5 kwi 2020

Wspaniałe przeżycie.

Witajcie.
Dawno mnie nie było i podejrzewam również, że póki co, to się zbytnio nie zmieni. Niestety. Mimo panującej kwarantanny muszę chodzić do pracy, a po pracy nie mam jakoś ochoty na pisanie. Nie wiem, kiedy to się zmieni. Weny brak, chęci brak, motywacji brak.
Dzisiaj jednak zapragnęłam wrzucić notkę. To coś starego, jeszcze z poprzedniego bloga, ale w najbliższym okresie (nie wiem co znaczy najbliższy okres =.=) będę raczej wrzucać starsze notki, które już kiedyś ujrzały światło dzienne.
Dbajcie o siebie, swoich bliskich. Zostańcie w domu, dla waszego i wspólnego dobra. Przesyłam wszystkim pozytywną energię i wiele uśmiechu na ten ciężki jednak czas. Jeszcze będzie dobrze! 
*****
Edit. 28.11.2021r.
Eh, wciąż mnie nie ma i raczej, przez najbliższy czas to się nie zmieni. Brak mi ochoty i przede wszystkim weny, by cokolwiek z siebie wykrzesać. Pomysły chodzą po głowie, ale ze spisaniem ich, jest bardzo kiepsko. Mam nadzieję, że szybko to się zmieni i W KOŃCU zacznę wracać do regularnego pisania. Chyba trzeba zacząć ponownie pisać w zeszycie i może ruszę do przodu.
Do usłyszenia!
Wasza Kimi.
*****
Edit. 20.09.2024r.
Żyję!
Matko jedyna, jak mnie tu długo nie było... Nawet nie wiem, co mam powiedzieć. Nie będę się tłumaczyć, wybaczcie. Wpadłam tylko informacyjne: pisanie idzie jak po gruzie, laptop ledwo zipie, chęci do pisania całkowicie brak, mimo głowy pełnej pomysłów.
Liczę na to, że niedługo to się zmieni. Odezwę się!
Wasza Kimi.
*****
Siedział na swoim tronie i wysłuchiwał próśb swych poddanych. Chociaż wysłuchiwanie to może za dużo powiedziane, bowiem on właściwie nie słuchał. Nie przejmował się potrzebami swoich ludzi, ważne było tylko, że to właśnie on miał to czego pragnął w danej chwili. Nie, nie był złym królem, bo litował się nad ludźmi i dawał im to o co go prosili. Jednak tylko dlatego, że jego wierny sługa zapisywał ich prośby, a on te ciekawsze po prostu spełniał. Prawdą było też to, że poddani po prostu go kochali i okropnie za nim przepadali. Co jak co, ale tylko na audiencjach zwracali się do niego jak do króla, potem jednak kazał mówić sobie po imieniu, by nie wyróżniać się spośród tłumu. Bo praktycznie się nie wyróżniał. Miał krótkie, czarne włosy i przenikliwe, złote oczy. Był młodym królem, bowiem miał dopiero lat dwadzieścia trzy. Zasiadł na tronie po śmierci swego ojca. Musiał to zrobić, bowiem był jedynakiem i ukochanym synem ludu. Chcąc nie chcąc, od trzech lat, to właśnie on sprawował władzę w tym królestwie. Był mądrym królem, który nie wchodził w żadne konflikty zbrojne. Wolał załatwiać sprawy pokojowo, bez przelewu krwi. Faktem było to, że jego żołnierze byli naprawdę dobrze wyszkoleni, jednak było ich mało, więc w starciu z liczniejszym wojskiem, nie mieli by prawie w ogóle szans. Nie było potrzeby wysyłać ludzi na pewną śmierć, skoro taka ofiara niebyła potrzebna. Młody mężczyzna westchnął cicho, kiwając głową, że rozumie, chociaż nie rozumiał, bo nie słuchał. Jedynym szczęściem było to, że to był ostatni chłop ze swą prośbą i mógł wrócić do swoich spraw. Których właściwie nie miał. Nauka fechtunku, walki wręcz czy pojedynki po prostu mu się znudziły. Ile przecież można było tego znosić?
- Panie, to wszystko – usłyszał głos swego pisarza i wstał z tronu.
Nareszcie te męki się skończyły.
- Dziękuję – powiedział młodzieniec z lekkim uśmiechem i wyszedł z sali tronowej.
Bocznymi wejściami i drogami po chwili doszedł do swego pokoju. A pokój ten był prawie największym pomieszczeniem w całym zamku. Był to pokój kwadratowy ze czterema oknami wychodzącymi na ogród oraz miasto, znajdujące się nieopodal. Na środku leżał dywan, zrobiony specjalnie dla młodego panicza ze skór zwierząt, jakie tylko istniały na tym ziemskim padole. Tuż obok jednej ze ścian, znajdowało się wielkie łoże z czerwonym baldachimem. Łoże było tak wielkie, że pomieściłoby z pewnością wiele niewiast wraz z królem. Na każdej ścianie wisiały obrazy, niekoniecznie przedstawiające ludzi, lecz właśnie naturę. Młodzieniec zamówił te obrazy u miejscowego, młodego malarza, który był wspaniały. Potrafił dobrać tak barwy i stworzyć coś pięknego, że miało się wrażenie, że obraz żyje. Dlatego był znany ze swego talentu, jednak malował dla przyjemności, by dzielić się swymi dziełami z całym królestwem. Po prawej stronie komnaty, znajdowały się drzwi do łaźni. Osobne pomieszczenie, które było w całości łaźnią, z wielką wanną, czy też małym basenem. Wszędzie był przepych, barwy i emblematy rodu królewskiego. Aż dziwne, że w XXI wieku, w małym państwie było jak w epoce średniowiecza. Co prawda, były nowinki techniczne, jednak nikt specjalnie nie przejmował się nimi. Byli wychowywani w innej kulturze, z innymi wartościami. Chłopak wszedł do środka i od razu rozebrał się ze swoich drogich, jedwabnych szat, które sprowadzono dla niego od najlepszych projektantów. Przebrał się w zwykłe jeansy i bluzkę. Nie wiedział co ze sobą zrobić, więc położył się na łóżku, zamykając oczy. Najwyraźniej zapadł w drzemkę, bowiem delikatne pukanie wyrwało go ze stanu otępienia.
- Wejść – powiedział, przecierając dłońmi swoje oczy.
W progu stał młody służący. Warto zaznaczyć, że był prywatnym służącym samego króla i tylko król wyznaczał mu zajęcia. Był to chłopiec o niskim wzroście, z dziecięcą buźką i radością, bijącą z jego niebieskich patrzałek. Miał brązowe, lekko przydługie włoski z grzywką, która zasłaniała jego oczy. Był naprawdę wątłej budowy i gdyby się odwrócił, to przypominał dziewczynę, taki był drobny.
- Czy czegoś potrzebujesz, królu? – spytał, schylając głowę.
Chłopiec nigdy nie odważył się spojrzeć na króla, dłużej niż powinien. Zawsze był pokornym i oddanym sługą swego pana. I jako jedyny ze wszystkich poddanych w królestwie, nie ośmielił się do młodego panicza odezwać inaczej niż ‘królu’. Nie potrafił i już. Mimo wielu próśb, rozkazów, a nawet delikatnych kar, nie złamał się. Uważał, że królowi trzeba oddawać szacunek w każdej chwili i on, jako zwykły chłop, musiał to robić.
- Nie, nie potrzebuję. Ale możesz zrobić mi dobrą herbatę – powiedział król. – Mówiłem ci, że masz się zwracać do mnie po imieniu – dodał, kiedy chłopiec schylił się bardziej.
- Wybacz królu, ale nie mogę – powiedział stanowczo, acz cicho.
Wyszedł z komnaty i od razu skierował się w stronę wielkiej kuchni, gdzie trwały przygotowania już do posiłku. Kucharki chodziły wszędzie, szukając różnych przypraw, mięs czy warzyw. Właściwie za kilka dni miał odbyć się bal, na którym to właśnie młody panicz wybierze sobie przyszłą małżonkę. Tradycja stara, jednak nikt nie ośmielił się jej przerwać. Więc i obecny król, musi znaleźć tą jedyną, wśród wielu niewiast z jego królestwa, czy też królestw leżących nieopodal. Wiadome było jednak to, że wiele z tych dziewcząt było naprawdę pazerne na pieniądze i tylko to się liczyło. Więc musiał uważać na takie obłudnice, które by go naciągnęły. Nikt jednak nie wiedział, że król ma już wybrankę swego serca. Po kilku minutach, młody służący wrócił z herbatą. Postawił ją na stoliczku obok łóżka i spojrzał na uśpioną twarz młodzieńca. Był niezwykle pociągający i przystojny. Delikatnie przejechał opuszkami po jego licu.  Zakrył usta drobną rączką i czym prędzej wybiegł z komnaty, nawet nieświadomy tego, że obserwowały go złote tęczówki.
###
Dni mijały naprawdę przyjemnie. Pogoda była znakomita na spacery po okolicznych lasach, czy łąkach. Więc większość ludzi po pracy kierowała się właśnie na łono natury, które było natchnieniem wielu artystów. W ten właśnie dzień, młody malarz, wybrał się na przechadzkę i malowanie kolejnego obrazu. Właściwie rzecz ujmując, nie szedł właśnie nad wartki strumień tylko po to. Uśmiechnął się delikatnie, kiedy rozstawił swoją sztalugę na równym terenie. Wyjął jedną z kartek i zaczął szkicować to, co, akurat przyszło mu na myśl. Delikatne ruchy ręką zostawiały idealnie dopracowane kreski, które po niedługiej chwili zmieniały się w piękny obraz. Chłopak był samoukiem, bez żadnej ukończonej szkoły, lecz talent posiadał niezmiernie wielki. Nie przestraszył się nawet odgłosów kroków, które zbliżały się do niego. Już nauczył się rozpoznawać je z daleka.
- Przyszedłeś – wyszeptał cicho, a jego usta połączyły się z ustami przybyłego młodzieńca w namiętnym pocałunku.
- Przyszedłem – odpowiedział, kiedy odsunęli się od siebie.
Młody malarz uśmiechnął się lekko. Zawsze przychodził i często robili różne rzeczy, nie tylko malowanie. Młodzieniec, który przed chwilą przybył, był ubrany w żołnierskie odzienie, co świadczyło o tym, że służył w królewskim wojsku. Był młody, nie wyglądał na więcej niż dwadzieścia dwa lata. Miał ciemne włosy i oczy, które nadawały mu niezwykłego wyglądu, kogoś nie z tego świata. Usiadł obok swego ukochanego i wpatrywał się w wodę. Nie zamierzał mu przeszkadzać w niczym, więc spokojnie zaczeka, aż malarz skończy swoje dzieło. Tak, tak, malujący młodzieniec był jego kochankiem. Skrytym kochankiem i najważniejszą osobą w jego życiu.
- Skończyłem – powiedział chłopak, odkładając kartkę na sztalugę.
Obraz przedstawiał wzbijające się w powietrze ptaki, których te lasy były domem. Młody żołnierz uśmiechał się lekko i, całując swego ukochanego, położył go na mchu. Tak, oboje byli spragnieni bliskości i czułości, zwłaszcza, że nie widzieli się przez dwa, albo i nawet trzy tygodnie. A czas ich rozłąki dłużył się niemiłosiernie. Całowali się zachłannie, pozbywając się nawzajem swego odzienia.
###
Nastał dzień balu, a cały pałac tętnił życiem od samego rana. Służba wierciła się i pomagała we wszystkim, by całe to przyjęcie odbyło się na czas i niczego nie zabrakło. Do wieczora wszystko było gotowe i zapięte na ostatni guzik. Właśnie teraz do zamku zaczęły zjeżdżać się urodziwe panny z królestwa oraz innych królestw wraz z dwórkami, które towarzyszyły im niemal wszędzie. Młody monarcha siedział właśnie w swym pokoju i dokonywał ostatnich poprawek swej fryzury, która zdecydowanie nie chciała się dzisiaj ułożyć. Służący wszedł do pokoju bez pukania, a widząc niezłomny trud swego pana, delikatnie i ostrożnie zaczął samemu układać jego włosy. Po krótkiej chwili, czarne włosy były ułożone, a na jego głowie spoczęła złota korona.
- Coś jeszcze pomóc, królu? – spytał, odsuwając się i jak to miał w zwyczaju, schylił głowę.
- Pomóż mi się ubrać – odpowiedział.
Młodzieniec chwycił jedną z białych bluzek i powoli wsunął na ręce swego króla. Potem ostrożnie, drżącymi dłońmi zapinał pozłacane guziki. Jego twarz była czerwona, jednak nie zwracał na to uwagi. Chwycił czarną marynarkę ze złotymi obszyciami i nałożył na niego. Zapił guziki i delikatnie przyozdobił butonierkę kwiatkiem. Do brustaszy włożył idealnie złożoną poczetkę. Odsunął się od króla i roziskrzonym spojrzeniem spojrzał na niego.
- Wygląda król, po królewsku – powiedział, wpatrując się przez chwilę w młodego panicza.
- Dziękuję. Ty również powinieneś się przebrać. Nie może ciebie zabraknąć – powiedział król z uśmiechem, widząc zmieszanie na rumianej twarzy swego sługi.
Chłopiec skinął głową i czym prędzej się oddalił do swojego małego pokoiku. Sam ubrał się w szary, lekko znoszony garnitur. Do brustaszy natomiast wsadził małego, fioletowego bratka, jego ulubionego kwiatka, który naprawdę ładnie wyglądał z szarością. Wszystkim mężczyzną na balu zakazano ubioru czarnych garniturów bądź smokingów, bowiem to był dzień młodego króla tego państwa i nikt nie miał prawa, być ubranym w podobny sposób. Służba natomiast włożyć miała szare garnitury – taki rozkaz odgórny.
Chłopiec wyszedł ze swego pokoju dobrą chwilę po rozpoczęciu balu. Nie chciał przeszkadzać, więc bocznym wejściem dostał się do środka sali balowej i dyskretnie obserwował siedzącego na tronie króla, który witał się z każdą panienką. Suknie tych wszystkich panien były pełne przeróżnych dziwnych koronek, ozdobników, korali, pereł, haftów. Panny walczyły o serce króla, jednak ten nie zatrzymał swego przenikliwego spojrzenia na  żadnej z nich na dłużej, niż by wypadało. Cały bal zaczął rozkwitać, a służba miała pełne ręce roboty – prócz małego służącego, który stał z boku, czekając na jakikolwiek znak od swego pana. Nikt nie mógł mu rozkazać czy do czegoś zmusić, bez pozwolenia samego czarnowłosego. Westchnął cicho i sam zaczął pomagać innym. Wiedział, że źle robił, ale naprawdę miał dość bezczynnego patrzenia na innych służących, którzy uwijali się jak mróweczki, byle dogodzić zebranym gościom. Bal skończył się późną nocą, a właściwie to wczesnym rankiem. Młodego króla, odprowadzał jego służący. Otworzył drzwi i wpuścił władcę pierwszego, sam wszedł po nim i zamknął drzwi. Zdążył się jedynie obrócić, gdy poczuł nachalny, aczkolwiek delikatny pocałunek ze strony starszego z młodzieńców. Otworzył szerzej oczy, jednak nie odsunął się, ani nie uciekł. Chciał tego od zawsze, jednak jako służący to były tylko złudne marzenia, że ktoś taki wspaniały, zainteresuje się zwykłym chłopcem. Złote oczy spojrzały w jego i wszystko było jasne.
- Kochaj się ze mną – usłyszał namiętny i rozpalony głos swego pana tuż przy uchu.
Przełknął ślinę. Bał się tego, bowiem to był jego pierwszy raz. Ale jeśli nawet miałby to być ostatni, chciał go przeżyć właśnie ze swym królem.
- Dobrze, królu – odpowiedział cicho, spuszczając spojrzenie.
Jego nawyk dał o sobie znać i przez całą sytuację intymną, jego oczy nie spojrzały na wspaniałe, wyćwiczone ciało. Mógł je jedynie czuć pod swoimi palcami, jednak i tego się wstydził. Tego, że brudnymi dłońmi skala ciało króla. Młody władca nie przejmował się tym. Był tak spragniony bliskości z drugim człowiekiem, a jego serce szalało, kiedy widział swego sługę, choćby rano, kiedy przynosił mu śniadanie. To zdecydowanie była nie tylko fascynacja, ale po prostu miłość. Czysta miłość i najpiękniejsza. Książę szybko pozbył się zbędnego odzienia młodzieńca i zaczął go całować. Miał piękne i delikatne ciało, które aż prosiło o dotyk. Z ust chłopca co chwilę wyrywały się jęki, bowiem ciało miał wrażliwe na każdy dotyk dłoni panującego. Czarnowłosy wódz państwa błądził dłońmi przy kroczu młodzieńca, co jakiś czas jeżdżąc palcami po najwrażliwszej części jego ciała. Nie mógł znieść zamglonych tęczówek, które patrzyły w sufit, więc ułożył się między jego drobnymi nóżkami i całując jego uda, doszedł do penisa. Wpierw pocałował samą główkę, lecz więcej nie mógł zrobić, bowiem ręce służącego od razu zakryły prącie.
- Nie, królu – usłyszał, stłumiony głos chłopięcia.
- Nie zrobię ci krzywdy, wiesz przecież – odpowiedział i ostrożnie odsunął ręce od krocza.
Spojrzał na twarz chłopca i wsunął całego penisa do ust. Po całej komnacie rozniósł się głośny jęk zaskoczenia, ale też przyjemności spowodowanej tym niezwykłym uczuciem, którego doświadczył pierwszy raz. Pan zaczął stymulować prącie i delikatnie wodzić palcami obok wejścia, co rusz wsuwając lekko same opuszki. Ciało młodzika wyginało się w ekstazie i przyjemności, jaką otrzymywał. Wyjął z szafeczki olejek i polał nim swoje palce. Król zaczął poruszać szybciej głową i wsunął jeden palce do środka. Usłyszał jęk bólu, więc podniósł wzrok na służącego. Po jego twarzy płynęły łzy, jednak starł je szybko wolną ręką. Zaczął poruszać palcem, jak prawdziwym członkiem i po chwili odgłosy bólu przemieniły się w dźwięki przyjemności. Król nie był w stanie długo wytrzymać, więc po chwili dołożył drugiego i trzeciego palca, rozciągając tym samym wejście chłopca i przygotowując go na większą przyjemność. Kilka ostatnich ruchów językiem i poczuł w ustach słonawy smak nasienia, usłyszał głośny jęk spełnienia, zobaczył ciało wyginające się z podniecenia. Połknął całą spermę i wylizał dokładnie członka. Nie było to wcale ani dobre, ani złe, po prostu nijakie. Zmiażdżył w pocałunku usta chłopca, a rękami smarował swojego członka, który aż piekł z bólu. Wszedł w jego ciasne wejście, całując się z młodzieńcem. Po twarzy sługi popłynęły łzy, jednak nie spowodowane bólem, a raczej dyskomfortem jakiego doznał. Uczucie rozpychania było dziwne i odmienne od wszystkich odczuć, jakie znał. Było inne, ale przyjemne. Kiedy możnowładca zaczął się poruszać, odczuwał coraz większa przyjemność. A słuchając cichych westchnień i jęków, jakie wydobywały się w jego ust, sam miał ochotę krzyczeć, kiedy uderzał dokładnie w jego prostatę. Nie trzeba było czekać na finał, gdyż oboje byli spragnieni, rozpaleni, że doszli niemal w tej samej chwili. To wszystko było wspaniałe przeżycie dla dwojga młodzieńców, które zmieniło całkowicie dotychczasowe ich życie.

*****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że się podobało. Powrót do starszych notek, budzi sentyment, zdecydowanie. Kolejna notka za jakiś czas.
Będzie dobrze, dużo zdrówka i wytrwałości.
Niech Yaoi będzie z Wami. xD. 
*****
Edit. 25.03.2021r.
Ło, masakra! Jak mnie tu długo nie było! Masakra! Ale żyję... Jako tako, ale jednak.
Chwilowo stan braku postów się nie zmieni, może dodam za jakiś czas coś starego.
W komentarzach zostawiłam informację, że miałam problem z dostaniem się na pocztę, dzięki której mam dostęp do bloga - NA SZCZĘŚCIE udało się to jakoś zażegnać, i mam już pełen dostęp. Ufff, ulżyło mi.
Dbajcie o siebie i swoich bliskich!
Do następnego!
Wasza Kimi.

20 komentarzy:

  1. Hej,
    nie wiem jak to się stało, że wcześniej nie wiedziałam o nowym tekście...
    co do tych tekstów, to powiem dawaj ;) o ile pamiętam to nie wszystko z onetu przeczytałam, a jeśli nawet to z wielką chęcią jeszcze raz pprzeczytam... :D
    czytało się bardzo dobrze, już w pewnym momencie na brałam podejrzeń, że tym wybrankiem jest jego sługa... ale i ten malarz mnie ciekawił...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejka, hejka,
    kochana, kochana gdzie jesteś? proszę chociaż się odezwij... ja bardzo tęsknię... a to już bez mała rok...
    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku...
    weny, pomysłów życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  3. HEJ!
    Niestety, stało się coś nieoczekiwanego. Straciłam dostęp do tego bloga i za cholerę nie rozumiem dlaczego :(. Nie mogę się dostać na maila przypisanego do bloga, co mnie strasznie irytuje! Dostaję szału!
    Wcześniej nie było problemu, ale teraz się pojawił. Będę dalej próbować się jakoś na niego dostać, więc trzymajcie kciuki.
    Pozdrawiam wszystkich,
    Kimi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hejeczka,
    kochana dopiero teraz to przeczytałam, to niefortunnie... no nie wiem czemu tak, a może po prostu nie zaglądałaś na tego e-maila przez trzy miesiące... przynajmniej mi to przychodzi do głowy... a może spróbuj przez przypomnienie... (chociaż ja do moich pierwszych e-maili nie pamiętam ani pytania i odpowiedzi czy pomocnego adresu)
    czy jest jakaś szansa na kontakt z Tobą w razie czego...
    Dużo weny i pomysłów życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  5. Hejeczka,
    muszę przyznać że czytało się bardzo dobrze, w pewnym momencie przebłysk - tym wybrankiem jest ten sługa, ale i malarz mnie ciekawił bo nie spotkał się z krolem (soczewki kolorowe istnieją)
    mam nadzieję że I będzie więcej tekstów,  choć słówko by się przydało... I mam nadzieję, że te problemy z zalogowaniem rozwiązały się...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń
  6. Hejeczka, hejka,
    kochana och aż mi trochę głupio bo czytam od dawna Twoje opowiadania i tylko kilka razy skomentowałam i to przedewszystkim na Onecie, jeszcze przed Twoją przeprowadzką, no ale cóż później w zasadzie to nigdzie nie czytałam... teraz tak postanowiłam powrócić i sprawdzam blogi, które czytałam... wiele niestety już nie istnieje, albo gdzie indziej się przeniosło... ale cieszę się, że tutaj pojawiały się nowe teksty i jednak liczę że nadal będą... nie przedłużając zabieram się za czytanie...
    weny, czasu  chęci i pomysłów życzę...
    no i na Nowy Rok aby był jeszcze lepszy od tego i aby pospełniały się wszystkie pragnienia i aby pomysły na nowe opowiadania nie odpuszczały ;)
    Pozdrawiam serdecznie i gorąco Zośka

    OdpowiedzUsuń
  7. Hejeczka,
    kochana mam nadzieję, że powrócisz tutaj bo ja ogromnie tęsknię za Twoimi tekstami...
    chęci i weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  8. Hejka,
    kochana proszę, proszę wróć tutaj do nas... tęsknię bardzo, ale to bardzo mocno...
    weny, chęci i pomysłów życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  9. Hejeczka,
    proszę, proszę choć kochana odezwij się tutaj... tak mi smutno...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  10. Hejeczka,
    kochana, kochana tęsknię bardzo z Twoimi tekstami... wróć do nas...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Zośka

    OdpowiedzUsuń
  11. Hejeczka,
    kochana proszę, proszę powróć tutaj, no albo na inny blog... tęsknię przez duże "T"
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  12. Hejeczka,
    kochana moja autorko, bardzo tęsknię za kontynuacją tego opowiadania,  proszę powróć tutaj...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  13. Hejeczka,
    kochana autorko powrócisz tutaj, jest mi bardzo smutno...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  14. Hejeczka,
    kochana proszę choć się odezwij, bo ja tęsknię za tą historią... opowiadanie jest fantastyczne
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  15. Hejeczka,
    wróć tutaj kochana, bardzo tęsknię...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  16. Hejeczka,
    bardzo mi jest smutno, że nie ma kontynuacji tego świetnego opowiadania, czytam po raz kolejny i chce się po prostu więcej... powróć tutaj proszę...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  17. Droga nasza autorko, tak tutaj od czasu do czasu wracam z ogromną nadzieją na jakieś nowy rozdział, a tutaj lata lecą i nic... ale też tak wracam aby ponownie przeczytać...
    Mam nadzieję, że jednak zaglądasz tutaj czasami i wciąż pamiętasz o tym blogu...
    Pozdrawiam serdecznie i cieplutko Aga

    OdpowiedzUsuń
  18. Hejeczka, hejeczka,
    Droga autorko, tak tutaj od czasu do czasu wracam z ogromną nadzieją na jakieś nowe opowiadanie, a tutaj nic... ale też tak wracam aby ponownie przeczytać... opowiadania są po prostu cudowne...
    Mam nadzieję, że jednak też zaglądasz jednak tutaj czasami i wciąż pamiętasz o tym blogu...
    Pozdrawiam serdecznie i cieplutko Anka

    OdpowiedzUsuń
  19. Hejeczka,
    czekam, czekam wciąż mam nadzieję na Twój powrót mimo upływu tylu lat...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  20. Hejka,
    już tyle lat minęło, a ja wciąż to mam ogromną nadzieję na więcej
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Anka

    OdpowiedzUsuń