Witajcie.
Dawno mnie nie było i podejrzewam również, że póki co, to się zbytnio nie zmieni. Niestety. Mimo panującej kwarantanny muszę chodzić do pracy, a po pracy nie mam jakoś ochoty na pisanie. Nie wiem, kiedy to się zmieni. Weny brak, chęci brak, motywacji brak.
Dzisiaj jednak zapragnęłam wrzucić notkę. To coś starego, jeszcze z poprzedniego bloga, ale w najbliższym okresie (nie wiem co znaczy najbliższy okres =.=) będę raczej wrzucać starsze notki, które już kiedyś ujrzały światło dzienne.
Dbajcie o siebie, swoich bliskich. Zostańcie w domu, dla waszego i wspólnego dobra. Przesyłam wszystkim pozytywną energię i wiele uśmiechu na ten ciężki jednak czas. Jeszcze będzie dobrze!
*****
Edit. 28.11.2021r.
Eh,
wciąż mnie nie ma i raczej, przez najbliższy czas to się nie zmieni.
Brak mi ochoty i przede wszystkim weny, by cokolwiek z siebie wykrzesać.
Pomysły chodzą po głowie, ale ze spisaniem ich, jest bardzo kiepsko.
Mam nadzieję, że szybko to się zmieni i W KOŃCU zacznę wracać do regularnego pisania. Chyba trzeba zacząć ponownie pisać w zeszycie i może ruszę do przodu.
Do usłyszenia!
Wasza Kimi. *****
Edit. 20.09.2024r.
Żyję!
Matko jedyna, jak mnie tu długo nie było... Nawet nie wiem, co mam powiedzieć. Nie będę się tłumaczyć, wybaczcie. Wpadłam tylko informacyjne: pisanie idzie jak po gruzie, laptop ledwo zipie, chęci do pisania całkowicie brak, mimo głowy pełnej pomysłów.
Liczę na to, że niedługo to się zmieni. Odezwę się!
Wasza Kimi.
Matko jedyna, jak mnie tu długo nie było... Nawet nie wiem, co mam powiedzieć. Nie będę się tłumaczyć, wybaczcie. Wpadłam tylko informacyjne: pisanie idzie jak po gruzie, laptop ledwo zipie, chęci do pisania całkowicie brak, mimo głowy pełnej pomysłów.
Liczę na to, że niedługo to się zmieni. Odezwę się!
Wasza Kimi.
*****
Siedział na swoim tronie i wysłuchiwał próśb swych
poddanych. Chociaż wysłuchiwanie to może za dużo powiedziane, bowiem on
właściwie nie słuchał. Nie przejmował się potrzebami swoich ludzi, ważne było
tylko, że to właśnie on miał to czego pragnął w danej chwili. Nie, nie był złym
królem, bo litował się nad ludźmi i dawał im to o co go prosili. Jednak tylko
dlatego, że jego wierny sługa zapisywał ich prośby, a on te ciekawsze po prostu
spełniał. Prawdą było też to, że poddani po prostu go kochali i okropnie za nim
przepadali. Co jak co, ale tylko na audiencjach zwracali się do niego jak do
króla, potem jednak kazał mówić sobie po imieniu, by nie wyróżniać się spośród
tłumu. Bo praktycznie się nie wyróżniał. Miał krótkie, czarne włosy i
przenikliwe, złote oczy. Był młodym królem, bowiem miał dopiero lat dwadzieścia
trzy. Zasiadł na tronie po śmierci swego ojca. Musiał to zrobić, bowiem był
jedynakiem i ukochanym synem ludu. Chcąc nie chcąc, od trzech lat, to właśnie
on sprawował władzę w tym królestwie. Był mądrym królem, który nie wchodził w
żadne konflikty zbrojne. Wolał załatwiać sprawy pokojowo, bez przelewu krwi.
Faktem było to, że jego żołnierze byli naprawdę dobrze wyszkoleni, jednak było
ich mało, więc w starciu z liczniejszym wojskiem, nie mieli by prawie w ogóle
szans. Nie było potrzeby wysyłać ludzi na pewną śmierć, skoro taka ofiara
niebyła potrzebna. Młody mężczyzna westchnął cicho, kiwając głową, że rozumie, chociaż
nie rozumiał, bo nie słuchał. Jedynym szczęściem było to, że to był ostatni
chłop ze swą prośbą i mógł wrócić do swoich spraw. Których właściwie nie miał.
Nauka fechtunku, walki wręcz czy pojedynki po prostu mu się znudziły. Ile
przecież można było tego znosić?
- Panie, to wszystko – usłyszał głos swego pisarza i wstał z
tronu.
Nareszcie te męki się skończyły.
- Dziękuję – powiedział młodzieniec z lekkim uśmiechem i
wyszedł z sali tronowej.
Bocznymi wejściami i drogami po chwili doszedł do swego
pokoju. A pokój ten był prawie największym pomieszczeniem w całym zamku. Był to
pokój kwadratowy ze czterema oknami wychodzącymi na ogród oraz miasto,
znajdujące się nieopodal. Na środku leżał dywan, zrobiony specjalnie dla
młodego panicza ze skór zwierząt, jakie tylko istniały na tym ziemskim padole. Tuż
obok jednej ze ścian, znajdowało się wielkie łoże z czerwonym baldachimem. Łoże
było tak wielkie, że pomieściłoby z pewnością wiele niewiast wraz z królem. Na
każdej ścianie wisiały obrazy, niekoniecznie przedstawiające ludzi, lecz
właśnie naturę. Młodzieniec zamówił te obrazy u miejscowego, młodego malarza,
który był wspaniały. Potrafił dobrać tak barwy i stworzyć coś pięknego, że
miało się wrażenie, że obraz żyje. Dlatego był znany ze swego talentu, jednak
malował dla przyjemności, by dzielić się swymi dziełami z całym królestwem. Po
prawej stronie komnaty, znajdowały się drzwi do łaźni. Osobne pomieszczenie,
które było w całości łaźnią, z wielką wanną, czy też małym basenem. Wszędzie
był przepych, barwy i emblematy rodu królewskiego. Aż dziwne, że w XXI wieku, w
małym państwie było jak w epoce średniowiecza. Co prawda, były nowinki
techniczne, jednak nikt specjalnie nie przejmował się nimi. Byli wychowywani w
innej kulturze, z innymi wartościami. Chłopak wszedł do środka i od razu
rozebrał się ze swoich drogich, jedwabnych szat, które sprowadzono dla niego od
najlepszych projektantów. Przebrał się w zwykłe jeansy i bluzkę. Nie wiedział
co ze sobą zrobić, więc położył się na łóżku, zamykając oczy. Najwyraźniej
zapadł w drzemkę, bowiem delikatne pukanie wyrwało go ze stanu otępienia.
- Wejść – powiedział, przecierając dłońmi swoje oczy.
W progu stał młody służący. Warto zaznaczyć, że był
prywatnym służącym samego króla i tylko król wyznaczał mu zajęcia. Był to
chłopiec o niskim wzroście, z dziecięcą buźką i radością, bijącą z jego
niebieskich patrzałek. Miał brązowe, lekko przydługie włoski z grzywką, która
zasłaniała jego oczy. Był naprawdę wątłej budowy i gdyby się odwrócił, to
przypominał dziewczynę, taki był drobny.
- Czy czegoś potrzebujesz, królu? – spytał, schylając głowę.
Chłopiec nigdy nie odważył się spojrzeć na króla, dłużej niż
powinien. Zawsze był pokornym i oddanym sługą swego pana. I jako jedyny ze
wszystkich poddanych w królestwie, nie ośmielił się do młodego panicza odezwać
inaczej niż ‘królu’. Nie potrafił i już. Mimo wielu próśb, rozkazów, a nawet
delikatnych kar, nie złamał się. Uważał, że królowi trzeba oddawać szacunek w
każdej chwili i on, jako zwykły chłop, musiał to robić.
- Nie, nie potrzebuję. Ale możesz zrobić mi dobrą herbatę –
powiedział król. – Mówiłem ci, że masz się zwracać do mnie po imieniu – dodał,
kiedy chłopiec schylił się bardziej.
- Wybacz królu, ale nie mogę – powiedział stanowczo, acz
cicho.
Wyszedł z komnaty i od razu skierował się w stronę wielkiej
kuchni, gdzie trwały przygotowania już do posiłku. Kucharki chodziły wszędzie,
szukając różnych przypraw, mięs czy warzyw. Właściwie za kilka dni miał odbyć
się bal, na którym to właśnie młody panicz wybierze sobie przyszłą małżonkę.
Tradycja stara, jednak nikt nie ośmielił się jej przerwać. Więc i obecny król,
musi znaleźć tą jedyną, wśród wielu niewiast z jego królestwa, czy też królestw
leżących nieopodal. Wiadome było jednak to, że wiele z tych dziewcząt było
naprawdę pazerne na pieniądze i tylko to się liczyło. Więc musiał uważać na
takie obłudnice, które by go naciągnęły. Nikt jednak nie wiedział, że król ma
już wybrankę swego serca. Po kilku minutach, młody służący wrócił z herbatą.
Postawił ją na stoliczku obok łóżka i spojrzał na uśpioną twarz młodzieńca. Był
niezwykle pociągający i przystojny. Delikatnie przejechał opuszkami po jego
licu. Zakrył usta drobną rączką i czym
prędzej wybiegł z komnaty, nawet nieświadomy tego, że obserwowały go złote
tęczówki.
###
Dni mijały naprawdę przyjemnie. Pogoda była znakomita na
spacery po okolicznych lasach, czy łąkach. Więc większość ludzi po pracy
kierowała się właśnie na łono natury, które było natchnieniem wielu artystów. W
ten właśnie dzień, młody malarz, wybrał się na przechadzkę i malowanie
kolejnego obrazu. Właściwie rzecz ujmując, nie szedł właśnie nad wartki strumień
tylko po to. Uśmiechnął się delikatnie, kiedy rozstawił swoją sztalugę na
równym terenie. Wyjął jedną z kartek i zaczął szkicować to, co, akurat przyszło
mu na myśl. Delikatne ruchy ręką zostawiały idealnie dopracowane kreski, które
po niedługiej chwili zmieniały się w piękny obraz. Chłopak był samoukiem, bez
żadnej ukończonej szkoły, lecz talent posiadał niezmiernie wielki. Nie
przestraszył się nawet odgłosów kroków, które zbliżały się do niego. Już
nauczył się rozpoznawać je z daleka.
- Przyszedłeś – wyszeptał cicho, a jego usta połączyły się z
ustami przybyłego młodzieńca w namiętnym pocałunku.
- Przyszedłem – odpowiedział, kiedy odsunęli się od siebie.
Młody malarz uśmiechnął się lekko. Zawsze przychodził i
często robili różne rzeczy, nie tylko malowanie. Młodzieniec, który przed
chwilą przybył, był ubrany w żołnierskie odzienie, co świadczyło o tym, że
służył w królewskim wojsku. Był młody, nie wyglądał na więcej niż dwadzieścia
dwa lata. Miał ciemne włosy i oczy, które nadawały mu niezwykłego wyglądu,
kogoś nie z tego świata. Usiadł obok swego ukochanego i wpatrywał się w wodę.
Nie zamierzał mu przeszkadzać w niczym, więc spokojnie zaczeka, aż malarz
skończy swoje dzieło. Tak, tak, malujący młodzieniec był jego kochankiem.
Skrytym kochankiem i najważniejszą osobą w jego życiu.
- Skończyłem – powiedział chłopak, odkładając kartkę na
sztalugę.
Obraz przedstawiał wzbijające się w powietrze ptaki, których
te lasy były domem. Młody żołnierz uśmiechał się lekko i, całując swego
ukochanego, położył go na mchu. Tak, oboje byli spragnieni bliskości i
czułości, zwłaszcza, że nie widzieli się przez dwa, albo i nawet trzy tygodnie.
A czas ich rozłąki dłużył się niemiłosiernie. Całowali się zachłannie,
pozbywając się nawzajem swego odzienia.
###
Nastał dzień balu, a cały pałac tętnił życiem od samego
rana. Służba wierciła się i pomagała we wszystkim, by całe to przyjęcie odbyło
się na czas i niczego nie zabrakło. Do wieczora wszystko było gotowe i zapięte
na ostatni guzik. Właśnie teraz do zamku zaczęły zjeżdżać się urodziwe panny z
królestwa oraz innych królestw wraz z dwórkami, które towarzyszyły im niemal
wszędzie. Młody monarcha siedział właśnie w swym pokoju i dokonywał ostatnich
poprawek swej fryzury, która zdecydowanie nie chciała się dzisiaj ułożyć. Służący
wszedł do pokoju bez pukania, a widząc niezłomny trud swego pana, delikatnie i
ostrożnie zaczął samemu układać jego włosy. Po krótkiej chwili, czarne włosy
były ułożone, a na jego głowie spoczęła złota korona.
- Coś jeszcze pomóc, królu? – spytał, odsuwając się i jak to
miał w zwyczaju, schylił głowę.
- Pomóż mi się ubrać – odpowiedział.
Młodzieniec chwycił jedną z białych bluzek i powoli wsunął
na ręce swego króla. Potem ostrożnie, drżącymi dłońmi zapinał pozłacane guziki.
Jego twarz była czerwona, jednak nie zwracał na to uwagi. Chwycił czarną
marynarkę ze złotymi obszyciami i nałożył na niego. Zapił guziki i delikatnie
przyozdobił butonierkę kwiatkiem. Do brustaszy włożył idealnie złożoną
poczetkę. Odsunął się od króla i roziskrzonym spojrzeniem spojrzał na niego.
- Wygląda król, po królewsku – powiedział, wpatrując się
przez chwilę w młodego panicza.
- Dziękuję. Ty również powinieneś się przebrać. Nie może
ciebie zabraknąć – powiedział król z uśmiechem, widząc zmieszanie na rumianej
twarzy swego sługi.
Chłopiec skinął głową i czym prędzej się oddalił do swojego
małego pokoiku. Sam ubrał się w szary, lekko znoszony garnitur. Do brustaszy
natomiast wsadził małego, fioletowego bratka, jego ulubionego kwiatka, który
naprawdę ładnie wyglądał z szarością. Wszystkim mężczyzną na balu zakazano
ubioru czarnych garniturów bądź smokingów, bowiem to był dzień młodego króla
tego państwa i nikt nie miał prawa, być ubranym w podobny sposób. Służba
natomiast włożyć miała szare garnitury – taki rozkaz odgórny.
Chłopiec wyszedł ze swego pokoju dobrą chwilę po rozpoczęciu
balu. Nie chciał przeszkadzać, więc bocznym wejściem dostał się do środka sali
balowej i dyskretnie obserwował siedzącego na tronie króla, który witał się z
każdą panienką. Suknie tych wszystkich panien były pełne przeróżnych dziwnych
koronek, ozdobników, korali, pereł, haftów. Panny walczyły o serce króla,
jednak ten nie zatrzymał swego przenikliwego spojrzenia na żadnej z nich
na dłużej, niż by wypadało. Cały bal zaczął rozkwitać, a służba miała pełne ręce
roboty – prócz małego służącego, który stał z boku, czekając na jakikolwiek
znak od swego pana. Nikt nie mógł mu rozkazać czy do czegoś zmusić, bez
pozwolenia samego czarnowłosego. Westchnął cicho i sam zaczął pomagać innym.
Wiedział, że źle robił, ale naprawdę miał dość bezczynnego patrzenia na innych
służących, którzy uwijali się jak mróweczki, byle dogodzić zebranym gościom.
Bal skończył się późną nocą, a właściwie to wczesnym rankiem. Młodego króla,
odprowadzał jego służący. Otworzył drzwi i wpuścił władcę pierwszego, sam
wszedł po nim i zamknął drzwi. Zdążył się jedynie obrócić, gdy poczuł nachalny,
aczkolwiek delikatny pocałunek ze strony starszego z młodzieńców. Otworzył
szerzej oczy, jednak nie odsunął się, ani nie uciekł. Chciał tego od zawsze,
jednak jako służący to były tylko złudne marzenia, że ktoś taki wspaniały,
zainteresuje się zwykłym chłopcem. Złote oczy spojrzały w jego i wszystko było
jasne.
- Kochaj się ze mną – usłyszał namiętny i rozpalony głos
swego pana tuż przy uchu.
Przełknął ślinę. Bał się tego, bowiem to był jego pierwszy
raz. Ale jeśli nawet miałby to być ostatni, chciał go przeżyć właśnie ze swym
królem.
- Dobrze, królu – odpowiedział cicho, spuszczając
spojrzenie.
Jego nawyk dał o sobie znać i przez całą sytuację intymną,
jego oczy nie spojrzały na wspaniałe, wyćwiczone ciało. Mógł je jedynie czuć
pod swoimi palcami, jednak i tego się wstydził. Tego, że brudnymi dłońmi skala
ciało króla. Młody władca nie przejmował się tym. Był tak spragniony bliskości
z drugim człowiekiem, a jego serce szalało, kiedy widział swego sługę, choćby
rano, kiedy przynosił mu śniadanie. To zdecydowanie była nie tylko fascynacja,
ale po prostu miłość. Czysta miłość i najpiękniejsza. Książę szybko pozbył się
zbędnego odzienia młodzieńca i zaczął go całować. Miał piękne i delikatne
ciało, które aż prosiło o dotyk. Z ust chłopca co chwilę wyrywały się jęki,
bowiem ciało miał wrażliwe na każdy dotyk dłoni panującego. Czarnowłosy wódz
państwa błądził dłońmi przy kroczu młodzieńca, co jakiś czas jeżdżąc palcami po
najwrażliwszej części jego ciała. Nie mógł znieść zamglonych tęczówek, które
patrzyły w sufit, więc ułożył się między jego drobnymi nóżkami i całując jego
uda, doszedł do penisa. Wpierw pocałował samą główkę, lecz więcej nie mógł
zrobić, bowiem ręce służącego od razu zakryły prącie.
- Nie, królu – usłyszał, stłumiony głos chłopięcia.
- Nie zrobię ci krzywdy, wiesz przecież – odpowiedział i
ostrożnie odsunął ręce od krocza.
Spojrzał na twarz chłopca i wsunął całego penisa do ust. Po
całej komnacie rozniósł się głośny jęk zaskoczenia, ale też przyjemności
spowodowanej tym niezwykłym uczuciem, którego doświadczył pierwszy raz. Pan
zaczął stymulować prącie i delikatnie wodzić palcami obok wejścia, co rusz
wsuwając lekko same opuszki. Ciało młodzika wyginało się w ekstazie i
przyjemności, jaką otrzymywał. Wyjął z szafeczki olejek i polał nim swoje
palce. Król zaczął poruszać szybciej głową i wsunął jeden palce do środka.
Usłyszał jęk bólu, więc podniósł wzrok na służącego. Po jego twarzy płynęły
łzy, jednak starł je szybko wolną ręką. Zaczął poruszać palcem, jak prawdziwym
członkiem i po chwili odgłosy bólu przemieniły się w dźwięki przyjemności. Król
nie był w stanie długo wytrzymać, więc po chwili dołożył drugiego i trzeciego
palca, rozciągając tym samym wejście chłopca i przygotowując go na większą
przyjemność. Kilka ostatnich ruchów językiem i poczuł w ustach słonawy smak
nasienia, usłyszał głośny jęk spełnienia, zobaczył ciało wyginające się z
podniecenia. Połknął całą spermę i wylizał dokładnie członka. Nie było to wcale
ani dobre, ani złe, po prostu nijakie. Zmiażdżył w pocałunku usta chłopca, a
rękami smarował swojego członka, który aż piekł z bólu. Wszedł w jego ciasne
wejście, całując się z młodzieńcem. Po twarzy sługi popłynęły łzy, jednak nie
spowodowane bólem, a raczej dyskomfortem jakiego doznał. Uczucie rozpychania
było dziwne i odmienne od wszystkich odczuć, jakie znał. Było inne, ale
przyjemne. Kiedy możnowładca zaczął się poruszać, odczuwał coraz większa
przyjemność. A słuchając cichych westchnień i jęków, jakie wydobywały się w
jego ust, sam miał ochotę krzyczeć, kiedy uderzał dokładnie w jego prostatę.
Nie trzeba było czekać na finał, gdyż oboje byli spragnieni, rozpaleni, że
doszli niemal w tej samej chwili. To wszystko było wspaniałe przeżycie dla
dwojga młodzieńców, które zmieniło całkowicie dotychczasowe ich życie.
*****
I to byłoby na tyle.
Mam nadzieję, że się podobało. Powrót do starszych notek, budzi sentyment, zdecydowanie. Kolejna notka za jakiś czas.
Będzie dobrze, dużo zdrówka i wytrwałości.
Niech Yaoi będzie z Wami. xD.
*****
Edit. 25.03.2021r.
Ło, masakra! Jak mnie tu długo nie było! Masakra! Ale żyję... Jako tako, ale jednak.
Chwilowo stan braku postów się nie zmieni, może dodam za jakiś czas coś starego.
W komentarzach zostawiłam informację, że miałam problem z dostaniem się na pocztę, dzięki której mam dostęp do bloga - NA SZCZĘŚCIE udało się to jakoś zażegnać, i mam już pełen dostęp. Ufff, ulżyło mi.
Chwilowo stan braku postów się nie zmieni, może dodam za jakiś czas coś starego.
W komentarzach zostawiłam informację, że miałam problem z dostaniem się na pocztę, dzięki której mam dostęp do bloga - NA SZCZĘŚCIE udało się to jakoś zażegnać, i mam już pełen dostęp. Ufff, ulżyło mi.
Dbajcie o siebie i swoich bliskich!
Do następnego!
Wasza Kimi.
Hej,
OdpowiedzUsuńnie wiem jak to się stało, że wcześniej nie wiedziałam o nowym tekście...
co do tych tekstów, to powiem dawaj ;) o ile pamiętam to nie wszystko z onetu przeczytałam, a jeśli nawet to z wielką chęcią jeszcze raz pprzeczytam... :D
czytało się bardzo dobrze, już w pewnym momencie na brałam podejrzeń, że tym wybrankiem jest jego sługa... ale i ten malarz mnie ciekawił...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Hejka, hejka,
OdpowiedzUsuńkochana, kochana gdzie jesteś? proszę chociaż się odezwij... ja bardzo tęsknię... a to już bez mała rok...
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku...
weny, pomysłów życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia
HEJ!
OdpowiedzUsuńNiestety, stało się coś nieoczekiwanego. Straciłam dostęp do tego bloga i za cholerę nie rozumiem dlaczego :(. Nie mogę się dostać na maila przypisanego do bloga, co mnie strasznie irytuje! Dostaję szału!
Wcześniej nie było problemu, ale teraz się pojawił. Będę dalej próbować się jakoś na niego dostać, więc trzymajcie kciuki.
Pozdrawiam wszystkich,
Kimi.
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńkochana dopiero teraz to przeczytałam, to niefortunnie... no nie wiem czemu tak, a może po prostu nie zaglądałaś na tego e-maila przez trzy miesiące... przynajmniej mi to przychodzi do głowy... a może spróbuj przez przypomnienie... (chociaż ja do moich pierwszych e-maili nie pamiętam ani pytania i odpowiedzi czy pomocnego adresu)
czy jest jakaś szansa na kontakt z Tobą w razie czego...
Dużo weny i pomysłów życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńmuszę przyznać że czytało się bardzo dobrze, w pewnym momencie przebłysk - tym wybrankiem jest ten sługa, ale i malarz mnie ciekawił bo nie spotkał się z krolem (soczewki kolorowe istnieją)
mam nadzieję że I będzie więcej tekstów, choć słówko by się przydało... I mam nadzieję, że te problemy z zalogowaniem rozwiązały się...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Iza
Hejeczka, hejka,
OdpowiedzUsuńkochana och aż mi trochę głupio bo czytam od dawna Twoje opowiadania i tylko kilka razy skomentowałam i to przedewszystkim na Onecie, jeszcze przed Twoją przeprowadzką, no ale cóż później w zasadzie to nigdzie nie czytałam... teraz tak postanowiłam powrócić i sprawdzam blogi, które czytałam... wiele niestety już nie istnieje, albo gdzie indziej się przeniosło... ale cieszę się, że tutaj pojawiały się nowe teksty i jednak liczę że nadal będą... nie przedłużając zabieram się za czytanie...
weny, czasu chęci i pomysłów życzę...
no i na Nowy Rok aby był jeszcze lepszy od tego i aby pospełniały się wszystkie pragnienia i aby pomysły na nowe opowiadania nie odpuszczały ;)
Pozdrawiam serdecznie i gorąco Zośka
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńkochana mam nadzieję, że powrócisz tutaj bo ja ogromnie tęsknię za Twoimi tekstami...
chęci i weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Hejka,
OdpowiedzUsuńkochana proszę, proszę wróć tutaj do nas... tęsknię bardzo, ale to bardzo mocno...
weny, chęci i pomysłów życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńproszę, proszę choć kochana odezwij się tutaj... tak mi smutno...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńkochana, kochana tęsknię bardzo z Twoimi tekstami... wróć do nas...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Zośka
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńkochana proszę, proszę powróć tutaj, no albo na inny blog... tęsknię przez duże "T"
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńkochana moja autorko, bardzo tęsknię za kontynuacją tego opowiadania, proszę powróć tutaj...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńkochana autorko powrócisz tutaj, jest mi bardzo smutno...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńkochana proszę choć się odezwij, bo ja tęsknię za tą historią... opowiadanie jest fantastyczne
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Agnieszka
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńwróć tutaj kochana, bardzo tęsknię...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńbardzo mi jest smutno, że nie ma kontynuacji tego świetnego opowiadania, czytam po raz kolejny i chce się po prostu więcej... powróć tutaj proszę...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Droga nasza autorko, tak tutaj od czasu do czasu wracam z ogromną nadzieją na jakieś nowy rozdział, a tutaj lata lecą i nic... ale też tak wracam aby ponownie przeczytać...
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że jednak zaglądasz tutaj czasami i wciąż pamiętasz o tym blogu...
Pozdrawiam serdecznie i cieplutko Aga
Hejeczka, hejeczka,
OdpowiedzUsuńDroga autorko, tak tutaj od czasu do czasu wracam z ogromną nadzieją na jakieś nowe opowiadanie, a tutaj nic... ale też tak wracam aby ponownie przeczytać... opowiadania są po prostu cudowne...
Mam nadzieję, że jednak też zaglądasz jednak tutaj czasami i wciąż pamiętasz o tym blogu...
Pozdrawiam serdecznie i cieplutko Anka
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńczekam, czekam wciąż mam nadzieję na Twój powrót mimo upływu tylu lat...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Hejka,
OdpowiedzUsuńjuż tyle lat minęło, a ja wciąż to mam ogromną nadzieję na więcej
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Anka