15 paź 2017

Akademik

Witam.
Wrzucam świeżynkę, którą właśnie dzisiaj skończyłam.
Ostrzeżenia: Notka zawiera wulgaryzmy, pisana jest w 1 osobie, co nie jest moją mocną stroną.
Może komuś się spodoba.
Zapraszam do czytania.
*****
Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Lazłem przed siebie, po prostu. Miało to sens, jedynie przez krótką chwilę. Ale przecież nie mogłem wrócić na tą zakichaną imprezę, gdzie bawili się wszyscy moi znajomi. Tam, gdzie alkohol lał się strumieniami i wszystko było dozwolone. Brawo ja. Usiadłem na ławce zrezygnowany i rozluźniłem zakichany krawat. Nie wiem, nawet po jaką cholerę go zakładałem. Musiałem wyglądać jak siedem nieszczęść, skoro przechodzący obok ludzie gapili się na mnie bezczelnie. Emil fujaro, brawo! Ludzie się gapią – aż dziw, że jest ich tak dużo o tej godzinie -, więc uśmiechałem się do niech, a oni czym prędzej odwracali wzrok i przyspieszali kroku. Nie moja wina, że jak się uśmiecham, wyglądam jak psychopata, podobno. Kaja, przyjaciółka z dzieciństwa, stwierdziła za gówniaka, że jak się uśmiecham, to wyglądam jakbym chciał zabić i nabić czyjąś głowę na pal. Nóż cholera, nie moja wina, że tak wyglądam! Też ubolewam nad tym, że nie wyglądam jak Brad Pitt czy Ryan Gosling, noszę pingle jak Stępień – no może przesadzam, ale tak się czuję -, nie mam budowy modela. Wyglądam zwyczajnie, po prostu. Chociaż stojąc przed lustrem, dostrzegam wiele mankamentów.
Emil, ogarnij się, bo ci przyłożę!
Jestem taki żałosny, że nawet sam sobie grożę. Jakaś masakra. Podniosłem dupę z ławki i ruszyłem do mojego akademika, który znajdował się na drugim końcu miasta. Akurat wybrałem ten akademik, by mieć blisko na zajęcia, ale do imprez miałem daleko. Akademik SBM, w który trwała impreza, wybrany był przez wgląd na to, że było to miejsce, gdzie portierów łomocących w drzwi nie doświadczysz, a sąsiedzi z pokojo-mieszkań wbijają na imprezę, jak tylko usłyszą muzę i dostrzegą wnoszony alkohol. Życie tam było czystą definicją studiów – zero nauki, tylko impreza za imprezą. W SBM można było wszystko, oczywiście w granicach normy. Aktualnie zaczął się ostatni weekend przed powrotem na studia, a tym samym mój ostatni rok na studiach, więc chciałem zaszaleć. Przyjechałem kilka dni wcześniej, by się przygotować, rozlokować w pokoju i wypindrzyć niczym laska na tą imprezę, by koniec końców, jako pierwszym wyjść.
- Emil, kurwa! – usłyszałem, więc odwróciłem się. Byłem już praktycznie na przystanku, by złapać ostatni bus do siebie, nie chciało mi się czekać na nocy. W moją stronę pędził Adam. Jeszcze jego tu brakowało.
- Czego klniesz w środku nocy? – spytałem, kiedy zdyszany opierał się uliczną lampę, by złapać oddech. Nie wydawało mi się, bym szedł jakoś szybko, zwłaszcza, że jakąś chwilę wcześniej siedziałem na ławce, by chłop mógł złapać zadyszkę. Słaba kondycha, chociaż o mojej się nawet nie będę wypowiadał.
- Więcej fajeczek – mruknąłem, spoglądając na telefon. Odruchowo chciałem sprawdzić, czy się nie spóźnię na tego busa. Ale skąd miałem wiedzieć o której autobus odjeżdża w mojego przystanku przy starym basenie? Net w telefonie się skończył, więc liczyłem na łut szczęścia. Chociaż z tym moim szczęściem to średnio mi po drodze, niestety. Spojrzałem na telefon, ale w głowie nie zaświtała mi nawet godzina, o której mógłby odjeżdżać jakikolwiek nocny. No cóż, nie wychodziłem nigdy z imprezy tak wcześnie, więc moja wina. Norma. – A ty czego tu? – spytałem Adama, który dreptał koło mnie.
Nie powiem, chłop przystojny, chociaż wieśniak, w sensie, że ze wsi pochodzi. Ja w sumie też, więc też wieśniak jestem. Może dlatego właśnie wybrałem studia w większym mieście, na które było mnie stać i mogłem studiować coś tam, co mnie zaciekawiło. Adam robił magistra, tak samo jak ja. Tylko kierunki nas różniły; ja kończyłem inżynierię biomedyczną, on inżynierię środowiska. W sumie znaliśmy się od 5 lat, ale rzadko kiedy ze sobą rozmawialiśmy. Uroki studentów z kierunków ścisłowych. Tacy jak my, mamy zapierdol na zajęciach i ciągle czegoś od nas wymagają. Nie to co, na humanach czy pedagogikach. Nie żebym miał jakiś do nich problem, ale pewnie nie mają takich wymagających przedmiotów jak my, a prace magisterskie pisze im się znacznie łatwiej.
- Wracam na akademik - Adam wzruszył ramionami.
Był dziwny, ale przystojny. Miał hipnotyzujące spojrzenie tych swoich brązowych oczu, i ciemne włosy, które teraz były dość mocno przystrzyżone. Ale i tak wyglądał dobrze. Adam zawsze mało mówił, ale jak mówił, to człowiekowi kopara opadała. Nie, żeby głos miał jakiś zajebisty, że orgazmu można dostać – chociaż czasami tak było, ale o jego wiedzę chodziło dokładnie. Chłop miał łeb jak sklep, poważnie! Nie jedna morda mu zazdrościła takiego IQ (ja również, ale to oczywiście przemilczę).
- To chyba wracamy razem – mruknąłem.
Już dochodziliśmy na przystanek, kiedy nocny ruszał w dalszą trasę. Kurwa jebana! Emil, twoje szczęście poraża! Warczałem i zgrzytałem zębami, ale chuj się nie zatrzymał. Właściwie to pewnie nawet nas nie dostrzegł, bo dość ciemno na dworze, a my kilka metrów od przystanku byliśmy, jak ruszał.
- Zajebiście, w chuj! – warknąłem i podszedłem pod rozkład jazdy. – Kolejny za 3 godziny, zajebiście, kurwa zajebiście!
Adam spojrzał na mnie i parsknął śmiechem. Śmiech też miał fajny, nawet jak śmiał się ze mnie.
- Czego rżysz? – warknąłem na niego, zaciskając pięści. Musiałem się opanować, bo przecież Adam nie był winny temu, że spierdolił nam nocny.
- Tak sobie. Mamy spory kawałek na Wojska, więc możemy ruszać – powiedział, i zaczął iść.
Spojrzałem na niego i ruszyłem za nim. Czekała nas spora droga, chociaż jak pójść miastem, to może się trochę skrócić. Patrzyłem na niego kątem oka, a on nic nie mówił. Tylko szedł przed siebie, z lekkim uśmiechem, rękami w kieszeniach jeansów. Nie odzywaliśmy się i droga cholernie mi się dłużyła. Nie, żeby był jakimś ekstrawertykiem, ale nie wiedziałem o czym z nim gadać. Adam chyba też, skoro nie podjął próby. W sumie to mu się nie dziwię, on mało co gada. Westchnąłem, cisza mnie dołowała. Ale jak tak zerkałem na niego, to w głowie zaczęły mi się pojawiać pikantne sceny z jego udziałem, naszym udziałem. Było ciekawie i zrobiło mi się gorąco. Poprawiłem nerwowo okulary na nosie i ponownie na niego zerknąłem. Zaraz odwróciłem głowę, bo patrzył na mnie! Zupełnie mnie zaskoczył i w pierwszym odruchu, zdecydowałem odwrócić głowę. Jak jakaś dziewica! Facet i panika?!
Emil, nie zachowuj się jak pizda!
Karcenie siebie w myślach przyniosło efekt, bo spojrzałem na niego znowu, przegryzając wewnętrzną stronę policzka. Patrzył na mnie z uśmiechem, ledwo dostrzegalnym uniesieniem kącików. Ale wiedziałem, że się uśmiecha, bo zmrużył oczy. Często tak robił, jak próbował się powstrzymać przed zaśmianiem. Obserwowałem go od 5 lat, więc takie drobnostki już znałem.
- No co? – fuknąłem, przeciągając się. Musiałem coś powiedzieć, by jakoś przerwać te ciszę i nasze spojrzenia.
- Nic – powiedział.
W mieście o tej godzinie nie było tłumów, właściwie to praktycznie byliśmy jedynymi osobami, które szwendały się po rynku, nie licząc pijaczków i jakiś gówniarzy wychodzących z nielicznych pubów. Przez te moje wizje erotyczne, miałem je ciągle, niemal bez przerwy odkąd ruszyliśmy do akademca z przystanku, chciałem być jak najszybciej w pokoju. Współlokatora na pewno nie będzie – impreza w SBM tak szybko się nie kończą – więc będę miał okazje sobie porządnie strzepać. Już czułem te ulgę, kiedy w końcu wezmę chuja w łapę i zacznę walić konia. Oblizałem usta. Chcę już być w pokoju, szybko, szybciej!
- Pieprzymy się? – spytał Adam, kiedy staliśmy pod akademikiem. Moje wizje stały się nad wyraz wyraźne. A to pytanie zbiło mnie z nóg, normalnie niemal zwaliło mnie na kolana. Był kurwa, bezpośredni! Coś tam obiło mi się o uszy, że dupczy się też z chłopakami, bo w końcu ‘żeby życie miało smaczek, raz dziewczynka, raz chłopaczek.’
Skinąłem głową, że się zgadzam. Każdy normalny facet, który całą drogę myślał o zwaleniu i miał erotyczne wizje, by się zgodził. Szybko trafiliśmy do jego pokoju, a kiedy tylko zamknęły się za nami drzwi, wszystko się zaczęło. Nasze pocałunki było gorliwe, pełne pasji, żarłoczne i odbierające dech w piersi. Pozbywaliśmy się ciuchów w tempie ekspresowym. Nie trzeba było urządzać gry wstępnej, żaden z nas tego nie wymagał. Wystarczyło, że dotykaliśmy swoich ciał, penisów, które robiły się coraz większe i nabrzmiałe. Adam rzucił mnie na ścianę i przyparł swoim ciałem całując, mocno wsuwając swój język. Od razu zaczął majstrować przy moim tyłku, miętosić obie półkule i wsuwając opuszek palca do odbytu co jakiś czas. Chciałem więcej, pragnąłem więcej. Ale też nie chciałem by bierny. To, że wypadło, że moja dupa zostanie wygrzmocona – bo na to liczyłem, cholernie! -, nie musiało oznaczać, że nic nie zrobię i będę czerpać tylko przyjemność. Chwyciłem jego penisa i zacząłem mocno pocierać. Był duży i nabrzmiały, wrażliwy na każdy mój ruch. Kiedy dostrzegłem pierwsze krople nasienia na członku, zostałem obrócony. Moje rozgrzane ciało studziła zimna ściana, ale nie na tyle, by mnie ostudzić, otrzeźwić. Umysł miałem tak zamroczony, że kiedy włożył we mnie palec, stęknąłem i wypiąłem się mocniej. Nie chciałem czekać, potrzebowałem jego chuja w sobie, by brał mnie mocno i szybko. Tego chciałem i kiedy odwróciłem głowę, dostrzegłem, że Adam też tego chce.
- Wkładaj go i rżnij mnie – powiedziałem cicho, słabym od podniecenia głosem.
Adam ugryzł mnie lekko w szyję, rozszerzył pośladki i wsunął się we mnie cały. Sapnęliśmy niemal w tym samym czasie. Uczucie było dziwne, ale tak cholernie podniecające i obezwładniające jak nigdy. Miewałem przygodne numerki w kiblach, czy hotelach i to nie zawsze ja byłem tym, w którego wkładano swój sprzęt. Wtedy liczyła się dobra zabawa, i spełnienie swoich potrzeb. Teraz chciałem, by to się nie skończyło na tym jednym bzykaniu. By Adam kiedyś chciał ze mną powtórzyć. Zaczął poruszać się rytmicznie, a ja wypiąłem tyłek mocniej w jego stronę. Zimna ściana ochładzała moje gorące ciało. Cieszyłem się, że w akademcu, na 3 piętrze nie ma praktycznie żadnych studentów – większość na imprezie, lub wciąż w swoich domach, a niedobitki pewnie spały nie przejmując się odgłosami seksu rozchodzącymi się po piętrze. Adam brał mnie szybko i głęboko, a ja jęczałem i błagałem o więcej, o szybciej, o mocniej. Spoglądałem na niego co jakiś czas i widziałem jego uśmiechnięte, ale skupione oblicze. Był zadowolony, ja przecież też. Moje wizje z drogi się spełniły, i czego chcieć więcej? Pchnięcia stały się coraz bardziej chaotyczne, co mogła oznaczać, że Adam jest bliski dojścia. Chwyciłem swojego członka w rękę i zacząłem się masturbować, szybko i mocno. Chciałem dojść, więc długo nie potrzebowałem, Adam tak samo. Chwile później wszystko się skończyło – ja ujebałem ścianę, a on zapchał mi dupsko nasieniem – no może nie zapchał, ale takie miałem wrażenie. Oparłem się o ścianę całym sobą, a on swoim ciałem naparł na moje.
- Byłeś niezły – powiedziałem cicho.
- Tylko niezły? – spytał, przegryzając moje ucho.
- Póki co, tak.
Zaśmiałem się, kiedy obrócił mnie w swoją stronę i mocno pocałował, od razu wpychając język między moje wargi. Kiedy zabrakło mi tchu, odepchnąłem go lekko. Zdziwiony spojrzał na mnie.
- Następnym razem się okaże, co potrafisz. Postaraj się – powiedziałem przekornie całując go lekko. – A ja pokaże ci jak to się robi – dodałem, kiedy pchnąłem go w stronę łóżka.
Jego współlokatora nie było, więc miałem dwa łóżka do wyboru. Teraz ja przejąłem inicjatywę i zrealizowałem kolejną swoją wizję. Brałem go szybko i mocno, przyciskając jego nadgarstki do materaca. To była ciekawa noc. Mimo zmęczenia, które odczuliśmy oboje po pierwszym numerku, drugi był równie intensywny. Kiedy po seksie leżeliśmy wykończeni na łóżku, nie odzywaliśmy się. Nie trzeba było obietnic, żadnych związków – liczył się seks. A potem, kto wie. Na razie pierwsza noc za nami, jeszcze cały rok studiów. Wszystko może się zmienić.
Emil, skretyniałeś, ale chociaż poruchałeś!
Dokładnie, zaliczyłem Adama, a on zaliczył mnie. Nie chciałem by to się tak skończyło, on w sumie też. Od tej pamiętnej nocy, spotykaliśmy się regularnie na seks, szybki bądź dłuższy numerek. Nie zostaliśmy parą, nie było wyznań, miłości, był tylko seks i pożądanie. Spełnialiśmy swoje zachcianki nawzajem i to się liczyło. A seks był po prostu nieziemski. Życie trwało dalej, a my mieliśmy swój mały sekret z wielką namiętnością i pożądaniem.

*****
I to byłoby na tyle.
Wrzucane na świeżo, więc pewnie jakieś błędy się znajdą, za co przepraszam.
Nie wiem, kiedy pojawi się coś nowego - może w listopadzie, a może na święta. Kto wie.
Niech Yaoi będzie w Wami xD.

1 komentarz:

  1. Witam,
    wspaniale to wyszło od strony Emila, tak te jego teksty genialne są, chociaż czy byli później razem...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń