wiesz, strasznie dużo czasu już minęło – powiedział,
ściskając jego rękę.
Tamtego dnia okazało się, że Oskar miał wypadek, że potrącił
go samochód, że jest w ciężkim stanie, że lekarze nie dają mu zbyt wiele szans
na przeżycie, że wszystko się spieprzyło. Od tego czasu minął niemal rok, a
Oskar się nie wybudził. Mati przesiadywał często całymi dniami w szpitalu.
Wiadomo, musiał pracować by utrzymywać ich mieszkanie. Studia ledwo zdał,
inżyniera również jakimś cudem obronił i zaczął pracę. Na bardzo odległy plan
spadło wszystko inne. Liczyły się wizyty w szpitalu, i to trzymało go przy
życiu. Inaczej nie umiał funkcjonować.
- Wiesz, w pracy pod górkę, ale nic jest źle. Zawsze mogło
być gorzej – zaśmiał się i pogłaskał chłopaka po twarzy. – Mógłbyś się już
wybudzić i ponownie byśmy zaczęli wspólne życie. Już bez spiny. Dorosłem,
szybciej niż myślałem.
Mateusz bardzo wstydził się tego, że chciał niemal zmusić
swojego chłopaka do stosunku. Tyle dobrego, że to tego nie doszło, bo teraz
miałby wielkie wyrzuty sumienia. I tak ma, ale nie zadręcza się nimi tak jak na
początku. Naprawdę dorósł i wszyscy musieli to zauważyć.
- Dzień dobry, Mateuszku – usłyszał i uśmiechnął się.
Tylko jedna osoba zwracała się do niego w ten sposób. Była
to mama Oskara.
- Dzień dobry.
- Znowu jesteś u mojego synka. Jak on się ma? Bo lekarze
średnio co mówią, to co zawsze.
- Dobrze. Wiem, że niedługo się wybudzi.
Mama Oskara skinęła głową. Od jakiegoś czasu lekarza
rozważają odłączenie chłopaka od aparatury, która podtrzymuje jego życie. Już
nie raz słyszała, że powinna dać odejść synowi w spokoju, że powinna pozwolić
mu odejść, że powinna to przemyśleć. Ale nie chciała, by jej jedyne dziecko
odeszło. Wiedziała, że Oskar praktycznie nie żyje. Tylko ta przeklęta aparatura
robi wszystko za niego. Jej Oskara już nie było. Wtedy podjęła decyzję.
Podeszła do Mateusza i objęła go. Pozwoliła sobie na chwilę słabości, a chłopak
wyraźnie to zrozumiał, bo sam zaczął płakać.
Następnego dnia aparatura została wyłączona, a Oskar
odszedł. Mateusz wraz z jego matką byli przy tym. Trwali przy jego łóżku i
żegnali się z nim długo. Dla każdego to odejście było trudne i sprawiło wiele
bólu. Oskar był nad nimi, czuwał z góry. Bo w końcu nigdzie indziej nie mógł
trafić, był zbyt dobry.
Pogrzeb był krótki i więcej Mateusz nie pamiętał. Padał
deszcz, a on stał nad grobem, nad tymi wszystkimi wieńcami i płakał. Nie mógł
się uspokoić i kiedy wszyscy już poszli, osunął się na kolana. Łkał, zanosił
się jak dziecko.
- Tak bardzo cię kocham, tak bardzo – szlochał.
Cały życie się zmieniło. Ale Mateusz musiał żyć dalej. Nie
pokochał nikogo tak, jak Oskara i na dłużej się nie związał. Nigdy nie
powiedział również tych dwóch, najpiękniejszych słów nikomu. Wypowiadał je
jednak codziennie nad grobem swojego ukochanego. Systematycznie, codziennie go
odwiedzał i opowiadał wszystko. Świat się zmienił, jego życie się zmieniło, ale
jego miłość pozostała. Miłość, która stała się jego chorobą. Chorobą, zwaną
miłością.
***
I to byłoby na tyle.
Nowa notka to nie wiem kiedy. Pewnie dopiero po obronie, czyli gdzieś w lipcu. O ile dobrze pójdzie. Licencjat się pisze, jakoś, ale trzeba go obronić. Hehe.
Jakby miało pojawić się coś wcześniej, to się pojawi. Ale zobaczymy. Czas pokaże co będzie.
Przepraszam za błędy! Notki nie sprawdzałam, więc jakieś kfiatki się znajdą na pewno! Wybaczcie! Jak jakieś błędy wyhaczę później, to poprawię.
Do usłyszenia. :*
Niech Yaoi będzie z Wami xD.
Witaj, witaj,
OdpowiedzUsuńnawet nie wiesz jak się cieszę, że tu jednak zawitałaś z nowym tekstem.. oczywiście praca jest ważniejsza, ja zawsze będę czekała... w zasadzie zrobiłaś mi niespodziankę, bo już miałam pisać, gdzie się podziewasz..
cóż na razie nie przeczytałam, ze względu na brak czasu, a chyba wolałabym chociaż po części przypomnieć sobie co było w poprzednich rozdziałach ale nie martw się przeczytam, mnie si ę tak łatwo nie da pozbyć ;]
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Witam,
OdpowiedzUsuńrozdział piękny, taki smutny, popłakałam się bardzo...
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Basia